Czas powszechnie panującej kwarantanny oraz walki z pandemią koronawirusa może stać się też dobrą okazją dla rozwoju działalności przestępczej. Pomimo utrudnień i częstych kontroli wynikających z wprowadzonych obostrzeń, gangsterzy korzystać mogą z tego, że ludzie ze służb zajęci są innymi działaniami teraz bardziej, a walka z ich nielegalnymi interesami schodzi na dalszy plan. Taka sytuacja ma mieć miejsce m.in. w Hiszpanii, czyli w kraju, który jest drugi po Włoszech w niechlubnym rankingu ilości zakażonych wirusem z Wuhan.

 

Na Twitterze opublikowane zostało przez hiszpańską policję nagranie, na którym widać zamaskowane osoby ładujące do motorówki białe kontenerki. Była to część procederu transportu narkotyków. Sprawę opisał m.in. portal o2.pl.

 

Zarejestrowani mężczyźni dotarli do Puerto de la Duquesa w Andaluzji. Wielu zadziwiać może fakt, że cała ta sytuacja rozegrała się w biały dzień. Zdaniem przedstawicieli tamtejszej policji, przestępcy musieli dolać paliwa, aby móc szmuglować narkotyki drogą morską.

 

Zakapturzeni handlarze narkotyków nie przejmowali się zbytnio faktem, że mogą zobaczyć ich znajdujący się w pobliżu świadkowie zdarzenia. Jeden z zarejestrowanych mężczyzn pogroził tylko autorowi udostępnionego nagrania, wskazując na niego palcem.

 

 

– Handel narkotykami się nie zakończył. W Maroku są narkotyki, a w Europie klienci i dużo pieniędzy

– wyjaśnia hiszpańska straż graniczna.

 

Jak podaje „El Mundo”, w trudnych warunkach jakie zapanowały przy okazji rozprzestrzeniania się koronawirusa, gangsterzy stali się jeszcze bardziej bezczelni.

 

 

Źródło: Twitter/@APAYFADUANAS ; o2.pl

Fot.: Wikimedia Commons

W XXI wieku internet jest tak szeroko dostępny, że dzięki jego dobrodziejstwom, dzielić mogą się swoimi przemyśleniami oraz informacjami ludzie ze wszystkich kontynentów, nawet początkowo nie będąc zbyt rozpoznawalnymi osobami. To też niestety przekłada się na możliwość korzystania z różnych portali przez podejrzanych ludzi mogących dopuścić się naprawdę okrutnych zbrodni. Niejednokrotnie dochodziło bowiem do sytuacji, że takie platformy jak YouTube były używane przez terrorystów, psychopatów czy przestępców. Kolejny taki przypadek potwierdza, że nie jest to nic niepowtarzalnego.

 

W tej sytuacji, mieliśmy do czynienia z naprawdę przerażającą dla wielu sprawą. Pewien meksykański YouTuber odpowiadając za swój czyn, usłyszał wyrok aż 50 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo został on zobowiązany przez sąd do 500 000 pesos, co daje w przeliczeniu równowartość około 100 000 złotych.

 

Germán Abraham Loera Acosta był wcześniej osobowością zyskującą popularność w Meksyku przez swoją aktywność internetową, a także zajmował się szefowaniem w firmie marketingowej. Jak informuje gazeta „El Pais”, ten młody człowiek dzielił się na swoim kanale motywacyjnymi poradami. Miał też brać udział w Światowym Kongresie Liderów Pokoju, a nawet… wygłosić przemówienie. To mocno kontrastuje z tym za co odpowiadał przed sądem.

 

YouTuber znalazł się w grupie sześciu osób skazanych w sprawie porwania 33-letniej prawniczki. Miało do tego dojść w lutym 2018 roku, a Loera Acosta miał odegrać w tym przestępczym procederze poważną rolę. Według ustaleń śledczych wynajął on bowiem dom, w którym przetrzymywano kobietę. Jak twierdzi prokurator Cesar Peniche, mężczyzna miał też korzystając ze swojego doświadczenia w komunikacji internetowej, wykorzystywać sieć do prób ustalenia warunków porwania.

