Zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie spotkać wielu można fanów piłki nożnej, a przy okazji też członków bojówek, którzy poza fascynacją sportem mają nietypową pasję- jaką są ustawki i toczone bójki z wrogimi ekipami pseudokibiców. Właśnie do tego typu starcia doszło w ostatnich dniach pomiędzy polskimi chuliganami a tymi pochodzącymi z Ukrainy.

 

Informacja o stoczonej bójce pojawiła się na kanał informacyjnych polskich chuliganów, np. na stronach facebookowych. Ustawkę opisał również portal stadionowioprawcy.net, powołując się na źródła w jednej z uczestniczących w starciu ekip.

 

Ustawka pomiędzy bojówkarzami miała zostać wcześniej umówiona pomiędzy zaprzyjaźnionymi ekipami chuliganów Zagłębia Sosnowiec i BKS Bielsko-Biała a bojówkarzami Dynama Kijów, znanego klubu ze stolicy naszych wschodnich sąsiadów.

 

Zdaniem członków bojówki z Sosnowca lepsi w tym starciu okazali się zdecydowanie chuligani z Polski, a całe starcie miało trwać zaledwie… półtorej minuty. Według relacji przedstawionej na portalu stadionowioprawcy.net, początkowo chuligani umawiali się na ustawkę, w której stanąć mają naprzeciw siebie grupy liczące 25 osób. Ukraińcy mieli jednak doprowadzić do zmniejszenia tej liczby i ostatecznie ta krótka walka została stoczona pomiędzy grupami liczącymi po 17 pseudokibiców.

 

 

Źródło: stadionowioprawcy.net

 

W ostatnich miesiącach po raz kolejny sporo mówi się o zmianach klimatycznych oraz związaną z nimi koniecznością podejmowania działań. Niektórzy w imię ratowania środowiska powtarzają slogany wymierzone w kraje europejskie, inni zwracają uwagę, że puste hasła to nie wszystko by prowadzone działania przyniosły zamierzony cel, a nie efekty odwrotne do zamierzonego.

 

Na wielkie dyskusje nie było jednak miejsca w przypadku pewnego protestu ekologicznego, z którego nagranie krąży ostatnio po sieci. Młodzi ludzie postanowili zablokować ruch ulicznym na przejściu dla pieszych trzymając baner z hasłami kojarzonymi ze skrajnymi środowiskami ekologicznymi.

 

Taka metoda „walki o środowisko” z pewnością poirytowała niejednego śpieszącego się w trakcie dnia kierowcę. Problem postanowił jednak rozwiązać pewien mężczyzna, który dość sprawnie rozbił protest. Co ciekawe… dokonał tego w pojedynkę.

 

Kiedy zabrał on i wyrzucił baner blokujących ulicę, a następnie krzykiem ich przegonił, protestujący szybko zeszli z jezdni i jak można wnioskować z zarejestrowanego materiału rozeszli się.

 

Nagranie z opisanej sytuacji zostało udostępnione na facebookowej stronie „Ekoterroryzm stop”. Mogą go Państwo obejrzeć poniżej:

 

Mężczyzna rozbija prostest ekologów

Ilu kozaków potrzeba żeby rozbić protest ekologów? Poniżej film instruktażowy! 😀

Gepostet von Ekoterroryzm stop am Montag, 21. Oktober 2019

 

 

Źródło: Facebook/ekoterroryzmstop

 

Przyjście do szkoły uzbrojonego młodego człowieka i doprowadzenie do strzelaniny to coś z czym w Stanach Zjednoczonych społeczeństwo borykało się niejednokrotnie. Tym razem jednak, udało się uniknąć tragedii, ale nagranie z tego incydentu i tak zyskało dużą popularność w sieci, a to za sprawą jednego z nauczycieli.

 

Cała sytuacja rozegrała się w jednej z placówek szkolnych na terenie stanu Oregon w USA. Dorosły uczeń liceum przyszedł do szkoły trzymając przy sobie naładowaną strzelbę. Taki widok z pewnością kojarzy się z wieloma tragicznymi atakami jakie miały miejsce w szkołach w Stanach Zjednoczonych. Dlatego zdecydowana i szybka reakcja była w tej sytuacji konieczna.

 

Młody mężczyzna, który do swojego liceum przyszedł z bronią to Angel Granados-Diaz. Zdaniem jego znajomych, miał on być przed tą sytuacją przygnębiony i przeżywać trudne chwile. Powodem jego kryzysu w życiu miało być rozstanie z dziewczyną. Nie jest jasne czy nastoletni uczeń chciał wyrządzić sobie krzywdę czy też planował atakować innych.

