Były Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, pełniący tę funkcję w latach 1990-1995 oskarżany był przez wiele osób o współpracę  ze służbami bezpieczeństwa w PRL. Takie wnioski wysuwali m.in. Antoni Macierewicz, były Prezes Rady Ministrów Jan Olszewski, Edward Mizikowski i inni działacze pierwszej „Solidarności”.

 

Na jednym z portali społecznościowych postanowił podzielić się swoimi planami. Oficjalnie zdeklarował, że składa skargę do Komisji Europejskiej dotyczącą wyborów prezydenckich w naszym kraju. Pismo, które upublicznił Lech Wałęsa ma związek z działaniami Ministerstwa Cyfryzacji.  Resort przekazał Poczcie Polskiej dane PESEL w związku ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi 2020, które mają się odbyć w trybie korespondencyjnym.

 

„Od początku procedura forsowana przez Kaczyńskiego ,zmuszania Polaków do korespondencyjnego głosowania w dniu 10 maja była niewykonalna i niedemokratyczna. Dzisiaj sam to przyznał . Po drodze doprowadził do naruszenia prawa 30 milionów obywateli.
Informuję publicznie, że złożyłem dzisiaj jak wielu innych obywateli, skargę do KE na Ministra Cyfryzacji który bezmyślnie wykonywał bezprawne działania na polecenie polityczne parti.
Treść skargi poniżej.
Jednocześnie dziękuję adwokatowi Piotrowi Pawłowskiemu za pomoc w przygotowaniu wniosku
LW”- czytamy w facebookowym wpisie Wałęsy.

 

“Tym samym przekazanie danych osobowych Poczcie Polskiej S.A. nie było niezbędne do wykonania zadania realizowanego w interesie publicznym lub w ramach sprawowania władzy publicznej powierzonej administratorowi, a podstawa prawna dla przetwarzania danych osobowych nie wynika ani z przepisów Unii Europejskiej, ani z przepisów prawa krajowego”.-te słowa znajdziemy w skardze. Były Prezydent uważa, że naruszyło to art. 8 ust. 1 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

Warto również wspomnieć o słowach Lecha Wałęsy, które padły w rozmowie z „Politico”:
„Nie lubię mówić źle o Polsce, ale nie mam już wyboru. Musi być tak, że jeżeli wchodzisz do jakiegoś klubu, ale nie przestrzegasz jego reguł, to cię z niego wyrzucają. Utrata prawa głosu w UE to za mało. Muszą nas wyrzucić”.
Źródło:Wikipedia, Dorzeczy, Facebook/ Lech Wałęsa
Fot: Wikimedia Commons

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej podjął dziś bardzo ważną i dotkliwą dla naszego kraju decyzję. Jego decyzją zamrożone zostało działanie jednej z 5 Izb Sądu Najwyższego Rzeczypospolitej Polskiej. 

 

 

Niedawno nowa Krajowa Rada Sądownictwa wyznaczyła nowych ludzi odpowiedzialnych za działanie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Komisja Europejska uznała działanie nowej Izby za niezgodne z europejskim prawem i złożyła skargę do wspomnianego wcześniej TSUE w tej sprawie.

 

 

Trybunał Sprawiedliwości UE uznał skargę za zasadną i zgodnie z wnioskiem zasądził zamrożenie działań Izby do czasu rozstrzygnięcia czy jej działanie było zgodne z prawem.       W czasie postępowania przeciwnaruszeniowego Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie może działać ani rozstrzygać żadnych spraw dotyczących postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów. Będzie to dopiero możliwe po zakończeniu postępowania TSUE i rozstrzygnięcia sporu.

O nielegalności działania Izby Dyscyplinarnej mówił już w 2019 roku sam TSUE, a pod koniec poprzedniego i na początku obecnego roku podobne zdanie wyraził polski Sąd Najwyższy.

 

 

Według polskich prawników władze naszego państwa są niemalże zmuszone do wypełnienia polecenia TSUE i zawieszenia prac Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego na czas procesu. W innym razie rząd będzie narażać nasz kraj na wysokie sankcje finansowe ze strony Unii Europejskiej.

 

Przedstawiciele rządu mają chyba jednak inne zdanie na ten temat. W rozmowie z portalem Onet, poseł PiS Arkadiusz Mularczyk wypowiedział się tak:

 

„Wyrażam zdziwienie, że TSUE decyduje się na taki krok i „zamraża” funkcjonowanie legalnych instytucji w Polsce. To jakaś niespotykana praktyka, by zawieszać działanie instytucji działających na podstawie ustawy. Na tej samej zasadzie można by przecież zawiesić funkcjonowanie polskiego Sejmu czy prezydenta?!  Mówiąc wprost, decyzja TSUE jest dla mnie niezrozumiała i motywowana politycznie.”

 

 

W jeszcze ostrzejszym tonie swoje zdanie na twitterze wyraził sekretarz stanu Ministerstwa Sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Wzbudził tym ogromną dyskusję.

 

 

 

 

Co Wy uważacie na ten temat? Stoicie po stronie rządu czy Unii Europejskiej?

 

 

Źródła:

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/tsue-wstrzymuje-dzialalnosc-izby-dyscyplinarnej-sadu-najwyzszego-w-polsce/7en8rsn

twitter/@sjkaleta

Fot.: Flickr

Przewodniczący Komisji Europejskiej – Jean-Claude Juncker ogłosił, że już niedługo planuje rozstać się z polityką. 

Luksemburski polityk Jean Juncker dla Tiroler Tageszeitung Onlineausgabe. Wyznał, że planuje pożegnać się z polityką.

 

Dziennikarz zapytał polityka jakie są jego dalsze plany polityczne. To co odpowiedział Juncker zaskoczyło go.

