W czasach koronawirusa zaczyna doceniać się najmniejsze rzeczy – spokojne spacery do sklepów, spotkania ze znajomymi, czy w przypadku osób wierzących udział w prawdziwej mszy świętej w kościele. 

 

 

Rzeczywistość stała się w ostatnich tygodniach brutalna. Większość z nas musi przebywać większość dnia w domach, dzieci nie mogą chodzić do szkół, przyjaciele spotkać na piwie. Niektórzy stracili więcej, niektórzy mniej. Do tych bardziej dotkniętych pandemią należy na pewno zaliczyć polskich księży, oraz całe parafie. Ze względu na brak wiernych na mszach świętych w kościołach, parafialne kasy zaczynają świecić pustkami. Sytuacja jest jeszcze gorsza, gdy np parafia ma zaciągnięty kredyt.

 

 

Mimo wielkiego kryzysu, na piękne słowa i prośbę zdecydował się zwierzchnik Archidiecezji Lubelskiej – ksiądz Arcybiskup Stanisław Budzik.

 

 

Na stronie Archidiecezji pojawił się 6 kwietnia wpis zatytułowany „Zarządzenie Metropolity Lubelskiego w kwestiach ekonomicznych w związku ze stanem epidemii”.

 

W jego treści Arcybiskup Budzik prosi księży, w szczególności proboszczów parafii w diecezji, o ograniczenie wydatków do minimum, chociażby przez zatrzymanie lub zrezygnowanie z przeprowadzanych inwestycji, oczywiście o ile to możliwe.

 

„Nie należy podejmować nowych inwestycji. Inwestycje rozpoczęte można roztropnie kontynuować lub wstrzymać. W wypadku zaciągniętego kredytu bankowego można rozważyć złożenie wniosku o jego odroczenie. Zachęcić wiernych do składania ofiar na bieżące potrzeby parafii. Nie zapominać o podziękowaniu za złożone ofiary”

 

 

Metropolita Lubelski zaimponował jednak przede wszystkim prośbą w kierunku księży o wsparcie dla polskich szpitali, tak jak robią to księża innych diecezji.

 

„Kapłani wielu diecezji polskich wspierają finansowo służbę zdrowia w tym trudnym czasie pandemii. Serdecznie proszę wszystkich kapłanów archidiecezji (biskupów, proboszczów, wikariuszy, rezydentów, pracowników naukowych, kapelanów, emerytów – z wyłączeniem kapłanów chorych i misjonarzy) o złożenie jałmużny postnej w wysokości przynajmniej 200 złotych na wsparcie jednego ze szpitali w naszym regionie”

 

Pieniądze mają być zbierane przez kurię, aby na koniec móc podać łącznie zebraną przez kapłanów kwotę.

Wielkie brawa za tą piękną inicjatywę Arcybiskupa.

 

 

Źródła:

Fakt.pl

Fot.: Wikipedia

Institute for Health Metrics and Evaluation – amerykański ośrodek badawczy ufundowany przez jednego z najbogatszych ludzi świata – Billa Gates’a dokonał wyliczeń i przewidywań na temat koronawirusa w Polsce. Dane mogą zaskoczyć.

 

Instytut ten dokonał przewidywań na temat koronawirusa w Stanach Zjednoczonych i w kilkunastu państwach Europy. W USA, czyli państwie gdzie aktualnie sytuacja związana z COVID-19 jest najgorsza, naukowcy przewidują około 60 000 ofiar. Dla przypomnienia aktualnie jest ich około 13 000.

 

 

Jeśli chodzi o nasze państwo, to przewidywania Amerykanów są pozytywniejsze niż te tworzone przez nasz rząd. Polskie władze początkowo mówiły o przewidywanym szczycie zachorowań pod koniec kwietnia, a w ostatnim czasie stwierdzono że może on być jednak nawet na przełomie maja i czerwca.

 

 

Według wyliczeń Amerykanów pik zachorowań przypadnie na okres od 20 do 24 kwietnia, a w momencie kulminacyjnym, jednego dnia z powodu COVID-19 umrze w Polsce ponad 100 osób.

