Niestety to kolejne wieści dotyczące chwil grozy, jakie dotknęły ludzi w ostatnim czasie. Doszło bowiem do ataku z użyciem broni i jak twierdzą służby, wiele wskazuje na to iż było to zdarzenie o charakterze terrorystycznym.

 

Atak został dokonany na terenach należących do wojska w czwartek, w godzinach porannych czasu lokalnego. Dramat rozegrał się w Corpus Christi, czyli bazie lotnictwa marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych. Miejsce to zlokalizowane jest na terytorium stanu Teksas.

 

Na teren bazy wojskowej wtargnął uzbrojony mężczyzna, a następnie otworzył ogień w kierunku znajdujących się tam ludzi. Finalnie jednak, napastnik został zabity podczas wymiany ognia. Rzecznika Federalnego Biura Śledczego (FBI) Leah Greeves potwierdziła, iż ostatecznie sprawca ataku został zneutralizowany. Jak podaje portal Radioem.pl, poszukiwana ma być jednak też inna osoba w jakiś sposób związana ze strzelaniną. Nie jest pewne czy została ona już schwytana.

 

Na szczęście przy okazji ataku, nikt inny nie stracił życia, poza człowiekiem, który dopuścił się tego okrutnego czynu. Podczas strzelaniny ranny został jeden z marynarzy, jednak według przekazanych do mediów informacji, jego obrażenia mają nie być zbyt poważne i miał on już opuścić szpital.

 

Znajdująca się w południowej części Teksasu baza morska, w której doszło do ataku, stanowi jedno z głównych centrów realizacji szkoleń dla amerykańskich pilotów. Wiąże się to również z faktem, iż przebywają tam nie tylko żołnierze Stanów Zjednoczonych, ale także przedstawiciele armii państw sojuszniczych.

 

Według FBI, w tym przypadku mieliśmy do czynienia najprawdopodobniej z czynem, który może być traktowany jako zamach dokonany przez terrorystę.

 

– Doszliśmy do wniosku, że atak w bazie lotnictwa marynarki wojennej w Teksasie miał podłoże terrorystyczne

– powiedziała rzecznik Federalnego Biura Śledczego Leah Greeves podczas konferencji prasowej.

 

Do podobnych ataków doszło też w grudniu ubiegłego roku. Wówczas miały miejsce dwa tego typu zdarzenia. Najpierw miała miejsce strzelanina na terenie bazy Pearl Harbor znajdującej się na Hawajach. Zginęły tam wówczas trzy osoby, a wśród nich również sprawca ataku, czyli jeden z żołnierzy marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych, który sam odebrał sobie życie.

 

Kilka dni później doszło do strzelaniny w bazie Naval Air Station Pensacola. Życie straciło wtedy kilka osób, a także napastnik zastrzelony podczas wymiany ognia. Był on porucznikiem saudyjskiego pochodzenia, który przebywał na Florydzie w ramach odbywanego szkolenia.

 

 

Źródło: Forsal.pl ; Rdioem.pl

Fot.: Pxfuel.com

 

Nadal trwają w różnych częściach globu zmagania z rozprzestrzenianiem się wirusem z chińskiego Wuhan, a także podejmowane są działania w celu ograniczenia jego transmisji, jak również zniwelowania negatywnych skutków pandemii dla gospodarki oraz bezpieczeństwa zdrowotnego ludzi. Jak się jednak okazuje, są też tacy, którzy chcieliby ulec zakażeniu i zarazić się wirusem SARS-CoV-2. Potwierdza to jedno z opublikowanych w internecie nagrań.

 

Zarejestrowany film został udostępniony przez biuro Alexa Villanueva. Jest to szeryf pełniący służbę w Los Angeles. To czym podzielił się z szerszą publiką ukazało miejscowym władzom jakich działań dopuszczają się skazańcy, chcący odzyskać wolność i wyjść zza krat więzienia.

