Wokalistka ta zyskała niegdyś sporą popularność, a jej przebój „Mercy” wpadał w ucho ludziom w różnych częściach świata. Przed laty jednak, gwiazda znikła nagle ze świata show-biznesu, a wiele jej fanów oraz osób śledzących muzyczny świat zastanawiało się, co właściwie wpłynęło na nagłe przerwanie kariery. W tym roku piosenkarka postanowiła przekazać szokującą zapewne dla wielu wiadomość. Jak twierdzi została ona bowiem… porwana. Takimi rewelacjami sama zainteresowana podzieliła się w lutym, a w ostatnim czasie zdecydowała się opowiedzieć jeszcze więcej na temat swojej dramatycznej historii. Jej opowieść wielu wydać może się wręcz nieprawdopodobna.

 

Aimee Anne Duffy, znana bardziej jako po prostu „Duffy”, to urodzona w Walii piosenkarka oraz laureatka Nagrody Grammy w kategorii „Best Pop Vocal Album”. Nagrodzona została ona w 2009 roku za album Rockferry. Jej szczególnym hitem, który pozwolił wokalistce zostać zapamiętaną przez wielu słuchaczy, okazał się być utwór zatytułowany „Mercy”. Ostatnia jej płyta okazała się oficjalnie w 2010 roku, a później wielu nie wiedziało co właściwie stało się ze sławną wówczas Duffy.

 

 

Ponad miesiąc temu, piosenkarka ogłosiła za pośrednictwem internetu, że spotkały ją wstrząsające przeżycia. Według przedstawionej przez nią wersji została ona porwana, a następnie zgwałcona, a cała ta okrutna sytuacja wywołała u niej traumę i spowodowała konieczność przerwania kariery. Po kilku tygodniach podzieliła się ona na swoim blogu kolejnym wpisem, w treści którego ujawniła kolejne szczegóły tej tragicznej wręcz historii.

 

– Podano mi narkotyki w restauracji. Byłam odurzana przez cztery tygodnie, przewieziono mnie do obcego kraju. Nie pamiętam, jak wsiadłam do samolotu. Zostałam zamknięta w pokoju hotelowym, a sprawca wrócił i zgwałcił mnie. Pamiętam ból i to, że próbowałam zachować przytomność. Utknęłam z nim w jednym pokoju na cały następny dzień. Nie patrzył na mnie

– opowiedziała Duffy.

 

Piosenkarka twierdzi, że jej koszmar rozpoczął się w dniu jej urodzin. Ciężko jej znaleźć wytłumaczenie na to, iż znalazła ona w sobie siłę by znieść tamte przeżycia.

 

– Nie wiem, skąd miałam siłę, by przetrwać te dni, ale czułam obecność czegoś, co pomogło mi pozostać przy życiu

– twierdzi piosenkarka.

 

Według jej relacji, została ona następnie przywieziona do Wielkiej Brytanii. Miała znać swojego oprawcę co miało przesądzić o tym, że bała się powiadomić służby o tym co zaszło. Jak pisze, żyła nadal w strachu.

 

– Pójście na policję nie było bezpieczne. Czułam, że jeśli coś pójdzie nie tak, to on by mnie zabił. Gdy wróciłam do domu, mogłam już tylko usiąść, gapić się i zachowywać jak zombie

– wyjaśnia w swoim wpisie sławna niegdyś artystka.

 

Piosenkarka uważa, że znalazła siłę do opowiedzenia tego co ją spotkało i zmierzenia się z przeszłością, gdyż ma mieć to wpływ terapeutyczny. Wcześniej jak twierdzi, brała jednak pod uwagę zmianę imienia i nazwiska.

 

– Mam nadzieję, że nie będzie już pytań w stylu „Co się stało z Duffy?”. Teraz już wiecie. Jestem wolna

– zakończyła swój wpis.

 

View this post on Instagram

With love, duffywords.com

A post shared by @ duffy on

 

 

Źródło: Plotek.pl ; YouTube/DuffyVEVO ; Duffywords.com ; Wikipedia.org

Fot.: Hippopx.com ; Instagram/@duffy

W okresie kiedy wiele ludzi izoluje się i unika wychodzenia z domu w ramach podejmowania przeciwdziałań wobec rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2, znane osoby i artyści zachęcają, aby pozostawać w domu, przekazują też spore środki finansowe na walkę z koronawirusem, a nawet organizują czaty wideo, podczas których przedstawiają fanom swoje występy drogą internetową. Do nie opuszczania miejsca zamieszkania zachęcała też aktora Barbara Kurdej-Szatan, a przy tym też podejmowała działania, którymi chciała za pośrednictwem sieci umilić kwarantannę swym fanom. W ostatnim czasie wdała się jednak w pewnego rodzaju awanturę z częścią internautów. Sprawa dotyczyła pewnego udostępnionego niedawno zdjęcia oraz spraw dotyczących męża gwiazdy. Sprawę opisał portal radiozet.pl.

