Trwa proces członków gangu „Psycho Fans”. Grupa ta stanowiła bojówkę pseudokibiców utożsamiających się z Ruchem Chorzów. Równocześnie jednak, jej członkowie zajmowali się też znacznie poważniejszymi przestępstwami niż organizowanie tzw. ustawek czy uliczne bójki z fanami innych drużyn. O brutalnych działaniach ludzi z „Psycho Fans” postanowili opowiedzieć niektórzy skruszeni bojówkarze. Wśród z nich znalazł się również Łukasz B. ps. „Baluś”, który niegdyś miał pełnić rolę szefa „wywiadu gangu”. Podczas składania w ostatnim czasie zeznań przed sądem opowiedział on o brutalnych działaniach jakich podejmowała się chorzowska bojówka wraz z zaprzyjaźnionymi członkami „Wisła Sharks”, gangu pseudokibiców krakowskiej Wisły. W procesie oskarżonych jest ponad 40 osób związanych z „Psycho Fans”.

 

Opisane przesłuchanie Łukasza B. mogło być jednym z kluczowych dla tej sprawy. Mężczyzna odpowiadał na pytania sądu znajdując się w specjalnie strzeżonej sali rozpraw. „Baluś” miał niegdyś być blisko kierownictwa gangu i odpowiadać za swoisty wywiad mający na celu pozyskiwanie informacje ze struktur innych bojówek.

 

Skruszony gangster otrzymał status „małego świadka koronnego” i wyszedł na wolność decydując się na współpracę z prokuraturą. Składanie obciążających jego dawnych kompanów zeznań przypłacił on nie tylko epitetami jakie pojawiają się w jego kierunku na murach przy okazji tworzenia graffiti, ale też koniecznością uważania na bezpieczeństwo swoje oraz bliskich. W 2019 roku miało dojść do nieudanego zamachu na jego życie.

 

„Baluś” opowiadał m.in. o planowaniu i zrealizowaniu przez „Psycho Fans” oraz „Wisła Sharks” krwawego ataku na Daniela D. ps. „Romek”, który kierować miał wrogim gangiem pseudokibiców GKS Katowice.

 

– W 2017 roku postanowiliśmy dać nauczkę Danielowi D. ps. „Romek”. On był dowódcą grupy Persona Non Grata. To bojówka kibiców Gieksy. „Romek” był motorem napędowym wszystkich działań przeciwko kibicom Ruchu Chorzów, dlatego zapadła decyzja, że ma zostać „zrobiony do spodu”

– wyjaśniał Łukasz B. na sali rozpraw.

 

Dopytywany przez sąd o znaczenie słów „zrobiony do spodu” wyjaśnił, że planowano pobić „Romka” w taki sposób, aby ten się wykrwawił lub musiał poruszać się na wózku inwalidzkim. Taki sposób działania miał pozwolić uniknąć sprawcom zarzutu zabójstwa i odpowiadać za jedynie pobicie ze skutkiem śmiertelnym.

 

Bojówkarze mieli próbować zaatakować Daniela D. trzykrotnie. Członkowie „Wisła Sharks” mieli wspierać ich ze względu na fakt doświadczenia w tego typu „akcjach”. Należy pamiętać, że grupa ta odpowiada za zakończone śmiercią ataki na bojówkarzy Cracovii i inne bezwzględne przestępstwa. Do brutalnych działań w wykonaniu „Sharksów” doszło m.in. w 2011 roku na krakowskim Kurdwanowie, kiedy przed południem zadano wiele ran ostrymi narzędziami Tomaszowi C. ps. „Człowiek”, w 2018 roku na terenie osiedla Prokocim, gdzie zabity został nastoletni Miłosz B., ale też w 2007 w Kielcach, gdzie z rąk kibola Wisły zginął fan Korony znany jako „Małpa”.

 

Atak na „Romka” miał być już więc kolejnym tego typu, w którym uczestniczyli „Sharksi”. Stąd też stanowili odpowiednie wsparcie dla gangsterów z „Psycho Fans”.

