W ostatnich latach często dochodziło do akcji i działań policji wymierzonych w struktury grup przestępczych opartych na środowisku pseudokibiców sympatyzujących z popularnymi klubami sportowymi w naszym kraju. Członkowie gangu rozbitego w ostatnim czasie w zachodniej części Polski również z tej społeczności mają się wywodzić.

 

Tym razem działania prowadzili na terenie województwa dolnośląskiego funkcjonariusze policji wraz z przedstawicielami Straży Granicznej w Kłodzku. W czynności zaangażowani byli również policyjni kontrterroryści.

 

Na celowniku służb znalazła się w tym przypadku grupa zajmująca się przestępczością narkotykową na terenie powiatu kłodzkiego. Jej członkowie mieli być odpowiedzialni za wprowadzanie do obrotu na dużą skalę takich zakazanych polskim prawem środków jak: mefedron, amfetamina czy marihuana.

 

W trakcie działań zabezpieczono prawie 5 kilogramów amfetaminy i zatrzymano 5 osób mieszkających na terenie powiatu kłodzkiego. Mężczyźni ci są w wieku od 28. do 44. roku życia i wywodzić mają się ze środowiska pseudokibiców klubu WKS Śląsk Wrocław, występującego na boiskach piłkarskiej Ekstraklasy. Potwierdzają to również materiały zawierające emblematy klubowe, odnalezione przy zatrzymanych mężczyznach. Za czyny, o które zostali oskarżeni, grozi im nawet 12 lat pozbawienia wolności. Zgodnie z decyzją sądu wobec całej piątki zastosowano środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy.

 

Jeden z ujętych członków gangu miał być już wcześniej poszukiwany listem gończym, co wynikało z prawnej konieczności odbycia dwóch lat i ośmiu miesięcy kary więzienia za inne przestępstwo narkotykowe.

 

W internecie udostępnione zostało przez policję nagranie zarejestrowane przy okazji prowadzonych działań, na którym widać jednego z członków grupy.

 

Przeczytaj również:

Rozbito bojówkę polskich pseudokibiców! Działalność gangu może szokować

Szokujące informacje ws. bojówki pseudokibiców! Do tego miał posunąć się ich lider

 

Źródło: Policja.pl ; YouTube/jabdbdbdbd ; online-mafia.pl

Fot.: YouTube (zrzut ekranu)

Sporty walki są wyjątkowo specyficznym sportem. Bardzo ekscytującym i emocjonującym, lecz jednocześnie niezwykle kontuzjogennym. Charakteryzują się także dużą ilością sportowców mających powiązanie z gangami czy ogólnie rozumianym półświatkiem przestępczym. 

 

 

Bardzo możliwe, że opisywany przez nas dzisiaj zawodnik był właśnie powiązany z gangsterką, a tak przynajmniej sugerują media, a także policja.

 

Maxim Kostin – 34 letni zawodnik MMA został znaleziony martwy na parkingu podziemnym w rosyjskim Kaliningradzie, a więc bardzo blisko polskiej granicy. Zawodnik nie miał wielu osiągnięć w sporcie zawodowym, był raczej znany z potyczek na regionalnych galach, których wyniki nie były zapisywane do jego rekordu. Jedynym oficjalnie odbytym pojedynkiem była walka na gali Golden Fist Russia gdzie poniósł porażkę.

 

 

Przez lata był człowiekiem zajmującym się biznesem w branży taksówkarskiej, która jak wiemy, w krajach po naszej wschodniej granicy jest bardzo mocno związana ze strefami wpływów i gangami. Tak prawdopodobnie wszedł w świat gangsterów, który okazał się dla niego niezwykle brutalny.

 

 

Potyczka do której doszło w stolicy Obwodu Kaliningradzkiego skończyła się 5 kulami w ciele Maxima, który zginął na miejscu. Stwierdzono to dzień po morderstwie, bo dopiero wtedy znaleziono jego ciało.

 

Ludzie, którzy znali sportowca twierdzą że od dawna wiadome było iż kręci się on w szemranym środowisku i nikt nie chciał mieć z nim do czynienia, nie wspominając już o robieniu wspólnych interesów.

 

 

Miejmy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości rosyjskim służbom uda się schwytać osoby odpowiedzialne za zabójstwo, a wojny gangów zaczną odchodzić w zapomnienie.

 

 

Źródła:

Fot.: Wikipedia

bloodyelbow.com

Kuriozalna sytuacja zaistniała w sprawie poszukiwanej przez ubiegłe miesiące Magdaleny K., która była na celowniku policji w związku z jej zaangażowaniem w działalność przestępczą. Kobieta zyskała popularność, kiedy jej wizerunek został udostępniony w mediach i internecie w czasie prowadzonych poszukiwań. Jak się okazuje, pomimo tego iż została złapana na terenie Unii Europejskiej, to wciąż nie została przekazana polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.

