W ostatnim czasie głównym tematem, o którym słyszymy w mediach, jest Koronawirus. Nic dziwnego, skoro choroba rozprzestrzenia się, a liczba ofiar śmiertelnych cały czas rośnie. Naturalnym byłoby napisanie felietonu o skutkach gospodarczych epidemii, nowych zaostrzeniach rządów państwowych lub terminie wyborów prezydenckich w naszym kraju. Mnie jednak do przemyśleń skłonił post Sylwii Spurek. Jest ona posłanką w Parlamencie Europejskim, do którego mandat uzyskała z list partii Wiosna. Polityk ta jest znana ze swoich kontrowersyjnych i liberalnych poglądów dotyczących prawa aborcyjnego. Wystosowała nawet pytanie do Komisji Europejskiej, czy Polska jest zobowiązana do zwrócenia kosztów aborcji państwu członkowskiemu, w którym Polka zdecydowała się na jej dokonanie.

 

Temat aborcji jest chyba najbardziej wrażliwym i kontrowersyjnym w naszym kraju. Mimo, iż z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS  na zlecenie „Rzeczpospolitej” wynika, że niemal 50% Polaków jest za postawieniem obecnie obowiązującej ustawy, środowiska znajdujące się na dwóch różnych biegunach politycznych starają się przeforsować swoje wersje ustaw, zarówno te łagodzące, jak i zaostrzające, przez co burzliwa dyskusja w społeczeństwie co jakiś czas wraca jak bumerang, skłócając naród. Politykom taka sytuacja jest na rękę. Gdy my, obywatele po raz kolejny zajmujemy się, jak niektórzy twierdzą tematem zastępczym, zwiększamy szanse, aby rząd „przepchał” coś po cichu np. wprowadzenie nowych podatków. Również dla opozycji jest to korzystne. Zapominamy o komisjach i rozliczaniu z afer, które miały miejsce za ich kadencji, ponieważ w mediach sztucznie pompowany i wałkowany jest inny temat. O zjawisku dzielącym Polaków przez kwestie światopoglądowe pisałem w swoim pierwszym artykule pt. „Symbole i ideologie- moda czy profanacja?”, do którego przeczytania zachęcam. Ludzie nie czytają projektów ustaw, tylko ślepo wierzą w to, co przeczytają na facebookowych grupach, usłyszą od znajomych lub z ust instagramowych influencerów, którzy szczególnie dla młodych ludzi są autorytetami. Zdanie ulubionego youtubera, modelki czy muzyka może bardzo wpłynąć na postrzeganie świata przez grono ich odbiorców.

 

Po świętach Wielkanocy, spędzonych w nietypowej atmosferze, do Sejmu trafi projekt „Zatrzymaj Aborcję”. Myślę, że od wielu „znawców” dowiemy się, że to Prawo i Sprawiedliwość chce w życie wprowadzić całkowity zakaz aborcji. W tym zdaniu znajdziemy dwie nieprawdziwe informacje. Po pierwsze, autorem obywatelskiego projektu nowelizacji ustawy jest Fundacja Życie i Rodzina. Został on złożony już w 2017 roku, a zebrano pod nim ponad 830 tys. podpisów. Trafił on wtedy do komisji, więc pierwsze czytanie musi odbyć się najpóźniej w maju tego roku. Po drugie, zapisy dotyczą tylko jednego z trzech przypadków tzw. kompromisu aborcyjnego. Projekt ten zakazuje tzw. aborcji eugenicznej, czyli takiej, której powodem są choroby lub uszkodzenie płodu. Co ciekawe, według danych Ministerstwa Zdrowia w 2018 roku na 1076 przeprowadzonych oficjalnie aborcji aż 1050 zostało dokonane właśnie z powodu wspomnianego wyżej. W tym samym roku według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) blisko 42 miliony dzieci na świecie straciło życie przez dokonanie aborcji. Dla porównania- wskutek choroby nowotworowej 8,2 mln ludzi, w następstwie palenia tytoniu 5 mln, a z powodu AIDS 1,7 mln. Głosowanie to będzie testem dla polityków partii rządzącej przed konserwatywno-katolicką częścią elektoratu. Sam Andrzej Duda stwierdził, że zabijanie dzieci niepełnosprawnych jest morderstwem i podpisze projekt ustawy zakazującej aborcji eugenicznej. Zwolennicy projektu argumentują, że w Konstytucji RP znajduje się art. 38, który mówi, że państwo zapewnia każdemu człowiekowi ochronę życia. Pomimo tego, że jestem raczej przeciwnikiem zasiłków socjalnych, uważam, że rząd w tej kwestii  powinien udzielić realnej pomocy rodzinom wychowującym niepełnosprawnych. Mimo tego, że popieram ustawę chroniącą, chociażby dzieci z zespołem Downa, swoją drogą to zespół wad wrodzonych spowodowany obecnością dodatkowego chromosomu 21 był główną przyczyną legalnych aborcji w Polsce w poprzednich latach, uważam, że projekt ten nie powinien wliczać najcięższych przypadków chorób dziecka, które wiążą się z cierpieniem fizycznym i nie zapewniają minimum komfortu życiowego.

