Najwyraźniej Polska nie jest już całkiem bezpieczna. Kolejny dżihadysta został zatrzymany przez polskie służby. Co szczególnie niepokojące, mężczyzna miał być w trakcie przygotowywania zamachu terrorystycznego. Gromadził również fundusze oraz materiały potrzebne do jego przeprowadzenia.

 

Akcję, dzięki której został udaremniony atak terrorystyczny na terenie naszego kraju, przeprowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zatrzymany przez jej funkcjonariuszy człowiek to Maksym S. Z pochodzenia Ukrainiec,  który przeszedł na islam i przyjął imię Mohamed. Ciekawe, że  jego radykalizacja miała nastąpić stosunkowo szybko. Zdaniem mediów i przedstawicieli służb, był on w trakcie praktycznego przygotowywania ataku terrorystycznego, a zaledwie dwa miesiące temu został wyznawcą islamu.

 

Atak miał zostać przeprowadzony najprawdopodobniej przy użyciu tzw. samochodu pułapki. Zdaniem szefa lubelskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej Macieja Florkiewicza, podejrzany miał gromadzić substancje służące do skonstruowania ładunku wybuchowego. Planował też zakupić auto, które później miało być użyte do przeprowadzenia zamachu. Zatrzymany Maksym S. miał również nawiązywać kontakty z osobami, które mogły stanowić dla niego wsparcie przy okazji przygotowania się do planowanego ataku.

 

ABW ustaliła, że mężczyzna zapoznawał się z materiałami o charakterze terrorystycznym, a o swoich planach opowiadał współpracownikom oraz osobom ze swojego otoczenia – powiedział Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych.

 

Bardzo możliwe, że to zastraszeni wcześniej znajomi Maksyma S. złożyli zeznania, które umożliwiły Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymanie niedoszłego zamachowca.

 

Będąc w Warszawie, mężczyzna przebywał w towarzystwie cudzoziemców prezentujących radykalne podejście do zasad islamu. Utrzymywał bliskie kontakty z cudzoziemcami, m.in. z Tadżykistanu, a także obywatelami Federacji Rosyjskiej narodowości czeczeńskiej – wyjaśnił Stanisław Żaryn.

 

Przeszukane przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego miały zostać również lokale zajmowane przez innych cudzoziemców utrzymujących kontakty z Ukraińcem.

 

Maksym S. planował przeprowadzić atak terrorystyczny w miejscu, w którym przebywa duża liczba osób. Najprawdopodobniej celem miała stać się galeria handlowa w Puławach. Niektórzy eksperci zwracają jednak uwagę na fakt, że nie można wykluczać tego, iż mógł on uderzyć jednak w jakimkolwiek innym miejscu w Polsce.

 

Mężczyzna został zatrzymany 4 grudnia. Od 6 grudnia trwa jego tymczasowy areszt. Ukraińcowi usłyszał zarzuty dotyczące przygotowania do sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu, bądź zdrowiu wielu ludzi lub mieniu w wielkich rozmiarach. Ponadto zarzuca się mu  formułowania gróźb karalnych. Podejrzanemu grozi do 5 lat za kratkami.

 

Maksym S. jest kolejnym radykalnym islamistom zatrzymanym na terenie Polski. Wcześniej służby zatrzymywały już osoby mające związki z organizacjami terrorystycznymi na terenie Polski. Udaremniły też kilka ataków. Takie sytuacje pokazują, że choć u nas zagrożenie terrorystyczne jest zdecydowanie mniejsze niż w części innych państw UE, to jednak ono istnieje.

 

/mb/

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pixabay ; Wikimedia Commons

 

Kolejny dżihadysta został zatrzymany przez polskie służby. Co szczególnie niepokojące, mężczyzna miał być w trakcie przygotowywania zamachu terrorystycznego i gromadzenia funduszy oraz materiałów potrzebnych do jego przeprowadzenia.

 

Akcję, dzięki której został udaremniony atak terrorystyczny na terenie naszego kraju, przeprowadziła Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego na zlecenie wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej.

