Do bardzo ciekawej sytuacji doszło w piłkarskiej trzeciej lidze, a właściwe w grupie IV. O awans na wyższy szczebel klasy rozgrywkowej walczył Motor Lublin oraz krakowski Hutnik, który swoją siedzibę ma w północno- wschodniej dzielnicy dawnej stolicy Polski. 

 

Przed wybuchem epidemii koronawirusa, pierwsze miejsce w tabeli zajmowała drużyna z Nowej Huty, mająca taką samą liczbę punktów jak Motor. Ten miał lepszy bilans bramkowy. Jednak to Hutnik wygrał bezpośredni mecz między tymi drużynami. To według wielu przeważało na stronę klubu założonego w 1950 roku, taka jest zasada.

 

Lubelski Związek Piłki Nożnej podjął jednak bardzo kontrowersyjną decyzję i lidera przyznał drużynie ze wschodniej Polski. Ten ruch wywołał burzę wśród fanów piłki nożnej w całej Polsce. Zarząd Hutnika Kraków  zapowiedział złożenie odwołania od tej decyzji. Swoje zdanie wyraził także Zbigniew Boniek:

 

„Pandemia spowodowała zakończenie niektórych rozgrywek. Ci, którzy mają pretensje, czasami zapominają, że przyczyną problemu nie jest regulamin, lecz właśnie pandemia i niemożliwość rozegrania meczów. Natomiast akurat ta sytuacja jest dla mnie jedynym klarownym przypadkiem, że nastąpiła dowolna interpretacja. A wydaje mi się, że taka dowolna interpretacja nieco uderza w polski futbol”.

 

Na jego wniosek Komisja ds. Nagłych postanowiła przyznać awans obu zespołom i powiększyć rozgrywki na kolejny sezon.

 

„Myślę, że dzięki tej decyzji zwyciężył przede wszystkim sport i zdrowy rozsądek. Absolutnie nie chcę włączać się w dyskusję i interpretację przepisów Lubelskiego Związku Piłki Nożnej, który autonomicznie prowadził rozgrywki w IV grupie trzeciej ligi. Mam nadzieję, że przyjęte rozwiązanie zadowoli wszystkich zainteresowanych, a Motor i Hutnik pomyślnie przejdą proces licencyjny i swą obecnością oraz klasą sportową wzmocnią drugoligowe zmagania”– czytamy na stronie PZPN.

 

 

Źródło: polsatsport.pl, pzpn.pl

Fot: Wikimedia Commons

W krakowskiej Nowej Hucie doszło do kradzieży torebki, której właścicielem była starsza kobieta. Złodziej ze wspólniczką ukrył łup, a część skradzionej gotówki wydał. Całe zdarzenie zostało nagrane przez jedną z kamer.

 

„7 maja br. w godzinach popołudniowych na os. Hutniczym w Krakowie starsza pani wypłaciła z bankomatu pieniądze i włożyła je do torebki. Nie wiedziała, że jej poczynania obserwuje 31-latek, który zachęcony możliwością szybkiego zysku, podbiegł do seniorki i brutalnie wyrwał jej torebkę z dokumentami i gotówką. Mężczyzna ze zrabowanym łupem uciekł w rejon os. Stalowego, gdzie z pomocą wspólniczki zmienił ubranie, wyjął z torebki schowany tam tysiąc złotych oraz w jednym z garaży ukrył przedmioty pochodzące z przestępstwa. Następnie para postanowiła „zająć się” zrabowaną gotówką, z której część pieniędzy wpłaciła na konto, część wydała na zakupy, a około 400 złotych pozostawiła na późniejsze wydatki” – czytamy na stronie policji, której udało zabezpieczyć się kupione przedmioty, rachunki, a także część gotówki.

 

Dzięki zeznaniom świadków i zapisom z monitoringu policji udało namierzyć się złodzieja i jego wspólniczkę. Sprawcy zostali zatrzymani. Obydwóm osobom grozi 5 lat pozbawienia wolności, mężczyźnie za kradzież i ukrywanie dokumentów, a 25-latce za ukrycie rzeczy pochodzących z przestępstwa i  ukrywanie dokumentów.

