Niestety po stosunkowo długim czasie na tle innych państw europejskich, również w Polsce potwierdzono obecność koronawirusa. Temat jego rozprzestrzeniania się i ryzyka iż dojdzie do globalnej pandemii, śledzą przez ostatnie tygodnie ludzie na całym świecie, co wynika też z faktu, że zakażenia pojawiły się na wszystkich kontynentach oprócz Antarktydy. Czy wiele zmieni się w naszym życiu w związku z dotarciem koronawirusa do Polski?

 

Pierwszy przypadek koronawirusa w naszym kraju został stwierdzony na terenie Zielonej Góry. Dotyczy on mężczyzny, który przyjechał autobusem rejsowym z Niemiec, jednak po drodze miał się przesiadać. Służby mają prześledzić tę trasę, którą przebył zakażony. Głównie jednak kontakt z nim mieli najbliżsi, którzy poddani zostali według zapewnień Ministra Zdrowia kwarantannie domowej. Sam zakażony został pochwalony na specjalnej konferencji za reakcję i fakt, że zadzwonił do przychodni i inspekcji sanitarnej, a następnie został przetransportowany karetką do szpitala w Zielonej Górze z Cybinki. Jak podaje portal rmf24.pl, mężczyzna ma 66 lat i czuje się nie najgorzej, a przy tym nie należy do grupy szczególnego ryzyka w przypadku którego z reguły nie występują poważniejsze skutki zakażenia koronawirusem.

 

Warty podkreślenia jest jednak fakt, że osoba ta nie jest jedyną w tej części Polski, u której może być stwierdzone zakażenia. Do szpitala w Zielonej Górze trafił bowiem też litewski kierowca, który przyjechał z Włoch. Według informacji przekazanych przez portal Onet.pl, mężczyzna zasłabł na jednym z parkingów i miał problemy z oddychaniem. Wyniki jego badań powinny być znane jeszcze dziś.

 

W obecnym czasie, możliwe jest napotkanie w polskich miastach pewnych zmian oraz nowych standardów w kwestii zapewnienia dodatkowego bezpieczeństwa w walce z koronawirusem. Przykładowo w niektórych częściach Polski, w komunikacji miejskiej do czyszczenia pojazdów wykorzystywane będą specjalne środki dezynfekujące, a pasażerowie będą mniej narażeni na kontakt z elementami autobusu lub tramwaju przez to, że otwierane będą od razu wszystkie drzwi.

 

Częściej obejrzeć będziemy mogli też specjalne spoty przypominające o konieczności odpowiedniego dbania o higienę oraz zachowanie ostrożności w przypadku potencjalnego kontaktu z zakażonymi. Należy jednak pamiętać, że nie można popadać w panikę, ponieważ nie mamy w Polsce do czynienia z epidemią i dynamicznie rozprzestrzeniającą się chorobą wywołaną wirusem z Wuhan.

 

 

Źródło: rmf24.pl ; se.pl ; gazetkrakowska.pl

 

Anna Maria Wesołowska to najbardziej znana sędzia w Polsce. Grała w programie telewizyjnym emitowanym na antenie stacji TVN.

Program telewizyjny „Sędzia Anna Maria Wesołowska” był emitowany na antenie TVN od 6 marca 2006 do 19 grudnia 2011 i znów zagościł od 2 września 2019 na antenie TTV. W każdym odcinku serialu przedstawiony jest inny proces karny, który ma na celu przybliżenie widzom prawdziwego procesu sądowego. Sędzia Sądu Okręgowego, Anna Maria Wesołowska, gra samą siebie w każdym odcinku.

 

Najbardziej znana sędzia w Polsce przeżywa ostatnio ciężkie chwile. Rok temu zmarł jej mąż, a w tym roku dopadła ją śmiertelna choroba. Anna Maria Wesołowska nie dzieliła się swoją sytuacją zdrowotną w mediach, ale tez starała się zachować pogodę ducha i nie załamywać się.