Dużo bardziej optymistyczne jest jednak to, że w czerwcu nie powinno być już ani jednej osoby która straci życie.

 

Z powodu koronawirusa ma w naszym kraju umrzeć łącznie około 2000 osób, a w trakcie walki z epidemią nie powinno być jakichkolwiek problemów związanych z dostępnością szpitalnych łóżek i respiratorów.

 

Kilkutysięczna liczba zgonów wydaje się jednak dosyć wysoka, szczególnie gdy porównamy się do Czech, w których przewidywanych jest nieco ponad 400 ofiar. Niezwykle ciekawe jest też to, iż według amerykańskich badaczy, to nie USA a Wielka Brytania ma ponieść najwięcej ofiar w trakcie walki z pandemią. Różnice nie będą duże, lecz Brytyjczycy powinni się liczyć z około 65 000 zgonów. Byłby to ogromny cios w kierunku władzy, która zlekceważyła początkowo wirusa, nie podejmując żadnych działań w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się COVID-19.

 

 

Czy wierzycie w takie badania? Myślicie, że 2000 ofiar to realna liczba? A może Waszym zdaniem będzie ich więcej. Dajcie znać w komentarzach.

 

 

Źródła:

https://wiadomosci.radiozet.pl/Koronawirus/Koronawirus-w-Polsce-informacje.-Kiedy-koniec-epidemii-w-Polsce-Naukowcy-przedstawili-wyliczenia

http://covid19.healthdata.org/poland

Fot.: Pixabay

Cristiano Ronaldo razem z Lionelem Messim są niewątpliwie najwybitniejszymi piłkarzami naszych czasów, jeżeli nie w całej historii piłki nożnej. Często temu pierwszemu przykleja się łatkę pracusia, który do sukcesu doszedł przez trening. 

 

 

I nie można się temu dziwić. Choć oczywiście w Portugalczyku musiał drzemać ogromny talent, to nie da się ukryć iż jego praca wykonywana na treningach jest chyba tym kluczowym elementem układanki. Każdy trener, który miał do czynienia z Cristiano zawsze wspominał o jego samozaparciu, wyrzeczeniach i wielkim zaangażowaniu na sesjach treningowych.  Umięśniona sylwetka C. Ronaldo jest często podawana jako wzór dla każdego sportowca.

 

 

W związku z koronawirusem, który wciąż szaleje we Włoszech, gwiazdor Juventusu wciąż nie uczęszcza na klubowe treningi i musi ćwiczyć w domu. Podczas jednego z takich treningów, wraz ze swoim sponsorem – firmą Nike, stworzył on challenge. Polegał on na wykonaniu pewnego ćwiczenia jak najwięcej razy w ciągu 45 sekund. Jemu udało się zrobić 142 powtórzenia.

 

 

 

 

Jak się jednak okazało, bardzo szybko jego rezultat został znacznie przebity przez… kobietę. Caster Semenya, bo o niej mowa, to niezwykle kontrowersyjna biegaczka, multimedalistka mistrzostw świata i Igrzysk Olimpijskich w biegu na 800 metrów. Pochodząca z RPA sportsmenka ze względu na swoją posturę wielokrotnie wzbudzała już dyskusję co do jej płci. Jednym z powodów  owych dyskusji jest też poziom testosteronu w jej ciele, który jest znacznie wyższy niż innych kobiet.

 

 

Semenya na swojego instagrama wrzuciła nagranie, na którym wykonała to samo ćwiczenie co Cristiano 34 razy więcej, osiągając wynik 176 powtórzeń.

 

 

 

Robi wrażenie, prawda?

 

 

Źródła:

Instagram/@castersemenya800m

Instagram/@cristiano

sport.onet.pl

Fot.: Flickr

Jak wiemy pandemia koronawirusa spowodowała obrócenie naszej rzeczywistości o 180 stopni. Wielka część z nas nie może pracować, inni muszą robić to zdalnie. Choć oczywiście najbardziej dotykają nas częściowe zakazy opuszczania domów, co jest skrupulatnie pilnowane przez policję. 

