Prezydent Andrzej Duda udzielił wywiadu dla tygodnika Niedziela, w którym poruszono kilka ważnych tematów. Oprócz kwestii dotyczących walki z pandemią kronawirusa oraz organizacji wyborów, poruszono również to co będzie działo się tydzień po Świętach Wielkanocnych, a wtedy też Sejm zająć ma się ustawą zakazującą dokonywanie tzw. aborcji eugenicznej.

 

Prezydent rozmawiał z redaktorem księdzem Jarosławem Grabowskim z redakcji „Niedzieli”. Andrzej Duda odniósł się m.in. do tego jak osobiście postrzega zaproponowane przez rząd rozwiązania dotyczące przeprowadzenia majowych wyborów, w których sam weźmie również udział, ubiegając się o reelekcję jako urzędujący na tym ważnym stanowisku człowiek.

 

Uważam, że jest to rozwiązanie, które zapewniłoby bezpieczeństwo głosującym obywatelom. W jakimś sensie zwiększono w ten sposób możliwości uczestnictwa w wyborach, a więc jest to też wsparcie dla zasady powszechności wyborów. Gdyby takie rozwiązanie zostało przyjęte, to ułatwiłoby ono Polakom uczestnictwo w wyborach i w ogromnym stopniu zabezpieczyło ich także pod względem zdrowotnym

– wyjaśnił prezydent podczas rozmowy.

 

W wywiadzie na łamach tygodnika, jak wspomnieliśmy na początku, zapoznać można się też z opinią głowy państwa w sprawie zakazu aborcji eugenicznej, zgodnie z sugestiami wielu zwolenników ruchów pro-life.

 

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem aborcji eugenicznej i uważam, że zabijanie dzieci z niepełnosprawnością jest po prostu morderstwem

– mówił Andrzej Duda komentując tę kwestię i deklarując, że podpisze ustawę zakazującą dokonywanie aborcji eugenicznej, jeśli takowa trafi na jego biurko.

 

Jeżeli projekt w tej sprawie znajdzie się na moim biurku, to z całą pewnością zostanie przeze mnie podpisany. Jestem zdania, że Trybunał Konstytucyjny powinien rozstrzygnąć wniosek grupy 119 posłów dotyczącego właśnie przesłanki eugenicznej 

– powiedział prezydent, składając po raz kolejny konkretną deklarację w tej sprawie.

 

 

 

Źródło: Niedziela ; doRzeczy.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

Niestety dotarły smutne wieści dotyczące polskiego środowiska dziennikarskiego. Do wieczności przeszedł pochodzący z naszego kraju dziennikarz, a zarazem korespondent Polski w Rosji, który w tym roku skończyłby 54 lata. W dużej mierze podczas swojej zawodowej kariery zajmował się on tematyką wojenną.

 

Wiktor Bater urodził się 24 września 1966 roku w Warszawie. W ramach swojej pracy, relacjonował dla ludzi śledzących polskie media m.in. atak terrorystyczny na szkołę w Biesłanie. W 2008 roku wydał również książkę zatytułowaną „Nikt nie spodziewa się rzezi (Notatki korespondenta wojennego)”, w której podzielił się swoimi zapiskami sporządzonymi przy okazji wypraw w rejony, gdzie toczył się konflikt zbrojny na Bałkanach.

 

Do września 2019 roku, Wiktor Bater pełnił obowiązki szefa newsroomu w stacji telewizyjnej Superstacja. W latach 2009-2011 był natomiast korespondentem telewizji Polsat News w Moskwie. To właśnie Polsat News potwierdziło dzisiejsze smutne doniesienia o śmierci dziennikarza.

 

Bardzo interesującym faktem z życia Wiktora Batera jest to, że był on pierwszym polskim dziennikarzem, który oficjalnie przekazał do telewizji tragiczne informacje o katastrofie smoleńskiej w dniu 10 kwietnia 2010 roku.

 

Na ten moment nie są oficjalnie znane przyczyny śmierci polskiego dziennikarza i korespondenta w Rosji.

