Wybory prezydenckie są w tym roku owiane wielką tajemnicą i jak nigdy interesują opinię publiczną. Pandemia koronawirusa wywróciła świat, także ten polityczny do góry nogami i tak naprawdę nie wiemy kiedy ostatecznie poprzez wybory wyłonimy Prezydenta RP.

 

 

Dziś otrzymaliśmy nowy komunikat od Państwowej Komisji Wyborczej. Wiemy już, że w wyborach prezydenckich 2020 będziemy mieli 10 kandydatów. Niektóre nazwiska szokują i wzbudzają duże podejrzenia. Podejrzenia, które podsyciła dzisiejsza wypowiedź rzecznika PKW Tomasza Grzelewskiego, bowiem według jego słów aż 6 osób starających się dołączyć do walki o fotel prezydenta miało na swoich listach poparcia podpisy osób zmarłych.

Te osoby to: Sławomir Grzywa, Jan Zbigniew Potocki, Wiesław Lewicki, Andrzej Voigt, Wojciech Podjacki i Marek Jakubiak. Nazwisko tego ostatniego – byłego posła na Sejm RP z ramienia komitetu wyborczego Kukiz ’15 jest szczególnie interesujące, gdyż jako jedynemu z wyżej wymienionych udało mu się zebrać 100 000 podpisów i wejść do walki o fotel prezydenta, bowiem dziś PKW zaakceptowała jego kandydaturę.

 

 

Jeszcze jakiś czas temu słychać było głosy niedowierzania ze strony chociażby Romana Giertycha, który poddawał w wątpliwość głosy poparcia dla Jakubiaka, który otrzymał ledwo ponad 11 000 głosów gdy zostawał posłem w Sejmie.

Kontrowersyjne były też informacje na temat tego iż podpisy na listach poparcia dla Jakubiaka zbierali też działacze PiS z Pomorza.

Niedługo dowiemy się czy prokuratura rozpocznie dochodzenie w sprawie potencjalnego fałszowania głosów poparcia przez owych 6 kandydatów, lecz jeżeli PKW zaakceptowała kandydaturę Jakubiaka to musiała ona zweryfikować wszystkie zebrane podpisy, więc były poseł z formacji Kukiz ’15 nie musi się chyba niczym martwić. Zobaczymy jak wyglądać będzie sprawa jeśli chodzi o pozostałych 5 mężczyzn.

Oficjalni kandydaci w wyborach prezydenckich 2020 to:

  • Andrzej Duda
  • Małgorzata Kidawa – Błońska
  • Szymon Hołownia
  • Robert Biedroń
  • Władysław Kosiniak – Kamysz
  • Krzysztof Bosak
  • Stanisław Żółtek
  • Marek Jakubiak
  • Mirosław Piotrowski
  • Paweł Tanajno

 

Źródła:

wiadomosci.wp.pl

radiozet.pl

Fot.: Wikipedia

Adrian Mierzejewski, znany 33 letni aktualnie były reprezentant Polski, to niezwykle utalentowany piłkarz. Jeszcze 3 lata temu jego transfer do Tureckiego Trabzonsporu był rekordem wszech czasów Ekstraklasy, a dosyć niedawno mówiło się o powołaniu go do reprezentacji Polski. 

 

 

Adrian jest aktualnie kluczowym piłkarzem chińskiego Chongqing Lifan, występującego na najwyższym szczeblu rozgrywek w tym kraju. Oczywiście w momencie wybuchu epidemii koronawirusa w Państwie Środka, Mierzejewski powrócił do swojej ojczyzny, lecz jak wiemy nie mógł zbyt długo odpocząć od tematu zarazy, bowiem w Europie pojawiło się jeszcze większe ognisko choroby COVID-19 aniżeli w Chinach.

 

 

W czasie kwarantanny i zakazu opuszczania domów poza szczególnymi przypadkami, sytuacja sportowców jest niezwykle ciężka. Nie każdy bowiem posiada odpowiednie warunki do treningu w domu czy na podwórku. O jednym z takich przypadków pisaliśmy wczoraj. Bardzo mocnego wywiadu dla Onetu udzielił polski kulomiot Michał Haratyk, który odpowiedzialnością za brak możliwości treningu obarczył polskie władze. O tym TUTAJ.

