Działania w obronie słabszych nie zawsze jest odbierane pozytywnie i łatwo narazić się na krytykę, a w ostatnim czasie się o tym przekonano. Kilka dni temu media wspomniały o działaczce pro-life Zuzannie Wiewiórce. Kobieta stała się ofiarą hejtu, który spłynął na nią w mediach społecznościowych.

 

Marcin Romanowski na konferencji prasowej powiedział

– Na mój wniosek wniosek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro przyznał brązowy medal pamiątkowy zasłużonej dla wymiaru sprawiedliwości p. Zuzannie Wiewiórce

Odznaczona działaczka nawiązała relację z dziewczyną, która planowała poddać się  aborcji. Udało się skontaktować z bliskimi młodej kobiety. Działania pani Zuzanny Wiewiórki w efekcie doprowadziły do rezygnacji z zamierzonego celu. Wsparcie chłopaka oraz rodziców nastolatki powodowało, że udało uratować nienarodzone dziecko od aborcji.

 

 

Sposób działania Zuzanny Wiewiórki, a także jego efekt znalazł nie tylko zwolenników, lecz także sporą liczbę przeciwników.  Niestety na kobietę, której zamiarem była ochrona dziecka poczętego spadła fala krytyki. Środowiska wspierające aborcję, w tym członek  sztabu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. działacz Nowoczesnej Kacpra Czechowicza nie byli zadowoleni takim obrotem spraw. W mediach społecznościowych pojawił się szokujący wpis działacza Nowoczesnej Kacpra Czechowicza, w którym pojawiły się groźby pod adresem Wiewiórki.

Wiceminister powiedział

– Jest wolontariuszką, która angażuje się w działalność pro-life, zasługuje na to odznaczenie z wielu powodów. Za odwagę i determinację, którą okazywała

Romanowski dodał również,  że Ministerstwo Sprawiedliwości „zawsze stoi za życiem”.

 

 

Więcej szczegółów i ważnych informacji znajduje się w poniższym tekście. Zainteresowanych tą kwestią zapraszamy do lektury ciekawego tekstu.

Pro-liferka i jej bliscy stali się celem ataków! Jest ważne oświadczenie w tej sprawie

 

 

Źródło: DoRzeczy.pl, Twitter/ @MS_GOV_PL

Źródło fot.: Public Domain Pictures

W czasie pandemii koronawirusa, internautów i telewidzów niejednokrotnie zasmucić, a nawet zszokować mogły obrazy jakie docierały z różnych państw zmagających się z rozprzestrzenianiem słynnego wirusa z Wuhan, kiedy zjawisko to doprowadzało do zatłoczenia w szpitalach i braków sprzętu medycznego. Przerażać mogło nagranie ciężarówek wywożących ciała ludzi z Bergamo, filmiki z ulic Nowego Yorku, gdzie ciężarówki były zamieniane na chłodnie, aby przechować zwłoki czy zdjęcia trumien, nekrologów, bądź cmentarzy, gdzie w szybkim tempie trzeba było chować sporą ilość zmarłych. W centrum jednego z dramatów wywołanych pandemią znalazł się też znany polski piosenkarz wraz ze swoją partnerką.

 

Stan Borys udał się do Stanów Zjednoczonych, aby odbyć tam rehabilitację po udarze mózgu. Niestety jednak, wszystko skomplikowało nadejście epidemii. Zaistniała sytuacja spowodowała, że nie tylko nie udało się zrealizować rehabilitacji, ale dodatkowo piosenkarz zaczął obawiać się o swoje zdrowie i życie z powodu ryzyka zakażenia. O swoich przykrych doświadczeniach para opowiedziała w rozmowie z „Super Expressem”.

 

– Tak naprawdę nikt nie może czuć się bezpieczny. Wcześniej miasto tętniło życiem. Dziś jest niemal puste. Słychać tylko karetki na sygnale. To przerażające

– opowiadała Anna Maleady, partnerka i menedżerka piosenkarza, który potwierdzać miał jej wstrząsające słowa.

 

Jak opowiadali w wywiadzie dla „Super Expressu”, obydwoje przestrzegają obostrzeń oraz zasad bezpieczeństwa zdrowotnego. Noszą maseczki, używają rękawiczek, a także izolują się od innych, zachowując odpowiedni dystans. Jednak zarówno ich, jak i też innych ludzi przebywających na terenie Nowego Yorku przerażać mają sceny, które ujrzeć można na tętniących do niedawna życiem ulicach tego słynnego miasta.

