Do tragicznych zdarzeń doszło na terenie miejscowości Dobrosławów w województwie lubelskim. W znajdującym się tam gospodarstwie szkółkarskim dokonano makabrycznego odkrycia, po którym zawiadomiono policję. Przeprowadzone przez funkcjonariuszy działania doprowadziły od zatrzymania mężczyzny, który ma mieć związek z tą sprawą. O sytuacji poinformował portal rmf24.pl.

 

Na terenie gospodarstwa szkółkarskiego odnalezione zostały zwłoki dwóch mężczyzn. Jak się okazało, byli to mężczyźni pochodzący z Ukrainy. W wyniku podjętych przez policjantów działań stwierdzono, że do ich śmierci przyczyniła się osoba lub osoby trzecie.

 

Policja otrzymała zawiadomienie o makabrycznym odkryciu w niedzielę około godz. 13. Następnie skierowano policjantów na miejsce, gdzie rozpoczęto przeprowadzanie koniecznych w takich przypadkach działań.

 

Na miejscu pod ścisłym nadzorem prokuratora wykonywane były oględziny, czynności procesowe. Zabezpieczono ślady kryminalistyczne – powiedziała podkomisarz Ewa Rejn-Kozak, której słowa przytoczył portal rmf24.pl.

 

W wyniku prowadzonych czynności udało się ustalić okoliczności tragedii i zatrzymać 36-latka, który najprawdopodobniej przyczynił się do śmierci ofiar. On sam jest również obywatelem Ukrainy. Do jego zatrzymania przysłużyła się też praca wykonana przez policjantów kryminalnych.

 

Niespełna cztery godziny po zgłoszeniu zatrzymano 36-letniego obywatela Ukrainy, który z dużym prawdopodobieństwem może mieć związek z tą sprawą – przekazała podkomisarz Rejn-Kozak.

 

Podejrzany trafił do aresztu i najprawdopodobniej jutro zostanie przesłuchany. W dniu dzisiejszym natomiast, jak przekazała rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka, miała zostać przeprowadzona sekcja zwłok zabitych mężczyzn, których ciała odnaleziono na gospodarstwie szkółkarskim.

 

W dniu dzisiejszym media obiegła również informacja o innej makabrycznej zbrodni, do której doszło w jednym z domów rodzinnych w miejscowości Ząbkowice Śląskie (woj. dolnośląskie). O tej sprawie mogą przeczytać Państwo w treści poniższego artykułu:

Nastolatek zamordował swoją rodzinę! Masakryczne sceny na zachodzie Polski

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pixabay

 

Bycie lekarzem to nie tylko szczególne powołanie związane z niesieniem pomocy innym ludziom, ale też odpowiedzialna rola, zwłaszcza kiedy należy zająć się zdrowiem i bezpieczeństwem najmłodszych. Niestety jednak skierowane do rodziców słowa pracowników szpitala bywają naprawdę bolesne i mogą być tymi najgorszymi, jakie zdarzy im się usłyszeć w życiu. Podobnie było w przypadku rodziców małej Jagódki z Chorzowa. Dziewczynka jednak, pomimo ciągle trwającej walki z okrutną chorobą udowadnia, że nie wolno nawet w najtrudniejszych momentach poddawać się i rezygnować z walki o swoje marzenia.

 

Jagódka Labus pomimo tego, że ma zaledwie dziewięć lat, to zdążyła osiągnąć sporo w ramach swojej sportowej pasji. Zdobyła bowiem aż osiem medali w prestiżowych zawodach pływackich dla niepełnosprawnych dzieci. Jest to jeszcze bardziej zadziwiające i wzbudzające zachwyt nad osiągnięciami tej dzielnej dziewczynką, kiedy wspomni się słowa, które w szpitalu po urodzeniu córki usłyszeli rodzice Jagódki.

