Rozprzestrzenianie się Koronawirusa, którego początek miał nastąpić w chińskim Wuhan, to wciąż temat, który niepokoi cały świat, a w mediach oraz internecie pojawiają się kolejne budzące grozę informacje oraz dane dotyczące nowych przypadków zachorowań. Ubiegła doba jest według doniesień dziennikarzy szczególnie tragiczna w tej kwestii. Doszło bowiem w czasie 24 godzin na świecie aż do 254 zgonów z powodu tej nowej choroby, a kolejnych 15 000 osób zachorowało. Choć w Polsce nie ma jak na razie stwierdzonych przypadków zakażeń, to jednak pojawiają się obawy w związku z obywatelami Polski, u których obecnie podejrzewa się obecność koronawirusa.

 

Na samym terenie kontynentalnym Chin, oficjalnie liczba zachorowań wzrosnąć miała do ponad 60 300 przypadków. Najwięcej chorych z powodu Koronawirusa ludzi zamieszkuje prowincję Hubei, w której zakażonych ma być nawet ponad 48 200 osób. To właśnie tam zlokalizowane jest słynne już miasto Wuhan, z którego wyszedł koronawirus, budzący grozę na kilku kontynentach.

 

Przedstawiciele miejscowych władz, odnosząc się do informacji o tym dosyć nagłym i wyjątkowo szybkim wzroście liczby zachorowań, przekazali iż w ich opinii jest to skutek zastosowania w ostatnim czasie nowej, szybszej oraz jak twierdzą znacznie efektywnej metody diagnostycznej.

 

Taki pogląd na tę sytuację przedstawiła komisja zdrowia w prowincji Hubei. Te nowe metody kliniczne służące diagnozowaniu koronawirusa mają według informacji przekazanych przez chińskich dziennikarzy wykorzystywać w swej praktyce tomografię komputerową (CT). Ma to posłużyć sprawniejszemu wykrywaniu kolejnych zachorowań, a przy tym umożliwienie personelowi szpitali szybsze reagowanie, a co za tym idzie, izolowanie osób chorych. To właśnie uwzględnienie w podanych danych tak zdiagnozowanych przypadków miało poskutkować tak zaskakującym wzrostem tej liczby. Wcześniej odkrywanie nowych zachorowań stanowiło ilość na poziomie kilku tysięcy osób, u których zidentyfikowano zakażenie. Warto jednak pamiętać, że wyjaśnieniom strony chińskiej nie daje wiary wielu ludzi na świecie.

 

Wielu zaniepokoić może również fakt, że mieszkańcy Wuhan zaczęli ostatnio unikać szpitali. Jak podają media, ma to wynikać m.in. warunkami panującymi w ośrodkach kwarantanny. Ma być tam bardzo tłoczno, a dodatkowo są one urządzane w miejscach takie jak stadiony czy hale targowe.

 

Warto wspomnieć też o monitorowaniu sytuacji związanej z nową chorobą na terenie naszego kraju. W dniu dzisiejszym, w godzinach popołudniowych wiceminister Waldemar Kraska przekazał informacje mówiące o podejrzeniach zarażenia koronawirusem u 18 ludzi (w tym jednej z Chin), a także przewiezionych do szpitala w związku z koniecznymi badaniami 30 osobach we Wrocławiu.

 

 

Źródło: Rdc.pl ; Gisanddata.maps.arcgis.com ; Wyborcza24.pl

Fot.: YouTube/CGTN

Dzieci z podejrzeniem koronawirusa zostały przetransportowane do jednego ze szpitali na południu naszego kraju. Pojawiające się w mediach informacje na ten temat mogły zaniepokoić dużo ludzi w czasie, kiedy cały świat z obawami spogląda na to co dzieje się na świecie w kwestii rozprzestrzeniania się tego nowego niebezpiecznego wirusa, którego źródło znajdować ma się w chińskim Wuhan.