 

„Od wielu lat pracuję od 12, 14 lub 16 godzin dziennie. To niewątpliwie zostanie skorygowane w dół. Ale nie będę już aktywny politycznie.” – powiedział.

 

Dziennikarz dopytał, czy to oznacza, że całkowicie wycofa się z polityki.

 

„Aktywnie nie będę ingerował w obecną politykę. Chyba, że zaobserwuje coś, co będzie dla mnie niepokojące.” – dodał Juncker.

 

Przypomnijmy, że Jean-Claude Juncker był premierem Luksemburga, członkiem rządu luksemburskiego oraz od 2014 roku sprawuje funkcję przewodniczącego Komisji Europejskiej.

 

Rok temu świat obiegło niepokojące wideo, na którym widać jak polityk zatacza się podczas szczytu i przywódcy innych państw podtrzymują go i próbują pomóc mu wejść na schody.

Rzecznik Komisji Europejskiej wyjaśnił, że polityk miał atak rwy kulszowej. „Szef KE publicznie przyznał, ze rwa kulszowa ma wpływ na jego poruszanie się. To właśnie się stało w środę.” – powiedział.

 

Inni sugerowali, że Juncker ma problemy alkoholowe. Sam zainteresowany zaprzeczył tym doniesieniom.

 

Źródło: www.tt.com

Foto: Flickr.com

Wtorkowy wieczór stał pod znakiem wyborów nowych władz Komisji Europejskiej. Schedę po Jean Claudzie Junckerze otrzymała Niemka, Ursula von der Leyen. Największym przegranym okazał się Frans Timmermans, dotychczasowy wiceprzewodniczący tego organu. Nie oznacza to jednak, że odszedł w niepamięć. 

 

Timmermans został nowym wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej. Będzie zastępował zatem Niemkę von der Leyen. Tym samym Holender ponownie otrzymał dotychczasowe stanowisko. Zdaniem Donalda Tuska to nie porażka a sukces, choć w tych opiniach jest odosobniony. Frans Timmermans był kandydatem nr 1 państw tzw. Starej Unii z Niemcami i Francją na czele.

 

Taki wynik szczytu Unii Europejskiej jest zasługą państw Grupy Wyszehradzkiej oraz szerzej części Trójmorza oraz Włoch. To właśnie rządy tych krajów twardo przeciwstawiły się Holendrowi. Można uznać to za pokłosie ingerencji Timmermansa w wewnętrzne sprawy Polski czy Węgier, co nie podobało się wielu innym państwom Wspólnoty. Zatem kapitał polityczny jaki Timmermans zbijał na krytyce krajów wyszehradzkich i mitycznej praworządności okazał się jednocześnie jego przysłowiową kulą u nogi.

 

Warto podkreślić, iż inicjatorem i kołem zamachowym sprzeciwu był Premier Polski Mateusz Morawiecki. Przez ostatnie 4 dni aktywnie uczestniczył w unijnym szczycie, zbudował silne lobby i skrupulatnie opierał się naciskom Niemiec i Francji oraz samej osoby Donalda Tuska. Komentatorzy są zgodni, iż niewybranie Holendra szefem KE jest sukcesem Morawieckiego.

 

Szanse Donalda Tuska na stanowisko szefa Komisji Europejskiej co prawda istnieją, ale jednocześnie mało prawdopodobnie – twierdził dziś rano były premier Polski Leszek Miler.

Choć opozycja i sam Tusk generalnie nie zaprzeczają by obecny szef Rady Europejskiej był przymierzany na stanowisko Jean Claude’a Junckera, to on sam zdementował taki scenariusz w bardzo niewybredny sposób. Na pytanie jednego z dziennikarzy olewczo machnął ręką w kierunku Tuska i dodał po nim samym, że do tego po prostu nie dojdzie.

Dziś szanse byłego premiera Polski na to miejsce ocenił Leszek Miler na antenie TVP1. Europoseł SLD bez ogródek przyznał, że taki wariant możliwy jest praktycznie tylko w teoretycznych rozważaniach.

– W Brukseli szepcze się, że to jest brane pod uwagę, ale jednocześnie jest to bardzo mało prawdopodobny wariant. Jest pewien impas, który być może w niedzielę zostanie przełamany – mówił Leszek Miller w rozmowie z Marcinem Wikło w programie „Kwadrans polityczny” TVP1.

W ten czwartek na konferencji prasowej doszło do spotkania Jeana Claude Junckera i Donalda Tuska. Juncker postanowił zażartować z polskiego polityka. 

Konferencja dotyczyła kandydatur na najważniejsze stanowiska w Unii Europejskiej i była zakończeniem szczytu Rady Europy.

W pewnym momencie dziennikarz zapytał, czy kandydatura Donalda Tuska była rozpatrywana na podczas szczytu. „Nie była” – odpowiedział Tusk. „Na szczęście nie” – dogryzł Tuskowi Juncker.

Co odpowiedział Donald Tusk? Śmiał się, ponieważ zauważył, że Jean Claude Juncker mówi to specjalnie.

Jak się okazuje to już nie pierwszy raz, kiedy to Juncker śmieje się z polityka. W 2014 roku stwierdził, że wolałby objąć stanowisko Tuska w Parlamencie Europejskim, ponieważ tam jest znacznie mniej pracy.

Łatwiej jest mieć pracę na pół etatu niż pracę w pełnym wymiarze godzin. Przewodniczący Komisji to 18 godzin dziennie. Przewodniczący Rady Europejskiej? Mniej, powiedzmy, mniej.” – powiedział.

AM

Źródło: natemat, tvpinfo

Foto: Flickr.com