Do niecodziennej sytuacjo doszło ostatnio w jednym z porannych programów „Dzień Dobry TVN”. Prowadzący „śniadaniówkę” zachowywali się w dość specyficzny sposób.

Jednym z poruszanych tematów były kanony męskiego piękna. Przedstawiono najnowszy ranking 100 najprzystojniejszych mężczyzn świata, na którego czele znajduje się  Jeong-Guk, znany też jako Jungkook. To 20-letni piosenkarz koreańskiego zespołu BTS.

 

Prowadzący – Anna Kalczyńska i Andrzej Sołtysik – w niewybredny sposób ocenili zwycięzcę przedstawionego rankingu.

Jeżeli spodziewają się państwo na czele stawki na przykład Brada Pitta czy George’a Clooneya, to może państwa czekać spora niespodzianka. (…) Najprzystojniejszym mężczyzną świata jest Jungkook – więc właśnie, nic nam to nazwisko nie mówi. Twarz, powiedziałabym… niespecjalnie bardzo męska, prawda? (…) Włosy zakładam, że farbowane

– powiedziała Kalczyńska.

Słowa dziennikarki rozbawiły Andrzeja Sołtysika. Podobnie jak kolczyki, które nosi Jungkook.

To nie wszystko. Po „rozważaniach” prowadzących „DDTVN”, przyszedł czas na materiał, w którym inny dziennikarz przepytywał ludzi spotkanych na ulicy odnośnie wyglądu Koreańczyka. W materiale padały niezbyt kulturalne oceny.

Kolczyk… W uchu noszą kolczyki. Moja krowa też ma kolczyk

– powiedział jeden z przechodniów.

 

Jakby gaf było mało, okazało się, że zdjęcie mające pokazywać Jungkooka przedstawiało …innego mężczyznę.

Internauci nie kryli oburzenia. Wściekli byli przede wszystkim Koreańczycy.

Żenada i totalny nieprofesjonalizm, Tracę wiarę w ludzi, zapomnieliście, czym jest szacunek do drugiej osoby?, Mistrzowie rzetelnego dziennikarstwa, nawet zdjęcia osoby nie potraficie znaleźć, Okropny rasizm

– napisali na Twitterze rodacy Jungkooka

 

dorzeczy.pl/Red/Fot Facebook TVN

Mamy do czynienia z kolejnym skandalem, jaki ma miejsce wokół osoby znanego biznesmena Zbigniewa S. Mężczyzna zasłynął m.in. publikowaniem kontrowersyjnych nagrań atakujących znanych polityków, dziennikarzy czy urzędników, w których nie powstrzymywał się od używania wulgarnych mocnych słów. Wyjątkowo głośno zrobiło się o nim przy okazji afery taśmowej, kiedy ujawnił treść nagrywanych w restauracji Sowa&Przyjaciele rozmów polityków za czasów rządów koalicji PO-PSL. W późniejszym czasie obraźliwie odnosił się też jednak do obecnego rządu. Jak informują teraz media, poszedł nawet krok dalej i… groził śmiercią bliskim jednego z ministrów.

 

Kielecka policja dokonała zatrzymania Zbigniewa S., a jednym z przedstawionych mu zarzutów jest właśnie kierowanie gróźb karalnych wobec ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.

 

Oświadczenie Prokuratury Krajowej dotyczące tej sytuacji zostało opublikowane przez Polską Agencję Prasową.

 

Zatrzymanie popularnego biznesmena związane jest z jego wizytą w budynku Ministerstwa Sprawiedliwości w dniu 15 października 2019 roku. Zbigniew S. wykrzykiwał wówczas w stronę Zbigniewa Ziobry obraźliwe sformułowania i groźby. Paść miały wówczas słowa o pozbawieniu życia matki i dziecka Prokuratora Generalnego. Groźby zostały powtórzone przez kontrowersyjnego przedsiębiorce w zamieszczonym w internecie nagraniu. Prokuratura ma przedstawić mężczyźnie aż 188 zarzutów.

 

Jak informuje portal doRzeczy.pl, według informacji przekazanych przez prokuraturę, Zbigniew S. kierując groźby w stronę Ministra Sprawiedliwości i jego rodziny dążył do „wymuszenia na prokuratorze generalnym podjęcia działań zmierzających do polecenia prokuratorom i funkcjonariuszom organów ścigania zaniechania czynności służbowych związanych z prowadzeniem czynności służbowych związanych z prowadzeniem postępowań przeciwko członkom rodziny Zbigniewa S.

 

Według portalu wp.pl, biznesmen oprócz zarzutów dotyczących gróźb karalnych, usłyszał lub usłyszy również zarzuty związane z m.in. rozpowszechniania fałszywych zdjęć i informacji mających zdyskredytować oraz pozbawić zaufania publicznego najważniejsze w prokuraturze osoby.

 

Do kolejne kłopoty Zbigniewa S., który nie po raz pierwszy zatrzymywany jest przez funkcjonariuszy policji i stosunkowo niedawno przebywał w areszcie, który opuścił we wrześniu zeszłego roku.

 

 

 

Źródło: doRzeczy.pl ; PAP ; wp.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

 

Na początku zbliżającego się 2020 roku, bo już w styczniu reprezentacja polskich siatkarek rozegrać ma turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich w Tokio. Zmagania o miejsce na olimpiadzie odbędą się w holenderskim Apeldoorn. Kadra polskich siatkarek przygotowuje się jednak do spotkań tych w cieniu afery jaka ma miejsce w reprezentacji.

