Żyjemy w czasach, kiedy co jakiś czas pojawiają się obawy o międzynarodowe bezpieczeństwo w związku z napięciami jakie pojawiają się między mocarstwami na świecie. Areną takich tarć często stają się tereny krajów, które przez lata są w swoisty sposób targane wojennymi działaniami. Ostatnie dni i godziny mogą znów wywoływać emocje. W wyniku nalotów, w których uczestniczyła Rosja, zginąć mieli bowiem według nieoficjalnych informacji żołnierze państwa należącego do NATO.

 

Niepokojące doniesienia docierają z północnej część Syrii, w której od lat trwa wojna domowa. Obecnie, ostatnim bastionem rebeliantów walczących z tamtejszymi siłami rządowymi są tereny prowincji Idlib. Od początku bieżącego miesiąca nasiliły się tam walki pomiędzy obydwiema stronami.

 

Jak poinformowało m.in. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka (SOHR), w regionie tym został przeprowadzony atak lotnictwa syryjskiego i rosyjskiego.

 

Należąca do Syrii maszyna Su-22 oraz rosyjska Su-24 dokonały bombardowania w rejonie miejscowości Kansafra. Prawdopodobnie zaatakowany został konwój, który w wyniku tego incydentu zawrócił do Turcji.

 

Według pojawiających się informacji zniszczone zostały cztery wozy należące do Turcji, również angażującej się w syryjski konflikt. Według pojawiających się nieoficjalnych informacji, mogło tam również stracić życie nawet 13 żołnierzy tureckich. O takich liczbach powiedziała m.in. rosyjska agencja informacyjna RIA Novosti.

 

W opinii SOHR działania te są najprawdopodobniej częścią walk o leżące we wschodniej części Idlibu miasta Nairab. Strona Turecka wspierać ma w tej części Syrii dążenia rebeliantów do odzyskania kontroli nad terenami, które utracili na rzecz sił podległych syryjskim władzom. Choć atak lotnictwa rosyjskiego i syryjskiego, w wyniku którego straty poniosła Turcja, nie został oficjalnie skomentowany zbyt szybko przez obydwa państwa, to jednak szef MSZ Federacji Rosyjskiej Sergiej Ławrow zadeklarował, że Rosja przygotowuje się do prowadzenia negocjacji z Ankarą ws. sytuacji w Idlibie.

 

 

 

Źródło: o2.pl ; Twitter/@wszewko

Fot.: Wikimedia Commons

Od jakiegoś czasu Rosja atakuje Polskę. Putin przyznał nawet, że Polska brała udział w rozbiorze Czechosłowacji. Teraz wypuszczono fejk news!

Jakiś czas temu prezydent Rosji – Władimir Putin stwierdził, że to Polacy brali udział w rozbiorze Czechosłowacji. Jego słowa wywołały burzę. Zareagowało nawet polskie ministerstwo spraw zagranicznych. Ministerstwo stwierdziło, że Putin przedstawił niewłaściwy obraz z przeszłości.

 

Teraz okazało się, że Rosjanie wypuścili fałszywą wiadomość, na którą nabrały się i polskie media.

Mowa tutaj o  niemieckim generale – Hartmucie Renku, który w swoim wywiadzie dla portalu The Duran zaatakował Polskę i Polaków.

 

Okazuje się, że wywiad był zamyślony, a właścicielem portalu jest rosyjski dziennikarz pracujący także w Russia Today (RT).

 

Rzekome słowa generała były powielane w różnych mało znanych mediach, aż w końcu w kawałkach trafił do polskiej prasy.

 

Warto jednak zauważyć, że prawdziwy generał Renk szefem sztabu US Army w Europie i brał udział w ćwiczeniach Defender Europe 20.

 

Dowództwo wojsk Stanów Zjednoczonych w Europie szybko też zaprzeczyło, że taki wywiad miał miejsce.

 

Fikcyjny wywiad w Polsce powielił portal Niezależny Dziennik Polityczny.

 

Jak widać rosyjska propaganda ma się dobrze i niczego jej nie brakuje. No cóż szkoda, że Polska tak często atakowana jest na arenie międzynarodowej. Po takich rosyjskich atakach Polsce na długo bedzie trudno odbudować relacje. Relacj polsko-rosyjskie były już trudne od jakiegoś czasu teraz znacznie się pogorszyły.

 

A Wy co sądzicie o takiego typu propagandzie? Myślicie, że Polska mimo wszystko powinna poprawić stosunki z Rosją?