 

CZYTAJ TAKŻE: 16-latek nie żyje po upadku z roweru. Naśladował film z YouTuba (WIDEO)

 

Choroba zdarza się każdemu. Ja nie traktowałam tego jako ciosu od losu, tylko jako pewną rzecz, którą muszę załatwić i to wszystko

 

– powiedziała sędzia Anna Maria Wesołowska.

 

Popularna sędzia zmaga się guzem mózgu. Musiała przejść operację onkologiczną. Lekarze z powodzeniem usunęli guza, jednak Anna Maria Wesołowska doznała paraliżu części twarzy w wyniku zabiegu. Spowodowało to efekt pewnej niesymetryczności twarzy, co utrudniło życie zawodowe sędzi, a także występowanie w programie telewizyjnym.

 

Mimo wszystko Anna Maria Wesołowska zachowuje pozytywne myślenie i traktuje swoje przejścia zdrowotne po prostu jako kolejny etap w życiu. Nie rozgłaszała wiadomości o swojej chorobie, ponieważ z reguły unika rozgłosu medialnego dotyczącego jej życia prywatnego.

 

CZYTAJ TAKŻE: Wizje Tesli na XXI się sprawdzają! Przewidział koronawirusa?

 

Źródło: alaluna.pl / foto zrzut ekranu Youtube.com tvnpl

Ludzie na całym świecie śledzą często z dużym niepokojem kolejne doniesienia związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa i aktualizacje danych dotyczące liczby zakażonych.  Dziś pierwsze przypadki pojawiły się m.in. w Chorwacji i na Sycylii, choć najgorsza sytuacja w Europie nadal dotyczy północnej części Włoch. Trudna sytuacja jest też w innych zakątkach globu, poza naszym kontynentem, a świadczy o tym m.in. fakt iż zakażony został jeden z polityków. Jak widać po raz kolejny, choroby nie oszczędzają nawet wysokich urzędników.

 

Zakażony koronawirusem został co ciekawe wiceminister zdrowia w Iranie. Informacja ta została potwierdzona przez rzecznika tego resortu. Kraj Persów jest jednym z tych, które w ostatnim czasie najbardziej zmagać muszą się ze skutkami nowego wirusa, o którym ciągle mówi się w światowych mediach.

 

Iran jest bowiem obok Chin, Korei i Włoch w czołówce zestawienia krajów pod względem liczby zakażonych oraz zmarłych w związku z koronawirusem. Potwierdzono tam oficjalnie zarażenie się 60 ludzi, a także 15 zgonów z powodu wirusa z chińskiego Wuhan.

 

Jak podaje portal tvp.info, nie ma jak na razie dokładnych informacji na temat tego, w jaki sposób doszło do zakażenia u irańskiego wiceministra Iraja Harirchi. Wiadomo natomiast, że polityk został objęty kwarantanną w celu uniknięcia zarażenia kolejnych osób przy kontakcie z nim. Jak podają lokalne źródła, polityk walczył „na pierwszej linii frontu z koronawirusem”. To też przyczynić mogło się do sytuacji, w której on sam stał się jego ofiarą.

 

Obawy budzić mogą pojawiające się w mediach informacje, jakoby w Iranie nikogo z zakażonych nie udało się całkowicie wyleczyć. Należy pamiętać jednak o tym co mówią niejednokrotnie eksperci, iż wiele przypadków zakażenia się koronawirusem przechodzi się bez poważniejszych konsekwencji dla życia i zdrowia.

 

Na ten moment, wiadomo o potwierdzonych oficjalnie 80 000 przypadkach zakażenia koronawirusem na świecie. Liczba zmarłych z tego powodu przekroczyła natomiast liczbę 2 700 osób.

