Przez ostatnie lata, działania policji doprowadziły do rozbicia sporej części działających na terenie naszego kraju struktur grup przestępczych opartych na środowisku pseudokibiców utożsamiających się z różnymi klubami sportowymi. Do jednych z głośniejszych spraw należą bez wątpienia te związane ze stworzonymi przez kiboli gangami w województwie małopolskim oraz śląskim. W ich przypadku mówiło się o bardzo brutalnych i różnorodnych kryminalnych działaniach, jak również osobach, które przez swoją działalność w przestępczym półświatku stały się nawet sławne.

 

Do takich ludzi zaliczyć można Pawła M. ps. „Misiek”. Został on jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawiciela środowiska polskich pseudokibiców. Był współtwórcą gangu „Wisła Sharks” w Małopolsce, będącego swoistą bojówką chuliganów sympatyzujących z krakowską „Białą Gwiazdą”. Paweł M. stał się popularny już w altach 90-tych, po tym jak rzucił nożem we włoskiego piłkarza Dino Baggio w trakcie spotkania Wisły Kraków z Parmą. Teraz jednak jest on znienawidzoną osobą wśród sporej grupy swoich dawnych kompanów.

 

„Misiek” został zatrzymany we Włoszech, a następnie przekazany stronie polskiej po miesiącach poszukiwania jego osoby listem gończym. Wcześniej uciekł on z Polski, niedługo przed tym, jak policyjni antyterroryści weszli do domów, w których zatrzymywali członków grupy „Wisła Sharks”.

 

Były lider pseudokibiców Wisły stał się dla ludzi, z którymi współpracował „persona non grata” odkąd zdecydował się współpracować z prokuraturą i składać obszerne zeznania w temacie przestępczych działań jakich podejmował się przez lata, wraz z innymi osobami. Treść tychże jego zeznań zająć miała setki stron, na których znalazły się wyjaśnienia Pawła M. obciążające ludzi, z którymi utrzymywał wcześniej koleżeńskie relacje i wspólnie realizował interesy.

 

Ludzie z „Wisła Sharks” współpracowali w ostatnich latach m.in. z gangiem „Psycho Fans” stworzonym przez bojówkarzy kibicujących Ruchowi Chorzów. To właśnie w procesie tej grupy miał również zeznawać „Misiek” w ostatnim czasie. Wydarzyło się jednak przy tej okazji coś co wielu może zaskoczyć.

 

Czytaj też:

Bezwzględne ataki i „fruwające mięso”, czyli krwawe zeznania kibola

 

Jak podaje wyborcza.pl, Paweł M. miał odmówić udania się do Katowic na rozprawę ws. „Psycho Fans”. Powodem takiego stanu rzeczy miały być obawy o swoje bezpieczeństwo. Były lider bojówki Wisły Kraków miał nie chcieć opuszczać celi, pomimo tego iż miał zostać przetransportowany policyjnym konwojem.

 

 

Źródło: wyborcza.pl ; gazetakrakowska.pl

Fot.: YouTube/Superwizjer TVN (zrzut ekranu)

Trwa proces członków gangu „Psycho Fans”. Grupa ta stanowiła bojówkę pseudokibiców utożsamiających się z Ruchem Chorzów. Równocześnie jednak, jej członkowie zajmowali się też znacznie poważniejszymi przestępstwami niż organizowanie tzw. ustawek czy uliczne bójki z fanami innych drużyn. O brutalnych działaniach ludzi z „Psycho Fans” postanowili opowiedzieć niektórzy skruszeni bojówkarze. Wśród z nich znalazł się również Łukasz B. ps. „Baluś”, który niegdyś miał pełnić rolę szefa „wywiadu gangu”. Podczas składania w ostatnim czasie zeznań przed sądem opowiedział on o brutalnych działaniach jakich podejmowała się chorzowska bojówka wraz z zaprzyjaźnionymi członkami „Wisła Sharks”, gangu pseudokibiców krakowskiej Wisły. W procesie oskarżonych jest ponad 40 osób związanych z „Psycho Fans”.