Źródło: gazeta.pl, nczas.com

Foto: Pixabay.com

 

 

„M jak miłość” to jeden z najpopularniejszych seriali w Polsce. Losy bohaterów śledzi miliony Polaków. Czyżby na planie „M jak miłość” doszło konfliktu? Wszystkie informacje zdradza jedna z aktorek serialu. 

Aktorka z  „M jak miłość” – najbardziej znanego serialu w Polsce – Monika Mielnicka (w serialu znana jako Lilki Banach) w najnowszym wywiadzie opowiedziała, czy to prawda, że na planie serialu trwa wojna na noże pomiędzy nią, a Krystianem Domagałą (gra Mateusza Mostowiaka).

 

Owszem, trzymałam na nim nóż w ręku, ale zaręczam, że to była tylko gra i zabawa na potrzeby aplikacji. W rzeczywistości nie ma między nami żadnych konfliktów, choć oczywiście mogę wypowiadać się tylko za siebie.

-powiedziała młoda aktorka.

 

Dodała, że jest wręcz przeciwnie. Aktorka jest bardzo wdzięczna Krystianowi, że pomógł jej się zaaklimatyzować.

 

On jest tu praktycznie od kołyski i chętnie dzieli się swoim 18-letnim doświadczeniem. Nigdy nie gwiazdorzy i nie zadziera nosa, co przy jego popularności i sprawności w poruszaniu przed kamerą wydaje mi się ewenementem na skalę światową. Na co dzień jest skromnym, normalnym chłopakiem.

-zaznaczyła.

 

Zdradziła także jaki naprawdę jest Krystian i zaznaczyła, że jest zupełnie inną osobą, niż tą, którą gra w serialu.

 

Krystian ma zdecydowanie więcej zdrowego rozsądku niż młody Mostowiak. Wątpię, by w prawdziwym życiu dopuścił do sytuacji, do jakich dochodzi z udziałem naszych bohaterów. Życie to jednak nie serial.

-stwierdziła.

 

Oglądacie „M jak Miłość”? Spodziewaliście się takich szczerych wyznań w wywiadzie? Lubicie tych bohaterów?

 

Źródło: interia.pl

Foto: zrzut ekranu/YouTube

 

Jak donoszą amerykańskie władze oraz irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej w nocy z czwartku na piątek podczas nalotu wojsk USA zabity został Ghasem Solejmani. Jego zwłoki zidentyfikowane zostały po charakteryzującym go pierścieniu, który nosił na palcu.

 

Ghasem Solejmani był niezwykle znaczącą postacią w Iranie. Piastował on stanowisko dowódcy irańskich jednostek Kuds w Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej. Jego oddziały zajmowały się przede wszystkim prowadzeniem niekonwencjonalnych działań wywiadowczych, wojennych oraz eksterytorialnych. Sam Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej odpowiada za obronę islamskiej rewolucji oraz jej osiągnięć. Tym samym zwalcza np. wszystkie ruchy niechętne ustrojowi irańskiemu, a także islamskiej republiki. Solejmani dodatkowo był ważną postacią na scenie politycznej. Mimo, że nie piastował on żadnej oficjalnej funkcji w irańskiej polityce to z jego zdaniem się liczono. Z tego właśnie też powodu był on niejednokrotnie namawiany do startu w wyborach prezydenckich.

 

Solejmani zabity został podczas przejazdu konwojem z międzynarodowego lotniska w Bagdadzie. Poza nim zginęło jeszcze czterech innych wojskowych, w tym Abu Mahdi al. Muhandis, który był irańsko-irackim dowódcą. W związku ze śmiercią Solejmaniego bardzo szybko wzrosły o 4% ceny ropy. Dodatkowo Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zapowiedział odwet, co postawiło w stan gotowości amerykańskie bazy w regionie oraz Izrael.

 

 

Źródła: KIKŚ – Konflikty i katastrofy światowe, Reuters

Sensacyjne informacje „The Jerusalem Post”. Zdaniem gazety w północnowschodniej Syrii  doszło do konfrontacji amerykańskich i rosyjskich żołnierzy. Co to oznacza?

 

Podczas konfrontacji pomiędzy żołnierzami nie doszło do użycia broni palnej. Doszło jednak do bójki na pięści. Miało ono mieć miejsce w Boże Narodzenie, 25 grudnia 2019 r. w miejscowości Tall Tamr w północnowschodniej Syrii. Informację na ten temat przekazało Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka SOHR (Syrian Observatory for Human Rights).

