W ostatnim czasie w mediach i internecie mówiło się dosyć dużo o Magdalenie Kralce, która poszukiwana jest listem gończym w związku z kierowaniem przez nią jedną z krakowskich grup przestępczych. Wielu osobom ciężko uwierzyć jest w to, że młoda atrakcyjna blondynka mogła kierować brutalnym gangiem i zarabiać ogromne pieniądze dzięki przestępczym interesom. Postanowiliśmy przybliżyć państwu to z kogo składała się i czego dopuściła grupa, z której wywodzi się Magdalena Kralka.

 

W ostatnim czasie pojawiły się informacje na temat tego, że poszukiwana kobieta zwróciła się do sądu z wnioskiem o list żelazny. Chciała by mieć ona możliwość odpowiadania przed sądem z tzw. wolnej stopy, a jej motywacją ma być fakt, iż obawia się, że zostanie postrzelona lub „nie chciałaby by przydarzyło jej się samobójstwo”. Domniemywać więc można, że kobieta bierze pod uwagę bardzo poważnie opcję pójścia na współpracę i złożenia zeznań, które mogą obciążyć innych członków gangu.

 

Magdalena Kralka zyskała silną pozycję w grupie przestępczej dzięki temu, iż została życiową partnerką Mariusza Z., jednego z braci kierujących gangiem. Nie bez powodu bowiem, przyjęło się w trakcie całej sprawy, iż określa się tę grupę „gangiem braci Z.”.

 

Bracia Z. wywodzić mają się ze środowiska pseudokibiców Cracovii. W Małopolsce od lat mówi się o krwawych porachunkach do jakich dochodzi pomiędzy zwaśnionymi bojówkami utożsamiających się ze konkurującymi klubami piłkarskimi. Będący rodzeństwem Adrian, Mariusz oraz najmłodszy Jakub mieli swego czasu odgrywać ważną rolę w ekipie kiboli Cracovii na krakowskim Ruczaju. Z czasem jednak nie mieli oni prowadzić współpracy z ważnymi osobami w głównej bojówką pseudokibiców „Pasów” (Jude Gang), a stworzyć swoją własną grupę przestępczą, dla której ważniejsze były zdecydowanie zyski z przestępczej działalności niż barwy klubowe. Świadczy o tym chociażby fakt, że ofiarami ich brutalnych działań mogły padać też osoby nie kibicujące Wiśle, a w skład gangu wchodziły nie tylko osoby znane ze środowiska pseudokibiców. Przykładem tego jest Ormianin Tigran P.

 

Swego czasu głośno było o tej krakowskiej grupie przestępczej, gdy przy okazji akcji antyterrorystów zginął jeden z braci- Adrian Z. ps. „Zielony”. Mężczyzna został śmiertelnie postrzelony pod koniec 2017 roku przez jednego z antyterrorystów w podkrakowskiej gminie Zielonki, kiedy policja przeprowadzała wymierzoną w grupę akcję. Zdaniem funkcjonariuszy, Adrian Z. miał rzucić się na jednego z antyterrorystów i próbował wyrwać mu broń, wobec czego inny z policjantów oddał śmiertelny strzał w stronę jednego z liderów rozbijanego gangu.

 

Po śmierci „Zielonego” policja podjęła działania też wobec osób zaangażowanych w oficjalne stowarzyszenie kibiców Cracovii. Na facebookowej stronie tego stowarzyszenia pojawił się bowiem wpis upamiętniający zastrzelonego gangstera i stanowiący groźbę zemsty za jego śmierć. Opublikowana wówczas grafika była udostępniana dalej przez niektóre osoby sympatyzujące z „Pasami”.

 

Pozostali bracia Z. oraz inne osoby z ich grupy zostały zatrzymane. Sprawa dotyczyła wówczas porwania ze szczególnym udręczeniem Patryka P. Mężczyzna miał zostać skrępowany i wzięty wbrew jego woli do samochodu pod siłownią na krakowskich Swoszowicach, a jego oprawcami byli wówczas, Emil S., Michał B. oraz właśnie Adrian Z.