 

„Mają państwo roślinkę”- powiedziała wówczas jedna z lekarek. Takie stwierdzenie jest sformułowaniem, którego żaden pracownik służby zdrowia albo ktokolwiek inny nie powinien nigdy wypowiedzieć w kierunku walczących o życie i zdrowie swojej pociechy rodziców. Można jednak śmiało powiedzieć, że swą determinacją i nieustępliwością zarówno w walce z chorobą, jak i też osiąganiu sukcesów sportowych, Jagódka z nawiązką rekompensuje swoim najbliższym tamte traumatyczne wspomnienia ze szpitala. Niestety jednak 9-latka wciąż cierpi, a walka z chorobą nadal trwa, choć z pomocą dobrych ludzi z pewnością osiągać można coraz więcej i nie dać się pokonać przeciwnościom losu.

 

Dziewczynka cierpi na wrodzoną sztywność stawów określaną w medycynie jako artrogrypoza. Mała Chorzowianka przeszła już kilka operacji, które przeprowadzone zostały nie tylko w Polsce, ale również na terenie Niemiec. Obecnie może ona już chodzić, jednak tylko przy pomocy specjalnych ortez, które sporo ważą i w użyciu są naprawdę uciążliwe.

 

Kolejne operacje polegały głównie na wymianach blaszek zapewniających siostrzenicy stabilność. Wraz ze wzrostem kości, potrzebne były kolejne zabiegi. Mimo tego Jagódka wciąż nie może chodzić o własnych siłach – wyjaśnia cytowana przez portal wp.pl pani Anna Bogdał, ciocia małej medalistki.

 

Pomoc dla dziewczynki spływa od ofiarodawców nie pozostających obojętnymi na wytrwałą walkę Jagódki oraz jej rodziców. Kilkaset tysięcy złotych zebranych na leczenie oraz starania lekarzy, nie zakończyły niestety tych opłaconych bólem i łzami zmagań. Duży problem stanowi nie tylko brak możliwości komfortowego poruszania się, ale także ból wywoływany powtarzającymi się złamaniami kości udowej. Na przekór tym trudnościom, 9-letnia pływaczka i jej bliscy nie zamierzają się jak widać poddawać.

 

W jej oczach widzę ból. Nie mówi tego, ale matka wie takie rzeczy. Widzę bój, który toczy sama ze sobą. Każdego dnia powrót ze szkoły oznacza dla niej ogromną ulgę, bo może w końcu zdjąć ortezy. Pozbywa się ciężkiego balastu, bo w ortezach chodzi jak na szczudłach – wyjaśnia mama Jagódki, pani Mieczysława Labus.

 

Sporym krokiem w stronę ułatwienia codziennego funkcjonowania oraz zmniejszenia bólu i cierpienia dziewczynki może stać się operacja przeprowadzona w Paley European Institute, który posiada swój oddział w Warszawie. Pochodzący ze Stanów Zjednoczonych doktor Paley w trakcie konsultacji poinformował mamę dziewczynki, iż ta będzie mogła chodzić na wyprostowanych kolanach i bez konieczności używania uciążliwych ortez. Taka operacja była by więc wyjątkowym prezentem dla Jagódki i jej rodziny przy okazji najbliższych Świąt Bożego Narodzenia.

 

W rodzinie zawsze trzymaliśmy się razem. Jest nas pięcioro rodzeństwa. Niedawno zmarł nasz ojciec, co jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło. Razem jesteśmy silniejsi. Nie mam żadnych wątpliwości, że wygramy walkę o zdrowie dla Jagódki. Jest wspaniała. Zasłużyła na to, aby przez życie przejść o własnych siłach – wyjaśnia w rozmowie z wp.pl ciocia dziewczynki.

 

Aby tak wyjątkowo radosny dzień w życiu tej rodziny mógł nastać, konieczne są jednak fundusze. Łącznie potrzebna kwota stanowi 370 000 zł. Aby sama operacja mogła zostać przeprowadzona, trzeba jednak uzbierać kwotę nieco mniejszą, bo wynoszącą 150 000 zł.

