Czas pandemii oraz podejmowanych przez wiele państw i organizacji działań mających na celu zahamowanie rozprzestrzeniania się słynnego już wirusa z Wuhan, a także niwelowanie skutków gospodarczych, to czas mogący być dla wielu złudnym okresem braku innych zagrożeń dla bezpieczeństwa lokalnego i międzynarodowego. Niestety jednak, wiele doniesień oraz danych ze świata zaprzecza tego typu postrzeganiu obecnej sytuacji. Przykładem na to jest śmierć żołnierzy walczących w szeregach francuskiej Legii Cudzoziemskiej, jak również wciąż trwająca aktywność struktur organizacji terrorystycznych.

 

Choć nie mówi się o tym zbyt często w europejskich mediach, gdyż sytuacje te dzieją się w innych zakątkach świata, to jednak należy mieć świadomość, że nadal dochodzi do ataków terrorystycznych, często przeprowadzanych w sposób bardzo bezwzględny i brutalny. Niestety nadal też w związku z działaniami przeprowadzonymi przez terrorystów giną ludzie.

 

W tym przypadku doszło natomiast do ataków na oddziały francuskiej legii cudzoziemskiej, stało się to w części Afryki, w której stacjonują, a dokładniej rzecz ujmując- na terytorium państwa Mali.

 

W kraju tym działają ugrupowania motywujące swoje działania radykalnym islamem, a wśród nich obecne są też jednostki powiązane z Al-Kaidą. Terrorystyczne grupy te funkcjonujące w Mali uściśliły jakiś czas temu swoją współpracę i dążą do osiągnięcia swoich wspólnych celów jako „Dżama’at Nasr al-Islam wa al-Muslimin” („Grupa Wsparcia Islamu i Muzułmanów”).

 

Jednym z zabitych jest pochodzący z Ukrainy kapral Dmytro Martyniuk, który dowodził wozem opancerzonym, na który przeprowadzono atak w dniu 23 kwietnia. Mina pod nim wybuchła w dniu 23 kwietnia, a kaprala Martyniuka przetransportowano do szpitala. Niestety zmarł on w dniu 1 maja. Co gorsza, nie była to ostatnia śmierć żołnierza legii cudzoziemskiej w tej części świata na przestrzeni ostatnich dni.

 

Do kolejnej tragedii tego typu w Republice Mali dojść miało w dniu 4 maja. Wtedy to w starciu z członkami dżihadystycznej organizacji zginąć miał uczestnik operacji antyterrorystycznej.

 

 

Źródło: Nczas.com ; Worldterror.pl

Fot.: Pixabay

 

Koronawirus coraz bardziej zaskakuje lekarzy i badaczy. Pół roku temu nikt chyba nie spodziewał się iż świat stanie przed tak ciężkim zadaniem i tak wielu ludzi straci swoje życia. 

 

 

Niestety wciąż jesteśmy dalej niż bliżej pokonania pandemii, która zdaje się okazywać coraz potężniejsza.

Niezwykle ciekawa i wzbudzająca niepokój sytuacja miała miejsce trzy dni temu w Paryżu.

W jednym z najbardziej turystycznych miast świata, 4 spośród 27 ujęć wody niezdatnej do picia okazały się mieć w sobie koronawirusa. Poinformowały o tym służby sanitarne miasta. Woda z tych ujęć pochodzi  Sekwany i Kanału Ourcq, a wykorzystywana jest przede wszystkim do mycia ulic, podlewania kwiatów czy zasilania fontann. Choć wszystko to brzmi niepokojąco to agencja zdrowia regionu Ile-de-France wyraźnie zaprzecza temu iż jest to potwierdzenie jakoby wirus zaczął przenosić się wodą i stwarzać ogromne zagrożenie w ten sposób.

 

Badania w kwestii wyjaśnienia tej sytuacji cały czas trwają i zapewne dopóki naukowcy nie będą mieli 100% pewności iż woda może być nośnikiem COVID-19, to nie ogłoszą tego publicznie.

 

Co ważne, służby sanitarne poinformowały o tymczasowym odcięciu poboru wody z owych 4 feralnych ujęć, twierdząc że pozostałe nie posiadają w sobie wirusa i nie są zagrożeniem dla mieszkańców.