 

Kobieta miała kierować krakowską grupą przestępczą stworzoną przez jej partnera Mariusza Z. oraz jego dwóch braci: starszego Adriana, który zginął pod koniec 2017 roku, zastrzelony w podkrakowskich Zielonkach podczas akcji antyterrorystów oraz młodszego Jakuba. Kiedy wierchuszka grupy została rozbita po dokonaniu porwania i znęcaniu się nad Patrykiem P., a Mariusz Z. i Jakub Z. wraz z innymi członkami gangu trafili do aresztu, wówczas władzę nad pozostającymi na wolności przestępcami przejąć miała właśnie Magdalena K.

 

Struktury tej grupy przestępczej miały być podzielone na te odpowiedzialne za brutalne ataki dokonywane niejednokrotnie z użyciem niebezpiecznych narzędzi oraz te, które odpowiadały za gospodarczo-ekonomiczne działania pozwalające prać brudne pieniądze i zyskiwać fundusze na dalszą działalność. Gangsterzy sprowadzać mieli do Polski też tak duże ilości narkotyków, że jeden z członków grupy Mariusz G., ps. „Rudy” miał wynająć silosy w małopolskiej Skawinie, aby mieć gdzie przechowywać nielegalne substancje. W sprawie tzw. „gangu Zielonych” zeznawać miał też Paweł M. ps. „Misiek”, skruszony przywódca kiboli Wisły Kraków. Może być to ciekawe dla wielu dlatego, iż bracia Z. wywodzą się ze środowiska zamieszkujących osiedle Ruczaj pseudokibiców innej krakowskiej drużyny- Cracovii.

 

W przekręty finansowe grupy zaangażowany miał być również deweloper, a zarazem prawnik Wojciech K. oraz jego małżonka. Pomagali oni gangsterom inwestować pochodzące z przestępstw pieniądze w legalne interesy. Para wraz z Gabrielą S., czyli partnerką zastrzelonego Adriana Z., usłyszała zarzuty dotyczące tychże przekrętów. Magdalena K. miała współpracować z figurantem, jakim był w tym procederze Wojciech K. Później jednak, jak podaje portal Gazetakrakowska.pl, miała ona wręcz kontrolować działania dewelopera i prawnika.

 

W czasie, kiedy Magdalenę K. poszukiwano na terenie UE po wystosowaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania, złożyła ona wniosek do sądu o udzielenie jej tzw. listu żelaznego, argumentując to obawami o bezpieczeństwo swojego zdrowia i życia. Sąd jednak odrzucił ten wniosek.

 

Finalnie, Magdalena K. została zatrzymana na terytorium Słowacji, przez funkcjonariuszy tamtejszej policji. Jak się jednak okazuje, wciąż nie została ona wydana stronie polskiej, a powód takiego obrotu sprawy, może być dla wielu kuriozalny.

 

Fakt, iż członkini tak brutalnego gangu wciąż pozostaje w słowackim areszcie, spowodowany ma być wątpliwościami tamtejszej prokuratury dotyczącymi stanu praworządności w naszym kraju. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, działania obrońców Magdaleny K. mają dowieść, że nie może ona liczyć na sprawiedliwy proces w Polsce, ze względu na panującą sytuację związaną z sądownictwem w naszym kraju. Aby to potwierdzić, mieli oni przekazać słowackiej prokuraturze raporty sporządzone przez stowarzyszenie Iustitia, w których treści można dopatrzyć się sugestii iż sędziowie i prokuratorzy w Polsce poddawani są represjom.

 

Jak stwierdził przedstawiciel polskiej Prokuratury Krajowej w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, strona słowacka zwróciła się do niej w celu zweryfikowania linii obrony Polki zatrzymanej przez słowackich policjantów. Nie jest znana jednak odpowiedź wystosowana przez Prokuraturę Krajową.

 

Co interesujące wśród wielu wątków sprawy „Gangu Zielonych”, jak podaje portal Interia.pl, Magdalena K. miała niegdyś pracować w biurze promocji krakowskiego magistratu.

 

Podobne wątpliwości dotyczące wydania zatrzymanego stronie polskiej pojawiały się również w przypadku schwytania na terenie Włoch wspomnianego wcześniej Pawła M. ps. „Misiek”, przywódca gangu „Wisła Sharks”, będącego zarazem bojówką utożsamiającą się z klubem. W jego przypadku, obrona również powoływała się na wątpliwości co do praworządności w Polsce. Ostatecznie jednak mężczyzna został przetransportowany do Polski i zdecydował się współpracować z wymiarem sprawiedliwości oraz składać zeznania obciążające jego dawnych kompanów w przestępczym świecie.

 

 

Źródło: tvp.info ; gazetakrakowska.pl ; interia.pl

Fot.: Facebook

Chociaż polskie państwo, służby i społeczeństwo podejmują działania mające na celu ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa, to nie została zawieszona w ramach tego działalność sporego grona przestępców. W związku z tym, policja musi poświęcać uwagę nie tylko kwestii przestrzegania kwarantanny i obowiązujących obostrzeń w związku z epidemią, ale także standardowo zajmować się wykrywaniem sprawców przestępstw.

