Krakowskie osiedla od lat postrzegane są jako tereny porachunków bojówkarzy identyfikujących się z krakowskimi klubami piłkarskimi. W starciach między członkami takowych grup niejednokrotnie używane są ostre narzędzia takie jak maczety, noże czy tasaki. Podobnie było też w tym przypadku.

 

W ostatnich miesiącach policja sukcesywnie rozbiła wyjątkowo dużą część struktur grup przestępczych opartych na ludziach ze środowiska pseudokibiców. Przyczyniły się do tego zeznania osób, które wcześniej stały wysoko w hierarchii bojówkarzy. Przykładem takiej osoby jest chociażby Paweł M., znany jako „Misiek”, który przez lata był liderem gangu „Wisła Sharks”.

 

W Krakowie po rozbiciu działających od lat grup przestępczych, zawiązały się na lokalnych osiedlach bojówki młodocianych chuliganów, chcących przejąć schedę po starszych kolegach odsiadujących wyroki za kratkami. Tak powstały identyfikująca się z Wisłą Kraków „Młoda Ferajna” oraz kojarząca siebie z Cracovią „Młoda Brygada”. Choć grupy te nie angażują się w tak poważne przestępcze interesy jak gangi działające przez ubiegłe kilkanaście lat, to jednak młodociani nożownicy starają się co jakiś czas nie dać o sobie zapomnieć w Małopolsce. Towarzyszą im przy tym jak widać też dorośli zadymiarze, którzy jeszcze pozostali na wolności.

 

Tym razem internet obiegło nagranie z ataku do jakiego doszło w zatłoczonym autobusie komunikacji miejskiej, w rejonie ulicy Igołomskiej. Zdarzenie miało miejsce w niedzielę 9 czerwca, około godz. 19. Wszystko zaczęło się co ciekawe od sytuacji, w której prowodyrkami były młode dziewczyny. Dostrzegły one inną grupę nastolatków (3 chłopaków i jedną dziewczynę), która stała na tym samym przystanku. Jeden ze znajdujących się tam nastolatków miał na sobie koszulkę z nazwą tarnowskiego klubu piłkarskiego. Dziewczyny w reakcji na to zaczęły obrażać kibica. Na agresji słownej jednak się niestety nie skończyło.

 

Jadać tym samym autobusem co chłopak we wspomnianej koszulce, nastolatki zadzwoniły do znajomych pseudokibiców Wisły, informując ich o napotkanym sympatyku wrogiej drużyny. Na przystanku w rejonie ul. Igołomskiej czekała już grupa agresorów. Mieli oni przy sobie maczetę oraz przedmiot przypominający broń. W reakcji na zaistniałą sytuację, kierowca zdecydował się nie otwierać drzwi.

 

Jeden z agresywnych mężczyzn postanowił wówczas uniemożliwić odjechanie autobusu stając przed nim, a pozostali pseudokibice wraz z dziewczynami będącymi w środku pojazdu siłą otwarli drzwi. Kiedy prowokatorki całego zajścia wysiadły, uzbrojona grupa wtargnęła do wnętrza zatłoczonego autobusu. Nie zważywszy na znajdujące się tam osoby starsze i kobiety z dziećmi, mężczyźni zaatakowali kibica wrogiego im klubu. Napastnikami okazali się być 16-latek, 21-latek oraz jego 45-letni ojciec.

 

16-latek rozpylił gaz pieprzowy w środku pojazdu, a 45-latek zaczął uderzać pięściami zaatakowanego chłopaka i jego znajomych. Jak widać na nagraniu, szczególnie agresywny okazał się być syn najstarszego z napastników. 21-latek kilkukrotnie zadawał ciosy maczetą ofierze napaści.

 

Na miejsce dotarło pogotowie w celu udzielenia pomocy poszkodowanym, a sprawcy ataku uciekli z miejsca zdarzenia. Policja przeszła szybko do akcji w celu ujęcia agresorów.

 

W czwartek 13 czerwca, w godzinach porannych policja zatrzymała osoby odpowiedzialne za całe to niebezpieczne zdarzenie. W akcję zaangażowano antyterrorystów. Schwytanych w związku z tą sprawą zostało 13 osób, a kolejny sprawca sam zgłosił się popołudniu na komisariacie policji. Oprócz najstarszego z mężczyzn, wszyscy mają być związani z lokalnymi grupami pseudokibiców.

