Do niepokojącego zdarzenia doszło w piątek. Choć ze względu na trwającą pandemię, wiele osób izoluje się pozostając w domu, to jednak bywają też sytuacje, które w efekcie dodatkowo zmuszają ludzi do tego, aby nie opuszczać miejsca zamieszkania. Tak też było w tym przypadku.

 

Do wydarzenia, które mogło wielu przerazić doszło w utrudzonych już w sposób szczególny epidemią Włoszech. Chwile grozy przeżyli mieszkańcy Wenecji oraz okolic tego słynnego włoskiego miasta.

 

W odległości kilku kilometrów od centrum tej popularnej miejscowości doszło do potężnej eksplozji, która spowodowała sytuację alarmową w Wenecji.

 

Wybuch nastąpił na terenie fabryki 3V Sigma w ostatni piątek. Została ona umiejscowiona w Porto Marghera, na dawnym przemyśle petrochemicznym. Spore obawy wywołuje fakt, że jest to fabryka chemikaliów, a więc eksplozja i roznoszące się po niej kłęby dymu skutkować mogą skażeniem powietrza.  W 3V Sigma produkowane były farby, rozpuszczalniki oraz rozjaśniacze.

 

W okolicach tejże fabryki widziane były po wybuchu wozy straży pożarnej, a także karetki pogotowia. Nad Wenecją unosić zaczęły się ogromne kłęby czarnego dymu. Jak podała gazeta „Corriere del Veneto”, w wyniku zaistniałej sytuacji ranny miał zostać jeden z pracowników fabryki 3V Sigma.

 

W Wenecji ogłoszono czerwony kod alarmowy. W celu uniknięcia wnikania toksycznego dymu do domostw, nakazano ludziom zamknąć okna i drzwi. Poinformował o tym również burmistrz miasta Luigi Brugnaro za pośrednictwem Twittera.

 

Strażacy mieli zdołać ugasić pożar około godz. 13 w piątek. Jak przekazała regionalna agencja Arpav, przystąpiono następnie do zmagań podejmowanych w celu zniwelowania wycieku zanieczyszczeń.

 

 

Źródło: Corriere del Veneto ; o2.pl ; Twitter/@EuropeanUnionC

Ten rok w niektórych częściach globu zaczął się bardzo niespokojnie. Pomijając całe geopolityczne zawirowania i napięcia międzynarodowe, którymi w ostatnich tygodniach żył niemal cały świat, warto też spojrzeć na miejsca, gdzie lokalnie ludzie masowo wyrażają swój sprzeciw wobec panującej atmosfery i wydarzeń rodzących obawy o bezpieczeństwo. Tak też jest w regionie Apulia na terenie południowo-wschodniej części Włoch. W związku ze zdarzeniami, do których doszło tam na początku 2020 roku, tysiące osób wyszło na ulice, aby wspólnie zamanifestować swoje zdanie.

 

Już 2 stycznia, na terenie włoskiej Foggi doszło do brutalnego zabójstwa. Sprawca odebrał życie na jednej z alei dilerowi samochodowemu. Zdaniem dziennika „La Repubblica” była to pierwsza mafijna egzekucja w nowym roku. Nie była to jednak jedyna sytuacja, która wzbudziła strach wśród mieszkańców tej części Włoch.

 

Już w czasie nocy sylwestrowej doszło na terenie Apulii do eksplozji ładunków wybuchowych. Jeden z tych ataków został przeprowadzony obok pewnego baru w popularnej gminie San Giovanni Rotondo znajdującej się w prowincji Foggia. Wysadzono wtedy też bankomat w miejscowości Cerignola. Wydarzenia z Sylwestra nie okazały się być jednak końcem zaplanowanych detonacji.

 

Zaledwie dwa dni później miała miejsce eksplozja w samej Foggi, przy okazji której o dużym szczęściu może mówić pewna rodzina. Ojciec zrezygnował wówczas bowiem z wyjścia na zewnątrz ze swoją 7-miesięczną córką, gdy ta nagle zachorowała. Jak opowiedział lokalnym mediom, jeśli opuścili by wtedy miejsce zamieszkania, mogliby zginąć przy okazji wybuchu.

 

Bomba została wówczas podłożona pod stojącym obok jednego z cmentarzy samochodu Discovery Range Rover. Eksplozja spowodowała takie szkody jak m.in. roztrzaskanie szyb w okolicznych sklepach i mieszkaniach, uszkodzenia zaparkowanych obok aut czy wyrwanie żelaznej kraty w stojącym niedaleko budynku.