 

Ciała masowo były wywożone dużymi przyczepami… Teraz śmiertelność w NYC zmalała, ale nadal jest między 230 a 330 zgonów dziennie. Szpitale w ostatnich dniach trochę odetchnęły, ale lekarze obawiają się, że kiedy miasto zostanie znowu otwarte, ludzie ruszą do metra i autobusów, liczba zachorowań znowu wzrośnie

– stwierdziła partnerka piosenkarza.

 

Jej relacja z tego co dzieje się w Nowym Yorku, może być dla wielu naprawdę wstrząsająca.

 

Życie w strachu może doprowadzić do innych chorób. Niektórzy popełniają samobójstwo. Ludzie boją się o przyszłość, o brak pracy i brak funduszy na życie. Wszyscy żyjemy w napięciu

– czytamy na łamach „Super Expressu” po przeprowadzonej rozmowie z Anną Meleady.

 

Jak powiedział wtórujący podczas wywiadu swojej partnerce Stan Borys, wokoło straszy się tam, iż będzie jeszcze gorzej, jednak on jak twierdzi, stara się do siebie nie dopuszczać złych myśli. Ciężko jest jednak uniknąć smutnej atmosfery, kiedy obserwuje się to co się dzieje.

 

Ludzi na ulicach jest mało albo nie ma ich w ogóle. Większość robi zakupy i szybko wraca do domów. Na całe szczęście ludzie stosują się do tego, co jest ważne w pandemii i zachowują dystans. Oczywiście też buntują się jak wszędzie na całym świecie, ale przecież nie można nikogo oskarżać, bo to nie wojna, ale gorzej, bo to zaraza, która na nas czyha zewsząd! Uczymy się żyć w nowej okrutnej cywilizacji choroby

– powiedział piosenkarz w rozmowie z „Super Expressem”.

 

 

Źródło: SE.pl

Fot.: Public Domain Pictures

 

O tym, że krakowska grupa Control Process (CP) miała doprowadzić do zagrożenia utraty dotacji m.in. dla jarocińskich wodociągów media lokalne informowały już w połowie grudnia 2019 r. Poza Jarocinem pokrzywdzone przez krakowską firmę budowlaną czują się dwie inne gminy – Koło i Łowicz. Mowa o utracie środków z budżetu unijnego „Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014–2020” (POIŚ), jednego z najbogatszych funduszy unijnych (4,1 mld zł).

 

Jak ustalili dziennikarze, dwa samorządy (Koło i Łowicz) przyłączyły się do zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez krakowską firmę złożonego przez gminę Jarocin w Prokuraturze Regionalnej w Łodzi pod koniec marca. Z zawiadomienia liczącego 700 stron, do którego dotarła „Gazeta Polska” wynika, że firma mogła nieuczciwie wygrywać przetargi, oferować usługi przez spółki-córki i ich podwykonawców, z góry nie zakładając realizacji projektów przewidzianych w specyfikacjach przetargowych.

 

Sprawę próbował prześwietlić znany dziennikarz śledczy, Piotr Nisztor, który swoje ustalenia opublikował 13 maja w tygodniku „Gazeta Polska”.

 

„Z ustaleń „GP” wynika, że zawiadomienie dotyczy wątpliwości wokół działań krakowskiej grupy Control Process (CP),specjalizującej się w realizacji inwestycji budowlanych. Obejmuje trzy finansowane z PIOŚ inwestycje nie tylko na terenie gminy Jarocin, ale także Łowicz i Koło (obydwa samorządy dołączyły się do zawiadomienia jarocińskiego PWiK). Każda dotyczyła modernizacji lub przebudowy lokalnej oczyszczalni ścieków. Jednak żadna z nich nie została zrealizowana. Gminy walczą teraz zarówno o ich wykonanie, jaki zachowanie przyznanych im unijnych środków. Jeśli inwestycje nie powstaną w terminie, wówczas gminy mogą stracić ponad 150 mln zł otrzymanych w ramach PIOŚ (koszt całości to około 250 mln zł)”

 

– czytamy w artykule Nisztora „Miliony mogą popłynąć ze ściekiem”.

 

W zawiadomieniu gminy Jarocin, które analizowane jest obecnie przez łódzką prokuraturę pod kątem podjęcia decyzji o wszczęciu śledztwa znajduje się wywód ukazujący sposób działania krakowskiej firmy, która we wszystkich trzech gminach miała zastosować tę samą taktykę przetargową pomimo wiedzy o niemożności realizacji kontraktów. Dlatego zarzucono jej przestępstwo i działanie w zorganizowanej grupie złożonej ze współpracujących ze sobą spółek, firm, podmiotów zależnych.