 

Całe zamieszanie dotyczy też romansu, który miał się wywiązać między jednym z członków sztabu szkoleniowego a zawodniczką polskiej drużyny narodowej w siatkówce. Przy okazji całej trwającej afery w kadrze, głos postanowił zabrać selekcjoner siatkarek- Jacek Nawrocki.

 

Nie było takiej sytuacji, w której lekarz czy fizjoterapeuta zgłaszał niedyspozycję siatkarki, a ja zmuszałem ją do gry. Przy tym, co sam przeszedłem w życiu – usuwanie nowotworu, zator płucny, a w zeszłym roku operacja biodra – nie wiem kim musiałbym być, żeby nie mieć współczucia dla cierpiących siatkarek – stwierdził Jacek Nawrocki podczas rozmowy „Przegląd Sportowym”.

 

Warto podkreślić fakt, że członek sztabu, któremu zarzuca się romans z siatkarką, zrezygnował z pełnionej w reprezentacji funkcji.

 

Oświadczenie wydały też zawodniczki siatkarskiej kadry.

 

Akceptowanie przez trenera Nawrockiego nieprofesjonalnego zachowania jednego z członków sztabu (romans z jedną z zawodniczek). Dopuszczanie do niemoralnego zachowania, przy jednoczesnym braku reakcji ze strony trenera na zgłaszanie problemu przez zawodniczki – twierdzą siatkarki, zarzucając selekcjonerowi poważne błędy.

 

Nie ingeruję w prywatne sprawy siatkarek i członków sztabu. To są dorośli ludzie i jeśli nie ma to wpływu na ich pracę, nie mieszam się do tego. Zdaję sobie sprawę, że to trudna sytuacja dla wszystkich zainteresowanych. Zostało to już jednak załatwione i trener, o którym mowa, zrezygnował z pracy w kadrze – powiedział w wywiadzie udzielonym „Przeglądowi Sportowemu” trener Nawrocki, reagując na oświadczenie zawodniczek reprezentacji.

 

Selekcjoner reprezentacji Polski w kobiecej siatkówce zapewnia, że zdrowie zawodniczek jest dla niego ważniejsze od wyników, a jest to dla niego oczywiste po jego własnych chorobowych doświadczeniach.

 

Żaden wynik nie jest ważniejszy od zdrowia. Nie było takiej sytuacji, w której lekarz czy fizjoterapeuta zgłaszał niedyspozycję siatkarki, a ja zmuszałem ją do gry. Przy tym, co sam przeszedłem w życiu – usuwanie nowotworu, zator płucny, a w zeszłym roku operacja biodra, nie wiem kim musiałbym być, żeby nie mieć współczucia dla cierpiących siatkarek – zadeklarował Jacek Nawrocki podczas rozmowy z „Przeglądem Sportowym”.

 

 

 

Źródło: Przegląd Sportowy ; sport.pl

Fot.: YouTube/Polska Siatkówka

Skandal w poznańskich Termach Maltańskich. Wszyscy goście musieli wyjść z wody!

 

Do zdarzenia doszło w czwartek 8 sierpnia w basenie „koniczynka” na terenie Term Maltańskich w Poznaniu. W wodzie znaleziono kał. W tym miejscu zastosowano punktowe chlorowanie wody. Ponadto przefiltrowano całą wodę w basenie.

 

CZYTAJ TAKŻE: ROSJA przemieszcza wojsko na ZACHÓD. Rosyjskie BOMBOWCE już latają nad EUROPĄ!

 

Basen zamknięto na ok. godzinę. Kierownictwo Term Maltańskich podkreśla, że to standardowa procedura w takich sytuacjach, która została nawet wydłużona o pół godziny. Niestety w każdym aquaparku zdarza się sytuacja, że w basenie znajdzie się kał.

 

Termy Maltańskie funkcjonują już od 8 lat. Odwiedziło je ok. 7  milionów ludzi. Ponadto sanepid regularnie kontroluje placówkę. Więc nie trzeba się obawiać o kwestie higieny i bezpieczeństwa.

 

/ks/

 

Źródło: gloswielkopolski.pl / foto Youtube.com/zdjęcie poglądowe

Nie milkną echa afer związanych z prawą ręką Macierewicza. Donosy od kobiet, a nie brak kwalifikacji były rzeczywistym powodem problemów Bartłomieja Misiewicza.

 

Bartłomiej Misiewicz w latach 2015-2017 był rzecznikiem Ministerstwa Obrony Narodowej. Na początku 2017 r. powołano partyjna komisja, która miała przyjrzeć się działaniom prawej ręki Antoniego Macierewicza. Ostatecznie młody polityk został wyrzucony z PiSu.

 

Jako oficjalny powód powołana wówczas komisja podała brak kwalifikacji do pełnienia wysokich stanowisk w administracji publicznej. Jak informuje „Fakt”, rzeczywisty powód mógł być zupełnie inny. Otóż do prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego trafiło mnóstwo listów z donosami od kobiet. Skarżyły się one, że Bartłomiej Misiewicz wraz z szefem spółki PGE GEiK składali im niemoralne propozycje. Uczestniczki rekrutacji do wspomnianej spółki mogły liczyć na zajęcie stanowiska w zamian za usługi seksualne.

 

W okresie sprawowania przez Misiewicza funkcji rzecznika MONu wybuchało wokół niego wiele afer i skandali. Zarzucano mu, że w bardzo młodym wieku nie mając wykształcenia, obejmował wysokie stanowiska jedynie dzięki powiązaniom z PiSem.

 

Obecnie trwa walka pomiędzy Misiewiczem, a reżyserem Patrykiem Vegą. Sam Misiewicz wyszedł z aresztu, gdzie przebywał kilka miesięcy, po zatrzymaniu przez Centralne Biuro Antykorupcyjne.

 

Źródło: nczas.com