W ostatnim czasie głównym tematem, o którym słyszymy w mediach, jest Koronawirus. Nic dziwnego, skoro choroba rozprzestrzenia się, a liczba ofiar śmiertelnych cały czas rośnie. Naturalnym byłoby napisanie felietonu o skutkach gospodarczych epidemii, nowych zaostrzeniach rządów państwowych lub terminie wyborów prezydenckich w naszym kraju. Mnie jednak do przemyśleń skłonił post Sylwii Spurek. Jest ona posłanką w Parlamencie Europejskim, do którego mandat uzyskała z list partii Wiosna. Polityk ta jest znana ze swoich kontrowersyjnych i liberalnych poglądów dotyczących prawa aborcyjnego. Wystosowała nawet pytanie do Komisji Europejskiej, czy Polska jest zobowiązana do zwrócenia kosztów aborcji państwu członkowskiemu, w którym Polka zdecydowała się na jej dokonanie.

 

Temat aborcji jest chyba najbardziej wrażliwym i kontrowersyjnym w naszym kraju. Mimo, iż z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS  na zlecenie „Rzeczpospolitej” wynika, że niemal 50% Polaków jest za postawieniem obecnie obowiązującej ustawy, środowiska znajdujące się na dwóch różnych biegunach politycznych starają się przeforsować swoje wersje ustaw, zarówno te łagodzące, jak i zaostrzające, przez co burzliwa dyskusja w społeczeństwie co jakiś czas wraca jak bumerang, skłócając naród. Politykom taka sytuacja jest na rękę. Gdy my, obywatele po raz kolejny zajmujemy się, jak niektórzy twierdzą tematem zastępczym, zwiększamy szanse, aby rząd „przepchał” coś po cichu np. wprowadzenie nowych podatków. Również dla opozycji jest to korzystne. Zapominamy o komisjach i rozliczaniu z afer, które miały miejsce za ich kadencji, ponieważ w mediach sztucznie pompowany i wałkowany jest inny temat. O zjawisku dzielącym Polaków przez kwestie światopoglądowe pisałem w swoim pierwszym artykule pt. „Symbole i ideologie- moda czy profanacja?”, do którego przeczytania zachęcam. Ludzie nie czytają projektów ustaw, tylko ślepo wierzą w to, co przeczytają na facebookowych grupach, usłyszą od znajomych lub z ust instagramowych influencerów, którzy szczególnie dla młodych ludzi są autorytetami. Zdanie ulubionego youtubera, modelki czy muzyka może bardzo wpłynąć na postrzeganie świata przez grono ich odbiorców.

 

Po świętach Wielkanocy, spędzonych w nietypowej atmosferze, do Sejmu trafi projekt „Zatrzymaj Aborcję”. Myślę, że od wielu „znawców” dowiemy się, że to Prawo i Sprawiedliwość chce w życie wprowadzić całkowity zakaz aborcji. W tym zdaniu znajdziemy dwie nieprawdziwe informacje. Po pierwsze, autorem obywatelskiego projektu nowelizacji ustawy jest Fundacja Życie i Rodzina. Został on złożony już w 2017 roku, a zebrano pod nim ponad 830 tys. podpisów. Trafił on wtedy do komisji, więc pierwsze czytanie musi odbyć się najpóźniej w maju tego roku. Po drugie, zapisy dotyczą tylko jednego z trzech przypadków tzw. kompromisu aborcyjnego. Projekt ten zakazuje tzw. aborcji eugenicznej, czyli takiej, której powodem są choroby lub uszkodzenie płodu. Co ciekawe, według danych Ministerstwa Zdrowia w 2018 roku na 1076 przeprowadzonych oficjalnie aborcji aż 1050 zostało dokonane właśnie z powodu wspomnianego wyżej. W tym samym roku według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) blisko 42 miliony dzieci na świecie straciło życie przez dokonanie aborcji. Dla porównania- wskutek choroby nowotworowej 8,2 mln ludzi, w następstwie palenia tytoniu 5 mln, a z powodu AIDS 1,7 mln. Głosowanie to będzie testem dla polityków partii rządzącej przed konserwatywno-katolicką częścią elektoratu. Sam Andrzej Duda stwierdził, że zabijanie dzieci niepełnosprawnych jest morderstwem i podpisze projekt ustawy zakazującej aborcji eugenicznej. Zwolennicy projektu argumentują, że w Konstytucji RP znajduje się art. 38, który mówi, że państwo zapewnia każdemu człowiekowi ochronę życia. Pomimo tego, że jestem raczej przeciwnikiem zasiłków socjalnych, uważam, że rząd w tej kwestii  powinien udzielić realnej pomocy rodzinom wychowującym niepełnosprawnych. Mimo tego, że popieram ustawę chroniącą, chociażby dzieci z zespołem Downa, swoją drogą to zespół wad wrodzonych spowodowany obecnością dodatkowego chromosomu 21 był główną przyczyną legalnych aborcji w Polsce w poprzednich latach, uważam, że projekt ten nie powinien wliczać najcięższych przypadków chorób dziecka, które wiążą się z cierpieniem fizycznym i nie zapewniają minimum komfortu życiowego.

 

Również jestem w stanie zrozumieć cierpienie fizyczne i psychiczne zgwałconej kobiety oraz to jaki ciężki wybór stoi przed nią po tak traumatycznym przeżyciu. Mimo moich prawicowych poglądów i tego, że blisko mi do środowisk „pro-life” jestem zdania, że kobieta w takiej sytuacji nie powinna być zmuszana do noszenia ciąży, jednak powinna dostać wsparcie psychologiczne. Sam namawiałbym ją jednak do urodzenia dziecka. Czasu choćbyśmy bardzo chcieli, nie cofniemy, a dziecko zawsze można oddać. Czy jest one czemukolwiek winne, że jego ojciec jest zwyrodnialcem, któremu według mnie należy się jeszcze surowsza kara, niż przewiduje na to polskie prawo?