 

Ciężko stwierdzić co powinniśmy o tym wszystkim myśleć, lecz na pewno takie doniesienia nie są czymś co uspokoi społeczeństwo, szczególnie tą jego część która wpada w obsesję z powodu wszelkich teorii spiskowych.

 

 

Światowi naukowcy zapewne baczniej zaczną teraz obserwować wszelkie źródła wody, by potwierdzić że albo był to pojedynczy przypadek, albo niestety kolejne zagrożenie dla ludzi.

Co wy myślicie na ten temat? Którą z tych opcji uważacie za bardziej prawdopodobną?

 

 

Źródła:

Fot.: Pixabay

gazetaprawna.pl

W czasie kiedy państwa europejskie walczą ze skutkami pandemii koronawirusa, a ulice miast wyludniały, niestety nie wszędzie panuje takie zdyscyplinowane i przestrzeganie zasad dotyczących zaleczeń epidemiologicznych, a przy tym troski o zdrowie. jakie obserwujemy w Polsce. Jak się okazuje, w rejonie niektórych słynnych miast na naszym kontynencie istnieje spore ryzyko niepokojów społecznych oraz zamieszek, a w niektórych miejscach do awantur i burd z policją już doszło w ostatnim czasie.

 

W pierwszej połowie kwietnia doszło do zamieszek na terenie brukselskiej dzielnicy Anderlecht. Bezpośrednią przyczyną ówczesnych burd miała być tragiczna śmierć 19-letniego Adila, który zginął w wyniku kolizji radiowozem, gdy trwała obława na mężczyznę, po tym jak poruszając się skuterem, miał nie zatrzymać się do kontroli.

 

Anderlecht to dzielnica zamieszkała w dużej mierze przez imigrantów. Mieszka tam zarówno wielu ludzi pochodzenia arabskiego, jak i też spora liczba naszych rodaków. W wyniku zamieszek zniszczono zostało kilka radiowozów. W działaniach uczestniczyło w tamtym czasie dziesiątki funkcjonariuszy policji. Zatrzymanych zostało prawie pięćdziesięciu uczestników burd. Na tym jednak nie zakończyły się tego typu problemy na zachodzie Europy.

 

W ostatnim czasie do awantur doszło bowiem również na przedmieściach Paryża we Francji. Co ciekawe również tam, bezpośrednią przyczyną burd była kolizja motocyklisty uciekającego policji.

 

Wszczynający zamieszki migranci mają być zdania, że w czasie epidemii funkcjonariusze mają gorzej traktować przedstawicieli mniejszości narodowych i wyznaniowych. Uczestnicy burd podpalali śmietniki, odpalali fajerwerki i rzucali kamieniami w policję, która próbowała rozgonić agresorów używając gazu łzawiącego.

 

W sieci udostępniono nagrania zarejestrowane przy okazji zamieszek, które w kwietniu miały miejsce zarówno w Belgii, jak i we Francji.

 

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; tvp.info ; YouTube/The Sun ; YouTube/Ruptly ; YouTube/Trucks City ; YouTube/ODP News

Media oraz społeczeństwa na świecie, nadal żyją w dużej mierze tematem pandemii koronawirusa oraz opierania się jej skutkom zdrowotnym i ekonomicznym. Pocieszający jest fakt, że w wielu europejskich krajach sytuacja wygląda na coraz bardziej opanowaną. Niestety, docierają też smutne, a nawet wstrząsające doniesienia wiążące się również z tematem pandemii. Tragiczne wieści przekazał jeden z reprezentantów Polski w piłce nożnej- Grzegorz Krychowiak.

 

Według informacji udostępnionej na twitterowym profilu polskiego piłkarza, w dramatycznych okolicznościach zmarł doktor Bernard Gonzalez, znany w piłkarskim środowisku we Francji lekarz sportowy, pracujący przez lata w klubie Stade de Reims. W zespole tym, Grzegorz Krychowiak występował w latach 2012-2014.

 

W tle całej sprawy pojawia się temat pandemii słynnego już wirusa z Wuhan. Śmierć 60-latka nastąpić miała w niedzielny wieczór. Według doniesień jakie pojawiły się we francuskich mediach, lekarz odebrał sobie życie. Wpływ na tak dramatyczną decyzję o zakończeniu własnej egzystencji mieć miał fakt zakażenia się koronawrisuem. Przeprowadzony test na jego obecność, miał dać wcześniej niestety wynik pozytywny u doktora Bernarda Gonzaleza.

