W ostatnim czasie Andrzej Duda wygłosił kilka przemówień, w których padły mocne słowa na temat obecnej sytuacji politycznej oraz bieżących wydarzeń. W dosadny sposób wypowiedział się m.in. o potrzebie reformy sądownictwa czy też o swojej decyzji dotyczącej jego nieobecności na organizowanym w Jerozolimie upamiętnieniu rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz. Głowie państwa polskiego odmówiono zabrania tam głosu. Teraz kolejne przemówienie prezydenta komentowane w mediach zostało wygłoszone w Opolu Lubelskim. Mówiąc kolokwialnie, Andrzej Duda nie „owijał w bawełnę”, tylko konkretnie odniósł się do tego jak obecnie wygląda sytuacja wśród polskich sędziów.

 

Andrzej Duda przyznał, że jego słowa nie dotyczą wszystkich sędziów. Jednakże, część z nich w naszym kraju w opinii prezydenta zapomniała jaka jest ich rola, po co zostali powołani i komu mają służyć.

 

– Mam nadzieję, że powoli, konsekwentnie i spokojnie uda nam się wymiar sprawiedliwości naprawić, a ci, którzy w nim nie powinni być po prostu zwyczajnie od niego odejdą. Tak byłoby najlepiej dla polskiego wymiaru sprawiedliwości i dla Rzeczypospolitej

– mówił odnosząc się do tej grupy sędziów.

 

Prezydent przyznał, że wciąż są w Polsce obszary, które należy naprawić. Wśród nich znajduje się też wymiar sprawiedliwości.

 

Nie może być tak, że ludzie mówią, że sądy są niesprawiedliwe, że sądy źle działają i że sprawiedliwości nie znajdziesz w sądzie

– tłumaczył PAD.

 

Andrzej Duda wyjaśniał też, że naruszanie „żelaznej reguły ślubowania sędziowskiego” jest nieprzestrzeganie podstawowego obowiązku sędziów, który stanowi służenie obywatelom i Rzeczpospolitej.

 

Niektórym, podkreślam, niektórym, bo absolutnie nie wszystkim, ale niektórym sędziom wydaje się, że są bogami, bo mają nieograniczoną władzę nad ludźmi, którzy stają przed sądem. Otóż jest dokładnie odwrotnie i zupełnie inaczej. Sędziowie są sługami Rzeczypospolitej i narodu polskiego

– powiedział prezydent w Opolu Lubelskim.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

Piastujący niegdyś stanowisko Prezydenta RP Lech Wałęsa niejednokrotnie wywoływał oburzenie swoimi wypowiedziami, w których atakował innych ludzi personalnie. Często była to jego reakcja na apele innych o ujawnienie przeszłości dotyczącej Wałęsy i jego związków ze służbami PRL. Skandalem nazwane zostało to co mówił były prezydent podczas swojego przemówienia na konwencji Koalicji Obywatelskiej. Obraźliwie wypowiadał się on wówczas o zmarłym niedługo wcześniej Kornelu Morawieckim, który był legendą polskiego podziemia antykomunistycznego. Od tamtej wypowiedzi dystansował się nawet jego syn- Jarosław. Dziś natomiast sporo osób zdecydowanie krytycznie ocenia komentarz zamieszczony przez Lecha Wałęsę pod pewnym zdjęciem na Facebooku.

 

Po tym co na portalu społecznościowym napisał były prezydent zastanawiać można się nad tym gdzie podział się szacunek do kobiet człowieka wypisującego takie rzeczy. Jest to jednak kolejna sytuacja, w której tezy i przemyślenia wygłaszane przez Lecha Wałęsę spotykają się z krytyką, ale raczej nie wywołuje to u niego owocnych refleksji.

 

Głośnym echem odbiła się w mediach dyskusja w Parlamencie Europejskim, dotycząca zachowania praworządności w naszym państwie. Debata ta poprzedzona była wystąpieniem byłej premier Beaty Szydło. W czasie wymiany zdań padły też mocne słowa. Kiedy swoje poglądy wymieniali Radosław Sikorski oraz Beata Szydło padły m.in. zarzuty o bycie kłamcą.