 

W przypadku Jarocina mowa o wygranym przetargu w 2018 r. na modernizację oczyszczalni ścieków w Cielczy koło Jarocina na kwotę 115 mln zł. Inwestycja nie została zakończona, a CP uzyskała już kwotę 17 mln zł zleceniodawcy.

 

„Modus operandi działania grupy CP polega na stawaniu do przetargów poprzez nowe puste spółki składające zapewnienia, że wykonają inwestycję poprzez podwykonawców. Dzięki temu zabiegowi kwalifikują się do postępowania.Następnie – już po podpisaniu kontraktu – podwykonawcy nie pojawiają się na placu budowy, roboty stoją, a grupa CP gnębi zamawiającego rozszerzeniem zakresu prac, koniecznością wykonania dodatkowych robót, jednocześnie podważając dokumentację przetargową, do czego mieli pełne prawo podczas trwającego postępowania”

 

– mówi cytowany przez „Gazetę Polską” Remigiusz Nowojewski, prezes PWiK w Jarocinie.

 

Zdaniem Nowojewskiego z jarocińskich wodociągów „CP chodzi o wyciągnięcie jak największych pieniędzy od zamawiającego i wydłużanie w nieskończoność realizacji kontraktu”.

 

W toku ewentualnego prokuratorskiego śledztwa wzięty pod uwagę ma być także wątek fałszywych referencji.

 

„Z zawiadomienia, do którego dotarła „GP”,wynika również, że zarząd grupy CP przy realizacji kontraktu z jarocińskim PWiK mógł dopuścić się poświadczenia nieprawdy. Po wygranym przetargu i zawarciu umowy zmienili m.in. głównego projektanta.Wskazano, że owa osoba posiada doświadczenie związane z realizacją istotnych projektów dla firm z branży wodociągowo-kanalizacyjnych, m.in. z Chorwacji i Rumunii. Dowodem na to było złożone w PWiK oświadczenie wiceprezesa CP. Samorządowe przedsiębiorstwo, jak wynika z zawiadomienia, prześwietliło złożone referencje. Okazało się, że wskazane podmioty albo nie znały osoby wskazanej jako głównego projektanta jarocińskiej inwestycji, albo
osoba ta nie realizowała żadnych projektów wskazanych w złożonym oświadczeniu”

 

– czytamy w artykule Nisztora w „GP”.

 

Poza „zawaloną” inwestycją pod Jarocinem, prokuratura zbadać ma sprawę kontraktu z CP na przebudowę i modernizację oczyszczalni ścieków dla aglomeracji Koło (wartość 50 mln zł) i przetargu na realizację projektu modernizacji oczyszczalni ścieków w Łowiczu (74 mln zł).

 

Zdaniem „GP” firma Control Process pomimo potwierdzenia przyjęcia pytań wysłanych w trybie dziennikarskim nie zechciała się do nich w żaden sposób odnieść.

 

 

 

 

 

 

 

W Polsce, tak jak i w innych krajach, aktywnie działają ludzie ze środowiska obrońców życia. Są to osoby o często różnych poglądach na pewne sprawy i mający różny stosunek do religii, ale łączy ich chęć bronienia prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Niestety przy swoich dobrych intencjach i poświęceniu dla tej sprawy, narażeni są oni niejednokrotnie na pozwy, a także agresywne ataki ze strony zwolenników aborcji, a w tym w dużej mierze aktywistów należących do różnorakich lewicowych grup. To co spotkało jedną z wolontariuszek Fundacji Pro-Prawo do Życia jest niestety smutnym potwierdzeniem tego zjawiska.

 

Zuzanna Wiewiórka zainterweniowała chcąc ratować życie dziecka innej młodej kobiety, która na jednej z facebookowych grup poinformowała iż zamierza zażyć pigułkę poronną. Wolontariuszka z Pro-Prawo do Życia przekonywała tę dziewczynę, aby tego nie robiła i pozwoliła zachować życie niewinnemu małemu dziecku. Jej próby odwiedzenia od tego pomysłu niestety nie powiodły się, w związku z czym Zuzanna Wiewiórka postanowiła zawiadomić o tym co się dzieje bliskich tej zapewne zdesperowanej dziewczyny.

 

Działacze Fundacji Pro-Prawo do Życia skontaktowali się z ojcem kobiety planującej zażyć tabletkę poronną. Jak się okazało, nie wiedział on o tym co postanowiła zrobić jego córka i również zdecydował się zareagować, samemu także nie godząc się na śmierć poczętego dziecka. Rodzina dziewczyny będącej w ciąży postarała się powstrzymać ją od przerwania ciąży i jak podaje strona fundacji, obecnie dziecko ma się dobrze.

