Niestety dotarły smutne wieści dotyczące polskiego środowiska dziennikarskiego. Do wieczności przeszedł pochodzący z naszego kraju dziennikarz, a zarazem korespondent Polski w Rosji, który w tym roku skończyłby 54 lata. W dużej mierze podczas swojej zawodowej kariery zajmował się on tematyką wojenną.

 

Wiktor Bater urodził się 24 września 1966 roku w Warszawie. W ramach swojej pracy, relacjonował dla ludzi śledzących polskie media m.in. atak terrorystyczny na szkołę w Biesłanie. W 2008 roku wydał również książkę zatytułowaną „Nikt nie spodziewa się rzezi (Notatki korespondenta wojennego)”, w której podzielił się swoimi zapiskami sporządzonymi przy okazji wypraw w rejony, gdzie toczył się konflikt zbrojny na Bałkanach.

 

Do września 2019 roku, Wiktor Bater pełnił obowiązki szefa newsroomu w stacji telewizyjnej Superstacja. W latach 2009-2011 był natomiast korespondentem telewizji Polsat News w Moskwie. To właśnie Polsat News potwierdziło dzisiejsze smutne doniesienia o śmierci dziennikarza.

 

Bardzo interesującym faktem z życia Wiktora Batera jest to, że był on pierwszym polskim dziennikarzem, który oficjalnie przekazał do telewizji tragiczne informacje o katastrofie smoleńskiej w dniu 10 kwietnia 2010 roku.

 

Na ten moment nie są oficjalnie znane przyczyny śmierci polskiego dziennikarza i korespondenta w Rosji.

 

 

 

Źródło: Telewizjarepublika.pl ; o2.pl ; Polsat News

Fot.: Pixnio.com ; Twitter/@szykom89 ; Twitter/@RepublikaTV

 

 

To co rozegrało się w jednym z miast na południu Polski może być szokujące dla wielu czytelników. Niestety wydarzenie to można śmiało uznać za makabryczne, a szczegóły tragedii mogą być nieodpowiednie dla szczególnie wrażliwych osób. Przy tym wszystkim, dosyć tajemnicze są okoliczności całej historii.

 

Wstrząsająca sytuacja rozegrała się w miejscowości Orzesze, leżącej na terenie województwa śląskiego. W jednym z domów przy ulicy Pocztowej doszło tydzień temu do strasznej tragedii. Wielu intryguje fakt, że wydarzyło się to w rodzinie, która nigdy nie stwarzała problemów i nie przejawiała niepokojących zachowań w oczach sąsiadów. Na podwórku przy tej posiadłości widać trampolinę, zjeżdżalnie i dość zadbane otoczenie domu. Miejsce to niestety stało się świadkiem przerażających scen.

 

Tamtego nieszczęśliwego dnia, w domu tym dostrzeżony został pożar. Kiedy na miejsce przybyły służby, dokonano makabrycznego odkrycia. Obok budynku znajdowała się bowiem ranna kobieta, którą przetransportowano do szpitala. Wewnątrz domu znaleziono jednak już martwych ludzi, czyli jej męża i dziecko. Mężczyzna miał mieć rany w okolicach klatki piersiowej, a 10-letnia córka Klaudia została według ustaleń śledczych uduszona.

 

To jak wyglądały obrażenia wszystkich członków tejże rodziny oraz fakt, że w opinii sąsiadów była to normalna rodzina, która jeszcze niedawno wspólnie miło spędzała czas przy grillu, wywołało wiele pytań oraz wątpliwości co do tego co właściwie tam się stało i kto jest odpowiedzialny za całą tragedię. Jak potwierdziła policja, nikt w tej rodzinie nie był też objęty przymusową kwarantanną w związku z epidemią. Śledczy wzięli pod uwagę, że winna jest matka lub ojciec dziecka.