 

Po zabójstwie dilera i innych niepokojących zdarzeniach, ulicami Foggi przeszła manifestacja, w ramach której tysiące ludzi postanowiło wyrazić swój sprzeciw wobec działań mafii. W przemarszu udział wzięli przedstawiciele około trzystu stowarzyszeń oraz związków zawodowych, samorządowcy z różnych części Apulii, jak również krewni ofiar, którzy stracili życie przy okazji przestępstw.

 

A Foggia alla manifestazione organizzata lungo le strade della città per dire 'No' alla criminalità dopo l'escalation…

Gepostet von Teresa Bellanova am Freitag, 10. Januar 2020

 

Start całego wydarzenia rozpoczął się w miejscu, gdzie 2 stycznia zastrzelono dilera samochodowego. To z tamtej alei tysiące ludzi wyruszyły we wspólnym marszu. Za organizację tego przedsięwzięcia odpowiada stowarzyszenie „Libera”, co znaczy „Wolna”. Jej przewodniczącym jest znany ksiądz Luigi Ciotti.

 

– Jesteśmy tutaj, aby odłączyć zapalnik strachu i rezygnacji, nie możemy zostawić odpowiedzialności jedynie na barkach magistratury i policji

– wyjaśniał duchowny w rozmowie z dziennikarzami.

 

Wydarzenie odbiło się dużym echem we włoskich, a także zagranicznych mediach. List w tej sprawie skierował do ludzi poprzez gazetę „Corriere del Mezzogiorno” Giuseppe Conte, urzędujący premier Włoch. Wyraził on w nim solidarność z uczestnikami manifestacji, gdyż jak stwierdził: „Żeby pokonać mafie, wyraźna i jasna odpowiedź musi pochodzić również ze strony mieszkańców, którzy muszą tworzyć wspólnotę, ponieważ tylko razem można pokonać nieuczciwość„.

 

Premier Conte napisał też, że rząd poświęca sporo miejsca kwestii walki z przestępczością zorganizowaną i planują powziąć kolejne działania w ramach przeciwstawienia się działalności mafii.

 

– Do punktów programowych rządu włączyliśmy wzmocnienie walki przeciwko organizacjom mafijnym i każdego dnia pracujemy, aby skonkretyzować ten cel

– zapewnił w swym liście Giuseppe Conte.

 

Polityk pisał też o trosce w temacie ludzi młodych, którzy nie chcą opuszczać terenu południa Włoch.

 

– Musimy użyźnić teren dla marzeń i ambicji młodych, którzy chcą pozostać na Południu i we Włoszech

– stwierdził urzędujący od czerwca 2018 roku premier.

 

 

 

 

Źródło: tvp.info ; La Repubblica ; Corriere del Mezzogiorno ; Facebook/@teresabellanovaufficiale ; YouTube/Local Team

Fot.: Pxhere.com

 

W dniu dzisiejszym media na świecie obiegły bardzo niepokojące informacje. Doszło niestety do kolejnego krwawego zamachu przeprowadzonego przez terrorystów w sposób wyjątkowo bezwzględny, gdyż atak pochłonął życie wielu ofiar. Sporą część zabitych osób stanowić mają ludzie stosunkowo młodzi.

 

Tym razem zamach terrorystyczny miał miejsce na terenach, w których do tego typu krwawych ataków lub przeprowadzenia ich prób dochodzi dosyć często. Tym razem sprawcy ataku byli na tyle skuteczni w swoim zbrodniczym działaniu, że doprowadzili do tragicznej śmierci co najmniej 90 ludzi. Jest to jeden z najtragiczniejszych zamachów w tym kraju na przestrzeni ostatnich kilku lat.

 

Zamachowcy zaatakowali w stolicy Somalii- Mogadiszu.W sobotni poranek nastąpił tam silny wybuch samochodu-pułapki. Okrucieństwa temu atakowi dodaje fakt, że doszło do niego w zatłoczonym miejscu, gdzie znajdowało się w pobliżu dużo młodych osób. Jak przekazał Mohamed Hussein z policji w Mogadiszu, celem terrorystów stał się w tym przypadku rejon punktu poboru opłat podatkowych. Burmistrz stolicy Somalii Omar Muhamud poinformował, że dodatkowo rannych zostało w wyniku ataku około kolejnych 90 cywilów. Ucierpieć mieli m.in. przejeżdżający tam autobusem studenci. W ogólnym rozrachunku, osoby uczące się w szkołach wyższych mają stanowić większość ofiar.