 

Niestety jednak finał całej sprawy nie jest w zupełności szczęśliwy. Zuzanna Wiewiórka stała się bowiem celem ataków ze strony środowiska zwolenników aborcji. Pod adresem obrończyni życia kierowane są obraźliwe i wulgarne komentarze w sieci. Udostępniane są również jej zdjęcia, a nawet adres zamieszkania i karygodne fotomontaże, których autorzy wykorzystali wizerunek pro-liferki. Jak poinformowała sama zainteresowana, zarówno ona, jak i też jej bliscy zmagają się z tą zmasowaną nagonką i jej przykrymi skutkami.

 

Na uwagę zwraca też fakt, że osoby wspólnie organizujące takowe ataki i falę hejtu pod adresem wolontariuszki, komunikują się ze sobą na specjalnych facebookowych grupach. Jak wskazuje na to wiele przesłanek, cała ta karygodna akcja może być inspirowana dodatkowo przez osoby związane z procederem nielegalnego handlu środkami poronnymi na terenie naszego kraju oraz ich zwolenników promujących ten nielegalny biznes.

 

Zachęcamy do obejrzenia również naszego reportażu na temat działalności Fundacji Pro-Prawo do Życia i reakcji ludzi na akcje wolontariuszy:

 

Co warte podkreślenia, część z wpisów oraz innych publikowanych materiałów atakujących i obrażających Zuzannę Wiewiórkę, posiada znamiona czynu karalnego. Wśród nich, przewijają się również niedopuszczalne w cywilizowanej dyskusji groźby i obelgi, które są wysyłane również w postaci wiadomości do samej obrończyni życia, jak i członków jej rodziny. W związku z zaistniałą sytuacją, oświadczenie opublikowała zarówno Fundacja Pro-Prawo do Życia, jak również sama zainteresowana.

 

Oświadczenie Fundacji Pro-Prawo do Życia:

Fundacja Pro–Prawo do Życia oświadcza, że groźby karalne, pomówienia oraz mowa nienawiści skierowane wobec wolontariuszki Fundacji Zuzanny Wiewiórki zostały udokumentowane i zostaną przekazane organom ścigania w formie zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Przypominamy, że w świetle:

  • Art. 190 Kodeksu Karnego „Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”,
  • Art. 212 Kodeksu Karnego „Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.”

Zuzanna Wiewiórka uratowała życie dziecka, które miało zostać zabite poprzez aborcję za pomocą pigułek poronnych. Teraz grożą jej zwolennicy organizacji aborcyjnych, które pośredniczą w nielegalnym handlu tego typu środkami.

Wolontariuszka zmaga się teraz z groźbami i innymi aktami nienawiści, które płyną ze strony zwolenników organizacji aborcyjnych. Usłyszała liczne wyzwiska, groźby i obelgi. W nocy próbowano włamać się na jej profil na Facebooku. W internecie publicznie udostępniono jej prywatne dane wraz z adresem zamieszkania, sugerując dalsze nękanie, które miałoby wyjść poza ramy internetu.

Te groźby to odpowiedź środowisk aborcyjnych na prowadzoną od kilku lat przez Fundację Pro-Prawo do życia ogólnopolską kampanię społeczną „Stop pigułce śmierci”, której celem jest informowanie Polaków na temat skutków działania aborcyjnych pigułek oraz niesienie pomocy kobietom namawianym do aborcji.

 

Oświadczenie Zuzanny Wiewiórki:

W ostatnich dniach ja i moja rodzina padliśmy ofiarą zmasowanego ataku ze strony środowisk pro aborcyjnych skupionych wokół organizacji zajmującej się promocją nielegalnych środków poronnych, którego celem jest zastraszenie mnie i zmuszenie do porzucenia walki o życie nienarodzonych. Na forach internetowych opublikowanych zostało bardzo wiele obelg i pomówień na mój temat, zachęcano do ataków fizycznych na mnie, udostępniając mój adres zamieszkania oraz wysłano do mnie i mojej rodziny setki wiadomości z groźbami i wyzwiskami.
Powodem eskalacji nienawiści wobec mnie była moja reakcja na post, w którym małoletnia dziewczyna pisała, że chce wykonać aborcję. Napisałam do niej proponując pomoc oraz wsparcie w znalezieniu lepszego wyjścia. Niestety dziewczyna agresywnie odmówiła pomocy, dlatego zdecydowałam się napisać do ojca jej nienarodzonego dziecka prosząc go, żeby jeszcze raz przemyśleli tę decyzję – okazało się, że nie wiedział nawet o tym, że jest ojcem. Jak się później dowiedziałam, on i rodzice dziewczyny stanęli na wysokości zadania i udało im się zapobiec zabiciu tego nienarodzonego dziecka, za co dziękuję Bogu i również tej młodej dziewczynie. Jeżeli to czytasz, wiem, że jest Ci ciężko i chcę żebyś wiedziała, że w każdej chwili możesz się do mnie odezwać, a ja zrobię wszystko, żeby zapewnić Ci pomoc i wsparcie w tej sytuacji. Jestem pewna że uniknęłaś ogromnego błędu, którego mogłabyś żałować przez całe swoje życie.