 

Siedmioro pełnoletnich osób biorących udział w tym zajściu usłyszało zarzuty. 21-latkowi przedstawiono zarzut uszkodzenia ciała i pobicia przy użyciu niebezpiecznego narzędzia. Pozostałe sześć osób usłyszało zarzut udziału w pobiciu. Pięciu podejrzanych trafiło tymczasowo do aresztu, a wnioski ws. dwóch pozostałych rozpatrzeć ma w dniu dzisiejszym Sąd. Dodatkowo, materiały ws. sześciu nieletnich uczestników ataku trafiły do Sądu dla Nieletnich. W ich przypadku chodzi o m.in. podżeganie do popełnienia przestępstwa oraz użycie gazu.

 

Nieopodal bloku, w którym mieszka 21-latek, policja odnalazła ukrytą w krzaku maczetę. Przy okazji przeszukań zabezpieczono też sporą ilość przedmiotów z emblematami klubu piłkarskiego oraz broń gazową.

 

AKTUALIZACJA [godz. 13:30]:

Zaatakowany chłopak miał mieć na sobie koszulkę z napisem „Tarnovia”. Policja wciąż poszukuje jeszcze jednego uczestnika zajścia.

 

 

Na poniższym materiale filmowym widać nagranie z zajścia w autobusie oraz fragmenty akcji policji:

 

 

Źródło: cowkrakowie.pl ; malopolska.policja.gov.pl ; YouTube/Nasz Prądnik

Blady strach padł na Kraków. Po dwudziestu latach odsiadki na wolność wychodzi słynny „Krakowiak”. Mężczyzna na przestrzeni lat 1991 – 1999, dokonywał zabójstw, rozbojów, napadów, handlu bronią i narkotykami.

Gangster w ręce policji dostał się w 1999 roku podczas obławy. Wydawało się, że mężczyzna posiedzi znacznie dłużej w więzieniu, jednak kara została skrócona z powodu tzw. łączenia wyroków.

„Krakowiak” wraz ze swoim gangiem dał się zapamiętać jako osoba bezwzględna, dla której zabójstwa i rozboje były na porządku dziennym.

Czy mężczyzna nawiąże do swojej przeszłości? Oby nie…

Źródło: krknews.pl

Foto: YouTube/zrzut ekranu

Historie o duchach i nawiedzonych miejscach to coś o czym oficjalnie nie mówi się zbyt dużo, a wiele osób nie dopuszcza możliwości istnienia zjawisk paranormalnych związanych z tymi kwestiami. Równocześnie jednak, strony internetowe i kanały na YouTube związane z tematyką duchów oraz niewyjaśnionych zdarzeń cieszą się bardzo dużą popularnością wśród internautów. Również w Polsce nie brakuje miejsc, w których jak sądzą niektórzy można doświadczyć obecności „kogoś lub czegoś z zaświatów”. Jak się okazuje, historie niektórych takich lokalizacji są rzeczywiście interesujące.

 

Nie inaczej jest też w przypadku pewnej dość dużej działki znajdującej się przy ulicy Kosocickiej w Krakowie. Jest to miejsce przy pograniczu stolicy Małopolski i Wieliczki. Trzy lata temu wyburzony został tam niewykończony, stojący tam przez kilkadziesiąt lat ceglany dom. Opuszczony od przełomu lat 70-tych i 80-tych popadał w ruinę, a zarazem stał się lokalną legendą. Są osoby bowiem, które uważają iż doświadczyły tam zjawisk paranormalnych lub po prostu towarzyszyło im dziwne nieswoje uczucie, nawet po opuszczeniu tamtego miejsca. W domu odnajdywane miały być również symbole i martwe zwierzęta świadczące o obecności satanistów czy też osób zajmujących się okultystycznymi praktykami. To wszystko przyczyniło się do powstania wielu plotek o tym miejscu i jego historii. Wiele z nich można jednak uznać za zmyślone lub co najmniej mocno naciągane.

