Doktrynerstwo stanowi poważny błąd w myśleniu, utrudniający racjonalne pojmowanie i opisywanie otaczającego świata. Systemowo, można powiedzieć, dotyczy ono lewej strony życia publicznego. Niestety w pułapkę tę często wpadają również prawicowcy, osoby o konserwatywnych poglądach, zupełnie niepotrzebnie wystawiając się na kompromitację i utratę wiarygodności. W niniejszym artykule podam dwa, szczególnie jaskrawe, przykłady takiej sytuacji, choć obawiam się, że może być ich więcej.

 

Pierwszym z nich jest istna batalia z tezą, iż mające aktualnie miejsce globalne ocieplenie jest w niezaniedbywalnym stopniu powodowane przez działalność człowieka. Czasem mam wręcz wrażenie, że podważanie wpływu ludzkości na klimat stało się nieodłącznym elementem swoistej prawicowej doktryny – a to bardzo niedobrze. W jednym ze swoich wcześniejszych artykułów pisałem, jak niekorzystną sytuacją jest fakt, że udało się lewicy zdobyć monopol na kwestię ochrony środowiska. Przyroda jest naszym wspólnym dobrem, o które należy się troszczyć. Odcinanie się, czy nawet przemilczanie tego faktu przez prawicę nie jest dobrą drogą. Natomiast najbardziej chyba charakterystycznym przykładem takiego podejścia jest właśnie negowanie wpływu działalności człowieka na klimat na Ziemi.

 

Ów negacjonizm klimatyczny, jak pozwolę sobie go nazwać, przybiera dwie formy: negowanie samych zmian klimatu oraz negowanie ludzkiego wpływu na te zmiany. To pierwsze jest najprostszą drogą do ośmieszenia się. Sam fakt zmian klimatycznych zachodzących na Ziemi jest współcześnie, w świetle naukowych dowodów, niepodważalny. Nie będę ich tu przytaczał, ale wystarczy odrobina dobrej woli w docieraniu do prawdy, znana wyszukiwarka internetowa i można łatwo to sprawdzić. Polecam szczególnie stronę naukaoklimacie.pl, na której można znaleźć wiele bardzo konkretnych informacji. Zresztą wydaje mi się, że wystarczy sięgnąć pamięcią w lata dzieciństwa, a w przypadku osób bardzo młodych zapytać rodziców czy dziadków, by uświadomić sobie, że coś jednak się z naszym klimatem dzieje. Ja sam, choć dopiero dobijam do 30-tki, pamiętam z wczesnego dzieciństwa zimy znacznie bardziej mroźne i śnieżne, niż te z ostatnich kilku lat. Pamiętam jak Boże Narodzenie kojarzyło się wszystkim ze śniegiem, podczas gdy obecnie nie mogę sobie nawet przypomnieć kiedy ostatnio w drogę na Pasterkę musiałem ubierać zimowe buty. Kiedy rozmawiałem na ten temat z rodzicami, mówili dokładnie to samo. Wspominali nawet zimy, w których „jak śnieg spadł w listopadzie, to leżał do marca”. Nawet biorąc poprawkę na fakt, że z perspektywy lat mogą być to wizje nieco podkoloryzowane, zważmy że obecnie trudno sobie wyobrazić zimę, aby śnieg leżał choćby przez połowę okresu listopad-marzec (mowa tu o obszarach nizinnych naszego kraju – oczywistym jest, że w górach wygląda to inaczej). Krótko mówiąc: twierdzenie, w świetle obecnych obserwacji naukowych, że klimat na Ziemi się nie ociepla jest, najprościej mówiąc, podkładaniem się. Bo twierdzenie takie jest w sposób oczywisty błędne i można je obalić niezwykle łatwo.