 

Jak podaje portal Fakt.pl, nowe światło na sprawę rzucić miały kolejne ustalenia w śledztwie i przesłuchanie rannej kobiety. Najbardziej prawdopodobna zdaniem prokuratorów z Mikołowa jest wersja mówiąca o tym, że to mężczyzna doprowadził do śmierci dziecka, zaatakował swoją małżonkę, wywołał pożar i w brutalny sposób pozbawił się życia.

 

Szymon Sz. od kilku miesięcy pracować miał jako kierowca tira. Wcześniej jednak zajmował się też innymi biznesami. Według tej najbardziej zdaniem prokuratury wersji wydarzeń, do tak okrutnego czynu pchnąć miały go problemy finansowe. Mężczyzna miał mieć bowiem sporo długów.

 

 

Źródło: TVP Info ; Fakt.pl

Fot.: Flickr

Wokalistka ta zyskała niegdyś sporą popularność, a jej przebój „Mercy” wpadał w ucho ludziom w różnych częściach świata. Przed laty jednak, gwiazda znikła nagle ze świata show-biznesu, a wiele jej fanów oraz osób śledzących muzyczny świat zastanawiało się, co właściwie wpłynęło na nagłe przerwanie kariery. W tym roku piosenkarka postanowiła przekazać szokującą zapewne dla wielu wiadomość. Jak twierdzi została ona bowiem… porwana. Takimi rewelacjami sama zainteresowana podzieliła się w lutym, a w ostatnim czasie zdecydowała się opowiedzieć jeszcze więcej na temat swojej dramatycznej historii. Jej opowieść wielu wydać może się wręcz nieprawdopodobna.

 

Aimee Anne Duffy, znana bardziej jako po prostu „Duffy”, to urodzona w Walii piosenkarka oraz laureatka Nagrody Grammy w kategorii „Best Pop Vocal Album”. Nagrodzona została ona w 2009 roku za album Rockferry. Jej szczególnym hitem, który pozwolił wokalistce zostać zapamiętaną przez wielu słuchaczy, okazał się być utwór zatytułowany „Mercy”. Ostatnia jej płyta okazała się oficjalnie w 2010 roku, a później wielu nie wiedziało co właściwie stało się ze sławną wówczas Duffy.

 

 

Ponad miesiąc temu, piosenkarka ogłosiła za pośrednictwem internetu, że spotkały ją wstrząsające przeżycia. Według przedstawionej przez nią wersji została ona porwana, a następnie zgwałcona, a cała ta okrutna sytuacja wywołała u niej traumę i spowodowała konieczność przerwania kariery. Po kilku tygodniach podzieliła się ona na swoim blogu kolejnym wpisem, w treści którego ujawniła kolejne szczegóły tej tragicznej wręcz historii.

 

– Podano mi narkotyki w restauracji. Byłam odurzana przez cztery tygodnie, przewieziono mnie do obcego kraju. Nie pamiętam, jak wsiadłam do samolotu. Zostałam zamknięta w pokoju hotelowym, a sprawca wrócił i zgwałcił mnie. Pamiętam ból i to, że próbowałam zachować przytomność. Utknęłam z nim w jednym pokoju na cały następny dzień. Nie patrzył na mnie

– opowiedziała Duffy.

 

Piosenkarka twierdzi, że jej koszmar rozpoczął się w dniu jej urodzin. Ciężko jej znaleźć wytłumaczenie na to, iż znalazła ona w sobie siłę by znieść tamte przeżycia.

 

– Nie wiem, skąd miałam siłę, by przetrwać te dni, ale czułam obecność czegoś, co pomogło mi pozostać przy życiu

– twierdzi piosenkarka.

 

Według jej relacji, została ona następnie przywieziona do Wielkiej Brytanii. Miała znać swojego oprawcę co miało przesądzić o tym, że bała się powiadomić służby o tym co zaszło. Jak pisze, żyła nadal w strachu.

 

– Pójście na policję nie było bezpieczne. Czułam, że jeśli coś pójdzie nie tak, to on by mnie zabił. Gdy wróciłam do domu, mogłam już tylko usiąść, gapić się i zachowywać jak zombie

– wyjaśnia w swoim wpisie sławna niegdyś artystka.

