Choć trwa pandemia i wiele państw zmaga się z koniecznością egzekwowania obostrzeń w ramach izolacji społecznej oraz dąży do niwelowania negatywnych skutków tego okresu dla gospodarki, to wciąż jednak nie znikają inne problemy zagrażające naszym społeczeństwom. Wśród takowych niebezpieczeństw są wciąż aktywne siatki terrorystyczne, co potwierdzają też doniesienia docierające dzisiaj z zagranicznych mediów.

 

O sprawie i akcji służb, jaka miała miejsce na południu Europy, poinformował m.in. „The Guardian”. Wydarzenia te dotyczą dokładniej rzecz ujmując Hiszpanii. Zdaniem tamtejszej policji przeprowadzono wspólne działania ich funkcjonariuszy, a także FBI i przedstawicieli służb marokańskich, które mogły ocalić życie wielu osób w tym państwie, będącego jednym z tych szczególnie dotkniętych rozprzestrzenianiem się wirusa z chińskiego Wuhan.

 

Jak podaje „The Guardian”, według informacji podanych do wiadomości publicznej przez przedstawicieli hiszpańskiej policji, służbom udało się tam zatrzymać człowieka pochodzenia marokańskiego, który mógł doprowadzić do wielkiej tragedii w Barcelonie. Tam też został zatrzymany i to właśnie na terenie Katalonii szukać miał celów do przeprowadzenia ataku

 

Marokańczyk ten miał ulec silnej radykalizacji i sympatyzować z organizacją terrorystyczną jaką jest tzw. Państwo Islamskie. Związki z IS miał on posiadać od około 4 lat, jednak w ostatnim czasie, przy okazji panujących obostrzeń i ograniczeń w przemieszczaniu się na Półwyspie Iberyjskim, zachowanie tego człowieka stało się szczególnie podejrzane i to właśnie w tym okresie szukać miał on zdaniem służb miejsca i celu do przeprowadzenia zamachu terrorystycznego.

 

Ta sytuacja, jak i też inne tragiczne wieści dotyczące działalności terrorystów w różnych zakątkach globu, pokazują iż wiele organizacji wciąż zagraża bezpieczeństwu wielu ludzi na różnych kontynentach.

 

 

Źródło: „The Guardian”

Fot.: Pxhere.com

 

Zatrzymano człowieka, szczególnie poszukiwanego w ostatnich latach przez służby na świecie, wokół którego pojawiało się wiele domysłów i znaków zapytania. Schwytany mężczyzna, choć udzielał się w branży muzycznej, a w sieci do dzisiaj znaleźć można jego utwory, to jednak rozgłos zapewniło mu dołączenie do tzw. Państwa Islamskiego.

 

Człowiek ten to 28-letni Brytyjczyk egipskiego pochodzenia. Swoją muzyczną karierę rozpoczynał w Londynie, gdzie mieszkał i dorastał. Znany jest w świecie muzyki na wyspach jako raper L Jinny. Choć w jego utworach da się wyłapać wersety odnoszące się do religii, to jednak trudno o podejrzewanie tego młodego człowieka o aż tak silną radykalizację na podstawie treści jego piosenek.

 

 

Bardzo możliwe, że radykalizacji L Jinny, a właściwie Abdel-Majed Abdel Bary, uległ po tym jak służby zatrzymały jego ojca Egipcjanina. Abdel Abdul Bary został bowiem ekstradowany do Stanów Zjednoczonych w 2012 roku, kiedy zarzucono mu udział w przeprowadzonych w 1998 roku atakach terrorystycznych, których celem były znajdujące się na terytorium Kenii i Tanzanii ambasady USA. Zginęło wówczas ponad 220 ludzi, a jak przekazała agencja Reuters, mężczyznę skazano na 25 lat za kratkami. Wyrok zapadł w 2015 roku, kiedy jego syn mieszkający w Londynie, zdążył przyjąć fundamentalistyczne poglądy i wyjechać na Bliski Wschód.