 

Meksykanin zażądał okupu w wysokości 2 milionów pesos, czyli równowartość około 400 tysięcy złotych. Na szczęście służby zdołały uratować porwaną dwa dni po tym, gdy wbrew jej woli pozbawiono ją wolności.

 

 

Źródło: YouTube ; o2.pl

Fot.: Public Domain Pictures (zdjęcie poglądowe)

Przez ostatnie miesiące sporo mówiło się o poszukiwaniach Magdaleny K., kobiety związanej z działającym na terenie Krakowa gangiem powiązanym również z osobami wywodzącymi się ze środowiska pseudokibiców Cracovii. Po opublikowaniu listu gończego i poszerzeniu poszukiwań na całą Europę o blondwłosej przedstawicielce brutalnej grupy przestępczej stało się głośno w internecie oraz w mediach. Później starała się ona uzyskać tzw. list żelazny, na który nie zgodził się finalnie sąd. Dziś natomiast przekazano informację o jej zatrzymaniu.

 

Magdalena K. została zatrzymana na terenie Słowacji, gdzie przyjechać miała z Węgier wypożyczonym autem. Po otrzymaniu informacji dotyczących jej pobytu w tej części Europy, polska policja nawiązała kontakt ze służbami słowackimi w celu skoordynowania działań mających finalnie doprowadzić do zatrzymania kobiety.

 

Poszukiwana dotychczas kobieta miała kierować działaniami grupy przestępczej, której szefowały osoby znane jako bracia Z.- była ona partnerką jednego z nich Mariusza. Warto wspomnieć, że inny z braci, Adrian zginął podczas akcji antyterrorystów w podkrakowskich Zielonkach.

 

Namierzona na Słowacji Magdalena K., jak się okazało zmieniła kolor włosów na ciemny. Jednak nie zmyliło to funkcjonariuszy. Przedstawiciele strony polskiej potwierdzili, iż jest to poszukiwana, a słowaccy funkcjonariusze zatrzymali kobietę, zatrzymując kierowany przez nią samochód i wybijając w nim szyby. Miała ona nie stawiać oporów, choć wyglądała na zaskoczoną policyjną akcją i schwytaniem jej osoby.

 

W najbliższym czasie, Magdalena K. ma trafić do Polski i zostać osadzona w areszcie do dyspozycji prokuratury.

 

W internecie opublikowano nagranie z zatrzymania kobiety, na którym widać samą zainteresowaną.

 