 

Jak przyznaje mama Jagódki, jej marzeniem jest to, aby móc powiedzieć do swej córki „Jagoda, idziemy na spacer!” i zapewnić jej to, czego w przeciwieństwie do innych dzieci została pozbawiona już na początku swojego życia.

 

My ze swojej strony zachęcamy serdecznie do wsparcia tej dzielnej dziewczynki oraz ich bliskich w tej trudnej walce, którą sama mała bohaterka, jak i jej rodzice znoszą bardzo dzielnie.

 

KLIKNIJ by przejść do zbiórki na operację nóżek dziewczynki

 

Jagoda Labus udowadnia swoją wyjątkową siłę w zmaganiach z chorobą poprzez to co ogląda w sporcie. Dziewczynka zajęła pierwsze miejsca m.in. na V oraz VI Ogólnopolskich Integracyjnych Zawodach Osób Niepełnosprawnych. Wywalczyła również drugie miejsce Mistrzostw Polski Juniorów, a także Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych.

 

 

 

Źródło: siepomaga.pl ; wp.pl

 

Kolejne zmagania w ramach piłkarskiej Ekstraklasy, znów w miniony weekend rozgrzały emocje u wielu polskich kibiców. Niestety nie obyło się bez wokoło sportowych kontrowersji. Zatrzymanych zostało bowiem aż 28 kibiców po jednym z rozegranych w ostatnich dniach meczy.

 

We Wrocławiu drużyna lokalnego Śląska podejmowała w niedzielę warszawską Legię. Gospodarze ulegli na boisku „wojskowym” i przegrali 0-3 po golach, które zdobyli Paweł Wszołek, José Kanté Martínez oraz Luquinhas. W mediach dziś jednak sporo miejsca poświęca się nie tyle grze piłkarzy, co tym co działo się na trybunach w czasie rozgrywania meczu. A działo się sporo…

 

Dla fanów stołecznej Legii był to dosyć szczególny mecz w tej rundzie, ponieważ zapowiadali oni od pewnego czasu, że ma być to w ich wykonaniu wyjątkowo liczny wyjazd. Nie na rekordowych liczbach się jednak zakończyło. Zarówno bowiem kibice Śląska Wrocław, jak i Legii Warszawa zaprezentowali oprawy, przy okazji których użyto sporej ilości materiałów pirotechnicznych. Ich widowiskowość może wywrzeć na niejednym wrażenie, jednak w związku z ich zorganizowaniem, sędzia meczu zmuszony był też przerwać wczorajsze spotkanie. Zawodnicy skierowali się w stronę szatni, a sportowa rywalizacja wznowiona została po około 10 minutach.

 

Kibice Śląska w ramach prezentacji swojej meczowej oprawy odpalili nie tylko race, ale również fajerwerki, które po wystrzeleniu z sektora zagorzałych fanów dolnośląskiej drużyny, wybuchały nad murawą. Dwukrotnie już podczas pierwszej połowy meczu, środki pirotechniczne odpalili też kibice gości. Jedna z opraw fanów Legii prezentowała literę „L” ułożoną z płomieni. W internecie pojawiły się nagrania prezentujące to co zaprezentowali sympatycy obydwu zespołów w dniu wczorajszym. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że nie wszyscy zatrzymani później przez policję, zostali ujęci jedynie ze względu na te kibicowskie wydarzenia.

 

Łącznie zatrzymanych zostało przez funkcjonariuszy 28 osób. Większość ma usłyszeć zarzuty dotyczące złamania zapisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, poprzez posiadanie i odpalanie środków pirotechnicznych. Dwóch z nich ma jednak mieć postawione zarzuty związane z posiadaniem narkotyków.

 

W internecie pojawiły się nagrania, na których zarejestrowano to co fani Śląska i Legii zaprezentowali podczas niedzielnego meczu we Wrocławiu.

