Jak podały media nie żyje Tomasz Jędrzejczak.  52-letni polityk był radnym Prawa i Sprawiedliwości  w powiecie zgierskim. Jak nieoficjalnie wiadomo jego ciało zostało wyłowione z Wisły na wysokości Mostu Łazienkowskiego w Warszawie.

 

Policja i prokuratura nie udzieliły na ten temat jeszcze żadnych informacji.  Informację o śmierci radnego podał jego przełożony,  poseł PiS Marek Matuszewski. Jak podaje RMF FM, do tragedii doszło prawdopodobnie w piątek 18 października. W świetle ustaleń stacji: „Na chwilę obecną nie wiadomo, czy Tomasz Jędrzejczak zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku, czy przyczyniły się do tego osoby trzecie. Wyjaśnieniem okoliczności śmierci zajmuje się stołeczna prokuratura. Według wstępnych ustaleń mężczyzna miał silne obrażenia głowy”.

 

/red./

Za: rmf.fm

Niewątpliwie wybory parlamentarne przyniosły sporo niespodzianek. Już sam fakt, że do sejmu weszły wszystkie ogólnopolskie komitety jest zdarzeniem bez precedensu. Bez dwóch zdań zwycięzcami są formacje prawicowe. PiS zgarnął samodzielną większość, do sejmu weszła też Konfederacja.

 

W wymiarze personalnym było trochę zaskoczeń. Jak zwykle było wielu przegranych, by wspomnieć tu chociażby posłów Krzysztofa Czabańskiego, Piotra Naimskiego i  Stanisława Piotrowicza, posłankę Annę Sobecką, ojca Prezydenta prof. Dudę (senat) z PiS czy Tomasza Cimoszewicza (PO), Piotra Misiłę,  Jerzego Meysztowicza (obaj z Nowoczesnej). O wielkich przegranych pisaliśmy TUTAJ https://prostozmostu.pl/tych-poslow-nie-zobaczymy-juz-w-sejmie/.

 

Kto jest z kolei wygranym ostatniej elekcji? Po stronie opozycji niewątpliwie imponującym wynikiem może się pochwalić Małgorzata Kidawa-Błońska. Ponad 416 tysięcy głosów musi budzić szacunek. Niemal ćwierć miliona głosów uzyskał też lider PiS, Jarosław Kaczyński. W zdominowanej przez PO stolicy ten wynik zasługuje na uznanie. Jeśli chodzi o innych liderów list to niewątpliwie powody do zadowolenia mają Małgorzata Wasserman (ponad 140 tysięcy głosów) i premier Mateusz Morawiecki, który w trudnym okręgu katowickim, nie tylko zdobył ponad 130 tysięcy głosów, ale wyraźnie pokonał konkurenta z list PO w tym okręgu, Borysa Budkę. Być może jeszcze bardziej prestiżowe zwycięstwo premier odniósł nad Zbigniewem Ziobrą, który startując z wyraźnie większego i lepszego dla PiS okręgu świętokrzyskiego zebrał  o niemal 20 tysięcy głosów mniej.

 

Wielkimi wygranymi wyborów do sejmu są też  Kacper Płażyński i Adam Andruszkiewicz. Pierwszy, startując z drugiego miejsca listy PiS rozgromił wręcz lidera listy,  Jarosława Sellina uzyskując ponad 89 tys. głosów (Sellin blisko 30 tysięcy). Niemal takie poparcie jak Jarosław Sellin z miejsca pierwszego zdobył natomiast na Podlasiu, Adam Andruszkiewicz startując z … 10-ki. W jego przypadku blisko 30 tysięcy głosów i trzeci wynik na liście PiS to niebywały sukces.

 

Nie wszyscy liderzy zawodzili. Przykładowo świetnym, ponad 86 tysięcznym wynikiem może się pochwalić Marcin Horała z PiS. Jeśli chodzi o polityczną młodzież to bardzo dobre wyniki z dalszych miejsc zanotowali tez m.in. Daniel Milewski (ostatnie miejsce w Siedlcach, ponad 40 tysięcy głosów), Jacek Ozdoba (z  17. miejsca, 17,8 tys.) czy Sebastian Kaleta (PiS, startując w Warszawie z 9. miejsca- 17,5 tys.). Na listach KO z dalszym miejsc świetnie poradzili sobie m.in. Bogusław Sonik w Krakowie ( 8.miejsce, prawie 17,5 tys. głosów) oraz młodzi  Krzysztof Truskolaski (z 2-ki pokonał lidera listy zdobywając 37 tysięcy głosów na Podlasiu) czy Franciszek Sterczewski (Poznań, ponad 25 tysięcy głosów z ostatniego miejsca).  Z dalszych miejsc do sejmu weszła też m.in. Klaudia Jachira…

 

Mamy nadzieję, że wszyscy wymienieni solidny mandat jaki otrzymali od wyborców poprą w najbliższych latach solidną pracą czego zarówno im, jak i ich wyborcom życzymy.