 

Dziesiątki ofiar, które ucierpiały w dzisiejszym zamachu trafiły do szpitala. Wśród nich, według podawanych przez media informacji, znalazły się również dzieci.

 

Chociaż żadna organizacja według wstępnych doniesień nie przyznała się do porannego zamachu, to jednak główne podejrzenia padają na organizację znaną jako Al-Shabab, będącą somalijską filią Al-Kaidy.

 

Na Twitterze oraz w mediach pojawiają się zdjęcia, a także nagrania z miejsca tragedii. Są też takie, na których zauważyć można działania ratowników w tamtym rejonie.

 

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; Twitter

Fot.: Pxhere.com

 

Coraz więcej informacji pojawia się w temacie olbrzymiej tragedii, do jakiej doszło w dniu wczorajszym w Szczyrku. W wyniku eksplozji jaka miała miejsce na terenie jednej z tamtejszych posesji, zginęło ośmioro członków jednej rodziny. Spod gruzów wydobyto ciała czwórki dzieci oraz czworga dorosłych. Dziewiąta osoba zamieszkująca to miejsce była akurat poza domem, dzięki czemu przeżyła ten niewyobrażalny dramat. Dokładne przyczyny wybuchu mają zostać ustalone w ramach prowadzonego przez prokuraturę śledztwa. Ma to przynieść również odpowiedź na pytanie kto był winny tragedii w Szczyrku.

 

Rodzina, którą spotkało tak wielkie nieszczęście była dosyć dobrze znana wśród mieszkańców Szczyrku, co poniektórych przybywających w tamten rejon turystów, a także w środowisku pasjonatów jazdy na snowboardzie i nartach. Prowadzili oni bowiem stok narciarski „Kaimówka”, co było wynikiem ich narciarskich tradycji. W ramach swojego rodzinnego biznesu prowadzili również wypożyczalnię oraz serwis sprzętu narciarskiego.

 

Sport nie był jednak jedyną rzeczą, w którą angażowali się lokalnie członkowie tej rodziny. Wojciech K. był przy okazji wyborów samorządowych kandydatem z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, co wskazywać może na fakt, że rodzina ta miała sporo znajomych w okolicy, a pan Wojciech chciał angażować się w kierowanie samorządowym nadzorowaniem losów miejscowości.

 

W domu rodzinnym, który uległ katastrofie zamieszkiwać miało kilka pokoleń. Dziadkowie oraz ich dzieci i wnuki. Wewnątrz znajdować miały się narzędzia związane z biznesem narciarskim, przez co strażacy napotkali wzniecający się jeszcze podczas akcji ogień.

 

Pojawia się też wiele kontrowersji na temat przyczyn wybuchu. Ocenia się najprawdopodobniej doszło do niego w wyniku uszkodzenia instalacji gazowej. Bardzo możliwe, że przewiercona została jedna ze znajdujących się tam rur, w czasie prowadzonych nieopodal prac.

 

Jak podają media, mierniki gazu wykazywały zwiększone stężenie, przez co zaalarmowane zostało pogotowie gazowe. Niestety dotarło ono na miejsce dopiero po 20 minutach, a więc po tym jak już doszło do wybuchu.

 

Okoliczni mieszkańcy mówią o tym, że rodzina którą spotkała wczorajsza tragedia była skonfliktowana z konkurencją lub sąsiadami. Pojawiły się też pogłoski o tym, że osoby zamieszkujące dom, przy którym doszło do wybuchu otrzymywały pogróżki.

 

Warto jednak pamiętać, że jest to kolejna tego typu tragedia w naszym kraju, kiedy giną ludzie w wyniku wybuchu gazu. Przyczyny takich sytuacji bywają różne. Chociaż czasami jest to wynik działania celowego (np. poszerzone samobójstwo), to często też przyczyną są nieszczęśliwe wypadki lub awarie.

 

 

 

 

Źródło: silesia24.pl ; TVP Info ; Twitter/@Avanti_1989 ; Twitter/@modliszka30

Wyjątkowa akcja służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo naszego państwa miała dziś miejsce w województwie mazowieckim, a dokładniej na terenie Płocka. Przy okazji prowadzonych działań ewakuowano z okolicznych budynków około 160 osób. Gdyby nie sprawne działania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Centralnego Biura Śledczego Policji, mogłoby dojść do silnej eksplozji, która doprowadzić mogła do śmierci wielu osób. O sprawie poinformował portal rmf24.pl.