 

Niedawno funkcjonariusze doprowadzili do zatrzymania trzech mężczyzn w ramach zrealizowania policyjnej zasadzki. O sprawie poinformował portal Polsatnews.pl.

 

Co ciekawe, dwóch z nich miało powiązania ze słynnym „Gangiem Mutantów”. Grupa ta była znana w Polsce w minionych dziesięcioleciach. Największą sławę zapewniły jej wydarzenia w podwarszawskiej Magdalence, gdy w marcową noc 2003 roku, przy okazji akcji antyterrorystów na terenie jednej z posesji, doszło do wyjątkowo tragicznego starcia z gangsterami. Przez przygotowane ładunki wybuchowe oraz ostrzał ze strony dwóch członków „Gangu Mutantów”, życie straciło dwóch policjantów, a siedemnastu zostało rannych.

 

Tym razem, funkcjonariusze należący do wydziału kryminalnego Komendy Stołecznej Policji, prowadzili przez kilka tygodni działania mający doprowadzić do zatrzymania mężczyzn podejrzanych o próbę włamania do jednego z bankomatów na terenie powiatu wołomińskiego.

 

Policja przewidywała, że osoby te podejmą próbę kolejnego tego typu „skoku”, wnioskując to po wytypowaniu potencjalnych sprawców i przeanalizowaniu ich sposobu działania. Finalnie, trójkę mężczyzn udało się schwytać na gorącym uczynku.

 

Przestępcy zostali zatrzymani, kiedy pewnego dnia około godz. 4 nad ranem znów próbowali włamać się do bankomatu w jednej z miejscowości na Mazowszu. Policja znalazła przy zatrzymanych narzędzia, które miały im umożliwić przeprowadzenie włamania. Była to m.in. przecinarka plazmowa. Funkcjonariusze zabezpieczyli również pojazdy, którymi przemieszczali się gangsterzy oraz pistolet hukowy.

 

Jak się okazało zatrzymani to 49 i 41-latek, którzy niegdyś mieli uczestniczyć w działaniach „Gangu Mutantów”. Trzeci z mężczyzn to 24-latek, który wcześniej dopuszczać miał się innych włamań oraz kradzieży.

 

Mężczyznom grożą kary nawet do 10 lat więzienia. Śledztwo w tej sprawie prowadzą funkcjonariusze ze stołecznego Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KSP, pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Piasecznie.

 

Zobacz też:

Rozbito bojówkę polskich pseudokibiców! Działalność gangu może szokować

Przerażająca zbrodnia matki i jej konkubenta. Karmili dziecko karmą dla szczurów i petami papierosów.

 

Źródło: Polsatnews.pl

Fot.: Flickr

Przez ostatnie miesiące sporo mówiło się o poszukiwaniach Magdaleny K., kobiety związanej z działającym na terenie Krakowa gangiem powiązanym również z osobami wywodzącymi się ze środowiska pseudokibiców Cracovii. Po opublikowaniu listu gończego i poszerzeniu poszukiwań na całą Europę o blondwłosej przedstawicielce brutalnej grupy przestępczej stało się głośno w internecie oraz w mediach. Później starała się ona uzyskać tzw. list żelazny, na który nie zgodził się finalnie sąd. Dziś natomiast przekazano informację o jej zatrzymaniu.

 

Magdalena K. została zatrzymana na terenie Słowacji, gdzie przyjechać miała z Węgier wypożyczonym autem. Po otrzymaniu informacji dotyczących jej pobytu w tej części Europy, polska policja nawiązała kontakt ze służbami słowackimi w celu skoordynowania działań mających finalnie doprowadzić do zatrzymania kobiety.

 

Poszukiwana dotychczas kobieta miała kierować działaniami grupy przestępczej, której szefowały osoby znane jako bracia Z.- była ona partnerką jednego z nich Mariusza. Warto wspomnieć, że inny z braci, Adrian zginął podczas akcji antyterrorystów w podkrakowskich Zielonkach.

 

Namierzona na Słowacji Magdalena K., jak się okazało zmieniła kolor włosów na ciemny. Jednak nie zmyliło to funkcjonariuszy. Przedstawiciele strony polskiej potwierdzili, iż jest to poszukiwana, a słowaccy funkcjonariusze zatrzymali kobietę, zatrzymując kierowany przez nią samochód i wybijając w nim szyby. Miała ona nie stawiać oporów, choć wyglądała na zaskoczoną policyjną akcją i schwytaniem jej osoby.

 

W najbliższym czasie, Magdalena K. ma trafić do Polski i zostać osadzona w areszcie do dyspozycji prokuratury.

 

W internecie opublikowano nagranie z zatrzymania kobiety, na którym widać samą zainteresowaną.