 

Nikomu na szczęście nie stała się krzywda dzięki wyjątkowej reakcji pewnego nauczyciela. Podszedł on na korytarzu do uzbrojonego ucznia i… przytulił go mocno. W tym momencie udało się odebrać broń Angelowi.

 

Nagranie z monitoringu, na którym zarejestrowano tę sytuację poruszyło wielu ludzi na świecie. Taka serdeczna reakcja, która poskromiła zapędy młodego mężczyzny potrafi złapać za serce.

 

 

 

Źródło: o2.pl ; Twitter/@DanTilkinKOIN6

Jak wiemy, fatalne wykonanie hymnu narodowego może wywołać spore niezadowolenie w społeczeństwie oraz zostać zapamiętane na długie lata. Tym razem jednak to nie my mamy powody do zmartwienia względem tego jak wybrzmiał podczas ważnych wydarzeń nasz hymn. W ostatnich dniach może być to problem dla Rosjan wraz z samym… Vladimirem Putinem.

 

W minionym tygodniu, prezydent Federacji Rosyjskiej gościł w Arabii Saudyjskiej. To jak został przywitany zwróciło jednak uwagę wielu internautów na świecie, a wielu z nich wręcz rozśmieszonych zostało tym co zaprezentowali Saudowie przy okazji wizyty Vladimira Putina.

 

Przy oficjalnym powitaniu rosyjskiej głowy państwa, saudyjska orkiestra dęta podjęła się wykonania hymnu Rosji. To wykonanie pozostawia jednak sporo do życzenia.

 

Zdaniem niektórych komentujących internautów, chociaż prezydent Putin wytrwale wystał, słuchając tak zagranego hymnu Rosji, to jednak jego mina jest dosyć wymowna.

 

 

 

Źródło: niezalezna.pl ; YouTube/Meduza

Do mediów docierają nie tylko niepokojące informacje w temacie zemsty jaką postanowili dokonać gangsterzy na policji, ale też zdjęcia i nagrania z miejsc, gdzie dochodzi do brutalnych działań członków mafii. Ten widok może naprawdę zaszokować, a co jeszcze bardziej wstrząsające, policja zdecydowała się ustąpić i spełnić żądania przestępców.

 

Wojna pomiędzy gangsterami a policją wybuchła na meksykańskich ulicach po tym jak aresztowano syna słynnego mafiozy El Chapo trafił za kratki, słynny kartel rozpętał w miejscowości Culiacan sceny, które niektórzy komentują, że było to „piekło”. Stolica stanu Sinaloa stała się polem bitwy między funkcjonariuszami a przestępcami.

 

Na nagraniach i zdjęciach z tamtego regionu widać wznoszące się nad okolicą płomienie. Członkowie narkotykowego kartelu strzelali do funkcjonariuszy, dodatkowo zapłonęły w Culiacan barykady, a także miały miejsce wybuchy. Spora ilość osób mogła zostać ranna.

 

W związku z tak dużą skalą przemocy na ulicach Sinaloa policja zdecydowała się pójść na pewne ustępstwa. W związku z tym, wypuszczono więc finalnie na wolność syna El Chapo.

 

Jak zrelacjonował Alfonso Durazo, minister bezpieczeństwa Meksyku, zmilitaryzowany patrol policji w domu, w którym przetrzymywany był Guzmán znalazł się pod ostrzałem. Sytuacja stała się na tyle niebezpieczna dla policjantów, że zmuszeni byli się wycofać.

 

Prezydent kraju Andrés Manuel López Obrador zapowiedział zwołanie specjalnego spotkania z departamentem bezpieczeństwa. Ma zostać w jego ramach omówiona zaistniała sytuacja, w skutek której na wolność wyszedł syn El Chapo.

 

 

Poniższa fotografia przedstawia zatrzymanego i później wypuszczonego na wolność Guzmána:

 

 

Źródło: o2.pl ; Twitter

Do dosyć kuriozalnej sytuacji doszło w Małopolsce, a dokładniej w miejscowości Bieńkówka znajdującej się na terenie powiatu suskiego. Sprawcę incydentu, który uciekł z miejsca zdarzenia, przyprowadziła po wszystkim tam z powrotem jego własna matka. Sprawę opisał portal 24tp.pl.

 

Zamieszanie zaczęło się od sytuacji jaka miała miejsce w Bieńkówce. Kiedy na miejsce dotarli funkcjonariusze policji potwierdziło się, że nieznany kierowca uderzył kierowanym samochodem w tył fiata, a następnie oddalił się z miejsca stłuczki.