 

 

 

Źródło: Telewizjarepublika.pl ; o2.pl ; Polsat News

Fot.: Pixnio.com ; Twitter/@szykom89 ; Twitter/@RepublikaTV

 

 

Cały świat zmaga się obecnie z pandemią koronawirusa, a rządy poszczególnych państw różnymi sposobami starają się ograniczyć przyrost zachorowań, a także niwelować skutki gospodarcze obecnego stanu rzeczy. Wielu martwi się bowiem tym jak wyglądał będzie świat oraz sposób funkcjonowania w nim społeczeństw, gdy po czasie pandemii nadejdzie kryzys ekonomiczny. Choć dziś takie niepokoje pojawiają się na wszystkich kontynentach, to jednak wszystko zaczęło się w Chinach, a dokładniej w Wuhan, gdzie pierwsze sygnały o epidemii pojawiały się już pod koniec zeszłego roku. Niedawno upamiętniono tam ofiary rozprzestrzeniającego się wirusa.

 

Ostatnia sobota była dniem żałoby w Chinach. W ramach oddania hołdu tysiącom osób, które zmarły w czasie epidemii, flagi obniżono do połowy masztu, a przy wstrzymanym ruchu ulicznym na około trzy minuty rozbrzmiało wycie syren, a ludzie zatrzymali się w ciszy. Wiele osób ocenia tę chwilę jako wyjątkowo przejmujący widok po czasie wielu ludzkich dramatów, jakie miały miejsce w Chinach, a szczególnie w miejscowości Wuhan.

 

W sieci pojawiły się nagrania ukazujące to jak wyglądał ten wyjątkowy moment. Dwa z nich znajdują się w końcowej części artykułu.

 

W lutym pisaliśmy na łamach naszego portalu o tym, jak tragiczne sceny dzieją się na ulicach w tamtej części Chin. Ludzie odbierali sobie życie, niejednokrotnie podejmując się tak desperackich kroków w miejscach publicznych, dochodziło też do agresywnych, a nawet krwawych starć między ludźmi w sklepach.

 

O tym poczytają Państwo w poniższym artykule:

Wstrząsające nagrania z Chin. Ludzie odbierają sobie życie, atakują i podpalają… [WIDEO +18]

 

 

 

 

Źródło: tvp.info ; YouTube/Ruptly ; YouTube/AFP News Agency

Jak już zdążył się przekonać świat, pandemia koronawirusa nie oszczędza bogatych państw, a także znanych ludzi ze świata show-biznesu, sportu czy polityki. Choć dla wielu pocieszający może być fakt, że w Europie wiele państw uznaje sytuację epidemiczną za opanowaną, a przyrosty zachorowań nie są w nich już tak dynamiczne, to jednak niepokoić mogą doniesienia o stanie zdrowia niektórych zakażonych. Martwić mogą m.in. informacje dotyczące brytyjskiego premiera Borisa Johnsona.

 

Niepokojące wieści, brytyjskie media przekazały około godz. 19 czasu lokalnego. Wtedy to potwierdziło się, że w związku z pogorszeniem się stanu zdrowia Borisa Johnsona, trafił on na oddział intensywnej terapii w znajdujących się w stolicy kraju- Londynie Szpitalu św. Tomasza.

 

Według informacji przekazanych przez stację BBC, brytyjski premier trafił w niedzielę do szpitala, kiedy nasiliły się jego objawy związane z chorowaniem na COVID-19. Mimo iż choruje on już od jakiegoś czasu, to jednak w miniony weekend niepokojąca stała się wysoka temperatura.

 

Sam Coates, dziennikarz Sky News poinformował, że chociaż premier trafił na OIOM, to jednak pozostaje przytomny, co z pewnością uspokoić może wielu zmartwionych Brytyjczyków oraz innych ludzi śledzących doniesienia związane z jego leczeniem.

 

Jak przekazał Sam Coates, fakt iż Boris Johnson trafił na oddział intensywnej terapii jest elementem zachowania ostrożności, gdyby musiał on zostać podłączony do respiratora w związku z pogarszającym się stanem zdrowia.

 

 

 

Źródło: BBC ; Sky News ; Jastrzabpost.pl

Fot.: Edwards.af.mil

 

 

 

 

Jak doniósł portal Money.pl policjanci z Wrocławia 1 kwietnia, a więc po zaostrzeniu obostrzeń urządzili sobie na Komendzie Wojewódzkiej huczną imprezę, w której uczestniczyło nawet 100 osób.

 

W Polsce od 24 marca obowiązuje rozporządzenie, które zakazuje swobodnego przemieszczania się oraz zgromadzeń powyżej dwóch osób. 1 kwietnia dodatkowo zaostrzone zostały kary za złamanie tych przepisów, które respektować musi każdy obywatel. Jeśli tego nie robi to może być na niego nałożona kara nawet do 30 tysięcy złotych.

 

Jak poinformował portal Money.pl z tego rozporządzenia i zakazów nic sobie nie zrobili wrocławscy policjanci, którzy na Komendzie Wojewódzkiej zorganizowali huczne przyjęcie liczące nawet 100 osób. Podczas tego przyjęcia wręczane były nagrody i żegnani byli funkcjonariusze odchodzący na emeryturę, a całemu temu przedsięwzięciu przygrywała orkiestra.

 

Policjanci podczas tej imprezy nie byli zaopatrzeni w maseczki oraz rękawiczki. Nie zachowywali oni również wymaganego dwumetrowego odstępu od drugiej osoby.

 

Całą tą sprawą zajęła się już Komenda Główna Policji w Warszawie. Rzecznik Policji Mariusz Ciarka na łamach TVN 24 zapewniał, że” takie sytuacje nie mają prawa się powtórzyć i się nie powtórzą. Obowiązek przestrzegania zakazów i nakazów z powodu pandemii koronawirusa dotyczy też policjantów. Zwłaszcza przełożonych”.

 

Źródło: Money.pl, Onet, TVN 24

Foto: Sony DSC

Nie wszystkie organizacje prozwierzęce wzięły sobie obostrzenia rządowe na poważnie. Część uważa, że powinna dalej prowadzić działalność interwencyjną, a być może nawet szerszą, patrolując miasta w poszukiwaniu roznoszących koronawirusa…

 

„Tysiące psów i kotów w ciągu ostatniego roku zostały odebrane przez OTOZ Animals. W ciągu tylko 2019 roku wykonaliśmy ponad 6000 interwencji”

 

– informują na swoich stronach aktywiści z OTOZ Animals, relacjonując nieustannie w Internecie swoje interwencje przeprowadzane także w czasie pandemii w marcu tego roku.

 

Ta sama organizacja wraz z innymi domaga się od premiera Mateusza Morawieckiego, by przepisy izolacji społecznej nie dotyczyły aktywistów prozwierzecych.

 

„W związku z rozporządzeniem  ministra z dnia 24.03.2020 r. I nawiązaniem współpracy ze służbami z powiatu Sandomierskiego nasze patrole będą zatrzymywać osoby łamiące zasady rozporządzenia ministra w celu wylegitymowania i sporządzenia notatki o ukaranie do Sadu Rejonowego w Sandomierzu. Kary za złamanie zasad sięgają nawet do 5 tyś zł. Polecamy pozostać w domu i stosować się do wytycznych. Tu nie chodzi o to, aby ludzi ograniczyć, a o to aby wirus przestał się rozprzestrzeniać” (pisow. oryg. – dop. red.)

 

– poinformowała na swojej stronie Straż Ochrony i Ratownictwa Zwierząt w Polsce – PSPA.

 

„Animalsi często stawiają się ponad prawem. Patrolują ulice, przyznają sobie prawo do legitymowania ludzi przy tym nadają sobie nazwy imitujące służby, takie jak straż, pogotowie, komenda czy inspekcja”

 

– powiedział Piotr Kłosiński, prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego zrzeszonego w międzynarodowej World Kennel Union.

 

„To skandal. Mam nadzieję, że ktoś w końcu w państwie, a tym razem w Sandomierzu zacznie traktować pseudo przyjaciół zwierząt jak zagrożenie, które w czasach pandemii powinno się karać podwójnie”

 

– dodał Kłosiński.

 

Kto z urzędników i policjantów odpowiada za współpracę ze Strażą Ochrony i Ratowania Zwierząt w Polsce? Nie wiadomo, jednak oni sami chwalą się doskonałą współpracą zarówno z samorządem jak i policją, która miała być obecna podczas patrolowania ulic.

 

Co na to samo Stowarzyszenie? Na swoim profilu społecznościowym odpisało na zadane pytania o patrolowanie ulic w czasie pandemii i o podstawę prawną do legitymowania ludzi, że nie udzieli nam takich informacji, dopóki nie znajdzie czasu na lekturę jakiś bliżej nieokreślonych dokumentów. Chwilę po zadaniu naszych pytań, Stowarzyszenie zlikwidowało swoją stronę na Facebooku z wieloma kontrowersyjnymi wpisami. Część z nich została jednak zescreenowana.

 

Po ponownym wysłaniu pytań, emocjonalnie odniosła się do nich prezes organizacji, strasząc konsekwencjami prawnymi z powodu publikacji, która miałaby stawiać stowarzyszenie w złym świetle.

 

„Za rozpowszechnianie nie prawdy przez ludzi którzy nie umieją czytać i szukać informacji w internecie także są odpowiednie artykuły. Na prawdę mamy w nosie Państwa artykuły. Sprostowanie nasz zostało wysłane do wiadomości publicznej. Proszę zapoznać się również ze statutem oraz wpiszemy w KRS. Straż Ochrony I Ratownictwa Zwierząt w Polsce  to ratownictwo cywilne ludzi i ratownictwo zwierząt. Pełnimy służbę jako ochotnicza Straż Pożarna Grupa Poszukiwawczo Ratownicza. Na więcej pytań nie będę Panu odpowiadała. Jedyny organ który można nas sprawdzać i zadawać pytania to MSWiA pod które podlegamy” (pisow. oryg. – dop. red.)

 

– napisała w odpowiedzi Kinga Izabela Derlaga Skrzypczak, podpisując się jako Prezes Zarządu Głównego Straży.

 

„To nie jedyne stowarzyszenie prozwierzęce, które w czasach pandemii porusza się po całej Polsce. Wiele z nich robi dzisiaj interwencje, często na granicy prawa. Proszę zrozumieć, nierzadko jest tak, że stowarzyszenie czeka na donos, samo też generuje te donosy, najlepiej na drogie hodowle, potem zabiera zwierzęta, zazwyczaj drogie i z tego żyje. Koronawirus ukróciłby ten proceder, gdyby animalsi siedzieli w domu. Oni jednak uważają, że są ponad prawem, a ci z Sandomierza dodatkowo chyba uznali, że mają kompetencje policji państwowej”

 

– powiedziała Maria Sowińska, prezes Stowarzyszenia Pokrzywdzeni przez System i wieloletni opiekun bezdomnych zwierząt.

 

Po zebraniu materiału, prezes Stowarzyszenia skontaktowała się z autorem tekstu, udzielając jednak odpowiedzi, tłumacząc kontrowersyjne wpisy organizacji w Social Media:

 

„Post który pojawił się na Facebooku był postęp napisanym przez naszą wolontariuszke która w taki a nie inny sposób go zredagowała. Po zweryfikowaniu postu przez zarząd straży post został skasowany, na innej stronie została ta kwestia wyjaśniona za co przeprosiliśmy. Drugi post który został również napisany przez naszą wolontariuszke również został źle napisany i po jego sprawdzaniu został również skasowany. Wolontariuszka została o fakcie poinformowano a wraz z dniem dzisiejszym nie będzie już umieszczać postów na naszym fanpage na Facebooku. Wolontariuszka nasza jako jedyna osoba obsługiwała nas fanpage. Naraziła organizację na hejt za przedstawianie nieprawdziwych informacji. Nasza organizacja dopiero powstała, jesteśmy w trakcie całościowej organizacji inspektoratu do spraw ochrony zwierząt oraz utworzonej formacji ochotniczej straży pożarnej i przynależnej do niej grupy poszukiwawczo ratowniczej”

 

– napisała prezes Straży Ochrony i Ratownictwa Zwierząt w Polsce – PSPA.

 

Robert Wyrostkiewicz

Fot.: YouTube Magda Viva

Naukowcy z Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Wydziału Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowali inhibitory polimerowe, które w znacznym stopniu hamują zarażenie koronawirusem.