 

 

Adrian Mierzejewski, dając nie zbyt dobry przykład dla młodszego pokolenia, postanowił wyjść z domu i udał się na boisko piłkarskie w Olsztynie gdzie aktualnie przebywa.

Choć dla siebie i otoczenia nie sprawiał zagrożenia bowiem nie było nikogo innego na obiekcie, to sami wiemy, że dla zasady powinniśmy pozostać w domach mimo pięknej pogody. Do tego nawołuje też większość sportowców. Adrian jednak zbyt długo nie poćwiczył, bowiem gdy któryś z mieszkańców z okolicy boiska spostrzegł go, to postanowił wezwać policję.

Ta zjawiła się na miejscu i po krótkiej rozmowie upomniała piłkarza i nakazała mu wrócić do domu. Potwierdził to sam Mierzejewski, który chciał poczuć piłkę, gdyż zapewne niedługo powróci do gry liga chińska, w której występuje na co dzień.

 

 

 

 

Źródło:

twitter/@adrianmierzej86

sport.pl

Fot.: Pexels

Prezydent Andrzej Duda udzielił wywiadu dla tygodnika Niedziela, w którym poruszono kilka ważnych tematów. Oprócz kwestii dotyczących walki z pandemią kronawirusa oraz organizacji wyborów, poruszono również to co będzie działo się tydzień po Świętach Wielkanocnych, a wtedy też Sejm zająć ma się ustawą zakazującą dokonywanie tzw. aborcji eugenicznej.

 

Prezydent rozmawiał z redaktorem księdzem Jarosławem Grabowskim z redakcji „Niedzieli”. Andrzej Duda odniósł się m.in. do tego jak osobiście postrzega zaproponowane przez rząd rozwiązania dotyczące przeprowadzenia majowych wyborów, w których sam weźmie również udział, ubiegając się o reelekcję jako urzędujący na tym ważnym stanowisku człowiek.

 

Uważam, że jest to rozwiązanie, które zapewniłoby bezpieczeństwo głosującym obywatelom. W jakimś sensie zwiększono w ten sposób możliwości uczestnictwa w wyborach, a więc jest to też wsparcie dla zasady powszechności wyborów. Gdyby takie rozwiązanie zostało przyjęte, to ułatwiłoby ono Polakom uczestnictwo w wyborach i w ogromnym stopniu zabezpieczyło ich także pod względem zdrowotnym

– wyjaśnił prezydent podczas rozmowy.

 

W wywiadzie na łamach tygodnika, jak wspomnieliśmy na początku, zapoznać można się też z opinią głowy państwa w sprawie zakazu aborcji eugenicznej, zgodnie z sugestiami wielu zwolenników ruchów pro-life.

 

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem aborcji eugenicznej i uważam, że zabijanie dzieci z niepełnosprawnością jest po prostu morderstwem

– mówił Andrzej Duda komentując tę kwestię i deklarując, że podpisze ustawę zakazującą dokonywanie aborcji eugenicznej, jeśli takowa trafi na jego biurko.

 

Jeżeli projekt w tej sprawie znajdzie się na moim biurku, to z całą pewnością zostanie przeze mnie podpisany. Jestem zdania, że Trybunał Konstytucyjny powinien rozstrzygnąć wniosek grupy 119 posłów dotyczącego właśnie przesłanki eugenicznej 

– powiedział prezydent, składając po raz kolejny konkretną deklarację w tej sprawie.

 

 

 

Źródło: Niedziela ; doRzeczy.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

W ostatnim czasie głównym tematem, o którym słyszymy w mediach, jest Koronawirus. Nic dziwnego, skoro choroba rozprzestrzenia się, a liczba ofiar śmiertelnych cały czas rośnie. Naturalnym byłoby napisanie felietonu o skutkach gospodarczych epidemii, nowych zaostrzeniach rządów państwowych lub terminie wyborów prezydenckich w naszym kraju. Mnie jednak do przemyśleń skłonił post Sylwii Spurek. Jest ona posłanką w Parlamencie Europejskim, do którego mandat uzyskała z list partii Wiosna. Polityk ta jest znana ze swoich kontrowersyjnych i liberalnych poglądów dotyczących prawa aborcyjnego. Wystosowała nawet pytanie do Komisji Europejskiej, czy Polska jest zobowiązana do zwrócenia kosztów aborcji państwu członkowskiemu, w którym Polka zdecydowała się na jej dokonanie.