 

Zatrzymany przez funkcjonariuszy ABW człowiek to Maksym S., który przeszedł na islam i przyjął imię Mohamed. Mężczyzna miał przyjechać do Polski z Ukrainy. Co ciekawe jego radykalizacja miała nastąpić stosunkowo szybko, ponieważ zdaniem mediów i przedstawicieli służb, był on w trakcie praktycznego przygotowywania ataku terrorystycznego, a zaledwie dwa miesiące temu został wyznawcą islamu.

 

Atak miał zostać przeprowadzony najprawdopodobniej przy użyciu tzw. samochodu pułapki. Zdaniem szefa lubelskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej Macieja Florkiewicza, podejrzany miał gromadzić substancje służące do skonstruowania ładunku wybuchowego, a także planował zakupić auto, które później miało być użyte do przeprowadzenia zamachu. Zatrzymany Maksym S. miał również nawiązywać kontakty z osobami, które mogły stanowić dla niego wsparcie przy okazji przygotowania się do planowanego ataku.

 

ABW ustaliła, że mężczyzna zapoznawał się z materiałami o charakterze terrorystycznym, a o swoich planach opowiadał współpracownikom oraz osobom ze swojego otoczenia – powiedział Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych.

 

Bardzo możliwe, że to zastraszeni wcześniej znajomi Maksyma S. złożyli zeznania, które umożliwiły Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymanie niedoszłego zamachowca.

 

Będąc w Warszawie, mężczyzna przebywał w towarzystwie cudzoziemców prezentujących radykalne podejście do zasad islamu. Utrzymywał bliskie kontakty z cudzoziemcami, m.in. z Tadżykistanu, a także obywatelami Federacji Rosyjskiej narodowości czeczeńskiej – wyjaśnił Stanisław Żaryn.

 

Przeszukane przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego miały zostać również lokale zajmowane przez innych cudzoziemców utrzymujących kontakty z Ukraińcem.

 

Maksym S. planował przeprowadzić atak terrorystyczny w miejscu, w którym przebywa duża liczba osób. Najprawdopodobniej celem miała stać się galeria handlowa w Puławach. Niektórzy eksperci zwracają jednak uwagę na fakt, że nie można wykluczać tego, iż mógł on uderzyć jednak w jakimkolwiek innym miejscu w Polsce.

 

Mężczyzna został zatrzymany 4 grudnia, a od 6 grudnia trwa jego tymczasowy areszt. Ukraińcowi usłyszał zarzuty dotyczące przygotowania do sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu, bądź zdrowiu wielu ludzi lub mieniu w wielkich rozmiarach, a także formułowania gróźb karalnych. Podejrzanemu grozi do 5 lat za kratkami.

 

Maksym S. jest kolejnym radykalnym islamistom zatrzymanym na terenie Polski. Wcześniej służby zatrzymywały już osoby mające związki z organizacjami terrorystycznymi na terenie Polski, jak również udaremniły kilka ataków. Takie sytuacje pokazują, że choć u nas zagrożenie terrorystyczne jest zdecydowanie mniejsze niż w części innych państw UE, to jednak ono istnieje.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pixabay ; Wikimedia Commons

 

Do tragicznego zdarzenia doszło dzisiaj we wczesnych godzinach porannych na terenie województwa lubuskiego, a dokładniej w miejscowości Skąpe, leżącej niedaleko od Świebodzina. O zdarzeniu poinformował m.in. portal tvp.info.

 

Tragedia rozegrała się przed godz. 6 rano. Życie straciło łącznie pięć osób, wśród których były dwie kobiety oraz trzech mężczyzn. Niestety ofiary to jak podają media młodzi ludzie.

 

Samochód, którym przemieszczała się wspomniana piątka osób jechał przez miejscowość Skąpe. Niestety w pewnym momencie pojazd wypadł z łuku i wpadł do tamtejszego rozlewiska jeziora Ciborskiego, po uprzednim przebiciu się przez postawione obok barierki.