 

To właśnie fotografię, na której uchwycono telewizyjna relację z przemowy byłej premier w Strasburgu, umieścił na facebookowym profilu Mirosław Szczerba, będący doradcą Lecha Wałęsy. On sam natomiast w obraźliwy sposób odniósł się do tego widoku.

 

Post został opatrzony przez Mirosława Szczerbę opisem o ironicznej treści: „To jest to niezapomniane uczucie kiedy jesteś w Opozycji a „Kuchciński” z Strasburga wyłącza ci mikrofon„. Udostępnił go dalej na swoim profilu Lech Wałęsa wraz ze swoim własnym opisem.

 

– Największa nieprzyjemność jaka może mnie spotkać to ten widok

– stwierdził Lech Wałęsy w opublikowanym poście na swojej facebookowej stronie.

 

 

 

Źródło: doRzeczy.pl ; Facebook/@lechwalesa

Fot.: Flickr

 

Do kontrowersyjnej sytuacji doszło w ostatni weekend podczas 28. finału „Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy” w dolnośląskiej miejscowości Męcinka. Podczas atrakcji związanych z akcją charytatywną zaprezentowany został taniec na rurze. Nie było to jedyne miejsce, gdzie w ramach finału WOŚP odbył się pokaz pole dance. W przypadku Dolnego Śląska zrealizowano to jednak… przed dziećmi.

 

Według miejscowych mediów, lokalny samodzielny sztab WOŚP przygotował finał WOŚP w gminie Męcinka, gdzie udało się zebrać około 45 000 zł. Nie obyło się jednak bez sytuacji, która dla wielu jest skandaliczna i nie powinna mieć miejsca. Przed widownią, która głównie składała się z dzieci, kobieta określana jako „utalentowana instruktora” tego typu tańca, zaprezentowała taniec na rurze. W jego trakcie zdjęła też część garderoby zostając w bieliźnie. W internecie pojawiło się sporo krytyki wobec prezentowania takowych występów kojarzonych z erotyką i klubami Go-Go przed tak młodymi osobami.

 

Na facebookowej stronie „WOŚP Męcinka” udostępniono po wszystkim materiał filmowy oraz fotografię z tego kontrowersyjnego punktu programu. Obydwa te elementy zostały później skasowane, jednak nagranie cały czas krąży w sieci wywołując sporą dyskusję o braku wyczucia w zaistniałej sytuacji.

 

Osoby broniące organizatorów przytaczają m.in. argumenty dotyczące tego, że w niektórych szkołach pole-dance prowadzone są zajęcia dla dzieci z podstawówek. Nie jest to jednak wytłumaczenie dla osób, które nie godzą się na prezentowanie erotycznych tańców przed dziećmi, które dopiero rozpoczynają swoją edukację.

 

– Pole dance to pokaz umiejętności taneczno-akrobatycznych, które w historii ludzkości sięgają wielu setek lat wstecz. Zapoczątkowano je w Chinach i Indiach

– stwierdzono w informacji zamieszczonej na oficjalnej stronie WOŚP.

 

Jak podaje portal tvp.info, komentarza w tej sprawie nie udzielił urząd gminy Męcinka. Do sprawy odniósł się jednak Krzysztof Dobies, rzecznik „Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy” tłumacząc, że każdy z lokalnych organizatorów finału działa w sposób autonomiczny na rzecz WOŚP i bierze odpowiedzialność za to co ma tam miejsce.

 

– Ma w związku z tym autonomię w organizacji Finału WOŚP i ponosi za to odpowiedzialność. Jednocześnie zwracam uwagę Pana Redaktora na fakt, że w 2017 roku taniec na rurze został uznany przez Zgromadzenie Generalnie Międzynarodowych Federacji Sportowych (GAISF) za oficjalną dyscyplinę sportową. Istnieje szansa, że kiedyś ujrzymy taniec na rurze na Igrzyskach Olimpijskich

– napisał rzecznik WOŚP w komentarzu dla tvp.info.