32-LETNIA MAGDALENA K. PODEJRZANA O KIEROWANIE GANGIEM POWIĄZANYM Z PSEUDOKIBICAMI ZATRZYMANA!Poszukiwana 32-letnia Magdalena K. dzięki naszym ustaleniom została zatrzymana na Słowacji. Zatrzymania dokonali policjanci słowaccy w asyście polskich policjantów. Kobieta była poszukiwana na podstawie ENA oraz czerwoną notą Interpolu. Dotarcie do miejsca jej przebywania było możliwe dzięki intensywnej pracy policjantów Zespołu Poszukiwań Celowych Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie, Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji.Policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji z grupy tzw. „łowców cieni” wspólnie z policjantami z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie i z Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji poszukiwali Magdalenę K. od listopada 2018 roku. Wówczas prokuratorzy z Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie wystawili za Magdaleną K. list gończy.Już ze wstępnych ustaleń policjantów wynikało, że kobieta nie przebywa na terenie kraju, dlatego też rozpoczęto poszukiwania poza naszymi granicami. Te poszukiwania prowadzone były na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania wystawionego w lutym 2019 roku przez krakowski sąd. Magdalena K. jest ścigana w związku z podejrzeniem kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Członkowie tej grupy są podejrzani o dokonywanie poważnych przestępstw, m. in. międzynarodowy obrót środkami odurzającymi i psychotropowymi oraz przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu.Policjanci dokładnie analizowali zbierane sukcesywnie informacje, weryfikowali je oraz szczegółowo sprawdzali. Współpracowali także ze służbami wielu państw, docierając do wciąż nowych wiadomości. W efekcie ustalili, że poszukiwana kobieta może przebywać w konkretnym miejscu na terenie Słowacji. Reakcja polskich policjantów była natychmiastowa – pojechali w okolice Zwolenia (Słowacja), odnaleźli poszukiwaną upewniając się, pomimo całkowitej zmiany jej wyglądu, że to ukrywająca się Magdalena K. Z uwagi, iż przebywała ona na terytorium Słowacji o naszych ustaleniach niezwłocznie powiadomiliśmy zaprzyjaźnione służby policyjne na Słowacji.Dzisiaj policja słowacka zatrzymała Magdalenę K. Kobieta podczas akcji nie stawiała oporu, była kompletnie zaskoczona całą sytuacją, ponieważ nie spodziewała się zatrzymania. Jak się okazało, kobieta wyglądała już zupełnie inaczej niż na publikowanych w mediach zdjęciach. Ciemny kolor włosów i zaprzeczenia co do tożsamości nie zmyliły polskich policjantów, którzy dokładnie wiedzieli kogo szukają.W najbliższym czasie trafi ona do Polski, gdzie zostanie osadzona w areszcie śledczym do dyspozycji Prokuratury.Skuteczne działania pościgowe to kolejny sukces polskiej Policji i Prokuratury w walce z przestępczością tzw. okołostadionową.Więcej⤵️👉🏻bit.ly/2uCs6dZ

Gepostet von Polska Policja am Freitag, 28. Februar 2020

 

Źródło: rmf24.pl ; Facebook/@PolicjaPL

Fot.: Facebook ; Pixabay

Trwa proces członków gangu „Psycho Fans”. Grupa ta stanowiła bojówkę pseudokibiców utożsamiających się z Ruchem Chorzów. Równocześnie jednak, jej członkowie zajmowali się też znacznie poważniejszymi przestępstwami niż organizowanie tzw. ustawek czy uliczne bójki z fanami innych drużyn. O brutalnych działaniach ludzi z „Psycho Fans” postanowili opowiedzieć niektórzy skruszeni bojówkarze. Wśród z nich znalazł się również Łukasz B. ps. „Baluś”, który niegdyś miał pełnić rolę szefa „wywiadu gangu”. Podczas składania w ostatnim czasie zeznań przed sądem opowiedział on o brutalnych działaniach jakich podejmowała się chorzowska bojówka wraz z zaprzyjaźnionymi członkami „Wisła Sharks”, gangu pseudokibiców krakowskiej Wisły. W procesie oskarżonych jest ponad 40 osób związanych z „Psycho Fans”.

 

Opisane przesłuchanie Łukasza B. mogło być jednym z kluczowych dla tej sprawy. Mężczyzna odpowiadał na pytania sądu znajdując się w specjalnie strzeżonej sali rozpraw. „Baluś” miał niegdyś być blisko kierownictwa gangu i odpowiadać za swoisty wywiad mający na celu pozyskiwanie informacje ze struktur innych bojówek.

 

Skruszony gangster otrzymał status „małego świadka koronnego” i wyszedł na wolność decydując się na współpracę z prokuraturą. Składanie obciążających jego dawnych kompanów zeznań przypłacił on nie tylko epitetami jakie pojawiają się w jego kierunku na murach przy okazji tworzenia graffiti, ale też koniecznością uważania na bezpieczeństwo swoje oraz bliskich. W 2019 roku miało dojść do nieudanego zamachu na jego życie.

 

„Baluś” opowiadał m.in. o planowaniu i zrealizowaniu przez „Psycho Fans” oraz „Wisła Sharks” krwawego ataku na Daniela D. ps. „Romek”, który kierować miał wrogim gangiem pseudokibiców GKS Katowice.