 

Opisane przesłuchanie Łukasza B. mogło być jednym z kluczowych dla tej sprawy. Mężczyzna odpowiadał na pytania sądu znajdując się w specjalnie strzeżonej sali rozpraw. „Baluś” miał niegdyś być blisko kierownictwa gangu i odpowiadać za swoisty wywiad mający na celu pozyskiwanie informacje ze struktur innych bojówek.

 

Skruszony gangster otrzymał status „małego świadka koronnego” i wyszedł na wolność decydując się na współpracę z prokuraturą. Składanie obciążających jego dawnych kompanów zeznań przypłacił on nie tylko epitetami jakie pojawiają się w jego kierunku na murach przy okazji tworzenia graffiti, ale też koniecznością uważania na bezpieczeństwo swoje oraz bliskich. W 2019 roku miało dojść do nieudanego zamachu na jego życie.

 

„Baluś” opowiadał m.in. o planowaniu i zrealizowaniu przez „Psycho Fans” oraz „Wisła Sharks” krwawego ataku na Daniela D. ps. „Romek”, który kierować miał wrogim gangiem pseudokibiców GKS Katowice.

 

– W 2017 roku postanowiliśmy dać nauczkę Danielowi D. ps. „Romek”. On był dowódcą grupy Persona Non Grata. To bojówka kibiców Gieksy. „Romek” był motorem napędowym wszystkich działań przeciwko kibicom Ruchu Chorzów, dlatego zapadła decyzja, że ma zostać „zrobiony do spodu”

– wyjaśniał Łukasz B. na sali rozpraw.

 

Dopytywany przez sąd o znaczenie słów „zrobiony do spodu” wyjaśnił, że planowano pobić „Romka” w taki sposób, aby ten się wykrwawił lub musiał poruszać się na wózku inwalidzkim. Taki sposób działania miał pozwolić uniknąć sprawcom zarzutu zabójstwa i odpowiadać za jedynie pobicie ze skutkiem śmiertelnym.

 

Bojówkarze mieli próbować zaatakować Daniela D. trzykrotnie. Członkowie „Wisła Sharks” mieli wspierać ich ze względu na fakt doświadczenia w tego typu „akcjach”. Należy pamiętać, że grupa ta odpowiada za zakończone śmiercią ataki na bojówkarzy Cracovii i inne bezwzględne przestępstwa. Do brutalnych działań w wykonaniu „Sharksów” doszło m.in. w 2011 roku na krakowskim Kurdwanowie, kiedy przed południem zadano wiele ran ostrymi narzędziami Tomaszowi C. ps. „Człowiek”, w 2018 roku na terenie osiedla Prokocim, gdzie zabity został nastoletni Miłosz B., ale też w 2007 w Kielcach, gdzie z rąk kibola Wisły zginął fan Korony znany jako „Małpa”.

 

Atak na „Romka” miał być już więc kolejnym tego typu, w którym uczestniczyli „Sharksi”. Stąd też stanowili odpowiednie wsparcie dla gangsterów z „Psycho Fans”.

 

Jak opowiedział podczas zeznań „Baluś”, pierwsza próba ataku nie wyszła, ponieważ chorzowscy bojówkarze nie otrzymali „cynku od zaprzyjaźnionego kibica z Katowic”. Za drugim razem, chciano zaatakować „Romka”, kiedy ten miał zmierzać w stronę przedszkola, w celu odebrania swojego dziecka. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, według skruszonego gangstera, informacje o adresie placówki przedszkolnej miała przekazać im Dominika P, która również zasiadała na sali rozpraw, kiedy o wszystkim opowiadał Łukasz B.

 

Dominika była kiedyś ze „Skubolem” , ale kiedy „Skubola” zamknęli za bijatykę z meksykańskimi marynarzami w Gdyni, to pojechała na dyskotekę do Katowic i „zrobiła loda” takiemu bramkarzowi z Gieksy. Potem nawet przez jakiś czas była z nim w związku. To był policzek nie tylko dla „Skubola”, ale całej ekipy Ruchu

– powiedział „Baluś”.

 

Został dopytany przez sąd słowami: „Co zrobiła temu bramkarzowi?”

 

Zrobiła mu loda. A potem chyba chciała odkupić swoje winy i przekazała adres tego przedszkola, a także mieszkania jeszcze jednego „gieksiarza”

– odpowiedział.

 

Atak i tym razem miał nie dojść do skutku, ponieważ pod budynek podjechał bus, którym odjechały dzieci. Napaść na Daniela D. udało się im jednak skutecznie przeprowadzić za trzecim razem, w 2017 roku na terenie Katowic.

 

– „Romek” to duży dwumetrowy facet. Jak zobaczył, że w bmw otwierają się drzwi, wiedział, co się wydarzy i próbował uciekać. Z rozpędu połamał szlaban na parkingu, przewrócił się, potem trzymał się płotu i wył. A „Misiek” i „Dzidek” go obrabiali maczetami. Widziałem latające strzępy mięsa. „Dzidek” uderzał go maczetą trzymaną w obu dłoniach. Nie mogłem wyjść na frajera i tylko się przyglądać. Podszedłem i też zadałem mu trzy, cztery ciosy maczetą

– Opowiadał niegdyś członek gangu, a dziś „Mały świadek koronny”.

 

Warto wspomnieć, że biorący udział w tej akcji Paweł M. ps. „Misiek” był przez lata najbardziej znanym bojówkarzem Wisły Kraków, a zarazem przywódcą grupy „Wisła Sharks”. Po zatrzymaniu we Włoszech, również on zdecydował się pójść na współpracę z prokuraturą i obciążyć zeznaniami swoich dawnych kolegów.

 

Przy ataku na Damiana D., według zeznań „Balusia”, to „Misiek” dał w pewnym momencie sygnał, że pora uciekać.  Wówczas obydwaj mieli wsiąść do BMW i chcieli już odjeżdżać, jednak „Dzidek” najdłużej z nich zadawał rany „Romkowi”. Jak opowiadał Łukasz B., szef „Wisła Sharks” miał w drodze zarzucać „Dzidkowi”, że ten „za cholerę nie ma umiaru”.

 

Zaatakowany lider chuliganów katowickiego klubu przeżył, pomimo odniesienia tak poważnych obrażeń. Według medialnych doniesień, można śmiało mówić tu nawet o „przeżyciu cudem”.

 

Według treści zeznań, na zlecenie lidera „Psycho Fans” Łukasza L. ps. „Lucki”, kibol o pseudonimie „Celebryta” miał spalić ukryte na polach w Rudzie Śląskiej auto.

 

– Kazaliśmy mu po wszystkim zniszczyć obuwie, aby policja nie dopadła go po śladach. On zaczął jednak marudzić, że ma markowe buty za pięć stówek, więc odpaliliśmy mu po 300 zł

– opowiedział świadek.

 

W dniu ataku, na terenie Chorzowa doszło również do spotkania z większym gronem bojówkarzy „Białej Gwiazdy”, którzy do województwa śląskiego przyjechali na tzw. ustawkę. Według „Balusia” wrażenie wywarło na nim to, jak członkowie „Wisła Sharks” przechwalają się przeprowadzonymi brutalnymi atakami.

 

– Byłem zszokowany, bo oni wszyscy już wiedzieli, że zrobiliśmy „Romka”. U nas o takich akcjach wiedziało niewielkie grono ludzi, a oni się tym wręcz przechwalali. „Misiek” opowiadał z dumą, że chyba przebił „Romkowi” płuco. A „Dzidek” chodził i powtarzał: „dobrze tej kurwie, dawać mi następnego, bo wilkołak jest głodny”. To mną wstrząsnęło, bo ledwo wróciliśmy z jednej roboty, a on już chciał wyciąć kolejna osobę

– wyjaśniał „Baluś”.

 

Podczas rozprawy, skruszony gangster opowiedział też o innym ataku, w którym życie stracił Dariusz D., znany człowiek w środowisko pseudokibiców Górnika Zabrze. Zdaniem „małego świadka koronnego”, ta akcja była dosyć spontaniczna.

 

– To nie było zaplanowane. Niewielka ekipa Psycho Fans wraz z grupą małolatów pojechała tam zamalowywać na murach emblematy Górnika. Kiedy już wracaliśmy, nagle mignęło nam jadące auto Dariusza P.

– mówił były szef „wywiadu grupy” przed sądem.

 

Po dostrzeżeniu pojazdu, którym poruszał się Dariusz P., ludzie z „Psycho Fans” zaczęli go szukać. Ten w pewnym momencie miał wyjechać wprost na samochód Łukasza B.

 

– Zatrzymał się, popatrzył na nas, po czym wyskoczył z auta i zaczął uciekać pieszo. „Gała” i „Ruby” kijami rozwalili jego wóz, a małolaty ruszyły za nim w pościg. Czekaliśmy, bo nie wiedziałem, czy go dopadli, czy nie. W końcu wsiadłem do auta i pojechałem zobaczyć, co się stało. Dariusz P. leżał na skrzyżowaniu, wyglądał, jakby uszło z niego życie

– zeznał „Baluś” przed sądem.

 

Zaatakowany nie odzyskał przytomności i zmarł w szpitalu. Napastnicy uciekli w kierunku Bytomia mając świadomość, że zgodnie z procedurami w poszukiwanie sprawców zaangażowane zostaną w pierwszej kolejności policyjne patrole jedynie na terenie Rudy Śląskiej. W samochodzie uciekinierów miało dojść do kolejnej kłótni dotyczącej zbyt dużej brutalności niektórych z nich.

 

– Już w aucie doszło do awantury. Jeden z chłopaków zaczął gadać, że „Kajo” przesadził, bo w chuj skakał P. po głowie. A „Kajo” nic sobie z tego nie zrobił. Powiedział, że mu się należało, bo był z Górnika

– wspominał Łukasz B.

 

„Psycho Fans” zdołali zdobyć też nagranie z monitoringu jednego ze sklepów, na którym zarejestrowano moment ataku. Nagranie to zostało później przekazane za pośrednictwem kibiców GKS-u Katowice fanom Górnika Zabrze oraz opublikowane w sieci, co miało na celu obalenie plotek na temat rzekomego zaatakowania Dariusza P. przy użyciu maczet.

 

„Baluś” opowiadał też m.in. o tym jak chorzowscy bojówkarze okradli nielegalną fabrykę papierosów prowadzoną przez gang pseudokibiców Zagłębia Sosnowiec. Przy akcji tej mieli posłużyć się nadajnikiem GPS. Mówił też o krwawej „ustawce” umówionej z bojówkami sosnowieckiego klubu oraz BKS-u Bielsko Biała. Ustalono wówczas, że w bijatyce wezmą udział tylko chuligani urodzeni w 1990 roku.

 

– Przywódca bojówki BKS-u przyniósł nam dowody osobiste do sprawdzenia, ale „Maślak” powiedział, że wszyscy jesteśmy chuliganami i sobie ufamy

– relacjonował tamto zdarzenie „Baluś”.

 

W tym brutalnym starciu, ostatecznie chuligani chorzowskiego Ruchu mieli ponieść porażkę.

 

Przesłuchanie „Balusia” w sądzie zakończyło się pewnym incydentem. Partnerka jednego z oskarżonych skierowała bowiem obraźliwe słowa w kierunku opuszczającego salę byłego członka „Psycho Fans”.

 

– Ty gruba konfidencka ku***!

– wykrzyczała w sądzie kobieta.

 

 

Źródło: katowice.wyborcza.pl ; realnefakty.pl

Fot.: YouTube/Niebiescypl (zrzut ekranu)

 

 

 

Bojówki pseudokibiców w Polsce zdołały przekształcić się w dużej mierze w struktury zorganizowanych grup przestępczych. Dzięki sprawnym działaniom Centralnego Biura Śledczego Policji, sporą część tego typu gangów udało się jedna rozbić, a niektórzy ze znaczących w tym środowisku postaci zdecydowało się zeznawać i pójść na współpracę z policją. Jak się okazuje, niektórzy z takowych skruszonych bojówkarzy decydują się nawet opowiadać mediom o brutalności przestępczego świata w naszym kraju.

 

Przykładem osoby, która wiodła przestępcze życie, a teraz zdecydowała się stanąć przeciwko swoim dawnym kolegom, a także opowiedzieć o ich działalności jest Łukasz B. ps. „Baluś”. Został on tzw. małym świadkiem koronnym w sprawie prowadzonej przeciwko grupie Psycho Fans, gangowi złożonemu z bojówkarzy utożsamiających się z Ruchem Chorzów. „Baluś” swoimi szokującymi dla wielu opowieściami ze swojego dawnego życia podzielił się podczas wywiadu udzielonego dla wyborcza.pl.

 

Psycho Fans uchodzili za jeden z najgroźniejszych gangów pseudokibiców na terenie naszego kraju. W ostatnich miesiącach i latach było głośno o działaniach policji wymierzonych w struktury tej grupy, a także zaprzyjaźnionemu chorzowskim bojówkarzom gangowi Wisła Sharks z Krakowa, kierowanemu przez słynnego w środowisku pseudokibiców Pawła M. ps. „Misiek”, który również zdecydował się po wielu latach przestępczej działalności pójść na współpracę z policją i złożyć obszerne zeznania obciążające jego dawnych kompanów.

 

Łukasz B. ps. „Baluś” był natomiast członkiem gangu Psycho Fans, w sprawie którego toczy się obecnie proces, w którym na ławie oskarżonych zasiadło 53 sympatyzujących z chorzowskim Ruchem bojówkarzy. W rozmowie z wyborcza.pl Łukasz B. przyznał, że wśród członków tego typu grup często nie widać jakiegokolwiek szacunku dla życia drugiego człowieka należącego do konkurencyjnej ekipy.

 

„Baluś” przyznał w wywiadzie, że zdaje sobie sprawę z tego jak negatywnie i karygodnie traktowane jest współpracowanie z policją oraz zdradzanie pozostałych członków bojówki. Co ciekawe, on sam został wydany w zeznaniach przez innego mężczyznę działającego w „Psycho Fans”. „Baluś” twierdzi jednak, że w wieku 29 lat chce zmienić swoje życie i ujawnić to co „nawywijali”.

 

W październiku 2017 r. dopadliśmy w Rudzie Śląskiej Dariusza P., jednego z kiboli Górnika Zabrze. Miał dostać łomot, ale jednemu z kolegów puściły hamulce i zaczął mu skakać po głowie, P. zmarł w szpitalu. (…) Wtedy coś we mnie pękło, zrozumiałem, że to wszystko zaszło za daleko. Ludzkie życie nie było tego warte – mówił Łukasz B. w rozmowie z wyborcza.pl, tłumacząc jaka sytuacja miała być kluczowa dla zmiany jego myślenia i podejścia do życia.

 

Dla wielu o wiele bardziej wstrząsająca może być jednak opowieść o innym brutalnym ataku, jakiego dopuszczono się na Śląsku. Co warte jednak podkreślenia, uczestniczyli w nim wówczas członkowie „Wisła Sharks”, jak już wyżej wspomniano zaprzyjaźnionego z „Psycho Fans” gangu kiboli Wisły Kraków.

 

Według opowieści „Balusia”, bojówkarze z Psycho Fans wydali wyrok na Daniela D., mężczyznę kojarzonego ze środowiskiem pseudokibiców GKS-u Katowice. Atak na niego przeprowadzić mieli wówczas „Dzidek” i wspomniany „Misiek” z Wisła Sharks.

 

Kiedy zaczęli okładać go maczetami przed blokiem, nie chciałem wyjść na frajera, więc wysiadłem z auta i też zadałem mu kilka ciosów. W „Dzidka” wstąpiła jednak jakaś furia i nie mógł przestać. (…) Kiedy katowaliśmy tego człowieka maczetą, nic nie czułem. Martwiłem się tylko, żeby nikt nie pomyślał, że jestem mięczakiem – zrelacjonował dla wyborcza.pl „Baluś”.

 

 

Źródło: wyborcza.pl ; sportowefakty.wp.pl

Fot.: YouTube/Niebiescypl