Coraz więcej informacji pojawia się w temacie olbrzymiej tragedii, do jakiej doszło w dniu wczorajszym w Szczyrku. W wyniku eksplozji jaka miała miejsce na terenie jednej z tamtejszych posesji, zginęło ośmioro członków jednej rodziny. Spod gruzów wydobyto ciała czwórki dzieci oraz czworga dorosłych. Dziewiąta osoba zamieszkująca to miejsce była akurat poza domem, dzięki czemu przeżyła ten niewyobrażalny dramat. Dokładne przyczyny wybuchu mają zostać ustalone w ramach prowadzonego przez prokuraturę śledztwa. Ma to przynieść również odpowiedź na pytanie kto był winny tragedii w Szczyrku.

 

Rodzina, którą spotkało tak wielkie nieszczęście była dosyć dobrze znana wśród mieszkańców Szczyrku, co poniektórych przybywających w tamten rejon turystów, a także w środowisku pasjonatów jazdy na snowboardzie i nartach. Prowadzili oni bowiem stok narciarski „Kaimówka”, co było wynikiem ich narciarskich tradycji. W ramach swojego rodzinnego biznesu prowadzili również wypożyczalnię oraz serwis sprzętu narciarskiego.

 

Sport nie był jednak jedyną rzeczą, w którą angażowali się lokalnie członkowie tej rodziny. Wojciech K. był przy okazji wyborów samorządowych kandydatem z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, co wskazywać może na fakt, że rodzina ta miała sporo znajomych w okolicy, a pan Wojciech chciał angażować się w kierowanie samorządowym nadzorowaniem losów miejscowości.

 

W domu rodzinnym, który uległ katastrofie zamieszkiwać miało kilka pokoleń. Dziadkowie oraz ich dzieci i wnuki. Wewnątrz znajdować miały się narzędzia związane z biznesem narciarskim, przez co strażacy napotkali wzniecający się jeszcze podczas akcji ogień.

 

Pojawia się też wiele kontrowersji na temat przyczyn wybuchu. Ocenia się najprawdopodobniej doszło do niego w wyniku uszkodzenia instalacji gazowej. Bardzo możliwe, że przewiercona została jedna ze znajdujących się tam rur, w czasie prowadzonych nieopodal prac.

 

Jak podają media, mierniki gazu wykazywały zwiększone stężenie, przez co zaalarmowane zostało pogotowie gazowe. Niestety dotarło ono na miejsce dopiero po 20 minutach, a więc po tym jak już doszło do wybuchu.

 

Okoliczni mieszkańcy mówią o tym, że rodzina którą spotkała wczorajsza tragedia była skonfliktowana z konkurencją lub sąsiadami. Pojawiły się też pogłoski o tym, że osoby zamieszkujące dom, przy którym doszło do wybuchu otrzymywały pogróżki.

 

Warto jednak pamiętać, że jest to kolejna tego typu tragedia w naszym kraju, kiedy giną ludzie w wyniku wybuchu gazu. Przyczyny takich sytuacji bywają różne. Chociaż czasami jest to wynik działania celowego (np. poszerzone samobójstwo), to często też przyczyną są nieszczęśliwe wypadki lub awarie.

 

 

 

 

Źródło: silesia24.pl ; TVP Info ; Twitter/@Avanti_1989 ; Twitter/@modliszka30

Wyjątkowa akcja służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo naszego państwa miała dziś miejsce w województwie mazowieckim, a dokładniej na terenie Płocka. Przy okazji prowadzonych działań ewakuowano z okolicznych budynków około 160 osób. Gdyby nie sprawne działania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Centralnego Biura Śledczego Policji, mogłoby dojść do silnej eksplozji, która doprowadzić mogła do śmierci wielu osób. O sprawie poinformował portal rmf24.pl.

 

Dzisiejsza akcja miała miejsce w rejonie ulicy Kossobudzkiego. Służby podczas prowadzenia czynności ewakuowały ludzi z jednego z tamtejszych bloków, a także dzieci znajdujące się w pobliskiej szkole oraz przedszkolu.

 

W ewakuowanym bloku znajdowało się na dziesiątym piętrze mieszkanie, które miało stanowić swoistą bombę do wysadzenia całego budynku. Jak podaje portal rmf24.pl, funkcjonariusze zabezpieczyli tam 27 kilogramów trotylu, jednak nie są to wszystkie odnalezione i zabezpieczone tam materiały. Zdaniem śledczych w lokalu tym znajdowała się duża ilość ładunków wybuchowych, które znalezione zostały nawet wewnątrz lodówki. Również ściany mieszkania wyłożone były materiałami wybuchowymi.