 

Sylwia Spurek, o której wspomniałem na początku artykułu, zamieściła w internecie zdjęcie z transparentem „aborcja jest ok”. Spotkało się to z bardzo dużą krytyką i oburzeniem, w tym moim. Aborcja nigdy nie jest ok, tym bardziej na życzenie! Zawsze jest czymś przykrym. Zdarzają się wyjątkowe sytuacje, w których może być ona usprawiedliwiona, chociażby zagrożenie życia matki, gdzie występuje sytuacja życie za życie, a matka, decydując się poświęcić swoje, staje się bohaterką. Moim zdaniem twierdzenie, że dokonanie aborcji jest ok, jest bardzo niebezpieczne, ponieważ podprogowo może tworzyć kolejne tego typu przypadki, których niestety nie da się cofnąć. Skoro zdaniem działaczki feministycznej ten czyn nie jest niczym złym, to powinien stać się jednym ze środków antykoncepcyjnych finansowanych przez państwo? Domyślam się, że dawna koleżanka z partii Roberta Biedronia wychodzi z założenia „nieważne jak mówią, ważne by mówili”  i kontrowersyjnymi wpisami chce budować swój kapitał polityczny. Jest dość powszechne zjawisko wśród znanych osobistości, lecz nie tędy droga… W tym przypadku nie jest to sprawa błaha, wręcz przeciwnie- chodzi o życie dziecka oraz psychikę ludzką, która może zostać zniszczona na całe życie.  Gdy czytam na jednej z feministycznych stron, dlaczego ich zdaniem aborcja jest ok, głównym argumentem padającym z ich strony jest możliwość dokonania wyboru przez kobietę. Sam jestem wolnościowcem i wartość, jaką jest wolność, bardzo cenię. Uważam, że państwo jak najmniej powinno ingerować w nasze prywatne sprawy, dopóki nie naruszamy praw innych i właśnie dlatego ich argumentacja do mnie nie trafia. Aborcja nie jest tylko sprawą matki, dotyczy również ojca oraz dziecka.

 

 

Lewa strona twierdzi, że zaostrzenie prawa nie jest skutecznym sposobem na zmniejszanie się liczby tych wydarzeń, ponieważ ludzie dalej będą to robić nielegalnie w podziemiu aborcyjnym. Myślę, że nawet zdecydowane zwiększenie sankcji nie zlikwiduje faktycznie problemu, natomiast nie wyobrażam sobie, nie tylko jako katolik, ale jako człowiek, aby w moim kraju obowiązywały takie przepisy jak w zachodniej Europie. Myślę, że głównym problemem jest postawienie przez społeczeństwo wspólnej granicy, kiedy mamy do czynienia z płodem, a kiedy jest to już człowiek? Od poczęcia, czy może tak jak to stwierdziła była przewodnicząca partii .Nowoczesna Katarzyna Lubnauer, że życie zaczyna się dopiero od urodzenia? Czy w drugim miesiącu i 30 dniu nie jest człowiekiem, a dzień później już jest? Totalnie odcinam się od działań aktualnych feministek, natomiast liczę na współpracę i wspólny front! Czy hasło „moje ciało, moja sprawa” nie jest idealne do walki np. z przymusowymi składkami ubezpieczeniowymi?

 

 

Konrad Adamczyk– Młody działacz społeczny i polityczny z Krakowa ; członek Młodej Endecji

 

 

Zachęcamy do przeczytania również innego felietonu tego autora:

Symbole i ideologia- moda czy profanacja?

 

 

Źródła: rp.pl ; parentning.pl ; tvp.info ; tvn24.pl

Fot.: Facebook/@drSylwiaSpurek

 

W sobotę 18 stycznia przedstawiciele środowisk narodowych zebrali się, aby w gronie ekspertów w dziedzinie prawa przedyskutować sytuację w polskim sądownictwie oraz wady i zalety proponowanej przez obecny rząd reformy wymiaru sprawiedliwości. Wśród gości obecni byli prawnicy, a także sędzia Piotr Mioduszewski. W trakcie wymiany myśli i merytorycznego omówienia różnorakich problemów, wyłoniły się ciekawe wnioski i pomysły dotyczące rozwiązania tychże mankamentów. Spotkanie poprowadził mecenas Łukasz Moczydłowski.

 

Programowy panel sędziowsko-radcowsko-adwokacki został zorganizowany w Warszawie przez przedstawicieli stowarzyszenia Endecja oraz zespół prawny Marszu Niepodległości. Można śmiało powiedzieć, że słuchając tej dyskusji, można było usłyszeć głosy osób, którym przede wszystkim zależy na dobru Polaków i sprawnie działającym wymiarze sprawiedliwości. Wygłaszane opinie nie były bowiem ani w całości zachwalające proponowane przez Prawo i Sprawiedliwość zmiany, ani głoszące pozostawienie sądownictwa w takiej formie i stanie jakim jest obecnie. Zmiany są jak najbardziej potrzebne, jednak trzeba je przeprowadzać w sposób odpowiedzialny i przynoszący dla Polski długofalowe owocne skutki.

 

W trakcie tych szczerych rozmów o sędziach i reformach wymiaru sprawiedliwości, wyłonił się obraz sędziów, którzy w większości uważają się jednak za grupę, w której (podobnie zresztą jak w innych grupach zawodowych) panuje duch solidarności zawodowej i wyższości w stosunku do otoczenia i która ciężko znosi próby ingerencji w te niezależność. Bezsprzecznie wymaga zmian m. in. system szkolenia przyszłych sędziów, nieczytelny system nominacji sędziowskich czy awansów, jednakże droga zaproponowana przez PiS jest niebezpieczna, ponieważ wprowadza jedynie partyjna kontrolę nad środowiskiem która w przyszłości każdej władzy da narzędzia do politycznej kontroli sędziów.

 

Jednocześnie zmiany te w żadnej mierze nie przyczyniają się do usprawnienia czy przyspieszenia toczących się postępowań. Uczestnicy panelu prawnego, zgodnie uznali iż nie będzie poprawy wymiaru sprawiedliwości, bez podniesienia poziomu jakości pracy policji, prokuratury czy podwyżek dla marnie opłacanych asystentów i urzędników sądowych. Poruszony został również temat tego jak bardzo w dobie sztucznej inteligencji i rozwoju technologii wymiar sprawiedliwości będzie przypominał raport większości.

 

To było naprawdę bardzo owocne spotkanie, które pozwoliło zdefiniować problemy i omówić kierunek potrzebnych zmian. Jak zapowiadają organizatorzy, efektem tej dyskusji będzie sporządzenie materiału konkretyzującego wyciągnięte wnioski. Planowane są też kolejne takowe panele, na których omówione zostaną problemy i potrzebne zmiany w innych dziedzinach życia społecznego oraz politycznego.