 

Porywacze przewieźli mężczyznę do jednego z domów w rejonie ul. Tynieckiej. Patryk P. był brutalnie bity, a dodatkowo jego mieszkanie zostało splądrowane przez gangsterów. W czasie okradania mieszkania, który zamieszkiwał, był on pilnowany przez wspomnianego Tigrana P., który miał grozić mu dodatkowo bronią palną. Porwanego straszono też zgwałceniem jego partnerki, a po zapłaceniu przez jego ojca Witolda P. ponad 100 tysięcy złotych okupu złamano mu nogę. Przekazanie pieniędzy miało miejsce pod Hotelem Fero Express przy ul. Bolesława Śmiałego.

 

Co ciekawe jednak, ofiara nie była w tym przypadku wybrana przypadkowo, a sam Patryk P. oficjalnie zajmujący się handlem samochodami, był wcześniej kolegą swoich oprawców, a nawet jednym z członków gangu.

 

Porwany mężczyzna miał skonfliktować się z braćmi Z., a jego porwanie i wzięcie okupu miało być swoistym rozliczeniem przestępczym. Mówi się, że Patryk P. nie tylko opuścił grupę, ale też był u braci Z. zadłużony finansowo. Wśród teorii jakie pojawiających się w tej sprawie mówi się m.in. o tym, że ofiara porwania mogła wcześniej okraść najmłodszych z braci Z.- Jakuba z przyrządów używanych przy hodowli marihuany.

 

Konflikt pomiędzy Patrykiem P. a jego dawnymi kolegami doprowadził też już wcześniej do niebezpiecznego incydentu na osiedlu Ruczaj w rejonie ulicy Grota-Roweckiego. Wówczas to Patryk P. lub ktoś z jego kumpli lub członków rodziny miał oddać strzał z broni palnej. Później doszło do porwania, a przy okazji zajęcia się tą sprawą przez policję doszło do rozbicia grupy. Wszystko to działo się w 2017 roku.

 

Ostatecznie na ławie oskarżonych oprócz braci zastrzelonego Adriana- Mariusza i Jakuba Z. oraz Ormianina Tigrana P. zasiedli również inni członkowie gangu. Również związane z gangiem kobiety nabawiły się problemów w związku z rozbijaniem grupy przez policję. Po śmierci Adriana Z. doprowadzona do aresztu miała zostać również jego żona, a teraz głośno jest o partnerce Mariusza Z.- Magdalenie Kralce, o której pisaliśmy wyżej i która stała się w ostatnich tygodniach wyjątkowo znana, gdy w sieci i mediach stało się głośno o jej poszukiwaniach.

 

Magdalena Kralka po zatrzymaniu jej partnera i innych członków grupy miała przejąć kierowanie przestępczymi interesami. Jak informowaliśmy w ostatnim czasie, w jej mieszkaniu miały zostać odnalezione ogromne sumy pieniędzy, co sugeruje iż ucieczka za granicę nie była dla niej zapewne szczególnie trudna. Kobieta miała kierować nielegalnymi interesami a także zlecać pobicia, także te z użyciem ostrych narzędzi. Teraz jednak może ona obawiać się zarówno funkcjonariuszy policji jako osoba poszukiwana w całej Europie, ale też swoich dawnych kolegów gangsterów.

 

 

Fot.: Facebook

 

 

Bojówki pseudokibiców w Polsce zdołały przekształcić się w dużej mierze w struktury zorganizowanych grup przestępczych. Dzięki sprawnym działaniom Centralnego Biura Śledczego Policji, sporą część tego typu gangów udało się jedna rozbić, a niektórzy ze znaczących w tym środowisku postaci zdecydowało się zeznawać i pójść na współpracę z policją. Jak się okazuje, niektórzy z takowych skruszonych bojówkarzy decydują się nawet opowiadać mediom o brutalności przestępczego świata w naszym kraju.

 

Przykładem osoby, która wiodła przestępcze życie, a teraz zdecydowała się stanąć przeciwko swoim dawnym kolegom, a także opowiedzieć o ich działalności jest Łukasz B. ps. „Baluś”. Został on tzw. małym świadkiem koronnym w sprawie prowadzonej przeciwko grupie Psycho Fans, gangowi złożonemu z bojówkarzy utożsamiających się z Ruchem Chorzów. „Baluś” swoimi szokującymi dla wielu opowieściami ze swojego dawnego życia podzielił się podczas wywiadu udzielonego dla wyborcza.pl.