 

 

Źródło: tvp.info ; Facebook/wospmecinka

Fot.: Pikrepo.com

W większości zapewne przywykliśmy już do nietypowych walk mieszanych sztuk walki, w których głównymi postaciami są osoby, które określilibyśmy przede wszystkim celebrytami albo osobowościami kojarzonymi z internetem. Teraz jednak wyzwanie znanemu i kontrowersyjnemu YouTuberowi rzucił znany rolnik, który popularność zawdzięcza swojej obecności w programie na antenie TVP. Cała sprawa ma jednak pewne poważniejsze tło. Można śmiało powiedzieć, że spór obu panów ma związek z lokalnym patriotyzmem i szacunkiem dla Podlasia.

 

„Lord Kruszwil” to znany YouTuber, który na swoim kanale kreuje się na osobę bogatą i nagrywa sytuacje, w których prowokacyjnie stara się on tym przepychem obnosić, wykazując przy tym niejednokrotnie pogardę dla innych osób. Choć zapewne zdecydowana większość jego filmów jest wyreżyserowana, to jednak pewna sytuacja związana z jego osobą, do której doszło w zeszłym roku, wywołała spore zamieszanie nawet wśród samorządowców w województwie podlaskim.

 

Młody gwiazdor polskiego You Tube’a wziął udział w nagraniu, które promować miało region Białegostoku oraz całego Podlasia. Produkcja ta okazała się być jednak antyreklamą, a treść stworzonego filmu można ocenić jako prześmiewczą i obraźliwą wobec tej części Polski. Tego typu ironicznych zachowań dopuścił się on przed kamerą nawet w pobliżu cerkwi prawosławnej, której również poświęcony jest fragment nagrania.

 

Dla wielu ta sytuacja jest bulwersująca szczególnie ze względu na fakt, że cała inicjatywa została zrealizowana przy wsparciu udzielonym przez Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego, który na przygotowanie nagrania wyłożył aż 50 000 zł z publicznych pieniędzy.

 

 

Kiedy po publikacji nagrania o aferze stało się głośniej, ówczesny marszałek województwa i urząd wojewódzki opublikowali oświadczenie, w którego treści zawarto przeprosiny za zaistniałą sytuację.

 

Na całą sprawę postanowił zareagować jednak ktoś jeszcze. Znany z programu „Rolnik Szuka Żony” Adam Kraśko.

 

Kruszwil ma nadzieję, że będziesz tak mocny, jak w gębie! Jak przegrasz, ja pokaże Ci Podlasie bez rzucania mięsem i szukania meneli

– zwrócił się do „Lorda Kruszwila” w swoim wpisie na portalu społecznościowym gwiazdor TVP.

 

Znany rolnik zaproponował walkę młodemu YouTuberowi. Ma być to dla niego nauczka za obrażanie Białegostoku i Podlasia, po którym wylała się fala krytyki zarówno na twórcę nagrania, jak i władze samorządowe, które przeznaczyły na to fundusze.

 

– Nędzny Lordzie Kruszwil, za obrażanie mojego Podlasia wyzywam Cię na pojedynek MMA!

– Napisał stanowczo Adam Kraśko na swoim profilu.

 

Czy myślicie, że „Lorda Kruszwila” stać będzie na podjęcie takiego pojedynku i stanięcie w szranki z popularnym rolnikiem?

 

 

 

Źródło: YouTube/Usunięte Filmy Kruszwila ; Facebook ; eska.pl

 

 

 

W dniu wczorajszym informowaliśmy o słowach Benedykta XVI, które zawarł on w swojej książce „Z głębi naszych serc”, napisanej wraz z kardynałem Robertem Sarachem. W jednym z jej fragmentów, papież-senior odniósł się do tematu rozważań nad zniesieniem celibatu. O treści tej opinii wyraził się w skandaliczny sposób jeden ze znanych w Polsce zakonników.