 

Temat aborcji jest chyba najbardziej wrażliwym i kontrowersyjnym w naszym kraju. Mimo, iż z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS  na zlecenie „Rzeczpospolitej” wynika, że niemal 50% Polaków jest za postawieniem obecnie obowiązującej ustawy, środowiska znajdujące się na dwóch różnych biegunach politycznych starają się przeforsować swoje wersje ustaw, zarówno te łagodzące, jak i zaostrzające, przez co burzliwa dyskusja w społeczeństwie co jakiś czas wraca jak bumerang, skłócając naród. Politykom taka sytuacja jest na rękę. Gdy my, obywatele po raz kolejny zajmujemy się, jak niektórzy twierdzą tematem zastępczym, zwiększamy szanse, aby rząd „przepchał” coś po cichu np. wprowadzenie nowych podatków. Również dla opozycji jest to korzystne. Zapominamy o komisjach i rozliczaniu z afer, które miały miejsce za ich kadencji, ponieważ w mediach sztucznie pompowany i wałkowany jest inny temat. O zjawisku dzielącym Polaków przez kwestie światopoglądowe pisałem w swoim pierwszym artykule pt. „Symbole i ideologie- moda czy profanacja?”, do którego przeczytania zachęcam. Ludzie nie czytają projektów ustaw, tylko ślepo wierzą w to, co przeczytają na facebookowych grupach, usłyszą od znajomych lub z ust instagramowych influencerów, którzy szczególnie dla młodych ludzi są autorytetami. Zdanie ulubionego youtubera, modelki czy muzyka może bardzo wpłynąć na postrzeganie świata przez grono ich odbiorców.

 

Po świętach Wielkanocy, spędzonych w nietypowej atmosferze, do Sejmu trafi projekt „Zatrzymaj Aborcję”. Myślę, że od wielu „znawców” dowiemy się, że to Prawo i Sprawiedliwość chce w życie wprowadzić całkowity zakaz aborcji. W tym zdaniu znajdziemy dwie nieprawdziwe informacje. Po pierwsze, autorem obywatelskiego projektu nowelizacji ustawy jest Fundacja Życie i Rodzina. Został on złożony już w 2017 roku, a zebrano pod nim ponad 830 tys. podpisów. Trafił on wtedy do komisji, więc pierwsze czytanie musi odbyć się najpóźniej w maju tego roku. Po drugie, zapisy dotyczą tylko jednego z trzech przypadków tzw. kompromisu aborcyjnego. Projekt ten zakazuje tzw. aborcji eugenicznej, czyli takiej, której powodem są choroby lub uszkodzenie płodu. Co ciekawe, według danych Ministerstwa Zdrowia w 2018 roku na 1076 przeprowadzonych oficjalnie aborcji aż 1050 zostało dokonane właśnie z powodu wspomnianego wyżej. W tym samym roku według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) blisko 42 miliony dzieci na świecie straciło życie przez dokonanie aborcji. Dla porównania- wskutek choroby nowotworowej 8,2 mln ludzi, w następstwie palenia tytoniu 5 mln, a z powodu AIDS 1,7 mln. Głosowanie to będzie testem dla polityków partii rządzącej przed konserwatywno-katolicką częścią elektoratu. Sam Andrzej Duda stwierdził, że zabijanie dzieci niepełnosprawnych jest morderstwem i podpisze projekt ustawy zakazującej aborcji eugenicznej. Zwolennicy projektu argumentują, że w Konstytucji RP znajduje się art. 38, który mówi, że państwo zapewnia każdemu człowiekowi ochronę życia. Pomimo tego, że jestem raczej przeciwnikiem zasiłków socjalnych, uważam, że rząd w tej kwestii  powinien udzielić realnej pomocy rodzinom wychowującym niepełnosprawnych. Mimo tego, że popieram ustawę chroniącą, chociażby dzieci z zespołem Downa, swoją drogą to zespół wad wrodzonych spowodowany obecnością dodatkowego chromosomu 21 był główną przyczyną legalnych aborcji w Polsce w poprzednich latach, uważam, że projekt ten nie powinien wliczać najcięższych przypadków chorób dziecka, które wiążą się z cierpieniem fizycznym i nie zapewniają minimum komfortu życiowego.