 

Sytuacja uwieczniona na nagraniu miała miejsce na terenie zakładu karnego North County, znajdującego się w kalifornijskiej miejscowości Castaic. Kamera uchwyciła więźniów pijących wodę ze wspólnych kubków, a także używających jednej i tej samej maseczki ochronnej. Zachowując się w ten sposób mieli oni liczyć na to, że zarażą się koronawirusem, a w dalszej kolejności odzyskają wolność. Jak się okazuje jednak, błędne było ich przekonanie na temat tego, że w razie zachorowania na COVID-19 będą mogli szybko opuścić mury więzienia, podobnie jak dzieje się to w przypadku osadzonych osób cierpiących na konkretne dolegliwości, które należą do tzw. grupy ryzyka.

 

W jakiś sposób wśród osadzonych krążyło fałszywe przekonanie, że jeśli wynik okaże się pozytywny, będziemy mieli związane ręce i zmusi nas to do uwolnienia większej ilości osób– a tak na pewno się nie stanie

– tłumaczył wspomniany szeryf Alex Villanueva.

 

 

 

Źródło: Twitter/@LASDHQ ; NBCnews.com ; Online-Mafia.pl

Fot.: Pixabay

W czasie pandemii koronawirusa, internautów i telewidzów niejednokrotnie zasmucić, a nawet zszokować mogły obrazy jakie docierały z różnych państw zmagających się z rozprzestrzenianiem słynnego wirusa z Wuhan, kiedy zjawisko to doprowadzało do zatłoczenia w szpitalach i braków sprzętu medycznego. Przerażać mogło nagranie ciężarówek wywożących ciała ludzi z Bergamo, filmiki z ulic Nowego Yorku, gdzie ciężarówki były zamieniane na chłodnie, aby przechować zwłoki czy zdjęcia trumien, nekrologów, bądź cmentarzy, gdzie w szybkim tempie trzeba było chować sporą ilość zmarłych. W centrum jednego z dramatów wywołanych pandemią znalazł się też znany polski piosenkarz wraz ze swoją partnerką.

 

Stan Borys udał się do Stanów Zjednoczonych, aby odbyć tam rehabilitację po udarze mózgu. Niestety jednak, wszystko skomplikowało nadejście epidemii. Zaistniała sytuacja spowodowała, że nie tylko nie udało się zrealizować rehabilitacji, ale dodatkowo piosenkarz zaczął obawiać się o swoje zdrowie i życie z powodu ryzyka zakażenia. O swoich przykrych doświadczeniach para opowiedziała w rozmowie z „Super Expressem”.

 

– Tak naprawdę nikt nie może czuć się bezpieczny. Wcześniej miasto tętniło życiem. Dziś jest niemal puste. Słychać tylko karetki na sygnale. To przerażające

– opowiadała Anna Maleady, partnerka i menedżerka piosenkarza, który potwierdzać miał jej wstrząsające słowa.

 

Jak opowiadali w wywiadzie dla „Super Expressu”, obydwoje przestrzegają obostrzeń oraz zasad bezpieczeństwa zdrowotnego. Noszą maseczki, używają rękawiczek, a także izolują się od innych, zachowując odpowiedni dystans. Jednak zarówno ich, jak i też innych ludzi przebywających na terenie Nowego Yorku przerażać mają sceny, które ujrzeć można na tętniących do niedawna życiem ulicach tego słynnego miasta.

 

Ciała masowo były wywożone dużymi przyczepami… Teraz śmiertelność w NYC zmalała, ale nadal jest między 230 a 330 zgonów dziennie. Szpitale w ostatnich dniach trochę odetchnęły, ale lekarze obawiają się, że kiedy miasto zostanie znowu otwarte, ludzie ruszą do metra i autobusów, liczba zachorowań znowu wzrośnie

– stwierdziła partnerka piosenkarza.

 

Jej relacja z tego co dzieje się w Nowym Yorku, może być dla wielu naprawdę wstrząsająca.