 

Również jestem w stanie zrozumieć cierpienie fizyczne i psychiczne zgwałconej kobiety oraz to jaki ciężki wybór stoi przed nią po tak traumatycznym przeżyciu. Mimo moich prawicowych poglądów i tego, że blisko mi do środowisk „pro-life” jestem zdania, że kobieta w takiej sytuacji nie powinna być zmuszana do noszenia ciąży, jednak powinna dostać wsparcie psychologiczne. Sam namawiałbym ją jednak do urodzenia dziecka. Czasu choćbyśmy bardzo chcieli, nie cofniemy, a dziecko zawsze można oddać. Czy jest one czemukolwiek winne, że jego ojciec jest zwyrodnialcem, któremu według mnie należy się jeszcze surowsza kara, niż przewiduje na to polskie prawo?

 

Sylwia Spurek, o której wspomniałem na początku artykułu, zamieściła w internecie zdjęcie z transparentem „aborcja jest ok”. Spotkało się to z bardzo dużą krytyką i oburzeniem, w tym moim. Aborcja nigdy nie jest ok, tym bardziej na życzenie! Zawsze jest czymś przykrym. Zdarzają się wyjątkowe sytuacje, w których może być ona usprawiedliwiona, chociażby zagrożenie życia matki, gdzie występuje sytuacja życie za życie, a matka, decydując się poświęcić swoje, staje się bohaterką. Moim zdaniem twierdzenie, że dokonanie aborcji jest ok, jest bardzo niebezpieczne, ponieważ podprogowo może tworzyć kolejne tego typu przypadki, których niestety nie da się cofnąć. Skoro zdaniem działaczki feministycznej ten czyn nie jest niczym złym, to powinien stać się jednym ze środków antykoncepcyjnych finansowanych przez państwo? Domyślam się, że dawna koleżanka z partii Roberta Biedronia wychodzi z założenia „nieważne jak mówią, ważne by mówili”  i kontrowersyjnymi wpisami chce budować swój kapitał polityczny. Jest dość powszechne zjawisko wśród znanych osobistości, lecz nie tędy droga… W tym przypadku nie jest to sprawa błaha, wręcz przeciwnie- chodzi o życie dziecka oraz psychikę ludzką, która może zostać zniszczona na całe życie.  Gdy czytam na jednej z feministycznych stron, dlaczego ich zdaniem aborcja jest ok, głównym argumentem padającym z ich strony jest możliwość dokonania wyboru przez kobietę. Sam jestem wolnościowcem i wartość, jaką jest wolność, bardzo cenię. Uważam, że państwo jak najmniej powinno ingerować w nasze prywatne sprawy, dopóki nie naruszamy praw innych i właśnie dlatego ich argumentacja do mnie nie trafia. Aborcja nie jest tylko sprawą matki, dotyczy również ojca oraz dziecka.