 

Kwestia ewentualnego zniesienia celibatu miała zostać poruszona kilka miesięcy temu, w trakcie synodu amazońskiego. Wtedy podjęty miał zostać temat dopuszczania do święceń kapłańskich żonatych mężczyzn. Pomysł ten jednak nie ma zbyt wielkiego poparcia i zdanie Papieża Franciszka również w tej sprawie ma nie być przychylne wobec tego typu liberalnych propozycji. Tym bardziej opinia Benedykta XVI i jego stanowcza ocena sugestii zmian w tym wymiarze nie powinny dziwić katolików.

 

Media określiły jednak fragment książki „Z głębi naszych serc”, który odnosi się do tego tematu, jako reakcję na podnoszenie głosów o zniesieniu celibatu w Kościele. Wywołało to co ciekawe spore poruszenie wśród części wiernych i wywołało niejedną dyskusję. Niestety w ramach odniesienia się do zdania wygłoszonego w książce przez papieża-seniora w sposób skandaliczny odniósł się pewien polski jezuita.

 

W swoim literackim dziele, 92-letni Joseph Ratzinger napisać miał w ramach przestrogi przed zniesieniem celibatu, że stanowi on wieloletnią tradycję w Kościele o wielkim znaczeniu. Wynikać ma to z faktu, iż celibat pozwala duchownym skoncentrować się na swoich obowiązkach. W opinii Papieża, który abdykował 7 lat temu, nie da się realizować w prawidłowy sposób równocześnie powołania do kapłaństwa oraz małżeństwa.

 

Po pojawiających się również wśród duchownych głosach, że książka ma być przeciwstawieniem się Franciszkowi, Watykan wydał oświadczenie, w którym przypomniał, że również opinia urzędującego Papieża jest w tej sprawie od dawna znana.

 

Niestety brakiem kultury i umiejętności dobrego dobierania słów „popisał się” jezuita Grzegorz Kramer, znany ze swoich często dosyć liberalnych wypowiedziach w mediach.

 

Inny jezuita Łukasz Sośnik, zwrócił na Twitterze uwagę na wspomniany wyżej fakt, że w rzeczywistości treść książki „Z głębi naszych serc” nie stoi w kontrze do poglądów Papieża Franciszka. Odnosząc się do tego wpisu, Grzegorz Kramer napisał komentarz, który zbulwersować może wielu wierzących.

 

– Bardziej chodzi o to, że miał milczeć, a póki co teraz zaczyna mówić. Jednak chyba lepiej, aby papieże umierali.

– Napisał jezuita.

 

Słowa zakonnika na portalu społecznościowym negatywnie oceniła m.in. posłanka Anna Maria Siarkowska.

 

 

Źródło: Twitter ; doRzeczy.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

 

 

 

 

W ostatnich latach stosunkowo często dochodzi do akcji służb, które w ramach ochrony polskich interesów zatrzymują osoby podejrzewane o udział w różnego typu aferach, a przy tym działanie na szkodę państwa. Niejednokrotnie chodzi w takich sytuacjach o walkę z korupcją. Podobnie sprawa wygląda w tym przypadku, ponieważ to Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało byłego senatora wraz z jego synem. O sprawie poinformował portal rmf24.pl.

 

CBA opublikowało specjalny komunikat w związku z ostatnimi działaniami. W jego treści poinformowano, że sprawa dotyczy wielomilionowych łapówek. Zatrzymany przez agentów został były senator Prawa i Sprawiedliwości. Oprócz niego samego i jego syna, zatrzymany został również dyrektor małopolskiego oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

 

Stanisław K. przestał być parlamentarzystą PiS-u, kiedy władze partii postanowiły zareagować na zarzuty pojawiające się wobec jego osoby. W związku z tym, w ostatnich wyborach parlamentarnych startował on jako niezależny kandydat do Senatu. Nie udało się mu jednak uzyskać reelekcji i jego mandat wygasł w listopadzie 2019 roku.