 

Dzisiejsza akcja miała miejsce w rejonie ulicy Kossobudzkiego. Służby podczas prowadzenia czynności ewakuowały ludzi z jednego z tamtejszych bloków, a także dzieci znajdujące się w pobliskiej szkole oraz przedszkolu.

 

W ewakuowanym bloku znajdowało się na dziesiątym piętrze mieszkanie, które miało stanowić swoistą bombę do wysadzenia całego budynku. Jak podaje portal rmf24.pl, funkcjonariusze zabezpieczyli tam 27 kilogramów trotylu, jednak nie są to wszystkie odnalezione i zabezpieczone tam materiały. Zdaniem śledczych w lokalu tym znajdowała się duża ilość ładunków wybuchowych, które znalezione zostały nawet wewnątrz lodówki. Również ściany mieszkania wyłożone były materiałami wybuchowymi.

 

Dodatkowo odnaleziono też w mieszkaniu specjalne konstrukcje przy ścianach podłączone do energii elektrycznej, które prawdopodobnie miały jeszcze bardziej wzmocnić planowaną eksplozję.

 

Zabezpieczanie oraz wynoszenie niebezpiecznych materiałów z bloku przy ul. Kossobudzkiego trwało kilka godzin. Niektóre z ewakuowanych osób przebywały w tym czasie u rodziny lub znajomych. Dodatkowo miasto zapewniło autokary, w których ludzie mogli poczekać na możliwość powrotu do swoich mieszkań.

 

Przed przystąpieniem do zabezpieczania materiałów wybuchowych, funkcjonariusze zatrzymali w okolicy bloku mężczyznę, który miał być odpowiedzialny za przygotowanie mieszkania w taki właśnie sposób, by stanowiło ono dużą bombę i planował doprowadzenie do detonacji całego budynku. Według nieoficjalnych informacji podanych przez rmf24.pl, podejrzany to 47-letni mieszkaniec Płocka.

 

Zdaniem przedstawicieli służb odpowiedzialnych za skuteczne przeprowadzenie dzisiejszej akcji, mężczyzna zbierający materiały wybuchowe miał mieć dodatkowo specjalistyczne wykształcenie, dzięki któremu mógł łatwiej skonstruować urządzenia służące do detonacji. Kiedy pozyskano wiarygodne informacje o tym, że mężczyzna chce doprowadzić od eksplozji podjęto natychmiastową decyzję o przystąpieniu do działań mających uniemożliwić mu spowodowanie tak dużej tragedii.

 

Mężczyzna już usłyszał zarzuty związane z nielegalnym gromadzeniem materiałów wybuchowych oraz sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia, które zagraża życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach – przekazał rzecznik Komendy Głównej Policji.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl

Niepokojące doniesienia dotarły do mediów dziś rano. Na południu Polski doszło do wybuchu w miejscu, w którym często przebywa sporo turystów. Niestety nie niektóre osoby poważnie ucierpiały w tym zdarzeniu.

 

Niebezpieczne sceny rozegrały się na Podhalu, a konkretniej w Białce Tatrzańskiej. Wybuch nastąpił na terenie jednego z tamtejszych hoteli. Na miejsce skierowano służby ratunkowe.

 

Niestety co najmniej sześć osób zostało rannych w wyniku wybuchów. Jak podaje portal rmf24.pl, zdaniem strażaków obrażenia dwóch poszkodowanych są niestety poważne, a jedna z tych osób musiała zostać zabrana przez śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Na miejscu pracuje też dziesięć zastępów straży pożarnej.

 

Z hotelu ewakuowanych zostało 24 ludzi. Wśród nich są właściciele, a także ludzie wynajmujący tam pokoje.

 

Nie są znane szczegółowe okoliczności i informacje na temat tego jak doszło do wybuchu. Prawdopodobnie mieliśmy w tym przypadku do czynienia z wybuchem gazu. W budynku tym zainstalowana ma być wewnętrzna instalacja gazowa, która połączona jest z zewnętrznym zbiornikiem.

 

[AKTUALIZACJA]: Niestety nie dwie, a trzy osoby doznały poważnych obrażeń przy okazji opisanego zdarzenia.