 

 

 

Źródło: tvp.info

Fot.: Pixabay

Temat koronawirusa i tego czy oraz w jakim tempie się rozprzestrzenia rozgrzewa emocje ludzi nie tylko w Chinach, ale też innych zakątkach świata, gdzie ludzie obawiają się pojawienia choroby. Niestety czasami nerwy mogą wziąć górę i tak też było w tym przypadku, gdy u naszych sąsiadów doszło do starć z policją.

 

Zdarzenie miało miejsce w rejonie centralnej części Ukrainy. 45 obywateli tego kraju wraz z 28 osobami pochodzącymi z innych państw zostało ewakuowanych z chińskiego Wuhan, a następnie po tankowaniu w Kijowie wylądowali w Charkowie. Stamtąd, ludzie ci zostali zabrani do ośrodka w miejscowości Nowi Sanżary, gdzie przejść mają kwarantanne w związku z wcześniejszym pobytem w regionie, w którym rozpocząć miał się problem z koronawirusem.

 

Przetransportowanie osób zagrożonych chorobą nie było jednak takie proste. Okoliczni mieszkańcy, którzy są przeciwni umiejscowieniu ewakuowanych w ich okolicy, starali się zablokować wjazd na teren ośrodka. Jak podaje RBK-Ukraina, protestujący w agresywny sposób ludzie dopuszczali się m.in. palenia opon oraz rzucania różnymi przedmiotami w kierunku autobusów. Próbowano też stworzyć tam barykadę. Rozpalone przed ośrodkiem ognisko zostało ugaszone przez straż pożarną, ale interweniować musiała również policja, z którą starli się ludzie blokujący wjazd ewakuowanym.

 

W trakcie walk z policjantami ranna została co najmniej jedna osoba. Jak przekazała ukraińska redakcja stacji BBC, w stronę funkcjonariuszy wykrzykiwano hasła określające ich „faszystami”. Wznoszony był również okrzyk: „hańba!”, co słychać na udostępnionym w sieci nagraniu. W całej akcji uczestniczyć miało ponad 600 osób. Zdaniem przedstawicieli policji, w gronie tym znaleźli się agresorze, którzy prowokowali bitwę.

 

W związku z tym co dzieje się w tym miasteczku, lokalne władze zwołały na piątek pilne posiedzenie miejscowej rady. Zwrócono się także z prośbą do ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, aby nie pozostawiać ewakuowanych w tym ośrodku, który zdaniem przedstawicieli lokalnych władz, nie jest przystosowany do bezpiecznego prowadzenia obserwacji przetransportowanych osób. Informacje na ten temat  przekazał portal „Ukraińska Prawda”.

 

Sam prezydent zaapelował natomiast o spokój. Na miejsce przybył ukraiński premier Ołeksij Honczaruk oraz szef tamtejszego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Arsen Awakow.

 

 

 

Źródło: „Ukraińska Prawda” ; BBC ; RBK-Uraina ; rmf24.pl ; Twitter/@ua_poltava

Fot.: Pixabay

 

 

Małgorzata Korzuchowska to znana polska aktorka, która grała m.in. w „Rodzince.pl”, „Prawie Agaty”, „M jak miłość”. Gwiazda ogłosiła ostatnio informację o chorobie.

Choroba wywraca życie człowieka do góry nogami, a wieść o niej często zmienia spojrzenie na świat o trzysta sześćdziesiąt stopni. Niedawno znana aktorka, Małgorzata Korzuchowska oświadczyła, że zmaga się z chorobą Hashimoto. Zwykle jest ona przyczyną niedoczynności tarczycy. Lekarze określają tą chorobę jako przewlekłe autoimmunologiczne zapalenie tarczycy, zwane też przewlekłym limfocytowym zapaleniem tarczycy.

 

Być może dlatego, że gwiazda sama zmaga się z chorobą i wie, jak jest ciężko, zachęca w internecie, aby pomagać innym.

 

Małgorzata Korzuchowska, tak jak wielu znanych aktorów, dołączyła do Drużyny Frania. Nagrała filmik na Facebooku, w którym zachęca do pomocy małemu chłopcu, Franciszkowi Marcinkowskiemu.