 

 

Oczywiście wielu ludzi znalazło się w niezwykle ciężkiej sytuacji i liczy na pomoc ze strony władz. Dotyczy to także sportowców, którzy nie mają możliwości trenować, co wpływa przecież na ich dyspozycję. Jedną z takich postaci jest Michał Haratyk – Mistrz Europy i rekordzista Polski w pchnięciu kulą. Sportowiec w wywiadzie dla platformy Onet opowiedział iż ze względu na zamknięte ośrodki treningowe jest zmuszony wydać dziesiątki tysięcy na stworzenie warunków do ćwiczeń przy własnym domu.

 

Bardzo wiele gorzkich słów krytyki Haratyk posłał też w kierunku rządzących w naszym kraju. Pozwolimy sobie przywołać część z nich.

 

 

„Jak patrzę jak funkcjonuje rząd, to nie mam złudzeń. Nie muszą mi nic dawać, wystarczy, że zwolnią mnie z podatku. To byłby prawdziwy hit i pomoc, gdyby chociaż nie zabierali”

 

Na pytanie o pomoc ze strony ministerstwa sportu odparł:

 

„Ja przynajmniej nic o takiej nie wiem. Na szczęście zarobiłem trochę w sporcie, więc mogę teraz w siebie inwestować, ale w znacznie gorszej sytuacji są ci, którzy dopiero są na dorobku w sporcie. Oni są udupieni”

 

Niezwykle mocno dał też do zrozumienia iż uważa, że większość działań rządu jest spowodowana trwającą kampanią wyborczą, lecz sportowcy którzy poszli aktualnie w odstawkę nie mają co liczyć na pomoc.

 

„Takie mamy czasy i taki mamy rząd. Dla nich nie liczą się ludzie, ale kampania wyborcza i stołki. Tak jednak zawsze było. Po naszych sukcesach wycierają sobie gęby naszymi nazwiskami, ale kiedy trzeba pomóc to jest, jak jest”

 

 

Są to niezwykle mocne słowa polskiego sportowca, do tej pory nie było tak dobitnego oświadczenia w sprawie pomocy, a raczej jej braku dla reprezentantów Polski.

 

Myślicie, że Michała Haratyka poniosło, czy może w pełni zgadzacie się z jego opinią?

 

 

Źródło:

Onet.pl

Fot.: Pixabay

To, że pieniądze nie są rozdysponowane równomiernie nikogo nie dziwi i nie szokuje, na to przecież się godziliśmy dążąc do kapitalizmu i wolnego rynku. Statystyki mogą jednak często szokować. Na przykład to, że 26 najbogatszych ludzi świata ma więcej pieniędzy niż ponad 3,75 miliarda najbiedniejszych ludzi na naszej planecie. 

 

 

Jednym z tych, którym w życiu udało się osiągnąć sukces i zgarnąć fortunę jest na pewno współtwórca i obecny szef znanego chyba wszystkim portalu społecznościowego – Twitter. Mężczyzna ten to Jack Dorsey – 43 letni Amerykanin urodzony w St. Louis.

 

 

Jak wiemy Stany Zjednoczone są aktualnie zdecydowanie największą ofiarą koronawirusa na świecie. Tragedia rozgrywa się przede wszystkim w stanie Nowy Jork, choć w pozostałych 49 także nie jest wesoło. W USA właśnie pękła granica 400 000 zarażonych, a liczba ofiar za chwilę będzie wynosiła 13 000 ludzkich istnień. Stąd też nie dziwi ogromna mobilizacja amerykańskich bogaczy, którzy chcą uratować swoich rodaków i bliskich. Do tej pory wielkie datki na walkę z wirusem wpłynęły od chociażby najbogatszego człowieka świata – szefa Amazon’a – Jeffa Bezosa, a także od takich sław jak Bill Gates czy małżeństwo Dell. Każde z nich przekazało na walkę z pandemią około 100 mln $.