 

Warto przyglądnąć się rzeczywistym faktom związanym z historią tamtej okolicy. Nie bez znaczenie jest tutaj to, że działka znajduje się tak blisko Wieliczki. W grudniu 1914 roku doszło do krwawej bitwy na okolicznych terenach, określanej nawet „bitwą o Kraków”. Były to czasy I wojny światowej, kiedy Wieliczka okupowana była przez Rosjan łasych na cały Kraków, który wówczas opanowany był przez siły Austro-Węgier. To między tymi państwami doszło wówczas do historycznej potyczki, która toczyła się głównie w południowej części Krakowa. Na osiedlu Bieżanów Stary znajduje się upamiętniający tamte wydarzenia obelisk wzniesiony na Wzgórzu Kaim, gdzie bitwa zakończyła się walką na bagnety. Pobliski lasek przy biegnącej równolegle do ulicy Kosocickiej autostradzie nazywany jest czasami „trupim laskiem”, gdyż nawet w ostatnich latach ludzie odnajdywać mieli tam ślady toczonych walk. Niewykluczone więc, iż na terenie słynnej działki uznanej później za nawiedzoną ginęli walczący żołnierze. Dalsze dzieje wiążą się jednak jeszcze bardziej bezpośrednio z tym konkretnym miejscem.

 

Na działce tej od lat stoi biała kaplica zbudowana na planie rotundy. Jak się okazuje pochodzi ona z czasów 20-lecia międzywojennego, kiedy znajdował się tam zespół dworski. I ten okres, a także wydarzenia związane z tamtymi latami są naprawdę intrygujące. Wewnątrz kaplicy znajdowała się tablica upamiętniająca dwóch ważnych niegdyś w Krakowie profesorów oraz ich małżonki. Mowa tu o prof. Arnoldzie Bollandzie i jego żonie Stefanii Bolland, a także o prof. Albinie i Marii Żabińskich.

 

Profesorowie Arnold Bolland i Albin Żabiński byli założycielami szkoły wyższej, którą obecnie stanowi Uniwersytet Ekonomiczy w Krakowie. Jak wskazują dane dotyczące projektów wspomnianej wcześniej kaplicy, właścicielem tamtych terenów był właśnie prof. Bolland. Fakt, że mężczyźni ściśle współpracowali, a w kaplicy wymienione są obydwa małżeństwa wskazuje na to, że zapewne i prof. Żabiński, a także jego bliscy mogli mieć dużo wspólnego ze stojącym tam zespołem dworskim, a nawet go zamieszkiwać wraz z rodziną Bollandów.

 

Zarówno losy obydwu profesorów oraz ich rodzin można uznać za bardzo dramatyczne w różnych momentach życia. Wnuk profesora Żabińskiego- mały Andrzejek, zmarł po kilku miesiącach życia. Nie ma natomiast zbyt wielu informacji na temat śmierci tego małego chłopczyka.

 

Sporo poważnych problemów profesorom przyniósł czas hitleryzmu. W dniu 6 listopada 1939 roku doszło w Krakowie do akcji zwanej Sonderaktion Krakau wymierzonej w środowisko akademickie. Wśród aresztowanych wówczas profesorów znaleźli się też Arnold Bolland i Albin Żabiński. Ten drugi został stosunkowo szybko wypuszczony z obozu koncentracyjnego, jednak i tak odbiło się to na nim dość znacząco. Jak wspomina w zapiskach żona profesora- Maria Żabińska, cierpieć miał on później na pewnego rodzaju przewlekłą bezsenność. Przyczyna jego śmierci również jest intrygująca, gdyż według oficjalnych informacji stracił on życie z powodu wycieńczenia. Profesor Arnold Bolland zmarł natomiast niedługo po opuszczeniu niemieckiego obozu, z którego wyszedł w złym stanie zdrowia.

 

Również inni ludzie związani ze szkołą prowadzoną przez profesorów doznali wówczas prześladowań ze strony niemieckiego okupanta. Nadzorująca uczelnianą bibliotekę Maria Epstein miała zostać zamordowana przez nazistów, a jej ciała najprawdopodobniej nigdy nie odnaleziono.