 

-Kochani, dołączam do Drużyny Frania. Wszyscy dla Frania

 

-powiedziała Korzuchowska w nagranym przez siebie filmiku.

 

CZYTAJ TAKŻE: Mocny wpis Tuska na Twitterze. Bezlitośnie skrytykował PiS

 

Franio jest rocznym chłopcem, który cierpi na SMA. Choroba uniemożliwia ruch, zabija odporność i wyłącza funkcje życiowe. Rodzina chłopca zbiera 9 milionów złotych, aby wykonać w Stanach Zjednoczonych potrzebną terapię genową.

 

– Franiu, trzymaj się! Życzę Ci bardzo dużo zdrowia. Całusy wielkie!

 

-tymi słowami wsparcia Małgorzata Korzuchowska zwróciła się do chłopca na Facebooku.

 

Dzięki portalowi siepomaga zebrano już ponad 5,2 miliona złotych, a Frania wsparło ok. 85 tys. ludzi. Kolejni aktorzy dołączają do Drużyny Frania, aby zachęcać do wsparcia chłopca.

 

Pomagajmy, to ma sens. To nadaje sens naszemu życiu. Warto

 

-podsumowała Korzuchowska w filmiku.

 

CZYTAJ TAKŻE: 17-latek wziął ślub z 51-latką! Pokazali zdjęcia po 18 latach małżeństwa (FOTO)

 

 

Źródło: Facebook.com / foto screen Youtube.com Jastrzab Post

Życie aktora – Pawła Królikowskiego nie jest ostatnio usłane różami. Jego ciągłe problemy ze zdrowiem są nie do pozazdroszczenia. Cały czas trwa walka o jego życie. Aktor wyznał, że…

Aktor Paweł Królikowski ciągle ma jakieś problemy ze swoim zdrowiem. Kilka lat temu wykryto u niego tętniaka mózgu. Wydawać się mogło, że aktor powoli wraca do zdrowia jednak jakiś czas temu znów trafił do szpitala. Okazało się, że wykryto u niego krwiaka, który pojawił się w wyniku przebytej operacji neurochirurgicznej.

 

Królikowski w jednym z wywiadów powiedział, że w trudnych chwilach mógł liczyć na wsparcie swojej żony. Dodał również, że nie poradziłby sobie gdyby nie wiara w Boga. Jego zdaniem życie jest darem, którego ludzie nie szanują dokonując aborcji lub eutanazji.

 

Wielu nie potrafi bronić się przed pokusami świata, wielu nie ma ich świadomości. (…) jak młody człowiek siądzie na motor i pojedzie sto kilometrów na godzinę, to poczuje rozkosz i zwiększy prędkość do stu pięćdziesięciu. Jak się oswoi z tą prędkością, zwiększy ją do dwustu, a potem do trzystu. Aż w pewnym momencie nie wyhamuje.

-powiedział aktor kilka lat temu w jednym z wywiadów.

 

Zdarzało mi się w życiu wykonywać różne zawody. Aktorstwo jest jednym z takich zajęć, które wykonywałem i wykonuję w życiu, ale każda działalność, każde człowiecze dzieło, najmniejsze nawet, zaczyna się od modlitwy.

-dodał.

 

Stwierdził, że wiara jest źródłem, z której artysta czerpie radość, a on sam nie byłby w stanie żyć bez wiary.

 

Ja tak jestem zrobiony przez Pana Boga na tym świecie, że bez wiary nie umiałbym żyć.

-zakończył.

 

My życzymy Pawłowi Królikowskiemu dużo zdrowia.