 

Piosenkarka uważa, że znalazła siłę do opowiedzenia tego co ją spotkało i zmierzenia się z przeszłością, gdyż ma mieć to wpływ terapeutyczny. Wcześniej jak twierdzi, brała jednak pod uwagę zmianę imienia i nazwiska.

 

– Mam nadzieję, że nie będzie już pytań w stylu „Co się stało z Duffy?”. Teraz już wiecie. Jestem wolna

– zakończyła swój wpis.

 

View this post on Instagram

With love, duffywords.com

A post shared by @ duffy on

 

 

Źródło: Plotek.pl ; YouTube/DuffyVEVO ; Duffywords.com ; Wikipedia.org

Fot.: Hippopx.com ; Instagram/@duffy

W czasie epidemii koronawirusa, kiedy wiele osób izoluje się zgodnie z zaleceniami rządzących, nie wychodząc bez poważnej potrzeby z miejsca zamieszkania, spore grono artystów umila rodakom czas poprzez występy online, organizowane w sieci wspólne koncerty czy inne aktywności, którymi dzielą się gwiazdy na portalach społecznościowych. Jak się jednak okazuje, również znanych z show-biznesu osób nie unikają problemy. Przekonał się o tym w ostatnim czasie zapewne Zenon Martyniuk oraz bliskie mu osoby.

 

Choć sama osoba wokalisty określanego jako „król muzyki Disco Polo” nie kojarzy się raczej ze skandalami, to jednak sporo mówiło się niejednokrotnie o sytuacji w jego rodzinie. Zachowanie syna popularnego „Zenka” było bowiem tematem poruszanym w minionych miesiącach przez spore grono dziennikarzy, a opisywane sytuacje mogły wywoływać bulwersację wielu osób, także tych, które cenią muzykę zespołu Akcent i jego lidera.

 

Media poświęcały czas Danielowi M. w związku z jego kłopotami z prawem, informacjami o posiadaniu przez niego i braniu narkotyków, poważnych kłopotach w małżeństwie i to w niedługim czasie po ślubie, a także przez to jak brzmiały jego wypowiedzi, w których komentował karierę i muzykę tworzoną przez swego ojca. Teraz jak się okazuje, mężczyzna miał dopuścić się po raz kolejny zachowania niezgodnego z obowiązującymi przepisami. W tle całej sprawy tkwi to czym ostatnio żyją niemal wszyscy w Polsce i Europie, czyli pandemia koronawirusa.

 

Daniel M. przebywał w niedawnym czasie na terenie innych państw. Jak podaje portal o2.pl, chodzi tu m.in. o Holandię oraz Niemcy. Zgodnie z wprowadzonymi obostrzeniami, po powrocie do Polski, powinien on odizolować się i przebywać na kwarantannie przez okres dwóch tygodni. Pojawiły się jednak informacje, że Daniel M. nie zastosował się do tychże zasad i przebywał poza miejscem zamieszkania w okresie 14 dni, które spędzić powinien w domu.

 

Jak przekazał „Fakt”, policja miała zostać zaalarmowana w tej sprawie przez mieszkańców Wasilkowa (woj. podlaskie). Ludzie ci mieli być zaniepokojeni tym, że syn gwiazdy disco polo, często opuszcza miejsce zamieszkania, pomimo powrotu z innego kraju. Według tych medialnych doniesień, funkcjonariusze po dotarciu na miejsce mieli otrzymać informację od samego zainteresowanego, że bierze on prysznic. Miał skontaktować się z policjantami po kwadransie. Czekający funkcjonariusze dostrzegli w pewnym momencie wbiegającego po schodach Daniela M.

 

– Tłumaczył, że był odwiedzić rodziców. W sposób lekceważący wypowiadał się też o zasadach kwarantanny

– powiedział cytowany przez portal o2.pl, nadkomisarz Tomasz Krupa.