 

Również historia nigdy nie wykończonego domu, który stał się tak znany jako „nawiedzony” budzi wiele pytań. Na tamtej działce, obok kaplicy jego budowę w latach 70-tych rozpoczął blacharz Paweł Kozłowski. Prowadził on tam zakład auto-blacharstwa, jednak zapewne tak duży dom planował z czasem przekazać sowim dzieciom i wnukom. Jak się jednak okazuje, działkę miały chcieć wywłaszczyć ówczesne władze komunistyczne. To przełożyło się najpewniej na załamanie oraz sporo nerwów u Pawła Kozłowskiego. Pewnej nocy miał on pójść spać i już się nie obudzić. Pozostawił po sobie niewykończony dom, tablice informującą o lokalizacji i kontakcie do swojego zakładu, a także inne rzeczy, jak np. ulotki na terenie ceglanego domu. Od tamtego czasu dom ten i inne znajdujące się tam zabudowania pozostawały opuszczone, choć wiele osób kręciło się w tamtych okolicach ze względu na popularność tego miejsca. W pustostanach można było napotkać też pomieszkujące tam osoby bezdomne. Teraz możliwe, że za jakiś czas na tamtych ziemiach postawiony zostanie blok lub budynek handlowy, np. hipermarket.

 

Opisane fakty, to tylko niektóre z przykładów historycznych wydarzeń, które miały związek z tamtym miejsce, a co ciekawe nie są tak nagłośnione w sieci, jak niektóre najprawdopodobniej zmyślone legendy na temat słynnego krakowskiego nawiedzonego domu.

 

Warto wspomnieć, że w tamtym miejscy niejednokrotnie dochodziło też do pożarów. Jak czytamy w archiwum miejscowej straży pożarnej, przykładowo w latach 70-tych miał tam spłonąć sprzęt rolniczy. Do pożarów w tamtejszych pustostanach dochodziło też w ostatnich kilkunastu latach. Pozostawiony przez blacharza Kozłowskiego opuszczony dom również był czasem trawiony przez ogień, co poskutkowało m.in. zniszczeniem dachu. Mówiło się, iż doprowadziło do tego uderzenie pioruna i wywołany przy tym pożar.

 

Warto mieć jednak na względzie też to, że miejsce stało się bardzo popularne wśród ludzi nie tylko w Małopolsce, ale też całym kraju. Można było usłyszeć o nim nawet w zagranicznych mediach. Okolica ta przyciągać mogła nie tylko poszukiwaczy przygód i mocnych wrażeń, ale też ludzi ze środowiska satanistycznego oraz chcących urządzać seanse spirytystyczne.

 

W internecie na temat tego miejsca powstała spora ilość artykułów i opowieści. Można też odnaleźć filmy mówiące o różnorakich historiach związanych ze słynnym miejscem przy Kosocickiej. W ostatnich latach na YouTube pojawiły się m.in. filmy opublikowane przez kanał „Opowiadający Przeżycia”. W pierwszym, bardziej popularnym, opowiedziana jest skrótowa historia dwóch młodych mężczyzn, którzy jak można wywnioskować z treści postanowili zbadać to miejsce. W filmie pojawiają się amatorskie nagrania mające potwierdzać paranormalne zjawiska dziejące się w omawianym domy i jego okolicach. Między innymi w momencie 2:04 rzeczywiście słychać podejrzanie, lecz dosyć wyraźnie brzmiący szept.

 

 

W innym udostępnionym przez tego samego użytkownika filmie opowiedziana jest skrótowa historia profesora Arnolda Bollanda oraz profesora Albina Żabińskiego.

 

 

Bez względu na opinie na temat działki przy ulicy Kosocickiej w Krakowie, a także to czy ktoś wierzy w tego typu niewyjaśnione zjawiska związane z duchami, warto zwrócić uwagę na to co ukazują losy związanych z tamtą okolicą ludzi przez ostatnie stulecia. Dzięki tej historii można jeszcze bardziej uświadomić sobie ile osobistych dramatów, jak również tragedii przyniosły totalitaryzmy, którym Polska musiała się przez tak długi okres czasu opierać.

