Choć trwa pandemia koronawirusa, a wśród wielu społeczeństw w różnych częściach świata nadal obowiązują nakazy dotyczące społecznej izolacji i kwarantanny, to jednak należy pamiętać iż świat nie pozostaje wolny od poczynań terrorystów oraz wojennych starć i innych działań militarnych. Na potwierdzenie tego, wystarczy przypomnieć sobie wydarzenia z początku roku, kiedy w okresie mocnego napięcia na linii Waszyngton-Teheran, wielu ludzi obawiało się nawet wybuchu wojny światowej, rozpoczynającej się od konfliktu Stanów Zjednoczonych z Iranem. Wówczas areną starć był Irak, a dziś z tego rejonu na Bliskim Wschodzie docierają kolejne niepokojące doniesienia.

 

Ostatniej nocy doszło do kolejnego ataku rakietowego w irackiej stolicy- Bagdadzie. Dwie rakiety uderzyć miały według doniesień agencji Reutera w bliskiej odległości od gmachów tamtejszych instytucji państwowych, a także budynków należących do przedstawicielstw dyplomatycznych. Znajdują się  tam m.in. ambasady Wielkiej Brytanii oraz Stanów Zjednoczonych.

 

Celem ataku stały się bowiem po raz kolejny okolice tzw. „zielonej strefy”, czyli ufortyfikowanego terenu w Bagdadzie. Wystrzelenie rakiet miało natomiast nastąpić ze wschodniej części miasta, według medialnych przekazów.

 

Na szczęście nikomu z przedstawicieli wojsk czy służb nic poważnego się nie stało. Nie ucierpieli też urzędnicy oraz dyplomaci pełniący obowiązki w tej części stolicy Iraku. Uszkodzeniu w wyniku uderzenia rakiety uległ dach znajdującego się w pobliżu niezamieszkałego budynku. Jednakże kolejne takowe informacje o atakach z użyciem rakiet, mogą wywoływać niepokój o stabilizację sytuacji w tej części świata.

 

Warto zaznaczyć, że odkąd „Zielona Strefa” została utworzona w 2003 roku, stosunkowo często jej rejon stawał się celem ataku. Rakiety w jej kierunku pomknęły również w styczniu i lutym bieżącego roku. O dokonywanie tego typu ataków podejrzewane są z reguły lokalne bojówki.

 

 

 

Źródło: Reuters ; rmf24.pl

Fot.: Pxfuel

Znów zrobiła się napięta atmosfera na Bliskim Wschodzie. Niestety jest to kontynuacja tarć jakie mają tam miejsce pomiędzy różnymi siłami nastawionymi wrogo do siebie. Sporów i frontów w ramach konfliktów państw oraz różnych organizacji w tej części świata jest na tyle dużo, że zwykły mieszkaniec Zachodu mógł już dawno pogubić się w tej układance. Faktem pozostaje jednak ilość i poziom tragedii do jakich tam dochodzi oraz to, że wydarzenia na Bliskim Wschodzie mogą przynieść również skutki dla innych części globu. Według nowych informacji, Izrael po raz kolejny przeprowadził atak na terytorium innego państwa.

 

Siły izraelskie uderzył na terenie Syrii, a dokładniej w stolicy tego kraju- Damaszku. Niestety życie stracić miało siedem osób, a wśród nich również przedstawiciele ludności cywilnej.

 

Strona izraelska przeprowadziła na kilka budynków w słynnym wielowiekowym mieście Damaszek. Do działań tych doszło na samym początku nowego tygodnia, bo dzisiaj przed godziną 5. rano czasu lokalnego. Wtedy to rakiety użyte przez Izrael trafić miały w zabudowania na obrzeżach syryjskiej stolicy.

 

Jak twierdzi Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka oraz tamtejsze media, w wyniku przeprowadzonego przez izraelską armię nalotu, zginęło tym razem czterech bojowników szyicko-libańskiego Hezbollahu, wzbierającego państwo Syryjskie podczas wojny z rebeliantami oraz trzy osoby cywilne. Mogło dojść do większej tragedii, jednak stronie syryjskiej udało się zestrzelić część rakiet wystrzelonych przez Izrael.

 

– Izrael zbombardował obszary na południu Damaszku, gdzie znajdują się kwatery główne sił irańskich i libańskiej grupy Hezbollah, a także syryjskich i zagranicznych bojowników lojalnych wobec Iranu

– wyjaśnia Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka odnosząc się do wydarzeń z dzisiejszego poranka.