 

Dodatkowo odnaleziono też w mieszkaniu specjalne konstrukcje przy ścianach podłączone do energii elektrycznej, które prawdopodobnie miały jeszcze bardziej wzmocnić planowaną eksplozję.

 

Zabezpieczanie oraz wynoszenie niebezpiecznych materiałów z bloku przy ul. Kossobudzkiego trwało kilka godzin. Niektóre z ewakuowanych osób przebywały w tym czasie u rodziny lub znajomych. Dodatkowo miasto zapewniło autokary, w których ludzie mogli poczekać na możliwość powrotu do swoich mieszkań.

 

Przed przystąpieniem do zabezpieczania materiałów wybuchowych, funkcjonariusze zatrzymali w okolicy bloku mężczyznę, który miał być odpowiedzialny za przygotowanie mieszkania w taki właśnie sposób, by stanowiło ono dużą bombę i planował doprowadzenie do detonacji całego budynku. Według nieoficjalnych informacji podanych przez rmf24.pl, podejrzany to 47-letni mieszkaniec Płocka.

 

Zdaniem przedstawicieli służb odpowiedzialnych za skuteczne przeprowadzenie dzisiejszej akcji, mężczyzna zbierający materiały wybuchowe miał mieć dodatkowo specjalistyczne wykształcenie, dzięki któremu mógł łatwiej skonstruować urządzenia służące do detonacji. Kiedy pozyskano wiarygodne informacje o tym, że mężczyzna chce doprowadzić od eksplozji podjęto natychmiastową decyzję o przystąpieniu do działań mających uniemożliwić mu spowodowanie tak dużej tragedii.

 

Mężczyzna już usłyszał zarzuty związane z nielegalnym gromadzeniem materiałów wybuchowych oraz sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia, które zagraża życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach – przekazał rzecznik Komendy Głównej Policji.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl

Niepokojące doniesienia dotarły do mediów dziś rano. Na południu Polski doszło do wybuchu w miejscu, w którym często przebywa sporo turystów. Niestety nie niektóre osoby poważnie ucierpiały w tym zdarzeniu.

 

Niebezpieczne sceny rozegrały się na Podhalu, a konkretniej w Białce Tatrzańskiej. Wybuch nastąpił na terenie jednego z tamtejszych hoteli. Na miejsce skierowano służby ratunkowe.

 

Niestety co najmniej sześć osób zostało rannych w wyniku wybuchów. Jak podaje portal rmf24.pl, zdaniem strażaków obrażenia dwóch poszkodowanych są niestety poważne, a jedna z tych osób musiała zostać zabrana przez śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Na miejscu pracuje też dziesięć zastępów straży pożarnej.

 

Z hotelu ewakuowanych zostało 24 ludzi. Wśród nich są właściciele, a także ludzie wynajmujący tam pokoje.

 

Nie są znane szczegółowe okoliczności i informacje na temat tego jak doszło do wybuchu. Prawdopodobnie mieliśmy w tym przypadku do czynienia z wybuchem gazu. W budynku tym zainstalowana ma być wewnętrzna instalacja gazowa, która połączona jest z zewnętrznym zbiornikiem.

 

[AKTUALIZACJA]: Niestety nie dwie, a trzy osoby doznały poważnych obrażeń przy okazji opisanego zdarzenia.

 

Aktualizacja: na miejscu wylądował śmigłowiec LPR Ratownik 6UWAGA!Wybuch gazu w hotelu w Białce Tatrzańskiej. Według…

Gepostet von 112malopolska.pl am Mittwoch, 6. November 2019

 

 

 

Źródło: Facebook/@112malopolska ; rmf24.pl

 

Do dramatycznych wydarzeń doszło na terenie prowincji Alessandria leżącej w północnej części kraju, a dokładniej na terenie niewielkiej miejscowości Quargnento. Niestety wszystko wskazuje na to, że do wybuchów doszło w wyniku celowego działania. Sprawcy mogli jednak nie brać pod uwagę, że skutki detonacji będą aż tak tragiczne.