 

30-latek miał nie przyjąć mandatu i jak podaje „Fakt”, stwierdził też, że „ma gdzieś całą kwarantannę”. Sprawa została skierowana do sądu.

 

Przypominamy za nieprzestrzeganie zasad kwarantanny grozi mandat w wysokości nawet 30 tysięcy złotych.

 

 

Źródło: Fakt ; o2.pl

Fot.: YouTube/TVP Info (zrzut ekranu)

 

Cały świat zmaga się obecnie z pandemią koronawirusa, a rządy poszczególnych państw różnymi sposobami starają się ograniczyć przyrost zachorowań, a także niwelować skutki gospodarcze obecnego stanu rzeczy. Wielu martwi się bowiem tym jak wyglądał będzie świat oraz sposób funkcjonowania w nim społeczeństw, gdy po czasie pandemii nadejdzie kryzys ekonomiczny. Choć dziś takie niepokoje pojawiają się na wszystkich kontynentach, to jednak wszystko zaczęło się w Chinach, a dokładniej w Wuhan, gdzie pierwsze sygnały o epidemii pojawiały się już pod koniec zeszłego roku. Niedawno upamiętniono tam ofiary rozprzestrzeniającego się wirusa.

 

Ostatnia sobota była dniem żałoby w Chinach. W ramach oddania hołdu tysiącom osób, które zmarły w czasie epidemii, flagi obniżono do połowy masztu, a przy wstrzymanym ruchu ulicznym na około trzy minuty rozbrzmiało wycie syren, a ludzie zatrzymali się w ciszy. Wiele osób ocenia tę chwilę jako wyjątkowo przejmujący widok po czasie wielu ludzkich dramatów, jakie miały miejsce w Chinach, a szczególnie w miejscowości Wuhan.

 

W sieci pojawiły się nagrania ukazujące to jak wyglądał ten wyjątkowy moment. Dwa z nich znajdują się w końcowej części artykułu.

 

W lutym pisaliśmy na łamach naszego portalu o tym, jak tragiczne sceny dzieją się na ulicach w tamtej części Chin. Ludzie odbierali sobie życie, niejednokrotnie podejmując się tak desperackich kroków w miejscach publicznych, dochodziło też do agresywnych, a nawet krwawych starć między ludźmi w sklepach.

 

O tym poczytają Państwo w poniższym artykule:

Wstrząsające nagrania z Chin. Ludzie odbierają sobie życie, atakują i podpalają… [WIDEO +18]

 

 

 

 

Źródło: tvp.info ; YouTube/Ruptly ; YouTube/AFP News Agency

Jak już zdążył się przekonać świat, pandemia koronawirusa nie oszczędza bogatych państw, a także znanych ludzi ze świata show-biznesu, sportu czy polityki. Choć dla wielu pocieszający może być fakt, że w Europie wiele państw uznaje sytuację epidemiczną za opanowaną, a przyrosty zachorowań nie są w nich już tak dynamiczne, to jednak niepokoić mogą doniesienia o stanie zdrowia niektórych zakażonych. Martwić mogą m.in. informacje dotyczące brytyjskiego premiera Borisa Johnsona.

 

Niepokojące wieści, brytyjskie media przekazały około godz. 19 czasu lokalnego. Wtedy to potwierdziło się, że w związku z pogorszeniem się stanu zdrowia Borisa Johnsona, trafił on na oddział intensywnej terapii w znajdujących się w stolicy kraju- Londynie Szpitalu św. Tomasza.

 

Według informacji przekazanych przez stację BBC, brytyjski premier trafił w niedzielę do szpitala, kiedy nasiliły się jego objawy związane z chorowaniem na COVID-19. Mimo iż choruje on już od jakiegoś czasu, to jednak w miniony weekend niepokojąca stała się wysoka temperatura.

 

Sam Coates, dziennikarz Sky News poinformował, że chociaż premier trafił na OIOM, to jednak pozostaje przytomny, co z pewnością uspokoić może wielu zmartwionych Brytyjczyków oraz innych ludzi śledzących doniesienia związane z jego leczeniem.