 

Jak przekazał natomiast izraelski portal „Israel National News”, atak ten został zapowiedziany kilka godzin wcześniej przez izraelskiego ministra obrony. Działania te mają być elementem wypierania z terenów Syrii sił podległych Iranowi.

 

– Miejcie oczy i uszy szeroko otwarte. Nasze wysiłki mają nie tylko zapobiec umacnianiu się sił irańskich w Syrii, przeszliśmy do działań, które mają ich wyprzeć z tego kraju

– powiedział minister obrony Izraela.

 

 

Źródło: o2.pl ; „Israel National News”

Fot.: Flickr

 

 

Po raz kolejny zaatakowana została jedna z baz wojskowych należących do Stanów Zjednoczonych. W tym przypadku celem stała się baza K1 umiejscowiona w niedalekiej odległości od miasta Kirkuk na terytorium Iraku. Rzecznik międzynarodowej koalicji walczącej na tamtych terenach z tzw. Państwem Islamskim, opublikował wieczorem komunikat za pośrednictwem Twittera, w którego treści odniósł się do tego zdarzenia przekazując informacje dotyczące ewentualnych skutków ataku.

 

W bazie K1 stacjonują zarówno żołnierze amerykańscy, jak i też przedstawiciele irackiej policji federalnej, a także brygada antyterrorystów. Miejsce to znajduje się w odległości około 15 kilometrów od irackiego miasta Kirkuk i stała się celem ataku już nie po raz pierwszy.

 

Pod koniec ubiegłego roku, w dniu 27 roku również zaatakowano tę bazę. Niestety zginął wówczas pracownik cywilnej misji wojskowej, a obrażenia odnieśli dodatkowo policjanci iraccy i niektórzy z żołnierzy.

 

Na szczęście tym razem, nikt nie miał ucierpieć, kiedy w rejonie bazy spadła jak podają media „niewielka rakieta”. Nikt też jednak nie wziął odpowiedzialności za to co się stało i żadna organizacja nie przyznała się do dokonania wczorajszego ataku.

 

– Nikt nie został ranny, ani też nie było żadnych szkód

– przekazał w opublikowanym na Twitterze wpisie rzecznik międzynarodowej koalicji walczącej z ISIS na terenie Iraku.

 

Wczorajszy atak był pierwszym na bazę K1 od czasu opisanej sytuacji z 27 grudnia 2019 roku.

 

W ostatnich miesiącach sporo emocji wywołują doniesienia o atakach i spięciach na Bliskim Wschodzie, kiedy pojawiają się informacje o atakach na amerykańskie bazy. Wszystko w związku z czasem kiedy szczególnie napięte były relacje na linii Teheran-Waszyngton, a siły irańskie w odpowiedzi na ostrzelanie konwoju, w którym zginął m.in. generał Sulejmani, odpowiedziały atakami na amerykańskie bazy.

 

Należy jednak pamiętać, że w tamtym regionie, gdzie swoje działania prowadzą też grupy paramilitarne i organizacje terrorystyczne, do takowych ataków dochodzi stosunkowo często. Od października na bazy wykorzystywane przez siły Stanów Zjednoczonych w Iraku, spaść miało łącznie już kilkadziesiąt rakiet.

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Al Jazeera

Fot.: Wikimedia Commons

W ostatnich latach, niejednokrotnie świat przeżywał katastrofy lotnicze, spowodowane zarówno awariami lub też celowym działaniem ludzkim. Chodziło m.in. o poszerzone samobójstwo pilota, pomyłki przy okazji podejmowanych działań czy też zamachy terrorystyczne. Tym razem pojawiają się spekulacje i kontrowersje wokół katastrofy amerykańskiego samolotu.

 

W pierwszych godzinach ciężko było o konkretne informacje dotyczące skutków katastrofy oraz okoliczności tego jak do niej doszło. Służby napotkały bowiem problemy z dotarciem do wraku. Wszystko przez to, że maszyna roztrzaskała się na terytorium kontrolowanym przez wrogie siły.

 

Katastrofa miała miejsce na terenie prowincji Ghanzi we wschodniej części Afganistanu. Informacje o tragedii przekazali przedstawiciele władz w stolicy kraju Kabulu. Niedługo po tragedii wykluczono, aby był to samolot afgańskiej linii Ariana Afghan Airlines.

 

– Samolot, który się rozbił, nie należy do Ariany, ponieważ dwa nasze dzisiejsze loty: z Herat do Kabulu i z Kabuli do Delhi doleciały do celów

– przekazał agencji Reutera prezes tej firmy Mirwais Mirzakwal.

 

Tereny prowincji Ghanzi, gdzie rozbiła się maszyna, są pod kontrolą talibów. To zdecydowanie utrudniło działania, które należy przeprowadzić po takim zdarzeniu. Dodatkowo rzecznik talibskich sił Zabihullah Mudżahid ogłosił, że miało miejsce zastrzelenie amerykańskiego samolotu, a talibowie biorą za to odpowiedzialność.

 

Zdaniem Mudżahida na pokładzie znajdowali się ludzie z amerykańskiego personelu wojskowego. Ogłosił też, że zginęło wielu amerykańskich żołnierzy, w tym wysocy rangą wojskowi. Należy jednak pamiętać, że talibowie niejednokrotnie wyolbrzymiają skutki swoich ataków w publikowanych oświadczeniach, na co uwagę zwraca również Associated Press.

 

Potwierdzone został natomiast przez płk. Sonnyego Leggetta, rzecznika wojsk Stanów Zjednoczonych w Afganistanie, że doszło w poniedziałek do katastrofy Bombardiera E-11A należącego do amerykańskiej armii. Przekazał też jednak, że „nie ma wskazań, aby powodem był nieprzyjacielski ogień„.

 

Dziennikarz Tarik Ghazniwal, który był w pobliżu miejsca katastrofy przekazał, że widział płonący samolot w miejscu oddalonym o około 10 km od amerykańskiej bazy wojskowej. Według jego relacji, spalona została przednia część maszyny, a kadłub oraz ogon doznały sporych uszkodzeń. W rozmowie z AP stwierdził również, że widział ciała dwóch osób.

 

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; AP ; Reuters ; Twiter/@AirportWebcams

Fot.: Pxhere.com

Niestety doszło do kolejnego krwawego ataku terrorystycznego i również tym razem, co szczególnie smutne, nie obyło się bez ofiar śmiertelnych. Dramat można uznać za tym większy, że przy okazji zamachu zginęły dzieci.

 

Do przeprowadzenia ataku w dniu dzisiejszym, zamachowcy użyli ładunków wybuchowych. Jak poinformowali przedstawiciele lokalnych władz, bomby eksplodowały niemal równocześnie. W wyniku wybuchu, życie straciła dwójka dzieci, a dziewięcioro dorosłych osób miało zostać rannych. Wśród nich oprócz cywili, znalazł się najprawdopodobniej również członek miejscowych sił bezpieczeństwa.

 

Tragiczne sceny rozegrały się dzisiaj na terenie miasta Mazar-i Szarif będącego stolicą prowincji Balch w północnej części Afganistanu. Jak na razie nie jest oficjalnie wiadome kto dopuścił się tego okrutnego aktu terroru, ponieważ nie pojawiły się informacje w pierwszych godzinach po zamachu, aby któraś z organizacji przyznała się do ataku.

 

Podejrzenia padają jednak na środowisko talibów. W ostatnich tygodniach i miesiącach przeprowadzali oni ataki w różnych częściach Afganistanu, w tym jak podają media również w rejonie prowincji Balch, gdzie dzisiaj miał miejsce zamach bombowy.

 

Na początku stycznia w tym właśnie regionie celem ataku talibskich bojowników stał się posterunek kontrolny. Śmierć poniosło wówczas dziewięciu funkcjonariuszy pełniących tam służbę.

 

Afganistan to kraj zdestabilizowany przez niepokoje społeczne, konflikty polityczne oraz stosunkowo częste zamachy terrorystyczne. Kraj ten był w ostatnich latach również świadkiem rywalizacji pomiędzy tzw. Państwem Islamskim a talibami w kwestii przywództwa nad lokalnym środowiskiem radykalnych islamistów.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Needpix.com

Tragiczne wydarzenia, do jakich doszło w ostatnich dniach na terenie Bliskiego Wschodu pokazały, do jak dramatycznych skutków na skutek ludzkiej pomyłki może dojść w czasie działań wojennych, kiedy decyzje są podejmowane przez wojskowych pod presją. Błędy przedstawicieli armii zdarzają się jednakże stosunkowo często. Na jaw wyszła sytuacja, w której przez błąd ludzki zniszczonych zostało osiem myśliwców F-16 należących do armii izraelskiej.

 

Sytuacja dotycząca należących do Izraela samolotów i zaistniałej wpadki początkowo była ukrywana przed opinią publiczną. Fakt dotyczący popełnienia błędu oficjalnie potwierdził jednak oficer sił powietrznych Izraela.

 

Pomyłka polegała w tym przypadku na tym, iż zdecydowano się pozostawić myśliwce we wnętrzu podziemnych hangarów, chociaż trwała akurat silna ulewa. W czwartek w rejonie bazy lotniczej Chacor spadło bowiem aż pięćdziesiąt milionów litrów deszczu podczas opadów.

 

Po wystawieniu samolotów F-16 z podziemia, padający deszcz doprowadził do uszkodzenia ośmiu takich maszyn. Woda przy okazji deszczu, miała sięgnąć w tamtejszych hangarach poziomu 1,5 metra wysokości. Dodatkowo trzeba było ratować kilku mechaników, którzy w czasie ulewy akurat tam przebywali.

 

 

Zdaniem rzecznika izraelskich sił obronnych, nie był on w stanie określić dokładnej kwoty pieniężnej jaka będzie potrzebna, aby naprawić szkody w wojskowych maszynach. Według informacji przekazanych przez The Times of Israel, pierwsze wnioski wskazywać miały nawet na konieczność wydania dziesiątek milionów szekli.

 

Według miejscowych mediów, cenzor wojskowy miał zaraz po tym incydencie podjąć decyzję o nieujawnianiu sprawy i zakazał przekazywać informacje o tej sprawie do mediów.

 

Później jednak sprawa została wyjaśniona, jak wspomniano wcześniej, przez oficera izraelskich sił powietrznych. Poinformował on też co warte podkreślenia, że myśliwce mają zostać naprawione na tyle szybko, aby najpóźniej za tydzień dało się je znów używać.

 

 

 

Źródło: The Times of Israel ; o2.pl ; Twitter/@islamicworldupd

Fot.: Wikimedia Commons

W ostatnim czasie Bliski Wschód, a szczególnie Iran i Irak jest w pewnym sensie centrum zainteresowania mediów na całym świecie. Wszystko głównie przez napięcie na linii Teheran-Waszyngton, a przy tym atak Amerykanów na konwój, podczas którego życie stracił m.in. ważny irański generał Ghasem Sulejmani, atak rakietowy na amerykańskie bazy, a także katastrofę samolotu ukraińskich linii lotniczych, podczas której zginęło wielu ludzi znajdujących się na pokładzie maszyny. Warto wspomnieć też o śmierci kilkudziesięciu osób, podczas gromadzących setki tysięcy ludzi uroczystości pogrzebowych przywódcy jednostki Al-Kuds gen. Sulejmaniego, którzy zadeptali się, gdy wybuchła panika.

 

W środę przy okazji wszystkich dramatycznych informacjach, dotarły do światowych mediów również te o trzęsieniu ziemi w niedalekiej odległości od elektrowni jądrowej w Iranie oraz o rakietach typu katiusza, które spadły na Zieloną Strefę w stolicy Iraku Bagdadzie. Dziś w mediach pojawiła się informacja o kolejnej tragedii, potwierdzająca iż pasmo nieszczęść w tamtym regionie świata się nie skończyło. Sprawę opisał m.in. portal tvp,info.

 

Jak przekazała irańska agencja informacyjna ISNA, w czwartkowy poranek doszło do tragicznego zdarzenia w północnej części kraju Persów, w wyniku którego życie straciło aż 19 osób, a według podawanych informacji 24 zostały ranne.

 

Do jednego z wąwozów znajdującego się na terenie prowincji Mazandaran wpadł autokar przewożący ludzi. Wypadek okazał się być wyjątkowo tragiczny w skutkach. Dodatkowo część, niektórych poszkodowanych określany jest przez lekarzy jako ciężki.

 

Iran zachowywać ma niechlubną wysoką liczbę wypadków drogowych w ciągu roku. Na przełomie 365 dni ginąć ma na tamtejszych drogach około 17 000 ludzi. Jako źródło tego problemu wskazuje się z reguły zły stan techniczny pojazdów uczestniczących w ruchu drogowym oraz częste nieprzestrzeganie przepisów przez kierowców.

 

W przypadku wypadku do jakiego doszło na północy Iranu w czwartek, winna całej tragedii miała być według wstępnych doniesień awaria hamulców znajdujących się w autokarze, który stoczył się do wąwozu.

 

 

 

Źródło: Twitter/@IranNW ; tvp.info

Fot.: Needpix.com

Podczas konferencji Konfederacji Janusz Korwin-Mikke wypowiedział się na temat wojny na Bliskim Wschodzie. Wielu Polaków się z nim zgadza.

„Nie możemy dać się wciągnąć w wojnę. Należy wycofać Polaków z Iraku” – takie było główne przesłanie Janusza Korwin-Mikkego. Poinformował on wszystkich, że Konfederacja złoży w tej sprawie w Sejmie projekt ustawy, gdyż leży to w polskim interesie narodowym.

 

Nie możemy dać się wciągnąć w wojnę na Bliskim Wschodzie i pozwolić USA, by obsadzały Polskę w roli współokupanta Iraku. Północnoatlantycki nie wymaga od polskich wojsk tego, żebyśmy brali udział w konflikcie w Iraku lub w Iranie. Polski rząd musi działać zgodnie z polską racją stanu i naszym interesem narodowym i trzymać nasze państwo jak najdalej od tego konfliktu

 

-powiedział Korwin-Mikke na konferencji.

 

CZYTAJ TAKŻE: Niebezpieczny przestępca uciekł policji! Tej twarzy nie można zapomnieć (FOTO)

 

Tymczasem minister spraw zagranicznych, Jacek Czaputowicz, stwierdził dziś rano, że trzeba poczekać na oświadczenie prezydenta Trumpa. Po to by zobaczyć jak USA interpretują całą sytuację – chyba rządzącym sojusznik pomylił się ze zwierzchnikiem! Premier Morawiecki wprost przyznał, że co prawda „parlament iracki podjął uchwałę, że wojska NATO powinny opuścić ich ziemie. Jednak wraz z szefem NATO podjęliśmy jednak decyzje o pozostaniu w Iraku”. Czy to znaczy, że już ślepo godzimy się na uczestniczenie w tym konflikcie?!

-dodał.

 

 

Źródło: nczas.com / foto Facebook.com

W ostatnich dniach cały świat z niepokojem spogląda na rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie, a szczególnie tereny Iraku, jak również na zaogniający się konflikt na linii Stany Zjednoczone-Iran. Właśnie docierają informacje, mogące być kolejnym przełomem przy okazji trwającego napięcia.

 

Po dokonanym w Iraku zabiciu przez siły USA przedstawicieli szyickich pro-irańskich sił, w tym również przywódcę jednostki Al-Kuds generała Sulejmaniego, władze Iranu zapowiedziały odwet na Amerykanach za pozbawienie życia jednej z ważniejszych postaci w ich państwie. Bardzo prawdopodobne, że do zemsty właśnie doszło, a siły amerykańskie zostały zaatakowane.

 

Według pojawiających się sprzed chwili informacji, przeprowadzony został atak rakietowy na bazę Ayn al Asad w Iraku, gdzie stacjonują amerykańscy żołnierze. Wśród niektórych doniesień jakie można napotkać w internecie, mowa jest o tym, że atak może przynieść poważne skutki.

 

Kilka dni wcześniej rakiety uderzyły też m.in. w rejonie amerykańskiej ambasady w Iraku. Tym razem jednak, przeprowadzony ostrzelanie bazy Ayn Al Asad miał być zdecydowanym i silnym uderzeniem.

 

Kolejne napływające informacje mówią o tym, że nie tylko ten obiekt należący do amerykanów został zaatakowany tej nocy na Bliskim Wschodzie.

 

AKTUALIZACJA [00:50] : Amerykańskie siły potwierdziły w rozmowie ze stacją FOX News iż znalazły się pod ostrzałem ze strony Iranu. W kierunku bazy Ayn al Asad wysłane miały zostać pociski manewrujące lub rakiety balistyczne krótkiego zasięgu. Dodatkowo zaatakowana miała zostać również amerykańska baza na terenie Irbilu- stolicy autonomicznego irakijskiego Kurdystanu. Również strona irańska miała potwierdzić przeprowadzenie ataku wymierzonego w amerykańską armię.

 

 

 

Źródło: onet.pl ; Facebook/@konfliktyPL