 

 

Lewa strona twierdzi, że zaostrzenie prawa nie jest skutecznym sposobem na zmniejszanie się liczby tych wydarzeń, ponieważ ludzie dalej będą to robić nielegalnie w podziemiu aborcyjnym. Myślę, że nawet zdecydowane zwiększenie sankcji nie zlikwiduje faktycznie problemu, natomiast nie wyobrażam sobie, nie tylko jako katolik, ale jako człowiek, aby w moim kraju obowiązywały takie przepisy jak w zachodniej Europie. Myślę, że głównym problemem jest postawienie przez społeczeństwo wspólnej granicy, kiedy mamy do czynienia z płodem, a kiedy jest to już człowiek? Od poczęcia, czy może tak jak to stwierdziła była przewodnicząca partii .Nowoczesna Katarzyna Lubnauer, że życie zaczyna się dopiero od urodzenia? Czy w drugim miesiącu i 30 dniu nie jest człowiekiem, a dzień później już jest? Totalnie odcinam się od działań aktualnych feministek, natomiast liczę na współpracę i wspólny front! Czy hasło „moje ciało, moja sprawa” nie jest idealne do walki np. z przymusowymi składkami ubezpieczeniowymi?

 

 

Konrad Adamczyk– Młody działacz społeczny i polityczny z Krakowa ; członek Młodej Endecji

 

 

Zachęcamy do przeczytania również innego felietonu tego autora:

Symbole i ideologia- moda czy profanacja?

 

 

Źródła: rp.pl ; parentning.pl ; tvp.info ; tvn24.pl

Fot.: Facebook/@drSylwiaSpurek

 

Od paru lat możemy zaobserwować popyt na tzw. odzież patriotyczną, m.in. koszulki z orzełkiem, czy „kotwicą ”. Początkowo uważałem to za bardzo pozytywne zjawisko- promowanie wartości narodowych, przypominanie o zasłużonych bohaterach, czy ważnych bitwach, które rozegrały się na przestrzeni wieków. Przemawiało do mnie również to, że w przeszłości spora część Polaków mieszkających na zachodzie czuła się stłamszona przez lata komunizmu i wstydziła się swojego pochodzenia. Teraz nadszedł czas, w którym Polacy dumnie mogą reprezentować swoją ojczyznę, a z orzełkiem na piersi czuć się po prostu dobrze.

 

Niestety, dla niektórych wspomniana wyżej odzież stała się zwykłym towarem, na którym można zarobić duże pieniądze. Bluzy z symbolem Narodowych Sił Zbrojnych zaczęły wyglądać coraz bardziej tandetnie, będąc dostępne na zwykłych bazarach. Coraz więcej pojawiało się ordynarnych grafik przedstawiających m.in. wizerunki żołnierzy wyklętych, co według mnie przynosiło odwrotny efekt do zamierzonego– zniechęcało „zwykłego Kowalskiego” i sporą część młodych ludzi do celebrowania święta obchodzonego 1 marca, kojarząc ten dzień z zestawem dresowym, na którym barwy narodowe znajdują się na nogawce, aniżeli z ludźmi, którzy bohatersko walczyli w podziemiu z reżimem komunistycznym. Chyba najbardziej dobitnym przykładem zbezczeszczenia symbolu było umieszczenie „kotwicy” na kiju baseballowym, który jak zakładam, nie służył do gry…

 

Nie same nieodpowiednie gadżety są problemem. W mojej opinii równie dużym są nabywcy tego rodzaju ubrań oraz okoliczności, w których te są używane. Niestety, bardzo często jest to osiedlowa patologia, która jest niechlubną wizytówką naszego społeczeństwa. Przykro robi mi się, słysząc opinie ludzi z otaczającego mnie środowiska, którzy widząc na przystanku osobę z symbolem Polski Walczącej, odczuwają strach i niechęć- z symbolem, który dla wszystkich Polaków powinien być świętością i kojarzyć się jednoznacznie dobrze.

 

Pisząc o tym zjawisku, które często jest podnoszone jako zarzut przez lewą stronę sceny politycznej, chciałbym zwrócić uwagę, że również ta część społeczeństwa bardzo często dopuszcza się prowokacyjnego, nieakceptowanego przez duże grono ludzi umieszczania barw tęczowych m.in. na obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej czy na fladze i godle Polski podczas swoich manifestacji.