 

L Jinny miał wstąpić w szeregi ISIS w 2013 roku. Po wyjeździe do samozwańczego kalifatu, odebrano mu obywatelstwo brytyjskie. Był on podejrzewany o dokonywanie egzekucji ludzi pochodzących z Europy i Ameryki, w tym m.in. dziennikarza Jamesa Foleya w 2014 roku. Nagrania z egzekucji obiegały wówczas media na całym świecie, a widoczny na nich uzbrojony w nóż i zamaskowany mężczyzna określany był mianem „Jihady John”. Finalnie okazało się jednak, że zabójcą tym nie jest brytyjski raper, a pochodzący z Kuwejtu Mohammed Emwazi, który zginąć miał na terenie Syrii w 2015 roku.

 

To jednak nie sprawiło, że brytyjski raper przestał być poszukiwany, ponieważ faktem pozostawało jego uczestnictwo w działalności Państwa Islamskiego. Co dla wielu bardzo wstrząsające, L Jinny miał opublikować w jednym z twitterowych wpisów fotografię, na której pozował z uciętą ludzką głową. Uznawany był on za bardzo brutalnego w swych poczynaniach członka tej słynnej już organizacji terrorystycznej, a zarazem ówczesnego nieuznawanego przez społeczność międzynarodową państwa.

 

 

W ostatnim czasie pojawiła się informacja, że dżihadysta został schwytany na terytorium Hiszpanii, do której miał przedostać się nielegalnie. Tamtejsza policja opublikowała nawet nagranie zarejestrowane w Andaluzji, a dokładniej w Almerii, gdzie doszło do zatrzymania rapera, a zarazem brutalnego bojownika kalifatu.

 

– Zatrzymany przez kilka lat przebywał w strefie wojny w Syrii i Iraku. Szybko piął się po szczeblach „kariery” w organizacji, a międzynarodowe służby uznawały go za wyjątkowo brutalnego terrorystę

– poinformowała hiszpańska policja.

 

 

 

Źródło: o2.pl ; YouTube ; Twitter/@policia

Fot.: Pxfuel ; YouTube/MrAnonymousUptades (zrzut ekranu)

Niektórzy w czasie pandemii koronawirusa mają niezwykle ciężkie życie zawodowe, lecz pokazują jednocześnie swoje poświęcenie i zaangażowanie. Gdy myślimy o takich zawodach to od razu przychodzą do głowy lekarze i pielęgniarki. Tym razem bohaterem stał się ktoś inny.

 

 

W stolicy Hiszpanii – Madrycie, dziesiątki lekarzy zgromadziły się aby podziękować jednemu mężczyźnie. Mężczyźnie który zapewne znalazł się z powodu pandemii w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej, a jednak postanowił pomagać innym, a być może nawet ratować ich życia.

 

Na Półwyspie Iberyjskim sytuacja związana z pandemią była równie dramatyczna jak we Włoszech. Tysiące zarażonych każdego dnia, niewydolna służba zdrowia. I tu pojawił się on, taksówkarz który mocno odciążył pracę pogotowia, bowiem sam swoim autem zawoził zarażonych do szpitala.

 

Gdy któregoś dnia lekarze wezwali go aby przyjechał im pomóc, stało się coś czego zupełnie się nie spodziewał.

 

Lekarze ułożeni w szpaler zaczęli go głośno oklaskiwać w ramach podziękowania za jego pomoc i poświęcenie. Był to na pewno piękny gest, który zapamięta do końca życia.

Zobaczcie sami:

 

 

Źródła:

Fot.: Pixabay

twitter/@eltaxiunido

fb/@toteraz

Hiszpania to jeden z najbardziej dotkniętych koronawirusem krajów w Europie. Dziennie umierają wciąż setki ludzi, a temperament ludzi na Półwyspie Iberyjskim, na pewno nie sprzyja opanowaniu epidemii.

