Ataki na lotnisko i tankowce! Czy to preludium do wojny?

Od wczoraj świat obiegają kolejne niepokojące doniesienia o działaniach mogących być uznane za wojenne na Bliskim Wschodzie. Zaistniała sytuacja niemal natychmiastowo przełożyła się na wzrost cen ropy.

 

Wydarzenia z ostatnich godzin mają swoje źródło najprawdopodobniej w Jemenie, gdzie wciąż trwa wojna między rządem stworzonym przez sunnitów, a mniejszością szyicką reprezentowaną przez rebeliantów Huti. Obydwie strony konfliktu wspierane są przez silniejszych graczy w regionie. Stronę rządową wspiera Arabia Saudyjska, a szyicką mniejszość Iran. Jemen stał się w ten sposób swoistą areną rozgrywki pomiędzy tymi dwoma krajami. Zdaniem niektórych, pośrednio o swoje wpływy mogą rywalizować tam również Rosja oraz Stany Zjednoczone na kanwie trwającego konfliktu zbrojnego.

 

W dniu wczorajszym pojawiły się informacje o ataku przeprowadzonym przez jemeńskich rebeliantów Huti na jedno z lotnisk w Arabii Saudyjskiej. Przyznali oni się, do skierowania pocisku manewrującego na międzynarodowe lotnisko Abha. Strona saudyjska potwierdziła, że doszło do ataku rakietowego w pobliżu lotniska. Zdaniem władz Arabii Saudyjskiej, w wyniku wybuchu poszkodowanych miało zostać 26 cywilów, w tym również cudzoziemcy. Ośmiaro rannych miało trafić do szpitali, a wśród nich znalazły się kobiety i dzieci. Życiu poszkodowanych nie zagraża niebezpieczeństwo, a obrażenia wywołane są głównie przez odłamki.

 

Wojna w Jemenie trwa od 2015 roku. W tle konfliktu między rządem a rebeliantami reprezentującymi mniejszość tkwią napięcia religijne pomiędzy wyznawcami islamu sunnickiego a szyickiego. Choć strona rządowa wspierana jest przez Arabię Saudyjską, to w konflikt ten zaangażowana jest też Al Kaida również walcząca z rebeliantami Huti.

 

Dziś nad ranem doszło natomiast do ataku na dwa tankowce znajdujące się w Zatoce Omańskiej Płynęły one pod banderą Panamy, a także Wysp Marschalla. Przynajmniej jedna z jednostek stanęła w płomieniach. Załogi zostały ewakuowane, a w akcji ratunkowej wzięła udział Amerykańska V Flota, po otrzymaniu wezwania o pomoc od obydwu zaatakowanych jednostek. Zaniepokojona tym stanem rzeczy wyraziła strona irańska.

 

Tankowce wypłynęły wcześniej z portów w Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Według informacji przekazywanych przez niektóre arabskie media, atak został przeprowadzony przy użyciu torpedy. Reuters poinformował natomiast, że jedna z jednostek ma uszkodzony kadłub, jednak nie grozi jej zatonięcie. To właśnie ta sytuacja w Zatoce Omańskiej wpłynęła na zwiększenie się dziś cen ropy.

 

Atak na tankowce nastąpił około miesiąc po sabotażu dwóch tankowców w tym samym regionie. Oskarżono wówczas o atak stronę irańską, a cały incydent poskutkował jeszcze większym zaostrzeniem relacji na linii Teheran-Waszyngton.

 

Iran ogłosił dziś jednak, że ocalił 44 członków załogi tankowców i zabrał ich na terytorium kraju. Do ataków doszło w czasie, kiedy premier Japonii odbywał wizytę w Iranie. Jak przekazał japoński minister handlu, transportowane ładunki miały być także związane z Japonią.

 

Kuwejt postawił swoje obiekty naftowe w wysokiej gotowości. Natomiast norweski urząd morski potwierdził iż doszło do ataku na Front Altair. Na jego pokładzie miały mieć miejsce trzy eksplozje.

 

 

 

 

Źródło: poinformowani.pl ; Al Jazeera ; Twitter