 

Również jestem w stanie zrozumieć cierpienie fizyczne i psychiczne zgwałconej kobiety oraz to jaki ciężki wybór stoi przed nią po tak traumatycznym przeżyciu. Mimo moich prawicowych poglądów i tego, że blisko mi do środowisk „pro-life” jestem zdania, że kobieta w takiej sytuacji nie powinna być zmuszana do noszenia ciąży, jednak powinna dostać wsparcie psychologiczne. Sam namawiałbym ją jednak do urodzenia dziecka. Czasu choćbyśmy bardzo chcieli, nie cofniemy, a dziecko zawsze można oddać. Czy jest one czemukolwiek winne, że jego ojciec jest zwyrodnialcem, któremu według mnie należy się jeszcze surowsza kara, niż przewiduje na to polskie prawo?

 

Sylwia Spurek, o której wspomniałem na początku artykułu, zamieściła w internecie zdjęcie z transparentem „aborcja jest ok”. Spotkało się to z bardzo dużą krytyką i oburzeniem, w tym moim. Aborcja nigdy nie jest ok, tym bardziej na życzenie! Zawsze jest czymś przykrym. Zdarzają się wyjątkowe sytuacje, w których może być ona usprawiedliwiona, chociażby zagrożenie życia matki, gdzie występuje sytuacja życie za życie, a matka, decydując się poświęcić swoje, staje się bohaterką. Moim zdaniem twierdzenie, że dokonanie aborcji jest ok, jest bardzo niebezpieczne, ponieważ podprogowo może tworzyć kolejne tego typu przypadki, których niestety nie da się cofnąć. Skoro zdaniem działaczki feministycznej ten czyn nie jest niczym złym, to powinien stać się jednym ze środków antykoncepcyjnych finansowanych przez państwo? Domyślam się, że dawna koleżanka z partii Roberta Biedronia wychodzi z założenia „nieważne jak mówią, ważne by mówili”  i kontrowersyjnymi wpisami chce budować swój kapitał polityczny. Jest dość powszechne zjawisko wśród znanych osobistości, lecz nie tędy droga… W tym przypadku nie jest to sprawa błaha, wręcz przeciwnie- chodzi o życie dziecka oraz psychikę ludzką, która może zostać zniszczona na całe życie.  Gdy czytam na jednej z feministycznych stron, dlaczego ich zdaniem aborcja jest ok, głównym argumentem padającym z ich strony jest możliwość dokonania wyboru przez kobietę. Sam jestem wolnościowcem i wartość, jaką jest wolność, bardzo cenię. Uważam, że państwo jak najmniej powinno ingerować w nasze prywatne sprawy, dopóki nie naruszamy praw innych i właśnie dlatego ich argumentacja do mnie nie trafia. Aborcja nie jest tylko sprawą matki, dotyczy również ojca oraz dziecka.

 

 

Lewa strona twierdzi, że zaostrzenie prawa nie jest skutecznym sposobem na zmniejszanie się liczby tych wydarzeń, ponieważ ludzie dalej będą to robić nielegalnie w podziemiu aborcyjnym. Myślę, że nawet zdecydowane zwiększenie sankcji nie zlikwiduje faktycznie problemu, natomiast nie wyobrażam sobie, nie tylko jako katolik, ale jako człowiek, aby w moim kraju obowiązywały takie przepisy jak w zachodniej Europie. Myślę, że głównym problemem jest postawienie przez społeczeństwo wspólnej granicy, kiedy mamy do czynienia z płodem, a kiedy jest to już człowiek? Od poczęcia, czy może tak jak to stwierdziła była przewodnicząca partii .Nowoczesna Katarzyna Lubnauer, że życie zaczyna się dopiero od urodzenia? Czy w drugim miesiącu i 30 dniu nie jest człowiekiem, a dzień później już jest? Totalnie odcinam się od działań aktualnych feministek, natomiast liczę na współpracę i wspólny front! Czy hasło „moje ciało, moja sprawa” nie jest idealne do walki np. z przymusowymi składkami ubezpieczeniowymi?