 

Źródło: aleteia.org

Foto: zrzut ekranu/ YouTube

Rozprzestrzenianie się Koronawirusa, którego początek miał nastąpić w chińskim Wuhan, to wciąż temat, który niepokoi cały świat, a w mediach oraz internecie pojawiają się kolejne budzące grozę informacje oraz dane dotyczące nowych przypadków zachorowań. Ubiegła doba jest według doniesień dziennikarzy szczególnie tragiczna w tej kwestii. Doszło bowiem w czasie 24 godzin na świecie aż do 254 zgonów z powodu tej nowej choroby, a kolejnych 15 000 osób zachorowało. Choć w Polsce nie ma jak na razie stwierdzonych przypadków zakażeń, to jednak pojawiają się obawy w związku z obywatelami Polski, u których obecnie podejrzewa się obecność koronawirusa.

 

Na samym terenie kontynentalnym Chin, oficjalnie liczba zachorowań wzrosnąć miała do ponad 60 300 przypadków. Najwięcej chorych z powodu Koronawirusa ludzi zamieszkuje prowincję Hubei, w której zakażonych ma być nawet ponad 48 200 osób. To właśnie tam zlokalizowane jest słynne już miasto Wuhan, z którego wyszedł koronawirus, budzący grozę na kilku kontynentach.

 

Przedstawiciele miejscowych władz, odnosząc się do informacji o tym dosyć nagłym i wyjątkowo szybkim wzroście liczby zachorowań, przekazali iż w ich opinii jest to skutek zastosowania w ostatnim czasie nowej, szybszej oraz jak twierdzą znacznie efektywnej metody diagnostycznej.

 

Taki pogląd na tę sytuację przedstawiła komisja zdrowia w prowincji Hubei. Te nowe metody kliniczne służące diagnozowaniu koronawirusa mają według informacji przekazanych przez chińskich dziennikarzy wykorzystywać w swej praktyce tomografię komputerową (CT). Ma to posłużyć sprawniejszemu wykrywaniu kolejnych zachorowań, a przy tym umożliwienie personelowi szpitali szybsze reagowanie, a co za tym idzie, izolowanie osób chorych. To właśnie uwzględnienie w podanych danych tak zdiagnozowanych przypadków miało poskutkować tak zaskakującym wzrostem tej liczby. Wcześniej odkrywanie nowych zachorowań stanowiło ilość na poziomie kilku tysięcy osób, u których zidentyfikowano zakażenie. Warto jednak pamiętać, że wyjaśnieniom strony chińskiej nie daje wiary wielu ludzi na świecie.

 

Wielu zaniepokoić może również fakt, że mieszkańcy Wuhan zaczęli ostatnio unikać szpitali. Jak podają media, ma to wynikać m.in. warunkami panującymi w ośrodkach kwarantanny. Ma być tam bardzo tłoczno, a dodatkowo są one urządzane w miejscach takie jak stadiony czy hale targowe.

 

Warto wspomnieć też o monitorowaniu sytuacji związanej z nową chorobą na terenie naszego kraju. W dniu dzisiejszym, w godzinach popołudniowych wiceminister Waldemar Kraska przekazał informacje mówiące o podejrzeniach zarażenia koronawirusem u 18 ludzi (w tym jednej z Chin), a także przewiezionych do szpitala w związku z koniecznymi badaniami 30 osobach we Wrocławiu.

 

 

Źródło: Rdc.pl ; Gisanddata.maps.arcgis.com ; Wyborcza24.pl

Fot.: YouTube/CGTN

Dzieci z podejrzeniem koronawirusa zostały przetransportowane do jednego ze szpitali na południu naszego kraju. Pojawiające się w mediach informacje na ten temat mogły zaniepokoić dużo ludzi w czasie, kiedy cały świat z obawami spogląda na to co dzieje się na świecie w kwestii rozprzestrzeniania się tego nowego niebezpiecznego wirusa, którego źródło znajdować ma się w chińskim Wuhan.

 

O tym, że w jednej z placówek znalazły się młode osoby, które mogły zarazić się koronawirusem poinformowała krakowska „Gazeta Wyborcza”. To właśnie do znajdującego się w Krakowie szpitala im. Stefana Żeromskiego trafiła dwójka dzieci po przylocie do Polski.