 

Były senator usłyszał już w styczniu 2018 roku zarzuty dotyczące korupcji. Chodziło wówczas o wywieranie wpływu na wydanie decyzji o umorzeniu postępowania administracyjnego związanego z wpisaniem Kina Kijów oraz budynku dawnego hotelu Cracovia do rejestru zabytków. Łapówka w kwocie miliona złotych miała zostać przyjęta w tamtym czasie w formie darowizny na rzecz Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym. Stanisław K. był wówczas jej prezesem. Nie są to jednak jedyne zarzuty dotyczące byłego polityka Prawa i Sprawiedliwości.

 

Miał on przyjąć również 170 tysięcy złotych za wywieranie wpływu na prezesa oraz członków zarządu PKP SA. Sprawa dotyczyła podjęcia decyzji w sprawie umowy zawartej pomiędzy PKP a innym podmiotem gospodarczym. Kolejny zarzut dotyczył natomiast przyjęcia korzyści majątkowej o wartości min. 24 tysięcy złotych. Zdaniem prokuratury, Stanisław K. miał w zamian „pośredniczyć przy załatwianiu sprawy penitencjarnej skazanego za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą”. Chodziło o zmianę sposobu odsiadywania kary na półotwarty.

 

Teraz były senator usłyszeć ma wraz ze swoim synem zarzutów dotyczących przyjęcia wielomilionowych łapówek, natomiast dyrektorowi małopolskiego oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych zarzuca się wręczenie korzyści majątkowych w postaci kontraktów zawieranych z Fundacją Pomocy Osobom Niepełnosprawnym w Stróżach.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pixabay

 

 

Opisywana przez media sytuacja wydarzyła się na terenie naszego kraju, a relacje z nią związane brzmią wyjątkowo odrażająco i dramatycznie, więc zapoznanie się z tą sprawą można uznać za przeznaczone dla czytelników o mocnych nerwach. Makabrycznego odkrycia dokonano na terenie jednej z dolnośląskich miejscowości, a po przeprowadzeniu sekcji zwłok potwierdziło się, że nieżyjący mężczyzna był jedzony przez zwierzęta, które za życia samemu hodował.

 

Posesja, na której odnaleziono ludzkie szczątki znajduje się w miejscowości Osiek na Dolnym Śląsku. W dniu 8 stycznia br. odkryto tam fragmenty szkieletu należącego do tamtejszego hodowcy zwierząt, który według medialnych doniesień dożyć miał 71 lat życia. W sprawie jego śmierci prowadzone jest obecnie śledztwo. Sprawę opisano na łamach portalu Onet.pl.

 

Po wstępnych ustaleniach i wnioskach opartych na przeprowadzonej sekcji zwłok, mężczyzna miał zostać zjedzony przez hodowane za życia świnie skrzyżowane z dzikiem. Szczegóły dotyczące tej makabrycznej sytuacji wyjaśnia Prokuratura Rejonowa w Lubinie.

 

– 71-latek wynajmował mieszkanie na jednej z posesji w Osieku. Hodował tam świnie, jak się później okazało, były to krzyżówki świni hodowlanej i dzika. Hodowla składała się z dwóch dużych osobników oraz kilkunastu prosiąt.

– powiedziała cytowana przez Onet.pl prokurator Lidia Tkaczyszyn, pełniąca obowiązki rzecznika Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

 

Chociaż wyniki sekcji zwłok wykazały, że człowiek ten został zjedzony przez zwierzęta, to jednak nie udało się ustalić dokładnej przyczyny śmierci 71-latka. Nie jest więc też oficjalnie na ten moment wiadome, czy mężczyzna zmarł w wyniku jakiejś choroby lub schorzenia czy też zasłabł, a znajdujące się w pobliżu zwierzęta doprowadziły do jego śmierci przez zagryzienie.

 

Jak podaje portal Onet.pl, na miejsce makabrycznego odkrycia wezwany został również powiatowy lekarz weterynarii w celu podjęcia decyzji dotyczącej dalszego losu hodowanych na tej posesji w Osieku zwierząt.