 

W ostatnim czasie, na instagramowym profilu Barbary Kurdej-Szatan pojawiło się zdjęcie będące elementem kampanii reklamowej jednego z producentów samochodowych. Na fotografii widoczna jest aktorka w towarzystwie swojego męża Rafała Szatana w aucie.

 

Wśród komentarzy na profilu Barbary Kurdej-Szatan pojawiły się także te, których autorzy krytycznie odnieśli się do publikowania takowego posta sponsorowanego i załączonego zdjęcia z samochodowej przejażdżki po publicznych apelach gwiazdy o pozostawanie w domach ze względu na pandemię koronawirusa. Niektórzy internauci negatywnie odnosili się też do tego jak promowany jest małżonek aktorki.

 

Na opinie te zareagowała sama zainteresowana, odpowiadając w dosyć mocnych zdaniem części internautów słowach.

 

– A co ma piernik do wiatraka? Po pierwsze – również robię rzeczy bezinteresownie. Właśnie w tym czasie. Po drugie – co ma wspólnego zdjęcie w samochodzie z rzekomą promocją męża? Jest Pan następną osobą, która bez żadnej świadomości piep**y głupoty. Nie ma możliwości, abym męża „wciskała”. O tym, kto występuje w koncertach czy w telewizji, decydują reżyserzy i producenci. To oni, znając wykształcenie Rafała i jego zdolności, sami zapraszali go to tu, to tam. Ale co Pan może wiedzieć, jedynie może Pan wypisywać de*ilne komentarze. Współczuję

– napisała cytowana przez radiozet.pl aktorka.

 

Barbara Kurdej-Szatan wyraziła swoje oburzenie względem tego, że autorzy krytycznych komentarzy nie zwracają tak dużej uwagi na jej prezentowaną przez internet twórczość.

 

– Nie napiszą nic o tym, że robimy ludziom wieczorami koncerty, by umilić im czas, że czytamy bajki dla dzieci. Wszystko ze zwykłej miłości do zawodu (robimy to przecież za darmo) i chęci umilenia czasu innym! Ale o piep**onej przejażdżce od razu!

– stwierdziła gwiazda.

 

 

 

Źródło: Instagram/kurdejszatan ; radiozet.pl

Fot.: Facebook/@BarbaraKurdejSzatan

Zawodnik ten był jedną z największych gwiazd światowej piłki nożnej w XXI wieku. Brazylijczyk Ronaldinho, grający niegdyś m.in. w zespołach takich jak: Paris Saint-Germain, FC Barcelona, AC Milan czy CR Flamengo, został zatrzymany przez służby wraz ze swoim bratem na terenie Paragwaju, a dokładniej w jednym z tamtejszych hoteli.

 

Legenda brazylijskiej piłki, jak widać przeżywa po zakończeniu piłkarskiej kariery różnorakie życiowe perypetie. Swego czasu mówiło się w mediach przykładowo o tym, iż żyje on wraz z dwiema kobietami, które wzajemnie to akceptują i mieszkają z nim pod jednym dachem, jak również o jego kłopotach finansowych. Teraz dziennikarze mówią o zatrzymaniu jego osoby i zaistniałym konflikcie z prawem.

 

Ronaldinho, który wkrótce świętować ma swoje 40. urodziny, przybył w środę 4 marca do Paragwaju celem wzięcia udziału w charytatywnym wydarzeniu organizowanym na rzecz jednego ze szpitali. Sportowiec miał również promować tam książkę swojego autorstwa, zatytułowaną „Geniusz życia”. Na lotnisku słynny piłkarz miał być powitany przez tłum sympatyków wiwatujących z radości, kiedy ujrzeli swojego ulubieńca.

 

Jak podają lokalne media, funkcjonariusze zatrzymali w paragwajskim hotelu byłego reprezentanta Brazylia oraz jego brata, w związku z tym, iż obydwaj posługiwali się fałszywymi paszportami.

 

Sytuacja taka ma wynikać z odebrania mężczyznom tychże dokumentów przez brazylijski sąd w celu uniemożliwienia im opuszczania kraju. Jest to konsekwencja nie zapłacenie grzywny na jaką zostali skazani, ale której postanowili nie zapłacić.

 

Ronaldinho i jego brat, usłyszeli wyrok w 2018 roku, a sprawa dotyczyła wybudowania mostu do łowienia ryb ja jeziorze Guaiba zlokalizowanego w rezerwacie przyrody. Mężczyźnie mieli zrobić to w sposób niezgodny z prawem.

 

Zatrzymanie zostało przeprowadzone przez funkcjonariuszy w ekskluzywnym klubie jachtowym w Asuncion.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Flickr

 

O jej osobie głośno zrobiło się za sprawą telewizyjnych programów, jednak sławna stała się również dzięki internetowi oraz portalom społecznościowym, na których urywki z jej wypowiedziami, a także sytuacjami, w których brała udział, zyskują sporą popularność wśród widzów. Teraz jednak zaniepokojonych może być spore grono fanów popularnej Dagmary występującej m.in. w programie „Królowe życia”.