 

Życie w strachu może doprowadzić do innych chorób. Niektórzy popełniają samobójstwo. Ludzie boją się o przyszłość, o brak pracy i brak funduszy na życie. Wszyscy żyjemy w napięciu

– czytamy na łamach „Super Expressu” po przeprowadzonej rozmowie z Anną Meleady.

 

Jak powiedział wtórujący podczas wywiadu swojej partnerce Stan Borys, wokoło straszy się tam, iż będzie jeszcze gorzej, jednak on jak twierdzi, stara się do siebie nie dopuszczać złych myśli. Ciężko jest jednak uniknąć smutnej atmosfery, kiedy obserwuje się to co się dzieje.

 

Ludzi na ulicach jest mało albo nie ma ich w ogóle. Większość robi zakupy i szybko wraca do domów. Na całe szczęście ludzie stosują się do tego, co jest ważne w pandemii i zachowują dystans. Oczywiście też buntują się jak wszędzie na całym świecie, ale przecież nie można nikogo oskarżać, bo to nie wojna, ale gorzej, bo to zaraza, która na nas czyha zewsząd! Uczymy się żyć w nowej okrutnej cywilizacji choroby

– powiedział piosenkarz w rozmowie z „Super Expressem”.

 

 

Źródło: SE.pl

Fot.: Public Domain Pictures

 

Wstrząsająca, a zarazem tragiczna historia spotkała rodzinę finalistki pewnego znanego na świecie programu telewizyjnego. Kobieta, która zaszła tak daleko w ramach popularnego „MasterChefa”, została zamordowana. Tragedia jest tym większa, iż ofiara nosiła pod swoim sercem swoje dziecko. Była ona bowiem jak podają media, w 5. miesiącu ciąży.

 

Kobieta, o której mowa to Garima Kothari, która brała udział w finałowych odcinkach indyjskiej wersji programu „MasterChef”. Wraz ze swoim mężem miała tworzyć w oczach innych zgraną parę wiodącą udane rodzinne życie. Po sukcesie odniesionym w telewizyjnej produkcji, małżeństwo przeprowadziło się do Stanów Zjednoczonych. Tam planowali wyczekiwać swojego dziecka i spełniać swój „amerykański sen”.

 

W Ameryce, para otworzyła indyjską restaurację „Nukkad”, w której rozkręcenie zainwestować mieli sporą sumę pieniędzy, czyli jak podają dziennikarze zarówno własne oszczędności, jak i część pożyczoną od innych. Finalnie jednak, losy tej rodziny zakończyły się w wstrząsających okolicznościach, a w tle całej sprawy pojawia się temat wciąż trwającej na świecie pandemii koronawirusa.

 

35-latka została odnaleziona martwa przez policję w ostatnią niedzielę. Ciało Garimy Kothari znajdowało się w mieszkaniu na terenie USA, w którym mieszkała wraz z mężem. Jak się okazało, sprawcą tak brutalnego czynu dokonanego na kobiecie i jej dziecku był właśnie jej mąż- Manmohan Mall.

 

Mężczyzna miał być załamany sytuacją jaka spotkała rodzinę w czasie pandemii, która dotkliwie dotknęła Stany Zjednoczone. W związku z zaistniałym kryzysem, małżeństwo było zmuszone przed kilkoma tygodniami zamknąć restaurację i zostać z długami. Frustracja męża finalistki „MasterChefa” objawiać miała się kłótniami w ich domu, a sytuacja w ich rodzinnych relacjach uległa zdecydowanemu pogorszeniu.

 

Manmohan Mall po dokonaniu zabójstwa popełnił samobójstwo. Jego ciało zostało wyłowione z rzeki Hudson, około godzinę po dokonaniu makabrycznego odkrycia w mieszkaniu.