 

O tym, że w jednej z placówek znalazły się młode osoby, które mogły zarazić się koronawirusem poinformowała krakowska „Gazeta Wyborcza”. To właśnie do znajdującego się w Krakowie szpitala im. Stefana Żeromskiego trafiła dwójka dzieci po przylocie do Polski.

 

Były one wraz z rodzicami w ostatnich dniach na wczasach. Powracając do ojczyzny, ludzie ci przesiadali się w Pekinie. Po powrocie do rodzinnego Śląska dzieci źle się poczuły w związku z czym podjęto decyzję o hospitalizacji. Zostały one jednak przewiezione na obserwację do Krakowa, ponieważ śląskie szpitale mają zdaniem „GW” nie dysponować oddziałami zakaźnymi dla tak młodych ludzi.

 

Najprawdopodobniej jednak, możemy być spokojni zarówno o zdrowie dzieci, jak i o brak zachorowań na nową chorobę w naszym kraju. Dwójka dzieci będących w krakowskim szpitalu pod obserwacją, prawdopodobnie opuści szpital już we wtorek lub środę, ponieważ nie potwierdzono, że dzieci zaraziły się śmiertelnym koronawirusem.

 

– Miały objawy zakażenia górnych dróg oddechowych. Ale ani wywiad medyczny, ani przebieg choroby nie potwierdzają, że mamy do czynienia ze śmiertelnym koronawirusem z Chin.

– powiedział w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” dyrektor szpitala Jerzy Friediger.

 

Niestety jednak, przypadki zachorowań na koronawirus z Chin, zidentyfikowano już nie tylko w Azji, ale też w Europie, Stanach Zjednoczonych i Australii.

 

 

Źródło: krakow.wyborcza.pl ; doRzeczy.pl

Fot.: Flickr

Bycie lekarzem to nie tylko szczególne powołanie związane z niesieniem pomocy innym ludziom, ale też odpowiedzialna rola, zwłaszcza kiedy należy zająć się zdrowiem i bezpieczeństwem najmłodszych. Niestety jednak skierowane do rodziców słowa pracowników szpitala bywają naprawdę bolesne i mogą być tymi najgorszymi, jakie zdarzy im się usłyszeć w życiu. Podobnie było w przypadku rodziców małej Jagódki z Chorzowa. Dziewczynka jednak, pomimo ciągle trwającej walki z okrutną chorobą udowadnia, że nie wolno nawet w najtrudniejszych momentach poddawać się i rezygnować z walki o swoje marzenia.

 

Jagódka Labus pomimo tego, że ma zaledwie dziewięć lat, to zdążyła osiągnąć sporo w ramach swojej sportowej pasji. Zdobyła bowiem aż osiem medali w prestiżowych zawodach pływackich dla niepełnosprawnych dzieci. Jest to jeszcze bardziej zadziwiające i wzbudzające zachwyt nad osiągnięciami tej dzielnej dziewczynką, kiedy wspomni się słowa, które w szpitalu po urodzeniu córki usłyszeli rodzice Jagódki.

 

„Mają państwo roślinkę”- powiedziała wówczas jedna z lekarek. Takie stwierdzenie jest sformułowaniem, którego żaden pracownik służby zdrowia albo ktokolwiek inny nie powinien nigdy wypowiedzieć w kierunku walczących o życie i zdrowie swojej pociechy rodziców. Można jednak śmiało powiedzieć, że swą determinacją i nieustępliwością zarówno w walce z chorobą, jak i też osiąganiu sukcesów sportowych, Jagódka z nawiązką rekompensuje swoim najbliższym tamte traumatyczne wspomnienia ze szpitala. Niestety jednak 9-latka wciąż cierpi, a walka z chorobą nadal trwa, choć z pomocą dobrych ludzi z pewnością osiągać można coraz więcej i nie dać się pokonać przeciwnościom losu.