 

 

Zawstydził ich wszystkich wspomniany Dorsey, który na ten sam cel przeznaczył 1 miliard dolarów – stanowiący około 28% jego majątku, który wcześniej oscylował w granicach 3,9 mld $. Jest to ogromny gest pokazujący dobre serce miliardera. Czy te pieniądze faktycznie pozwolą powstrzymać i zwalczyć wirusa dowiemy się w swoim czasie, jednak nie ulega wątpliwościom że należą się ogromne brawa dla każdego kto wsparł ten cel, a przede wszystkim dla Jack’a Dorseya.

 

 

Źródła:

https://time.com/5817083/jack-dorsey-pledges-1-billion-coronavirus-relief/?fbclid=IwAR2bY_oB20HrYN72b3enXn_0aNcYLs46h7NQykD7gGZXtAdMoZoqat9zKyI

Fot.: Flickr

11 kwietnia kończyć mają się nałożone przez rząd obostrzenia na społeczeństwo. Wszystko jednak wskazuje na to, że zostaną one przedłużone.

 

24 marca polski rząd wprowadził obostrzenia, które zakazują przemieszczania się oraz gromadzenia. Za złamanie tych ograniczeń nałożone mogą być kary finansowe do 30 tysięcy złotych. Kończą się one jednak 11 kwietnia. Wiele wskazuje na to, że zostaną przedłużone, a w jakiej konkretnej formie to okaże się w najbliższym czasie.

 

Jak powiedział minister zdrowia Łukasz Szumowski w rozmowie dla radiowej Trójki: „Gdybyśmy zrezygnowali z obostrzeń na czas Świąt Wielkanocnych, mielibyśmy o 10-30 proc., a nawet o 50 proc. więcej zachorowań”.

 

Nowych obostrzeń jednak nie musimy się obawiać. „”Nowe nie. Natomiast pamiętajmy, że obecne się kończą w Wielką Sobotę i będziemy komunikowali dzisiaj lub jutro, co dalej, jakie te dalsze obostrzenia będą” – stwierdził Łukasz Szumowski.

 

Minister zdrowia dodał także, że: „Mamy dane, że jeżelibyśmy uwolnili naród, państwo, ludzi na święta, to byśmy mieli o 10, 20, 30 proc. więcej, a czasami o 50 proc. więcej zachorowań”.

 

Łukasz Szumowski podkreślił również, że ma nadzieję, iż ludzie rozumieją idee wprowadzania przez rząd obostrzeń. „Wierzę, że ludzie dostrzegają sens tego, co się dzieje. Widzimy, że te krzywe przyrostu, w których oczekiwaliśmy, że będziemy już mieli 10 tys. (zakażeń – red.), jednak troszkę są wypłaszczone. Widać, że tu mamy efekt tej izolacji”.

 

Zapytany natomiast o rekomendacje w sprawie wyborów prezydenckich odpowiedział: „Na pewno rekomendacje dam. Aczkolwiek sytuacja się zmieniła z wyborów powszechnych, takich normalnych, tradycyjnych, na wybory korespondencyjne, które niewątpliwie są bezpieczniejsze, dają redukcję kontaktów międzyludzkich. Natomiast tutaj szczegóły są niezwykle istotne, więc po świętach na pewno przekażę informacje”.

 

Jak dokładnie będą wyglądały obostrzenia po 11 kwietnia i ile będą one trwały dowiemy się najprawdopodobniej w najbliższym czasie.

 

Źródło: Do Rzeczy

Foto: You Tube/ Janusz Jaskółka (zrzut ekranu)

Niemcy, Francja, Włochy oraz Hiszpania przekroczyły 100 tysięcy przypadków zakażeń. Stany Zjednoczone odnotowały natomiast już 400 tysięcy zachorowań.

 

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie na całym świecie odnotuje się 1,5 miliona przypadków. Koronawirus dotarł już do 212 krajów. Najwięcej zarażeń jest w Stanach Zjednoczonych, które przekroczyły liczbę 400 tysięcy. Odnotowano tam też już 13 tysięcy zgonów. W USA wciąż najgorzej sytuacja prezentuje się w stanie Nowy Jork, bo tylko tam jest 138 836 zakażonych.