 

– Potwierdzam, że Garima Kothari miała liczne obrażenia w górnej części ciała. To właśnie brutalne pobicie przez męża było bezpośrednią przyczyną jej śmierci. Manmohan Mall popełnił samobójstwo. W trakcie sekcji zwłok potwierdziło się, że kobieta była w ciąży

– przekazała w treści oficjalnego komunikatu prokurator Esther Suarez z hrabstwa Hundson.

 

Co ciekawe, jak donoszą lokalne media, małżeństwo po przybyciu do Stanów Zjednoczonych, angażowało się też w niesienie pomocy Centrum Medycznemu w New Jersey. Mieli oni wydawać posiłki pracującym tam medykom.

 

 

 

Źródło: Viva.pl

Fot.: Wikimedia Commons ; Facebook.com/garima.kothari

W czasie pandemii koronawirusa i walki ze skutkami jego rozprzestrzeniania się, w internecie niejednokrotnie pojawiały się budzące spore zainteresowanie, chwytające za serce nagrania. Były to zarówno filmiki, na których zarejestrowano dramatyczne i smutne sytuacje jak chociażby wyjazd ciężarówek wywożących zmarłych z włoskiego Bergamo czy widok cmentarza w Brazylii, na którym istniało ryzyko nie nadążania przez robotników z chowaniem zmarłych, jak również filmy, na których widać było piękne gesty dodawania sobie otuchy i wsparcia w tym trudnym dla większości z nas czasie. Wielu wzruszyć mogą także kolejne nagrania i zdjęcia docierające ze Stanów Zjednoczonych.

 

Na filmikach tych oraz fotografiach widać pracowników tamtejszej służby zdrowia, którzy modlą się przed wejściem na teren oddziału zakaźny. Warto mieć na uwadze, że USA to kraj szczególnie dotknięty trwającą pandemią.

 

W tym trudnym okresie, medycy niejednokrotnie wykazywać muszą się prawdziwym bohaterstwem oraz poświęcenia własnych interesów w imię niesienia pomocy osobom chorym, co często czynić muszą przez wiele godzin w ciągu tygodnia.

 

Zobacz też:

 

When you have a few extra minutes at work you take the time to go to the Helipad and pray. We prayed over the staff in…

Gepostet von Angela Gleaves am Montag, 30. März 2020

 

 

Źródło: Misyjne.pl ; Twitter

Fot.: Facebook/Angela Gleaves

Wśród intrygujących od lat tematów dotyczących zjawisk paranormalnych i tego co jest dla ludzi nieznane, od lat wiele pytań rodzi temat UFO, czyli tzw. niezidentyfikowanych obiektów latających oraz ewentualności, że może w kosmosie istnieć inne życie lub nawet cywilizacja pozaziemska. Informacje podane w tej sprawie przez Pentagon mogą wielu zszokować, a przy tym stanowić spory krok do przodu w kwestii badania nieznanych obiektów latających, które wiele osób miało widzieć lub nawet zarejestrować.

 

Według Amerykanów, udało się zarejestrować na filmach latające obiekty, które nie udało się zidentyfikować jako znana maszyna czy zjawisko rozpoznane w naturze. Jedno z nagrań pochodzi z 2004 roku, a kolejne dwa z 2015 roku. Materiały te krążyły po sieci rozsiewając pytania i wątpliwości internautów. Inaczej jednak się je ogląda, kiedy uświadomimy sobie, że Pentagon oficjalnie potwierdził, iż na nagraniach zarejestrowano coś określane oficjalnie jako UFO.

 

W filmie z 2004 roku widać liczący około 12 metrów obiekty, który został zaobserwowany pilotów samolotów należących do marynarki wojennej. Rzecz ta miała się unosić nad wodą na wysokości około kilkunastu metrów.

 

Popularna gazeta „New York Times” miała rozmawiać z jednym z pilotów, który stwierdzić miał wówczas, że nie miał okazji widzieć wcześniej maszyny poruszającej się z tak dużym przyspieszeniem.