 

Wystające z rzeki auto dostrzegł inny kierowca, który około godz. 5:50 zaalarmował straż pożarną. Zawiadomieni o zdarzeniu strażacy dotarli na miejsce i wydobyli samochód z wody. Niestety mimo prowadzenia akcji reanimacyjnej, nie udało się uratować życia ani kierowcy ani nikomu z pasażerów tego samochodu.

 

To dwie kobiety i trzech mężczyzn w młodym wieku. Wszystkie te osoby przez długi czas były reanimowane. Niestety nie udało się przywrócić im czynności życiowych. Okoliczności wypadku będzie wyjaśniała policja pod nadzorem prokuratora – powiedział cytowany przez portal tvp.info rzecznik lubuskiej Straży Pożarnej Dariusz Szymura.

 

Choć dokładne okoliczności i przyczyny wypadku mają być wyjaśnione przez policję, to jednak bardzo prawdopodobne jest, że do tragicznego zdarzenia przyczyniła się śliska nawierzchnia, przez którą kierowca nie zapanował nad pojazdem na łuku.

 

 

 

Źródło: tvp.info

Fot.: Wikimedia Commons

 

Covery lub parodie różnorakich znanych utworów czy teledysków niejednokrotnie stawały się już w przeszłości hitami internetu. Tym razem sytuacja jest o tyle ciekawa, że szybko popularność udało zdobyć się wśród polskich internautów przeróbce piosenki, która sama wcześniej stała się znana dzięki platformie YouTube.

 

Utwór „Ona by tak chciała” autorstwa Rooniego Ferrariego zyskiwał w ostatnich miesiącach popularność w dość zaskakującym tempie. Choć tekst tego dzieła, delikatnie mówiąc nie niesie w swej treści jakiegoś poważniejszego przekazu, to rytmicznie potrafi wpaść w ucho. Postanowili to wykorzystać chłopcy ze Służby Liturgicznej w Bogucicach.

 

Chcieliśmy pokazać, że ministranci też mają poczucie humoru i dystans. Wybraliśmy utwór, który jest popularny, ale to nie znaczy, że się z nim utożsamiamy. Wręcz przeciwnie, pokazujemy, że można zrobić coś dobrego w każdych warunkach – wyjaśniają cytowani przez „Gościa Niedzielnego” autorzy tej nowej wersji utworu zatytułowanej „Ona by tak chciała służyć ze mną”.

 

Trzeba przyznać, że chłopakom zgodnie z zamiarem udało się pokazać, że bycie ministrantem może wiązać się z posiadaniem poczucia humoru i posiadaniem pozytywnej osobowości. Nagranie grupy z Bogucic szybko zaczęło stawać się znane na platformie YouTube oraz portalu Facebook.

 

Zobaczcie i posłuchajcie sami!

 

 

Źródło: YouTube/MWM – Ministrancka Wytwórnia Muzyczna ; katowice.gosc.pl

Do tragicznych zdarzeń doszło na terenie miejscowości Dobrosławów w województwie lubelskim. W znajdującym się tam gospodarstwie szkółkarskim dokonano makabrycznego odkrycia, po którym zawiadomiono policję. Przeprowadzone przez funkcjonariuszy działania doprowadziły od zatrzymania mężczyzny, który ma mieć związek z tą sprawą. O sytuacji poinformował portal rmf24.pl.

 

Na terenie gospodarstwa szkółkarskiego odnalezione zostały zwłoki dwóch mężczyzn. Jak się okazało, byli to mężczyźni pochodzący z Ukrainy. W wyniku podjętych przez policjantów działań stwierdzono, że do ich śmierci przyczyniła się osoba lub osoby trzecie.

 

Policja otrzymała zawiadomienie o makabrycznym odkryciu w niedzielę około godz. 13. Następnie skierowano policjantów na miejsce, gdzie rozpoczęto przeprowadzanie koniecznych w takich przypadkach działań.

 

Na miejscu pod ścisłym nadzorem prokuratora wykonywane były oględziny, czynności procesowe. Zabezpieczono ślady kryminalistyczne – powiedziała podkomisarz Ewa Rejn-Kozak, której słowa przytoczył portal rmf24.pl.

