Oficjalnie: opozycja podzielona. Dramat Schetyny! [ANALIZA]

Sytuacja opozycji już prawie wyklarowana. Powstanie blok na lewo od PO, który stworzy Wiosna, SLD i Razem. To cios w stronę Platformy, która znalazła się teraz w bardzo trudnym położeniu.

 

Liderzy Wiosny i SLD, Robert Biedroń i Włodzimierz Czarzasty, ogłosili dziś wspólną koalicję lewicowych ugrupowań. Obaj panowie potwierdzili te informacje, a co więcej, jeszcze dziś wieczorem ma dołączyć od nich lider partii Razem Adrian Zandberg. On także od miesięcy zabiegał o wspólny lewicowy blok niezależny od Platformy Obywatelskiej. Realizacja tego scenariusza to jeden z najgorszych wariantów dla Grzegorza Schetyny i jego ugrupowania.

 

Chodzi oczywiście o koalicję na jesienne wybory parlamentarne, wspólnie okrzyknięte przez wszystkie obozy polityczne najważniejszymi wyborami po 1991 roku, gdy odbyły się pierwszy teoretycznie wolne wybory po okresie komunistycznej PRL.

 

Rozmowy, a raczej przepychanki w opozycji trwały od porażki w eurowyborach. Liderzy poszczególnych ugrupować zwątpili w siłę Grzegorza Schetyny i wypalonego w polskiej polityce Donalda Tuska. To zapoczątkowało koalicyjne roszady, których ostateczny wynik zdaje się dziś oficjalnie klarować.

 

Dziś liderzy lewicowych partii ogłosili wstępne porozumienie, do którego dołączy trzeci podmiot – partia Razem. Będzie to zatem radykalnie lewicowa siła. Zdecydowanie bardziej od PO, szczególnie w kwestiach światopoglądowych: aborcji, statusu homoseksualistów czy religii.

 

To czarny scenariusz Grzegorza Schetyny. W tym rozdaniu PO będzie musiała rywalizować o lewicowych wyborców z najbardziej skrajną koalicją wyborcza, a jednocześnie utrzymywać centrowy elektorat, który sukcesywnie pozyskuje Prawo i Sprawiedliwość. To rodzi zjawisko swoistej antynomii – dwóch wykluczających się kierunków polityki. Na domiar złego Grzegorz Schetyna uwzględnił postulat związków partnerskich w swojej programowej „szóstce”, czym zepchnął się nie jako na pewną rywalizację z blokiem lewicy.

 

Co więcej z drugiej strony puka ambitne PSL. Partia Kosiniaka-Kamysza przeszła wizerunkowe odświeżenie, wracając – zdaniem jej liderów – do chadeckich korzeni partii. Sprzeciwia się lewicowym postulatom nawet PO, ciągnąc partię na niechybną rywalizację o centrowy elektorach, wspólny dotychczas dla obu partii. PSL także zamierza startować samo, choć jeszcze tego nie potwierdziło.

 

Platforma Obywatelska stoi zatem w bardzo trudnej sytuacji. Niestabilna programowo musi walczyć na każdym wyborczym froncie pozbawiona sojuszników. Nowoczesna została praktycznie przez PO wchłonięta, co także zdaje dziś odbijać się czkawką. Inne partie chcąc zachować podmiotowość boi się powtórki scenariusza ugrupowania Katarzyny Lubnauer.

 

Najlepszym układem z punktu widzenia PO byłyby dwa bloki opozycyjne – Platforma z SLD i Wiosną oraz PSL z Kukiz’15. Wtedy wszyscy przeciwnicy PiS mieliby jasny podział – lewicowy i centrowy. Wówczas układ mandatów mógłby być najbardziej niekorzystny dla Prawa i Sprawiedliwości.

 

Jest to także najlepsza sytuacja dla PiSu. Dobre ruchy personalne i sprawna realizacja programu pozwala partii poszerzać swój elektorat w przeciwieństwie do wszystkich innych obozów na polskiej scenie politycznej. Rozpad pozycyjnej koalicji i liczne wpadki polityków PO przełożyły się z kolei na najgorsze wyniki sondażowe opozycji od miesięcy. Zyskuje Prawo i Sprawiedliwość.

 

Zjednoczona Prawica wciąż nie zaprezentowała jeszcze szczegółowego programu, zatem trzyma przysłowiowe „asy” na nadchodzące tygodnie. Platforma odkryła się nie generując przy tym szczególnego animuszu. Opozycja, jak można antycypować, zaangażuje się teraz w wewnętrzne spory, więc PiS jest na dobrej drodze to zwiększania przewagi.

 

Termin wyborów poznamy wkrótce, lecz – zgodnie z zapowiedzią Premiera Mateusza Morawieckiego – będzie to 13 października.