 

– W 2017 roku postanowiliśmy dać nauczkę Danielowi D. ps. „Romek”. On był dowódcą grupy Persona Non Grata. To bojówka kibiców Gieksy. „Romek” był motorem napędowym wszystkich działań przeciwko kibicom Ruchu Chorzów, dlatego zapadła decyzja, że ma zostać „zrobiony do spodu”

– wyjaśniał Łukasz B. na sali rozpraw.

 

Dopytywany przez sąd o znaczenie słów „zrobiony do spodu” wyjaśnił, że planowano pobić „Romka” w taki sposób, aby ten się wykrwawił lub musiał poruszać się na wózku inwalidzkim. Taki sposób działania miał pozwolić uniknąć sprawcom zarzutu zabójstwa i odpowiadać za jedynie pobicie ze skutkiem śmiertelnym.

 

Bojówkarze mieli próbować zaatakować Daniela D. trzykrotnie. Członkowie „Wisła Sharks” mieli wspierać ich ze względu na fakt doświadczenia w tego typu „akcjach”. Należy pamiętać, że grupa ta odpowiada za zakończone śmiercią ataki na bojówkarzy Cracovii i inne bezwzględne przestępstwa. Do brutalnych działań w wykonaniu „Sharksów” doszło m.in. w 2011 roku na krakowskim Kurdwanowie, kiedy przed południem zadano wiele ran ostrymi narzędziami Tomaszowi C. ps. „Człowiek”, w 2018 roku na terenie osiedla Prokocim, gdzie zabity został nastoletni Miłosz B., ale też w 2007 w Kielcach, gdzie z rąk kibola Wisły zginął fan Korony znany jako „Małpa”.

 

Atak na „Romka” miał być już więc kolejnym tego typu, w którym uczestniczyli „Sharksi”. Stąd też stanowili odpowiednie wsparcie dla gangsterów z „Psycho Fans”.

 

Jak opowiedział podczas zeznań „Baluś”, pierwsza próba ataku nie wyszła, ponieważ chorzowscy bojówkarze nie otrzymali „cynku od zaprzyjaźnionego kibica z Katowic”. Za drugim razem, chciano zaatakować „Romka”, kiedy ten miał zmierzać w stronę przedszkola, w celu odebrania swojego dziecka. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, według skruszonego gangstera, informacje o adresie placówki przedszkolnej miała przekazać im Dominika P, która również zasiadała na sali rozpraw, kiedy o wszystkim opowiadał Łukasz B.

 

Dominika była kiedyś ze „Skubolem” , ale kiedy „Skubola” zamknęli za bijatykę z meksykańskimi marynarzami w Gdyni, to pojechała na dyskotekę do Katowic i „zrobiła loda” takiemu bramkarzowi z Gieksy. Potem nawet przez jakiś czas była z nim w związku. To był policzek nie tylko dla „Skubola”, ale całej ekipy Ruchu

– powiedział „Baluś”.

 

Został dopytany przez sąd słowami: „Co zrobiła temu bramkarzowi?”

 

Zrobiła mu loda. A potem chyba chciała odkupić swoje winy i przekazała adres tego przedszkola, a także mieszkania jeszcze jednego „gieksiarza”

– odpowiedział.

 

Atak i tym razem miał nie dojść do skutku, ponieważ pod budynek podjechał bus, którym odjechały dzieci. Napaść na Daniela D. udało się im jednak skutecznie przeprowadzić za trzecim razem, w 2017 roku na terenie Katowic.

 

– „Romek” to duży dwumetrowy facet. Jak zobaczył, że w bmw otwierają się drzwi, wiedział, co się wydarzy i próbował uciekać. Z rozpędu połamał szlaban na parkingu, przewrócił się, potem trzymał się płotu i wył. A „Misiek” i „Dzidek” go obrabiali maczetami. Widziałem latające strzępy mięsa. „Dzidek” uderzał go maczetą trzymaną w obu dłoniach. Nie mogłem wyjść na frajera i tylko się przyglądać. Podszedłem i też zadałem mu trzy, cztery ciosy maczetą

– Opowiadał niegdyś członek gangu, a dziś „Mały świadek koronny”.