 

Aktualizacja: na miejscu wylądował śmigłowiec LPR Ratownik 6UWAGA!Wybuch gazu w hotelu w Białce Tatrzańskiej. Według…

Gepostet von 112malopolska.pl am Mittwoch, 6. November 2019

 

 

 

Źródło: Facebook/@112malopolska ; rmf24.pl

 

Do dramatycznych wydarzeń doszło na terenie prowincji Alessandria leżącej w północnej części kraju, a dokładniej na terenie niewielkiej miejscowości Quargnento. Niestety wszystko wskazuje na to, że do wybuchów doszło w wyniku celowego działania. Sprawcy mogli jednak nie brać pod uwagę, że skutki detonacji będą aż tak tragiczne.

 

W wyniku eksplozji do jakich doszło w dniu wczorajszym w Quargnento życie stracili 46-letni Matteo Gastaldo, 38-letni Marco Triches oraz 32-letni Antonio Candido. Byli to trzej strażacy biorący udział w akcji po otrzymaniu informacji o pierwszym wybuchu w tamtym rejonie. Spod gruzów, zniszczonego w wyniku wybuchów budynku, wydobyto jeszcze dwóch innych rannych strażaków oraz również poszkodowanego podczas akcji policjanta.

 

 

Cała tragedia rozegrała się na jednej ze znajdujących się w Quargnento farm. Służby przybyły na miejsce, gdy doszło tam do wybuchu, okazało się jednak, że niestety nie był to koniec eksplozji.

 

Niedługo po tragedii, śledczy szybko skierowali śledztwo na podejrzenie, iż do wybuchów mogło nie dojść w przypadkowych okolicznościach. Na terenie farmy, na której doszło do zdarzenia, znaleziono bowiem butle wypełnione gazem oraz zapalniki czasowe.

 

Analizujemy znalezione w domu przedmioty, podczas przeszukiwania w gruzach znaleźliśmy zatrzymany zegar i butlę z gazem. Eksplozja mogła być zaplanowana – powiedział po tragicznych wydarzeniach prokurator Enrico Cieri w rozmowie z dziennikarzami.

 

Jak się okazuje, doprowadzenie do wybuchu mogło być zamiarem dokonania swoistej zemsty lub rozliczenia w ramach porachunków biznesowych albo nawet osobistych czy rodzinnych. Właścicielem zniszczonej farmy jest bowiem 55-letni Giovanni Vincenti, biznesmen w branży turystycznej. Wyremontował on tę wykupioną 23 lata temu farmę, jednakże od długiego czasu toczył spory z innymi przedsiębiorcami, a także skonfliktował się z rodziną. Jego syn miał nawet w 2016 roku zabrać z farmy swego czasu konie i wyjechać wraz żoną do Turynu, co było skutkiem kłótni z 55-latkiem.

 

Co ciekawe Giovanni Vincenti miał już wcześnie paść ofiarą ataków na jego osobę. W 2003 roku doszło do innego pożaru w wyniku podpalenia na terenie posiadanej przez niego stodoły. Vincenti trafił też swego czasu do szpitala z obrażeniami, które odnieść miał w wyniku pobicia.

 

Dokładne okoliczności wybuchów, w wyniku których życie straciło kilku strażaków, wyjaśnić mają prowadzone przez śledczych dalsze działania.

 

 

 

 

Źródło: nextquoridiano.it ; osp.pl ; repubblica.it ; YouTube/Il Sole 24 ORE ; YouTube/TG2000

Fot.: Vigili del Fuoco ; Pxhere.com

Zdarza się, że do tragedii dochodzi na imprezie masowej, gdy wówczas śmierć ma miejsce na oczach wielu zgromadzonych w danym miejscu osób. Niestety tak też stało się w tym przypadku. Podczas festiwalu w tragicznych okolicznościach życie straciła występująca na scenie 30-latka.

 

Zdarzenie miało miejsce w miejscowości Las Berlanas, jest to miasteczko znajdujące się na zachód od stolicy Hiszpanii Madrytu. Odbywał się tam festiwal muzycznym, którego finał okazał się być wyjątkowo smutny. Podczas trwającego na scenie występu doszło do wybuchu, w wyniku którego zginęła jedna z gwiazd imprezy.

 

W feralnym momencie, na scenie swój występ miało jak podaje portal o2.pl 16 członków grupy Super Hollywood Orchestra. Około godz. 2 w nocy nastąpiła eksplozja, w wyniku której zbyt poważne obrażenia odniosła 30-letnia tancerka i wokalistka Joana Sainz. Niestety nie udało się uratować jej życia.