 

Kiedy policjanci kończyli przeprowadzanie na miejscu swoich działań zgodnie z procedurami, zjawiła się tam pewna kobieta wraz ze swoim synem, który okazał się być sprawcą tego drogowego incydentu.

 

Jak się okazało, kierowca nie dość, że był nieletni (16 lat), to jeszcze znajdował się pod wpływem alkoholu i prowadził pojazd bez uprawnień, a także zbiegł z miejsca. Teraz zajmie się nim Sąd Rodzinny i Nieletnich – wyjaśniła asp. Anna Gąsiorek-Rezler z miejscowej policji.

 

 

Źródło: 24tp.pl

Fot.: Pixabay

 

Od kilku dni cały świat bacznie przygląda się rozwojowi sytuacji na północy Syrii. Należący do NATO kraj jakim jest Turcja rozpoczął tam swoją operację, która oficjalnie wymierzona ma być w kurdyjskich bojowników uznawanych przez tureckie władze za terrorystów oraz ISIS, które chociaż zostało już rozbite nadal stanowi zagrożenie. Świat jest jednak zaniepokojony ilością ofiar wśród jaką przynosi turecka operacja oraz brutalnymi egzekucjami, których według docierających informacji dopuszczać mają się tureccy najemnicy wchodzący w skład syryjskiej opozycji.

 

Kurdom udało się porozumieć z syryjskimi władzami, na czele których stoi prezydent Baszar al-Asad. Damaszek w związku z tym zdecydował się wysłać swoje wojsko na północ kraju w celu przeciwstawienia się siłom tureckim. Państwo Syryjskie nie jest jednak w tej sprawie jedynym sprzymierzeńcem Kurdów, gdyż swoje wsparcie wojskowe zapewniła też Federacja Rosyjska.

 

Strona rosyjska przekazała, że na początku tygodnia ich siły powietrzne udzielały skutecznie wsparcia Siłom Syryjskim w walce z tzw. „Syryjską Armią Narodową”, czyli pro-tureckiej organizacji na terenie Syrii. Wspólne podniebne działania sił syryjskich i rosyjskich miały mieć wówczas miejsce w rejonie miasta Manbidż w prowincji Aleppo. Tam właśnie mają mieć miejsce w ostatnich dniach walki pomiędzy Połączonymi Siłami Syryjskimi a bojownikami wspieranymi przez Turcję, w tym prawdopodobnie też tureckich żołnierzy.

 

Właśnie nad tamten rejon próbowały w poniedziałek przedostać się samoloty tureckiej armii. Wysłane przez Ankarę F-16C mogły mieć na celu zbombardowanie ośrodka dowodzenia tzw. Syryjskich Sił Demokratycznych.

 

Tureckie samoloty miały zostać zdaniem Rosji przepędzone przez dwa rosyjskie Su-35S. Sześcioma takimi maszynami na terenie Turcji dysponują obecnie siły rosyjskie.

 

Opisane zdarzenie z poniedziałku jest pierwszym przypadkiem bezkrwawego ale jednak starcia pomiędzy siłami tureckimi a rosyjskimi podczas prowadzonej przez Ankarę operacji na północy Syrii. Dzień przed tym zajściem pojawiły się informacje, iż Rosjanie zgodzili się ustanowić strefę zakazu lotów nad północno-wschodnią częścią Syrii, a rosyjskie Su-35S wyruszyły przeciwko tureckim samolotom F-16 oraz F-4.

 

 

W dniu dzisiejszym zareagować na działania Ankary postanowił prezydent Stanów Zjednoczonych nakładając sankcję na Turcję. Już wcześniej Donald Trump zapowiadał, że jeżeli tureckie siły wkroczą do Syrii przeciwko Kurdom, USA zniszczy turecką gospodarkę.

 

 

 

Źródło: defence24.pl ; o2.pl ; Twitter/@BabakTaghvaee

Grupa groźnych przestępców należących do jednego z karteli narkotykowych postanowiła przeprowadzić brutalną akcję wymierzoną w funkcjonariuszy policji. W wyniku dokonanego ataku, życie straciło kilkunastu policjantów, a inni zostali też ranni.