 

 

Konrad Adamczyk– Młody działacz społeczny i polityczny z Krakowa ; członek Młodej Endecji

 

 

Zachęcamy do przeczytania również innego felietonu tego autora:

Symbole i ideologia- moda czy profanacja?

 

 

Źródła: rp.pl ; parentning.pl ; tvp.info ; tvn24.pl

Fot.: Facebook/@drSylwiaSpurek

 

W czasie pandemii, kiedy przestrzegać należy nakładanych przez władzę obostrzeń w celu ograniczania rozprzestrzeniania się słynnego już wirusa z Wuhan, sporo pracy mają zarówno pracownicy służby zdrowia, jak i też przedstawiciele formacji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Praca policji w tym okresie oceniana jest w różny sposób, co zapewne zależne jest też od poszczególnych sytuacji, które poddamy indywidualnej ocenie. Różne reakcje wywoływać może też nagranie, które opublikował w sieci inspektor Mariusza Ciarka, rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji.

 

Na twitterowym profilu znanego polskiego funkcjonariusza ukazało się nagranie przedstawiające działanie policjantów w innym kraju, którzy w ramach stanowionych przepisów, brutalnie sprowadzają do ziemi człowieka, który miał nie stosować się do obowiązku izolacji i kwarantanny.

 

Nagranie odebrane może być w różny sposób w obecnej sytuacji. Nie dziwi więc zbytnio fakt, że pod wpisem rzecznika KGP pojawiło się sporo negatywnych komentarzy. Wielu internautów uważa, że udostępnianie takich materiałów to niepotrzebne straszenie obywateli w trudnym dla zapewne wszystkich z nas czasie.

 

Inni mogą natomiast traktować nagranie jako przestrogę przed lekceważeniem panującej sytuacji.

 

Zobaczcie i oceńcie Państwo sami.

 

 

 

Źródło: Twitter/@MariuszCiarka

Niestety dotarły smutne wieści ze świata muzycznego. Nie żyje lider, a zarazem wokalista i gitarzysta znanej polskiej grupy rockowej. Odszedł on wczoraj do wieczności w wieku 60 lat.

 

Muzyk, o którym mowa- Andrzej Adamiak urodził się 28 lutego 1960 roku. Poza udzielaniem się wokalnie na polskiej scenie muzycznej, był on też autorem tekstów, kompozytorem, gitarzystą basowym oraz producentem.

 

Popularny zespół Rezerwat, na czele którego stał, powstał w 1982 roku w Łodzi. Był on też jednym ze współzałożycieli tej grupy i brał udział przy tworzeniu większości materiału wydanego przez Rezerwat. Jednym z najpopularniejszych utworów tego łódzkiego zespołu to piosenka „Zaopiekuj się mną”, która wpadała w ucho Polkom i Polakom z różnej grupy wiekowej.

 

 

Smutne wieści o śmierci lidera grupy Rezerwat, przekazał za pośrednictwem internetu syn Andrzeja Adamiaka w dniu wczorajszym.

 

Dziś przed godziną 11. nagle i przedwcześnie zmarł Andrzej Adamiak. Lider zespołu Rezerwat, a przede wszystkim mój tata

– napisał Bartosz Adamiak w jednym z wpisów na Facebooku.

 

Dziś przed godziną 11. nagle i przedwcześnie zmarł Andrzej Adamiak. Lider zespołu Rezerwat, a przede wszystkim mój tata.

Gepostet von Bartosz Adamiak am Mittwoch, 8. April 2020

 

 

Źródło: o2.pl ; Facebook/Bartosz Adamiak ; YouTube/templer82

Fot.: Wikimedia Commons

W czasach koronawirusa zaczyna doceniać się najmniejsze rzeczy – spokojne spacery do sklepów, spotkania ze znajomymi, czy w przypadku osób wierzących udział w prawdziwej mszy świętej w kościele. 