 

Co było bezpośrednim powodem awantury?  Dokładnie nie wiadomo. Analitycy i eksperci podkreślają jednak, że operujące na tych samych terenach jednostki obu armii wcześniej czy później będą narażone na podobne incydenty.

 

Czytaj także: Jesteśmy bez szans w starciu z Rosją! Eksperci nie mają wątpliwości

 

Warto wspomnieć, że Tall Tamr było jednym z tych miast, z których Amerykanie niedawno się wycofali. Stało się to na mocy decyzji prezydenta Donalda Trumpa. W reakcji na to miejscowa ludność, w większości chrześcijanie, nie są do nich najlepiej nastawieni do sił USA. Wizyta przedstawicieli US Army miała tę sytuację nieco poprawić.  Tymczasem zamiast tego doszło do scysji z rosyjskimi żołnierzami.

 

W samym mieście do uspokojenia sytuacji doszło dopiero przed kilkoma dniami. Do poprawy sytuacji doprowadziły jednak dopiero siły syryjskie. To właśnie one, na mocy porozumienia z Kurdami wkroczyły do Tall Tamr.

 

Jak twierdzi izraelska gazeta bijących żołnierzy udało się rozdzielić. Żadna ze stron, ani Amerykanie, ani Rosjanie nie potwierdzają informacji o zajściu. Warto podkreślić, ze jeśli informacje okażą się prawdziwe to incydent ten będzie jednym z najpoważniejszych od końca „zimnej wojny”. Jak widać konflikt w Syrii jest groźny nie tylko sam w sobie. Jego konsekwencje mogą stać się nieprzywidywalne również w wymiarze geopolitycznym.

 

 

/red./

Foto: zrzut z Youtube.com

Za: defence24.pl

Jak wynika z raportu Royal United Services Institute (RUSI) brytyjska armia nie miałaby najmniejszych szans w lądowym starciu z siłami zbrojnymi Rosji. Analiza dotyczyła potencjalnego konfliktu prowadzonego na terenie Europy Wschodniej.

 

Jak podkreślają eksperci brytyjscy eksperci ich siły lądowe zostałyby „całkowicie pokonane” w przypadku konfliktu z Rosją. Nie ma tu większego znaczenia czy stawiałyby Rosjanom czoła w pojedynkę czy przy wsparciu państw regionu będących w NATO. Jak można przeczytać w analizie  siły NATO cierpią z powodu „krytycznego niedoboru” zwłaszcza w artylerii i amunicji.

Jak stwierdza raport:

 

NATO nie jest w stanie utrzymać wiarygodnej pozycji obronnej. Wobec rozwoju i coraz większego zaawansowania rosyjskiego systemu obrony przeciwlotniczej w pierwszych tygodniach konfliktu siły lądowe NATO byłyby pozbawione wsparcia lotnictwa i musiałby polegać na artylerii. Ale rosyjska armia ma znaczącą przewagę nad siłami NATO jeśli chodzi o artylerię.

 

Raport zmierza do konkluzji, że wciąż uznawane za czołową armię NATO brytyjskie siły lądowe wymagają szybkich reform, doinwestowania i doposażenia. Bez wsparcia USA europejskie siły Sojuszu nie są w stanie skutecznie odpwoiedzieć na ewentualne działania Rosji. Co prawda nie jest to zaskoczenie, jednak na uwagę zasługę fakt, że w coraz większej liczbie analiz podkreśla się rosnące dysproporcje pomiędzy potencjałem europejskich państw NATO a Rosją. Ta ostatnia w wyniku reformy swojej armii, z roku na rok zwiększa swoją zdolność bojową, w tym tę zaczepną.

 

RUSI to jeden z najbardziej uznanych ośrodków analitycznych w zakresie  analizy spraw bezpieczeństwa i obronności.

 

/red./

 

Za: wGospodarce.pl

Foto: Youtube.com/zrzut z ekranu

Grupa imigrantów zatrzymywała samochody próbując zablokować drogę prowadzącą do granicy włosko-francuskiej. Jeden z zaatakowanych samochodów był na polskich tablicach rejestracyjnych…

 

Zamaskowani imigranci próbując doprowadzić do chaosu na drodze, zachowywali się wyjątkowo hałaśliwie. Co ciekawe, lokalna policja nie potrafiła uporać się z takim zachowaniem ciemnoskórych mężczyzn. Można powiedzieć nawet, że funkcjonariusze przyjęli dość bierną postawę przy okazji całej niebezpiecznej sytuacji.