 

Jak opowiedział podczas zeznań „Baluś”, pierwsza próba ataku nie wyszła, ponieważ chorzowscy bojówkarze nie otrzymali „cynku od zaprzyjaźnionego kibica z Katowic”. Za drugim razem, chciano zaatakować „Romka”, kiedy ten miał zmierzać w stronę przedszkola, w celu odebrania swojego dziecka. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, według skruszonego gangstera, informacje o adresie placówki przedszkolnej miała przekazać im Dominika P, która również zasiadała na sali rozpraw, kiedy o wszystkim opowiadał Łukasz B.

 

Dominika była kiedyś ze „Skubolem” , ale kiedy „Skubola” zamknęli za bijatykę z meksykańskimi marynarzami w Gdyni, to pojechała na dyskotekę do Katowic i „zrobiła loda” takiemu bramkarzowi z Gieksy. Potem nawet przez jakiś czas była z nim w związku. To był policzek nie tylko dla „Skubola”, ale całej ekipy Ruchu

– powiedział „Baluś”.

 

Został dopytany przez sąd słowami: „Co zrobiła temu bramkarzowi?”

 

Zrobiła mu loda. A potem chyba chciała odkupić swoje winy i przekazała adres tego przedszkola, a także mieszkania jeszcze jednego „gieksiarza”

– odpowiedział.

 

Atak i tym razem miał nie dojść do skutku, ponieważ pod budynek podjechał bus, którym odjechały dzieci. Napaść na Daniela D. udało się im jednak skutecznie przeprowadzić za trzecim razem, w 2017 roku na terenie Katowic.

 

– „Romek” to duży dwumetrowy facet. Jak zobaczył, że w bmw otwierają się drzwi, wiedział, co się wydarzy i próbował uciekać. Z rozpędu połamał szlaban na parkingu, przewrócił się, potem trzymał się płotu i wył. A „Misiek” i „Dzidek” go obrabiali maczetami. Widziałem latające strzępy mięsa. „Dzidek” uderzał go maczetą trzymaną w obu dłoniach. Nie mogłem wyjść na frajera i tylko się przyglądać. Podszedłem i też zadałem mu trzy, cztery ciosy maczetą

– Opowiadał niegdyś członek gangu, a dziś „Mały świadek koronny”.

 

Warto wspomnieć, że biorący udział w tej akcji Paweł M. ps. „Misiek” był przez lata najbardziej znanym bojówkarzem Wisły Kraków, a zarazem przywódcą grupy „Wisła Sharks”. Po zatrzymaniu we Włoszech, również on zdecydował się pójść na współpracę z prokuraturą i obciążyć zeznaniami swoich dawnych kolegów.

 

Przy ataku na Damiana D., według zeznań „Balusia”, to „Misiek” dał w pewnym momencie sygnał, że pora uciekać.  Wówczas obydwaj mieli wsiąść do BMW i chcieli już odjeżdżać, jednak „Dzidek” najdłużej z nich zadawał rany „Romkowi”. Jak opowiadał Łukasz B., szef „Wisła Sharks” miał w drodze zarzucać „Dzidkowi”, że ten „za cholerę nie ma umiaru”.

 

Zaatakowany lider chuliganów katowickiego klubu przeżył, pomimo odniesienia tak poważnych obrażeń. Według medialnych doniesień, można śmiało mówić tu nawet o „przeżyciu cudem”.

 

Według treści zeznań, na zlecenie lidera „Psycho Fans” Łukasza L. ps. „Lucki”, kibol o pseudonimie „Celebryta” miał spalić ukryte na polach w Rudzie Śląskiej auto.

 

– Kazaliśmy mu po wszystkim zniszczyć obuwie, aby policja nie dopadła go po śladach. On zaczął jednak marudzić, że ma markowe buty za pięć stówek, więc odpaliliśmy mu po 300 zł

– opowiedział świadek.

 

W dniu ataku, na terenie Chorzowa doszło również do spotkania z większym gronem bojówkarzy „Białej Gwiazdy”, którzy do województwa śląskiego przyjechali na tzw. ustawkę. Według „Balusia” wrażenie wywarło na nim to, jak członkowie „Wisła Sharks” przechwalają się przeprowadzonymi brutalnymi atakami.