 

W wyniku prowadzonych czynności udało się ustalić okoliczności tragedii i zatrzymać 36-latka, który najprawdopodobniej przyczynił się do śmierci ofiar. On sam jest również obywatelem Ukrainy. Do jego zatrzymania przysłużyła się też praca wykonana przez policjantów kryminalnych.

 

Niespełna cztery godziny po zgłoszeniu zatrzymano 36-letniego obywatela Ukrainy, który z dużym prawdopodobieństwem może mieć związek z tą sprawą – przekazała podkomisarz Rejn-Kozak.

 

Podejrzany trafił do aresztu i najprawdopodobniej jutro zostanie przesłuchany. W dniu dzisiejszym natomiast, jak przekazała rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka, miała zostać przeprowadzona sekcja zwłok zabitych mężczyzn, których ciała odnaleziono na gospodarstwie szkółkarskim.

 

W dniu dzisiejszym media obiegła również informacja o innej makabrycznej zbrodni, do której doszło w jednym z domów rodzinnych w miejscowości Ząbkowice Śląskie (woj. dolnośląskie). O tej sprawie mogą przeczytać Państwo w treści poniższego artykułu:

Nastolatek zamordował swoją rodzinę! Masakryczne sceny na zachodzie Polski

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pixabay

 

Bycie lekarzem to nie tylko szczególne powołanie związane z niesieniem pomocy innym ludziom, ale też odpowiedzialna rola, zwłaszcza kiedy należy zająć się zdrowiem i bezpieczeństwem najmłodszych. Niestety jednak skierowane do rodziców słowa pracowników szpitala bywają naprawdę bolesne i mogą być tymi najgorszymi, jakie zdarzy im się usłyszeć w życiu. Podobnie było w przypadku rodziców małej Jagódki z Chorzowa. Dziewczynka jednak, pomimo ciągle trwającej walki z okrutną chorobą udowadnia, że nie wolno nawet w najtrudniejszych momentach poddawać się i rezygnować z walki o swoje marzenia.

 

Jagódka Labus pomimo tego, że ma zaledwie dziewięć lat, to zdążyła osiągnąć sporo w ramach swojej sportowej pasji. Zdobyła bowiem aż osiem medali w prestiżowych zawodach pływackich dla niepełnosprawnych dzieci. Jest to jeszcze bardziej zadziwiające i wzbudzające zachwyt nad osiągnięciami tej dzielnej dziewczynką, kiedy wspomni się słowa, które w szpitalu po urodzeniu córki usłyszeli rodzice Jagódki.

 

„Mają państwo roślinkę”- powiedziała wówczas jedna z lekarek. Takie stwierdzenie jest sformułowaniem, którego żaden pracownik służby zdrowia albo ktokolwiek inny nie powinien nigdy wypowiedzieć w kierunku walczących o życie i zdrowie swojej pociechy rodziców. Można jednak śmiało powiedzieć, że swą determinacją i nieustępliwością zarówno w walce z chorobą, jak i też osiąganiu sukcesów sportowych, Jagódka z nawiązką rekompensuje swoim najbliższym tamte traumatyczne wspomnienia ze szpitala. Niestety jednak 9-latka wciąż cierpi, a walka z chorobą nadal trwa, choć z pomocą dobrych ludzi z pewnością osiągać można coraz więcej i nie dać się pokonać przeciwnościom losu.

 

Dziewczynka cierpi na wrodzoną sztywność stawów określaną w medycynie jako artrogrypoza. Mała Chorzowianka przeszła już kilka operacji, które przeprowadzone zostały nie tylko w Polsce, ale również na terenie Niemiec. Obecnie może ona już chodzić, jednak tylko przy pomocy specjalnych ortez, które sporo ważą i w użyciu są naprawdę uciążliwe.