 

W wyniku eksplozji do jakich doszło w dniu wczorajszym w Quargnento życie stracili 46-letni Matteo Gastaldo, 38-letni Marco Triches oraz 32-letni Antonio Candido. Byli to trzej strażacy biorący udział w akcji po otrzymaniu informacji o pierwszym wybuchu w tamtym rejonie. Spod gruzów, zniszczonego w wyniku wybuchów budynku, wydobyto jeszcze dwóch innych rannych strażaków oraz również poszkodowanego podczas akcji policjanta.

 

 

Cała tragedia rozegrała się na jednej ze znajdujących się w Quargnento farm. Służby przybyły na miejsce, gdy doszło tam do wybuchu, okazało się jednak, że niestety nie był to koniec eksplozji.

 

Niedługo po tragedii, śledczy szybko skierowali śledztwo na podejrzenie, iż do wybuchów mogło nie dojść w przypadkowych okolicznościach. Na terenie farmy, na której doszło do zdarzenia, znaleziono bowiem butle wypełnione gazem oraz zapalniki czasowe.

 

Analizujemy znalezione w domu przedmioty, podczas przeszukiwania w gruzach znaleźliśmy zatrzymany zegar i butlę z gazem. Eksplozja mogła być zaplanowana – powiedział po tragicznych wydarzeniach prokurator Enrico Cieri w rozmowie z dziennikarzami.

 

Jak się okazuje, doprowadzenie do wybuchu mogło być zamiarem dokonania swoistej zemsty lub rozliczenia w ramach porachunków biznesowych albo nawet osobistych czy rodzinnych. Właścicielem zniszczonej farmy jest bowiem 55-letni Giovanni Vincenti, biznesmen w branży turystycznej. Wyremontował on tę wykupioną 23 lata temu farmę, jednakże od długiego czasu toczył spory z innymi przedsiębiorcami, a także skonfliktował się z rodziną. Jego syn miał nawet w 2016 roku zabrać z farmy swego czasu konie i wyjechać wraz żoną do Turynu, co było skutkiem kłótni z 55-latkiem.

 

Co ciekawe Giovanni Vincenti miał już wcześnie paść ofiarą ataków na jego osobę. W 2003 roku doszło do innego pożaru w wyniku podpalenia na terenie posiadanej przez niego stodoły. Vincenti trafił też swego czasu do szpitala z obrażeniami, które odnieść miał w wyniku pobicia.

 

Dokładne okoliczności wybuchów, w wyniku których życie straciło kilku strażaków, wyjaśnić mają prowadzone przez śledczych dalsze działania.

 

 

 

 

Źródło: nextquoridiano.it ; osp.pl ; repubblica.it ; YouTube/Il Sole 24 ORE ; YouTube/TG2000

Fot.: Vigili del Fuoco ; Pxhere.com

Zdarza się, że do tragedii dochodzi na imprezie masowej, gdy wówczas śmierć ma miejsce na oczach wielu zgromadzonych w danym miejscu osób. Niestety tak też stało się w tym przypadku. Podczas festiwalu w tragicznych okolicznościach życie straciła występująca na scenie 30-latka.

 

Zdarzenie miało miejsce w miejscowości Las Berlanas, jest to miasteczko znajdujące się na zachód od stolicy Hiszpanii Madrytu. Odbywał się tam festiwal muzycznym, którego finał okazał się być wyjątkowo smutny. Podczas trwającego na scenie występu doszło do wybuchu, w wyniku którego zginęła jedna z gwiazd imprezy.

 

W feralnym momencie, na scenie swój występ miało jak podaje portal o2.pl 16 członków grupy Super Hollywood Orchestra. Około godz. 2 w nocy nastąpiła eksplozja, w wyniku której zbyt poważne obrażenia odniosła 30-letnia tancerka i wokalistka Joana Sainz. Niestety nie udało się uratować jej życia.

 

Według wstępnych ustaleń, bardzo możliwe iż przyczyną tragicznego w skutkach wybuchu było źle przygotowanie wyrzutni tzw. zimnych ogni. Eksplozja tego właśnie urządzenia spowodowała iż metalowe elementy jego obudowy poważnie raniły w brzuch Joanę Sainz.

 

Według jednej z hipotez, w wyrzutni znajdować mogły się materiały wybuchowe. Moment tragicznego wybuchu zarejestrowali na nagraniu zgromadzeni pod sceną uczestnicy festiwalu.