 

Koronawirus jest chyba obecnie głównym wrogiem większości osób na świecie. Rozprzestrzenia się w dość szybkim tempie, doprowadza do kolejnych ofiar i utrudnia ludziom normalne życie.  Nad lekiem na tę chorobę pracuje wielu naukowców. Ci z Uniwersytetu Jagiellońskiego mogli ogłosić pewien sukces, gdyż opracowali polimerowe inhibitory hamujące zakażenie koronawirusem. Związki wytworzone przez nich na bazie chitozanu potrafią skutecznie zatrzymywać SARS-CoV-2 oraz MERS-CoV.

 

Naukowcy pod kierunkiem prof. Krzysztofa Pyrcia i dr. Aleksandry Milewskiej z Małopolskiej Centrum Biotechnologii UJ oraz prof. Marii Nowakowskiej, a także prof. Krzysztofa Szczubiałki z Wydziału Chemii UJ udowodnili, że polimer wiąże się z białkiem Spike, który tworzy „koronę” wirusa.  Ów polimer jest w stanie zablokować oddziaływanie wirusa z receptorem komórkowym oraz jego wnikanie do komórki.

 

Na razie HTCC testowany był tylko na gryzoniach poprzez drogę wziewną. Jego wyniki były jednak obiecujące, gdyż po podaniu go nie zachodziła toksyczność bądź pogorszenie się pracy płuc. Tym samym może być to duży krok w wynalezieniu leku na koronawirusa. Aby jednak HTCC mógł być stosowany na ludziach to potrzeba jeszcze sporo czasu, a przede wszystkim wielu testów i pozwoleń.

 

Krakowscy naukowcy w przeprowadzeniu tych badań korzystali ze wsparcia Śląskiego Centrum Chorób Serca, badaczy z Uniwersytetu Gdańskiego oraz Chin. Raport z wyników HTCC przedstawiony jest na darmowej stronie Biorxiv.

 

Źródło: lovekraków.pl

Foto: You Tube/ Path2Careers (zrzut ekranu)

To był wyjątkowy dla wielu fanów piłki nożnej dzień, a zarazem czas sporej euforii i radości dla osób sympatyzujących z pewną znaną włoską drużyną piłkarską. Czy tamta data stała się przezornie źródłem dramatu jaki ogarnął przy okazji pandemii Włochy oraz Hiszpanię.

 

Mowa tu o dniu 19 lutego bieżącego roku, kiedy to w Mediolanie rozegrane zostało jedno ze spotkań Ligi Mistrzów. Zmierzyły się ze sobą wówczas Atalanta Bergamo, czyli drużyna z rejonu, który został później szczególnie dotknięty epidemią, z hiszpańskim zespołem Valencia. Podczas tego wygranego przez piłkarzy Atalantę 4:1 meczu, na trybunach zasiadły tłumy dopingujących swoje kluby kibiców. To jednak nie wszystko…

 

Jak można było zobaczyć chociażby w relacjach przekazywanych przez media czy na stronach związanych z kibicami, na głównym placu przed Katedrą w Mediolanie już przed meczem przechadzały się duże grupy kibiców. Były wspólne zdjęcia, śpiewy, okrzyki… Wtedy nikt zapewne nie spodziewał się tego jaki dramat czeka Włochów i Hiszpanów.

 

Również po meczu wiele osób, w których organizmach już mógł znajdować się koronawirus, chociaż nie miały one jeszcze objawów, mogły powracać komunikacją do domów, a także spędzać czas przez długie nocne godziny w mediolańskich lokalach. Wszystkie te aktywności były wówczas realizowane w tłumnej hucznej atmosferze. Długie kolejki 19 lutego widoczne były też przy toaletach i stoiskach np. z jedzeniem.

 

Jak uważają eksperci z WHO, tamto wydarzenie określić można „meczem zero” względem rozwoju pandemii, co potwierdza też opinia burmistrza Bergamo, który nie ukrywa, że ten właśnie dzień mógł w dużym stopniu przyczynić się do rozprzestrzenienia koronawirusa we Włoszech oraz w Hiszpanii.

 

Również szef oddziału pulmonologii w szpitalu im. Papieża Jana XXIII w Bergamo Fabiano Di Marco nie pozostawia na wspomnieniu tamtego dnia i nocy suchej nitki, uważając tamten mecz za „biologiczną bombę”.

 

W internecie pojawiło się nagranie, na którym wypowiedział się 56-letni kibic Atalanty, który był obecny na meczu z Valencią. Choć czekał on od lat na występ swojej ukochanej drużyny w Lidze Mistrzów, to dziś jego słowa brzmieć mogą dla wielu wręcz przerażająco.