 

/red./

Foto: zrzuty z ekranu/Youtube.com

 

 

 

 

Nikt nie ma chyba najmniejszych wątpliwości jak dużym wzmocnieniem dla kadry polskich siatkarzy jest Wilfredo Leon. Jednak to w jak imponujący sposób potrafi zagrywać pochodzący z Kuby siatkarz reprezentacji Polski wciąż potrafi zaskoczyć.

 

Tak właśnie było podczas wygranego 3-1 wczorajszego meczu w ramach walki o Puchar Świata z Rosją. Oto chwila magii w trzecim secie, gdy przy stanie 16-10 Leon  dokonał siatkarskiej masakry na naszych rywalach posyłając trzy kolejne asy serwisowe. Warto zobaczyć!

 

/red./

Foto: Twitter.com/zrzut z ekranu

 

Nie żyje prof. Jan Szyszko. Zmarł w wieku 75 lat. Był dwukrotnym ministrem środowiska. Urząd sprawował dwukrotnie. Najpierw w latach 2005-2007, a następnie 2015-2018.

 

O śmierci prof. Szyszki poinformował Prezydent, Andrzej Duda, jak napisał:

 

„Bardzo smutna, niespodziewana wiadomość. Dziś przed południem odszedł Pan Prof. Jan Szyszko. Naukowiec i polityk, ale przede wszystkim dobry i życzliwy Człowiek, pasjonat przyrody, którego darzyłem wielką sympatią i szacunkiem”

 

 

/red./

 

 

/red./

Dużo się mówi o chuligańskich wybrykach pseudokibiców w Polsce czy Europie. Oczywiście trzeba je piętnować, a na stadionach dbać o bezpieczeństwo wszystkich uczestników sportowego widowiska. Nie zmienia to jednak faktu, ze to co wydarzyło się podczas wywiadu jakiego udzielał jeden z futbolistów po meczu w lidze wenezuelskiej, w Europie nie miało miejsca chyba nigdy.

 

Zresztą sami zobaczcie:

 

Źródło: twitter.com

Foto: zrzut z ekranu/Twitter.com

Kilka dni temu opublikowaliśmy tekst pt. „Działacz polskiej, prawicowej partii pozwany za…”xD”?! Jest komentarz w sprawie”, w którym w oparciu o słowa Pawła Wyrzykowskiego z Partii KORWIN oraz Konfederacji napisaliśmy, że dostał on pozew od Kai Godek za użycie we wpisach na jej temat znaczka „xD”. Do całe sytuacji we wpisie na FB odniosła się sama zainteresowana.

 

 

W świetle informacji jakie zamieściła Kaja Godek sprawa wygląda inaczej niż pierwotnie została przedstawiona. Nie nam oczywiście rozstrzygać kto ma rację w sądowym sporze, chcąc jednak pozostać w zgodzie z zasadami dziennikarstwa publikujemy oświadczenie Kai Godek, jednocześnie prostując wcześniej podane informacje.

 

REDAKCJA PROSTO Z MOSTU

WPIS KAI GODEK:

 

Nadrobiłam zaległości medialne z weekendu i z przykrością stwierdzam, że redakcja Najwyższy CZAS! dopuściła się wobec mojej osoby grubej manipulacji. Zaprosili na rozmowę Paweł Wyrzykowski i najpierw mówili w studiu, a potem napisali jako skrót na portalu, że Paweł dostał ode mnie akt oskarżenia „za xD”. Chyba miała to być okazja do wyśmiania sprawy sądowej i mojej osoby, tymczasem skończyło się kompromitacją redakcji.