 

Psycho Fans uchodzili za jeden z najgroźniejszych gangów pseudokibiców na terenie naszego kraju. W ostatnich miesiącach i latach było głośno o działaniach policji wymierzonych w struktury tej grupy, a także zaprzyjaźnionemu chorzowskim bojówkarzom gangowi Wisła Sharks z Krakowa, kierowanemu przez słynnego w środowisku pseudokibiców Pawła M. ps. „Misiek”, który również zdecydował się po wielu latach przestępczej działalności pójść na współpracę z policją i złożyć obszerne zeznania obciążające jego dawnych kompanów.

 

Łukasz B. ps. „Baluś” był natomiast członkiem gangu Psycho Fans, w sprawie którego toczy się obecnie proces, w którym na ławie oskarżonych zasiadło 53 sympatyzujących z chorzowskim Ruchem bojówkarzy. W rozmowie z wyborcza.pl Łukasz B. przyznał, że wśród członków tego typu grup często nie widać jakiegokolwiek szacunku dla życia drugiego człowieka należącego do konkurencyjnej ekipy.

 

„Baluś” przyznał w wywiadzie, że zdaje sobie sprawę z tego jak negatywnie i karygodnie traktowane jest współpracowanie z policją oraz zdradzanie pozostałych członków bojówki. Co ciekawe, on sam został wydany w zeznaniach przez innego mężczyznę działającego w „Psycho Fans”. „Baluś” twierdzi jednak, że w wieku 29 lat chce zmienić swoje życie i ujawnić to co „nawywijali”.

 

W październiku 2017 r. dopadliśmy w Rudzie Śląskiej Dariusza P., jednego z kiboli Górnika Zabrze. Miał dostać łomot, ale jednemu z kolegów puściły hamulce i zaczął mu skakać po głowie, P. zmarł w szpitalu. (…) Wtedy coś we mnie pękło, zrozumiałem, że to wszystko zaszło za daleko. Ludzkie życie nie było tego warte – mówił Łukasz B. w rozmowie z wyborcza.pl, tłumacząc jaka sytuacja miała być kluczowa dla zmiany jego myślenia i podejścia do życia.

 

Dla wielu o wiele bardziej wstrząsająca może być jednak opowieść o innym brutalnym ataku, jakiego dopuszczono się na Śląsku. Co warte jednak podkreślenia, uczestniczyli w nim wówczas członkowie „Wisła Sharks”, jak już wyżej wspomniano zaprzyjaźnionego z „Psycho Fans” gangu kiboli Wisły Kraków.

 

Według opowieści „Balusia”, bojówkarze z Psycho Fans wydali wyrok na Daniela D., mężczyznę kojarzonego ze środowiskiem pseudokibiców GKS-u Katowice. Atak na niego przeprowadzić mieli wówczas „Dzidek” i wspomniany „Misiek” z Wisła Sharks.

 

Kiedy zaczęli okładać go maczetami przed blokiem, nie chciałem wyjść na frajera, więc wysiadłem z auta i też zadałem mu kilka ciosów. W „Dzidka” wstąpiła jednak jakaś furia i nie mógł przestać. (…) Kiedy katowaliśmy tego człowieka maczetą, nic nie czułem. Martwiłem się tylko, żeby nikt nie pomyślał, że jestem mięczakiem – zrelacjonował dla wyborcza.pl „Baluś”.

 

 

Źródło: wyborcza.pl ; sportowefakty.wp.pl

Fot.: YouTube/Niebiescypl

 

 

 

 

Liderka krakowskiego gangu Magdalena Kralka chce wrócić do Polski. Kobieta żąda tzw. listu żelaznego, czyli dokumentu, który zapewni jej wolność do czasu zakończenia śledztwa. Jeśli sąd na to przystanie, Kralka zapowiada pełną współpracę.

 

Żądanie Kralki przesłał do sądu jej adwokat. Kobieta chce wrócić do Polski i zaangażować się w śledztwo, co oznacza, że poszłaby na współpracę z policją i wyjawiła prawdę nt. działalności jej grupy przestępczej. Otwarcie się liderki środowiska przestępczego mogłoby poważnie wstrząsnąć kryminalną sceną w Polsce i ujawnić na światło dzienne szokujące fakty.