 

 

Hiszpanie na początku rozwoju wirusa na swoich terenach zachowywali się niezwykle nieodpowiedzialnie. Podobnie jak u Włochów, także i w Hiszpanii miliony obywateli siedziało tłumnie w barach i restauracjach aż do ich zamknięcia przez władze. Wielu nie wzięło sobie także do serca próśb rządu i lekarzy, którzy zalecali unikanie miejsc publicznych, czy parków.

 

 

Aktualnie sytuacja w Hiszpanii mocno uległa poprawie, gdyż zdecydowana większość społeczeństwa stosuje się do zakazu opuszczania domów, czy nakazu noszenia maseczek. Stąd też pojawiło się światełko w tunelu, bowiem krzywa wzrostu liczby zgonów wypłaszczyła się. Czy najgorsze już za nami jeszcze nie wiemy, lecz miejmy nadzieję iż rzeczywiście tak jest.

 

 

Nagranie z jednego z hiszpańskich miast pokazuje jak mocno pilnowane są teraz tamtejsze ulice i jak mocno egzekwuje prawo policja. Na wideo dwójka policjantek agresywnie pacyfikuje mężczyznę, przewracając go na ziemię. To co stało się później zobaczcie sami…

 

 

Panie sprawnie sobie poradziły 😉

Gepostet von Służby w akcji am Montag, 20. April 2020

 

 

 

Źródła:

Fot.: Wikipedia

fb/@Służby w akcji

Koronawirus w Hiszpanii zbiera coraz większe żniwo. Sytuacja jest bardzo poważna. Szpitale są tam przepełnione, a lekarze przemęczeni. Niektórzy z nich zaczynają się już poddawać.

 

W Hiszpanii potwierdzono już 130 tysięcy przypadków koronawirusa i ponad 12 tysięcy zgonów z tego powodu. Obecnie to właśnie Hiszpania jest drugim po Stanach Zjednoczonych państwem z największą ilością zachorowań na tego wirusa. W związku z tym lekarze są już na skraju wytrzymałości, a część z nich chce się poddawać. Aby tak się nie stało policja oraz straż pożarna stwierdziła, że zachęci służbę medyczną do dalszej walki.

 

Poniższy film polecamy odtworzyć z dźwiękiem.

 

 

 

Źródło: Twitter/ Pan Waldek

Foto: Twitter/ Pan Waldek

To był wyjątkowy dla wielu fanów piłki nożnej dzień, a zarazem czas sporej euforii i radości dla osób sympatyzujących z pewną znaną włoską drużyną piłkarską. Czy tamta data stała się przezornie źródłem dramatu jaki ogarnął przy okazji pandemii Włochy oraz Hiszpanię.

 

Mowa tu o dniu 19 lutego bieżącego roku, kiedy to w Mediolanie rozegrane zostało jedno ze spotkań Ligi Mistrzów. Zmierzyły się ze sobą wówczas Atalanta Bergamo, czyli drużyna z rejonu, który został później szczególnie dotknięty epidemią, z hiszpańskim zespołem Valencia. Podczas tego wygranego przez piłkarzy Atalantę 4:1 meczu, na trybunach zasiadły tłumy dopingujących swoje kluby kibiców. To jednak nie wszystko…

 

Jak można było zobaczyć chociażby w relacjach przekazywanych przez media czy na stronach związanych z kibicami, na głównym placu przed Katedrą w Mediolanie już przed meczem przechadzały się duże grupy kibiców. Były wspólne zdjęcia, śpiewy, okrzyki… Wtedy nikt zapewne nie spodziewał się tego jaki dramat czeka Włochów i Hiszpanów.

 

Również po meczu wiele osób, w których organizmach już mógł znajdować się koronawirus, chociaż nie miały one jeszcze objawów, mogły powracać komunikacją do domów, a także spędzać czas przez długie nocne godziny w mediolańskich lokalach. Wszystkie te aktywności były wówczas realizowane w tłumnej hucznej atmosferze. Długie kolejki 19 lutego widoczne były też przy toaletach i stoiskach np. z jedzeniem.