 

W dniu wczorajszym nasze stowarzyszenie wraz z zespołem prawnym Marszu Niepodległości zorganizowało w Warszawie panel…

Gepostet von Endecja am Sonntag, 19. Januar 2020

 

 

 

Chociaż w ostatnich latach stosunkowo często mijamy na ulicach osoby ubrane w odzież z symboliką narodową czy nawiązaniami do patriotycznych wartości, to jednak wciąż wiedza oraz pamięć o wyjątkowych ludziach na kartach naszej historii, nie są zachowane i kultywowane w wystarczającym stopniu. Warto więc, w takim dniu jak dzisiaj, przypomnieć o pewnym szczególnie zasłużonym człowieku, który po założeniu Narodowej Demokracji stał się ideowym ojcem idei endeckich na wiele pokoleń, a jako polityk był prawdziwym mężem stanu miłującym Polskę i stawiającym interes narodowy na wyjątkowym miejscu w hierarchii wartości.

 

2 stycznia powinien być dla każdej osoby określającej się patriotą dniem innym niż każdy zwykły dzień powszedni. Przy wszystkich kontrowersjach, które narosły w wyniku lewicowej i komunistycznej propagandy, jest to bez wątpienia rocznica śmierci człowieka szczególnie zasłużonego dla naszej wolności i suwerenności. Osobą tą był właśnie Roman Dmowski, od którego śmierci minęło dziś 81 lat.

 

Ten pochodzący z Kamionek patriota, przez całe swoje życie oddany był trosce o wolność polskiego narodu. To dzięki poświęceniu dla tej ważnej sprawy oraz walce takich ludzi, dziś polskie rodziny mogą cieszyć się spokojem oraz wychowywać dzieci w duchu naszych wartości i polskiego patriotyzmu.

 

Uzyskanie suwerenności, zjednoczenie polskich ziem i przemyślane zorganizowanie narodu opartego na trosce o swój interes i pracy u podstaw, stanowiło jego postulaty, o które walczył wierząc w idee, o których pisał w takich dziełach jak m.in. „Kościół, Naród, Państwo”, „Niemcy, Rosja i kwestia polska” czy „Myśli nowoczesnego Polaka”, które stały się fundamentalną wykładnią dla rozwijającego się wówczas środowiska narodowców.

 

Poza pełnieniem roli lidera endeków oraz realizowaniu w sposób rozsądny polityki wewnątrz naszego państwa, Roman Dmowski jako Minister Spraw Zagranicznych odnosił też ogromne sukcesy na arenie międzynarodowej. To między innymi dzięki jego staraniom podpisany został traktat wersalski w takiej formie, która pozwoliła odradzającej się niepodległej Polsce odzyskać utracone ziemie.

 

Wielkie osiągnięcia Dmowskiego nie byłyby zapewne zrealizowane w takim stopniu, gdyby nie jego zawziętość w zdobywaniu wiedzy. Podróżował on bowiem po świecie w celu własnego rozwoju, a także władał umiejętnie budzącą podziw ilością języków. Potrafił porozumieć się zarówno w języku angielskim, francuskim, niemieckim, hiszpańskim, greckim, jak również łacińskim.

 

Przy okazji odwiedzania państw na różnych kontynentach i poszerzania swojej politycznej wiedzy, Roman Dmowski poznał artystów oraz profesorów, którzy odwiedzali go również w Polsce. Sam też uzyskał tytuł honoris causa na Uniwersytecie w Cambridge.

 

Roman Dmowski pozostawił po sobie wartościowe dzieła, w których zawarto wiedzę godną uwagi dla kolejnych pokoleń, a także przekazał ideę, która wciąż pozostaje żywa. Uczył on tego jak być prawdziwym patriotą i troszczyć się o Polskę, dbając o mądre zorganizowanie narodu na zasadzie pracy u podstaw. Jednym z jego najbardziej znanych twierdzeń były słowa, które do dziś powinniśmy nosić w sercu mianując się ludźmi odpowiedzialnymi za przyszłość Polski i naszych dzieci: „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka.

 

 

 

Fot.: Facebook

 

Doktrynerstwo stanowi poważny błąd w myśleniu, utrudniający racjonalne pojmowanie i opisywanie otaczającego świata. Systemowo, można powiedzieć, dotyczy ono lewej strony życia publicznego. Niestety w pułapkę tę często wpadają również prawicowcy, osoby o konserwatywnych poglądach, zupełnie niepotrzebnie wystawiając się na kompromitację i utratę wiarygodności. W niniejszym artykule podam dwa, szczególnie jaskrawe, przykłady takiej sytuacji, choć obawiam się, że może być ich więcej.

 

Pierwszym z nich jest istna batalia z tezą, iż mające aktualnie miejsce globalne ocieplenie jest w niezaniedbywalnym stopniu powodowane przez działalność człowieka. Czasem mam wręcz wrażenie, że podważanie wpływu ludzkości na klimat stało się nieodłącznym elementem swoistej prawicowej doktryny – a to bardzo niedobrze. W jednym ze swoich wcześniejszych artykułów pisałem, jak niekorzystną sytuacją jest fakt, że udało się lewicy zdobyć monopol na kwestię ochrony środowiska. Przyroda jest naszym wspólnym dobrem, o które należy się troszczyć. Odcinanie się, czy nawet przemilczanie tego faktu przez prawicę nie jest dobrą drogą. Natomiast najbardziej chyba charakterystycznym przykładem takiego podejścia jest właśnie negowanie wpływu działalności człowieka na klimat na Ziemi.

