Zdaniem ekspertów od bezpieczeństwa, położenie geograficzne naszego kraju dodatkowo determinuje fakt, że przez tereny Polski przebiegała spora liczba tras przemytu narkotyków, a przedstawiciele międzynarodowych mafii mogą w dalszym ciągu starać się wykorzystać tę część Europy do swoich nielegalnych interesów. Potwierdza to m.in. niedawna, głośna w mediach sprawa udaremnienia przemytu kilku ton narkotyków, które przybywały do Polski z Południowej Ameryki, a w ich przemyt zaangażowany miał być słynny kartel z Medellín. Jak się jednak okazuje, nie tylko słynne organizacje mafijne z południowoamerykańskich państw starały się realizować interesy we współpracy z polskimi gangsterami. Jak podał portal rmf24.pl, według ustaleń ich dziennikarzy, na terenie naszego kraju działania prowadzić miała inna znana przestępcza organizacja z innego odległego kraju.

 

Według reporterów radia RMF FM, w Polsce swoich ludzi miała posiadać słynna mafijna organizacja chińska, jaką jest Sun Yee On. Ma to być największa tzw. chińska triada, a zarazem najpopularniejsza organizacja mafijna z Chińskiej Republiki Ludowej.

 

W toku prowadzonego w tej sprawie śledztwa, przewijać mają się nazwiska zarówno polskich, jak i chińskich przestępców, a wśród nich również Tse Chi-Lopa, urodzonego w Kanadzie znanego chińskiego mafiozy, który w opinii śledczych zajmujących się jego osobą, odpowiada za realizację przestępczego międzynarodowego biznesu na podobnym poziomie co znany meksykański boss El Chapo. W procederze uczestniczyły też jednak osoby z innych państw.

 

Sprawą zajęło się Centralne Biuro Śledcze Policji w Bielsko-Białej po otrzymaniu informacji od strony australijskiej, bowiem to właśnie na terenie województwa śląskiego skupiać się miała działalność „macek” chińskiej triady w Polsce. Jak podaje RMF FM, w ramach prowadzonego przez Śląski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej śledztwa ustalono, że w naszym kraju brały udział w gangsterskim biznesie, opartym o chińskie struktury mafijne, takie osoby jak Tomasz N., Igor D. i Czesław M. Zamieszany w sprawę ma być również obywatel Czech Zbigniew M., a także inni ludzie działający m.in. na terenie Holandii, Wielkiej Brytanii czy Chin, których nazwisk jeszcze nie ustalono.

 

Sprawa dotyczy przemytu setek kilogramów narkotyków. Były one transportowane przez nasz kraj oraz tereny innych europejskich państw do Holandii oraz Australii, a także docierały do Europy z Kolumbii. Nad wszystkim czuwać miała właśnie słynna triada Sun Yee On, która współpracę ze swoimi polskimi przedstawicielami nawiązała, gdy ci spędzali wakacje na Filipinach. Miało to miejsce w październiku 2014 roku, kiedy 23-letni wówczas Igor D. i 29-letni Tomasz N. uzgodnili szczegóły początków wspólnych działań z chińską mafią. Pierwszy z nich w tej działalności odpowiadał za logistykę, zaś drugi pełnił rolę łącznika w kontaktach z dalekowschodnimi mocodawcami. Sprawami technicznymi, związanymi przykładowo z ukrywaniem przemycanych narkotyków w pojazdach, zajmował się natomiast Czech Zbigniew M.

 

O upadku całej sieci przestępczej przesądziły zapewne kolejne wpadki jakie zdarzały się przy transportowaniu narkotyków oraz mające przy ich okazji zatrzymania. Wciąż poszukiwany jest jednak wspomniany szef Sun Yee On, który ścigany jest przez aż 20 agencji azjatyckich, europejskich, a także południowoamerykańskich w ramach operacji o kryptonimie „Kungur”.

 

Fakt, że osoby kierujące słynną chińską przestępczą organizacją nawiązują kontakty międzynarodowe nie jest czymś nadzwyczajnym. Współpracują oni też bowiem m.in. z australijskimi gangami motocyklowymi, gangsterami w Ameryce Południowej, a także japońską Yakuzą.

 

W Polsce zakończyło się jednak już śledztwo dotyczące polskiej odnogi chińskiej mafii. W akcie oskarżenia prokuratura wnioskuje o to, aby Czesław M. odpowiedział za trzy, Tomasz N. za sześć, a Igor D. za aż dwanaście zarzutów. Polscy śledczy zdaniem RMF FM, mieli jednak nie zdołać ustalić, kto kierował tą grupą przestępczą podlegającą chińskim mafiozom.

 

Do Kanady został jednak skierowany w trakcie śledztwa wniosek w sprawie udzielenia międzynarodowej pomocy prawnej, która ma przysłużyć się potwierdzeniu personaliów jednego z najbardziej poszukiwanych na świecie mafiozów- wspomnianego Tse Chi-Lopa, szefa słynnej chińskiej triady.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; onet.pl

Fot.: Pixabay

 

 

 

 

 

Zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie spotkać wielu można fanów piłki nożnej, a przy okazji też członków bojówek, którzy poza fascynacją sportem mają nietypową pasję- jaką są ustawki i toczone bójki z wrogimi ekipami pseudokibiców. Właśnie do tego typu starcia doszło w ostatnich dniach pomiędzy polskimi chuliganami a tymi pochodzącymi z Ukrainy.

 

Informacja o stoczonej bójce pojawiła się na kanał informacyjnych polskich chuliganów, np. na stronach facebookowych. Ustawkę opisał również portal stadionowioprawcy.net, powołując się na źródła w jednej z uczestniczących w starciu ekip.

 

Ustawka pomiędzy bojówkarzami miała zostać wcześniej umówiona pomiędzy zaprzyjaźnionymi ekipami chuliganów Zagłębia Sosnowiec i BKS Bielsko-Biała a bojówkarzami Dynama Kijów, znanego klubu ze stolicy naszych wschodnich sąsiadów.

 

Zdaniem członków bojówki z Sosnowca lepsi w tym starciu okazali się zdecydowanie chuligani z Polski, a całe starcie miało trwać zaledwie… półtorej minuty. Według relacji przedstawionej na portalu stadionowioprawcy.net, początkowo chuligani umawiali się na ustawkę, w której stanąć mają naprzeciw siebie grupy liczące 25 osób. Ukraińcy mieli jednak doprowadzić do zmniejszenia tej liczby i ostatecznie ta krótka walka została stoczona pomiędzy grupami liczącymi po 17 pseudokibiców.

 

 

Źródło: stadionowioprawcy.net