 

32-LETNIA MAGDALENA K. PODEJRZANA O KIEROWANIE GANGIEM POWIĄZANYM Z PSEUDOKIBICAMI ZATRZYMANA!Poszukiwana 32-letnia Magdalena K. dzięki naszym ustaleniom została zatrzymana na Słowacji. Zatrzymania dokonali policjanci słowaccy w asyście polskich policjantów. Kobieta była poszukiwana na podstawie ENA oraz czerwoną notą Interpolu. Dotarcie do miejsca jej przebywania było możliwe dzięki intensywnej pracy policjantów Zespołu Poszukiwań Celowych Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji.Policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji z grupy tzw. „łowców cieni” wspólnie z policjantami z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie i z Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji poszukiwali Magdalenę K. od listopada 2018 roku. Wówczas prokuratorzy z Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie wystawili za Magdaleną K. list gończy.Już ze wstępnych ustaleń policjantów wynikało, że kobieta nie przebywa na terenie kraju, dlatego też rozpoczęto poszukiwania poza naszymi granicami. Te poszukiwania prowadzone były na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania wystawionego w lutym 2019 roku przez krakowski sąd. Magdalena K. jest ścigana w związku z podejrzeniem kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Członkowie tej grupy są podejrzani o dokonywanie poważnych przestępstw, m. in. międzynarodowy obrót środkami odurzającymi i psychotropowymi oraz przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu.Policjanci dokładnie analizowali zbierane sukcesywnie informacje, weryfikowali je oraz szczegółowo sprawdzali. Współpracowali także ze służbami wielu państw, docierając do wciąż nowych wiadomości. W efekcie ustalili, że poszukiwana kobieta może przebywać w konkretnym miejscu na terenie Słowacji. Reakcja polskich policjantów była natychmiastowa – pojechali w okolice Zwolenia (Słowacja), odnaleźli poszukiwaną upewniając się, pomimo całkowitej zmiany jej wyglądu, że to ukrywająca się Magdalena K. Z uwagi, iż przebywała ona na terytorium Słowacji o naszych ustaleniach niezwłocznie powiadomiliśmy zaprzyjaźnione służby policyjne na Słowacji.Dzisiaj policja słowacka zatrzymała Magdalenę K. Kobieta podczas akcji nie stawiała oporu, była kompletnie zaskoczona całą sytuacją, ponieważ nie spodziewała się zatrzymania. Jak się okazało, kobieta wyglądała już zupełnie inaczej niż na publikowanych w mediach zdjęciach. Ciemny kolor włosów i zaprzeczenia co do tożsamości nie zmyliły polskich policjantów, którzy dokładnie wiedzieli kogo szukają.W najbliższym czasie trafi ona do Polski, gdzie zostanie osadzona w areszcie śledczym do dyspozycji Prokuratury.Skuteczne działania pościgowe to kolejny sukces polskiej Policji i Prokuratury w walce z przestępczością tzw. okołostadionową.Więcej⤵️👉🏻bit.ly/2uCs6dZ

Gepostet von Polska Policja am Freitag, 28. Februar 2020

 

Źródło: rmf24.pl ; Facebook/@PolicjaPL

Fot.: Facebook ; Pixabay

Po raz kolejny, do Polski docierają dramatyczne informacje dotyczące tego iż osoba pochodząca z naszego kraju padła ofiarą brutalnego przestępstwa za granicą. Tym razem zamordowany został 38-letni Mariusz. Zwłoki Polaka były w naprawdę drastycznym stanie. Opis tej sytuacji może być nieodpowiedni dla osób poniżej 18. roku życia, a także szczególnie wrażliwych czytelników.

 

Polak był uznany w ostatnim czasie za zaginionego. W dniu 4 lutego miał on bowiem opuścić zamieszkiwane przez siebie miejsce w Meksyku i nie wrócić. Nasz rodak miał wtedy udać się do pracy.

 

 

Bliscy zdecydowali się wówczas zaalarmować służby o zaginięciu. Niestety finał działań funkcjonariuszy okazał się być tragiczny i wstrząsający zarazem. Przełom nastąpił w niedzielę i wtedy stało się jasne, że 38-latek został zabity przez wyjątkowo bezwzględnych ludzi, jak wskazują na to okoliczności makabrycznego odkrycia zwłok Polaka.

 

Ciało mieszkającego w Meksyku Mariusza zostało odnalezione na terenie miejscowości Zapopan. Jak poinformował portal polsatnews.pl, obok zwłok odnalezionych przez funkcjonariuszy w niedzielnych poranek znalazła się kartka, na której zapisane zostały groźby.

 

Dramaturgii i makabryczności całej sprawie dodaje fakt, że ciało Polaka miało… odciętą głowę. Zdaniem meksykańskiego portalu Guardia Nocturna, sprawcami tej zbrodni byli członkowie działającej w tamtym regionie grupy przestępczej.