 

Kolejne operacje polegały głównie na wymianach blaszek zapewniających siostrzenicy stabilność. Wraz ze wzrostem kości, potrzebne były kolejne zabiegi. Mimo tego Jagódka wciąż nie może chodzić o własnych siłach – wyjaśnia cytowana przez portal wp.pl pani Anna Bogdał, ciocia małej medalistki.

 

Pomoc dla dziewczynki spływa od ofiarodawców nie pozostających obojętnymi na wytrwałą walkę Jagódki oraz jej rodziców. Kilkaset tysięcy złotych zebranych na leczenie oraz starania lekarzy, nie zakończyły niestety tych opłaconych bólem i łzami zmagań. Duży problem stanowi nie tylko brak możliwości komfortowego poruszania się, ale także ból wywoływany powtarzającymi się złamaniami kości udowej. Na przekór tym trudnościom, 9-letnia pływaczka i jej bliscy nie zamierzają się jak widać poddawać.

 

W jej oczach widzę ból. Nie mówi tego, ale matka wie takie rzeczy. Widzę bój, który toczy sama ze sobą. Każdego dnia powrót ze szkoły oznacza dla niej ogromną ulgę, bo może w końcu zdjąć ortezy. Pozbywa się ciężkiego balastu, bo w ortezach chodzi jak na szczudłach – wyjaśnia mama Jagódki, pani Mieczysława Labus.

 

Sporym krokiem w stronę ułatwienia codziennego funkcjonowania oraz zmniejszenia bólu i cierpienia dziewczynki może stać się operacja przeprowadzona w Paley European Institute, który posiada swój oddział w Warszawie. Pochodzący ze Stanów Zjednoczonych doktor Paley w trakcie konsultacji poinformował mamę dziewczynki, iż ta będzie mogła chodzić na wyprostowanych kolanach i bez konieczności używania uciążliwych ortez. Taka operacja była by więc wyjątkowym prezentem dla Jagódki i jej rodziny przy okazji najbliższych Świąt Bożego Narodzenia.

 

W rodzinie zawsze trzymaliśmy się razem. Jest nas pięcioro rodzeństwa. Niedawno zmarł nasz ojciec, co jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło. Razem jesteśmy silniejsi. Nie mam żadnych wątpliwości, że wygramy walkę o zdrowie dla Jagódki. Jest wspaniała. Zasłużyła na to, aby przez życie przejść o własnych siłach – wyjaśnia w rozmowie z wp.pl ciocia dziewczynki.

 

Aby tak wyjątkowo radosny dzień w życiu tej rodziny mógł nastać, konieczne są jednak fundusze. Łącznie potrzebna kwota stanowi 370 000 zł. Aby sama operacja mogła zostać przeprowadzona, trzeba jednak uzbierać kwotę nieco mniejszą, bo wynoszącą 150 000 zł.

 

Jak przyznaje mama Jagódki, jej marzeniem jest to, aby móc powiedzieć do swej córki „Jagoda, idziemy na spacer!” i zapewnić jej to, czego w przeciwieństwie do innych dzieci została pozbawiona już na początku swojego życia.

 

My ze swojej strony zachęcamy serdecznie do wsparcia tej dzielnej dziewczynki oraz ich bliskich w tej trudnej walce, którą sama mała bohaterka, jak i jej rodzice znoszą bardzo dzielnie.

 

KLIKNIJ by przejść do zbiórki na operację nóżek dziewczynki

 

Jagoda Labus udowadnia swoją wyjątkową siłę w zmaganiach z chorobą poprzez to co ogląda w sporcie. Dziewczynka zajęła pierwsze miejsca m.in. na V oraz VI Ogólnopolskich Integracyjnych Zawodach Osób Niepełnosprawnych. Wywalczyła również drugie miejsce Mistrzostw Polski Juniorów, a także Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych.

 

 

 

Źródło: siepomaga.pl ; wp.pl

 

Kolejne zmagania w ramach piłkarskiej Ekstraklasy, znów w miniony weekend rozgrzały emocje u wielu polskich kibiców. Niestety nie obyło się bez wokoło sportowych kontrowersji. Zatrzymanych zostało bowiem aż 28 kibiców po jednym z rozegranych w ostatnich dniach meczy.

