Do kontrowersyjnej sytuacji doszło w ostatni weekend podczas 28. finału „Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy” w dolnośląskiej miejscowości Męcinka. Podczas atrakcji związanych z akcją charytatywną zaprezentowany został taniec na rurze. Nie było to jedyne miejsce, gdzie w ramach finału WOŚP odbył się pokaz pole dance. W przypadku Dolnego Śląska zrealizowano to jednak… przed dziećmi.

 

Według miejscowych mediów, lokalny samodzielny sztab WOŚP przygotował finał WOŚP w gminie Męcinka, gdzie udało się zebrać około 45 000 zł. Nie obyło się jednak bez sytuacji, która dla wielu jest skandaliczna i nie powinna mieć miejsca. Przed widownią, która głównie składała się z dzieci, kobieta określana jako „utalentowana instruktora” tego typu tańca, zaprezentowała taniec na rurze. W jego trakcie zdjęła też część garderoby zostając w bieliźnie. W internecie pojawiło się sporo krytyki wobec prezentowania takowych występów kojarzonych z erotyką i klubami Go-Go przed tak młodymi osobami.

 

Na facebookowej stronie „WOŚP Męcinka” udostępniono po wszystkim materiał filmowy oraz fotografię z tego kontrowersyjnego punktu programu. Obydwa te elementy zostały później skasowane, jednak nagranie cały czas krąży w sieci wywołując sporą dyskusję o braku wyczucia w zaistniałej sytuacji.

 

Osoby broniące organizatorów przytaczają m.in. argumenty dotyczące tego, że w niektórych szkołach pole-dance prowadzone są zajęcia dla dzieci z podstawówek. Nie jest to jednak wytłumaczenie dla osób, które nie godzą się na prezentowanie erotycznych tańców przed dziećmi, które dopiero rozpoczynają swoją edukację.

 

– Pole dance to pokaz umiejętności taneczno-akrobatycznych, które w historii ludzkości sięgają wielu setek lat wstecz. Zapoczątkowano je w Chinach i Indiach

– stwierdzono w informacji zamieszczonej na oficjalnej stronie WOŚP.

 

Jak podaje portal tvp.info, komentarza w tej sprawie nie udzielił urząd gminy Męcinka. Do sprawy odniósł się jednak Krzysztof Dobies, rzecznik „Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy” tłumacząc, że każdy z lokalnych organizatorów finału działa w sposób autonomiczny na rzecz WOŚP i bierze odpowiedzialność za to co ma tam miejsce.

 

– Ma w związku z tym autonomię w organizacji Finału WOŚP i ponosi za to odpowiedzialność. Jednocześnie zwracam uwagę Pana Redaktora na fakt, że w 2017 roku taniec na rurze został uznany przez Zgromadzenie Generalnie Międzynarodowych Federacji Sportowych (GAISF) za oficjalną dyscyplinę sportową. Istnieje szansa, że kiedyś ujrzymy taniec na rurze na Igrzyskach Olimpijskich

– napisał rzecznik WOŚP w komentarzu dla tvp.info.

 

 

Źródło: tvp.info ; Facebook/wospmecinka

Fot.: Pikrepo.com

Opisywana przez media sytuacja wydarzyła się na terenie naszego kraju, a relacje z nią związane brzmią wyjątkowo odrażająco i dramatycznie, więc zapoznanie się z tą sprawą można uznać za przeznaczone dla czytelników o mocnych nerwach. Makabrycznego odkrycia dokonano na terenie jednej z dolnośląskich miejscowości, a po przeprowadzeniu sekcji zwłok potwierdziło się, że nieżyjący mężczyzna był jedzony przez zwierzęta, które za życia samemu hodował.

 

Posesja, na której odnaleziono ludzkie szczątki znajduje się w miejscowości Osiek na Dolnym Śląsku. W dniu 8 stycznia br. odkryto tam fragmenty szkieletu należącego do tamtejszego hodowcy zwierząt, który według medialnych doniesień dożyć miał 71 lat życia. W sprawie jego śmierci prowadzone jest obecnie śledztwo. Sprawę opisano na łamach portalu Onet.pl.