 

Jesteśmy wstrząśnięci śmiercią Mariusza. Był uwielbiany przez wszystkich w firmie. Dla każdego był bardzo dobry. Uważny i odpowiedzialny…Miły i odpowiedzialny kolega, za którym będziemy tęsknić

– napisano w komunikacie opublikowanym na Facebooku przez sklep, w którym pracował 38-latek.

 

Meksykańska policja prowadzi dalsze działania w tej sprawie, jednak śledztwo może być bardzo trudne. W Meksyku grupy przestępcze często pozostają przez długie lata nie rozpracowane, a przy tym całą w bezwzględny sposób.

 

 

 

Źródło: „Guardia Nocturna” ; polsatnews.pl ; realnefakty.pl ; Twitter/@GNocturnaMX ; Facebook/@elalmacendenoe

 

Trwa proces członków gangu „Psycho Fans”. Grupa ta stanowiła bojówkę pseudokibiców utożsamiających się z Ruchem Chorzów. Równocześnie jednak, jej członkowie zajmowali się też znacznie poważniejszymi przestępstwami niż organizowanie tzw. ustawek czy uliczne bójki z fanami innych drużyn. O brutalnych działaniach ludzi z „Psycho Fans” postanowili opowiedzieć niektórzy skruszeni bojówkarze. Wśród z nich znalazł się również Łukasz B. ps. „Baluś”, który niegdyś miał pełnić rolę szefa „wywiadu gangu”. Podczas składania w ostatnim czasie zeznań przed sądem opowiedział on o brutalnych działaniach jakich podejmowała się chorzowska bojówka wraz z zaprzyjaźnionymi członkami „Wisła Sharks”, gangu pseudokibiców krakowskiej Wisły. W procesie oskarżonych jest ponad 40 osób związanych z „Psycho Fans”.

 

Opisane przesłuchanie Łukasza B. mogło być jednym z kluczowych dla tej sprawy. Mężczyzna odpowiadał na pytania sądu znajdując się w specjalnie strzeżonej sali rozpraw. „Baluś” miał niegdyś być blisko kierownictwa gangu i odpowiadać za swoisty wywiad mający na celu pozyskiwanie informacje ze struktur innych bojówek.

 

Skruszony gangster otrzymał status „małego świadka koronnego” i wyszedł na wolność decydując się na współpracę z prokuraturą. Składanie obciążających jego dawnych kompanów zeznań przypłacił on nie tylko epitetami jakie pojawiają się w jego kierunku na murach przy okazji tworzenia graffiti, ale też koniecznością uważania na bezpieczeństwo swoje oraz bliskich. W 2019 roku miało dojść do nieudanego zamachu na jego życie.

 

„Baluś” opowiadał m.in. o planowaniu i zrealizowaniu przez „Psycho Fans” oraz „Wisła Sharks” krwawego ataku na Daniela D. ps. „Romek”, który kierować miał wrogim gangiem pseudokibiców GKS Katowice.

 

– W 2017 roku postanowiliśmy dać nauczkę Danielowi D. ps. „Romek”. On był dowódcą grupy Persona Non Grata. To bojówka kibiców Gieksy. „Romek” był motorem napędowym wszystkich działań przeciwko kibicom Ruchu Chorzów, dlatego zapadła decyzja, że ma zostać „zrobiony do spodu”

– wyjaśniał Łukasz B. na sali rozpraw.

 

Dopytywany przez sąd o znaczenie słów „zrobiony do spodu” wyjaśnił, że planowano pobić „Romka” w taki sposób, aby ten się wykrwawił lub musiał poruszać się na wózku inwalidzkim. Taki sposób działania miał pozwolić uniknąć sprawcom zarzutu zabójstwa i odpowiadać za jedynie pobicie ze skutkiem śmiertelnym.

 

Bojówkarze mieli próbować zaatakować Daniela D. trzykrotnie. Członkowie „Wisła Sharks” mieli wspierać ich ze względu na fakt doświadczenia w tego typu „akcjach”. Należy pamiętać, że grupa ta odpowiada za zakończone śmiercią ataki na bojówkarzy Cracovii i inne bezwzględne przestępstwa. Do brutalnych działań w wykonaniu „Sharksów” doszło m.in. w 2011 roku na krakowskim Kurdwanowie, kiedy przed południem zadano wiele ran ostrymi narzędziami Tomaszowi C. ps. „Człowiek”, w 2018 roku na terenie osiedla Prokocim, gdzie zabity został nastoletni Miłosz B., ale też w 2007 w Kielcach, gdzie z rąk kibola Wisły zginął fan Korony znany jako „Małpa”.

 

Atak na „Romka” miał być już więc kolejnym tego typu, w którym uczestniczyli „Sharksi”. Stąd też stanowili odpowiednie wsparcie dla gangsterów z „Psycho Fans”.