 

Prawdziwość materiałów filmowych zarejestrowanych w 2015 roku, zostało potwierdzone przez amerykańską marynarkę wojenną już we wrześniu zeszłego roku. Również na nich widać tajemnicze obiekty przemieszczające się w wyjątkowo szybki sposób.

 

W rozmowie ze stacją CBS News, Rzecznik departamentu obrony Stanów Zjednoczonych powiedział, że decyzja o upublicznieniu i oficjalnym potwierdzeniu prawdziwości filmów, które pojawiły się w internecie w latach 2007 i 2017, została podjęta po przeanalizowaniu i stwierdzeniu, że treść nagrań nie ujawnia wrażliwych dla Pentagonu informacji.

 

Czy możliwe jest więc, że zarejestrowane na filmach obiekty to maszyny skonstruowane przez cywilizację z innej planety? Ocenę pozostawiamy Państwu.

 

 

 

Źródło: Polskieradio24.pl ; YouTube/Guardian News

Fot.: Wallpaper Flare ; Pixabay

Stany Zjednoczone są jednym z państw na świecie, które szczególnie, jeśli nawet nie najmocniej jest doświadczane przez pandemię koronawirusa. Wśród zmarłych z powodu zachorowania na COVID-19, znalazł się również 32-latek pochodzący z Connecticut, który  jak się okazało, napisał wcześniej wiadomość dla swoich bliskich: żony oraz dwójki dzieci. Treść listu jest naprawdę wzruszająca.

 

Obecność koronawirusa u Jonathana Coelho stwierdzono w dniu 26 marca. Musiał być on hospitalizowany, ze względu na problemy z oddychaniem. Jak podają media, lekarze twierdzić mieli, iż perspektywa leczenia jest optymistyczna i pacjent powinien wyzdrowień. Nic miało wówczas nie zapowiadać tragedii, jednak finalnie niestety mężczyzna zmarł.

 

Przed tym jak został intubowany, 32-latek napisał poruszającą notkę w swoim telefonie. Wiadomość tą odkryła jego żona Katie po śmierci swojego ukochanego. Słowa zawarte w tej notatce skierowane były właśnie do niej oraz dwójki ich dzieci: 2-letniego syna Braedyna, który choruje na porażenie mózgowe oraz córki- zaledwie 10-miesięcznej Penelope.

 

– Kocham was z całego serca, daliście mi najlepsze życie, o jakim zawsze marzyłem. Mam szczęście i jestem dumny, że jestem twoim mężem i ojcem Braedyna i Penny

– wyznał w pierwszej części pozostawionej wiadomości 32-latek.

 

Za serce potrafią chwycić zdania, w których nieżyjący już mężczyzna komplementuje swoją małżonkę.

 

– Katie, jesteś najpiękniejszą i najbardziej opiekuńczą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem. To, że jesteś najlepszą mamą dla dzieci, jest dla mnie najpiękniejszym darem

– napisał zmarły.

 

Choć dzieci małżeństwa tej dwójki ludzi, których spotkała tak smutna historia, są jeszcze małe, to jednak im również przekazał coś ważnego ojciec.

 

– Daj Braedynowi znać, że jest moim najlepszym kumplem, i jestem dumny z tego, że jestem jego ojcem. (…) Poinformuj Penelope, że jest księżniczką i może mieć w życiu wszystko, czego zapragnie

– zapisał w notce, kierując tę prośbę do swej małżonki.

 

Ta historia powinna nas wszystkich nauczyć tego, jak bardzo musimy doceniać często proste z pozoru chwile spędzane z bliskimi.

 

– Jestem szczęściarzem…

– Takie słowa znalazły się na końcu wiadomości.

 

 

Źródło: o2.pl

Fot.: Pixabay

 

Stany Zjednoczone zmagają się ze skutkami rozprzestrzeniania koronawirusa. Jednym ze szczególnie doświadczanych aktualnie epidemią miejsc na naszym globie jest słynny Nowy York, jednak walka o zdrowie i bezpieczeństwo obywateli trwa również w innych częściach Ameryki. Niektóre nagrania oraz informacje płynące zza oceanu są naprawdę wstrząsające. Wielu z pewnością zaliczyło by do nich również to co stworzona na Hart Island. Miejsce to stało się swoistą… wyspą zmarłych.