 

– Byłem zszokowany, bo oni wszyscy już wiedzieli, że zrobiliśmy „Romka”. U nas o takich akcjach wiedziało niewielkie grono ludzi, a oni się tym wręcz przechwalali. „Misiek” opowiadał z dumą, że chyba przebił „Romkowi” płuco. A „Dzidek” chodził i powtarzał: „dobrze tej kurwie, dawać mi następnego, bo wilkołak jest głodny”. To mną wstrząsnęło, bo ledwo wróciliśmy z jednej roboty, a on już chciał wyciąć kolejna osobę

– wyjaśniał „Baluś”.

 

Podczas rozprawy, skruszony gangster opowiedział też o innym ataku, w którym życie stracił Dariusz D., znany człowiek w środowisko pseudokibiców Górnika Zabrze. Zdaniem „małego świadka koronnego”, ta akcja była dosyć spontaniczna.

 

– To nie było zaplanowane. Niewielka ekipa Psycho Fans wraz z grupą małolatów pojechała tam zamalowywać na murach emblematy Górnika. Kiedy już wracaliśmy, nagle mignęło nam jadące auto Dariusza P.

– mówił były szef „wywiadu grupy” przed sądem.

 

Po dostrzeżeniu pojazdu, którym poruszał się Dariusz P., ludzie z „Psycho Fans” zaczęli go szukać. Ten w pewnym momencie miał wyjechać wprost na samochód Łukasza B.

 

– Zatrzymał się, popatrzył na nas, po czym wyskoczył z auta i zaczął uciekać pieszo. „Gała” i „Ruby” kijami rozwalili jego wóz, a małolaty ruszyły za nim w pościg. Czekaliśmy, bo nie wiedziałem, czy go dopadli, czy nie. W końcu wsiadłem do auta i pojechałem zobaczyć, co się stało. Dariusz P. leżał na skrzyżowaniu, wyglądał, jakby uszło z niego życie

– zeznał „Baluś” przed sądem.

 

Zaatakowany nie odzyskał przytomności i zmarł w szpitalu. Napastnicy uciekli w kierunku Bytomia mając świadomość, że zgodnie z procedurami w poszukiwanie sprawców zaangażowane zostaną w pierwszej kolejności policyjne patrole jedynie na terenie Rudy Śląskiej. W samochodzie uciekinierów miało dojść do kolejnej kłótni dotyczącej zbyt dużej brutalności niektórych z nich.

 

– Już w aucie doszło do awantury. Jeden z chłopaków zaczął gadać, że „Kajo” przesadził, bo w chuj skakał P. po głowie. A „Kajo” nic sobie z tego nie zrobił. Powiedział, że mu się należało, bo był z Górnika

– wspominał Łukasz B.

 

„Psycho Fans” zdołali zdobyć też nagranie z monitoringu jednego ze sklepów, na którym zarejestrowano moment ataku. Nagranie to zostało później przekazane za pośrednictwem kibiców GKS-u Katowice fanom Górnika Zabrze oraz opublikowane w sieci, co miało na celu obalenie plotek na temat rzekomego zaatakowania Dariusza P. przy użyciu maczet.

 

„Baluś” opowiadał też m.in. o tym jak chorzowscy bojówkarze okradli nielegalną fabrykę papierosów prowadzoną przez gang pseudokibiców Zagłębia Sosnowiec. Przy akcji tej mieli posłużyć się nadajnikiem GPS. Mówił też o krwawej „ustawce” umówionej z bojówkami sosnowieckiego klubu oraz BKS-u Bielsko Biała. Ustalono wówczas, że w bijatyce wezmą udział tylko chuligani urodzeni w 1990 roku.

 

– Przywódca bojówki BKS-u przyniósł nam dowody osobiste do sprawdzenia, ale „Maślak” powiedział, że wszyscy jesteśmy chuliganami i sobie ufamy

– relacjonował tamto zdarzenie „Baluś”.

 

W tym brutalnym starciu, ostatecznie chuligani chorzowskiego Ruchu mieli ponieść porażkę.

 

Przesłuchanie „Balusia” w sądzie zakończyło się pewnym incydentem. Partnerka jednego z oskarżonych skierowała bowiem obraźliwe słowa w kierunku opuszczającego salę byłego członka „Psycho Fans”.

 

– Ty gruba konfidencka ku***!

– wykrzyczała w sądzie kobieta.