 

 

Źródło: policja.pl

Fot: YouTube (zrzut ekranu)

 

 

Kuriozalna sytuacja zaistniała w sprawie poszukiwanej przez ubiegłe miesiące Magdaleny K., która była na celowniku policji w związku z jej zaangażowaniem w działalność przestępczą. Kobieta zyskała popularność, kiedy jej wizerunek został udostępniony w mediach i internecie w czasie prowadzonych poszukiwań. Jak się okazuje, pomimo tego iż została złapana na terenie Unii Europejskiej, to wciąż nie została przekazana polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.

 

Kobieta miała kierować krakowską grupą przestępczą stworzoną przez jej partnera Mariusza Z. oraz jego dwóch braci: starszego Adriana, który zginął pod koniec 2017 roku, zastrzelony w podkrakowskich Zielonkach podczas akcji antyterrorystów oraz młodszego Jakuba. Kiedy wierchuszka grupy została rozbita po dokonaniu porwania i znęcaniu się nad Patrykiem P., a Mariusz Z. i Jakub Z. wraz z innymi członkami gangu trafili do aresztu, wówczas władzę nad pozostającymi na wolności przestępcami przejąć miała właśnie Magdalena K.

 

Struktury tej grupy przestępczej miały być podzielone na te odpowiedzialne za brutalne ataki dokonywane niejednokrotnie z użyciem niebezpiecznych narzędzi oraz te, które odpowiadały za gospodarczo-ekonomiczne działania pozwalające prać brudne pieniądze i zyskiwać fundusze na dalszą działalność. Gangsterzy sprowadzać mieli do Polski też tak duże ilości narkotyków, że jeden z członków grupy Mariusz G., ps. „Rudy” miał wynająć silosy w małopolskiej Skawinie, aby mieć gdzie przechowywać nielegalne substancje. W sprawie tzw. „gangu Zielonych” zeznawać miał też Paweł M. ps. „Misiek”, skruszony przywódca kiboli Wisły Kraków. Może być to ciekawe dla wielu dlatego, iż bracia Z. wywodzą się ze środowiska zamieszkujących osiedle Ruczaj pseudokibiców innej krakowskiej drużyny- Cracovii.

 

W przekręty finansowe grupy zaangażowany miał być również deweloper, a zarazem prawnik Wojciech K. oraz jego małżonka. Pomagali oni gangsterom inwestować pochodzące z przestępstw pieniądze w legalne interesy. Para wraz z Gabrielą S., czyli partnerką zastrzelonego Adriana Z., usłyszała zarzuty dotyczące tychże przekrętów. Magdalena K. miała współpracować z figurantem, jakim był w tym procederze Wojciech K. Później jednak, jak podaje portal Gazetakrakowska.pl, miała ona wręcz kontrolować działania dewelopera i prawnika.

 

W czasie, kiedy Magdalenę K. poszukiwano na terenie UE po wystosowaniu Europejskiego Nakazu Aresztowania, złożyła ona wniosek do sądu o udzielenie jej tzw. listu żelaznego, argumentując to obawami o bezpieczeństwo swojego zdrowia i życia. Sąd jednak odrzucił ten wniosek.

 

Finalnie, Magdalena K. została zatrzymana na terytorium Słowacji, przez funkcjonariuszy tamtejszej policji. Jak się jednak okazuje, wciąż nie została ona wydana stronie polskiej, a powód takiego obrotu sprawy, może być dla wielu kuriozalny.

 

Fakt, iż członkini tak brutalnego gangu wciąż pozostaje w słowackim areszcie, spowodowany ma być wątpliwościami tamtejszej prokuratury dotyczącymi stanu praworządności w naszym kraju. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, działania obrońców Magdaleny K. mają dowieść, że nie może ona liczyć na sprawiedliwy proces w Polsce, ze względu na panującą sytuację związaną z sądownictwem w naszym kraju. Aby to potwierdzić, mieli oni przekazać słowackiej prokuraturze raporty sporządzone przez stowarzyszenie Iustitia, w których treści można dopatrzyć się sugestii iż sędziowie i prokuratorzy w Polsce poddawani są represjom.