Niestety decyzja o kontynuowaniu ciąży, spowodowała u osób zarabiających na nielegalnej aborcji i ich zwolenników, falę agresji i nienawiści. Oberwało się nie tylko mi i mojej rodzinie, ale również rodzicom dziewczyny. W trakcie swojej działalności pro life, często słyszałam od zwolenników aborcji, że środowiska pro life troszczą się tylko o „płody”, że w żaden sposób nie pomagają kobietom. Tu widzimy jak te same środowiska zachowują się w stosunku do osób, które próbują tą pomoc zapewnić. Osobom zarabiającym na sprzedaży aborcji nie zależy na dobru kobiet, tylko na zwiększeniu zysków.

W związku z tym, że fala hejtu przekroczyła wszelkie normy, informuję że posty i wiadomości naruszające prawo, będą przekazywane policji w formie zawiadomień o popełnieniu przestępstwa. Zgłaszane będą również pomówienia i kłamstwa, jak to, że ktokolwiek umarł przez działania moje lub bliskich mi osób.

Równocześnie pragnę podziękować wszystkim, którzy w tym trudnym dla mnie czasie bardzo licznie mnie wspierają oraz za hashtag #muremzawiewiórem – otrzymałam mnóstwo wiadomości przepełnionych miłością i solidarnością, za które szczerze dziękuję, bo były mi bardzo potrzebne.

 

 

Początek życia u każdego z nas były taki sam.Każdy nas w okresie prenatalnym był już człowiekiem.

Gepostet von Fundacja Pro – Prawo do Życia am Mittwoch, 21. August 2019

 

 

Źródło: Stronazycia.pl ; Facebook ; Tvp.info

Fot.: Facebook/@FundacjaPro

Wraz z wprowadzaniem kolejnych obostrzeń oraz okresem kiedy pandemia zaczęła stanowić w Europie poważne zagrożenie, ze względu na dynamikę rozprzestrzeniania się wirusa z chińskiego Wuhan, wielu ludzi w Polsce było dodatkowo przejętych sytuacją jaka spotkała znaną wokalistkę Kasię Kowalską oraz jej rodzinę. W internecie pojawiły się bowiem informacje, według których jej córka Ola zachorowała na COVID-19. Należy pamiętać, że te medialne doniesienia wynikały z sugestii jakie można było odnaleźć w mediach społecznościowych artystki i jej chorującego dziecka.

 

W kwietniu, kiedy załamana piosenkarka informowała w udostępnionym nagraniu o zachorowaniu córki i fakcie, iż została ona intubowana, stwierdziła ona również, że to co się dzieje to nie są żarty i dlatego warto zastosować się do obostrzeń i pozostawać w społecznej izolacji, nie wychodząc z domu.

 

– Dostałam telefon ze szpitala w Anglii, w którym leży moja córka, z pytaniem, czy zgadzam się na jej intubację. Chciałam tym filmikiem sprowokować pytanie: czy na pewno musicie wychodzić z domu?

– mówiła i apelowała wówczas Kasia Kowalska, dziękując również za wsparcie.

 

Dodatkowo, w tamtym czasie 23-letnia Ola wstawiła również sama na swojego Instagrama coś sugerującego, że ma ona do czynienia z zarażeniem koronawirusem. Opublikowała bowiem grafikę przedstawiającą koronę, co dla wielu było dość jednoznacznym sygnałem, zważywszy na słowa i łzy jej matki apelującej o pozostawanie w domach.

 

Przed kilkoma dniami, pojawiły się jednak informacje iż w rzeczywistości kilkukrotne testy na obecność koronawirusa wykluczyły taką możliwość w przypadku 23-latki, choć chorowała ona na coś innego. Poinformować miał o tym menedżer jej matki podczas wywiadu udzielanego portalowi Pudelek.