 

Ów negacjonizm klimatyczny, jak pozwolę sobie go nazwać, przybiera dwie formy: negowanie samych zmian klimatu oraz negowanie ludzkiego wpływu na te zmiany. To pierwsze jest najprostszą drogą do ośmieszenia się. Sam fakt zmian klimatycznych zachodzących na Ziemi jest współcześnie, w świetle naukowych dowodów, niepodważalny. Nie będę ich tu przytaczał, ale wystarczy odrobina dobrej woli w docieraniu do prawdy, znana wyszukiwarka internetowa i można łatwo to sprawdzić. Polecam szczególnie stronę naukaoklimacie.pl, na której można znaleźć wiele bardzo konkretnych informacji. Zresztą wydaje mi się, że wystarczy sięgnąć pamięcią w lata dzieciństwa, a w przypadku osób bardzo młodych zapytać rodziców czy dziadków, by uświadomić sobie, że coś jednak się z naszym klimatem dzieje. Ja sam, choć dopiero dobijam do 30-tki, pamiętam z wczesnego dzieciństwa zimy znacznie bardziej mroźne i śnieżne, niż te z ostatnich kilku lat. Pamiętam jak Boże Narodzenie kojarzyło się wszystkim ze śniegiem, podczas gdy obecnie nie mogę sobie nawet przypomnieć kiedy ostatnio w drogę na Pasterkę musiałem ubierać zimowe buty. Kiedy rozmawiałem na ten temat z rodzicami, mówili dokładnie to samo. Wspominali nawet zimy, w których „jak śnieg spadł w listopadzie, to leżał do marca”. Nawet biorąc poprawkę na fakt, że z perspektywy lat mogą być to wizje nieco podkoloryzowane, zważmy że obecnie trudno sobie wyobrazić zimę, aby śnieg leżał choćby przez połowę okresu listopad-marzec (mowa tu o obszarach nizinnych naszego kraju – oczywistym jest, że w górach wygląda to inaczej). Krótko mówiąc: twierdzenie, w świetle obecnych obserwacji naukowych, że klimat na Ziemi się nie ociepla jest, najprościej mówiąc, podkładaniem się. Bo twierdzenie takie jest w sposób oczywisty błędne i można je obalić niezwykle łatwo.

 

Bardziej dyskusyjną kwestią jest to, czy działalność człowieka ma na zachodzące zmiany klimatu wpływ i jak duży on jest. Tu zdania są bardziej podzielone, nawet wśród samych naukowców. Niemniej jednak warto, dyskutując lub omawiając ten temat, pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze jest faktem naukowo udowodnionym, że dwutlenek węgla jest gazem cieplarnianym i zwiększenie się jego koncentracji w atmosferze, powoduje większą absorpcję promieniowania cieplnego z powierzchni Ziemi. Po drugie trzeba mieć świadomość (jest to fakt oczywisty, ale do niektórych chyba nie dociera), że ludzkość wytwarza olbrzymie ilości CO2. Energetyka oparta na paliwach kopalnych czy transport powodują w skali świata emisję ogromnej masy tego gazu, co siłą rzeczy musi mieć jakiś wpływ na ziemską atmosferę. Nie będę w tym artykule wyrokował jak duży jest wpływ człowieka na zmiany klimatyczne, jednak byłoby dobrze, gdyby prawicowi publicyści, i ogólnie całe konserwatywne środowisko, uświadomiło sobie, że istnieją bardzo poważne argumenty wskazujące na to, iż jest on znaczący. Udowadnianie na siłę, że niemal na pewno jest inaczej, to właśnie przejaw tego „prawicowego doktrynerstwa”, przed którym chcę bardzo mocno przestrzec.

 

Na koniec krótko omówię drugi przykład, na szczęście już coraz rzadziej występujący, owego doktrynerstwa po konserwatywnej stronie społeczeństwa. Chodzi o ewolucję biologiczną. Jeszcze gdzieniegdzie natrafiam na osoby, które z uporem maniaka bronią wizji kreacjonistycznej. Jest to niestety kolejny przykład owego podkładania się i robiąc tak, łatwo można, zupełnie niepotrzebnie, w dyskusji stracić wiarygodność i dać sobie przypiąć łatkę oszołoma. To że prawdą jest, co często podkreślają kreacjoniści, iż nauka nie znalazła jeszcze ostatecznego dowodu na prawdziwość teorii ewolucji, nie zmienia faktu iż jest to obecnie najlepiej uargumentowana teoria naukowo wyjaśniająca nasze biologiczne pochodzenie. Negowanie jej przez osoby ze środowisk konserwatywnych, jest prostą drogą do kompromitacji, która negatywnie rzutuje na wizerunek całej prawicy.

 

Podsumowując, przestrzegam przed podważaniem wyników badań naukowych w imię czy to światopoglądu czy religii. Racjonalizm jest jedną z podstaw myślenia endeckiego i powinien cechować wszystkich przedstawicieli środowisk konserwatywnych, patriotycznych czy katolickich. W przeciwnym razie narażają się na niepotrzebną utratę wiarygodności, a w konsekwencji marginalizację. Misją prawicy jest obrona tradycyjnych wartości, moralności, a także dbałość o los Ojczyzny. Nie wplatajmy w to ślepej batalii ze współczesnymi osiągnięciami nauki. I nie myślmy, że słuszność leży w negowaniu wszystkiego co mówi druga strona. Każdy aspekt należy rozumnie analizować i wydawać racjonalne opinie, niezależnie od tego czy będą one zgodne z retoryką politycznego przeciwnika – wszak nawet niedziałający zegar dwa razy na dobę pokazuje dobrą godzinę.

 

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

Niedawno obchodzona 80. rocznica wybuchu II wojny światowej w szczególny sposób zwraca uwagę na fakt, że historia ludzkości to między innymi, i to niestety w dużej mierze, historia wojen, zniszczenia, mordu i dewastacji. Nie sposób oszacować wartości bogactw kultury czy nauki, które zostały zniszczone, bezpowrotnie stracone w wyniku destrukcji niesionej przez ludzi, dla których najważniejsza była władza, pieniądze, zemsta czy po prostu niczym nieuzasadniona chęć wyrządzenia innym krzywdy. Jeszcze bardziej nieoceniona jest utrata tych wszystkich ludzi, a zwłaszcza elit intelektualnych, które ginęły z rąk zdziczałych oprawców, szczególnie w niezwykle krwawym XX wieku. Trudno sobie wyobrazić w jakim świecie żylibyśmy, o ile więcej byśmy wiedzieli, gdyby w historii świata udało się uniknąć choćby połowy tych strat i zniszczeń.