 

We Wrocławiu drużyna lokalnego Śląska podejmowała w niedzielę warszawską Legię. Gospodarze ulegli na boisku „wojskowym” i przegrali 0-3 po golach, które zdobyli Paweł Wszołek, José Kanté Martínez oraz Luquinhas. W mediach dziś jednak sporo miejsca poświęca się nie tyle grze piłkarzy, co tym co działo się na trybunach w czasie rozgrywania meczu. A działo się sporo…

 

Dla fanów stołecznej Legii był to dosyć szczególny mecz w tej rundzie, ponieważ zapowiadali oni od pewnego czasu, że ma być to w ich wykonaniu wyjątkowo liczny wyjazd. Nie na rekordowych liczbach się jednak zakończyło. Zarówno bowiem kibice Śląska Wrocław, jak i Legii Warszawa zaprezentowali oprawy, przy okazji których użyto sporej ilości materiałów pirotechnicznych. Ich widowiskowość może wywrzeć na niejednym wrażenie, jednak w związku z ich zorganizowaniem, sędzia meczu zmuszony był też przerwać wczorajsze spotkanie. Zawodnicy skierowali się w stronę szatni, a sportowa rywalizacja wznowiona została po około 10 minutach.

 

Kibice Śląska w ramach prezentacji swojej meczowej oprawy odpalili nie tylko race, ale również fajerwerki, które po wystrzeleniu z sektora zagorzałych fanów dolnośląskiej drużyny, wybuchały nad murawą. Dwukrotnie już podczas pierwszej połowy meczu, środki pirotechniczne odpalili też kibice gości. Jedna z opraw fanów Legii prezentowała literę „L” ułożoną z płomieni. W internecie pojawiły się nagrania prezentujące to co zaprezentowali sympatycy obydwu zespołów w dniu wczorajszym. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że nie wszyscy zatrzymani później przez policję, zostali ujęci jedynie ze względu na te kibicowskie wydarzenia.

 

Łącznie zatrzymanych zostało przez funkcjonariuszy 28 osób. Większość ma usłyszeć zarzuty dotyczące złamania zapisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, poprzez posiadanie i odpalanie środków pirotechnicznych. Dwóch z nich ma jednak mieć postawione zarzuty związane z posiadaniem narkotyków.

 

W internecie pojawiły się nagrania, na których zarejestrowano to co fani Śląska i Legii zaprezentowali podczas niedzielnego meczu we Wrocławiu.

 

 

 

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; gazetawroclawska.pl ; YouTube/PolishFans TV ; YouTube/Legia.Net

Fot.: Pixabay ; YouTube/CFTV Stadiums

 

Krwawe sceny rozegrały się w jednym z polskich miast ostatniej nocy. Na Dolnym Śląsku, a dokładniej w Ząbkowicach Śląskich, nastolatek zabił członków swojej rodziny, a następnie samemu zaalarmował służby. To wyjątkowa tragedia w zachodniej części Polski. O tych wstrząsających wydarzeniach poinformował portal rmf24.pl.

 

Za zbrodnię odpowiedzialny jest młody mężczyzna- Marcel C. Wraz z zamordowanymi później pozostałymi członkami rodziny, 18-latek mieszkał w jednym z domów na terenie Ząbkowic Śląskich. To co wydarzyło się ostatniej nocy, dosłownie krwawo odmieniło ich los.

 

Jak podaje portal rmf24.pl, nastolatek miał wyjść na dach domu, w którym rozegrał się cały dramat i stamtąd złożyć zawiadomienie na policję. Marcel C. po zatelefonowaniu poinformował, że ktoś włamał się do zamieszkiwanego przez niego lokalu. Funkcjonariusze po przybyciu na miejsce zastali makabryczny widok.

 

W budynku odnalezione miały zostać ciała trzech osób: rodziców Marcela C. w wieku 48 lat oraz jego młodszego, zaledwie 7-letniego brata.