 

 

Źródło: katowice.wyborcza.pl ; realnefakty.pl

Fot.: YouTube/Niebiescypl (zrzut ekranu)

 

 

 

Do bardzo groźnie wyglądającego wypadku doszło na terenie miejscowości Radlin w województwie śląskim. Na ulicy Korfantego została potrącona 15-letnia dziewczyna. Cała sytuacja wyglądała naprawdę dramatycznie, a nastolatka musiała trafić do szpitala. Jej stan lekarze określali jako ciężki, ale stabilny.

 

UWAGA! Nagranie można uznać za drastyczne, przez co może być nieodpowiednie dla dzieci i osób o słabych nerwach.

 

Do zdarzenia doszło w niedzielę 10 listopada. Policja zdecydowała się upublicznić zarejestrowany przez monitoring materiał filmowy, na którym widać przebieg potrącenia młodej kobiety. Chociaż wygląda ono naprawdę strasznie, to jednak policjanci udostępnili nagranie ku przestrodze.

 

Po obejrzeniu takiego nagrania, powinniśmy pamiętać o tym jak ważna jest czujność zarówno, gdy jesteśmy za kierownicą oraz kiedy uczestniczymy w ruchu drogowym jako piesi.

 

W dniu, kiedy doszło do podwójnego potrącenia w Radlinie panowały niekorzystne warunki atmosferyczne. Przez feralne przejście dla pieszych przejechał autobus i wtedy 15-latka weszła na „pasy”. Nie zdołała jednak przejść na drugą stronę ulicy, ponieważ po minięciu autobusu została potrącona przez opla jadącego w stronę ulicy Rybnickiej, który nie zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. Siła uderzenia była na tyle duża, że dziewczyna poleciała pod koła nadjeżdżającego z drugiej strony volkswagena, kierowanego przez 19-latka. Na nagraniu widać jak dziewczyna wstaje i stara się iść, jednak po zrobieniu kilku kroków upada na jezdnię.

 

Wyjaśnieniem okoliczności wypadku zajęła się po potrąceniu dziewczyny policja z Wodzisławia Śląskiego. Potrącona 15-latka musiała zostać pilnie przewieziona do szpitala

 

Robimy to, aby uświadomić użytkownikom dróg, jak ważne jest dokładne obserwowanie jezdni. Zarówno przez pieszych przekraczających jezdnię, jak i kierowców, szczególnie gdy zbliżają się do przejść dla pieszych – tłumaczą przedstawiciele policji.

 

Jak podają media, wszyscy uczestnicy tego dramatycznego zdarzenia w Radlinie byli trzeźwi.

 

Policja zwraca uwagę na fakt, że ubrani w ciemne ciuchy, jesteśmy widoczni dla kierowcy z odległości około 40 metrów, jeśli zapadł już zmrok. Dzięki elementom odblaskowym, kierujący pojazdem może widzieć nas nawet z odległości 150 metrów. To znacząca różnica dla naszego bezpieczeństwa.

Warto też pamiętać, że zarówno kierując pojazdem, jak i też chcąc przejść na drugą stronę ulicy, warto zawsze zachować szczególną czujność i ostrożność, kiedy zbliżamy się do przejścia dla pieszych.

 

Poniżej można obejrzeć zapis z monitoringu, na którym widać drastycznie wyglądającą sytuację na ulicy Korfantego.

 

 

 

Źródło: radio90.pl ; naszamlawa.pl ; rmf24.pl ; YouTube/Radio90

Metody odebrania sobie życia bywają na tyle drastyczne i wiążące się z dużym bólem osoby umierające, że mogą naprawdę wywoływać szok i niedowierzanie. Ukazuje to również, jak bardzo zdeterminowani muszą być niektórzy ludzie, aby zakończyć swój żywot. Podobne refleksje może wywoływać również ta sprawa.

 

Cały dramat rozegrał się w tym przypadku na terenie Krakowa, a dokładniej blisko tamtejszego Rynku Głównego, bo na krakowskich Plantach. To tam około godz. 7 rano w dniu 31 sierpnia 2018 roku znaleziono ciało mężczyzny w wieku 62 lat. Co od początku wywoływało wiele pytań, nikt w chwili śmierci tego człowieka nie słyszał niepokojących krzyków, ani nie zauważył nic szczególnego, choć jak wspomnieliśmy jest to rejon samego centrum miasta.

