Zdarzenie wstrząsnęło światem. 24-latka, wyrzucając śmieci do zsypu, usłyszała płacz dziecka. Nikt jej nie wierzył, wmawiano jej, że to miauczenie kota.

Całe zajście miało miejsce w środe 18 grudnia w mieście Kalamata na Peloponezie w Grecji. 24-latka, Vassiliki Tsoni, poszła do zsypu, aby wyrzucić śmieci. Wydawało jej się, że z głębi dziury dobiega płacz dziecka. Próbowała odsunąć śmieci i własnymi rękami je odkopać, ale nie dała rady. Płacz dobiegał z większej głębokości. Inni mieszkańcy miasta jej nie wierzyli, przekonywali, że jej się wydaje, a dziwne dźwięki to pewnie miauczenie kota.

 

Krzyczałam, ale nikt nie zatrzymał się, żeby mi pomóc

 

– mówiła 24-latka.

 

CZYTAJ TAKŻE: Bezczelne zarzuty Putina! „Polska dokonała rozbioru Czechosłowacji”

 

24-latka miała jednak rację i dzięki jej zdeterminowaniu dziecko zostało uratowane. Vassiliki Tsoni zadzwoniła po policję. Funkcjonariusze odkopali z ponad metrowej sterty śmieci kilkudniowe niemowlę. Jeszcze żyło, więc szybko zawieziono je do szpitala. Lekarze twierdzą, że wszystko będzie z nim dobrze.

 

Dziecko miało szczęście w nieszczęściu – tego dnia odbiór śmieci odbył się nieco później. Śmieciarki nie tylko ładują odpady, lecz także je kompresują-

 

-powiedział Thanassis Vassilopoulos, burmistrz Kalamaty, w rozmowie z Alpha TV.

 

Matką dziecka jest prawdopodobnie Gruzinka. Po urodzeniu włożyła dziecko do papierowej torby i wyrzuciła do śmieci. Została już aresztowana za próbę zabójstwa.

 

Źródło: foxnews.com / foto Facebook.com

 

 

Do sieci trafiło nagranie z awantury, do jakiej doszło jakiś czas temu  na ulicach Aten. Świętujący Pakistańczycy zostali zaatakowani przez kibiców PAOK Saloniki, który rozgrywał akurat mecz z miejscowym Panioniosem.

 

Muzułmanie, którzy obchodzili w ten sposób urodziny proroka Mahometa, musieli ratować się ucieczką. W ruch poszły m.in kije, stołki z lokalnych barów oraz kosze. Do akcji musiała wkroczyć policja, aby nie doszło do linczu na Pakistańczykach.

 

 

 

YouTube/solofootball
YouTube/solofootball
MR

Polka jest żona nowego premiera-elekta Grecji Kiriakosa Micotakisa. Ma na nazwisko Grabowski a jej dziadek był cenionym farmaceutą.

 

W ubiegłą niedzielę w Grecji odbyły się przyśpieszone wybory parlamentarne, które w świetnym stylu wygrała centrowa Nowa Demokracja, partia Kiriakosa Micotakisa. To oznacza powrót tej formacji do sprawowania władzy. Co więcej, ojciec Micotakisa sprawował już urząd premiera w latach 1990-93. Będzie to zatem powrót tej rodziny do zarządzania krajem.

 

Marewa Grabowski-Micotakis ma w połowie polskie pochodzenie. Choć nie utrzymuje już bliskich związków z ojczyzną dziadka, pozostała przy rodowym nazwisku. Niestety stowarzyszenie Polaków w Helladzie informuje, że żona nowego premiera nie utrzymuje kontaktów z lokalną Polonią.

 

Optymizmem mogą napawać jednak zdolności lingwistyczne Grabowskiej-Micotakis. Włada językiem polskim mino iż nie mieszka w kraju i nie działa – przynajmniej oficjalnie – na rzecz relacji bilateralnych obu państw. Warto wspomnieć przy tym, że żona nowo wybranego szefa rządu mówi także po angielsku, grecku, francusku a nawet turecku. Jej rodzina zrzesza przedstawicieli wielu nacji.