 

Jak stwierdził przedstawiciel polskiej Prokuratury Krajowej w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, strona słowacka zwróciła się do niej w celu zweryfikowania linii obrony Polki zatrzymanej przez słowackich policjantów. Nie jest znana jednak odpowiedź wystosowana przez Prokuraturę Krajową.

 

Co interesujące wśród wielu wątków sprawy „Gangu Zielonych”, jak podaje portal Interia.pl, Magdalena K. miała niegdyś pracować w biurze promocji krakowskiego magistratu.

 

Podobne wątpliwości dotyczące wydania zatrzymanego stronie polskiej pojawiały się również w przypadku schwytania na terenie Włoch wspomnianego wcześniej Pawła M. ps. „Misiek”, przywódca gangu „Wisła Sharks”, będącego zarazem bojówką utożsamiającą się z klubem. W jego przypadku, obrona również powoływała się na wątpliwości co do praworządności w Polsce. Ostatecznie jednak mężczyzna został przetransportowany do Polski i zdecydował się współpracować z wymiarem sprawiedliwości oraz składać zeznania obciążające jego dawnych kompanów w przestępczym świecie.

 

 

Źródło: tvp.info ; gazetakrakowska.pl ; interia.pl

Fot.: Facebook

O sytuacji w słynnym polskim klubie Ekstraklasy- Wiśle Kraków, sporo mówiło się w ostatnich latach i często wiązało się to ze stawianiem polityki prowadzenia klubu w złym świetle. Wśród medialnych doniesień i zarzutów kierowanych pod adresem osób, które niegdyś stały na czele zarządu byłego Mistrza Polski, pojawiały się oskarżenia o ścisłe powiązania ze strukturami zorganizowanych grup przestępczych, angażowanie w życie klubu osób z półświatka, defraudowanie pieniędzy oraz sprowadzenie klubu do fatalnej sytuacji kryzysowej. W związku z taką sytuacją, krakowskiemu zespołowi groziła nawet degradacja o kilka klas rozgrywkowych. Finalnie „Biała Gwiazda” wraz z nowymi władzami stara się odbudować swoją dawną siłę, a ludzie z dawnego zarządu stanęli przed sądem.

 

Wśród osób, które popadły w problemy z prawem i zatrzymanych, przez zawirowania jakie działy się wokół Wisły Kraków, oprócz członków gangu bojówkarzy, znaleźli się też była prezes klubu Marzena S., a także Damian D. i Robert Sz. również należący niegdyś do zarządu tej znanej piłkarskiej marki.

 

Jak poinformowały w dniu dzisiejszym polskie media, była prezes Wisły najprawdopodobniej nie wyjdzie zbyt szybko na wolność. Zapadła bowiem ważna decyzja krakowskiego sądu w jej sprawie, zgodnie z którą, postanowiono o przedłużeniu aresztu dla Marzeny S. do dnia 30 czerwca. Kobieta jest podejrzana o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, odpowiedzialnej za dokonywanie przestępstw  gospodarczych na szkodę Wisły Kraków S.A.

 

W związku z tym zarzutem zatrzymany został również wspomniany wcześniej Robert Sz. i również dla tego członka dawnego zarządu klubu, sąd zdecydował się przedłużyć odsiadkę.

 

Wisła Kraków stara się odzyskać nowy blask, a w ramach tego, w ostatnim czasie nowym prezesem klubu został Dawid Błaszczykowski, brat znanego reprezentanta Polski Jakuba Błaszczykowskiego, który jest zarazem zawodnikiem oraz również od niedawna jednym z właścicieli Wisły.

 

 

Źródło: Zestadionu.pl ; Polskieradio24.pl

Fot.: Wikimedia Commons

W ostatnim czasie głównym tematem, o którym słyszymy w mediach, jest Koronawirus. Nic dziwnego, skoro choroba rozprzestrzenia się, a liczba ofiar śmiertelnych cały czas rośnie. Naturalnym byłoby napisanie felietonu o skutkach gospodarczych epidemii, nowych zaostrzeniach rządów państwowych lub terminie wyborów prezydenckich w naszym kraju. Mnie jednak do przemyśleń skłonił post Sylwii Spurek. Jest ona posłanką w Parlamencie Europejskim, do którego mandat uzyskała z list partii Wiosna. Polityk ta jest znana ze swoich kontrowersyjnych i liberalnych poglądów dotyczących prawa aborcyjnego. Wystosowała nawet pytanie do Komisji Europejskiej, czy Polska jest zobowiązana do zwrócenia kosztów aborcji państwu członkowskiemu, w którym Polka zdecydowała się na jej dokonanie.