 

Mężczyzna, którego szczątki tam odnaleziono, ostatni raz widziany miał być w dniu Sylwestra- 31 grudnia. Ponad tydzień później jego kości odnalazł właściciel posesji, od którego zmarły wynajmował mieszkanie, przy okazji zajmowania się hodowlom zwierząt na tym terenie.

 

 

 

 

Źródło: Onet.pl

Fot.: Pixabay

 

O atakach na rodziny przeżywające wspólnie religijne święta oraz aktach nienawiści w nich wymierzonych, słyszymy głównie, kiedy media informują nas o tragediach i prześladowaniach w innych częściach świata. Jak się jednak okazuje, również u nas, nie zawsze bezpiecznie i bez narażania własnego życia lub zdrowia da się spędzić czas z bliskimi, który z reguły kojarzymy wyjątkowo radośnie. Sprawa jest jednak o tyle niejednoznaczna, że wcześniej to odpowiedzialny za atak mężczyzna mógł być ofiarą osób, które wziął sobie za cel.

 

Kilkoro osób zostało zaatakowanych przy użyciu broni, w czasie kiedy wracać mieli oni z kościoła. Sytuacja wyglądała dosyć dramatycznie, tym bardziej iż zakończyła się szamotaniną z uzbrojonym napastnikiem. Sprawę opisał portal Nowiny24.pl.

 

Całe zdarzenie miało miejsce na terenie województwa podkarpackiego, a dokładniej we wsi Wola Buchowska w gminie Jarosław. Cała sprawa jest tym bardziej smutna i rodzić może dodatkowe pytania, że do ataku na kilkoro osób wracających z Mszy Świętej doszło w świąteczną noc, chwilę po tym jak byli oni na odprawianej tradycyjnie w kościele Pasterce o północy.

 

Jak opisują lokalne źródła, zaatakowana została grupa czterech osób, wśród której było małżeństwo i dwóch mężczyzn. Dramatyczne sceny rozegrały się, kiedy ludzie ci znajdowali się obok posesji należącej do Ryszarda K.- To właśnie ten 72-letni mężczyzna okazał się być sprawcą, który ostrzelał idących nieopodal ludzi.

 

Szczęściem w nieszczęściu okazał się fakt, że sprawca oddawał tamtej nocy z 24 na 25 grudnia niezbyt celnie strzały. Zdołał on jednak trafić jednego z mężczyzn w nogę. Drugi z pocisków miał paść obok idącego tamtędy wspomnianego małżeństwa.

 

Zaatakowana grupa osób postanowiła zareagować na zaistniałą sytuację. Doszło wówczas do szarpaniny, gdy ostrzelani mężczyźni starali się siłą odebrać broń posiadaną przez 72-latka. Podczas tego nerwowego spięcia urazu głowy doznał mężczyzna, który chwilę wcześniej strzelał. Został on przetransportowany do szpitala, gdzie ze względu na odniesione obrażenia przeszedł operację trepanacji czaszki i musiał być utrzymywany przez okres kilku dni w stanie śpiączki farmakologicznej.

 

Po jego wybudzeniu okazało się jednak, że przesłuchanie Ryszarda K. nie wnosi zbyt wiele do sprawy, gdyż nie pamięta on tego co wydarzyło się po Pasterce.

 

– Ryszard K. został już wybudzony i przesłuchany. Jednak z uwagi m.in. na uraz, jakiego doznał oraz zabieg, nie pamięta przebiegu zdarzenia

– przekazała cytowana przez portal Nowiny24.pl rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu prokurator Marta Pętkowska.

 

Ustalono natomiast, że w czasie dokonywania ataku 72-latek był pod wpływem alkoholu, co mogło przyczynić się do jego nierozsądnego działania. Co ciekawe prowadzone w tej sprawie będą dwa oddzielne postępowania. Pierwsze dotyczyć będzie użycia i posiadania broni oraz amunicji, w drugim jednak, Ryszard K. występować ma w roli pokrzywdzonego. Ustalane będzie bowiem też, w jaki sposób mężczyzna odniósł liczne obrażenia przy okazji szamotaniny.