 

Wspomniana już wcześniej „kotwica” została znieważona na tzw. czarnym proteście… Do podobnej sytuacji doszło 1 sierpnia podczas tegorocznego Marszu Powstania Warszawskiego właśnie w stolicy. Tym razem symbol powstańców został umieszczony na fladze środowisk LGBT. Wywołało to burzę medialną i oburzenie Polaków. Ludzie stojący za tym uzyskali to, czego chcieli- atencję i kontrowersję. Dochodzi do przykrej sytuacji, kiedy w tak ważną rocznicę- 75-lecie wybuchu powstania warszawskiego Polacy, zamiast zjednoczyć się, kolejny raz zostają uwikłani w gierki polityczne i dają się skłócić. Głównym tematem dyskusji w tym dniu już nawet nie jest czy dowództwo w 1944 roku podjęło słuszną decyzję, jakby wyglądała Europa, gdyby nie 63-dniowa walka Warszawiaków z niemieckim okupantem. Nie, głównym tematem stał się ruch LGBT…

 

Takie kontrowersyjne działania powodują, że część społeczeństwa coraz liczniej bierze udział w kontrmanifestacjach do tzw. Marszów Równości. Większość z nich nie jest jednak tak po prostu wrogo nastawiona do osób reprezentujących inną orientację seksualną, lecz do promowanych przez nich postulatów– są przeciwnikami adopcji dzieci przez pary homoseksualne, bądź wprowadzeniu karty LGBT+ w polskich szkołach, chcąc uniknąć zjawisk, które mają miejsca w zachodniej Europie. Podczas tego rodzaju kontrmanifestacji pojawia się czasem przemoc fizyczna i słowna, którą oczywiście trzeba potępić, tak jak środowiska narodowe odcinają się od skrajnych, marginalnych incydentów, które swoją drogą mogą być zwykłymi prowokacjami.

 

Tu znowu powraca temat odzieży patriotycznej. Bluza z hasłem „Śmierć Wrogom Ojczyzny”, mimo iż nawiązuje do emblematów noszonych przez żołnierzy 3. Wileńskiej Brygady NZW i w dzisiejszych czasach ma raczej znaczenie przenośne, wywołuje kontrowersję i pozwala środowiskom lewicowym spłycać przesłanie głoszone przez drugą stronę, a konserwatywną część społeczeństwa wrzucać do jednego worka z chuliganami, którzy ich zdaniem nawołują do nienawiści. Słowo kibol używane jest zamiennie ze słowem kibic, a to właśnie środowisko kibicowskie jest jedną z grup społecznych, która najbardziej angażuje się w akcje patriotyczne. Renowacje grobów lub zbiórki darów dla rodaków mieszkających na kresach wschodnich, marsze upamiętniające bohaterów, czy patriotyczne oprawy na meczach to tylko część trudu włożonego przez kibiców w budowaniu tożsamości narodowej. To właśnie na stadionach duża część młodych ludzi usłyszała pierwszy raz, chociażby o żołnierzach wyklętych czy rzezi wołyńskiej.

 

Dlatego apeluję do wszystkich ludzi zakładających odzież z symbolami narodowymi- patriotyzm to coś pięknego i nie należy się z nim kryć, wręcz przeciwnie. Ważne, żeby nie iść za modą, tylko mieć to zwyczajnie w sercu, a do tego, za co nasi przodkowie przelewali krew obnosić się z szacunkiem. Nosisz koszulkę z wizerunkiem rotmistrza Pileckiego? Poczytaj o nim, co zrobił, jak zasłużył się dla Polski. Taki moim zdaniem powinien być główny cel patriotycznej odzieży- poszerzanie wiedzy historycznej i budowanie tożsamości narodowej na podstawie chwalebnych wydarzeń w polskiej historii. Takie podejście pozwoli uniknąć kompromitacji, jakiej doświadczyli ludzie ze słynnego materiału Filipa Chajzera, wykazując się kompletnym brakiem wiedzy na temat symboli i dat znajdujących się na ich ubraniach. Przez tego typu przypadki środowisko patriotyczne jest niestety ośmieszane, a przez sporą część ludzi kojarzone z patologią. Ważne, aby w tym wszystkim zachować przyzwoitość i zdrowy rozsądek.

 

 

Konrad Adamczyk- Młody działacz społeczny i polityczny z Krakowa ; członek stowarzyszenia Endecja