 

– Kasia nigdy nie powiedziała, że Ola ma koronawirusa. Początkowo były takie podejrzenia, ale kilkukrotny test tego nie potwierdził

– poinformował on w rozmowie z Pudelkiem.

 

Po tej wypowiedzi posypało się sporo gromów na piosenkarkę. Oskarża się ją bowiem o wprowadzanie w błąd osób obserwujących ją na Instagramie i sugerowanie choroby COVID-19 tam, gdzie tak naprawdę ona nie zaistniała. Do tej sprawy, Kasia Kowalska postanowiła odnieść się w jednym z opublikowanych na Instagramie wpisów. Na jego początku wyraziła współczucie dla osób atakujących ją w komentarzach.

 

– Wszyscy jesteśmy tacy zawiedzeni, no jak można w czasie epidemii jednego wirusa, prawie umrzeć na innego

– napisała ironicznie wokalistka.

 

W dalszej części wpisu również da się zauważyć, iż gwiazda nie poczuwa się do odpowiedzialności za zmylenie fanów i mediów. We wpisie tym zdecydowanie nie brakowało ironii w krytyce względem niektórych komentarzy pod jej adresem.

 

– Przecież to niesprawiedliwe. Najpierw podejrzewają lekarze, że to ten, a później mówią, że nie ten. Okropieństwo! Przecież teraz nasze łzy i modlitwy straciły na wartości. Jak śmiałaś córeczko zachorować jednak na coś innego?! Piszą do ciebie pełni troski rodacy

– oceniła Kasia Kowalska.

 

View this post on Instagram

#kochani bardzo wam wspolczuje wszyscy jestesmy tacy zawiedzeni no jak mozna w czasie epidemii jednego wirusa prawie umrzec od innego … przeciez to niesprawiedliwe najpierw podejrzewaja lekarze ze to ten a pozniej mowia ze nie ten ,okropienstwo ! Przeciez teraz nasze łzy i modlitwy stracily na wartosci … jak smialas coreczko zachorowac jednak na cos innego ! ? Pisza do Ciebie pełni troski rodacy . Mam dla was jednak nadzieje przytocze rozmowe dwoch pań w kolejce ..Słyszala pani ze ta corka Kowalskiej nie miala tego koronawirusa ? A druga na to : Co pani powie a tak płakała jej matka … no ale jak nie miala to moze jeszcze zachorować dodaje pani po chwili …. Jak mawial Janusz Głowacki :”Póki jest nadzieja na zemstę,można wiele przetrzymać.,, #milegodnia😘 #serniczek🍰😋 #homemade

A post shared by Kasia Kowalska_Official (@kasia_kowalskaofficial) on

 

Warto zwrócić uwagę, że to nie są jedyne medialne wieści dotyczące zamieszania związanego z epidemią, a zarazem osobą Kasi Kowalskiej. Niedawno bowiem odbyć miał się jej koncert, podczas którego zgromadzili się ludzie postępując wbrew obowiązującym zakazom.

 

Przeczytaj również:

Autor znanego przeboju zmarł po zakażeniu koronawirusem [FOTO/WIDEO]

 

 

Źródło: Pudelek.pl ; Onet.pl ; RadioZET.pl ; Instagram

Fot.: Wikimedia Commons

 

Do kolejnej wstrząsającej sytuacji doszło na terenie województwa mazowieckiego. Tym razem wstrząsający ciąg zdarzeń miał miejsce w Czyżewie nieopodal Sannik. Tam właśnie, pod koniec zeszłego miesiąca doszło do śmierci młodej kobiety w dość zastanawiających okoliczności. Teraz, w tej samej miejscowości dokonano makabrycznego odkrycia zwłok ludzkich, a obydwa zgony są najprawdopodobniej ze sobą powiązane. Sprawę opisano na łamach portalu Gostynin24.pl.

 

Jak potwierdził Damian Zimniak z Prokuratury Rejonowej w Gostyninie, którego słowa przytoczył portal, na teren jednego z tamtejszych gospodarstw rolnych udali się ratownicy medyczni po alarmującym zgłoszeniu dotyczącym młodej kobiety. Jak się okazało, niestety tamtego dnia po przybyciu pogotowia, stwierdzona została śmierć 25-latki.

 

– Po przybyciu na miejsce zdarzenia, lekarz stwierdził zgon 25-letniej kobiety. Przyczyną zgonu była znaczna utrata krwi w okolicach dróg rodnych

– stwierdził cytowany przez gostynin24.pl prokurator Zimniak.

 

Według informacji przekazanych przez miejscowy portal, zmarła miała być osobą, która przyjechała do naszego kraju w ramach pracy sezonowej. 25-letnia kobieta miała zamieszkiwać w jednym pomieszczeniu ze swoją matką, która to miała nie byś świadoma tego, iż jej córka jest w ciąży.