 

Po wstępnych ustaleniach i wnioskach opartych na przeprowadzonej sekcji zwłok, mężczyzna miał zostać zjedzony przez hodowane za życia świnie skrzyżowane z dzikiem. Szczegóły dotyczące tej makabrycznej sytuacji wyjaśnia Prokuratura Rejonowa w Lubinie.

 

– 71-latek wynajmował mieszkanie na jednej z posesji w Osieku. Hodował tam świnie, jak się później okazało, były to krzyżówki świni hodowlanej i dzika. Hodowla składała się z dwóch dużych osobników oraz kilkunastu prosiąt.

– powiedziała cytowana przez Onet.pl prokurator Lidia Tkaczyszyn, pełniąca obowiązki rzecznika Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

 

Chociaż wyniki sekcji zwłok wykazały, że człowiek ten został zjedzony przez zwierzęta, to jednak nie udało się ustalić dokładnej przyczyny śmierci 71-latka. Nie jest więc też oficjalnie na ten moment wiadome, czy mężczyzna zmarł w wyniku jakiejś choroby lub schorzenia czy też zasłabł, a znajdujące się w pobliżu zwierzęta doprowadziły do jego śmierci przez zagryzienie.

 

Jak podaje portal Onet.pl, na miejsce makabrycznego odkrycia wezwany został również powiatowy lekarz weterynarii w celu podjęcia decyzji dotyczącej dalszego losu hodowanych na tej posesji w Osieku zwierząt.

 

Mężczyzna, którego szczątki tam odnaleziono, ostatni raz widziany miał być w dniu Sylwestra- 31 grudnia. Ponad tydzień później jego kości odnalazł właściciel posesji, od którego zmarły wynajmował mieszkanie, przy okazji zajmowania się hodowlom zwierząt na tym terenie.

 

 

 

 

Źródło: Onet.pl

Fot.: Pixabay

 

Krwawe sceny rozegrały się w jednym z polskich miast ostatniej nocy. Na Dolnym Śląsku, a dokładniej w Ząbkowicach Śląskich, nastolatek zabił członków swojej rodziny, a następnie samemu zaalarmował służby. To wyjątkowa tragedia w zachodniej części Polski. O tych wstrząsających wydarzeniach poinformował portal rmf24.pl.

 

Za zbrodnię odpowiedzialny jest młody mężczyzna- Marcel C. Wraz z zamordowanymi później pozostałymi członkami rodziny, 18-latek mieszkał w jednym z domów na terenie Ząbkowic Śląskich. To co wydarzyło się ostatniej nocy, dosłownie krwawo odmieniło ich los.

 

Jak podaje portal rmf24.pl, nastolatek miał wyjść na dach domu, w którym rozegrał się cały dramat i stamtąd złożyć zawiadomienie na policję. Marcel C. po zatelefonowaniu poinformował, że ktoś włamał się do zamieszkiwanego przez niego lokalu. Funkcjonariusze po przybyciu na miejsce zastali makabryczny widok.

 

W budynku odnalezione miały zostać ciała trzech osób: rodziców Marcela C. w wieku 48 lat oraz jego młodszego, zaledwie 7-letniego brata.

 

Według nieoficjalnych informacji uzyskanych przez radio RMF FM, sprawca miał samemu podczas przesłuchania przyznać, że to on zamordował swoich bliskich. Miał wskazać również miejsce, w którym ukrył ubrania oraz siekierę, której zapewne użył przy zabijaniu członków swojej rodzimy. Najprawdopodobniej przedmioty te zostały przez niego zakopane w ziemi.