 

Nie żyjącym mężczyzną okazał się być Wojciech G. Na jego ciele znaleziono rany kłute w rejonie klatki piersiowej, w której pozostawał również wbity nóż. Tak makabryczne odkrycie wywołało strach wśród niejednego mieszkańca Krakowa i wzbudziło wiele podejrzeń, że na Plantach doszło do brutalnego morderstwa.

 

Teraz, rok po tamtych wstrząsających wydarzeniach, prokuratura zdecydowała się umorzyć prowadzone w tej sprawie śledztwo. Stwierdzono, że doszło w tym przypadku do samobójstwa. Po przeprowadzonych procedurach takich jak np. oględziny miejsca znalezienia ciała czy przeprowadzone przesłuchania uznano, że w tej tragicznej śmierci nie brały udziału osoby trzecie. Fakt, że Wojciech G. był w stanie odebrać sobie życie wbijając sobie samemu kilka razy nóż w okolicach serca pozostaje dla wielu bardzo szokującym i wstrząsającym tematem.

 

W ramach postępowania przygotowawczego przeprowadzono oględziny miejsca ujawnienia zwłok i sekcję zwłok pokrzywdzonego. Zabezpieczono nóż z ciała ofiary, który następnie poddano badaniom daktyloskopijnym, chemicznym oraz biologicznym. Dokonano przeszukania mieszkania pokrzywdzonego. Przesłuchano szereg świadków. Uzyskano całość dokumentacji medycznej z leczenia pokrzywdzonego – powiedział cytowany przez portal Onet.pl rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Hnatko.

 

Dramaturgii całej sprawie dodaje fakt, że 62-latek popełniając samobójstwo działał prawdopodobnie w sposób zaplanowany.

 

Analiza czynności procesowych przeprowadzonych w sprawie zgonu Wojciecha G. prowadzi do stwierdzenia, że w zdarzeniu związanym z jego śmiercią nie brały udziału osoby trzecie. Okoliczności zdarzenia wskazują, że działanie Wojciecha G. było zaplanowane i zorganizowane – przytacza słowa Janusza Hnatko portal Onet.pl.

 

 

 

Źródło: onet.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Internet obiegły zdjęcia przedstawiające efekt starć do jakich doszło w Papui-Nowej Gwinei. Starcia do jakich doszło w leżącej na górzystych terenach prowincji Hela przerodziły się w masakrę. Na opublikowanych zdjęciach widać, że zwłoki zmasakrowanych ludzi ułożono wzdłuż jednej z dróg. Ten widok dla wielu może być wstrząsający.

 

Walki w Hela toczyły się pomiędzy dwoma wrogimi plemionami. Starcia trwały kilka dni, a w ich wyniku życie straciło ponad 20 osób. Dodatkowo ciała ofiar zostały niejednokrotnie potraktowane w nieludzki sposób. Premier Papui-Nowej Gwinei James Marape wyznał, że jest to najsmutniejszy dzień w jego życiu.

 

Jak poinformowała stacja telewizyjna BBC, liczba ofiar ostatnich starć może być jeszcze większa. Wiadomo też, że wśród zamordowanych znalazły się też dwie ciężarne kobiety oraz ich nienarodzone dzieci. Zdjęcia przedstawiające do czego doprowadził antagonizm między plemiona udostępnił na portalu społecznościowym Facebook mieszkaniec tamtej prowincji. Na zdjęciach opublikowanych przez Pillsa Pimua Kolo widać ułożone przy drodze, owinięte w tkaninę ciała ofiar.

 

Niektórzy zostali pocięci na kawałki i ciężko jest rozpoznać części ich ciała – poinformował w opublikowanym poście Pills Primua Kolo.

 

Papua-Nowa Gwinea zaliczana jest przez ONZ do grupy najbiedniejszych krajów na świecie. Ocenia się, że około 40% tamtejszej ludności musi przetrwać za równowartość około 4 zł na dzień.

 

Również walki pomiędzy lokalnymi plemionami nie są czymś zupełnie nowym. Jednakże skala ostatnich, dramatycznych w skutkach starć zszokowała ten kraj, a także ludzi śledzących te wydarzenia na całym świecie.

 

 

 

 

Źródło: BBC ; o2.pl ; Twitter/@EnglishAlwaght

Fot.: Public Domain Pictures