 

Mężczyzna przyznał, że po tamtym spotkaniu zaczął mieć objawy choroby COVID-19, gdyż jak wielu innych został zakażony. Początkowo dreszcze jakich doznał traktował jako zwykłą gorączkę. Stan jego jednak się nie poprawiał i trafił on do szpitala w Bergamo 29 lutego, kiedy był on już mocno zatłoczony przez przybywających pacjentów.

 

Wielu zmarło z powodu koronawirusa, zarówno fanów Atalanta, jak i współpracowników zespołu

– powiedział 56-latek odnosząc się do meczu Ligi Mistrzów pomiędzy Atalantą a Valencią.

 

 

 

Źródło: Sport.pl ; YouTube/Fanpage.it

Fot.: YouTube/Fanpage.it (zrzut ekranu) ; Pixabay

Prawo i Sprawiedliwość od pojawienia się „pacjenta 0” w Polsce, podejmuje w większości dobre i szybkie decyzje, ucząc się na błędach państw Europy Zachodniej. W jednej kwestii są jednak cały czas nieugięci, a wydaje się że mogą nie mieć tu racji. 

 

 

Chodzi oczywiście o wybory prezydenckie, a dokładnie pierwszą ich turę, która była pierwotnie zaplanowana na 10 maja 2020. Od kilkunastu dni zewsząd docierają głosy krytyki w stronę rządu i urzędującego prezydenta, którzy zdaje się robią wszystko aby wybory odbyły się w czasie, co cały czas deklarują.

 

 

Trzy dni temu posłowie PiS wprowadzili także niezgodną z konstytucją poprawkę, która pozwalałaby na głosowanie korespondencyjne osobom w kwarantannie i wszystkim powyżej 60 roku życia. Zapewne wszystkie te działania mają na celu przeprowadzenie wyborów, kiedy prezydent i rząd mają dobrą opinię w społeczeństwie z powodu szybkiej reakcji na pandemię. Jednak gdyby wybory zostały przeniesione o kilka miesięcy, to doszłoby zapewne do wielkiego kryzysu gospodarczego, inflacji, utraty miejsc pracy przez dziesiątki jeśli nie setki tysięcy osób. A odpowiedzialnością za to wszystko obarczono by PiS.

 

 

Wystawiona do wyborów przez największą opozycyjną partię – Małgorzata Kidawa-Błońska ogłosiła właśnie zawieszenie swojej kampanii w ramach protestu. Nawołuje też do tego resztę kandydatów.

 

 

Jednak czarę goryczy przelała w tym wszystkim wczorajsza wypowiedź Andrzeja Dudy, który w czasie transmisji na żywo na Facebooku odpowiadał na pytania internautów. Gdy ktoś zapytał o odwołanie wyborów, odpowiedział:

 

„Państwo sobie radzi. Na ten moment nie ma podstaw do tego, by podejmować takie działania […] Jeżeli są warunki, by iść normalnie do sklepu, to są też warunki do tego, by pójść zagłosować.”

 

 

Takie porównanie wydaje się oczywiście nieodpowiednie, gdyż wyjście do sklepu decyduje u niektórych o tym czy będą mieli co jeść. Wybory 10 maja nie są niezbędne do przeżycia.

Prezydent mówił także o ważnej pomocy płynącej z Chin i o kwarantannie, która zostanie przedłużona jeśli będzie taka potrzeba.

 

 

Mimo głosów sprzeciwu wobec wyborów 10 maja z każdej strony, a nawet 77% obywateli w sondażach, PiS pozostaje nieugięty. Jednym z niewielu głosów na temat ewentualnej zmiany terminu wyborów, jest ten Wicepremiera Jarosława Gowina, który stwierdził że można będzie przenieść wybory ale jedynie gdy opozycja zgodzi się na przesunięcie ich o cały rok.

 

 

Co o tym wszystkim myślicie? Uważacie, że podejście rządu jest odpowiedzialne.

 

 

Źródło:

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/andrzej-duda-jezeli-sa-warunki-by-isc-normalnie-do-sklepu-to-sa-tez-warunki-by-pojsc/8ftnlyj