 

Dziewczynka cierpi na wrodzoną sztywność stawów określaną w medycynie jako artrogrypoza. Mała Chorzowianka przeszła już kilka operacji, które przeprowadzone zostały nie tylko w Polsce, ale również na terenie Niemiec. Obecnie może ona już chodzić, jednak tylko przy pomocy specjalnych ortez, które sporo ważą i w użyciu są naprawdę uciążliwe.

 

Kolejne operacje polegały głównie na wymianach blaszek zapewniających siostrzenicy stabilność. Wraz ze wzrostem kości, potrzebne były kolejne zabiegi. Mimo tego Jagódka wciąż nie może chodzić o własnych siłach – wyjaśnia cytowana przez portal wp.pl pani Anna Bogdał, ciocia małej medalistki.

 

Pomoc dla dziewczynki spływa od ofiarodawców nie pozostających obojętnymi na wytrwałą walkę Jagódki oraz jej rodziców. Kilkaset tysięcy złotych zebranych na leczenie oraz starania lekarzy, nie zakończyły niestety tych opłaconych bólem i łzami zmagań. Duży problem stanowi nie tylko brak możliwości komfortowego poruszania się, ale także ból wywoływany powtarzającymi się złamaniami kości udowej. Na przekór tym trudnościom, 9-letnia pływaczka i jej bliscy nie zamierzają się jak widać poddawać.

 

W jej oczach widzę ból. Nie mówi tego, ale matka wie takie rzeczy. Widzę bój, który toczy sama ze sobą. Każdego dnia powrót ze szkoły oznacza dla niej ogromną ulgę, bo może w końcu zdjąć ortezy. Pozbywa się ciężkiego balastu, bo w ortezach chodzi jak na szczudłach – wyjaśnia mama Jagódki, pani Mieczysława Labus.

 

Sporym krokiem w stronę ułatwienia codziennego funkcjonowania oraz zmniejszenia bólu i cierpienia dziewczynki może stać się operacja przeprowadzona w Paley European Institute, który posiada swój oddział w Warszawie. Pochodzący ze Stanów Zjednoczonych doktor Paley w trakcie konsultacji poinformował mamę dziewczynki, iż ta będzie mogła chodzić na wyprostowanych kolanach i bez konieczności używania uciążliwych ortez. Taka operacja była by więc wyjątkowym prezentem dla Jagódki i jej rodziny przy okazji najbliższych Świąt Bożego Narodzenia.

 

W rodzinie zawsze trzymaliśmy się razem. Jest nas pięcioro rodzeństwa. Niedawno zmarł nasz ojciec, co jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło. Razem jesteśmy silniejsi. Nie mam żadnych wątpliwości, że wygramy walkę o zdrowie dla Jagódki. Jest wspaniała. Zasłużyła na to, aby przez życie przejść o własnych siłach – wyjaśnia w rozmowie z wp.pl ciocia dziewczynki.

 

Aby tak wyjątkowo radosny dzień w życiu tej rodziny mógł nastać, konieczne są jednak fundusze. Łącznie potrzebna kwota stanowi 370 000 zł. Aby sama operacja mogła zostać przeprowadzona, trzeba jednak uzbierać kwotę nieco mniejszą, bo wynoszącą 150 000 zł.

 

Jak przyznaje mama Jagódki, jej marzeniem jest to, aby móc powiedzieć do swej córki „Jagoda, idziemy na spacer!” i zapewnić jej to, czego w przeciwieństwie do innych dzieci została pozbawiona już na początku swojego życia.

 

My ze swojej strony zachęcamy serdecznie do wsparcia tej dzielnej dziewczynki oraz ich bliskich w tej trudnej walce, którą sama mała bohaterka, jak i jej rodzice znoszą bardzo dzielnie.