 

Temat aborcji jest chyba najbardziej wrażliwym i kontrowersyjnym w naszym kraju. Mimo, iż z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS  na zlecenie „Rzeczpospolitej” wynika, że niemal 50% Polaków jest za postawieniem obecnie obowiązującej ustawy, środowiska znajdujące się na dwóch różnych biegunach politycznych starają się przeforsować swoje wersje ustaw, zarówno te łagodzące, jak i zaostrzające, przez co burzliwa dyskusja w społeczeństwie co jakiś czas wraca jak bumerang, skłócając naród. Politykom taka sytuacja jest na rękę. Gdy my, obywatele po raz kolejny zajmujemy się, jak niektórzy twierdzą tematem zastępczym, zwiększamy szanse, aby rząd „przepchał” coś po cichu np. wprowadzenie nowych podatków. Również dla opozycji jest to korzystne. Zapominamy o komisjach i rozliczaniu z afer, które miały miejsce za ich kadencji, ponieważ w mediach sztucznie pompowany i wałkowany jest inny temat. O zjawisku dzielącym Polaków przez kwestie światopoglądowe pisałem w swoim pierwszym artykule pt. „Symbole i ideologie- moda czy profanacja?”, do którego przeczytania zachęcam. Ludzie nie czytają projektów ustaw, tylko ślepo wierzą w to, co przeczytają na facebookowych grupach, usłyszą od znajomych lub z ust instagramowych influencerów, którzy szczególnie dla młodych ludzi są autorytetami. Zdanie ulubionego youtubera, modelki czy muzyka może bardzo wpłynąć na postrzeganie świata przez grono ich odbiorców.

 

Po świętach Wielkanocy, spędzonych w nietypowej atmosferze, do Sejmu trafi projekt „Zatrzymaj Aborcję”. Myślę, że od wielu „znawców” dowiemy się, że to Prawo i Sprawiedliwość chce w życie wprowadzić całkowity zakaz aborcji. W tym zdaniu znajdziemy dwie nieprawdziwe informacje. Po pierwsze, autorem obywatelskiego projektu nowelizacji ustawy jest Fundacja Życie i Rodzina. Został on złożony już w 2017 roku, a zebrano pod nim ponad 830 tys. podpisów. Trafił on wtedy do komisji, więc pierwsze czytanie musi odbyć się najpóźniej w maju tego roku. Po drugie, zapisy dotyczą tylko jednego z trzech przypadków tzw. kompromisu aborcyjnego. Projekt ten zakazuje tzw. aborcji eugenicznej, czyli takiej, której powodem są choroby lub uszkodzenie płodu. Co ciekawe, według danych Ministerstwa Zdrowia w 2018 roku na 1076 przeprowadzonych oficjalnie aborcji aż 1050 zostało dokonane właśnie z powodu wspomnianego wyżej. W tym samym roku według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) blisko 42 miliony dzieci na świecie straciło życie przez dokonanie aborcji. Dla porównania- wskutek choroby nowotworowej 8,2 mln ludzi, w następstwie palenia tytoniu 5 mln, a z powodu AIDS 1,7 mln. Głosowanie to będzie testem dla polityków partii rządzącej przed konserwatywno-katolicką częścią elektoratu. Sam Andrzej Duda stwierdził, że zabijanie dzieci niepełnosprawnych jest morderstwem i podpisze projekt ustawy zakazującej aborcji eugenicznej. Zwolennicy projektu argumentują, że w Konstytucji RP znajduje się art. 38, który mówi, że państwo zapewnia każdemu człowiekowi ochronę życia. Pomimo tego, że jestem raczej przeciwnikiem zasiłków socjalnych, uważam, że rząd w tej kwestii  powinien udzielić realnej pomocy rodzinom wychowującym niepełnosprawnych. Mimo tego, że popieram ustawę chroniącą, chociażby dzieci z zespołem Downa, swoją drogą to zespół wad wrodzonych spowodowany obecnością dodatkowego chromosomu 21 był główną przyczyną legalnych aborcji w Polsce w poprzednich latach, uważam, że projekt ten nie powinien wliczać najcięższych przypadków chorób dziecka, które wiążą się z cierpieniem fizycznym i nie zapewniają minimum komfortu życiowego.