 

Bardziej dyskusyjną kwestią jest to, czy działalność człowieka ma na zachodzące zmiany klimatu wpływ i jak duży on jest. Tu zdania są bardziej podzielone, nawet wśród samych naukowców. Niemniej jednak warto, dyskutując lub omawiając ten temat, pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze jest faktem naukowo udowodnionym, że dwutlenek węgla jest gazem cieplarnianym i zwiększenie się jego koncentracji w atmosferze, powoduje większą absorpcję promieniowania cieplnego z powierzchni Ziemi. Po drugie trzeba mieć świadomość (jest to fakt oczywisty, ale do niektórych chyba nie dociera), że ludzkość wytwarza olbrzymie ilości CO2. Energetyka oparta na paliwach kopalnych czy transport powodują w skali świata emisję ogromnej masy tego gazu, co siłą rzeczy musi mieć jakiś wpływ na ziemską atmosferę. Nie będę w tym artykule wyrokował jak duży jest wpływ człowieka na zmiany klimatyczne, jednak byłoby dobrze, gdyby prawicowi publicyści, i ogólnie całe konserwatywne środowisko, uświadomiło sobie, że istnieją bardzo poważne argumenty wskazujące na to, iż jest on znaczący. Udowadnianie na siłę, że niemal na pewno jest inaczej, to właśnie przejaw tego „prawicowego doktrynerstwa”, przed którym chcę bardzo mocno przestrzec.

 

Na koniec krótko omówię drugi przykład, na szczęście już coraz rzadziej występujący, owego doktrynerstwa po konserwatywnej stronie społeczeństwa. Chodzi o ewolucję biologiczną. Jeszcze gdzieniegdzie natrafiam na osoby, które z uporem maniaka bronią wizji kreacjonistycznej. Jest to niestety kolejny przykład owego podkładania się i robiąc tak, łatwo można, zupełnie niepotrzebnie, w dyskusji stracić wiarygodność i dać sobie przypiąć łatkę oszołoma. To że prawdą jest, co często podkreślają kreacjoniści, iż nauka nie znalazła jeszcze ostatecznego dowodu na prawdziwość teorii ewolucji, nie zmienia faktu iż jest to obecnie najlepiej uargumentowana teoria naukowo wyjaśniająca nasze biologiczne pochodzenie. Negowanie jej przez osoby ze środowisk konserwatywnych, jest prostą drogą do kompromitacji, która negatywnie rzutuje na wizerunek całej prawicy.

 

Podsumowując, przestrzegam przed podważaniem wyników badań naukowych w imię czy to światopoglądu czy religii. Racjonalizm jest jedną z podstaw myślenia endeckiego i powinien cechować wszystkich przedstawicieli środowisk konserwatywnych, patriotycznych czy katolickich. W przeciwnym razie narażają się na niepotrzebną utratę wiarygodności, a w konsekwencji marginalizację. Misją prawicy jest obrona tradycyjnych wartości, moralności, a także dbałość o los Ojczyzny. Nie wplatajmy w to ślepej batalii ze współczesnymi osiągnięciami nauki. I nie myślmy, że słuszność leży w negowaniu wszystkiego co mówi druga strona. Każdy aspekt należy rozumnie analizować i wydawać racjonalne opinie, niezależnie od tego czy będą one zgodne z retoryką politycznego przeciwnika – wszak nawet niedziałający zegar dwa razy na dobę pokazuje dobrą godzinę.

 

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

Niedawno obchodzona 80. rocznica wybuchu II wojny światowej w szczególny sposób zwraca uwagę na fakt, że historia ludzkości to między innymi, i to niestety w dużej mierze, historia wojen, zniszczenia, mordu i dewastacji. Nie sposób oszacować wartości bogactw kultury czy nauki, które zostały zniszczone, bezpowrotnie stracone w wyniku destrukcji niesionej przez ludzi, dla których najważniejsza była władza, pieniądze, zemsta czy po prostu niczym nieuzasadniona chęć wyrządzenia innym krzywdy. Jeszcze bardziej nieoceniona jest utrata tych wszystkich ludzi, a zwłaszcza elit intelektualnych, które ginęły z rąk zdziczałych oprawców, szczególnie w niezwykle krwawym XX wieku. Trudno sobie wyobrazić w jakim świecie żylibyśmy, o ile więcej byśmy wiedzieli, gdyby w historii świata udało się uniknąć choćby połowy tych strat i zniszczeń.