 

Jak uważają eksperci z WHO, tamto wydarzenie określić można „meczem zero” względem rozwoju pandemii, co potwierdza też opinia burmistrza Bergamo, który nie ukrywa, że ten właśnie dzień mógł w dużym stopniu przyczynić się do rozprzestrzenienia koronawirusa we Włoszech oraz w Hiszpanii.

 

Również szef oddziału pulmonologii w szpitalu im. Papieża Jana XXIII w Bergamo Fabiano Di Marco nie pozostawia na wspomnieniu tamtego dnia i nocy suchej nitki, uważając tamten mecz za „biologiczną bombę”.

 

W internecie pojawiło się nagranie, na którym wypowiedział się 56-letni kibic Atalanty, który był obecny na meczu z Valencią. Choć czekał on od lat na występ swojej ukochanej drużyny w Lidze Mistrzów, to dziś jego słowa brzmieć mogą dla wielu wręcz przerażająco.

 

Mężczyzna przyznał, że po tamtym spotkaniu zaczął mieć objawy choroby COVID-19, gdyż jak wielu innych został zakażony. Początkowo dreszcze jakich doznał traktował jako zwykłą gorączkę. Stan jego jednak się nie poprawiał i trafił on do szpitala w Bergamo 29 lutego, kiedy był on już mocno zatłoczony przez przybywających pacjentów.

 

Wielu zmarło z powodu koronawirusa, zarówno fanów Atalanta, jak i współpracowników zespołu

– powiedział 56-latek odnosząc się do meczu Ligi Mistrzów pomiędzy Atalantą a Valencią.

 

 

 

Źródło: Sport.pl ; YouTube/Fanpage.it

Fot.: YouTube/Fanpage.it (zrzut ekranu) ; Pixabay

W czasach zarazy COVID-19, która dotknęła już niemal wszystkich państw świata, międzynarodowa solidarność i wsparcie to coś naturalnego. Sami z własnego doświadczenia wiemy, że nic nie jednoczy, choćby na chwilę, tak jak ludzka tragedia. Jednak nie należy zapominać o tym, że wszystkie gesty mają też podłoże polityczne.

 

 

Gdy w Chinach wybuchła epidemia, duża część społeczeństwa polskiego chciała pomóc. Pojedynczy ludzie i organizacje organizowali różnego rodzaju zbiórki aby wysłać np maski do Chin. Nikt wtedy nie spodziewał się, że będą one dużo bardziej potrzebne nam, w Europie, gdzie sytuacja będzie dużo gorsza niż w najludniejszym państwie świata.

 

 

Oczywiście pojawiały się w międzyczasie akcje pomocy organizowane także przez władze poszczególnych państw. Ostatnio niezwykle głośno było o pięknym geście prezydenta Putina, który wysłał sprzęt do Włoch, a także geście Xi Jinpinga, który wysłał setki tysięcy testów na koronawirusa do najbardziej dotkniętych nim państw Starego Kontynentu.

 

 

Jak się jednak aktualnie okazuje, oba te gesty poddawane są w wątpliwość, podobnie jak poddawana w wątpliwość jest jakość i działanie większości z przysłanych produktów.

 

 

We włoskiej gazecie La Stampa, pojawia się ponoć cytat od jednego z wysoko postawionych w polityce informatora, który pozostaje anonimowy – iż około 80% wysłanego przez Rosję sprzętu jest albo bezużyteczne, albo jego użyteczność jest bardzo niewielka. Dodano także, że „pomoc” Putina miała na celu jedynie obnażyć niedoskonałości UE i jej pomocy dla państw członkowskich, oraz przybliżyć do siebie Włochów, z którymi dotychczas Rosja i tak miała niezłe relacje, przynajmniej w porównaniu do reszty państw Wspólnoty. Informacje te oburzyły Rosjan i spotkały się z szybkim negatywnym odzewem chociażby ze strony rosyjskiego ambasadora we Włoszech – Sergei’a Razova.