 

Doznał krwiaka śródczaszkowego, w wyniku urazu w okolicy skroniowo-potylicznej prawej, bez złamań kości czaszki, który mógł powstać zarówno w wyniku uderzenia, jak i upadku. Pokrzywdzony ma także obrażenia powierzchowne twarzy, zasinienia, które stanowią obrażenia naruszające czynności narządów ciała poniżej siedmiu dni – powiedziała prokurator Pętkowska, której słowa przytacza portal Nowiny24.pl.

 

O broni posiadanej przez 72-latka wypowiedzieć ma się jeszcze ekspert, ponieważ do ustalenia dokładniejszych informacji o niej powołany zostanie biegły z zakresu broni, amunicji i balistyki. Najprawdopodobniej jednak, użyty w tej sytuacji pistolet był tzw. samoróbką.

 

Przyczyną ataku niekoniecznie musiała być jednak niechęć mężczyzny do osób świętujących Boże Narodzenie. Jak podaje Nowiny24.pl, według pojawiających się nieoficjalnych informacji, spór pomiędzy Ryszardem K. a ostrzelanymi osobami mógł być skutkiem tradycyjnego ściągania bramy z ogrodzenia posesji w noc po Wigilii. Warto pamiętać też, że mężczyzna był pod wpływem alkoholu.

 

 

Źródło: Nowiny24.pl

Fot.: Pixabay

Jedna z osób związanych ze środowiskiem Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewica została wyzwana na pojedynek. Człowiek ten może być zaskoczony tak stanowczym postawieniem sprawy w reakcji na publikowane twierdzenia, zwłaszcza iż wyzwanie rzucił mu w tym przypadku rzecznik Wojsk Obrony Terytorialnych- ppłk. Marek Pietrzak.

 

Cała scysja pomiędzy przedstawicielem WOT a lewicowym działaczem wynika z krytyki jaką politycy z lewej strony sceny politycznej wygłosili wobec tej formacji wojskowej w polskim systemie bezpieczeństwa.

 

Spięcie zaczęło się bowiem od wpisu opublikowanego na twitterowym profilu Lewicy. W jego treści zacytowano wypowiedź szefa jednego z wchodzących w skład lewicowej koalicji ugrupowania- Sojusz Lewicy Demokratycznej. Te kontrowersyjne słowa, którymi dodatkowo postanowiła podzielić się Lewica w internecie, padły podczas wywiadu na antenie stacji Polsat News.

 

Na bezużyteczne Wojska Obrony Terytorialnej – narodowców biegających po lesie, rząd wydaje więcej niż na wywiad i kontrwywiad razem wzięte, czyli na służby rzeczywiście ważne dla naszego bezpieczeństwa

– stwierdził wówczas w telewizyjnej rozmowie poseł Włodzimierz Czarzasty.

 

Słowa opublikowane później przez ppłk. Pietrzaka skierowane były do osoby odpowiedzialnej za publikację tweeta, w którym przytoczono powyższą wypowiedź szefa SLD. Rzecznik WOT zaapelował do admina lewicowego Twittera, aby ten wyszedł z ukrycia i przekonał się jaka jest prawda o ludziach będących w strukturach Wojsk Obrony Terytorialnej.

 

Wyjdź z informacyjnej bańki, przebij szklany sufit! Wyjrzyj przez okno, zobacz kim naprawdę jesteśmy!

– Czytamy we wpisie opublikowanym przez żołnierza, w którym wyzywa on na pojedynek administratora profilu klubu Lewica.

 

 

Jakiej reakcji spodziewacie się ze strony przedstawiciela Lewicy, który postanowił docenić Włodzimierza Czarzastego za wygłaszane przez niego opinie na temat Wojsk Obrony Terytorialnej? Czy stać będzie tego człowieka na ukazanie swojej prawdziwej twarzy i podjęcia się wyzwania zasugerowanego przez ppłk. Marka Pietrzaka?

 

 

 

Źródło: Twitter ; doRzeczy.pl

Fot.: YouTube/Robert Biedroń