 

Za symboliczny początek „epopei wielkiego zniszczenia” przyjąć można (choć zdaję sobie sprawę, że jest to kwestia dyskusyjna i w dużej mierze subiektywna), zniszczenie Jerozolimy przez Babilończyków w 587 r. p.n.e. Był to jeden z pierwszych znanych historii przykładów barbarzyńskiego zniszczenia całego miasta. Zapewne podobne akty destrukcji zdarzały się i wcześniej, ale uznałem to wydarzenie za symboliczne, jako że dopuszczono się wtedy bezprecedensowej podłości, jaką było zniszczenie najświętszego dla Żydów miejsca– Świątyni Salomona. W czasie tego wydarzenia bezpowrotnie zaginęły tablice zawierające Dekalog.

 

Późniejsza historia starożytna obfituje w okrutne akty barbarzyńskiego traktowania ludzi oraz dóbr kultury i sztuki. Wymienię tylko kilka z nich. Całkowicie bezsensowne zrównanie z ziemią Kartaginy przez Rzymian. Kolejne zniszczenie Jerozolimy, również przez Rzymian.

 

Po upadku Rzymu, który został oczywiście splądrowany przez Wizygotów w 410 r., nastało średniowiecze, które również obfitowało w wiele walk, mordów i zniszczenia. Celem tego artykułu nie jest wymienianie ich wszystkich, ani nawet znacznej części. Dla przykładu przypomnę tylko szczególnie dla Polski przykre zajście z roku 1038, kiedy to czeski książę Brzetysław najechał ziemie naszego kraju, doszczętnie plądrując obszar Wielkopolski.

 

Jednak, paradoksalnie, im ludzkość bardziej się rozwijała, tym niektórzy jej przedstawiciele skłonni byli do większego barbarzyństwa. Rewolucja protestancka zapoczątkowana w 1517 r. (a szczególnie nasilona od roku 1521, kiedy to Marcin Luter definitywnie opuścił Kościół katolicki) zaowocowała wielką falą zniszczeń dokonanych na dziełach sztuki. Najistotniejszym elementem tych wydarzeń była tzw. rewolta ikonoklastów, w czasie której w okrutny sposób zniszczono wiele kościołów i przedmiotów katolickiego kultu.

 

Celowo pomijam wszystkie wojny jakie przetaczały się przez świat w epoce nowożytnej, bo nie na ich wymienianie tu miejsce. Przytoczę jedynie niezwykle bolesny dla historii naszego kraju Potop szwedzki z 1655 roku, gdy znacząco ucierpiało wiele dóbr kultury naszego kraju.

 

Epoka oświecenia, choć istotnie przyniosła wiele doniosłych odkryć, nie była wolna od brutalności niektórych jej przedstawicieli. Bardzo istotnym i tragicznym zarazem wydarzeniem była, do dziś niestety przez wielu oceniania pozytywnie, Rewolucja francuska, trwająca w latach 1789-1799. W jej najtragiczniejszym okresie dopuszczono się zniszczeń i mordów na niewyobrażalną skalę. Niszczono kościoły, mordowano księży oraz Francuzów sprzeciwiających się władzy. Rozmiar zniszczeń był ogromny.

 

Również XIX wiek obfitował w tragiczne wydarzenia, jak na przykład dewastacja Wawelu przez Austriaków, jednak dopiero XX wiek przyniósł śmierć i zniszczenie na skalę dotąd niewyobrażalną. Tego co straciła ludzkość w wyniku najpierw I wojny światowej, potem w wyniku działalności reżimu komunistycznego i nazistowskiego oraz wywołanej przez nie II wojny światowej nie da się oszacować. Są to niepowetowane straty, z których długo się jeszcze do końca nie otrząśniemy – o ile kiedykolwiek. Tego co utraciliśmy, nigdy już nie odzyskamy. Tak wiele bezcennych istnień ludzkich, tyle dóbr kultury, zabytków, dzieł sztuki, które poszły z dymem w ciągu tak krótkiego okresu. Są to rzeczy przerażające i myślenie o tym zawsze napawa mnie smutkiem. Trudno zrozumieć, że byli i są na świecie ludzie, zdolni wyrządzić tak wiele zła… a jednak to prawda.

 

Po zakończeniu II wojny światowej sytuacja na świecie uspokoiła się, jednak do dziś wiele regionów trawionych jest przez konflikty zbrojne, terroryzm i inne formy agresji. Nie tak dawno, bo w 2013 roku, w wyniku działań zbrojnych na terenie Syrii, został zniszczony pochodzący z XI wieku Wielki Meczet w Aleppo. Jak widać, choć tak niewiele zostało nam autentycznych zabytków odległej przeszłości, wciąż niszczone są kolejne. W imię czyichś partykularnych interesów, władzy, pieniędzy.

 

Czasem mam wrażenie, że te wojny, to zniszczenie, to jakaś dziejowa konieczność, że tego nie da się uniknąć– nie chcę jednak myśleć w ten sposób. Mam nadzieję, że ludzkość kiedyś zrozumie jak bezsensowne jest wzajemne wyżynanie się i niszczenie dóbr innych kultur. Szanujmy to, co nam po tych wszystkich kataklizmach, które sami wywołaliśmy, pozostało. Nie ma już tego dużo– tym bardziej to co jest, jest bezcenne.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

Od paru lat możemy zaobserwować popyt na tzw. odzież patriotyczną, m.in. koszulki z orzełkiem, czy „kotwicą ”. Początkowo uważałem to za bardzo pozytywne zjawisko- promowanie wartości narodowych, przypominanie o zasłużonych bohaterach, czy ważnych bitwach, które rozegrały się na przestrzeni wieków. Przemawiało do mnie również to, że w przeszłości spora część Polaków mieszkających na zachodzie czuła się stłamszona przez lata komunizmu i wstydziła się swojego pochodzenia. Teraz nadszedł czas, w którym Polacy dumnie mogą reprezentować swoją ojczyznę, a z orzełkiem na piersi czuć się po prostu dobrze.

 

Niestety, dla niektórych wspomniana wyżej odzież stała się zwykłym towarem, na którym można zarobić duże pieniądze. Bluzy z symbolem Narodowych Sił Zbrojnych zaczęły wyglądać coraz bardziej tandetnie, będąc dostępne na zwykłych bazarach. Coraz więcej pojawiało się ordynarnych grafik przedstawiających m.in. wizerunki żołnierzy wyklętych, co według mnie przynosiło odwrotny efekt do zamierzonego– zniechęcało „zwykłego Kowalskiego” i sporą część młodych ludzi do celebrowania święta obchodzonego 1 marca, kojarząc ten dzień z zestawem dresowym, na którym barwy narodowe znajdują się na nogawce, aniżeli z ludźmi, którzy bohatersko walczyli w podziemiu z reżimem komunistycznym. Chyba najbardziej dobitnym przykładem zbezczeszczenia symbolu było umieszczenie „kotwicy” na kiju baseballowym, który jak zakładam, nie służył do gry…

 

Nie same nieodpowiednie gadżety są problemem. W mojej opinii równie dużym są nabywcy tego rodzaju ubrań oraz okoliczności, w których te są używane. Niestety, bardzo często jest to osiedlowa patologia, która jest niechlubną wizytówką naszego społeczeństwa. Przykro robi mi się, słysząc opinie ludzi z otaczającego mnie środowiska, którzy widząc na przystanku osobę z symbolem Polski Walczącej, odczuwają strach i niechęć- z symbolem, który dla wszystkich Polaków powinien być świętością i kojarzyć się jednoznacznie dobrze.

 

Pisząc o tym zjawisku, które często jest podnoszone jako zarzut przez lewą stronę sceny politycznej, chciałbym zwrócić uwagę, że również ta część społeczeństwa bardzo często dopuszcza się prowokacyjnego, nieakceptowanego przez duże grono ludzi umieszczania barw tęczowych m.in. na obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej czy na fladze i godle Polski podczas swoich manifestacji.