 

Drodzy redaktorzy Najwyższego Czasu, czytajcie dokumenty, które omawiacie. Paweł ma oczywisty interes, aby sprowadzić sprawę do absurdu, niestety sprawa nie jest absurdalna, a dla niego samego wyjątkowo niekorzystna. Akt oskarżenia dotyczy kilku komentarzy, z których jeden zawiera faktycznie używany w internecie znaczek xD, ale treść wszystkich cytowanych w akcie publicznych wystąpień Pawła ma duży ciężar gatunkowy i jest jednym wielkim kłamstwem.

 

Wklejam poniżej fragment aktu oskarżenia, gdzie wyszczególnione są kolejne wypowiedzi, za które mój pełnomocnik skarży Pawła. Są to wypowiedzi obraźliwe i nieprawdziwe, dlatego zdecydowaliśmy dochodzić moich praw w sądzie. I naprawdę nie jest to „pozew za xD” jak napisali dziennikarze NCz.

 

Co do Najwyższego Czasu – dziennikarz prowadzący rozmowę oraz spisujący z niej relację wykazał się totalnym brakiem profesjonalizmu. Zastanawiające jest, czy zrobił to nieświadomie, tj. nie doczytał aktu oskarżenia? A może doczytał, ale linia pisma kierowanego przez Tomasz Sommer została określona tak, ze gramy na konkretną opcję polityczną, a prawda nas nie obchodzi? Jeśli to ostatnie, to niestety nie różnicie się Państwo niczym od redakcji mediów POwskich i PiSowskich, które sami krytykujecie. Tak jak te media dokonują przekłamań i piszą półprawdy, tak i Wy ustawiacie rzeczywistość pod tezę. Problem w tym, że ta rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej…

PONIŻEJ SCREENY POZWU:

Obraz może zawierać: tekst
/red./

Do eksplozji niewybuchu doszło dzisiaj w Kuźni Raciborskiej w województwie śląskim.W jej wyniku rannych zostało sześciu saperów z Gliwic, którzy starali się zabezpieczyć ładunek.

 

Służby zabezpieczające miejsce zdarzenia nie chcą udzielać żadnych informacji o samym wypadku jak i jego okolicznościach. Na miejscu zdarzenia pojawiły się jednak liczne zastępy straży pożarnej. Przybyły też karetki pogotowia, a nawet śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

 

Jak wynika z nieoficjalnych informacji w wypadku ucierpiało aż sześciu saperów. Najprawdopodobniej pochodzą oni z jednostki w Gliwicach.

 

/red./

 

Najwartościowsze recenzje Jokera zostaną napisane przez filmoznawców i psychiatrów. Ja nie jestem żadnym z nich. Jestem za to politologiem, spróbuję więc opisać swoje wrażenia związane z politycznym i społecznym światem przedstawionym. Tekst zawiera spojlery i nie warto psuć sobie nim wizyty w kinie. Do mojego wpisu można wrócić już po niej. Nie jest to też recenzja w której piszę o tym, czy warto iść na film czy nie. Piszę to już tutaj. Warto. A poniżej spisuję kilka impresji jakie narzucają mi się po seansie.

 

Joker dzieje się w 1981 roku co może prowadzić do skojarzeń z zamachem na Ronalda Reagana. Prawdziwe wydarzenia z naszego świata, choć odległe od tego co dzieje się w fikcyjnym Gotham, mają z nimi jakiś związek. Chodzi o niepoczytalność sprawcy i przenikanie się rzeczywistości z telewizyjną fikcją. Joker jest niezdrowo zafascynowany wieczornym show, które nieudolnie próbuje odgrywać w swoim mieszkaniu. John Hinckley Jr chciał zabić prezydenta po to, aby zwrócić na siebie uwagę Jodie Foster. Absurdalna motywacja, ale jest tu coś jeszcze. Hinckley Jr aktorkę po raz pierwszy zobaczył w „Taksówkarzu” Scorsese do którego Joker bywa bardzo podobny.

 

A to za sprawą miasta, brudnego i beznadziejnego. Sceny, na których widzimy jakąkolwiek architekturę cieszącą oko są w Jokerze rzadkością. Najwięcej w nim obskurnych ulic, zdewastowanych klatek schodowych i zabazgranych stacji metra. Przywodzi to na myśl Amerykę z końca lat siedemdziesiątych i początku osiemdziesiątych, w stagnacji, niewierzącą w siebie. Taką, w której klęska wielkich projektów socjalnych wcześniejszych dekad była już bardzo widoczna.

 

I tak jest też w Jokerze. Gotham tonie nie tylko w śmieciach ale też w bezrobociu i ekonomicznym zastoju. Biznes się zwija a zwykłym ludziom żyje się coraz trudniej. Na tak zarysowanej szachownicy pojawia się Arthur Fleck, przyszły Joker. Mieszka z matką i zmaga się nie tylko z ciężkim losem ale przede wszystkim z chorobą. Przez swoją odmienność, może i irytującą, ale początkowo chyba niegroźną, doświadcza licznych upokorzeń. W sytuacji zagrożenia życia broni się przed napadem. Robi to skutecznie dając przy okazji twarz, a raczej maskę klauna, społecznej rebelii.

 

Wątek zamieszek, choć potencjalnie bardzo rozwojowy, jest w filmie bardzo słaby, powierzchowny, przy tym interpretowany pod wpływem amerykańskiego „tu i teraz” któremu postać Jokera się nie powinna poddawać. Rozumiem oczywiście to, że opowieść skupia się na głównym bohaterze a nie na tym co dzieje się u niego pod blokiem. Budowa opozycji pomiędzy bogatymi a biednymi jest zrozumiała o tyle, że to właśnie takie symplifikacje są w stanie wypchnąć ludzi na ulicę. Jednocześnie, można było dodać jakiejś głębi, pokazać, że to nie tylko Joker był odrzucony. Że taki jak on, samotny, niezrozumiany, zaszczuty czuł się w Gotham prawie każdy. I każdy czekał na iskrę.

 

Joker może być widziany jako film o kryzysie służby zdrowia. Obrazuje to niezainteresowana pracownica socjalna która, jak sądzi Arthur, nie słucha go i zadaje wciąż te same pytania. Do czasu, bo obcięcie funduszy na pomoc takim jak przyszły Joker tylko dynamizuje jego odklejanie się od rzeczywistości. Jest to też film o czymś jeszcze, o samotności. Być może Joker nigdy by się nie narodził gdyby Arthur miał choć jednego prawdziwego przyjaciela.

 

Joker może być też filmem o elitach niepotrafiących komunikować się z masami. Kandydat na burmistrza Thomas Wayne może i ma dobre intencje, ale wizerunek bogacza żyjącego w willi za bramą nie przystaje do wyobrażeń ludzi, którzy będą szukać podobnych do siebie w rozwiązywaniu ich problemów. Dlatego wybierają Jokera jako swój symbol i dlatego ginie Wayne. Joker był kimś kto w telewizji powiedział to, co każdy myślał. Wayne przemawiał w sposób, którego nie rozumieją ludzie na ulicy.

 

Joker w pewnym momencie filmu deklaruje, że nie wierzy w nic. To nihilistyczne stanowisko chyba nie było w nim od początku. Może kiedyś wierzył ale pod wpływem niepowodzeń przestał. Próbował przecież swoich sił w stand-upie, chciał pracować, opiekował się matką. Trudno jednak nie zauważyć też i tego, że Joker w finałowej scenie filmu wygłasza coś na kształt przemówienia. Odrzuca w nim utarte normy i schematy i naśmiewając się ze śmierci przekracza tabu. Pyta przy tym o to, kto właściwie decyduje o tym co jest śmieszne albo nie. Co jest dobre a co złe. Czemu on sam miałby nie wyznaczyć granic po swojemu? A co z tymi, którzy pójdą w jego ślady? Niech robią z jego myślami co chcą i co potrafią.

 

Joker nie odnosi jednak zwycięstwa na żadnej płaszczyźnie. Nie zniszczył władzy, w ostatnich scenach widzimy go uciekającego przed sanitariuszami. Ale i władza się nie zmieniła, nadal go nie rozumie, nie wie jak mu pomóc, o ile to jeszcze w ogóle możliwe, nadal może obawiać się jego i jemu podobnych. Uliczna rebelia nie może trwać wiecznie i krwawy karnawał kiedyś się kończy. Do następnego razu oczywiście, do kolejnego występu. Bo i tak można widzieć przerażające dziedzictwo Jokera. Jako pokaz świata na opak, w którym chory psychicznie wyrzutek staje się symbolem dla tych, którym również, tak jak i jemu, ciążą społeczne normy.

 

 

Dr Marcin Chmielowski – politolog, doktor filozofii, rektor Alternatywnej Szkoły Biznesu i Rozwoju Osobowego im. Ludwiga von Misesa, wiceprezes Fundacji Wolności i Przedsiębiorczości. Publicysta, komentator i scenarzysta.