 

 

 

 

Źródło: o2.pl ; YouTube/Vaya Noticias

W ostatnim czasie niejednokrotnie pisaliśmy o incydentach oraz działaniach policji związanych z przestępczością, w którą zamieszani są pseudokibice. Spora część tych spraw wiąże się ze zdarzeniami jakie mają miejsce na południu naszego kraju.

 

Przez ostatnie kilka lat, Centralne Biuro Śledcze Policji przeprowadziło liczne działania, które zaowocowały wyjątkowo skutecznym rozbiciem przestępczych struktur tworzonych przez ludzi wywodzących się ze środowiska bojówkarzy utożsamiających się z polskimi klubami sportowymi.

 

Przy zaangażowaniu antyterrorystów, sporą ilość pseudokibiców zajmujących się działalnością przestępczą trafiło za kratki w województwie małopolskim, a także śląskim. Nie wyeliminowało to jednak całkowicie niebezpiecznych incydentów, które mogą budzić niepokój mieszkańców południa Polski.

 

Dowodem na to jest fakt, że przykładowo w Krakowie policja nadal ma co robić. Jak informowaliśmy na łamach naszego portalu, pod koniec lipca spłonęły tam samochody należące do osób znanych w środowisku pseudokibiców Wisły Kraków.

 

W przypadku spalonego BMW na terenie osiedla Kurdwanów, pożar został wywołany przez eksplozję, która najprawdopodobniej została spowodowana użyciem granatu przez sprawców zajścia. Jednej z lipcowych nocy eksplozja zatrzęsła szybami okien w okolicznych blokach, a ogień trawiący luksusowe auto wznosił się nawet na wysokość 4-piętrowego bloku.

 

Zdaniem niektórych z mieszkających tam osób, chwilę przed wybuchem słyszeli oni kilka wystrzałów jakby ktoś posługiwał się pistoletem. Niektórzy twierdzą również, że widzieli mężczyzn, którzy jednym lub dwoma samochodami uciekli ulicą Wysłouchów po uprzednim rzuceniem granatu. Kiedy BMW eksplodowało, ludzie wybiegali z klatek w celu ratowania swoich pojazdów.

 

Choć jak pisaliśmy w jednym z artyułów, podejrzenia w tej sprawie szybko padły na bojówkarzy sympatyzujących z Cracovią, to jednak nie jest to jedyna wersja dotycząca tego kim byli sprawcy wybuchu, którzy posunęli się do użycia w środku krakowskiego osiedla granatu.

 

Okazuje się bowiem, że właściciel zniszczonego samochodu chociaż przed laty związany był ze środowiskiem pseudokibiców Wisły Kraków, to jednak nie jest on obecnie członkiem chuligańskiej bojówki i nie z tą społecznością wiązała się w ostatnim czasie jego działalność.

 

Możliwe jest natomiast, że wdał się on w porachunki z gangsterami pochodzącymi z Ukrainy. Prawdopodobne jest więc też, że to pochodzący stamtąd przestępcy zdecydowali się zastraszyć go wysadzając w powietrze jego drogie auto, a porachunki dotyczące sympatii kibicowskich nie odgrywały tu znaczącej, a nawet żadnej roli. Na oficjalne ustalenia trzeba jednak zapewne poczekać.

 

Policja po wybuchu nie zdecydowała się obszernie informować o tym co wiadomo o okolicznościach tego zajścia, oraz jakie dokładnie działania prowadzone są w tej sprawie.

 

Podpalony samochód

Na Kurdwanowie dresiarze podpalili w nocy samochód na środku osiedla, wokół kilkudziesięciu innych zaparkowanych. Ludzie wybiegali przestawić swoje auta. Została wezwana Straż Pożarna oraz Policja.

Gepostet von Platforma Komunikacyjna Krakowa – PKK am Dienstag, 23. Juli 2019

 

 

 

Źródło: Facebook/Platforma Komunikacyjna Krakowa – PKK

Fot.: Wikimedia Commons

 

Do eksplozji doszło na warszawskim Bemowie. Dwie osoby nie żyją. 

Około 10:20 przy ulicy Blatona eksplodował samochód dostawczy, który przewoził butle z gazem.

 

Jak informuje Komenda Państwowej Straży Pożarnej siła eksplozji była na tyle ogromna, że fragmenty rozerwanego pojazdu znajdowane są nawet 75 metrów od miejsca zdarzenia.