 

Wspomniana już wcześniej „kotwica” została znieważona na tzw. czarnym proteście… Do podobnej sytuacji doszło 1 sierpnia podczas tegorocznego Marszu Powstania Warszawskiego właśnie w stolicy. Tym razem symbol powstańców został umieszczony na fladze środowisk LGBT. Wywołało to burzę medialną i oburzenie Polaków. Ludzie stojący za tym uzyskali to, czego chcieli- atencję i kontrowersję. Dochodzi do przykrej sytuacji, kiedy w tak ważną rocznicę- 75-lecie wybuchu powstania warszawskiego Polacy, zamiast zjednoczyć się, kolejny raz zostają uwikłani w gierki polityczne i dają się skłócić. Głównym tematem dyskusji w tym dniu już nawet nie jest czy dowództwo w 1944 roku podjęło słuszną decyzję, jakby wyglądała Europa, gdyby nie 63-dniowa walka Warszawiaków z niemieckim okupantem. Nie, głównym tematem stał się ruch LGBT…

 

Takie kontrowersyjne działania powodują, że część społeczeństwa coraz liczniej bierze udział w kontrmanifestacjach do tzw. Marszów Równości. Większość z nich nie jest jednak tak po prostu wrogo nastawiona do osób reprezentujących inną orientację seksualną, lecz do promowanych przez nich postulatów– są przeciwnikami adopcji dzieci przez pary homoseksualne, bądź wprowadzeniu karty LGBT+ w polskich szkołach, chcąc uniknąć zjawisk, które mają miejsca w zachodniej Europie. Podczas tego rodzaju kontrmanifestacji pojawia się czasem przemoc fizyczna i słowna, którą oczywiście trzeba potępić, tak jak środowiska narodowe odcinają się od skrajnych, marginalnych incydentów, które swoją drogą mogą być zwykłymi prowokacjami.

 

Tu znowu powraca temat odzieży patriotycznej. Bluza z hasłem „Śmierć Wrogom Ojczyzny”, mimo iż nawiązuje do emblematów noszonych przez żołnierzy 3. Wileńskiej Brygady NZW i w dzisiejszych czasach ma raczej znaczenie przenośne, wywołuje kontrowersję i pozwala środowiskom lewicowym spłycać przesłanie głoszone przez drugą stronę, a konserwatywną część społeczeństwa wrzucać do jednego worka z chuliganami, którzy ich zdaniem nawołują do nienawiści. Słowo kibol używane jest zamiennie ze słowem kibic, a to właśnie środowisko kibicowskie jest jedną z grup społecznych, która najbardziej angażuje się w akcje patriotyczne. Renowacje grobów lub zbiórki darów dla rodaków mieszkających na kresach wschodnich, marsze upamiętniające bohaterów, czy patriotyczne oprawy na meczach to tylko część trudu włożonego przez kibiców w budowaniu tożsamości narodowej. To właśnie na stadionach duża część młodych ludzi usłyszała pierwszy raz, chociażby o żołnierzach wyklętych czy rzezi wołyńskiej.

 

Dlatego apeluję do wszystkich ludzi zakładających odzież z symbolami narodowymi- patriotyzm to coś pięknego i nie należy się z nim kryć, wręcz przeciwnie. Ważne, żeby nie iść za modą, tylko mieć to zwyczajnie w sercu, a do tego, za co nasi przodkowie przelewali krew obnosić się z szacunkiem. Nosisz koszulkę z wizerunkiem rotmistrza Pileckiego? Poczytaj o nim, co zrobił, jak zasłużył się dla Polski. Taki moim zdaniem powinien być główny cel patriotycznej odzieży- poszerzanie wiedzy historycznej i budowanie tożsamości narodowej na podstawie chwalebnych wydarzeń w polskiej historii. Takie podejście pozwoli uniknąć kompromitacji, jakiej doświadczyli ludzie ze słynnego materiału Filipa Chajzera, wykazując się kompletnym brakiem wiedzy na temat symboli i dat znajdujących się na ich ubraniach. Przez tego typu przypadki środowisko patriotyczne jest niestety ośmieszane, a przez sporą część ludzi kojarzone z patologią. Ważne, aby w tym wszystkim zachować przyzwoitość i zdrowy rozsądek.