 

Jak opowiedział podczas zeznań „Baluś”, pierwsza próba ataku nie wyszła, ponieważ chorzowscy bojówkarze nie otrzymali „cynku od zaprzyjaźnionego kibica z Katowic”. Za drugim razem, chciano zaatakować „Romka”, kiedy ten miał zmierzać w stronę przedszkola, w celu odebrania swojego dziecka. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, według skruszonego gangstera, informacje o adresie placówki przedszkolnej miała przekazać im Dominika P, która również zasiadała na sali rozpraw, kiedy o wszystkim opowiadał Łukasz B.

 

Dominika była kiedyś ze „Skubolem” , ale kiedy „Skubola” zamknęli za bijatykę z meksykańskimi marynarzami w Gdyni, to pojechała na dyskotekę do Katowic i „zrobiła loda” takiemu bramkarzowi z Gieksy. Potem nawet przez jakiś czas była z nim w związku. To był policzek nie tylko dla „Skubola”, ale całej ekipy Ruchu

– powiedział „Baluś”.

 

Został dopytany przez sąd słowami: „Co zrobiła temu bramkarzowi?”

 

Zrobiła mu loda. A potem chyba chciała odkupić swoje winy i przekazała adres tego przedszkola, a także mieszkania jeszcze jednego „gieksiarza”

– odpowiedział.

 

Atak i tym razem miał nie dojść do skutku, ponieważ pod budynek podjechał bus, którym odjechały dzieci. Napaść na Daniela D. udało się im jednak skutecznie przeprowadzić za trzecim razem, w 2017 roku na terenie Katowic.

 

– „Romek” to duży dwumetrowy facet. Jak zobaczył, że w bmw otwierają się drzwi, wiedział, co się wydarzy i próbował uciekać. Z rozpędu połamał szlaban na parkingu, przewrócił się, potem trzymał się płotu i wył. A „Misiek” i „Dzidek” go obrabiali maczetami. Widziałem latające strzępy mięsa. „Dzidek” uderzał go maczetą trzymaną w obu dłoniach. Nie mogłem wyjść na frajera i tylko się przyglądać. Podszedłem i też zadałem mu trzy, cztery ciosy maczetą

– Opowiadał niegdyś członek gangu, a dziś „Mały świadek koronny”.

 

Warto wspomnieć, że biorący udział w tej akcji Paweł M. ps. „Misiek” był przez lata najbardziej znanym bojówkarzem Wisły Kraków, a zarazem przywódcą grupy „Wisła Sharks”. Po zatrzymaniu we Włoszech, również on zdecydował się pójść na współpracę z prokuraturą i obciążyć zeznaniami swoich dawnych kolegów.

 

Przy ataku na Damiana D., według zeznań „Balusia”, to „Misiek” dał w pewnym momencie sygnał, że pora uciekać.  Wówczas obydwaj mieli wsiąść do BMW i chcieli już odjeżdżać, jednak „Dzidek” najdłużej z nich zadawał rany „Romkowi”. Jak opowiadał Łukasz B., szef „Wisła Sharks” miał w drodze zarzucać „Dzidkowi”, że ten „za cholerę nie ma umiaru”.

 

Zaatakowany lider chuliganów katowickiego klubu przeżył, pomimo odniesienia tak poważnych obrażeń. Według medialnych doniesień, można śmiało mówić tu nawet o „przeżyciu cudem”.

 

Według treści zeznań, na zlecenie lidera „Psycho Fans” Łukasza L. ps. „Lucki”, kibol o pseudonimie „Celebryta” miał spalić ukryte na polach w Rudzie Śląskiej auto.

 

– Kazaliśmy mu po wszystkim zniszczyć obuwie, aby policja nie dopadła go po śladach. On zaczął jednak marudzić, że ma markowe buty za pięć stówek, więc odpaliliśmy mu po 300 zł

– opowiedział świadek.

 

W dniu ataku, na terenie Chorzowa doszło również do spotkania z większym gronem bojówkarzy „Białej Gwiazdy”, którzy do województwa śląskiego przyjechali na tzw. ustawkę. Według „Balusia” wrażenie wywarło na nim to, jak członkowie „Wisła Sharks” przechwalają się przeprowadzonymi brutalnymi atakami.

 

– Byłem zszokowany, bo oni wszyscy już wiedzieli, że zrobiliśmy „Romka”. U nas o takich akcjach wiedziało niewielkie grono ludzi, a oni się tym wręcz przechwalali. „Misiek” opowiadał z dumą, że chyba przebił „Romkowi” płuco. A „Dzidek” chodził i powtarzał: „dobrze tej kurwie, dawać mi następnego, bo wilkołak jest głodny”. To mną wstrząsnęło, bo ledwo wróciliśmy z jednej roboty, a on już chciał wyciąć kolejna osobę

– wyjaśniał „Baluś”.

 

Podczas rozprawy, skruszony gangster opowiedział też o innym ataku, w którym życie stracił Dariusz D., znany człowiek w środowisko pseudokibiców Górnika Zabrze. Zdaniem „małego świadka koronnego”, ta akcja była dosyć spontaniczna.