 

Hiszpania jest drugim krajem pod względem liczebności zakażeń. Jest ich tam 141942, a śmierć z powodu koronawirusa poniosło 14045. W Hiszpanii jednak od paru dni sytuacja trochę się poprawia i ilość dobowych zachorowań powoli się zmniejsza. Podobnie jest we Włoszech, które obecnie potwierdziły 135586 przypadków koronawirusa i 17127 zgonów z jego powodu. Tam też od paru dni maleje przyrost chorych, a do tego pacjentów na intensywnej terapii także jest coraz mniej.

 

We Francji jak na razie nie odnotowano jakiejś większej redukcji przypadków choroby. Zakażonych jest tam 109069 ludzi, a śmierć poniosło 10328. W Niemczech natomiast chorych jest 107907 osób, a zmarło 2024.

 

Wciąż źle sytuacja prezentuje się w Iranie. Tam potwierdzono 62589 przypadki koronawirusa i 3872 zgony. Opozycja do irańskiego rządu twierdzi jednak, że te liczby są dużo większe. Spory przyrost zachorowań notuje Wielka Brytania. Na wyspach odnotowano do tej pory 55242 zakażeń, a zmarło 6159 osób. W Turcji również sytuacja tylko się pogarsza. Dobowy przyrost w tym kraju stale rośnie. Obecnie potwierdzono tam 34109 przypadków koronawirusa i 725 zgonów. W Szwajcarii epidemia zdecydowania zwalnia. Od kilku dni notuje się tam poniżej 600 zakażeń na dobę. Łącznie jest tam 22323 zachorowań.

 

W Belgii potwierdzono natomiast 22194 przypadki koronawirusa, w Holandii 19580, a w Kanadzie 17897. Sytuacja stale pogarsza się w Brazylii, gdzie odnotowano 14049 zakażeń, w Rosji, gdzie jest 7497 oraz w Izraelu, w którym zachorowało 9404 ludzi.

 

Spora poprawa widoczna jest w Czechach, Austrii, Danii oraz Norwegii. Wiele wskazuje na to, że część obostrzeń nałożonych na ludność w tamtych państwach powoli będzie znoszona.

 

Źródło: You Tube/ Roylab Stats, Facebook/ KiKŚ- Konflikty I katastrofy światowe

Foto: You Tube/ The New York Times

W czasie epidemii koronawirusa, kiedy wiele osób izoluje się zgodnie z zaleceniami rządzących, nie wychodząc bez poważnej potrzeby z miejsca zamieszkania, spore grono artystów umila rodakom czas poprzez występy online, organizowane w sieci wspólne koncerty czy inne aktywności, którymi dzielą się gwiazdy na portalach społecznościowych. Jak się jednak okazuje, również znanych z show-biznesu osób nie unikają problemy. Przekonał się o tym w ostatnim czasie zapewne Zenon Martyniuk oraz bliskie mu osoby.

 

Choć sama osoba wokalisty określanego jako „król muzyki Disco Polo” nie kojarzy się raczej ze skandalami, to jednak sporo mówiło się niejednokrotnie o sytuacji w jego rodzinie. Zachowanie syna popularnego „Zenka” było bowiem tematem poruszanym w minionych miesiącach przez spore grono dziennikarzy, a opisywane sytuacje mogły wywoływać bulwersację wielu osób, także tych, które cenią muzykę zespołu Akcent i jego lidera.

 

Media poświęcały czas Danielowi M. w związku z jego kłopotami z prawem, informacjami o posiadaniu przez niego i braniu narkotyków, poważnych kłopotach w małżeństwie i to w niedługim czasie po ślubie, a także przez to jak brzmiały jego wypowiedzi, w których komentował karierę i muzykę tworzoną przez swego ojca. Teraz jak się okazuje, mężczyzna miał dopuścić się po raz kolejny zachowania niezgodnego z obowiązującymi przepisami. W tle całej sprawy tkwi to czym ostatnio żyją niemal wszyscy w Polsce i Europie, czyli pandemia koronawirusa.