 

 

 

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; gazetawroclawska.pl ; YouTube/PolishFans TV ; YouTube/Legia.Net

Fot.: Pixabay ; YouTube/CFTV Stadiums

 

Krwawe sceny rozegrały się w jednym z polskich miast ostatniej nocy. Na Dolnym Śląsku, a dokładniej w Ząbkowicach Śląskich, nastolatek zabił członków swojej rodziny, a następnie samemu zaalarmował służby. To wyjątkowa tragedia w zachodniej części Polski. O tych wstrząsających wydarzeniach poinformował portal rmf24.pl.

 

Za zbrodnię odpowiedzialny jest młody mężczyzna- Marcel C. Wraz z zamordowanymi później pozostałymi członkami rodziny, 18-latek mieszkał w jednym z domów na terenie Ząbkowic Śląskich. To co wydarzyło się ostatniej nocy, dosłownie krwawo odmieniło ich los.

 

Jak podaje portal rmf24.pl, nastolatek miał wyjść na dach domu, w którym rozegrał się cały dramat i stamtąd złożyć zawiadomienie na policję. Marcel C. po zatelefonowaniu poinformował, że ktoś włamał się do zamieszkiwanego przez niego lokalu. Funkcjonariusze po przybyciu na miejsce zastali makabryczny widok.

 

W budynku odnalezione miały zostać ciała trzech osób: rodziców Marcela C. w wieku 48 lat oraz jego młodszego, zaledwie 7-letniego brata.

 

Według nieoficjalnych informacji uzyskanych przez radio RMF FM, sprawca miał samemu podczas przesłuchania przyznać, że to on zamordował swoich bliskich. Miał wskazać również miejsce, w którym ukrył ubrania oraz siekierę, której zapewne użył przy zabijaniu członków swojej rodzimy. Najprawdopodobniej przedmioty te zostały przez niego zakopane w ziemi.

 

Na miejscu zdarzenia swoje działania przeprowadza grupa dochodzeniowo-śledcza. Prokuratura oraz policja w ramach podejmowanych czynności będzie wyjaśniać jakie motywy kierowały 18-latkiem przy okazji popełnienia tak okrutnej zbrodni.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: needpix.com ; pixabay.com

Coraz więcej informacji pojawia się w temacie olbrzymiej tragedii, do jakiej doszło w dniu wczorajszym w Szczyrku. W wyniku eksplozji jaka miała miejsce na terenie jednej z tamtejszych posesji, zginęło ośmioro członków jednej rodziny. Spod gruzów wydobyto ciała czwórki dzieci oraz czworga dorosłych. Dziewiąta osoba zamieszkująca to miejsce była akurat poza domem, dzięki czemu przeżyła ten niewyobrażalny dramat. Dokładne przyczyny wybuchu mają zostać ustalone w ramach prowadzonego przez prokuraturę śledztwa. Ma to przynieść również odpowiedź na pytanie kto był winny tragedii w Szczyrku.

 

Rodzina, którą spotkało tak wielkie nieszczęście była dosyć dobrze znana wśród mieszkańców Szczyrku, co poniektórych przybywających w tamten rejon turystów, a także w środowisku pasjonatów jazdy na snowboardzie i nartach. Prowadzili oni bowiem stok narciarski „Kaimówka”, co było wynikiem ich narciarskich tradycji. W ramach swojego rodzinnego biznesu prowadzili również wypożyczalnię oraz serwis sprzętu narciarskiego.

 

Sport nie był jednak jedyną rzeczą, w którą angażowali się lokalnie członkowie tej rodziny. Wojciech K. był przy okazji wyborów samorządowych kandydatem z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, co wskazywać może na fakt, że rodzina ta miała sporo znajomych w okolicy, a pan Wojciech chciał angażować się w kierowanie samorządowym nadzorowaniem losów miejscowości.

 

W domu rodzinnym, który uległ katastrofie zamieszkiwać miało kilka pokoleń. Dziadkowie oraz ich dzieci i wnuki. Wewnątrz znajdować miały się narzędzia związane z biznesem narciarskim, przez co strażacy napotkali wzniecający się jeszcze podczas akcji ogień.