 

Również jestem w stanie zrozumieć cierpienie fizyczne i psychiczne zgwałconej kobiety oraz to jaki ciężki wybór stoi przed nią po tak traumatycznym przeżyciu. Mimo moich prawicowych poglądów i tego, że blisko mi do środowisk „pro-life” jestem zdania, że kobieta w takiej sytuacji nie powinna być zmuszana do noszenia ciąży, jednak powinna dostać wsparcie psychologiczne. Sam namawiałbym ją jednak do urodzenia dziecka. Czasu choćbyśmy bardzo chcieli, nie cofniemy, a dziecko zawsze można oddać. Czy jest one czemukolwiek winne, że jego ojciec jest zwyrodnialcem, któremu według mnie należy się jeszcze surowsza kara, niż przewiduje na to polskie prawo?

 

Sylwia Spurek, o której wspomniałem na początku artykułu, zamieściła w internecie zdjęcie z transparentem „aborcja jest ok”. Spotkało się to z bardzo dużą krytyką i oburzeniem, w tym moim. Aborcja nigdy nie jest ok, tym bardziej na życzenie! Zawsze jest czymś przykrym. Zdarzają się wyjątkowe sytuacje, w których może być ona usprawiedliwiona, chociażby zagrożenie życia matki, gdzie występuje sytuacja życie za życie, a matka, decydując się poświęcić swoje, staje się bohaterką. Moim zdaniem twierdzenie, że dokonanie aborcji jest ok, jest bardzo niebezpieczne, ponieważ podprogowo może tworzyć kolejne tego typu przypadki, których niestety nie da się cofnąć. Skoro zdaniem działaczki feministycznej ten czyn nie jest niczym złym, to powinien stać się jednym ze środków antykoncepcyjnych finansowanych przez państwo? Domyślam się, że dawna koleżanka z partii Roberta Biedronia wychodzi z założenia „nieważne jak mówią, ważne by mówili”  i kontrowersyjnymi wpisami chce budować swój kapitał polityczny. Jest dość powszechne zjawisko wśród znanych osobistości, lecz nie tędy droga… W tym przypadku nie jest to sprawa błaha, wręcz przeciwnie- chodzi o życie dziecka oraz psychikę ludzką, która może zostać zniszczona na całe życie.  Gdy czytam na jednej z feministycznych stron, dlaczego ich zdaniem aborcja jest ok, głównym argumentem padającym z ich strony jest możliwość dokonania wyboru przez kobietę. Sam jestem wolnościowcem i wartość, jaką jest wolność, bardzo cenię. Uważam, że państwo jak najmniej powinno ingerować w nasze prywatne sprawy, dopóki nie naruszamy praw innych i właśnie dlatego ich argumentacja do mnie nie trafia. Aborcja nie jest tylko sprawą matki, dotyczy również ojca oraz dziecka.

 

 

Lewa strona twierdzi, że zaostrzenie prawa nie jest skutecznym sposobem na zmniejszanie się liczby tych wydarzeń, ponieważ ludzie dalej będą to robić nielegalnie w podziemiu aborcyjnym. Myślę, że nawet zdecydowane zwiększenie sankcji nie zlikwiduje faktycznie problemu, natomiast nie wyobrażam sobie, nie tylko jako katolik, ale jako człowiek, aby w moim kraju obowiązywały takie przepisy jak w zachodniej Europie. Myślę, że głównym problemem jest postawienie przez społeczeństwo wspólnej granicy, kiedy mamy do czynienia z płodem, a kiedy jest to już człowiek? Od poczęcia, czy może tak jak to stwierdziła była przewodnicząca partii .Nowoczesna Katarzyna Lubnauer, że życie zaczyna się dopiero od urodzenia? Czy w drugim miesiącu i 30 dniu nie jest człowiekiem, a dzień później już jest? Totalnie odcinam się od działań aktualnych feministek, natomiast liczę na współpracę i wspólny front! Czy hasło „moje ciało, moja sprawa” nie jest idealne do walki np. z przymusowymi składkami ubezpieczeniowymi?