 

Według informacji przekazanych przez dziennikarzy „L’Equipe”, 60-letni doktor zostawić miał napisany przed śmiercią list pożegnalny, potwierdzający iż w desperacji samemu targnął się na swoje życie. Treść tego co zapisał zgadza się również z teorią, że do dramatu przyczynił się fakt zarażenia koronawirusem.

 

W swoim liście, Bernard Gonzalez napisać miał, że zmagania z zaistniałą sytuacją wynikającą z zakażenia są ponad jego siły.

 

 

 

W jednym ze swoich wpisów na Instagramie, Grzegorz Krychowiak apelował natomiast o przestrzeganie obostrzeń, z którymi mamy do czynienia w czasie pandemii i zachęcał do tego, aby nie opuszczać bez poważnej konieczności miejsca zamieszkania.

 

 

 

Źródło: chillizet.pl ; Twitter/@StadeDeReims ; Instagram/grzegorz.krychowiak

Fot.: Wikimedia Commons

W Polsce trwa dwudniowa wizyta prezydenta Francji Emanuela Macrona. Dziś spotkał się on z polskim prezydentem Andrzejem Dudą oraz premierem Mateuszem Morawieckim. Przyjazd francuskiej głowy państwa wywołuje sporo emocji, m.in. w związku z negatywnymi wypowiedziami Emanuela Macrona na temat naszego państwa, w okresie kiedy Francja zmaga się z protestami na ulicach, połączonymi z zamieszkami i starciami z policją. Nie są to jednak jedyne problemy Francji, a kolejne niepokojące doniesienia stamtąd dają do myślenia nad bezpieczeństwem i stabilnością tego kraju w dłuższej perspektywie. Obawy mogą zostać wzmocnione dodatkowo przez takie sytuacje jak ta, w której zabity został czeczeński działacz opozycyjny. Sprawę opisał portal rmf24.pl.

 

Informacje na temat morderstwa przekazała AFP powołując się na źródła będące blisko prowadzonego śledztwa, zwłoki mężczyzny miały zostać odnalezione na terenie hotelu w mieście Lille, zlokalizowanym w północnej części Francji.

 

Denat to pochodzący z Czeczenii Imran Alijew, znany ze swojej opozycyjnej działalności w Federacji Rosyjskiej. Prowadził on internetowego bloga, na którym zamieszczał wpisy o treści krytycznej wobec w jego opinii pro-rosyjskich czeczeńskich władz. Mężczyzna posługiwał się też pseudonimem „Mansur Staryj”.

 

Przed przybyciem do Francji przebywać miał on w Belgii. W środę miał zameldować się w hotelu na terenie Lille wraz z innym mężczyzną. Kiedy minęła noc, w hotelu tym znaleziono już nieżyjącego Alijewa.

 

Jak poinformowała AFP, prokuratura nie podjęła szybkich decyzji dotyczących aresztowań w tej sprawie. Możliwe, że nie są nadal planowane „żadne zatrzymania”, jednak na razie nie jest wiadomo zbyt wiele o szczegółach prowadzonych działań.

 

Jak podało AFP, według rozmawiającego z nim człowieka będącego blisko działań śledczych, chociaż okoliczności zabójstwa wskazują na to iż doszło do zbrodni na tle politycznym, to jednak należy zachowywać ostrożność w kwestii ustalania motywów jakimi kierował się sprawca lub sprawcy.

 

 

Źródło: AFP ; rmf24.pl

Fot.: Pixabay

Do nietypowego zdarzenia doszło przy Avenue de Verdun w Villeneuve-la-Garenne (Francja). Imigrant postanowił nieco się zabawić, prezentując nowy styl jazdy na rowerze. 

Mężczyzna nie zważając na przepisy ruchu drogowego, wjechał rowerem na torowisko i sunął pasmem zieleni. Całe zdarzenie zostało nagrane prawdopodobnie przez motorniczego lub zostało zarejestrowane przez kamery zainstalowane w pojeździe.

 

Osoba kierująca nadjeżdżającym tramwajem błyskawicznie użyła sygnału dźwiękowego, aby ostrzec rowerzystę. Ten jednak nic sobie z tego nie zrobił i spokojnie kontynuował jazdę. Po kilkunastu sekundach motorniczy zatrzymał pojazd, aby uniknąć niebezpiecznego zderzenia.