 

 

Co ciekawe podobne głosy, tylko że na temat pomocy z Chin pojawiają się w Hiszpanii. Mówi się, że większość z 340 000 testów na obecność COVID-19, które otrzymano jest niezwykle nietrafnych, gdyż nie podaje prawdziwej informacji, więc ich używanie nie ma tak naprawdę sensu – podaje gazeta El Pais.

 

 

Co o tym myślicie? Czy to znów próba oczernienia Rosji i Chin, czy jednak niezwykle nieodpowiedzialna „pomoc”?

 

 

Źródło: https://www.forbes.com/sites/isabeltogoh/2020/03/26/from-russia-with-love-putins-medical-supplies-gift-to-coronavirus-hit-italy-raises-questions/#10c3512b4a47

Hiszpania zmaga się z potężną falą zachorowań wywołanych pandemią koronawirusa. W państwie wprowadzono zakazy, które mają zmniejszyć niebezpieczeństwo zakażeń wirusem.   Na Majorce policja z miasta Algaida wyszła z inicjatywą, aby umilić czas obywatelom, którzy nie mogą opuszczać domów. Policjanci podjeżdżają pod okna domów i kamienic, by zagrać mieszkańcom na gitarze znane w Hiszpanii piosenki.  

 

Najczęściej widok radiowozu nie kojarzy się pozytywnie, natomiast w niecodziennej aurze spowodowanej koronawirusem, wywołuje on u niektórych osób dużą radość. Akcja funkcjonariuszy bardzo przypadła ludziom do gustu. Widocznie policja musiała wcześniej być znana mieszkańcom, gdyż od początku zaczęli wspólny śpiew.
W czasie gdy jeden z funkcjonariuszy, zaczął grać na gitarze piosenkę inni klaskali oraz tańczyli obok radiowozów.

 

 

Występy funkcjonariuszy to  zaplanowane  akcje, które stanowią część ich pracy. Gazeta „Diario de Mallorca” podała do wiadomości, że w kolejnych dniach w godzinach od 15 do 19, istnieje możliwość spotkania grających policjantów w innych miejscach w regionie.

 

Być może śpiew jest dobrym sposobem na radzenie sobie z trudną i smutną codziennością. Wcześniej wspólne śpiewanie pojawiło się we Włoszech, gdzie ludzie zaczęli wychodzić na balkony, aby dołączyć do śpiewu.

 

Obecnie  Hiszpania w sytuacji wygląda bardzo poważnie, gdyż z powodu koronawirusa zmarło już ponad dwa tysiące osób.

 

 

 

 

Źródło: o2.pl
Źródło fot.: Twitter/ @adamarch83

Sytuacja na całym świecie zmieniła się nie do poznania. Położna w HiszpaniiMalaga po wybuchu epidemii koronawirusa wygląda jakby nie było w niej życia. Często odwiedzane przez turystów miasto obecnie nie przypomina atrakcyjnego miejsca.W sieci pojawiło się poruszające nagranie z hiszpańskiego kurortu.

 

Malaga leży w Andaluzji i jest częstym wyborem turystów. Wieczorową porą ulice tętnią życiem, gdyż są wypełnione przybyłymi turystami oraz mieszkańcami. Ludzie wychodzą z domów, aby spotykać się z przyjaciółmi w klubach, barach i restauracjach.

 

Calle Larios zazwyczaj zapełniona jest pełna ulicznymi grajkami. Wybuch pandemia odmienił dotychczasowe życie mieszkańców. Wszystkie lokale oraz sklepy odzieżowe zostały zamknięte.
Bilans zakażonych wirusem w Maladze to 600 przypadków. Śmierć z tego powodu poniosło 21 osób, a w szpitalach jest wiele tysięcy osób. Należy przypomnieć, że sytuacja spowodowana koronawirusem  w Hiszpanii wygląda bardzo poważnie.

 

 

 

Źródło: zdrowie.wprost.pl
Źródło fot.: You Tube/Life in Spain