 

 

Konrad Adamczyk– Młody działacz społeczny i polityczny z Krakowa ; członek Młodej Endecji

 

 

Zachęcamy do przeczytania również innego felietonu tego autora:

Symbole i ideologia- moda czy profanacja?

 

 

Źródła: rp.pl ; parentning.pl ; tvp.info ; tvn24.pl

Fot.: Facebook/@drSylwiaSpurek

 

Wśród ostatnich meczy i kontrowersji pojawiających się w temacie rozgrywek piłkarskich, nie brakuje też tematów rozgrzewających emocje na rodzimym podwórku. Szlagierowe mecze oraz kontrowersyjne sytuacje dzieją się także w najwyższej polskiej klasie rozgrywkowej- PKO Ekstraklasie. O skandalu mówi się nawet w kontekście jednego z meczy minionej 25. kolejki ekstraklasy, której spotkania odbyły się wyjątkowo we wtorek oraz środę.

 

Na stadionie Cracovii rozegrane zostały we wtorek 199. Wielkie Derby Krakowa, czyli pojedynek „Pasów” z „Białą Gwiazdą”. Mecze tych odwiecznych rywali od lat wywołują wiele emocji, w związku z wrogością środowisk kibiców obydwu krakowskich drużyn.

 

Spotkanie to, pomimo różnicy punktowej w tabeli Ekstraklasy oraz grania na wyjeździe bez wsparcia swoich fanów na trybunach, zwyciężyła Wisła Kraków wynikiem 0:2. Pierwsza bramka padła po rzucie karnym egzekwowanym przez kapitana „Białej Gwiazdy” Jakuba Błaszczykowskiego.

 

Kiedy ten znany polski piłkarz cieszył się ze zdobytego gola, w jego kierunku z trybuny poleciała szklana butelka. Sytuację zarejestrowano na nagraniu, a w sportowych mediach incydent ten określono mianem „skandalu”.

 

 

 

Źródło: wp.pl ; Twitter/@jarokrolewski

Fot.: Pixnio

 

Przez ostatnie lata, działania policji doprowadziły do rozbicia sporej części działających na terenie naszego kraju struktur grup przestępczych opartych na środowisku pseudokibiców utożsamiających się z różnymi klubami sportowymi. Do jednych z głośniejszych spraw należą bez wątpienia te związane ze stworzonymi przez kiboli gangami w województwie małopolskim oraz śląskim. W ich przypadku mówiło się o bardzo brutalnych i różnorodnych kryminalnych działaniach, jak również osobach, które przez swoją działalność w przestępczym półświatku stały się nawet sławne.

 

Do takich ludzi zaliczyć można Pawła M. ps. „Misiek”. Został on jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawiciela środowiska polskich pseudokibiców. Był współtwórcą gangu „Wisła Sharks” w Małopolsce, będącego swoistą bojówką chuliganów sympatyzujących z krakowską „Białą Gwiazdą”. Paweł M. stał się popularny już w altach 90-tych, po tym jak rzucił nożem we włoskiego piłkarza Dino Baggio w trakcie spotkania Wisły Kraków z Parmą. Teraz jednak jest on znienawidzoną osobą wśród sporej grupy swoich dawnych kompanów.

 

„Misiek” został zatrzymany we Włoszech, a następnie przekazany stronie polskiej po miesiącach poszukiwania jego osoby listem gończym. Wcześniej uciekł on z Polski, niedługo przed tym, jak policyjni antyterroryści weszli do domów, w których zatrzymywali członków grupy „Wisła Sharks”.