 

Na miejscu zdarzenia swoje działania przeprowadza grupa dochodzeniowo-śledcza. Prokuratura oraz policja w ramach podejmowanych czynności będzie wyjaśniać jakie motywy kierowały 18-latkiem przy okazji popełnienia tak okrutnej zbrodni.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: needpix.com ; pixabay.com

Brawura na drodze rzadko kiedy popłaca. Tym bardziej, jeśli jest naprawdę ślisko, a widoczność ograniczona. Przekonał się o tym 25-letni kierowca, który – z własnej winy – doznał poważnych obrażeń łapiąc poślizg w Jerzmanowej (województwo dolnośląskie)

 

Całe zdarzenie rozegrało się wieczorem na drodze wojewódzkiej numer 329, w Jerzmanowej nieopodal Głogowa. To właśnie w tym miejscu kierujący Peugeotem nie dostosował się do panujących warunków pogodowych i rozpoczął niebezpieczny manewr wyprzedzania.

 

Moment wypadku został zarejestrowany przez kamerę jadącego z tyłu kierowcy. Trzeba przyznać, że moment wypadnięcia mężczyzny z auta przyprawia o zawrót głowy…

 

Wygląda to bardziej, jakby mężczyzna został wystrzelony z katapulty.

 

Dachowanie koło Jerzmanowej

25-latek został ciężko ranny, walczy o życie. Zobaczcie film z wypadku pomiędzy Jerzmanową i Smardzowem. Pisaliśmy o tym. CZYTAJ WIĘCEJ:https://myglogow.pl/lekarze-walcza-o-zycie-25-latka-jego-stan-jest-bardzo-ciezki/

Gepostet von MyGlogow.pl am Montag, 9. September 2019

 

Kierowca Peugeota z poważnymi obrażeniami trafił do szpitala.

 

Policjanci apelują o uwagę oraz rozsądek na drodze. Nikt z nas nie jest niezniszczalny…

 

Źródło: Facebook.pl (MyGlogow.pl)

Foto: Zdjęcie poglądowe/Facebook.pl

 

Od czwartku wiele osób jest wstrząśniętych zbrodnią do jakiej doszło w województwie dolnośląskim. Mająca niedługo świętować swoje 10. urodziny Kristina nie wróciła ze szkoły do domu, chociaż odległość pomiędzy tymi miejscami stanowiła niespełna kilometr. W trakcie akcji poszukiwawczej, w którą zaangażowano m.in. policyjny śmigłowiec okazało się, że niestety dziewczynka została zamordowana. Jej ciało odnalazł przypadkowy przechodzień w lesie znajdującym się w rejonie Pożaryska.

 

Po przeprowadzonej dziś i trwającej ok. 12 godzin sekcji zwłok, na światło dzienne wyszły kolejne przerażające fakty. Po wcześniejszych spekulacjach związanych z faktem, że ciało dziewczynki było częściowo roznegliżowane, potwierdziła się teza o podłożu seksualnym zbrodni jakiej dopuścił się zabójca. Świadczą o tym zidentyfikowane ślady.

 

Dodatkowo stwierdzono, że Kristina nie zginęła od jednego, a licznych ciosów zadanych ostrym narzędziem. Na ciele dziewczynki odkryto rany kłute klatki piersiowej oraz szyi.

 

Okolica, w której odnaleziono ciało 10-latki jest pilnowana przez funkcjonariuszy policji, a w lesie działania prowadzą w dalszym ciągu technicy. Policja prosi o kontakt osoby, które mogą wiedzieć jakiekolwiek informacje w sprawie porwania i zamordowania Kristiny.

 

Za wskazanie organom ścigania sprawcy zbrodni została wyznaczona nagroda pieniężna w wysokości 10 tys. złotych. Osoby, które wyznaczyły nagrodę nie są spokrewnione z rodziną ofiary, jednak łączą się z rodziną w bólu i cierpieniu. Osoby te pragną  zostać anonimowe w mediach, a stosowne oświadczenie o zamiarze wypłaty  nagrody zostanie złożone organom ścigania w najbliższym czasie – poinformował adw. Marcin Niewęgłowski.

 

Zabita dziewczynka, wraz z dwójką młodszego rodzeństwa oraz mamą przeprowadziła się dosyć niedawno do dolnośląskich Mrowic z Irlandii. Jej tata pracuje zawodowo poza granicami Polski.

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Twitter