 

Według nieoficjalnych informacji uzyskanych przez radio RMF FM, sprawca miał samemu podczas przesłuchania przyznać, że to on zamordował swoich bliskich. Miał wskazać również miejsce, w którym ukrył ubrania oraz siekierę, której zapewne użył przy zabijaniu członków swojej rodzimy. Najprawdopodobniej przedmioty te zostały przez niego zakopane w ziemi.

 

Na miejscu zdarzenia swoje działania przeprowadza grupa dochodzeniowo-śledcza. Prokuratura oraz policja w ramach podejmowanych czynności będzie wyjaśniać jakie motywy kierowały 18-latkiem przy okazji popełnienia tak okrutnej zbrodni.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: needpix.com ; pixabay.com

Coraz więcej informacji pojawia się w temacie olbrzymiej tragedii, do jakiej doszło w dniu wczorajszym w Szczyrku. W wyniku eksplozji jaka miała miejsce na terenie jednej z tamtejszych posesji, zginęło ośmioro członków jednej rodziny. Spod gruzów wydobyto ciała czwórki dzieci oraz czworga dorosłych. Dziewiąta osoba zamieszkująca to miejsce była akurat poza domem, dzięki czemu przeżyła ten niewyobrażalny dramat. Dokładne przyczyny wybuchu mają zostać ustalone w ramach prowadzonego przez prokuraturę śledztwa. Ma to przynieść również odpowiedź na pytanie kto był winny tragedii w Szczyrku.

 

Rodzina, którą spotkało tak wielkie nieszczęście była dosyć dobrze znana wśród mieszkańców Szczyrku, co poniektórych przybywających w tamten rejon turystów, a także w środowisku pasjonatów jazdy na snowboardzie i nartach. Prowadzili oni bowiem stok narciarski „Kaimówka”, co było wynikiem ich narciarskich tradycji. W ramach swojego rodzinnego biznesu prowadzili również wypożyczalnię oraz serwis sprzętu narciarskiego.

 

Sport nie był jednak jedyną rzeczą, w którą angażowali się lokalnie członkowie tej rodziny. Wojciech K. był przy okazji wyborów samorządowych kandydatem z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, co wskazywać może na fakt, że rodzina ta miała sporo znajomych w okolicy, a pan Wojciech chciał angażować się w kierowanie samorządowym nadzorowaniem losów miejscowości.

 

W domu rodzinnym, który uległ katastrofie zamieszkiwać miało kilka pokoleń. Dziadkowie oraz ich dzieci i wnuki. Wewnątrz znajdować miały się narzędzia związane z biznesem narciarskim, przez co strażacy napotkali wzniecający się jeszcze podczas akcji ogień.

 

Pojawia się też wiele kontrowersji na temat przyczyn wybuchu. Ocenia się najprawdopodobniej doszło do niego w wyniku uszkodzenia instalacji gazowej. Bardzo możliwe, że przewiercona została jedna ze znajdujących się tam rur, w czasie prowadzonych nieopodal prac.

 

Jak podają media, mierniki gazu wykazywały zwiększone stężenie, przez co zaalarmowane zostało pogotowie gazowe. Niestety dotarło ono na miejsce dopiero po 20 minutach, a więc po tym jak już doszło do wybuchu.

 

Okoliczni mieszkańcy mówią o tym, że rodzina którą spotkała wczorajsza tragedia była skonfliktowana z konkurencją lub sąsiadami. Pojawiły się też pogłoski o tym, że osoby zamieszkujące dom, przy którym doszło do wybuchu otrzymywały pogróżki.

 

Warto jednak pamiętać, że jest to kolejna tego typu tragedia w naszym kraju, kiedy giną ludzie w wyniku wybuchu gazu. Przyczyny takich sytuacji bywają różne. Chociaż czasami jest to wynik działania celowego (np. poszerzone samobójstwo), to często też przyczyną są nieszczęśliwe wypadki lub awarie.

 

 

 

 

Źródło: silesia24.pl ; TVP Info ; Twitter/@Avanti_1989 ; Twitter/@modliszka30