 

Były lider pseudokibiców Wisły stał się dla ludzi, z którymi współpracował „persona non grata” odkąd zdecydował się współpracować z prokuraturą i składać obszerne zeznania w temacie przestępczych działań jakich podejmował się przez lata, wraz z innymi osobami. Treść tychże jego zeznań zająć miała setki stron, na których znalazły się wyjaśnienia Pawła M. obciążające ludzi, z którymi utrzymywał wcześniej koleżeńskie relacje i wspólnie realizował interesy.

 

Ludzie z „Wisła Sharks” współpracowali w ostatnich latach m.in. z gangiem „Psycho Fans” stworzonym przez bojówkarzy kibicujących Ruchowi Chorzów. To właśnie w procesie tej grupy miał również zeznawać „Misiek” w ostatnim czasie. Wydarzyło się jednak przy tej okazji coś co wielu może zaskoczyć.

 

Czytaj też:

Bezwzględne ataki i „fruwające mięso”, czyli krwawe zeznania kibola

 

Jak podaje wyborcza.pl, Paweł M. miał odmówić udania się do Katowic na rozprawę ws. „Psycho Fans”. Powodem takiego stanu rzeczy miały być obawy o swoje bezpieczeństwo. Były lider bojówki Wisły Kraków miał nie chcieć opuszczać celi, pomimo tego iż miał zostać przetransportowany policyjnym konwojem.

 

 

Źródło: wyborcza.pl ; gazetakrakowska.pl

Fot.: YouTube/Superwizjer TVN (zrzut ekranu)

Przez ostatnie miesiące sporo mówiło się o poszukiwaniach Magdaleny K., kobiety związanej z działającym na terenie Krakowa gangiem powiązanym również z osobami wywodzącymi się ze środowiska pseudokibiców Cracovii. Po opublikowaniu listu gończego i poszerzeniu poszukiwań na całą Europę o blondwłosej przedstawicielce brutalnej grupy przestępczej stało się głośno w internecie oraz w mediach. Później starała się ona uzyskać tzw. list żelazny, na który nie zgodził się finalnie sąd. Dziś natomiast przekazano informację o jej zatrzymaniu.

 

Magdalena K. została zatrzymana na terenie Słowacji, gdzie przyjechać miała z Węgier wypożyczonym autem. Po otrzymaniu informacji dotyczących jej pobytu w tej części Europy, polska policja nawiązała kontakt ze służbami słowackimi w celu skoordynowania działań mających finalnie doprowadzić do zatrzymania kobiety.

 

Poszukiwana dotychczas kobieta miała kierować działaniami grupy przestępczej, której szefowały osoby znane jako bracia Z.- była ona partnerką jednego z nich Mariusza. Warto wspomnieć, że inny z braci, Adrian zginął podczas akcji antyterrorystów w podkrakowskich Zielonkach.

 

Namierzona na Słowacji Magdalena K., jak się okazało zmieniła kolor włosów na ciemny. Jednak nie zmyliło to funkcjonariuszy. Przedstawiciele strony polskiej potwierdzili, iż jest to poszukiwana, a słowaccy funkcjonariusze zatrzymali kobietę, zatrzymując kierowany przez nią samochód i wybijając w nim szyby. Miała ona nie stawiać oporów, choć wyglądała na zaskoczoną policyjną akcją i schwytaniem jej osoby.

 

W najbliższym czasie, Magdalena K. ma trafić do Polski i zostać osadzona w areszcie do dyspozycji prokuratury.

 

W internecie opublikowano nagranie z zatrzymania kobiety, na którym widać samą zainteresowaną.