W tym momencie widzimy jak rowerzysta zsiada z dwukołowca i rusza w kierunku tramwaju. Ze wściekłością w oczach zaczyna krzyczeć i wymachiwać rękami. Agresor nie poprzestał jednak tylko na tym – chwilę później rzucił się na pojazd, ale jedyne co mógł zrobić, to zniszczyć wycieraczki.

Skąd taki atak furii? Mężczyzna zdenerwował się, gdyż odmówiono mu wstępu z rowerem do tramwaju. Informacja ta rozwścieczyła go do tego stopnia, że poprzysiągł zemstę.

 

mocperf.pl/Red/Fot. Twitter screen

 

Prezydent Francji Emmanuel Macrone ma kolejne kłopoty. Po tym, jak prasa szczegółowo wdzierała się w jego życie prywatne (związek z dużo starszą kobietą) oraz przede wszystkim po tym, jak protest „Żółtych kamizelek” dewastuje kraj, tym razem liberalny polityk został poważnie oskarżony o branie kokainy. 

Macrone pojawił się na festiwalu komiksu w Angouleme. Dziennikarze korzystając z jego obecności pytali go o brutalność policji (w ostatnich dniach francuska policja brutalnie tłumiła protest strażaków). Prezydent próbował sprytnie uciec od odpowiedzi, wskazując na kota jako symbol protestujących, a pod nim znajdował się napis LBD 2020. Macrone użył gry słów, bowiem nazwa, którą wymienił to skrót nazwy festiwalu komiksu i jednocześnie pocisków, których używa francuska policja do strzelania do protestujących.

 

Odpowiedź niezby przypadła do gustu opinii publicznej, gdyż LBD 2020 to dla Francuzów symbol przemocy policji wobec protestujących obywateli.

 

Co innego jednak zwróciło powszechną uwagę, na zachowanie prezydenta. Według wielu, był on pod wpływem narkotyków.

Dlaczego ten pan:
– wciąż pociera swój nos
– ma rozszerzone źrenice
– mówi bzdury i wydaje mu się, że jest Bogiem

zapytał na Twitterze Patrick Edery były dziennikarz „Valeurs actuelles” „Le Figaro” i AFP.

Można oczywiście wziąć te opinie w nawias, ponieważ spora część wyborców nie cierpi obecnego prezydenta i należałoby stwierdzić, że są po prostu złośliwi. Wszystko rozeszłoby się po kościach gdyby nie to, że wywiadu w telewizji udzielił były diler gwiazd, który sprzedawał im narkotyki i bardzo dobrze znał się na tym całym biznesie. Według niego, zachowanie Macrona jasno wskazuje na to, że był pod wpływem kokainy.

 

Mówię, że gdy się jest trzecią potęgą nuklearną na świecie i ma się prezydenta kokainistę, to to jest niebezpieczne

– stwierdził  m.in. diler, potwierdzając tezę wielu Francuzów

 

nczas./Red/Fot/ FB Macrone

 

Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy przyjęło wczoraj  rezolucję krytyczną wobec Polski. Przyczyną jest reforma sądownictwa, którą zamierza wdrożyć rząd PiS. Polskie władze oskarżane są o łamanie demokratycznych standardów.  Pozostaje jednak pytanie, w jakiej kondycji są inne europejskie państwa.

Brexit, awantury w hiszpańskiej Katalonii, masowe protesty „Żółtych kamizelek” we Francji – Europa ma dużo problemów, z którymi nie potrafi się zmierzyć. Na cenzurowanym jednak jest…Polska.

Można różnie oceniać zmiany w sądownictwie, jakie proponuje PiS. Dla jednych jest to niezbędna reforma, dla innych „ustawa kagańcowa”, kneblująca usta polskim sędziom. Jedno jest pewne – na ulicach naszego kraju jest dość bezpiecznie, a wszelakie protesty w miarę spokojne i niezbyt liczne.

Oto przykład protestów we Francji.

Francja. Policja bije strażaków.