 

Kilkanaście dni później, czyli w ostatni wtorek, w okolicach godz. 15 policja otrzymała zgłoszenie o niepokojącej sytuacji w tej samej miejscowości. Według zawiadomienia, ze studni znajdującej się na terenie Czyżewa wydobywał się niepokojący zapach. Niestety odkrycie tego co znajdowało się we wnętrzu studni było makabryczne.

 

Wydobyto stamtąd bowiem ciało małego dziecka. Zwłoki były już w stanie rozkładu. Zgodnie z tym co powiedziała mł. asp. Żaneta Kołodziejska z lokalnej policji, przeprowadzona ma zostać sekcja zwłok dziecka.

 

Wiele wskazuje na to, że cały ciąg dramatycznych zdarzeń ma ze sobą związek, a odnalezione we wtorek ciało należy do dziecka zmarłej pod koniec kwietnia 25-latki.W sprawie wciąż jednak mogą pojawiać się znaki zapytania.

 

Przeczytaj również:

To była okrutna egzekucja! Wstrząsające doniesienia z Mazowsza

Makabryczne wydarzenia na Pomorzu! Doszło do rytualnego mordu?!

 

Źródło: Gostynin24.pl ; wp.pl

Fot.: Pixabay

W godzinach wieczornych, media na świecie obiegła niepokojąca informacja mówiąca o tym, iż 40-piętrowy budynek stanął w płomieniach. W internecie pojawiły się również zdjęcia i nagrania przedstawiające tę dramatycznie wyglądającą sytuację.

 

Całe zdarzenie rozegrało się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, na terenie miasta Szardża. To tam właśnie, w wyjątkowo dużym budynku mieszkalnym, jakim jest wieżowiec Abbco Tower wybuchł pożar. Stało się to około godz. 21 czasu lokalnego, czyli w okolicach godz. 19 czasu polskiego.

 

Przeprowadzono ewakuację ludzi znajdujących się w budynkach znajdujących się w tej okolicy. Policja wykorzystała drony do skontrolowania wnętrza płonącego budynku i zlokalizowania ewentualnych osób, mogących przebywać we wnętrzu wieżowca. Według pierwszych informacji, na miejsce skierowano kilkanaście wozów strażackich.

 

W czasie pożaru, spadające fragmenty budynku uszkodziły samochody zaparkowane w pobliżu Abbco Tower.  Jak na razie nie są znane oficjalnie dokładne przyczyny wybuchu pożaru w tym wysokim wieżowcu w Szaradży.

 

Poniżej obejrzeć mogą jedno z nagrań, na których zarejestrowano pożar w Abbco Tower.

 

 

 

Źródło: tvp.info ; Twitter/@Remizapl

Trwająca pandemia oraz nałożone wymogi i obostrzenia, które mają pomóc zahamować rozprzestrzenianie się koronawirusa odbijają się na wielu sprawach oraz wywołują kontrowersje wśród sporej części różnych społeczności. Dyskusyjne dla wielu były m.in. obostrzenia dotyczące liczby ludzi w kościołach podczas nabożeństw, w których nawet podczas Świąt Wielkanocnych uczestniczyć mogło zaledwie pięć osób, choć więcej ludzi niż w świątyniach podróżowało często komunikacją miejską. Do sprawy odniosła się też wyjątkowo popularna polska nastolatka i zwyciężczyni 16. konkursu Eurowizji Junior- młoda piosenkarka Roksana Węgiel.

 

Podczas społecznej izolacji, popularna „Roxie”, podobnie jak inni muzycy w naszym kraju, udzielała się aktywnie, a zarazem artystycznie w internecie, umożliwiając za pośrednictwem mediów społecznościowych uczestnictwo jej fanów w życiu rozrywkowym poprzez słuchanie jej wirtualnych występów. Podczas jednego z wywiadów udzielonych w tym czasie, gdy rozmawiała z portalem Interia.pl przekonywała, że w jej opinii da się dopatrzeć pozytywów w obecnej sytuacji, gdyż można cieszyć się czasem spędzanym w gronie najbliższych.

 

– Nadrabiam szkołę i spędzam czas z rodziną. Wykorzystujemy ten czas na maksa, bo nie wiadomo, ile jeszcze takich chwil będzie

– wyznała wówczas nastolatka.