 

Warto wspomnieć, że biorący udział w tej akcji Paweł M. ps. „Misiek” był przez lata najbardziej znanym bojówkarzem Wisły Kraków, a zarazem przywódcą grupy „Wisła Sharks”. Po zatrzymaniu we Włoszech, również on zdecydował się pójść na współpracę z prokuraturą i obciążyć zeznaniami swoich dawnych kolegów.

 

Przy ataku na Damiana D., według zeznań „Balusia”, to „Misiek” dał w pewnym momencie sygnał, że pora uciekać.  Wówczas obydwaj mieli wsiąść do BMW i chcieli już odjeżdżać, jednak „Dzidek” najdłużej z nich zadawał rany „Romkowi”. Jak opowiadał Łukasz B., szef „Wisła Sharks” miał w drodze zarzucać „Dzidkowi”, że ten „za cholerę nie ma umiaru”.

 

Zaatakowany lider chuliganów katowickiego klubu przeżył, pomimo odniesienia tak poważnych obrażeń. Według medialnych doniesień, można śmiało mówić tu nawet o „przeżyciu cudem”.

 

Według treści zeznań, na zlecenie lidera „Psycho Fans” Łukasza L. ps. „Lucki”, kibol o pseudonimie „Celebryta” miał spalić ukryte na polach w Rudzie Śląskiej auto.

 

– Kazaliśmy mu po wszystkim zniszczyć obuwie, aby policja nie dopadła go po śladach. On zaczął jednak marudzić, że ma markowe buty za pięć stówek, więc odpaliliśmy mu po 300 zł

– opowiedział świadek.

 

W dniu ataku, na terenie Chorzowa doszło również do spotkania z większym gronem bojówkarzy „Białej Gwiazdy”, którzy do województwa śląskiego przyjechali na tzw. ustawkę. Według „Balusia” wrażenie wywarło na nim to, jak członkowie „Wisła Sharks” przechwalają się przeprowadzonymi brutalnymi atakami.

 

– Byłem zszokowany, bo oni wszyscy już wiedzieli, że zrobiliśmy „Romka”. U nas o takich akcjach wiedziało niewielkie grono ludzi, a oni się tym wręcz przechwalali. „Misiek” opowiadał z dumą, że chyba przebił „Romkowi” płuco. A „Dzidek” chodził i powtarzał: „dobrze tej kurwie, dawać mi następnego, bo wilkołak jest głodny”. To mną wstrząsnęło, bo ledwo wróciliśmy z jednej roboty, a on już chciał wyciąć kolejna osobę

– wyjaśniał „Baluś”.

 

Podczas rozprawy, skruszony gangster opowiedział też o innym ataku, w którym życie stracił Dariusz D., znany człowiek w środowisko pseudokibiców Górnika Zabrze. Zdaniem „małego świadka koronnego”, ta akcja była dosyć spontaniczna.

 

– To nie było zaplanowane. Niewielka ekipa Psycho Fans wraz z grupą małolatów pojechała tam zamalowywać na murach emblematy Górnika. Kiedy już wracaliśmy, nagle mignęło nam jadące auto Dariusza P.

– mówił były szef „wywiadu grupy” przed sądem.

 

Po dostrzeżeniu pojazdu, którym poruszał się Dariusz P., ludzie z „Psycho Fans” zaczęli go szukać. Ten w pewnym momencie miał wyjechać wprost na samochód Łukasza B.

 

– Zatrzymał się, popatrzył na nas, po czym wyskoczył z auta i zaczął uciekać pieszo. „Gała” i „Ruby” kijami rozwalili jego wóz, a małolaty ruszyły za nim w pościg. Czekaliśmy, bo nie wiedziałem, czy go dopadli, czy nie. W końcu wsiadłem do auta i pojechałem zobaczyć, co się stało. Dariusz P. leżał na skrzyżowaniu, wyglądał, jakby uszło z niego życie

– zeznał „Baluś” przed sądem.