 

Programy z udziałem Dagmary Kaźmierskiej na antenie TTV okazały się być udanymi produkcjami, które mają sporo widzów, a sama zainteresowana szybko stała się rozpoznawalną postacią ze świata show-biznesu. Martwić wielu mogą jednak wieści dotyczące zdrowia oraz tego co czeka gwiazdę w najbliższej przyszłości. Właśnie na pytania związane z tymi tematami odpowiadała ona podczas wywiadu udzielonego przy okazji premiery filmu „Bad Boy”, na której pojawiła się i znów znalazła się w spektrum zainteresowania obecnych tam dziennikarzy.

 

Pomimo problemów zdrowotnych i problemów z nogą, Dagmara Kaźmierska zdecydowała się przybyć na premierę filmu autorstwa swojego znajomego reżysera Patryka Vegi. Swoją potrzebę wychodzenia do ludzi argumentowała też jeszcze jednym faktem.

 

– Staram się wychodzić do ludzi, nie siedzieć w domu, bo w domu ludzie umierają. Co będę siedzieć w domu?

– Tłumaczyła gwiazda.

 

W trakcie rozmowy z przedstawicielami mediów, oczywiście nie zabrakło pytań dotyczących problemów zdrowotnych oraz tego co w związku z nimi czeka wkrótce gwiazdę programu „Królowe Życia”.

 

– Z nogami troszkę gorzej, ale tak, jak wspominałam wcześniej – doktor Sawicki jedną nogę uratował, teraz w marcu będzie ratował drugą. Także wszystko będzie okej

– powiedziała Dagmara Kaźmierska.

 

Celebrytka stwierdziła również, że problemy zdrowotne nie są dla niej powodem do zmartwień. Uważa ona, że życie wypełnione jest osobami potrzebującymi pomocy w większym stopniu niż ona sama. Według jej słów można domniemywać, że wierzy ona w pomyślny przebieg operacji, która ją czeka, a przy tym z uśmiechem podchodzi w dalszym ciągu do życia.

 

 

Źródło: Pikio.pl ; TTV

Fot.: Pixabay

 

 

Brittini De La Mora przeszła w swoim życiu niesamowitą przemianę. Od grania w filmach porno, po bycie żoną pastora i nawet ciążę! A wszystko to dzięki wierze.

 

Byłam w miejscu, w którym nie znałam mojej wartości. Zanim pokochałam Jezusa, nie potrafiłam pokochać siebie – tak mówi o swojej przeszłości Brittini De La Mora.

 

CZYTAJ TAKŻE: TRAGEDIA! 10-latek zginął na miejscu. Wszystko wina OJCA!

 

Wszystko zaczęło się od jej dzieciństwa. Matka mówiła jej, że jej nie kocha i żałuje, że ją urodziła. Samotna dziewczyna zaczęła zarabiać za striptiz, a potem grać w filmach pornograficznych. Po 7 latach babcia i dziadek przyszli z pomocą wnuczce. Miała wtedy ciężkie chwile i myślała nawet o samobójstwie. Zaczęła chodzić do kościoła i poznawać Boga. Choć głęboką zmianę w jej życiu zapoczątkował dopiero fragment Pisma Świętego:

 

„Dałem jej czas, by się mogła nawrócić, a ona nie chce się odwrócić od swojej rozpusty. Oto rzucam ją na łoże boleści, a tych, co z nią cudzołożą – w wielkie utrapienie, jeśli od czynów jej się nie odwrócą” (Ap 2, 21-22)

 

 

W dalszym etapie życia spotkała pastora, Richarda, z którym wzięła ślub i będzie miała dziecko.

 

 

/ks/

 

Źródło: deon.pl/ foto Youtube.com/ zrzut z ekranu

Zwycięzca szóstej edycji Top Model Patryk Grudowicz zareklamował środki do higieny intymnej, czym wzbudził zażenowanie wielu internautów. To produkty firmy 4organic.

 

„Może Ty sie zajmiesz jeszcze hodowlą jedwabników?” – ironizuje jeden z użytkowników instagrama. Podobnych, a nawet bardziej niewybrednych komentarzy są dziesiątki. Wiele osób uważa, że reklama środków higieny intymnej to wizerunkowy blamaż top model i samego zwycięzcy.

 

„Lepiej usuń ten post, bo każdy będzie cię kojarzył jako tego od spraw intymnych.” – sugeruje inna osoba. Grudowicz wykorzystuje swój wizerunek w mediach społecznościowych do promocji wielu produktów, czyli pełni rolę tzw. influencera. To nowoczesny rodzaj zarabiania w sieci przez znane osoby. Czasem jednak – jak w tym przypadku – bezrefleksyjne kontrakty mogą odbić się czkawką.

 

Poniżej wspomniane zdjęcie Grudowicza: