Wielu mieszkańców Ukrainy, a także innych ludzi zamieszkujących terytoria w tej części globu, może być zaniepokojonych docierającymi informacjami dotyczącymi rozprzestrzenianiem się ognia w rejonie słynnego już Czarnobyla. Pożar wybuchnąć miał prawie tydzień temu, bo jak podają media miało do niego dojść w sobotę 4 kwietnia około godz. 12.

 

Niestety według nowych informacji, ogień zaczął wdzierać się do tzw. Czerwonego Lasu, a więc na tereny uznawane za najbardziej skażone w zamkniętej strefie dookoła nieczynnej elektrowni atomowej w Czarnobylu, gdzie 26 kwietnia 1986 roku doszło do katastrofy.

 

Wcześniej ogień strawił dwie opuszczone niegdyś wioski- Żowtniewe oraz Włodzimierzówka. Z pożarem od kilka dni walczą zastępy strażackie, jednak przemieszczające się płomienie nie dają łatwo za wygraną. Jak podał portal napromieniowani.pl, linia ognia znajdować miała się w czasie przekazywania jednych z ostatnich informacji w odległości około 3 kilometrów od miasta Prypeć. Dodatkowym utrudnieniem jest też fakt, że pożar rozprzestrzenia się zarówno w kierunku północnym, jak i też południowym. W akcję gaszenia ognia zaangażowane zostały setki strażaków.

 

Władze w stolicy Ukrainy uspokajają jednak, że pomimo tego iż dym dotarł nad Kijów i inne tamtejsze miasta, to jednak nie odnotowano wzrostu promieniowania. Według przekazywanych komunikatów, zdarzać miało się jednak, że we wnętrzu ognia następowały w pewnych momentach wzrosty promieniowania.

 

W sieci pojawiają się fotografie ukazujące pożar w rejonie Czarnobyla. Na niektórych ze zdjęć zauważyć można to jak z dalszej odległości dostrzec można ogień i dym.

 

 

 

 

Źródło: radioZET.pl ; Facebook/@konfliktyPL ; Twitter

 

Temat koronawirusa i tego czy oraz w jakim tempie się rozprzestrzenia rozgrzewa emocje ludzi nie tylko w Chinach, ale też innych zakątkach świata, gdzie ludzie obawiają się pojawienia choroby. Niestety czasami nerwy mogą wziąć górę i tak też było w tym przypadku, gdy u naszych sąsiadów doszło do starć z policją.

 

Zdarzenie miało miejsce w rejonie centralnej części Ukrainy. 45 obywateli tego kraju wraz z 28 osobami pochodzącymi z innych państw zostało ewakuowanych z chińskiego Wuhan, a następnie po tankowaniu w Kijowie wylądowali w Charkowie. Stamtąd, ludzie ci zostali zabrani do ośrodka w miejscowości Nowi Sanżary, gdzie przejść mają kwarantanne w związku z wcześniejszym pobytem w regionie, w którym rozpocząć miał się problem z koronawirusem.

 

Przetransportowanie osób zagrożonych chorobą nie było jednak takie proste. Okoliczni mieszkańcy, którzy są przeciwni umiejscowieniu ewakuowanych w ich okolicy, starali się zablokować wjazd na teren ośrodka. Jak podaje RBK-Ukraina, protestujący w agresywny sposób ludzie dopuszczali się m.in. palenia opon oraz rzucania różnymi przedmiotami w kierunku autobusów. Próbowano też stworzyć tam barykadę. Rozpalone przed ośrodkiem ognisko zostało ugaszone przez straż pożarną, ale interweniować musiała również policja, z którą starli się ludzie blokujący wjazd ewakuowanym.

 

W trakcie walk z policjantami ranna została co najmniej jedna osoba. Jak przekazała ukraińska redakcja stacji BBC, w stronę funkcjonariuszy wykrzykiwano hasła określające ich „faszystami”. Wznoszony był również okrzyk: „hańba!”, co słychać na udostępnionym w sieci nagraniu. W całej akcji uczestniczyć miało ponad 600 osób. Zdaniem przedstawicieli policji, w gronie tym znaleźli się agresorze, którzy prowokowali bitwę.

 

W związku z tym co dzieje się w tym miasteczku, lokalne władze zwołały na piątek pilne posiedzenie miejscowej rady. Zwrócono się także z prośbą do ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, aby nie pozostawiać ewakuowanych w tym ośrodku, który zdaniem przedstawicieli lokalnych władz, nie jest przystosowany do bezpiecznego prowadzenia obserwacji przetransportowanych osób. Informacje na ten temat  przekazał portal „Ukraińska Prawda”.

 

Sam prezydent zaapelował natomiast o spokój. Na miejsce przybył ukraiński premier Ołeksij Honczaruk oraz szef tamtejszego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Arsen Awakow.

 

 

 

Źródło: „Ukraińska Prawda” ; BBC ; RBK-Uraina ; rmf24.pl ; Twitter/@ua_poltava

Fot.: Pixabay

 

 

W Kijowie po raz kolejny odbył się marsz z okazji urodzin Stepana Bandery. Jego organizatorem była ukraińska partia „Swoboda” utożsamiająca się z nacjonalizmem, antysemityzmem oraz banderyzmem. Jak poinformowała kijowska policja na marszu zjawiło się około tysiąc osób.

 

Stepan Bandera urodził się 1 stycznia 1909 r. w Starym Uhrynowie, jako syn grekokatolickiego księdza Andrija Bandery. W 1929 r. wstąpił do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, której odłam OUN-B przewodzony przez Banderę odpowiada za wymordowanie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej minimum 100 tys. Polaków. Jak donosiły źródła, Bandera w relacjach międzyludzkich był miły i uprzejmy wyłącznie do osób o zbieżnych poglądach. Ludźmi o innym światopoglądzie gardził, lekceważył i nie szczędził pod ich adresem obelg. To również on był zleceniodawcą zabójstwa w 1934 r. Bronisława Pierackiego – ówczesnego ministra spraw wewnętrznych II Rzeczpospolitej. Bandera zmarł w 1959 r. w Monachium.

 

W związku ze 111 rocznicą urodzin lidera OUN-B  ulicami Kijowa przeszedł marsz, a podczas niego padały nacjonalistyczne hasła. Jest to jeden z wielu przypadków, gdy Ukraińcy wynoszą na piedestał dawnych katów narodu polskiego. Na początku grudnia sąd apelacyjny pozostawił w mocy decyzję kijowskiej Rady Miejskiej, która chcąc upamiętnić Romana Szuchewycza (jedna z czołowych postaci OUN i członek SS Galizien) oraz Stepana Banderę, ku ich czczi nazwała dwie stołeczne ulice. Nie jest to przypadek bez precedensu, gdyż w wielu ukraińskich miastach stoją pomniki morderców Polaków.

 

Na Ukrainie od dłuższego czasu trwa heroizacja zbrodniarzy wojennych odpowiadających za ludobójstwo Polaków. Z osób, które bez zawahania i w niejednokrotnie bardzo brutalny sposób odbierały życie ludności cywilnej robi się bohaterów, którzy walczyli o wyzwolenie narodu. Ofiary i zupełnie niewinne osoby kreowane natomiast są na okupantów i ciemiężycieli ukraińskiego narodu. Logika ta jest bardzo tożsama do tej stosowanej przez Władimira Putina, który to Polskę oskarża o spiskowanie z hitlerowcami oraz rozpętanie II wojny światowej.

 

Źródła: wiedza własna, niezależna.pl, Gazeta Prawna

Foto: wikipedia

Zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie spotkać wielu można fanów piłki nożnej, a przy okazji też członków bojówek, którzy poza fascynacją sportem mają nietypową pasję- jaką są ustawki i toczone bójki z wrogimi ekipami pseudokibiców. Właśnie do tego typu starcia doszło w ostatnich dniach pomiędzy polskimi chuliganami a tymi pochodzącymi z Ukrainy.

 

Informacja o stoczonej bójce pojawiła się na kanał informacyjnych polskich chuliganów, np. na stronach facebookowych. Ustawkę opisał również portal stadionowioprawcy.net, powołując się na źródła w jednej z uczestniczących w starciu ekip.

 

Ustawka pomiędzy bojówkarzami miała zostać wcześniej umówiona pomiędzy zaprzyjaźnionymi ekipami chuliganów Zagłębia Sosnowiec i BKS Bielsko-Biała a bojówkarzami Dynama Kijów, znanego klubu ze stolicy naszych wschodnich sąsiadów.

 

Zdaniem członków bojówki z Sosnowca lepsi w tym starciu okazali się zdecydowanie chuligani z Polski, a całe starcie miało trwać zaledwie… półtorej minuty. Według relacji przedstawionej na portalu stadionowioprawcy.net, początkowo chuligani umawiali się na ustawkę, w której stanąć mają naprzeciw siebie grupy liczące 25 osób. Ukraińcy mieli jednak doprowadzić do zmniejszenia tej liczby i ostatecznie ta krótka walka została stoczona pomiędzy grupami liczącymi po 17 pseudokibiców.

 

 

Źródło: stadionowioprawcy.net