 

Kiedy imigranci rzucili się na samochód na polskich tablicach rejestracyjnych, spotkała ich, jak również nagrywającego całe zajście mężczyznę niemiła „niespodzianka”. Kobieta bez dłuższego zastanowienia ruszyła dalej, potrącając zgromadzonych mężczyzn.

 

Zobaczcie sami!

 

 

 

Facebook/@AdaamStarz ; dorzeczy.pl

MB

Przed wejściem do synagogi Izaaka na krakowskim Kazimierzu doszło do poważnego konfliktu pomiędzy fundacją Chabad Lubawicz, a Gminą Żydowską. Awantura doprowadziła do interwencji policji.

 

W poniedziałek rano, w celu pogrążenia się w modlitwie, wierni zgromadzili się przed synagogą na rogu ulic Kupa i Izaaka. Ci jednak nie zostali wpuszczeni do świątyni, bowiem będąca jej właścicielem Gmina Żydowska zabezpieczyła bramę łańcuchami. Mało tego, wejścia do synagogi Izaaka chronili umięśnieni, zamaskowani ochroniarze.

 

Sytuacja doprowadziła do ostrych przepychanek, które zmusiły patrol policji do interwencji na terenie świątyni. Wydarzenie te jest konsekwencją konfliktu pomiędzy zarządzającą od ponad 10 lat synagogą fundacją Chabad Lubawicz, a będącą właścicielem budynku Gminą Żydowską.

 

– Wcześnie rano, pierwszego lipca rozegrały się sceny, które przypomniały mi mroczne wydarzenia sprzed 80 lat. Mundury żołnierzy nazistowskich Niemców zostały zastąpione przez kominiarki ludzi z ochrony, którzy zamknęli synagogę Izaaka. Tym razem za te czyny nie odpowiada żaden obcy kraj, a oficjalna społeczność żydowska Krakowa – relacjonuje jeden ze świadków wydarzenia.

 

Jak zaznacza uczestnik konfliktu, Gmina usiłuje w ten sposób pozbyć się chasydów. – Postanowili użyć siły, by wyrzucić Chabad z synagogi. Gmina, zapomniała, czym jest reprezentowanie społeczności Żydów, dba natomiast o swoje interesy. W planach ma przekształcenie synagogi w restaurację – dodał.

 

Jak mówią przedstawiciele Fundacji, w ubiegłym roku Gmina usiłowała znacząco podnieść cenę za wynajem budynku, co poskutkowało załatwienia tej sprawy w sądzie. Jak twierdzi Gmina, umowa z Fundacją straciła ważność. Drugie ugrupowanie zaprzecza jednak mówiąc, iż z racji na brak formalnego wypowiedzenia, umowa ta automatycznie została przedłużona na kolejnych 10 lat.

 

Dwa tygodnie temu w budynku odłączono prąd, toteż fundacja zatroszczyła się o własny agregat. Ponadto, Gmina usiłowała także pozbawić chasydów wody.

 

Fundacja zapowiedziała już zgłoszenie sprawy do prokuratury.

 

Źródło: krknews.pl
Fot.: YouTube – Fribourg2012
EM

Jeszcze nie umilkły echa zestrzelenia przez Iran amerykańskiego drona w rejonie Zatoki Perskiej, a już zaognia się sytuacja w kolejnym regionie świata. Agencje poinformowały właśnie, że gorąco jest także pomiędzy Rosją a Japonią. 

 

Jak informują japońskie media rosyjskie bombowce strategiczne naruszyły przestrzeń powietrzną ich kraju. W odpowiedzi Japonia wysłała myśliwce w celu przechwycenia maszyn Rosji.  Strona rosyjska nie potwierdza tych informacji.

 

Jak podają Japończycy do opisywanych zdarzeń miało dojść najpierw w pobliżu wyspy Daito, gdzie dwa rosyjskie samoloty przez prawie 3 minuty przebywały w przestrzeni powietrznej Japonii. Po dwóch godzinach od pierwszego naruszenia ponownie rosyjskie maszyny naruszyły japońską przestrzeń, tym razem w pobliżu wyspy Hochij. Japończycy natychmiast poderwali swoje myśliwce. Strona Rosyjska zaprzecza tym informacjom.

 

/red./

Foto: zrzut z Youtube.com

.