 

 

Źródło: YouTube/Opowiadający Przeżycia

 

 

 

 

 

Aborcja to nadal temat, który wywołuje wiele kontrowersji i skrajnych emocji. Taka sytuacja nie tylko ma miejsce w naszym kraju, ale niemal na całym świecie. Warto tutaj zaznaczyć, że prawo w Polsce chroni dzieci przed narodzinami zdecydowanie bardziej niż ma to miejsce u naszych europejskich sąsiadów. Wciąż jednak i u nas rocznie setki dzieci giną w wyniku aborcji. 

 

W związku z powyższym, organizacje zajmujące się obroną życia dzieci nienarodzonych nadal mają co robić w naszej ojczyźnie. My natomiast, postanowiliśmy poznać bliżej działalność pro-liferów. Porozmawialiśmy z kilkoma wolontariuszami działającymi w krakowskiej komórce Fundacji Pro-Prawo do Życia, w tym również z panią prezes lokalnych struktur Anną Trutowską. Nie uciekaliśmy od trudnych pytań dotyczących m.in. kontrowersyjnych banerów używanych przez ludzi z tej organizacji na ich akcjach w miejscach publicznych.

 

Zapytaliśmy także zwykłych przechodniów o opinie na temat zarówno samej aborcji, jak i również metod działania obrońców życia. Potwierdził się fakt, że zdania w społeczeństwie są w tych kwestiach podzielone.

 

Reportaż został przygotowany przez Izę Wyżgę oraz Michała Barnasia z redakcji ProstozMostu TV.

 

Zachęcamy do obejrzenia oraz podzielenia się ze znajomymi!

 

 

 

MB

Za nami zarówno emocjonująca kampania, jak i też I tura wyborów samorządowych. W związku z tym, Iza Wyżga oraz Michał Barnaś zorganizowali kolejną sondę na ulicach Krakowa.

 

Zapytaliśmy swoich rozmówców o ich refleksje po I turze wyborów, a także oczekiwania i przewidywania względem II tury, która odbędzie się już w najbliższą niedzielę. To właśnie Kraków rozbudza wiele dyskusji, ponieważ o fotel prezydenta nadal walczą urzędujący od 16 lat Jacek Majchrowski, wspierany przez takie partie opozycyjne jak Platforma Obywatelska czy Nowoczesna, a także poseł Małgorzata Wassermann, która choć nie należy formalnie do Prawa i Sprawiedliwości, to jest oficjalną kandydatką Zjednoczonej Prawicy.

 

Polki i Polacy nie kryją często zadowolenia z wysokiej frekwencji. W I turze była ona bowiem rekordowa. Spora część osób uważa jednak, że powinna być ona jeszcze lepsza, a obywateli należy bardziej zainteresować sprawami ich dotyczącymi.

 

Opinie oraz sympatie jak widać są podzielone zarówno wśród ludzi młodych, jak i tych w starszym wieku. Nam pozostaje zachęcić wszystkich do obejrzenia poniższego materiału przygotowanego przez ProstozMostu TV oraz pójścia w najbliższą niedzielę na wybory tam, gdzie jeszcze rywalizacja kandydatów nie jest rozstrzygnięta. 🙂

 

 

MB

 

Rozpoczął się kolejny rok akademicki, a studenci powrócili do miast, w których kształcą się i rozwijają swoje zainteresowania. W ostatnim czasie często powtarza się dyskusja o zmianach jakie powinny mieć miejsce w zakresie szkolnictwa wyższego. Co jednak o sensie studiowania twierdzą sami zainteresowani?

 

Iza Wyżga i Michał Barnaś z redakcji naszego portalu zapytali młodych ludzi na ulicach Krakowa, dlaczego zdecydowali się pójść na studia, co im to daje oraz jakie mają oczekiwania po uzyskaniu dyplomu. Warto dowiedzieć się jak dziś na kwestie nauki na uniwersytecie patrzą młode Polki i Polacy oraz na jakie zarobki liczą po ukończeniu edukacji.

 

Jak się okazuje, spora część ludzi uważa, że ich decyzja o podjęciu studiów nie była jedynie motywowana wymogami stawianymi przez rynek pracy, ale wynika też z chęci rozwijania własnych zainteresowań. Również nie tylko pieniądze są tutaj dla wielu determinujące.

 

Odpowiedzi niektórych osób potrafią zaskakiwać. Zobaczcie sami!

 

 

 

MB