 

Za symboliczny początek „epopei wielkiego zniszczenia” przyjąć można (choć zdaję sobie sprawę, że jest to kwestia dyskusyjna i w dużej mierze subiektywna), zniszczenie Jerozolimy przez Babilończyków w 587 r. p.n.e. Był to jeden z pierwszych znanych historii przykładów barbarzyńskiego zniszczenia całego miasta. Zapewne podobne akty destrukcji zdarzały się i wcześniej, ale uznałem to wydarzenie za symboliczne, jako że dopuszczono się wtedy bezprecedensowej podłości, jaką było zniszczenie najświętszego dla Żydów miejsca– Świątyni Salomona. W czasie tego wydarzenia bezpowrotnie zaginęły tablice zawierające Dekalog.

 

Późniejsza historia starożytna obfituje w okrutne akty barbarzyńskiego traktowania ludzi oraz dóbr kultury i sztuki. Wymienię tylko kilka z nich. Całkowicie bezsensowne zrównanie z ziemią Kartaginy przez Rzymian. Kolejne zniszczenie Jerozolimy, również przez Rzymian.

 

Po upadku Rzymu, który został oczywiście splądrowany przez Wizygotów w 410 r., nastało średniowiecze, które również obfitowało w wiele walk, mordów i zniszczenia. Celem tego artykułu nie jest wymienianie ich wszystkich, ani nawet znacznej części. Dla przykładu przypomnę tylko szczególnie dla Polski przykre zajście z roku 1038, kiedy to czeski książę Brzetysław najechał ziemie naszego kraju, doszczętnie plądrując obszar Wielkopolski.

 

Jednak, paradoksalnie, im ludzkość bardziej się rozwijała, tym niektórzy jej przedstawiciele skłonni byli do większego barbarzyństwa. Rewolucja protestancka zapoczątkowana w 1517 r. (a szczególnie nasilona od roku 1521, kiedy to Marcin Luter definitywnie opuścił Kościół katolicki) zaowocowała wielką falą zniszczeń dokonanych na dziełach sztuki. Najistotniejszym elementem tych wydarzeń była tzw. rewolta ikonoklastów, w czasie której w okrutny sposób zniszczono wiele kościołów i przedmiotów katolickiego kultu.

 

Celowo pomijam wszystkie wojny jakie przetaczały się przez świat w epoce nowożytnej, bo nie na ich wymienianie tu miejsce. Przytoczę jedynie niezwykle bolesny dla historii naszego kraju Potop szwedzki z 1655 roku, gdy znacząco ucierpiało wiele dóbr kultury naszego kraju.

 

Epoka oświecenia, choć istotnie przyniosła wiele doniosłych odkryć, nie była wolna od brutalności niektórych jej przedstawicieli. Bardzo istotnym i tragicznym zarazem wydarzeniem była, do dziś niestety przez wielu oceniania pozytywnie, Rewolucja francuska, trwająca w latach 1789-1799. W jej najtragiczniejszym okresie dopuszczono się zniszczeń i mordów na niewyobrażalną skalę. Niszczono kościoły, mordowano księży oraz Francuzów sprzeciwiających się władzy. Rozmiar zniszczeń był ogromny.

 

Również XIX wiek obfitował w tragiczne wydarzenia, jak na przykład dewastacja Wawelu przez Austriaków, jednak dopiero XX wiek przyniósł śmierć i zniszczenie na skalę dotąd niewyobrażalną. Tego co straciła ludzkość w wyniku najpierw I wojny światowej, potem w wyniku działalności reżimu komunistycznego i nazistowskiego oraz wywołanej przez nie II wojny światowej nie da się oszacować. Są to niepowetowane straty, z których długo się jeszcze do końca nie otrząśniemy – o ile kiedykolwiek. Tego co utraciliśmy, nigdy już nie odzyskamy. Tak wiele bezcennych istnień ludzkich, tyle dóbr kultury, zabytków, dzieł sztuki, które poszły z dymem w ciągu tak krótkiego okresu. Są to rzeczy przerażające i myślenie o tym zawsze napawa mnie smutkiem. Trudno zrozumieć, że byli i są na świecie ludzie, zdolni wyrządzić tak wiele zła… a jednak to prawda.

 

Po zakończeniu II wojny światowej sytuacja na świecie uspokoiła się, jednak do dziś wiele regionów trawionych jest przez konflikty zbrojne, terroryzm i inne formy agresji. Nie tak dawno, bo w 2013 roku, w wyniku działań zbrojnych na terenie Syrii, został zniszczony pochodzący z XI wieku Wielki Meczet w Aleppo. Jak widać, choć tak niewiele zostało nam autentycznych zabytków odległej przeszłości, wciąż niszczone są kolejne. W imię czyichś partykularnych interesów, władzy, pieniędzy.

 

Czasem mam wrażenie, że te wojny, to zniszczenie, to jakaś dziejowa konieczność, że tego nie da się uniknąć– nie chcę jednak myśleć w ten sposób. Mam nadzieję, że ludzkość kiedyś zrozumie jak bezsensowne jest wzajemne wyżynanie się i niszczenie dóbr innych kultur. Szanujmy to, co nam po tych wszystkich kataklizmach, które sami wywołaliśmy, pozostało. Nie ma już tego dużo– tym bardziej to co jest, jest bezcenne.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

Od paru lat możemy zaobserwować popyt na tzw. odzież patriotyczną, m.in. koszulki z orzełkiem, czy „kotwicą ”. Początkowo uważałem to za bardzo pozytywne zjawisko- promowanie wartości narodowych, przypominanie o zasłużonych bohaterach, czy ważnych bitwach, które rozegrały się na przestrzeni wieków. Przemawiało do mnie również to, że w przeszłości spora część Polaków mieszkających na zachodzie czuła się stłamszona przez lata komunizmu i wstydziła się swojego pochodzenia. Teraz nadszedł czas, w którym Polacy dumnie mogą reprezentować swoją ojczyznę, a z orzełkiem na piersi czuć się po prostu dobrze.