 

Zaatakowany nie odzyskał przytomności i zmarł w szpitalu. Napastnicy uciekli w kierunku Bytomia mając świadomość, że zgodnie z procedurami w poszukiwanie sprawców zaangażowane zostaną w pierwszej kolejności policyjne patrole jedynie na terenie Rudy Śląskiej. W samochodzie uciekinierów miało dojść do kolejnej kłótni dotyczącej zbyt dużej brutalności niektórych z nich.

 

– Już w aucie doszło do awantury. Jeden z chłopaków zaczął gadać, że „Kajo” przesadził, bo w chuj skakał P. po głowie. A „Kajo” nic sobie z tego nie zrobił. Powiedział, że mu się należało, bo był z Górnika

– wspominał Łukasz B.

 

„Psycho Fans” zdołali zdobyć też nagranie z monitoringu jednego ze sklepów, na którym zarejestrowano moment ataku. Nagranie to zostało później przekazane za pośrednictwem kibiców GKS-u Katowice fanom Górnika Zabrze oraz opublikowane w sieci, co miało na celu obalenie plotek na temat rzekomego zaatakowania Dariusza P. przy użyciu maczet.

 

„Baluś” opowiadał też m.in. o tym jak chorzowscy bojówkarze okradli nielegalną fabrykę papierosów prowadzoną przez gang pseudokibiców Zagłębia Sosnowiec. Przy akcji tej mieli posłużyć się nadajnikiem GPS. Mówił też o krwawej „ustawce” umówionej z bojówkami sosnowieckiego klubu oraz BKS-u Bielsko Biała. Ustalono wówczas, że w bijatyce wezmą udział tylko chuligani urodzeni w 1990 roku.

 

– Przywódca bojówki BKS-u przyniósł nam dowody osobiste do sprawdzenia, ale „Maślak” powiedział, że wszyscy jesteśmy chuliganami i sobie ufamy

– relacjonował tamto zdarzenie „Baluś”.

 

W tym brutalnym starciu, ostatecznie chuligani chorzowskiego Ruchu mieli ponieść porażkę.

 

Przesłuchanie „Balusia” w sądzie zakończyło się pewnym incydentem. Partnerka jednego z oskarżonych skierowała bowiem obraźliwe słowa w kierunku opuszczającego salę byłego członka „Psycho Fans”.

 

– Ty gruba konfidencka ku***!

– wykrzyczała w sądzie kobieta.

 

 

Źródło: katowice.wyborcza.pl ; realnefakty.pl

Fot.: YouTube/Niebiescypl (zrzut ekranu)

 

 

 

W latach 90-tych postrachem dla wielu przedsiębiorców były grupy przestępcze, o których brutalnych działaniach głośno było w całej Polsce. Szczególny rozgłos zyskały tzw.: mafia pruszkowska oraz mafia wołomińska. Po latach jednak, coraz więcej mówi się o tym, że w czasach kiedy tak głośno było o zbrodniach tych znanych organizacji, to jednak największe przekręty finansowe i mafijne działania prowadzili ludzie powiązani z dawnymi służbami oraz polityką. Takie wnioski nasuwają dziennikarskie śledztwa, np. te przeprowadzane przez Wojciecha Sumlińskiego, a także zeznania niektórych świadków, którzy niegdyś byli blisko przestępczego świata. W kontekście tych rozważań, bardzo ciekawie brzmi opinia, którą podzielił się niedawno człowiek uznawany za szefa grupy pruszkowskiej.

 

Andrzej Z. znany jako „Słowik” był jednym z najbardziej znanych polskich gangsterów, jednak stosunkowo rzadko rozmawiał o swojej historii z mediami. Sporo dowiedzieć można się z jego książki „Skarżyłem się grobowi”, w których jeśli wierzyć autorowi, zwierza się on ze swoich przeżyć oraz przemyśleń. Teraz lider „Pruszkowa” zdecydował się na współpracę z dziennikarzem śledczym Januszem Szostakiem, czego efektem jest książka- „Słowik. Skazany na bycie gangsterem”.