 

Daniel M. przebywał w niedawnym czasie na terenie innych państw. Jak podaje portal o2.pl, chodzi tu m.in. o Holandię oraz Niemcy. Zgodnie z wprowadzonymi obostrzeniami, po powrocie do Polski, powinien on odizolować się i przebywać na kwarantannie przez okres dwóch tygodni. Pojawiły się jednak informacje, że Daniel M. nie zastosował się do tychże zasad i przebywał poza miejscem zamieszkania w okresie 14 dni, które spędzić powinien w domu.

 

Jak przekazał „Fakt”, policja miała zostać zaalarmowana w tej sprawie przez mieszkańców Wasilkowa (woj. podlaskie). Ludzie ci mieli być zaniepokojeni tym, że syn gwiazdy disco polo, często opuszcza miejsce zamieszkania, pomimo powrotu z innego kraju. Według tych medialnych doniesień, funkcjonariusze po dotarciu na miejsce mieli otrzymać informację od samego zainteresowanego, że bierze on prysznic. Miał skontaktować się z policjantami po kwadransie. Czekający funkcjonariusze dostrzegli w pewnym momencie wbiegającego po schodach Daniela M.

 

– Tłumaczył, że był odwiedzić rodziców. W sposób lekceważący wypowiadał się też o zasadach kwarantanny

– powiedział cytowany przez portal o2.pl, nadkomisarz Tomasz Krupa.

 

30-latek miał nie przyjąć mandatu i jak podaje „Fakt”, stwierdził też, że „ma gdzieś całą kwarantannę”. Sprawa została skierowana do sądu.

 

Przypominamy za nieprzestrzeganie zasad kwarantanny grozi mandat w wysokości nawet 30 tysięcy złotych.

 

 

Źródło: Fakt ; o2.pl

Fot.: YouTube/TVP Info (zrzut ekranu)

 

Polscy policjanci mają obecnie bardzo dużo pracy w związku z pandemią koronawirusa. To oni wraz z żołnierzami Wojsk Obrony Terytorialnej są odpowiedzialni za kontrolowanie przestrzegania kwarantanny przez obywateli. Jednak czy sami przestrzegają przepisów?

 

 

Najnowsze doniesienia z Polski pokazują, że nie do końca. Już wczoraj pisaliśmy na naszym portalu o hucznej, 100 osobowej imprezie policji w Komendzie Wojewódzkiej we Wrocławiu. O tym TUTAJ.

Niestety, nie był to odosobniony przypadek. Dziś docierają do nas wiadomości o grupce 8 funkcjonariuszy z Poznania, którzy w trakcie swojej służby postanowili zorganizować sobie grilla nad poznańskim jeziorem Maltańskim. Gdybyśmy nie mieli sytuacji związanej z pandemią, to zapewne nad terenami Malty, nazywanymi „zielonymi płucami Poznania” przebywałoby bardzo wielu ludzi. Jednak odpowiedzialność za siebie i innych, oraz chęć przestrzegania prawa, spowodowała że tereny te niemal świeciły pustkami.

 

 

Ośmiu funkcjonariuszy drogówki postanowiło jednak zignorować zasady i podjechali pod jezioro swoimi motocyklami, a następnie rozpalili grilla. Świadkowie twierdzą, że nie stać ich było nawet na uprzątnięcie bałaganu po sobie.

 

 

Tę wersję wydarzeń potwierdził rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak:

 

„Policjanci opuścili swoje rejony służbowe, zjechali z różnych stron Poznania nad Maltę i rozpalili grilla w miejskim zieleńcu”

 

 

Funkcjonariusze zostali ukarani mandatami po 500 złotych każdy, a także wszczęto wobec nich postępowania dyscyplinarne.

 

Miejmy nadzieję, że to ostatnia sytuacja tego typu, a więcej będziemy mogli pisać o pozytywnych akcjach polskiej policji. Takich jak np TA z Nowego Dworu Gdańskiego kiedy to policjanci zatańczyli przed domami aby uszczęśliwić dzieciaki.

 

 

Źródła:

https://tvn24.pl/poznan/koronawirus-w-polsce-poznan-policjanci-grillowali-nad-jeziorem-dostali-mandaty-maja-postepowania-dyscyplinarne-4546676