 

Jak przekazał Sam Coates, fakt iż Boris Johnson trafił na oddział intensywnej terapii jest elementem zachowania ostrożności, gdyby musiał on zostać podłączony do respiratora w związku z pogarszającym się stanem zdrowia.

 

 

 

Źródło: BBC ; Sky News ; Jastrzabpost.pl

Fot.: Edwards.af.mil

 

 

 

 

Media oraz społeczeństwa na świecie, nadal żyją w dużej mierze tematem pandemii koronawirusa oraz opierania się jej skutkom zdrowotnym i ekonomicznym. Pocieszający jest fakt, że w wielu europejskich krajach sytuacja wygląda na coraz bardziej opanowaną. Niestety, docierają też smutne, a nawet wstrząsające doniesienia wiążące się również z tematem pandemii. Tragiczne wieści przekazał jeden z reprezentantów Polski w piłce nożnej- Grzegorz Krychowiak.

 

Według informacji udostępnionej na twitterowym profilu polskiego piłkarza, w dramatycznych okolicznościach zmarł doktor Bernard Gonzalez, znany w piłkarskim środowisku we Francji lekarz sportowy, pracujący przez lata w klubie Stade de Reims. W zespole tym, Grzegorz Krychowiak występował w latach 2012-2014.

 

W tle całej sprawy pojawia się temat pandemii słynnego już wirusa z Wuhan. Śmierć 60-latka nastąpić miała w niedzielny wieczór. Według doniesień jakie pojawiły się we francuskich mediach, lekarz odebrał sobie życie. Wpływ na tak dramatyczną decyzję o zakończeniu własnej egzystencji mieć miał fakt zakażenia się koronawrisuem. Przeprowadzony test na jego obecność, miał dać wcześniej niestety wynik pozytywny u doktora Bernarda Gonzaleza.

 

Według informacji przekazanych przez dziennikarzy „L’Equipe”, 60-letni doktor zostawić miał napisany przed śmiercią list pożegnalny, potwierdzający iż w desperacji samemu targnął się na swoje życie. Treść tego co zapisał zgadza się również z teorią, że do dramatu przyczynił się fakt zarażenia koronawirusem.

 

W swoim liście, Bernard Gonzalez napisać miał, że zmagania z zaistniałą sytuacją wynikającą z zakażenia są ponad jego siły.

 

 

 

W jednym ze swoich wpisów na Instagramie, Grzegorz Krychowiak apelował natomiast o przestrzeganie obostrzeń, z którymi mamy do czynienia w czasie pandemii i zachęcał do tego, aby nie opuszczać bez poważnej konieczności miejsca zamieszkania.

 

 

 

Źródło: chillizet.pl ; Twitter/@StadeDeReims ; Instagram/grzegorz.krychowiak

Fot.: Wikimedia Commons

Wśród wydarzeń politycznych w naszym kraju, do tych szczególnie szeroko komentowanych w sieci i mediach znalazła się kwestia problemów przy głosowaniu parlamentarzystów w sprawie przeprowadzenia wyborów w sposób korespondencyjny, a także w temacie kryzysu w Zjednoczonej Prawicy, czyli koalicji rządzącej. Chociaż bowiem, Jarosław Gowin zapewnił, że jego partia Porozumienie pozostaje w koalicji z Prawem i Sprawiedliwością, to jednak podał się on do dymisji, rezygnując tym samym z pełnionej w rządzie funkcji wicepremiera i wiceministra szkolnictwa wyższego.

 

Jarosław Gowin zasiadł dziś w ławach przeznaczonych dla posłów Zjednoczonej Prawicy. Na dzisiejszych obradach nie zajmował już miejsca przeznaczonego dla członka rządu Mateusza Morawieckiego. Dymisja dotychczasowego wicepremiera ma być efektem nie przyjęcia przez koalicjantów jego propozycji zmian dotyczących przełożenia wyborów. W ostatnich dniach sporo mówiło się na temat tego, iż Jarosław Gowin wraz ze swoim ugrupowaniem Porozumienie, sugeruje przedłużyć trwającą kadencję prezydencką o dwa lata w ramach proponowanej zmiany w Konstytucji.