 

W rozmowie jaką panowie odbyli w ramach pisania wspomnianej pozycji, pojawił się tematy dotyczący tego czym właściwie była grupa nazywana w mediach i przez polityków „mafią pruszkowską”. Zdaniem „Słowika”, nie było w naszym kraju organizacji typowo mafijnych, a określenie jakie przypisano ludziom z Pruszkowa zostało stworzone na potrzeby kampanii prezydenckiej.

 

– Korzystając z okazji, pragnę zaspokoić ciekawość Czytelników, skąd wzięła się nazwa „mafia pruszkowska”. Spieszę z wyjaśnieniem. Do 2000 roku nie było w polskiej rzeczywistości takiego określenia jak mafia. Powstało na rzecz kampanii prezydenckiej Mariana Krzaklewskiego. Gdyż, jak wszyscy się orientują, najlepszy kapitał polityczny zbija się na przestępcach. Zatem pan Krzaklewski w swoich spotach wyborczych pokazywał, że dzięki niemu została rozbita mafia pruszkowska. Co na niewiele się zdało, gdyż i tak przegrał wybory, a nas przez to pozamykali. Czy mafią można nazwać ludzi, którzy zostali skazani na sześć–siedem lat pozbawienia wolności? Najwyższy wyrok w sprawie tak zwanego zarządu mafii pruszkowskiej to właśnie siedem lat. Czy mafioso zostaje skazany jak zwykły złodziej, bo przecież takie wyroki dostają w naszym kraju złodzieje, a nie mafiosi. O zgrozo, taką mamy mafię w tym kraju

– stwierdził Andrzej Z. w rozmowie z Januszem Szostakiem.

 

Pomimo tego, że „Słowik” od lat postrzegany jest jako nawet najważniejsza persona w zarządzie mafii pruszkowskiej, to jednak on sam uważa, że hierarchia w takich organizacjach nie do końca wyglądała tak, jak mówiły o tym media.

 

– W mojej ocenie w Polsce nie było organizacji stricte mafijnej. Ładnie to określono, że był jakiś zarząd, ale nie było konkretnego przywództwa. Cały pomysł z tym, że to była grupa zbrojna, to była jakaś farsa. Został uchwalony konkretny przepis prawa, który był wykorzystywany, gdy stawiano zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Nie było istotne, czy została znaleziona broń i jakakolwiek amunicja, czy też nie. To było powszechne i powodowało, że takie osoby szły na „enki”, gdzie wiadomo, jak było. Na podstawie takiego zarzutu można było też w nieskończoność przedłużać tymczasowy areszt

– wypowiada się na łamach książki „Słowik. Skazany na bycie gangsterem”.

 

Andrzej Z. opuścił zakład karny w 2013 roku, jednak w 2017 roku został ponownie zatrzymany pod zarzutem udziału w procederze wyłudzania pieniędzy z podatku VAT. Niedawno w mediach pojawiała się informacje o możliwości wyjścia na wolność kilku liderów grupy pruszkowskiej, w tym „Słowika” po wpłaceniu kaucji. Do sytuacji takiej w jego przypadku jednak nie doszło i zdaniem niektórych mediów mogło to wynikać z faktu, że nie zdołał on uzbierać odpowiedniej sumy pieniędzy w tym celu.

Zobacz też:

„Masa” może trafić na długie lata za kratki! Wiemy o co jest podejrzany

 

Źródło: Wprost.pl

Fot.: YouTube/Mafia PL (zrzut ekranu)

Patryk Vega to reżyser, którego filmom z reguły towarzyszą spore kontrowersje. Dla wielu widzów bowiem, jego filmy są przesadzone w swej fabule oraz sztucznie wytwarzają emocje, a on sam stara się robić z siebie celebrytę przez częstą aktywność w internecie przy okazji promowania swoich produkcji. Reżyserowi zarzucano też współpracę z gangsterami przy tworzeniu niektórych z filmów. Teraz Vega wymienił filmiki o ironicznej treści z… polską policją.