 

– To nie było zaplanowane. Niewielka ekipa Psycho Fans wraz z grupą małolatów pojechała tam zamalowywać na murach emblematy Górnika. Kiedy już wracaliśmy, nagle mignęło nam jadące auto Dariusza P.

– mówił były szef „wywiadu grupy” przed sądem.

 

Po dostrzeżeniu pojazdu, którym poruszał się Dariusz P., ludzie z „Psycho Fans” zaczęli go szukać. Ten w pewnym momencie miał wyjechać wprost na samochód Łukasza B.

 

– Zatrzymał się, popatrzył na nas, po czym wyskoczył z auta i zaczął uciekać pieszo. „Gała” i „Ruby” kijami rozwalili jego wóz, a małolaty ruszyły za nim w pościg. Czekaliśmy, bo nie wiedziałem, czy go dopadli, czy nie. W końcu wsiadłem do auta i pojechałem zobaczyć, co się stało. Dariusz P. leżał na skrzyżowaniu, wyglądał, jakby uszło z niego życie

– zeznał „Baluś” przed sądem.

 

Zaatakowany nie odzyskał przytomności i zmarł w szpitalu. Napastnicy uciekli w kierunku Bytomia mając świadomość, że zgodnie z procedurami w poszukiwanie sprawców zaangażowane zostaną w pierwszej kolejności policyjne patrole jedynie na terenie Rudy Śląskiej. W samochodzie uciekinierów miało dojść do kolejnej kłótni dotyczącej zbyt dużej brutalności niektórych z nich.

 

– Już w aucie doszło do awantury. Jeden z chłopaków zaczął gadać, że „Kajo” przesadził, bo w chuj skakał P. po głowie. A „Kajo” nic sobie z tego nie zrobił. Powiedział, że mu się należało, bo był z Górnika

– wspominał Łukasz B.

 

„Psycho Fans” zdołali zdobyć też nagranie z monitoringu jednego ze sklepów, na którym zarejestrowano moment ataku. Nagranie to zostało później przekazane za pośrednictwem kibiców GKS-u Katowice fanom Górnika Zabrze oraz opublikowane w sieci, co miało na celu obalenie plotek na temat rzekomego zaatakowania Dariusza P. przy użyciu maczet.

 

„Baluś” opowiadał też m.in. o tym jak chorzowscy bojówkarze okradli nielegalną fabrykę papierosów prowadzoną przez gang pseudokibiców Zagłębia Sosnowiec. Przy akcji tej mieli posłużyć się nadajnikiem GPS. Mówił też o krwawej „ustawce” umówionej z bojówkami sosnowieckiego klubu oraz BKS-u Bielsko Biała. Ustalono wówczas, że w bijatyce wezmą udział tylko chuligani urodzeni w 1990 roku.

 

– Przywódca bojówki BKS-u przyniósł nam dowody osobiste do sprawdzenia, ale „Maślak” powiedział, że wszyscy jesteśmy chuliganami i sobie ufamy

– relacjonował tamto zdarzenie „Baluś”.

 

W tym brutalnym starciu, ostatecznie chuligani chorzowskiego Ruchu mieli ponieść porażkę.

 

Przesłuchanie „Balusia” w sądzie zakończyło się pewnym incydentem. Partnerka jednego z oskarżonych skierowała bowiem obraźliwe słowa w kierunku opuszczającego salę byłego członka „Psycho Fans”.

 

– Ty gruba konfidencka ku***!

– wykrzyczała w sądzie kobieta.

 

 

Źródło: katowice.wyborcza.pl ; realnefakty.pl

Fot.: YouTube/Niebiescypl (zrzut ekranu)

 

 

 

Patryk Vega to reżyser, którego filmom z reguły towarzyszą spore kontrowersje. Dla wielu widzów bowiem, jego filmy są przesadzone w swej fabule oraz sztucznie wytwarzają emocje, a on sam stara się robić z siebie celebrytę przez częstą aktywność w internecie przy okazji promowania swoich produkcji. Reżyserowi zarzucano też współpracę z gangsterami przy tworzeniu niektórych z filmów. Teraz Vega wymienił filmiki o ironicznej treści z… polską policją.

 

Nadchodzi premiera filmu „Bad Boy”, w którym zagrają m.in. znani piłkarze: Sławomir Peszko oraz Kamil Grosicki. Ma on opowiadać fikcyjną historię, jednak opartą na wydarzeniach z różnych części Polski, które miały związek ze środowiskiem pseudokibiców oraz przestępczą działalnością ich grup. W czasie kiedy Vega promuje tę produkcję, Interpol wciąż poszukuje Magdaleny Kralki, kobiety z małopolskiej grupy przestępczej określanej jako tzw. „gang Zielonych”. Była ona partnerką jednego z braci Z.- szefów tej właśnie grupy, którzy swoją kryminalną karierę zaczynali jako osoby wywodzące się ze środowiska kiboli sympatyzujących z Cracovią, a z czasem stworzyli swój własny gang niezależnie od największej bojówki pseudokibiców „Pasów”.