 

 

Konrad Adamczyk- Młody działacz społeczny i polityczny z Krakowa ; członek stowarzyszenia Endecja

 

 

Wśród ludzi, których poznaję w szeroko rozumianych środowiskach prawicowych, czyli konserwatywnych, katolickich, wolnorynkowych czy narodowych, często spotykam się z monarchizmem. W niniejszym artykule chcę wykazać błędność tego kierunku, zauważając jednak pewne racje, których nie sposób odmówić monarchistom.

 

Punktem wyjścia do dyskusji powinno być zdefiniowanie co jest właściwie celem dobrej polityki. W ten sposób możemy zacząć dochodzenie do tego, jaki system jest w stanie nam to coś zapewnić. Dla uproszczenia ograniczmy się do przykładu Polski, choć oczywiście podobnie wygląda to w większości krajów europejskich. Choć zabrzmi to zapewne dziwnie, wydaje mi się, że krótko można to ująć pewnym banałem autorstwa Edwarda Gierka: „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”. Bo w zasadzie o to chodzi, choć ów komunistyczny aparatczyk zapewne rozumiał te słowa bardzo na opak.

 

Czyli celem polityki powinny być: rozwój gospodarczy kraju, zagwarantowanie mu bezpieczeństwa, a także zapewnienie należytej ochrony praw człowieka na jego terenie (jakkolwiek ten postulat nie byłby we współczesnym świecie przez różnych „mędrców” zohydzony , to jednak w istocie jest on bardzo ważny). Jaki więc system daje największe prawdopodobieństwo, że powyższe cele będą osiągane? Według mnie monarchia, ale…

 

No właśnie, jest pewne „ale”, które chcę by mocno wybrzmiało w moim artykule. Współcześnie społeczeństwa Cywilizacji Zachodniej znajdują się na takim etapie, że demokracja jest w nich bardzo mocno zakorzeniona. Przytłaczająca większość mieszkańców krajów kultury europejskiej nie wyobraża sobie powrotu do systemu, w którym wola większości nie ma kluczowego znaczenia dla wyboru osób rządzących ich państwami. Nie stoi to jednak w prostej sprzeczności z możliwością zaprowadzenia publicznej moralności, a także rozsądnej polityki gospodarczej i obronnej.

 

Nie przeczę, że przekazanie absolutnej władzy nad państwem jednemu, prawemu monarsze byłoby najpewniejsza drogą do tego celu. Jednak jest to w aktualnych realiach europejskich na skraju fantastyki. Natomiast nie jest warunkiem sine qua non – to określenie jest zresztą kluczem do tych rozważań, dlatego że należy zastanawiać się nad tym jak najbardziej prawdopodobną, najłatwiejszą drogą osiągać wyznaczone cele, a nie szukać rozwiązań idealistycznych, ale nierealnych.

 

Dlatego zalecam wszystkim, którym na sercu leży dobro naszej Ojczyzny, aby skupili się na najbardziej możliwych do realizacji scenariuszach poprawy jej sytuacji. W mojej opinii wiele dobrego da się osiągnąć w ramach demokracji. Tylko społeczeństwo trzeba informować, edukować, pokazywać mu słuszne wzorce. Aby robić to skutecznie należy budować prawicowe media, zwiększać ich zasięg, pozyskiwać nowych odbiorców. A przede wszystkim kształcić elity, które kiedyś, miejmy nadzieję, obejmą zgodnie z demokratycznym systemem władzę, aby wprowadzić rządy prawa, zaprowadzić bezpieczeństwo – wewnętrzne oraz zewnętrzne – i wepchnąć nasz kraj na tory szybkiego rozwoju gospodarczego.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.