 

Uzdolniona wokalistka przyznała też, że wśród aktywności, które podejmowała w okresie, gdy większość czasu trzeba było spędzać w domu, znalazło się też miejsce do uczestnictwa w niedzielnych Mszach Świętych. Jak słusznie zwróciła uwagę, ograniczenie obowiązujące w minionym już okresie największych restrykcji, dotyczyło ograniczenia liczby wiernych na Mszach Świętych do pięciu osób, a nie zupełnego zaprzestania odprawiania nabożeństw.

 

– Ograniczyli tylko liczbę osób do pięciu. Mieszkam w małym mieście i zawsze byłam jako piąta. Jak było za dużo osób, to ludzie wychodzili, bo stosują się do nowych zasad

– oznajmiła Roksana Węgiel w trakcie wywiadu.

 

„Roxie” powiedziała też, że nie jest dla niej odczuwalna jakaś wielka różnica w przeżywaniu Eucharystii przed czasem pandemii a w jej trakcie, kiedy w kościołach gromadziło się łącznie tak niewiele osób. Argumentowała to faktem, iż do kościoła chodzi ona dla Boga.

 

Należy docenić, że przy odnoszeniu wielkich sukcesów w branży muzycznej przy tak młodym wieku, nastolatka nie zapomina o wartościach w jakich została wychowana i nie zamierza się ich jak widać wstydzić.

 

Przeczytaj również:

Takie zdjęcie dodała Roksana Węgiel! Wywoła dyskusję o religii?

Roksana Węgiel otwarcie o kościele i religii

 

 

Źródło: Interia.pl ; Planeta.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Na łamach naszego portalu niejednokrotnie opisywaliśmy sprawy związane z działalnością struktur przestępczych i bojówkarskich opartych na środowisku pseudokibiców, a także przekazywaliśmy informacje dotyczące działań służb oraz wymiaru sprawiedliwości wymierzonych w takowe grupy. Teraz, w mediach pojawiły się nowe doniesienia dotyczące tego co zarzuca się liderowi jednej z bojówek kiboli w naszym kraju. Dla wielu takowe ustalenia mogą być szokujące. Wnioskować można też, że struktury te były w Polsce naprawdę dobrze zorganizowane i zdołały wyprzeć z półświatka sporo dawnych grup przestępczych lub sprawić, iż tamte znane z dawnych dziesięcioleci straciły na znaczeniu na rzecz bojówkarskich band utożsamiających się z kibicami polskich klubów sportowych.

 

W minionych miesiącach i latach, sporo mówiło się o rozbiciu oraz postawieniu przed sądem członków grupy Psycho Fans, której członkowie sympatyzowali z klubem Ruch Chorzów. W treści zeznać składanych przez skruszonego członka tego gangu pojawiały się słowa o krwawych i brutalnych atakach dokonywanych niejednokrotnie w porozumieniu z zaprzyjaźnioną grupą kiboli Wisły Kraków. Bojówkarze realizować mieli ataki w taki sposób, aby pozbawić członka wrogiej ekipy życia albo zgodnie z przyjętym planem okaleczyć go w taki sposób, by ten się wykrwawił po pewnym czasie. Zdaniem zeznającego świadka miało zapewnić im to odpowiadanie wówczas za pobicie ze skutkiem śmiertelnym, a nie dokonanie zabójstwa.

 

Więcej o zeznaniach skruszonego bojówkarza z grupy Psycho Fans pisaliśmy w poniższym artykule:

Bezwzględne ataki i „fruwające mięso”, czyli krwawe zeznania kibola

Jak się jednak okazuje, kibole chorzowskiego zespołu mieli posuwać się nie tylko do agresji i działań przestępczych, których celem były osoby powiązane z konkurencyjnymi bojówkami i gangami. Jak podaje portal rmf24.pl, wśród zarzutów jakie usłyszał lider grupy Psycho Fans, znalazło się również nakłanianie do zabójstwa prokuratora, który prowadził śledztwo przeciwko członkom jego gangu na etapie wstępnym.

 

Oskarżony miał również szukać ludzi, którzy mogliby dokonać zniszczenia akt dotyczących postępowania prowadzonego przeciwko bojówce. Spalone miały zostać dokumenty z Sądu Okręgowego w Gliwicach.

 

Przed sądem stanęło łącznie ponad 50 osób z gangu „Psycho Fans”. Szefowi tej grupy grozić ma nawet dożywotni pobyt za kratkami więzienia.

 

Zobacz też informacje o rozbiciu innej bojówki działającej w Polsce:

Rozbito bojówkę polskich pseudokibiców! Działalność gangu może szokować

 

 

Źródło: rmf24.pl ; katowice.wyborcza.pl ; realnefakty.pl

Fot.: Pixabay