 

Sporą część wyspy już wcześniej zajmował teren tamtejszego cmentarza komunalnego. Pierwszym pochowanym tam człowiekiem miała być 24-letnia kobieta, której ciało pogrzebano na wyspie w 1869 roku. Chowane tam są osoby, których tożsamość pozostaje nieustalona. To też zapewne przyczyniło się do tego, iż to właśnie na Hart Island chowani są teraz ludzie zmarli na koronawirusa.

 

W zbiorowych mogiłach spoczywają tam ciała osób samotnych, bezdomnych, a także tych, których rodzin nie są w stanie finansowo zapewnić innej formy pochówku.

 

Wielu mieszkańców Nowego Yorku, gdzie zmarło już ponad 5000 ludzi chorujących na COVID-19, jest dodatkowo przerażonych widokiem tego terenu, który określany jest już jako „wyspa zmarłych”. Pochowane tam osoby nie są niestety upamiętniane przez postawienie pomnika czy umieszczenie tablicy z imieniem i nazwiskiem.

 

 

Źródło: YouTube/Global News ; Twitter/@morphonios ; Twitter/@ultimenotizie

 

 

Stany Zjednoczone przechodzą wyjątkowo kryzysowy czas w związku z epidemią koronawirusa. Niektórzy z ekspertów przestrzegają, że to co się dzieje w czasie rozprzestrzeniania się słynnego już wirusa z Wuhan to swoiste Pearl Harbor, jeśli spojrzy się na to jak wiele zgonów odnotowuje się każdego dnia. Cała sytuacja wywołuje też inne problemy społeczne oraz gospodarcze.

 

W USA wzrost bezrobocia wynosić ma nawet 30 % w wyniku kryzysu jaki jest następstwem pandemii. Efekty poszerzenia się biedy i problemów obywateli widać jednak już teraz, a potwierdzeniem tego są chociażby długie kolejki w jakie ustawiają się ludzie.

 

Dla wielu zadziwiających może być widok, jaki zarejestrowała kamera w rejonie przedmieścia San Antonio. Korek, a zarazem duża kolejka aut, to efekt wyczekiwania przez ludzi wydania posiłku. Akcja ta określana jest jako „Wielkie Rozdawanie” („Mega Giveaway”).

 

Tysiące pojazdów stojących na terenie parku handlowego Trader’s Plaza, które widać na nagraniu, ukazują w opinii wielu z jak dużą zapaścią ekonomiczną mają teraz do czynienia Amerykanie.

 

 

Bank żywności w teksańskim San Antonio miał rozdać w ciągu jednego dnia 450 ton jedzenia około dziesięciu tysiącom rodzin, które przybyły po pożywienie.

 

To był naprawdę ciężki dzień. Nigdy nie musieliśmy się mierzyć z takim zapotrzebowaniem, jak teraz. Pracujemy non stop. To druga tak wielka akcja w tym tygodniu, ale na mniejszą skalę rozprowadzamy żywność cały czas

– stwierdził w rozmowie z gazetą „San Antonio Express” Eric Cooper, szef tamtejszego banku żywności. Uważa on, że tak wielu paczek w ciągu doby nie wydano przez 40 lat istnienia instytucji.

 

Wydarzenie „Mega Giveaway” odbywać ma się dwukrotnie w ciągu tygodnia. Paczki z żywnością dostępne są dla ludzi, którzy zarejestrowali się wcześniej drogą internetową. Jednakże liczba takowych zgłoszeń zaczyna przekraczać możliwości jakie ma w całym procederze bank żywności w San Antonio.

 

 

Źródło: „San Antonio Express” ; YouTube/KENS 5: Your San Antonio News Source ; o2.pl