 

W opinii prokuratury zajmującej się tą sprawą, przestępcy do ataku wykorzystali nie byle jaką broń, gdyż posługiwali się m.in. karabinami snajperskimi, a także AK-47 i AR-15. W skutek przeprowadzonych przez około 30 napastników działań zabitych zostało czternastu policjantów, a ośmiu zostało rannych. Niestety bandyci nie oszczędzili nawet zwłok funkcjonariuszy. Policyjne radiowozy zostały bowiem podpalone, a w ich wnętrzu znajdowały się ciała zabitych stróżów prawa.

 

Trzydziestu związanych z kartelem przestępców przygotowało zasadzkę na 42 funkcjonariuszy policji. Grupa około 30 bandytów czekała w opancerzonych pojazdach, a gdy w pobliżu pojawiło się pięć radiowozów, otworzyli ogień w kierunku policjantów. Strzelanina okazała się być wyjątkowo tragiczna w skutkach.

 

Wszystko to rozegrało się w poniedziałek na terenie miejscowości Aguililla. Choć władze nie zdradzają zbyt wielu informacji na temat dokładnych okoliczności ataku na policjantów, to jednak w sieci pojawiają się nagrania z miejsca masakry. Internauci zauważają na nich przekaz zawarty w pozostawionych ostrzeżeniach, których treść sugeruje iż za tę krwawą akcję odpowiada grupa przestępcza CJNG (Kartel Jalisco Nowe Pokolenie).

 

Zaatakowani funkcjonariusze jechali w tamte rejony z zamiarem aresztowania jednego z podejrzanych, który miał przebywać właśnie w mieście Aguililla.

 

 

 

 

Źródło: nzherald.co.nz ; mafia.pl ; YouTube/Quadratin Noticias TV

 

 

 

Państwowa Komisja Wyborcza podała w poniedziałkowy wieczór oficjalne wyniki tegorocznych wyborów parlamentarnych. Choć w sejmowych ławach zasiądą osoby, które do parlamentu powracają po pewnym, niejednokrotnie długim czasie lub znajdą się w nim pierwszy raz, to jednak części znanych twarzy nie będzie już tam w kolejnej kadencji.

 

W kolejnej kadencji Sejmu nie zobaczymy już Stanisława Piotrowicza, posła Prawa i Sprawiedliwości wywołującego spore kontrowersje wśród opozycji. Jego nazwisko wykrzykiwali nawet posłowie partii biorących udział w słynnym już „sejmowym puczu”, chcąc w ten sposób uderzyć w całą Zjednoczoną Prawicę.

 

W szeregach posłów partii rządzącej nie znajdzie się już również Anna Sobecka kojarzona ze środowiskiem Radia Maryja. Posłanka ta zasiadała w polskim Sejmie nieprzerwanie od 1997 roku. Z Sejmem żegna się także bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego, który od 8 lat zasiadał w sejmowych ławach. Piotr Naimski, o którym mowa, był w trakcie ostatniej kadencji pełnomocnikiem rządu ds. Strategicznej Infrastruktury.

 

Także Krzysztof Czabański, który pełnił funkcję przewodniczącego Rady Mediów Narodowych nie zdołał załapać się na mandat poselski na kolejną kadencję Sejmu. Nie tylko jednak w gronie partii rządzącej zabraknie wkrótce znanych twarzy w parlamentarnej reprezentacji.

 

Z pełnieniem mandatu posła rozstać musi się Tomasz Cimoszewicz, syn dawnego premiera- Włodzimierza Cimoszewicza. Również takie twarze opozycji jak  Jerzy Meysztowicz z Nowoczesnej czy Piotr Misiło (wybrany z ramienia Nowoczesnej, a kończący kadencję jak poseł Platformy Obywatelskiej) nie zdołali wywalczyli przy okazji tych wyborów reelekcji. Z miejscem w Sejmie żegna się też niegdyś znany piłkarz, ale też poseł PO od 2005 roku- Roman Kosecki.

 

W ławach sejmowych zabraknie wkrótce też posła Zbigniewa Gryglasa, który podczas kończącej się kadencji przeszedł z Nowoczesnej do partii Porozumienie Jarosława Gowina zasilając tym samym szeregi Zjednoczonej Prawicy.

 

Do Sejmu w tegorocznych wyborach nie dostali się już też posłowie Marek Jakubiak oraz Piotr Marzec-Liroy, którzy cztery lata temu zdobyli mandaty poselskie jako kandydaci ruchu Kukiz’15.

 

Internauci dosyć ironicznie żegnają też Ryszarda Petru, który choć 4 lata temu był typowany na lidera opozycji, a nawet przyszłego premiera, nie będzie już zasiadał w ławach sejmowych.

 

Źródło: onet.pl

Fot.: Flickr