 

Pojawia się też wiele kontrowersji na temat przyczyn wybuchu. Ocenia się najprawdopodobniej doszło do niego w wyniku uszkodzenia instalacji gazowej. Bardzo możliwe, że przewiercona została jedna ze znajdujących się tam rur, w czasie prowadzonych nieopodal prac.

 

Jak podają media, mierniki gazu wykazywały zwiększone stężenie, przez co zaalarmowane zostało pogotowie gazowe. Niestety dotarło ono na miejsce dopiero po 20 minutach, a więc po tym jak już doszło do wybuchu.

 

Okoliczni mieszkańcy mówią o tym, że rodzina którą spotkała wczorajsza tragedia była skonfliktowana z konkurencją lub sąsiadami. Pojawiły się też pogłoski o tym, że osoby zamieszkujące dom, przy którym doszło do wybuchu otrzymywały pogróżki.

 

Warto jednak pamiętać, że jest to kolejna tego typu tragedia w naszym kraju, kiedy giną ludzie w wyniku wybuchu gazu. Przyczyny takich sytuacji bywają różne. Chociaż czasami jest to wynik działania celowego (np. poszerzone samobójstwo), to często też przyczyną są nieszczęśliwe wypadki lub awarie.

 

 

 

 

Źródło: silesia24.pl ; TVP Info ; Twitter/@Avanti_1989 ; Twitter/@modliszka30

Ta akcja uznana jest za największy tego typu sukces polskich służb od trzydziestu lat. O wydarzeniu tym i jego efektach opowiedział na konferencji prasowej szef polskiego rządu Mateusz Morawiecki, w którego ocenie skuteczne działanie służb jest ratunkiem dla wielu mieszkańców Europy.

 

Działania funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Krajowej Administracji Skarbowej zostały wymierzone w przestępczość związaną z przemytem oraz rozprowadzaniem narkotyków na ogromną skalę. W wyniku przeprowadzonej akcji zabezpieczony zostały prawie dwie tony kokainy oraz również zakazane opium. Łączna czarnorynkowa wartość narkotyków wynieść mogła nawet 2,2 miliarda złotych. Przedstawiciele służb przy okazji rozbicia międzynarodowej grupy przestępczej, zdołali też zlikwidować fabrykę kokainy.

 

Narkotyki miały zostać przetransportowane do Polski z terenów Kolumbii. Taką informację przekazała Krajowa Administracja Skarbowa. Kokaina przemycana była w kontenerach, których zawartość stanowić miała kreda.

 

Fabryka oraz miejsce, gdzie magazynowane były zakazane substancje znajdowały się na terenie województwa wielkopolskiego. Gang narkotykowy udało się rozpracować w dużej mierze dzięki obserwacji prowadzonej przez wiele miesięcy. Jak podaje portal rmf24.pl, miała być ona realizowana przez gdańskich funkcjonariuszy CBŚP oraz KAS, a kokaina została przechwycona na terenie Gdyni. Działania te musiały być prowadzone jednak na terenie wielu województw.

 

To przede wszystkim ciężka praca analityczna administracji skarbowej – stwierdził Piotr Walczak, szef Krajowej Administracji Skarbowej.

 

W tej sprawie zatrzymanych zostało siedem osób. Aby wszystko zakończyło się sukcesem była potrzebna też współpraca polskich funkcjonariuszy z zagranicznymi służbami. Zdaniem Macieja Wąsika, to jednak strona polska była tą, która ułatwiła pracę niemieckim służbom w walce ze zwalczanym w tym przypadku gangiem. Ostatecznie ujęci członkowie grupy przestępczej to czterech Kolumbijczyków, dwóch Polaków, a także Irańczyka mieszkającego w Niemczech. O sprawie opowiedział podczas konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki.

 

To bardzo skuteczna akcja, która na skalę europejską zapobiegła próbie przemytu. Zostało włączonych w nią bardzo wielu funkcjonariuszy.  Zostały znalezione zapakowane worki, już ostemplowane stemplem kartelu narkotykowego, przygotowane do wysyłki. (…) Państwo powinno być zawsze o krok przed przestępcami. To dla mnie ogromny powód do dumy, że mamy służby śledcze działające na najwyższym europejskim, jeśli nie światowym poziomie. To przestępcy mają się bać sprawnego, silnego państwa, a nie obywatele mają się bać przestępców – mówił na konferencji prezes rady ministrów.