 

 

Rzeczywistość stała się w ostatnich tygodniach brutalna. Większość z nas musi przebywać większość dnia w domach, dzieci nie mogą chodzić do szkół, przyjaciele spotkać na piwie. Niektórzy stracili więcej, niektórzy mniej. Do tych bardziej dotkniętych pandemią należy na pewno zaliczyć polskich księży, oraz całe parafie. Ze względu na brak wiernych na mszach świętych w kościołach, parafialne kasy zaczynają świecić pustkami. Sytuacja jest jeszcze gorsza, gdy np parafia ma zaciągnięty kredyt.

 

 

Mimo wielkiego kryzysu, na piękne słowa i prośbę zdecydował się zwierzchnik Archidiecezji Lubelskiej – ksiądz Arcybiskup Stanisław Budzik.

 

 

Na stronie Archidiecezji pojawił się 6 kwietnia wpis zatytułowany „Zarządzenie Metropolity Lubelskiego w kwestiach ekonomicznych w związku ze stanem epidemii”.

 

W jego treści Arcybiskup Budzik prosi księży, w szczególności proboszczów parafii w diecezji, o ograniczenie wydatków do minimum, chociażby przez zatrzymanie lub zrezygnowanie z przeprowadzanych inwestycji, oczywiście o ile to możliwe.

 

„Nie należy podejmować nowych inwestycji. Inwestycje rozpoczęte można roztropnie kontynuować lub wstrzymać. W wypadku zaciągniętego kredytu bankowego można rozważyć złożenie wniosku o jego odroczenie. Zachęcić wiernych do składania ofiar na bieżące potrzeby parafii. Nie zapominać o podziękowaniu za złożone ofiary”

 

 

Metropolita Lubelski zaimponował jednak przede wszystkim prośbą w kierunku księży o wsparcie dla polskich szpitali, tak jak robią to księża innych diecezji.

 

„Kapłani wielu diecezji polskich wspierają finansowo służbę zdrowia w tym trudnym czasie pandemii. Serdecznie proszę wszystkich kapłanów archidiecezji (biskupów, proboszczów, wikariuszy, rezydentów, pracowników naukowych, kapelanów, emerytów – z wyłączeniem kapłanów chorych i misjonarzy) o złożenie jałmużny postnej w wysokości przynajmniej 200 złotych na wsparcie jednego ze szpitali w naszym regionie”

 

Pieniądze mają być zbierane przez kurię, aby na koniec móc podać łącznie zebraną przez kapłanów kwotę.

Wielkie brawa za tą piękną inicjatywę Arcybiskupa.

 

 

Źródła:

Fakt.pl

Fot.: Wikipedia

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej podjął dziś bardzo ważną i dotkliwą dla naszego kraju decyzję. Jego decyzją zamrożone zostało działanie jednej z 5 Izb Sądu Najwyższego Rzeczypospolitej Polskiej. 

 

 

Niedawno nowa Krajowa Rada Sądownictwa wyznaczyła nowych ludzi odpowiedzialnych za działanie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Komisja Europejska uznała działanie nowej Izby za niezgodne z europejskim prawem i złożyła skargę do wspomnianego wcześniej TSUE w tej sprawie.

 

 

Trybunał Sprawiedliwości UE uznał skargę za zasadną i zgodnie z wnioskiem zasądził zamrożenie działań Izby do czasu rozstrzygnięcia czy jej działanie było zgodne z prawem.       W czasie postępowania przeciwnaruszeniowego Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego nie może działać ani rozstrzygać żadnych spraw dotyczących postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów. Będzie to dopiero możliwe po zakończeniu postępowania TSUE i rozstrzygnięcia sporu.

O nielegalności działania Izby Dyscyplinarnej mówił już w 2019 roku sam TSUE, a pod koniec poprzedniego i na początku obecnego roku podobne zdanie wyraził polski Sąd Najwyższy.