 

Niestety, dla niektórych wspomniana wyżej odzież stała się zwykłym towarem, na którym można zarobić duże pieniądze. Bluzy z symbolem Narodowych Sił Zbrojnych zaczęły wyglądać coraz bardziej tandetnie, będąc dostępne na zwykłych bazarach. Coraz więcej pojawiało się ordynarnych grafik przedstawiających m.in. wizerunki żołnierzy wyklętych, co według mnie przynosiło odwrotny efekt do zamierzonego– zniechęcało „zwykłego Kowalskiego” i sporą część młodych ludzi do celebrowania święta obchodzonego 1 marca, kojarząc ten dzień z zestawem dresowym, na którym barwy narodowe znajdują się na nogawce, aniżeli z ludźmi, którzy bohatersko walczyli w podziemiu z reżimem komunistycznym. Chyba najbardziej dobitnym przykładem zbezczeszczenia symbolu było umieszczenie „kotwicy” na kiju baseballowym, który jak zakładam, nie służył do gry…

 

Nie same nieodpowiednie gadżety są problemem. W mojej opinii równie dużym są nabywcy tego rodzaju ubrań oraz okoliczności, w których te są używane. Niestety, bardzo często jest to osiedlowa patologia, która jest niechlubną wizytówką naszego społeczeństwa. Przykro robi mi się, słysząc opinie ludzi z otaczającego mnie środowiska, którzy widząc na przystanku osobę z symbolem Polski Walczącej, odczuwają strach i niechęć- z symbolem, który dla wszystkich Polaków powinien być świętością i kojarzyć się jednoznacznie dobrze.

 

Pisząc o tym zjawisku, które często jest podnoszone jako zarzut przez lewą stronę sceny politycznej, chciałbym zwrócić uwagę, że również ta część społeczeństwa bardzo często dopuszcza się prowokacyjnego, nieakceptowanego przez duże grono ludzi umieszczania barw tęczowych m.in. na obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej czy na fladze i godle Polski podczas swoich manifestacji.

 

Wspomniana już wcześniej „kotwica” została znieważona na tzw. czarnym proteście… Do podobnej sytuacji doszło 1 sierpnia podczas tegorocznego Marszu Powstania Warszawskiego właśnie w stolicy. Tym razem symbol powstańców został umieszczony na fladze środowisk LGBT. Wywołało to burzę medialną i oburzenie Polaków. Ludzie stojący za tym uzyskali to, czego chcieli- atencję i kontrowersję. Dochodzi do przykrej sytuacji, kiedy w tak ważną rocznicę- 75-lecie wybuchu powstania warszawskiego Polacy, zamiast zjednoczyć się, kolejny raz zostają uwikłani w gierki polityczne i dają się skłócić. Głównym tematem dyskusji w tym dniu już nawet nie jest czy dowództwo w 1944 roku podjęło słuszną decyzję, jakby wyglądała Europa, gdyby nie 63-dniowa walka Warszawiaków z niemieckim okupantem. Nie, głównym tematem stał się ruch LGBT…

 

Takie kontrowersyjne działania powodują, że część społeczeństwa coraz liczniej bierze udział w kontrmanifestacjach do tzw. Marszów Równości. Większość z nich nie jest jednak tak po prostu wrogo nastawiona do osób reprezentujących inną orientację seksualną, lecz do promowanych przez nich postulatów– są przeciwnikami adopcji dzieci przez pary homoseksualne, bądź wprowadzeniu karty LGBT+ w polskich szkołach, chcąc uniknąć zjawisk, które mają miejsca w zachodniej Europie. Podczas tego rodzaju kontrmanifestacji pojawia się czasem przemoc fizyczna i słowna, którą oczywiście trzeba potępić, tak jak środowiska narodowe odcinają się od skrajnych, marginalnych incydentów, które swoją drogą mogą być zwykłymi prowokacjami.

 

Tu znowu powraca temat odzieży patriotycznej. Bluza z hasłem „Śmierć Wrogom Ojczyzny”, mimo iż nawiązuje do emblematów noszonych przez żołnierzy 3. Wileńskiej Brygady NZW i w dzisiejszych czasach ma raczej znaczenie przenośne, wywołuje kontrowersję i pozwala środowiskom lewicowym spłycać przesłanie głoszone przez drugą stronę, a konserwatywną część społeczeństwa wrzucać do jednego worka z chuliganami, którzy ich zdaniem nawołują do nienawiści. Słowo kibol używane jest zamiennie ze słowem kibic, a to właśnie środowisko kibicowskie jest jedną z grup społecznych, która najbardziej angażuje się w akcje patriotyczne. Renowacje grobów lub zbiórki darów dla rodaków mieszkających na kresach wschodnich, marsze upamiętniające bohaterów, czy patriotyczne oprawy na meczach to tylko część trudu włożonego przez kibiców w budowaniu tożsamości narodowej. To właśnie na stadionach duża część młodych ludzi usłyszała pierwszy raz, chociażby o żołnierzach wyklętych czy rzezi wołyńskiej.

 

Dlatego apeluję do wszystkich ludzi zakładających odzież z symbolami narodowymi- patriotyzm to coś pięknego i nie należy się z nim kryć, wręcz przeciwnie. Ważne, żeby nie iść za modą, tylko mieć to zwyczajnie w sercu, a do tego, za co nasi przodkowie przelewali krew obnosić się z szacunkiem. Nosisz koszulkę z wizerunkiem rotmistrza Pileckiego? Poczytaj o nim, co zrobił, jak zasłużył się dla Polski. Taki moim zdaniem powinien być główny cel patriotycznej odzieży- poszerzanie wiedzy historycznej i budowanie tożsamości narodowej na podstawie chwalebnych wydarzeń w polskiej historii. Takie podejście pozwoli uniknąć kompromitacji, jakiej doświadczyli ludzie ze słynnego materiału Filipa Chajzera, wykazując się kompletnym brakiem wiedzy na temat symboli i dat znajdujących się na ich ubraniach. Przez tego typu przypadki środowisko patriotyczne jest niestety ośmieszane, a przez sporą część ludzi kojarzone z patologią. Ważne, aby w tym wszystkim zachować przyzwoitość i zdrowy rozsądek.

 

 

Konrad Adamczyk- Młody działacz społeczny i polityczny z Krakowa ; członek stowarzyszenia Endecja

 

 

W ostatnich dniach rozgorzała w polskim społeczeństwie dyskusja na temat treści homilii, jaką w dniu 1 sierpnia, przy okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego wygłosił Arcybiskup Marek Jędraszewski. Jego stanowcza postawa wywołała agresywną reakcję wielu przedstawicieli środowisk lewicowych. Są jednak osoby, które postanawiają stanąć murem za krakowskim metropolitą.