 

Przy okazji zaistniałego zamieszania w polskiej polityce, kamera uchwyciła nietypową sytuację w Sejmie. Kiedy Jarosław Gowin podszedł do rozmawiającego z innym parlamentarzystą Jarosława Kaczyńskiego i zagadał do niego, ten odwrócił wzrok, co przez wielu odebrane jest jako okazanie pogardy dla zachowania byłego już ministra w ostatnich dniach.

 

Zobaczcie sami!

 

 

 

Źródło: Twitter/@Szewczukasia ; Onet.pl ; TVN 24

 

W ostatnim czasie zarówno w światowych, jak i polskich mediach nieustannie mówi się o rozprzestrzenianiu się koronawirusa, walce z pandemią oraz działaniach rządzących mających niwelować jej skutki. Wiele ludzi na naszym globie przerażają podawane każdego dnia dane dotyczące ilości zachorowań i zgonów. W ostatnim czasie martwiące jest również to, że jak można zaobserwować, na COVID-19 chorują także młodzi ludzie, nie należący wiekowo do grupy określanej jako ta wiążąca się z największym ryzykiem wystąpienia poważnych objawów chorobowych. W tym wszystkim należy pamiętać, że walka o życie ludzi cierpiących z powodu zakażenia koronawirusem, a także ewentualne zgony to historie wielkich dramatów ofiar oraz ich bliskich.

 

Jedną z takowych smutnych historii jest ta dotycząca pewnego 36-latka, będącego człowiekiem zaangażowanym w środowisko kibiców Legii Warszawa. Michał Grajewski, o którym mowa, był nie tylko oddanym fanem stołecznej drużyny, ale także osobą angażującą się w niesienie pomocy zwierzakom. Należał on bowiem do Otwockiego Towarzystwa Przyjaciół Zwierząt, w którym pełnił funkcję wolontariusza, jak również inspektora. Co warte zauważenia, zmarły był również pracownikiem Ministerstwa Sprawiedliwości. Pełnił on bowiem obowiązki kierowcy jednego z wiceministrów.

 

Wielki przyjaciel zwierząt, kibic warszawskiej Legii, zawsze uśmiechnięty i życzliwy młody człowiek, pełen pasji i planów na przyszłość.
Ciężko nam się otrząsnąć, do końca nie traciliśmy nadziei na szczęśliwe zakończenie.
Michałku, na zawsze pozostaniesz w naszych sercach i pamięci.
Nie mówimy żegnaj, tylko – do zobaczenia.
Rodzinie i przyjaciołom Michała składamy głębokie wyrazy współczucia.
Na zdjęciu Michał w trakcie zbiórki karmy dla naszych podopiecznych

– czytamy we wpisie udostępnionym na facebookowej stronie „Koty z Promyka”.

 

Wzruszające słowa zostały opublikowane też w ramach pożegnania na stronie kibiców Legii Warszawa i Zagłębia Sosnowiec, z którego fanami, sympatycy „Wojskowych” utrzymują przyjacielskie relacje.

 

Wczoraj w wieku 36 lat zmarł Michał Grajewski z Otwocka. Nasz Brat był jedną z ofiar koronawirusa. Odpoczywaj w pokoju….

Gepostet von Legia Zagłębie + zgody – BSNT am Dienstag, 31. März 2020

 

Dzisiaj nasz świat stanął w miejscu…Po ciężkiej walce z koronawirusem odszedł od nas Michał – wolontariusz i…

Gepostet von Koty z Promyka am Montag, 30. März 2020

 

 

Źródło: Facebook/@kotyzpromyka ; Facebook/@LegiaZaglebieZgodyBSNT ; Warszawawpigulce.pl

Fot.: Wikimedia Commons