Źródło: nczas.com

 

Przy okazji eksplozji, która miała miejsce na terenie kamienicy znajdującej się na poznańskim Dębcu, życie straciło pięć osób, a ponad 20 zostało rannych. Początkowo podejrzewano, że do zdarzenia doszło w wyniku wadliwego działania instalacji gazowej, jednak jak się później okazało, do wybuchu doszło w wyniku celowego działania. Teraz w tej sprawie pojawiają się nowe wstrząsające informacje.

 

Jeden z dziennikarzy „Gazety Wyborczej” ujawnił też makabryczne szczegóły dotyczące zbrodni jakiej dopuścił się prawie pół roku temu Tomasz J.

 

Uwaga! Opis dokonanej zbrodni jest makabryczny i nieodpowiedni dla ludzi poniżej 18. roku życia i osób wrażliwych.

 

Wybuch miał miejsce w godzinach porannych w niedzielę 4 marca. Tomasz J. miał najpierw zamordować swoją żonę Beatę J., a następnie doprowadzić do eksplozji w kamienicy. Jak przekazał portal epoznan.pl, odpowiadał będzie on za zabójstwo pięciu ludzi, a także usiłowanie zabójstwa 34 innych osób. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu we wtorek.

 

Sprawca, który po dokonaniu morderstwa doprowadził do wybuchu w budynku, aby zatrzeć ślady swojej zbrodni, motywowany był zazdrością o swoją małżonkę. Jak donoszą media, mężczyzna po odebraniu życia kobiecie, postanowił jeszcze okaleczyć jej ciało.

 

Tomasz J. oskalpował jej głowę, a na czole przy użyciu noża wyciął kształt liter Z, K i A. Bardzo możliwe, że w zamyśle, zabójca chciał utworzyć na ciele żony napis „ZA KARĘ”.

 

Na tym jednak się nie skończyło. Sprawca makabrycznej zbrodni wyciął też implanty piersi z ciała Beaty J., rozciął jej narządy rodne, a także dokonał dekapitacji. Znalezione później zwłoki bez głowy przyczyniły się do odkrycia prawdziwych przyczyn wybuchu, w wyniku którego życie straciło kilka osób.

 

Tomasz J. miał rok przed dokonaniem tego okrutnego czynu wyjechać do Anglii w celach zarobkowych. Wrócił później na niedługo przed Świętami Bożego Narodzenia, a w Nowy Rok miał doprowadzić do groźnego wypadku, w którym jego 12-letni syn otarł się o śmierć. Po tym zdarzeniu, żona kazała Tomaszowi J. wyprowadzić się, a następnie zmieniła zamki w drzwiach.

 

Beata J. zaczęła po tym wszystkim spotykać się z innym mężczyzna, do którego miała lecieć do Anglii. Wylot zaplanowany miała na dzień, kiedy doszło do makabrycznej zbrodni w Poznaniu. Tomasz J. przyjechał do kobiety dzień wcześniej i kolejny raz miała wywiązać się pomiędzy nimi kłótnia, która tym razem zakończyła się dramatem, którego tragiczne skutki dotknęły również innych mieszkańców kamienicy.

 

Do eksplozji doszło w momencie, gdy do mieszkania Beaty J. weszli jej znajomi w celu zaopiekowania się psami. Tamtym zdarzeniem i akcją ratowniczą żyła cała Polska, zanim jeszcze wyszło na jaw, że wina nie leży tu po stronie technicznej awarii, a zbrodni dopuścił się Tomasz J.

 

 

 

Źródło: „Gazeta Wyborcza” ; epoznan.pl ; o2.pl

Fot.: Twitter/@gl_wielkopolski ; needpix.com

Wczoraj wieczorem w Kopenhadze doszło silnej eksplozji. Atak terrorystyczny?

Jak informuje Reuters we wtorek wieczorem na stacji kolejowej w Nordhavn w dzielnicy Østerbro w Kopenhadze doszło do „ogromnej eksplozji”. Zniszczyła ona znajdującą się nieopodal siedzibę duńskiego urzędu skarbowego.

Do eksplozji doszło po godzinie 22. Policja przekazała, że był to atak.

Jak donosi Agencja Associated Press jedna osoba została ranna. Na razie nie znamy szczegółowych informacji.

Źródło: TVN24

Foto: Pixabay.com