 

W ocenie premiera Morawieckiego, działania polskich służb sprawiły, że wielu ludzi żyjących w Europie zostało ocalonych przed przykrymi skutkami jakie nieść ma ze sobą biznes narkotykowy.

 

Udaremniliśmy największy przemyt w historii ostatnich wielu lat, co do wartości, to pewnie największy przemyt w historii co najmniej ostatnich 30 lat. Uratowaliśmy od łez, tragedii, od złamanych życiorysów i od śmierci nie tylko wielu Polaków, ale również wielu Europejczyków, ponieważ przemyt dotyczył około 2 mld zł wartości, a w tonach to około 2 ton kokainy, narkotyków, które były w specjalny sposób, poprzez specjalne mechanizmy przemytnicze, przemycane z Kolumbii. Udaremnione zostało to poprzez bardzo skuteczne działania Krajowej Administracji Skarbowej i Centralnego Biura Śledczego Policji – powiedział premier.

 

Nagranie zarejestrowane przez policję podczas prowadzonych działań zostało opublikowane na kanale Ministerstwa Finansów na platformie YouTube.

 

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; trojmiasto.pl ; YouTube/MinisterstwoFinansów

Fot.: Wikimedia Commons ; YouTube

Cała Polska żyje przez ostatnie godziny tragedią jaka rozegrała się na Śląsku, na terenie miejscowości Szczyrk. Doszło tam do wybuchu gazu, który doprowadził do śmierci ośmiu członków mieszkającej tam rodziny (w tym dzieci). Tymczasem na południu naszego kraju znów przeprowadzona musi być akcja straży pożarnej w związku z wielkim pożarem jaki wybuchł na Podhalu.

 

Ogień pojawił się w godzinach popołudniowych w dniu dzisiejszym na terenie kolejnej popularnej wśród turystów gminy Szaflary. Pożar ma być na tyle duży, że unoszące się kłęby dymu mają być widoczne nawet z Nowego Targu. W ramach akcji ratunkowej na miejsce pożaru skierowanych zostało ponad dwadzieścia zastępów straży pożarnej.

 

Pożar, który przed godziną 16 wybuchł w Szaflarach, niedaleko od popularnej ulicy Zakopianka, wybuchł na terenie tamtejszych magazynów. Należą one do firm takich jak Jagro i Pakfol.

 

Chociaż Zakopianka ma pozostawać przejezdna, to na niej według pojawiających się w internecie komunikatów, mają tworzyć się korki.

 

 

Jak na ten moment nie ma dokładnych i oficjalnych informacji na temat tego czy i w jakim stopniu ktoś ucierpiał w wyniku tak dużej pożaru. Nie są znane też jego przyczyny.

 

Pozar Szaflary

Gepostet von Lucy Molek am Donnerstag, 5. Dezember 2019

Gepostet von Jakub Łukaszczyk am Donnerstag, 5. Dezember 2019

 

 

 

 

Źródło: podhaleregion.pl ; wp.pl ; Twitter/@BorkowskMarek ; Facebook/grupa „Gdzie stoją? Podhale”

 

 

Przedstawiciele władz w Ankarze ogłosili decyzję dotyczącą bojowników tzw. Państwa Islamskiego. Zgodnie z nią, spora grupa terrorystów trafi do krajów europejskich. Fakt ten został potwierdzony przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Turcji i ma on związek z realizowaniem operacji deportowania członków IS, która rozpoczęta została oficjalnie w dniu 11 listopada bieżącego roku. Sprawę opisał portal o2.pl.