 

Kiedy niedoszły szwagier Kralki został zastrzelony przy okazji policyjnej akcji, a jej partner wraz z trzecim z braci i innymi kompanami trafił za kratki, ona przejęła stery nad interesami gangu.

 

Kobieta znalazła się w gronie osób, które otrzymały fikcyjne „bilety lotnicze”. Mowa tu o akcji polskiej policji w internecie, przy okazji której w humorystyczny sposób prezentowane są poszukiwane osoby, którym policja zapewnia darmowy lot do Polski.

 

Dziś darmowy bilet od Policji otrzymuje Pani Magdalena Kralka.➡️ https://bit.ly/37gNbZN

Gepostet von Polska Policja am Mittwoch, 22. Januar 2020

 

W zaistniałej sytuacji, Patryk Vega umieścił w internecie film, w którym mówi o swoich staraniach mających na celu sprowadzenie Magdaleny Kralki do Polski na premierę „Bad Boy”. W nagranym materiale, Vega apeluje do policjantów, aby nie wtargnęli na salę kinową z granatami hukowymi, ale zatrzymali poszukiwaną dopiero na bankiecie po seansie. Na to nagranie, w kreatywny sposób, postanowił odpowiedzieć z humorem rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji oficer Mariusz Ciarka.

 

Zobaczcie sami!

 

Apel do polskiej policji

Patryk Vega: apel do polskiej policji w sprawie Magdaleny Kralki poszukiwanej przez Interpol.

Gepostet von Patryk Vega am Sonntag, 26. Januar 2020

 

Odpowiedź na apel Patryka Vegi kierowany do Policji 😉🚔🚨

Gepostet von Polska Policja am Montag, 27. Januar 2020

 

Zobacz też:

Bracia pseudokibice i ich brutalny gang. Jeden został zastrzelony, partnerki drugiego szuka cała Europa

 

Źródło: Krakowwpigulce.pl ; Facebook/@PatrykVegaOfficial ; Facebook/@PolicjaPL

Fot.: Flickr ; Facebook

 

Pięciu kierowców zostało zwabionych w pułapkę, a następnie potraktowanych w bestialski sposób. Tylko jednemu z nich udało się uciec i uratować własne życie. Niestety pozostałych czterech mężczyzn nie udało się ocalić i zostali oni zamordowani przez gangsterów.

 

Motywem do dokonania okrutnej zbrodni, miała być dla gangu z pozoru nie zbyt poważna sprawa. Chodziło, bowiem o to iż jeden z kierowców Ubera nie zrealizował zleconego przejazdu. Miał on przyjechać po matę mężczyzny, który później jak wszystko na to wskazuje, w ramach odwetu zlecił porwanie i zabicie innych przypadkowych kierowców. Tak sprawę opisuje „The Washington Post”.

 

Gangsterzy zamówili przejazdy aplikacjami przewozowymi (Ubera oraz konkurencyjnej firmy), wzywając kierowców na tereny faweli w brazylijskim mieście Salwador. To tam zaczął się cały horror.

 

Klienci, którzy okazali się być przestępcami, przystawili kierującym mężczyzną broń do głowy i kazali odjechać w odosobniony rejon. Dziennikarze dowiedzieli się o tym jak wyglądało to straszne zdarzenie od jedynego z piątki kierowców, który zdołał uciec i opowiedzieć o tym co się stało.

 

Napastnicy po dokonaniu porwania znęcali się nad swoimi ofiarami. Przy dokonywaniu tortur mieli nawet nie ukrywać swoich twarzy. W pewnym momencie, jeden z porwanych mężczyzn wyrwał broń jednemu z oprawców co doprowadziło do szarpaniny. W jej trakcie inny z mężczyzn, którzy padli ofiarą tego odwetu, zdecydował się wykorzystać moment nieuwagi bandytów i uciekł z chaty, w której byli przetrzymywani oraz torturowani.

 

Człowiek, który wydostał się z rąk bandziorów zaalarmował służby. Po informacji od ocalałego, funkcjonariusze policji udali się na miejsce przebywania porywaczy i otoczyli je. Doszło do wymiany ognia, podczas której polegli wszyscy z biorących w niej udział gangsterów.

 

Niestety zwłoki porwanych, a potem zamordowanych kierowców, policja odnalazła kilka dni później. Ciała znajdowały się w foliowych torbach. Co warte podkreślenia, martwego znaleziono również gangstera, który miał zlecić całą akcję w ramach odwetu za niezrealizowany przejazd zamówiony dla jego matki.

 

Zwłoki zleceniodawcy miały być przywiązane do drzewa i podziurawione kulami z broni palnej.

 

 

 

Źródło: The Washington Post ; o2.pl

Fot.: Pixabay ; Flickr