 

Gdzie obecnie przebywa Magdalena Kralka? Tego nie wie nikt poza nią samą. Służby twierdzą, że kobieta może znajdować się dosłownie wszędzie, w każdym miejscu na ziemi. Jej namierzenie jest zatem niebywale trudne, wobec czego tylko żelazny list mógłby pozwolić nawiązać współpracę z kobietą.

 

Kralka stawia to za warunek niezbędny i nienegocjowalny. W innym przypadku kobieta boi się ryzyka ataków a nawet morderstwa. Jak przekazuje jej adwokat, klientka nie dopuszcza możliwości osadzenia jej w areszcie.

 

Magdalena Kralka objęła schędę w kryminalnym środowisku kibiców Cracovii Kraków po zabójstwie jej partnera, który wcześniej dowodził grupą. Jak ustaliły służby, kobieta rozwinęła gangi  zgromadziła ogromną fortunę, głównie na przemycie i sprzedaży narkotyków. Dziś za Kralką krąży list gończy, zaś Interpol wystawił jej czerwoną notę.

Kilkanaście dni temu media obiegła informacja, że policja poszukuje 30-letniej Magdaleny Kralki. Wydała za nią list gończy, a jej przypadek otrzymał nawet czerwoną notę Interpolu. Oznacza to, że poszukiwana jest uważana za szczególnie niebezpiecznego przestępcę.

 

W świetle policyjnych informacji Kralka, miała kierować narkotykowym gangiem z Krakowa. Gangiem związanym z pseudokibicami ekstraklasowej Cracovii. Organy ścigania uważają, że poszukiwana  kierowała grupą przestępczą i posiadała powiązania mające na celu popełnianie przestępstw.

 

O sprawie pisaliśmy też tutaj: Nie uwierzycie! To ona stała na czele bojówki Cracovii, ściga ją Policja! (FOTO)

 

Jedna z hipotez zakłada. że na czele gangu stanęła po zatrzymaniu swojego partnera,  Mariusza Z., który został zatrzymany przez policję w 2017 roku.

 

Jak mówi dziennikarz Szymon Jadczak w TVN 24, poszukiwana dysponuje niemal nieograniczonymi środkami finansowymi, które umożliwiają jej ukrywanie się, a jej schwytanie tym samym będzie niebywale trudne. Jak twierdzi dziennikarz pieniędzy z procederu, którym kierowała Kralka:

 

Jeden z ludzi, który zna tych braci i był w domu u Magdy, opowiadał mi, że tam pieniądze stały na paletach. Oni już nie wiedzieli, co z tymi pieniędzmi zrobić (…) Ma ogromne środki, właściwie nieograniczone. Mając takie pieniądze można się ukrywać.

 

Policja podała rysopis poszukiwanej.  Jest wysoka (172 cm wzrostu),  ma 30 lat i jest szczupłej budowy ciała. Ma długie proste włosy koloru blond i zielone oczy. Należy sobie zdawać jednak sprawę, z faktu, że aktualnie wygląd poszukiwanej zapewne zmienił się i to diametralnie…

 

 

/red./

Foto: Policja/zrzut z ekranu/zdjęcie poglądowe Youtube.com

 

 

 

Paweł M. ps. „Misiek” to jeden z najbardziej znanych postaci w środowisku polskich chuliganów. Stworzył on w Małopolsce oparty na środowisku pseudokibiców gang „Wisła Sharks”. Wcześniej stał się popularnym gdy rzucił nożem we włoskiego piłkarza Dino Baggio podczas meczu włoskiej Parmy z Wisłą Kraków. Teraz jednak jest on osobą znienawidzoną przez swoich dawnych kolegów.

 

W ostatnich miesiącach policja rozbiła w dużej mierze struktury przestępcze stworzone przez bojówkarzy utożsamiających się z klubami sportowymi. Do skutecznych działań policji przyczyniły się zeznania ważnych w tym środowisku osób, wśród których znalazł się również lider bojówkarzy Wisły Kraków- Paweł M. ps. „Misiek”. Choć prokuratura jakiś czas temu zaprzeczy temu jakoby miał on mieć status świadka koronnego, to jednak jego zeznania mają być obszerne na kilkaset stron.