 

32-LETNIA MAGDALENA K. PODEJRZANA O KIEROWANIE GANGIEM POWIĄZANYM Z PSEUDOKIBICAMI ZATRZYMANA!Poszukiwana 32-letnia Magdalena K. dzięki naszym ustaleniom została zatrzymana na Słowacji. Zatrzymania dokonali policjanci słowaccy w asyście polskich policjantów. Kobieta była poszukiwana na podstawie ENA oraz czerwoną notą Interpolu. Dotarcie do miejsca jej przebywania było możliwe dzięki intensywnej pracy policjantów Zespołu Poszukiwań Celowych Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji.Policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji z grupy tzw. „łowców cieni” wspólnie z policjantami z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie i z Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji poszukiwali Magdalenę K. od listopada 2018 roku. Wówczas prokuratorzy z Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie wystawili za Magdaleną K. list gończy.Już ze wstępnych ustaleń policjantów wynikało, że kobieta nie przebywa na terenie kraju, dlatego też rozpoczęto poszukiwania poza naszymi granicami. Te poszukiwania prowadzone były na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania wystawionego w lutym 2019 roku przez krakowski sąd. Magdalena K. jest ścigana w związku z podejrzeniem kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Członkowie tej grupy są podejrzani o dokonywanie poważnych przestępstw, m. in. międzynarodowy obrót środkami odurzającymi i psychotropowymi oraz przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu.Policjanci dokładnie analizowali zbierane sukcesywnie informacje, weryfikowali je oraz szczegółowo sprawdzali. Współpracowali także ze służbami wielu państw, docierając do wciąż nowych wiadomości. W efekcie ustalili, że poszukiwana kobieta może przebywać w konkretnym miejscu na terenie Słowacji. Reakcja polskich policjantów była natychmiastowa – pojechali w okolice Zwolenia (Słowacja), odnaleźli poszukiwaną upewniając się, pomimo całkowitej zmiany jej wyglądu, że to ukrywająca się Magdalena K. Z uwagi, iż przebywała ona na terytorium Słowacji o naszych ustaleniach niezwłocznie powiadomiliśmy zaprzyjaźnione służby policyjne na Słowacji.Dzisiaj policja słowacka zatrzymała Magdalenę K. Kobieta podczas akcji nie stawiała oporu, była kompletnie zaskoczona całą sytuacją, ponieważ nie spodziewała się zatrzymania. Jak się okazało, kobieta wyglądała już zupełnie inaczej niż na publikowanych w mediach zdjęciach. Ciemny kolor włosów i zaprzeczenia co do tożsamości nie zmyliły polskich policjantów, którzy dokładnie wiedzieli kogo szukają.W najbliższym czasie trafi ona do Polski, gdzie zostanie osadzona w areszcie śledczym do dyspozycji Prokuratury.Skuteczne działania pościgowe to kolejny sukces polskiej Policji i Prokuratury w walce z przestępczością tzw. okołostadionową.Więcej⤵️👉🏻bit.ly/2uCs6dZ

Gepostet von Polska Policja am Freitag, 28. Februar 2020

 

Źródło: rmf24.pl ; Facebook/@PolicjaPL

Fot.: Facebook ; Pixabay

Niestety to kolejne tragiczne informacje, jakie dotarły do mediów w Polsce. Tym razem sprawa dotyczy sytuacji do jakiej doszło w południowej części Krakowa, a dokładniej w rejonie osiedla Prokocim. Doszło tam do krwawego ataku. Smutne wieści dotyczą również tego, że nie obyło się niestety też bez ofiary śmiertelnej tego krwawego zajścia. O sprawie poinformował portal rmf24.pl.

 

Do zdarzenia doszło w dniu dzisiejszym. Wczesnym popołudniem, na teren przychodni znajdującej się przy ul. Teligi w Krakowie przybył zakrwawiony 40-letni mężczyzna. Jak się okazało, na jego plecach znajdowały się rany kłute, powstałe w wyniku zadanych mu wcześniej ciosów ostrym narzędziem.

 

Ofiara krwawego ataku zdołała dotrzeć do placówki, gdzie udzielona została temu człowiekowi pomoc. Niestety jednak, pomimo interwencji miejscowego personelu medycznego oraz reanimacji, nie udało się uratować życia 40-latka.

 

Policja prowadzi działania mające na celu doprowadzić do zatrzymania sprawcy lub sprawców tej napaści, do której doszło w rejonie Prokocimia. Wstępnie wykluczono jednak, aby sytuacja ta miała związek z lokalnymi porachunkami grup pseudokibiców, ponieważ zmarły mężczyzna miał nie być kojarzony z tym środowiskiem.

 

 

Źródło: rmf24.pl