 

Były one wraz z rodzicami w ostatnich dniach na wczasach. Powracając do ojczyzny, ludzie ci przesiadali się w Pekinie. Po powrocie do rodzinnego Śląska dzieci źle się poczuły w związku z czym podjęto decyzję o hospitalizacji. Zostały one jednak przewiezione na obserwację do Krakowa, ponieważ śląskie szpitale mają zdaniem „GW” nie dysponować oddziałami zakaźnymi dla tak młodych ludzi.

 

Najprawdopodobniej jednak, możemy być spokojni zarówno o zdrowie dzieci, jak i o brak zachorowań na nową chorobę w naszym kraju. Dwójka dzieci będących w krakowskim szpitalu pod obserwacją, prawdopodobnie opuści szpital już we wtorek lub środę, ponieważ nie potwierdzono, że dzieci zaraziły się śmiertelnym koronawirusem.

 

– Miały objawy zakażenia górnych dróg oddechowych. Ale ani wywiad medyczny, ani przebieg choroby nie potwierdzają, że mamy do czynienia ze śmiertelnym koronawirusem z Chin.

– powiedział w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” dyrektor szpitala Jerzy Friediger.

 

Niestety jednak, przypadki zachorowań na koronawirus z Chin, zidentyfikowano już nie tylko w Azji, ale też w Europie, Stanach Zjednoczonych i Australii.

 

 

Źródło: krakow.wyborcza.pl ; doRzeczy.pl

Fot.: Flickr

Bycie lekarzem to nie tylko szczególne powołanie związane z niesieniem pomocy innym ludziom, ale też odpowiedzialna rola, zwłaszcza kiedy należy zająć się zdrowiem i bezpieczeństwem najmłodszych. Niestety jednak skierowane do rodziców słowa pracowników szpitala bywają naprawdę bolesne i mogą być tymi najgorszymi, jakie zdarzy im się usłyszeć w życiu. Podobnie było w przypadku rodziców małej Jagódki z Chorzowa. Dziewczynka jednak, pomimo ciągle trwającej walki z okrutną chorobą udowadnia, że nie wolno nawet w najtrudniejszych momentach poddawać się i rezygnować z walki o swoje marzenia.

 

Jagódka Labus pomimo tego, że ma zaledwie dziewięć lat, to zdążyła osiągnąć sporo w ramach swojej sportowej pasji. Zdobyła bowiem aż osiem medali w prestiżowych zawodach pływackich dla niepełnosprawnych dzieci. Jest to jeszcze bardziej zadziwiające i wzbudzające zachwyt nad osiągnięciami tej dzielnej dziewczynką, kiedy wspomni się słowa, które w szpitalu po urodzeniu córki usłyszeli rodzice Jagódki.

 

„Mają państwo roślinkę”- powiedziała wówczas jedna z lekarek. Takie stwierdzenie jest sformułowaniem, którego żaden pracownik służby zdrowia albo ktokolwiek inny nie powinien nigdy wypowiedzieć w kierunku walczących o życie i zdrowie swojej pociechy rodziców. Można jednak śmiało powiedzieć, że swą determinacją i nieustępliwością zarówno w walce z chorobą, jak i też osiąganiu sukcesów sportowych, Jagódka z nawiązką rekompensuje swoim najbliższym tamte traumatyczne wspomnienia ze szpitala. Niestety jednak 9-latka wciąż cierpi, a walka z chorobą nadal trwa, choć z pomocą dobrych ludzi z pewnością osiągać można coraz więcej i nie dać się pokonać przeciwnościom losu.

 

Dziewczynka cierpi na wrodzoną sztywność stawów określaną w medycynie jako artrogrypoza. Mała Chorzowianka przeszła już kilka operacji, które przeprowadzone zostały nie tylko w Polsce, ale również na terenie Niemiec. Obecnie może ona już chodzić, jednak tylko przy pomocy specjalnych ortez, które sporo ważą i w użyciu są naprawdę uciążliwe.

 

Kolejne operacje polegały głównie na wymianach blaszek zapewniających siostrzenicy stabilność. Wraz ze wzrostem kości, potrzebne były kolejne zabiegi. Mimo tego Jagódka wciąż nie może chodzić o własnych siłach – wyjaśnia cytowana przez portal wp.pl pani Anna Bogdał, ciocia małej medalistki.

 

Pomoc dla dziewczynki spływa od ofiarodawców nie pozostających obojętnymi na wytrwałą walkę Jagódki oraz jej rodziców. Kilkaset tysięcy złotych zebranych na leczenie oraz starania lekarzy, nie zakończyły niestety tych opłaconych bólem i łzami zmagań. Duży problem stanowi nie tylko brak możliwości komfortowego poruszania się, ale także ból wywoływany powtarzającymi się złamaniami kości udowej. Na przekór tym trudnościom, 9-letnia pływaczka i jej bliscy nie zamierzają się jak widać poddawać.

 

W jej oczach widzę ból. Nie mówi tego, ale matka wie takie rzeczy. Widzę bój, który toczy sama ze sobą. Każdego dnia powrót ze szkoły oznacza dla niej ogromną ulgę, bo może w końcu zdjąć ortezy. Pozbywa się ciężkiego balastu, bo w ortezach chodzi jak na szczudłach – wyjaśnia mama Jagódki, pani Mieczysława Labus.

 

Sporym krokiem w stronę ułatwienia codziennego funkcjonowania oraz zmniejszenia bólu i cierpienia dziewczynki może stać się operacja przeprowadzona w Paley European Institute, który posiada swój oddział w Warszawie. Pochodzący ze Stanów Zjednoczonych doktor Paley w trakcie konsultacji poinformował mamę dziewczynki, iż ta będzie mogła chodzić na wyprostowanych kolanach i bez konieczności używania uciążliwych ortez. Taka operacja była by więc wyjątkowym prezentem dla Jagódki i jej rodziny przy okazji najbliższych Świąt Bożego Narodzenia.

 

W rodzinie zawsze trzymaliśmy się razem. Jest nas pięcioro rodzeństwa. Niedawno zmarł nasz ojciec, co jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło. Razem jesteśmy silniejsi. Nie mam żadnych wątpliwości, że wygramy walkę o zdrowie dla Jagódki. Jest wspaniała. Zasłużyła na to, aby przez życie przejść o własnych siłach – wyjaśnia w rozmowie z wp.pl ciocia dziewczynki.

 

Aby tak wyjątkowo radosny dzień w życiu tej rodziny mógł nastać, konieczne są jednak fundusze. Łącznie potrzebna kwota stanowi 370 000 zł. Aby sama operacja mogła zostać przeprowadzona, trzeba jednak uzbierać kwotę nieco mniejszą, bo wynoszącą 150 000 zł.

 

Jak przyznaje mama Jagódki, jej marzeniem jest to, aby móc powiedzieć do swej córki „Jagoda, idziemy na spacer!” i zapewnić jej to, czego w przeciwieństwie do innych dzieci została pozbawiona już na początku swojego życia.

 

My ze swojej strony zachęcamy serdecznie do wsparcia tej dzielnej dziewczynki oraz ich bliskich w tej trudnej walce, którą sama mała bohaterka, jak i jej rodzice znoszą bardzo dzielnie.

 

KLIKNIJ by przejść do zbiórki na operację nóżek dziewczynki

 

Jagoda Labus udowadnia swoją wyjątkową siłę w zmaganiach z chorobą poprzez to co ogląda w sporcie. Dziewczynka zajęła pierwsze miejsca m.in. na V oraz VI Ogólnopolskich Integracyjnych Zawodach Osób Niepełnosprawnych. Wywalczyła również drugie miejsce Mistrzostw Polski Juniorów, a także Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych.

 

 

 

Źródło: siepomaga.pl ; wp.pl