 

Według wstępnych ustaleń, bardzo możliwe iż przyczyną tragicznego w skutkach wybuchu było źle przygotowanie wyrzutni tzw. zimnych ogni. Eksplozja tego właśnie urządzenia spowodowała iż metalowe elementy jego obudowy poważnie raniły w brzuch Joanę Sainz.

 

Według jednej z hipotez, w wyrzutni znajdować mogły się materiały wybuchowe. Moment tragicznego wybuchu zarejestrowali na nagraniu zgromadzeni pod sceną uczestnicy festiwalu.

 

 

 

 

Źródło: o2.pl ; YouTube/Vaya Noticias

W ostatnim czasie niejednokrotnie pisaliśmy o incydentach oraz działaniach policji związanych z przestępczością, w którą zamieszani są pseudokibice. Spora część tych spraw wiąże się ze zdarzeniami jakie mają miejsce na południu naszego kraju.

 

Przez ostatnie kilka lat, Centralne Biuro Śledcze Policji przeprowadziło liczne działania, które zaowocowały wyjątkowo skutecznym rozbiciem przestępczych struktur tworzonych przez ludzi wywodzących się ze środowiska bojówkarzy utożsamiających się z polskimi klubami sportowymi.

 

Przy zaangażowaniu antyterrorystów, sporą ilość pseudokibiców zajmujących się działalnością przestępczą trafiło za kratki w województwie małopolskim, a także śląskim. Nie wyeliminowało to jednak całkowicie niebezpiecznych incydentów, które mogą budzić niepokój mieszkańców południa Polski.

 

Dowodem na to jest fakt, że przykładowo w Krakowie policja nadal ma co robić. Jak informowaliśmy na łamach naszego portalu, pod koniec lipca spłonęły tam samochody należące do osób znanych w środowisku pseudokibiców Wisły Kraków.

 

W przypadku spalonego BMW na terenie osiedla Kurdwanów, pożar został wywołany przez eksplozję, która najprawdopodobniej została spowodowana użyciem granatu przez sprawców zajścia. Jednej z lipcowych nocy eksplozja zatrzęsła szybami okien w okolicznych blokach, a ogień trawiący luksusowe auto wznosił się nawet na wysokość 4-piętrowego bloku.

 

Zdaniem niektórych z mieszkających tam osób, chwilę przed wybuchem słyszeli oni kilka wystrzałów jakby ktoś posługiwał się pistoletem. Niektórzy twierdzą również, że widzieli mężczyzn, którzy jednym lub dwoma samochodami uciekli ulicą Wysłouchów po uprzednim rzuceniem granatu. Kiedy BMW eksplodowało, ludzie wybiegali z klatek w celu ratowania swoich pojazdów.

 

Choć jak pisaliśmy w jednym z artyułów, podejrzenia w tej sprawie szybko padły na bojówkarzy sympatyzujących z Cracovią, to jednak nie jest to jedyna wersja dotycząca tego kim byli sprawcy wybuchu, którzy posunęli się do użycia w środku krakowskiego osiedla granatu.

 

Okazuje się bowiem, że właściciel zniszczonego samochodu chociaż przed laty związany był ze środowiskiem pseudokibiców Wisły Kraków, to jednak nie jest on obecnie członkiem chuligańskiej bojówki i nie z tą społecznością wiązała się w ostatnim czasie jego działalność.

 

Możliwe jest natomiast, że wdał się on w porachunki z gangsterami pochodzącymi z Ukrainy. Prawdopodobne jest więc też, że to pochodzący stamtąd przestępcy zdecydowali się zastraszyć go wysadzając w powietrze jego drogie auto, a porachunki dotyczące sympatii kibicowskich nie odgrywały tu znaczącej, a nawet żadnej roli. Na oficjalne ustalenia trzeba jednak zapewne poczekać.

 

Policja po wybuchu nie zdecydowała się obszernie informować o tym co wiadomo o okolicznościach tego zajścia, oraz jakie dokładnie działania prowadzone są w tej sprawie.

 

Podpalony samochód

Na Kurdwanowie dresiarze podpalili w nocy samochód na środku osiedla, wokół kilkudziesięciu innych zaparkowanych. Ludzie wybiegali przestawić swoje auta. Została wezwana Straż Pożarna oraz Policja.

Gepostet von Platforma Komunikacyjna Krakowa – PKK am Dienstag, 23. Juli 2019

 

 

 

Źródło: Facebook/Platforma Komunikacyjna Krakowa – PKK

Fot.: Wikimedia Commons