 

Podczas homilii, która wywołała tak dużo kontrowersji, arcybiskup Jędraszewski stwierdził, że chociaż nie ma na naszej ziemi obecnie już „czerwonej zarazy”, to jednak pojawiła się nowa- neomarksistowska, „nie czerwona, lecz tęczowa”. Odniósł się on w ten sposób do promowanej przez lewicowe środowiska ideologii, której przejawy widać w obecnych czasach na terenie Europy. To wywołało oburzenie zwolenników lobby LGBT+ oraz sporej części lewicowych aktywistów.

 

Po stronie kościelnego hierarchy postanowiło opowiedzieć się Stowarzyszenie Endecja, w którego strukturach działają m.in. niektórzy posłowie i inni politycy, ale też młodzi patrioci, uzdolnieni studenci, przedsiębiorcy czy prawnicy. Narodowa Demokracja przygotowała specjalne oświadczenie, którego treść opublikowana została również przez przedstawicieli stowarzyszenia w internecie. Prezentujemy ją Państwu poniżej:

 

OŚWIADCZENIE STOWARZYSZENIA ENDECJA ws. ATAKÓW NA OSOBĘ ARCYBISKUPA MARKA JĘDRASZEWSKIEGO:

Stowarzyszenia Endecja, jako środowisko konserwatywne szanujące tradycję i religię, czuje się zobowiązane do wystąpienia w obronie księdza Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. W związku z falą krytyki skierowaną przeciw Jego Ekscelencji przez środowiska liberalne i antykatolickie, mającą przyczynę w homilii z okazji 75 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, Stowarzyszenie Endecja wyraża zdecydowany sprzeciw wobec ataków na Arcybiskupa, nie znajdując w wygłoszonym orędziu żadnych znamion dyskryminacji ani pogardy wobec osób o odmiennej orientacji seksualnej.

W homilii ks. Arcybiskup nakreślił znaczenie Powstania oraz realia wówczas panujące, a także przybliżył serię tragicznych zdarzeń jakie spadły na ludność Warszawy oraz Polski po upadku Powstania. Wydaje się oczywiste, iż każdy w dzisiejszych czasach zdaje sobie sprawę, że po zakończeniu II WŚ na naszą Ojczyznę spadła na długie lata plaga komunizmu, w postaci totalitarnego ustroju instruowanego spoza granic Rzeczypospolitej. Jedną z wielu cech charakterystycznych wprowadzonego gwałtem porządku była zdeklarowana walka administracji państwowej z Kościołem Katolickim na wszystkich możliwych płaszczyznach. Niestety w dzisiejszych czasach historia ta zatacza koło, jednak aktualnie agresja ta nie ma źródła w marksistowskiej ideologii importowanej z Moskwy, natomiast pochodzi z wnętrza Rzeczypospolitej, szerzona przez ruchy neomarksistowskie, co należy przyznać z przykrością, reprezentowane przez polskich obywateli.

W słowach ks. Arcybiskupa Jędraszewskiego, bynajmniej, nie sposób doszukiwać się poniżenia ani pogardy wobec osób o odmiennej orientacji seksualnej, ale konstruktywnej krytyki wobec cynizmu i ignorancji środowisk spod sztandaru sześciokolorowej tęczy. Należy tutaj podkreślić, iż w ostatnim czasie coraz to bardziej nasilają się ataki, profanacje symboli religijnych i akty agresji dokonywane przez osoby utożsamiające się z ideologią LGBT wobec członków Kościoła Katolickiego w Polsce. Co gorsza żaden z tych pokazów nietolerancji i przemocy werbalnej, w postaci ataków na kapłanów i profanacji świętych dla katolików symboli religijnych, nie został potępiony przez żadnego z czołowych aktywistów ani reprezentantów środowiska spod znaku sześciokolorowej tęczy, obnażając tym samym cynizm i hipokryzję ich liderów. Wobec tego w pełni uzasadnionym wydaje się być dokonane przez ks. Arcybiskupa odniesienie ideologii LGBT do szerzącej się zarazy, porównywalnej z ideologią komunistyczną, objawiającej się w walce z Kościołem Katolickim.

Należy zaznaczyć, iż Katechizm Kościoła Katolickiego wskazuje godność osoby ludzkiej jako jedną z najwyższych wartości, a obowiązujące przykazania nakazują miłować wszystkich bliźnich, bez względu na ich niedoskonałości, dlatego należy mieć pewność, iż słowa ks. Arcybiskupa nie były w żaden sposób skierowane w celu umniejszenia godności ludzkiej, natomiast były wyrazem dezaprobaty wobec szerzącej się ideologii, skierowanej przeciw Kościołowi Katolickiemu prowadzącej do fizycznej przemocy. Z przykrością należy przyznać, że kurs obrany przez tzw. siewców tolerancji i równości, zamiast jednoczyć społeczeństwo niestety pogłębia już istniejące podziały.

Stowarzyszenie Endecja

 

OŚWIADCZENIE STOWARZYSZENIA ENDECJA ws. ATAKÓW NA OSOBĘ ARCYBISKUPA MARKA JĘDRASZEWSKIEGO:Stowarzyszenia Endecja, jako…

Gepostet von Endecja am Donnerstag, 8. August 2019

 

 

Źródło: Facebook

Fot.: Wikimedia Commons

 

Książka „ Z Narodowo Demokratycznej perspektywy” podejmuje przede wszystkim tematy  współczesne i jednocześnie niesięgająca po tak często spotykaną historyzację teraźniejszości. 

 

 

Autor w wielu różnych tekstach, komentarzach, felietonach i esejach ukazuje nam obecny moment dziejowy, próbuje uchwycić z czego, z jakich źródeł historia dziejąca się na naszych oczach, nieustanie przyspiesza jednocześnie zwracając uwagę, że przyszłość nasza nie jest z góry przesądzona i nie zależy jedynie od sił zewnętrznych. Uwypukla dwa dramaty jakie nam towarzyszą, choć za takie w naszej codzienności tego tak nie odbieramy.

 

Pierwszy to wymieranie naszego narodu, a drugi to systematyczne zatracanie treści i sensu polskiej tożsamości. Wiele miejsca poświęca wciąż mało znanej najnowszej historii ruchu narodowego, historii jaka miała miejsce od drugiej połowy lat pięćdziesiątych po lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku.  Pozycja „obowiązkowa” w biblioteczce nie tylko narodowca.