 

 

Według polskich prawników władze naszego państwa są niemalże zmuszone do wypełnienia polecenia TSUE i zawieszenia prac Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego na czas procesu. W innym razie rząd będzie narażać nasz kraj na wysokie sankcje finansowe ze strony Unii Europejskiej.

 

Przedstawiciele rządu mają chyba jednak inne zdanie na ten temat. W rozmowie z portalem Onet, poseł PiS Arkadiusz Mularczyk wypowiedział się tak:

 

„Wyrażam zdziwienie, że TSUE decyduje się na taki krok i „zamraża” funkcjonowanie legalnych instytucji w Polsce. To jakaś niespotykana praktyka, by zawieszać działanie instytucji działających na podstawie ustawy. Na tej samej zasadzie można by przecież zawiesić funkcjonowanie polskiego Sejmu czy prezydenta?!  Mówiąc wprost, decyzja TSUE jest dla mnie niezrozumiała i motywowana politycznie.”

 

 

W jeszcze ostrzejszym tonie swoje zdanie na twitterze wyraził sekretarz stanu Ministerstwa Sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Wzbudził tym ogromną dyskusję.

 

 

 

 

Co Wy uważacie na ten temat? Stoicie po stronie rządu czy Unii Europejskiej?

 

 

Źródła:

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/tsue-wstrzymuje-dzialalnosc-izby-dyscyplinarnej-sadu-najwyzszego-w-polsce/7en8rsn

twitter/@sjkaleta

Fot.: Flickr

Institute for Health Metrics and Evaluation – amerykański ośrodek badawczy ufundowany przez jednego z najbogatszych ludzi świata – Billa Gates’a dokonał wyliczeń i przewidywań na temat koronawirusa w Polsce. Dane mogą zaskoczyć.

 

Instytut ten dokonał przewidywań na temat koronawirusa w Stanach Zjednoczonych i w kilkunastu państwach Europy. W USA, czyli państwie gdzie aktualnie sytuacja związana z COVID-19 jest najgorsza, naukowcy przewidują około 60 000 ofiar. Dla przypomnienia aktualnie jest ich około 13 000.

 

 

Jeśli chodzi o nasze państwo, to przewidywania Amerykanów są pozytywniejsze niż te tworzone przez nasz rząd. Polskie władze początkowo mówiły o przewidywanym szczycie zachorowań pod koniec kwietnia, a w ostatnim czasie stwierdzono że może on być jednak nawet na przełomie maja i czerwca.

 

 

Według wyliczeń Amerykanów pik zachorowań przypadnie na okres od 20 do 24 kwietnia, a w momencie kulminacyjnym, jednego dnia z powodu COVID-19 umrze w Polsce ponad 100 osób.

Dużo bardziej optymistyczne jest jednak to, że w czerwcu nie powinno być już ani jednej osoby która straci życie.

 

Z powodu koronawirusa ma w naszym kraju umrzeć łącznie około 2000 osób, a w trakcie walki z epidemią nie powinno być jakichkolwiek problemów związanych z dostępnością szpitalnych łóżek i respiratorów.

 

Kilkutysięczna liczba zgonów wydaje się jednak dosyć wysoka, szczególnie gdy porównamy się do Czech, w których przewidywanych jest nieco ponad 400 ofiar. Niezwykle ciekawe jest też to, iż według amerykańskich badaczy, to nie USA a Wielka Brytania ma ponieść najwięcej ofiar w trakcie walki z pandemią. Różnice nie będą duże, lecz Brytyjczycy powinni się liczyć z około 65 000 zgonów. Byłby to ogromny cios w kierunku władzy, która zlekceważyła początkowo wirusa, nie podejmując żadnych działań w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się COVID-19.

 

 

Czy wierzycie w takie badania? Myślicie, że 2000 ofiar to realna liczba? A może Waszym zdaniem będzie ich więcej. Dajcie znać w komentarzach.

 

 

Źródła:

https://wiadomosci.radiozet.pl/Koronawirus/Koronawirus-w-Polsce-informacje.-Kiedy-koniec-epidemii-w-Polsce-Naukowcy-przedstawili-wyliczenia

http://covid19.healthdata.org/poland

Fot.: Pixabay