 

KLIKNIJ by przejść do zbiórki na operację nóżek dziewczynki

 

Jagoda Labus udowadnia swoją wyjątkową siłę w zmaganiach z chorobą poprzez to co ogląda w sporcie. Dziewczynka zajęła pierwsze miejsca m.in. na V oraz VI Ogólnopolskich Integracyjnych Zawodach Osób Niepełnosprawnych. Wywalczyła również drugie miejsce Mistrzostw Polski Juniorów, a także Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych.

 

 

 

Źródło: siepomaga.pl ; wp.pl

 

Jak poinformowała Wirtualna Polska, Jarosław Kaczyński trafił do szpitala. O co chodzi? Czy to efekt rutynowych badań czy tez jakaś poważniejsza przypadłość?

 

Rzecznik Szpitala przy ul. Szaserów, płk Jarosław Kowal gdzie ma przebywać lider partii rządzącej odmówił podania szczegółów. Jak powiedział:

 

Nic o tym nie wiem, Oczywiście, i tak nic bym nie mógł powiedzieć, ponieważ osób postronnych nie informujemy o stanie naszych pacjentów.

 

Jak wynika z nieoficjalnych informacji powodem wizyty w szpitalu może być stan kolana, z którego bólem Jarosław Kaczyński zmaga się od wielu miesięcy. Ze względu na obowiązki, w tym kampanię najpierw do Europarlamentu, a następnie parlamentu termin zabiegu był przesuwany. Wiele wskazuje na to, że teraz w końcu do niego dojdzie.

 

 

/red./

Foto: zrzut z ekranu/Youtube.com

Czy znany piłkarz jest poważnie chory? W Internecie zamieścił zdjęcie ze szpitala. Czy to coś poważnego?

Jakub Rzeźniczak bo o nim mowa jest znanym, polskim piłkarzem. Ostatnio jednak trafił do szpitala i przebywa obecnie w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. Czy jest poważnie chory? Okazuje się, że trafił tam z powodu wirusowego zapalenia opon mózgowych. Piłkarz na swojego Twittera dodał zdjęcie ze szpitala. Jego fani bardzo się zmartwili. 33-latek na szczęście jest już pod opieką specjalistów.

 

Dziękuje wam za wszystkie wiadomości 🙌🏻 teraz chwile odpocznę ale niedługo znów wracam.

-napisał (zachowana pisownia oryginalna).

 

Pod wpisem można było dostrzec wiele komentarzy, w którym internauci życzyli sportowcowi szybkiego powrotu do zdrowia. W komentarzach wypowiedział się również znany sportowiec Zbigniew Boniek.

 

Kuba i to teraz gdy byłeś o krok od 🇵🇱🇵🇱⚽️. Powodzenia i zdrówka. Czekamy na powrót na boiska.

-napisał Boniek.

 

 

Źródło: popularne.pl

Foto: Pixabay.com

Kanclerz Niemiec Angela Merkel, która we wtorek podczas oficjalnego powitania prezydenta Ukrainy w Berlinie nie była w stanie opanować drżenia ciała, na konferencji prasowej tłumaczyła to odwodnieniem. Zapewniła, że teraz czuje się już dobrze.

 

Chwilową niedyspozycję niemieckiej kanclerz zauważyły media relacjonujące powitanie ukraińskiego przywódcy w Berlinie.

 

Reuters podał, że szefowa rządu zaczęła w sposób niekontrolowany trząść się na całym ciele, gdy orkiestra wojskowa odgrywała hymny narodowe Niemiec i Ukrainy.

 

Na zorganizowanej około godziny później konferencji prasowej z udziałem ukraińskiego prezydenta kanclerz Niemiec wyjaśniła, że zdążyła od tego czasu wypić trzy szklanki wody. „Najwyraźniej tego potrzebowałam i czuję się już bardzo dobrze”.

 

Jak przypominają media podobne drżenie w przeszłości obserwowano u Merkel już kilkakrotnie podczas oficjalnych okazji. Wówczas jako przyczynę podawano również odwodnienie organizmu i panujący upał.

 

 

 

Źródło: nczas.com
fot. youtube.com
LS