 

 

Henryk Klata – polityk, poseł na Sejm I kadencji, działacz Ligi Narodowo-Demokratycznej 1956 – 1960, więzień polityczny, jeden z głównych inicjatorów powołania ZChN,  animator życia społeczno-politycznego, organizator wielu konferencji naukowych i historycznych.       

Wszyscy chcąc lub nie chcąc staliśmy się świadkami pewnego rodzaju wojny pomiędzy środowiskiem szeroko rozumianym jako prawicowe a środowiskiem społeczności LGBT. Należy zacząć od tego, że nikt nie potępia ludzi, a tylko i wyłącznie ich zachowania.

 

Problem jest poważny, na nieszczęście powagi sytuacji, często karykaturalizowany przez opinię publiczną, media, internet z obydwóch stron. Pewne lobby z tęczowymi szyldami stara się wszelkimi możliwymi sposobami wprowadzić demoralizację dzieci, co jest określeniem dość delikatnym. Jak nazwać próby nauki masturbacji dzieci w wieku wczesnoszkolnym? Jak nazwać naukę zakładania prezerwatywy przez te dzieci? Jak nazwać naukę ZGODY NA SEKS przez… dzieci? To najzwyklejsza pedofilia i żadne zaklinanie rzeczywistości oraz próby zmian definicji tego nie zmienią. Czy ktoś z nas potrzebował „edukacji seksualnej” by założyć rodzinę? Odpowiedź brzmi- nie. Nie o rodziny chodzi tęczowym terrorystom a o jej zniszczenie, wypaczenie jej modelu, funkcji i niezbędności.

 

Chcą zbrukać niewinność, wykorzystać niewiedzę, naiwność i plastyczność charakterów po to by zdemoralizować dzieci, chcą by stały się obiektami, które całe swoje życie poświęcą na beztroskie zaspokajanie swoich potrzeb, by stały się uzależnione od seksu co pozwoli takimi osobami sterować i na nich zarabiać. Tu pojawia się jasne, zdecydowane stanowisko STOP!
Nie pozwolimy na to by uczyć dzieci braku zasad moralnych, braku wstrzemięźliwości seksualnej, niewierności i materialistycznego traktowania samego siebie oraz innej osoby.
Religia nie ma tutaj znaczenia, bo cechy takie jak wierność czy panowanie nad pociągiem seksualnym nie jest kwestią wiary, a podstawowymi cechami odróżniającego człowieka od zwierzęcia. Dzieci w wieku przedszkolnym spotykają się i bawią w różne zabawy, które wprowadzają je w codzienność ludzi dorosłych (zakupy w sklepie, dom, sport, jazda samochodem itd.), dzięki takim zabawom wchodzą powoli w świat i życie, które na nich czeka. Po co wprowadzać elementy często zboczone, na które maluszki nawet nie zwracają uwagi? Dzieci są wstydliwe i nie wolno im tego zakazywać (jeśli chodzi o intymność) i zbrodnią jest indoktrynacja seksualna dla osób tak niewinnych i bezbronnych.
Czasy szkolne to czas na kontakty z rówieśnikami, młodzi ludzie się rozwijają, uczą czytać i pisać oraz szerzej poznają świat. Okres zainteresowania płcią przeciwną zaczyna się wraz z dojrzewaniem, właśnie ten okres lobby LGBT chce wykorzystać najbardziej, chcą skrzywić moralność młodego człowieka, wmówić mu rzeczy, które dla większości budzą odrazę.
Po co uczyć 10-letnie dziecko zakładania prezerwatywy? Po co uczyć go bliskości z genitaliami dorosłego człowieka? Po co uczyć 10-latka jak WYDAWAĆ ZGODĘ na seks? Przecież to są działania czysto pedofilskie. Rodzic powinien być autorytetem i to do rodziców dziecko powinno przyjść, gdy najdzie je zainteresowanie seksualnością.

 

RODZIC, a nie obcy człowiek podchodzący do seksualności w sposób perwersyjny i niegodny. To rodzice najlepiej znają swoje dziecko oraz Jego wrażliwość, to rodzice wiedzą w jaki sposób podejść do tematu i muszą się z tym zmierzyć.

 

Szkoła może w tym okresie tylko pomóc poprzez np. lekcje biologii, które dadzą podstawę do poważnej rozmowy ze swoją pociechą. Tutaj należy zaznaczyć, że jeśli już to właśnie rodzice, jeśli nie potrafią powinni nauczyć się jak rozmawiać z dziećmi.

 

Dlatego seksedukacja jest zbędna, chwytliwe hasła o edukowaniu młodych nt. życia seksualnego to tak naprawdę przymusowe kierunkowanie na orientacje homoseksualną oraz wyplewianie z młodych ludzi przyzwoitości. My przeciwstawiamy się temu właśnie  podejściu i próbie skrzywdzenia naszych dzieci. Taka indoktrynacja może na całe życie skrzywić psychikę człowieka i doprowadzić do wielu nieszczęść. Każdy rozumny człowiek to wie, nie dajmy się ponieść nowoczesnym hasłom i liberalizacji zasad, bo to nie kwestia poglądów politycznych, a czysta ludzka troska o niewinność i bezpieczeństwo dzieci. Bo co za różnica czy dziecka dotyka duchowny, polityk, prawnik czy nauczyciel? Zły dotyk zawsze odbije piętno na młodym człowieku.
Mam znajomych homoseksualistów i oni pierwsi podpisaliby się przeciwko LGBT, czy zatem homoseksualista będący przeciwko temu lobby będzie uznany za homofoba?

 

Nie ma znaczenia kto walczy o normalne życie dla dzieci, może to być czarnoskóry, azjata, muzułmanin, ateista, chromy, zdrowy, mały, duży, gej czy transseksualista… w tej walce każdy zdrowo myślący człowiek stanie po tej samej stronie barykady… Czy dla LGBT będą homofobami? Będą? Nie, bo jedno nie równa się drugie, ale wiemy już od dawna, że najbardziej nietolerancyjni są ci co o tolerancji krzyczą najgłośniej.

 

 

Emil Osławski- działacz małopolskiej Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie