Do dramatycznych zdarzeń doszło w miejscu, w którym wiele osób przychodziło spędzić wolny czas. Pracujące tam osoby zapewne nie spodziewały się, że kolejny dzień spędzony tam w ramach czynności zawodowych zakończy się dla nich tak tragicznie. Niestety w wyniku ataku życie straciło pięć osób. Wiadomo, że nie żyje również sprawca tragicznej w skutkach strzelaniny.

 

Dramatyczne sceny rozegrały się w nocy w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej w miejscowości Milwaukee znajdującej się w stanie Wisconsin. Strzały padły na terenie miejscowego browaru należącego do firmy piwowarskiej o nazwie Molson Coors.

 

Uzbrojony mężczyzna wtargnął tam, a następnie otworzył ogień pięć pracujących tam osób. Jak wiele na to wskazuje, napastnik znał wcześniej swoje ofiary. Po odebraniu im życia, samemu popełnił samobójstwo.

 

Firma Molson Coors ma już około 160 lat historii swojego rozwoju i działalności. Obecnie zatrudnia ona ponad tysiąc ludzi. Wcześniej jej pracownikiem miał być również człowiek, który postanowił dokonać tej zbrodni. Został on według medialnych doniesień zwolniony z pracy przy okazji realizowanej w Molson Coors restrukturyzacji.

 

51-latek postanowił zapewne pomścić fakt swojej utraty pracy i to stało się jego motywacją do dokonania tak okrutnego, a zarazem krwawego ataku w budynku browaru. W zdarzeniu nie ucierpiał nikt z poza pracowników kompleksu piwowarskiego. Tę informację podała agencja Associated Press.

 

– Pięć osób poszło dziś do pracy, tak jak wszyscy idą do pracy. Myśleli, że idą do pracy, skończą dzień i wrócą do rodzin. Nie zrobili tego

– stwierdził w poruszających słowach Alfonso Morales, burmistrz miejscowości Milwaukee informując dziennikarzy o tym co stało się w godzinach nocnych.

 

Sytuację skomentował na konferencji prasowej również Donald Trump w dosadnych słowach określając to czego dopuścił się zwolniony wcześniej z firmy 51-latek. Nazwał on go bowiem „niegodziwym mordercą”, który dopuścił się „strasznej rzeczy”. Złożył też kondolencje bliskim ofiar.

 

 

Źródło: rmf24.pl ; wp.pl ; Associated Press

Fot.: Pixabay

 

 

Cała opisana historia wydarzyła się w pewien ciepły wieczór na terenie Palm City na Florydzie. To tam pewni młodzi mężczyźni wpadli na szalony pomysł, przez który nie dość, że ryzykowali własne życie, to jeszcze zostali zatrzymani przez policję.

 

Tamtego dnia, dwóch mężczyzn spożywających alkohol 27-letni Timothy Kepke oraz 22-letni Noah Osborne postanowili poczęstować jedno ze zwierząt piwem. Nie chodziło tu jednak o żadne zwierzę domowe i oswojone. Postanowili oni bowiem podzielić się trunkiem z niebezpiecznym gadem… aligatorem.

 

Młodszy z biesiadujących w plenerze mężczyzn najpierw zdołał schwytać swoimi rękami aligatora na tamtym położonym na północ od Palm Beach terenie. Timothy Kepke podjął się wtedy wlaniu do paszczy aligatora piwa, kiedy jego kolega Noah przytrzymał zwierzę. Swoje zachowanie postanowili oni również zarejestrować na filmie.

 

Kiedy gad skosztował tego napoju, wówczas miał stać się wyjątkowo agresywny. Na szczęście mężczyznom udało się wyjść ze spotkania z aligatorem bez poważnego uszczerbku na zdrowiu. Nadal jednak nie wiele ich całe zajście nauczyło, gdyż udostępnili oni nagranie z częstowania gada piwem do sieci. Po tym sprawą zainteresowała się policja hrabstwa Martin.

 

27-letni Timothy i 22-letni Noah zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy. Mężczyznom postawiono zarzut znęcania się nad zwierzęciem. Zostali oni wypuszczeni z aresztu po wpłaceniu kaucji. 27-latek tłumaczył swoje zachowanie faktem, że sam był wtedy już po spożyciu kilka piw, kiedy zdecydował się poczęstować aligatora. Stwierdził też, że wraz z kolegą po wszystkim wypuścili oni gada bezpiecznie na wolność.

 

W związku z dosyć częstym występowaniem na Florydzie aligatorów, eksperci zalecają, aby nie dokarmiać tych gadów dla własnego bezpieczeństwa. Zapewne jednak mało kto spodziewał się, że niektórzy mogą wpaść na pomysł dzielenia się z takimi zwierzętami alkoholem.

 

 

 

Źródło: Le Figaro ; nczas.com

Fot.: Pixabay