Jakby kto pytał, to we Francji Gestapo Macrona właśnie tłucze strajkujących strażaków. To już mało kto wybaczy. No może poza Parlamentem Europejskim🇪🇺💙✌👨‍❤‍💋‍👨 Jak wiemy Unia nie widzi problemu w tym, by ta bezmózga banda kryminalistów tłukła przypadkowych ludzi, atakowała medyków udzielających pomocy rannym i dziennikarzy relacjonujących co się dzieje, zabierała telefony uniemożliwiając nagrywanie, strzelała granatami w twarze trwale okaleczając ludzi, czy też pacyfikowała sędziów.(tu jeszcze inne wideo ze starć policja-straż pożarna -> https://twitter.com/czarymarybum777/status/1222410181759393793)PS. Macron w następnym tygodniu przyjeżdża do Polski i prawdopodobnie będzie truł o praworządności.

Gepostet von Kamieni Kupa am Mittwoch, 29. Januar 2020

 

Niezależnie od poglądów politycznych trzeba przyznać, że w naszym kraju takie sytuacje miejsca nie mają. Całe szczęście.

Gdzie tak na prawdę łamane są standardy demokracji? Czym najpierw powinny się zająć europejskie instytucje? Niech każdy odpowie sobie sam.

 

Facebook żelazna logika/Red/Fot. YouTube

Z nienawiścią wymierzoną w chrześcijan spotykamy się w tych czasach zdecydowanie zbyt często. Do aktów agresji wobec osób wierzących dochodzi w licznym stopniu także na terenie rozwiniętych państw europejskich i co warte podkreślenia, niejednokrotnie za doprowadzanie do takowych sytuacji odpowiedzialne są osoby, które na ustach mają słowa o tolerancji i szanowaniu praw innych.

 

Tym razem zaatakowane zostały osoby biorące udział w pielgrzymce. Wśród nich obecne miały być także rodziny z dziećmi.

 

Pielgrzymujące tego dnia osoby to katolicy z francuskiego Caen leżącego w Normandii. Zmierzali oni do Mayenne, a dokładniej do tamtejszego Sanktuarium Pontmain. Obchodzona była tam wówczas kolejna rocznica objawień Najświętszej Maryi Panny, które miały miejsce w dniu 17 stycznia 1871 roku.

 

W momencie ataku, autokar z około pięćdziesięcioma pielgrzymami jechał w niedalekiej odległości od domu diecezjalnego w Caen. To wtedy rozegrał się ten dramatyczny moment. Nagle, pojazd został zaatakowany przez grupę około dwudziestu osób. Agresorzy ci byli ubrani na czarno i zakapturzeni.

 

Sprawcy ataku użyli pistoletu do paintballa, aby ostrzelać przednią szybę autokaru. Blokowali oni w ten sposób kierowcy możliwość wyjechania z parkingu. Osoby znajdujące się w pojeździe były zaskoczone faktem, że są w ten sposób atakowane w czasie, kiedy chcą udać się w celach religijnych do sanktuarium.

 

Najprawdopodobniej za ten bezmyślny czyn odpowiedzialne są osoby związane ze środowiskiem skrajnej lewicy. Jak wiele na to wskazuje, napastnikami byli przedstawiciele tzw. antify.

 

Do zdarzenia odniósł się rzecznik diecezji- ksiądz Laurent Berthou, który zwrócił uwagę na fakt, że zapewne sprawcy ataku pomylili autokar przewożący pielgrzymów z tym, w którym znajdowały się osoby udające się manifestację obrońców rodziny- „Manif pour Tous”, organizowaną w ramach proponowanych zmian dotyczących tzw. metody in vitro dla par homoseksualnych.

 

Kapłan mówił przy tej okazji też o niepokojącym wzroście przemocy społecznej i zaapelował w imieniu diecezji „o pokój społeczny i wzajemny szacunek dla swoich opinii„. Jak zapowiedział, w związku z tym apelem, nie zostanie przez władze diecezji złożona oficjalna skarga w sprawie tego skandalicznego ataku.

 

Co warte zaznaczenia, w październiku ubiegłego roku, również miało dojść do tego typu ataku w Caen. Wtedy, w dzień manifestacji obrońców rodziny, zaatakowany został także autokar przewożący pielgrzymów, którzy wtedy zmierzali do Lourdes, miejsca odwiedzanego przez wielu katolików z całego świata.

 

 

Źródło: nczas.com ; polskaniepodlegla.pl

Fot.: Max Pixel