 

Teraz „Misiek” został wezwany na rozprawę ws. przemytu narkotyków, a także ataku na Tomasza C. ps. „Człowiek” na osiedlu Kurdwanów w styczniu 2011 roku. W wyniku odniesionych ran związany ze środowiskiem bojówkarzy Cracovii „Człowiek” stracił wówczas życie.

 

W sprawie tej oprócz „Miśka” przesłuchani zostali też dwaj inni mężczyźni: właściciel jednego ze znajdujących się na terenie Nowej Huty sklepów, a także jeden z funkcjonariuszy policji.

 

Proces ten dotyczy oskarżonego o udział w grupie przestępczej Patryka L. Chodzi o jego działalność w latach 2008-2014, kiedy dojść miało właśnie do procederu przemytu narkotyków z Polski do Austrii, a także krwawego ataku na Kurdwanowie.

 

W sprawie tej wiele godzin przesłuchiwano również byłą dziewczynę Patryka L. Zeznania kobiety mają obciążać oskarżonego. Nagrania relacji, którymi zdecydowała się ona podzielić trwać mają aż około 7 godzin. Sąd ma je przesłuchać, odczytać spisane zeznania, a następnie zadać pytania świadkowi.

 

 

 

Źródło: gazetakrakowska.pl

Fot.: YouTube/RaidalloTV

22 członków jednego z najbardziej niebezpiecznych gangów zostanie postawionych przed sądem. Prokuratura prowadzi dochodzenie w sprawie makabrycznych przestępstw.

 

16 lipca prokuratura Stanów Zjednoczonych wniosła akt oskarżenia przeciwko 22 osobom. Są to członkowie Mara Salvaruchta – jednego z najbardziej niebezpiecznych gangów ulicznych w kraju. Popełniane przez nich przestępstwa były wyjątkowo brutalne.

 

Do najczęściej używanych przez nich broni należały kije baseballowe, noże, a nawet maczety. Łącznie członkom gangu postawiono zarzuty za 7 popełnionych przez nich morderstw. 4 ciała znaleziono w lesie w Los Angeles, poza tym oskarżonym postawiono m. in. zarzuty zabicia bezdomnego, który przeszkadzał członkom gangu spaniem w parku.

 

Powody popełnianych przez nich przestępstw bywały banalne. Jak podaje prokuratura jedną z ofiar oprawcy rozczłonkowali i rozrzucili części ciała w różnych miejscach po tym, jak jeden z winnych wyciął ofiarze serce. Powodem zabicia było zamalowanie przez zamordowanego graffiti.

 

Jak dowiadujemy się z Fox News, 19 z nich było imigrantami i przebywało w kraju nielegalnie. Gang MS-13 to latynoski gang działający od lat 80, który liczy sobie kilkadziesiąt tysięcy członków i wciąż rekrutuje młodych ludzi. Władze spodziewają się, że brutalnych czynów może być w przyszłości znacznie więcej.

 

 

Źródło: Online-mafia.pl, Fox News

Skandal w Wielkiej Brytanii. Rozbito dowodzony przez Polaków gang handlujący niewolnikami.

 

Do wyjątkowego bestialstwa dochodziło w Wielkiej Brytanii. Na wyspach od kilku lat handlowano niewolnikami. Według doniesień ofiarami byli Polacy. Zachęcano ich do pracy za granicą, po czym sprzedawano do Wielkiej Brytanii, gdzie pracowali za grosze oraz żyli w skandalicznych warunkach. Jak czytamy na łamach onet.pl, zarabiali 50 centów za dzień, jeden z pracowników dostał jedynie kawę i kurczaka za remont całego domu.

 

Ofiary gangu nie miały dostępu do świeżego jedzenia, łazienek, a nawet do tak podstawowych mebli jak łóżka, przez co były zmuszane do spania na materacach. Gang sprzedawał głównie osoby w wieku 17-60 lat. Jak donosi The Guardian poszkodowanych mogło być nawet ponad 350, na chwilę obecną zeznania złożyła niecałe 100 osób.

 

Szefami gangu było ośmioro Polaków. Na handlu rodakami dorobili się milionów funtów.  Jak donoszą śledczy zostali skazani za pranie brudnych pieniędzy oraz przestępstwa niewolnicze. Mówi się, że jest to największe obecnie postępowanie karne o takim charakterze w Europie.