 

W związku z tymi działaniami, w tureckich ośrodkach deportacyjnych liczba przetrzymywanych terrorystów spaść miała do 938 islamistów. Zgodnie z decyzją strony Tureckiej, deportowani mają zostać dżihadyści posiadający obywatelstwo francuskie, holenderskie, irlandzkie, a także amerykańskie. Wielka Brytania, Dania oraz Niemcy postanowiły wcześniej pozbawić obywatelstwa osób, które postanowiły przyłączyć się do Państwa Islamskiego. Jednakże turecki minister spraw wewnętrznych Suleyman Soylu zapowiedział, że również dżihadyści, którzy posiadali wcześniej obywatelstwo tych państw zostaną deportowani, pomimo jego cofnięcia.

 

Władze w Ankarze zastrzegają, że nie będą stanowić „hotelu dla członków IS będących obywateli innych państw”. Zapowiadają też, że operacja związana z deportowaniem bojowników samozwańczego kalifatu będzie nadal kontynuowana.

 

Turcja poważnie podchodzi do zarządzania migrantami, ponieważ kraj jest zaangażowany w poważną walkę z terroryzmem – stwierdził turecki minister spraw wewnętrznych.

 

Wielu bojowników Państwa Islamskiego walczących wcześniej na terenie Syrii zostało osadzonych po schwytaniu w więzieniach zlokalizowanych na terenach kontrolowanych wówczas przez siły kurdyjskie. Zdaniem mediów i ekspertów, Po tureckiej ofensywie w tamtym rejonie, część przebywających tam terrorystów mogło zdołać wykorzystać zaistniałą sytuacją i uciec na wolność.

 

 

 

Źródło: o2.pl

Fot.: YouTube/VICE News

 

Niestety doszło do kolejnego bezlitosnego ataku wymierzonego w społeczność chrześcijańską. Jak poinformowała agencja Reutera, powołująca się na źródła u przedstawicieli miejscowych władz i w podmiotach odpowiedzialnych za utrzymanie bezpieczeństwa, w wyniku zamachu życie straciło czternaście osób, a wśród zabitych znalazły się również dzieci. Za atak najprawdopodobniej odpowiedzialni są terroryści motywowani ideologią radykalnego islamizmu. Po przeprowadzeniu zamachu, sprawcy mieli uciec z miejsca tragedii na motocyklach.

 

Te krwawe i dramatyczne sceny rozegrały się w jednej z protestanckich świątyń w Burkina Faso, a dokładniej we wschodniej części tego kraju. W miejscowości Hantoukoura w departamencie Foutouri, grupa około kilkunastu uzbrojonych napastników wtargnęła do jednego z protestanckich zborów podczas niedzielnej mszy. Zamachowcy w okrutny sposób zaczęli zabijać modlących się tam ludzi, rozstrzeliwując ich wewnątrz świątyni. Wśród ofiar znalazł się również pastor oraz dzieci.

 

Po ucieczce terrorystów, lokalne siły bezpieczeństwa rozpoczęły akcję i poszukiwania sprawców tego krwawego ataku.

 

Liczba ofiar została potwierdzona również przez prezydenta Burkina Faso. Roch Marc Christian Kabore złożył też kondolencje bliskim zamordowanych i potępił „barbarzyński atak” dokonany na terenie świątyni w ostatnią niedzielę.

 

Dżihadyści starają się w ostatnim czasie poszerzać swoje wpływy i zasięg działania na terenie Burkina Faso, przez co w ostatnim czasie niejednokrotnie dochodzi tam do napaści na duchownych oraz ataków na świątynie. Te brutalne akcje niejednokrotnie mają być koordynowane przez radykalnych islamistów stacjonujących w sąsiednim kraju- Mali, skąd dżihadyści organizować mają swoje zbrodnicze działania realizowane właśnie na terytorium Burkina Faso.

 

Zdaniem mediów, od 2015 roku mogło zginąć w wyniku ataków terrorystycznych w tym kraju ponad 600 ludzi. Dodatkowo setki tysięcy ludzi decyduje się stamtąd uciekać i emigrować do bezpieczniejszych rejonów.

 

 

 

Źródło: polsatnews.pl

Fot.: Pexels.com