 

Nadchodzi premiera filmu „Bad Boy”, w którym zagrają m.in. znani piłkarze: Sławomir Peszko oraz Kamil Grosicki. Ma on opowiadać fikcyjną historię, jednak opartą na wydarzeniach z różnych części Polski, które miały związek ze środowiskiem pseudokibiców oraz przestępczą działalnością ich grup. W czasie kiedy Vega promuje tę produkcję, Interpol wciąż poszukuje Magdaleny Kralki, kobiety z małopolskiej grupy przestępczej określanej jako tzw. „gang Zielonych”. Była ona partnerką jednego z braci Z.- szefów tej właśnie grupy, którzy swoją kryminalną karierę zaczynali jako osoby wywodzące się ze środowiska kiboli sympatyzujących z Cracovią, a z czasem stworzyli swój własny gang niezależnie od największej bojówki pseudokibiców „Pasów”.

 

Kiedy niedoszły szwagier Kralki został zastrzelony przy okazji policyjnej akcji, a jej partner wraz z trzecim z braci i innymi kompanami trafił za kratki, ona przejęła stery nad interesami gangu.

 

Kobieta znalazła się w gronie osób, które otrzymały fikcyjne „bilety lotnicze”. Mowa tu o akcji polskiej policji w internecie, przy okazji której w humorystyczny sposób prezentowane są poszukiwane osoby, którym policja zapewnia darmowy lot do Polski.

 

Dziś darmowy bilet od Policji otrzymuje Pani Magdalena Kralka.➡️ https://bit.ly/37gNbZN

Gepostet von Polska Policja am Mittwoch, 22. Januar 2020

 

W zaistniałej sytuacji, Patryk Vega umieścił w internecie film, w którym mówi o swoich staraniach mających na celu sprowadzenie Magdaleny Kralki do Polski na premierę „Bad Boy”. W nagranym materiale, Vega apeluje do policjantów, aby nie wtargnęli na salę kinową z granatami hukowymi, ale zatrzymali poszukiwaną dopiero na bankiecie po seansie. Na to nagranie, w kreatywny sposób, postanowił odpowiedzieć z humorem rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji oficer Mariusz Ciarka.

 

Zobaczcie sami!

 

Apel do polskiej policji

Patryk Vega: apel do polskiej policji w sprawie Magdaleny Kralki poszukiwanej przez Interpol.

Gepostet von Patryk Vega am Sonntag, 26. Januar 2020

 

Odpowiedź na apel Patryka Vegi kierowany do Policji 😉🚔🚨

Gepostet von Polska Policja am Montag, 27. Januar 2020

 

Zobacz też:

Bracia pseudokibice i ich brutalny gang. Jeden został zastrzelony, partnerki drugiego szuka cała Europa

 

Źródło: Krakowwpigulce.pl ; Facebook/@PatrykVegaOfficial ; Facebook/@PolicjaPL

Fot.: Flickr ; Facebook

 

Ta historia jest wyjątkowo makabryczna, a jej opis może być nieodpowiedni dla osób wrażliwych i tych poniżej 18. roku życia. Sprawa dotyczy tragicznej śmierci 17- letniego Keanea Mulready-Woods. Został on brutalnie zamordowany, a jego ciało rozczłonkowano. Najprawdopodobniej przed śmiercią, znęcano się nad chłopakiem w okrutny sposób. Wszystko to miało być zapewne zemstą dokonaną przez członków jednej z grup przestępczych.

 

Te dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Irlandii.17-latek prawdopodobnie wmieszał się w wojnę lokalnych gangów, a przy okazji upokorzył jednego z bandytów. Na fakt, iż w tle sprawy tkwią takowe porachunki, wskazuje też to gdzie doszło do morderstwa, a było to w rejonie Droghedy, miejscowości leżącej niedaleko Dublina. Okolica ta jest w ostatnim czasie świadkiem ostrej rywalizacji grup przestępczych zajmujących się handlem narkotykami.

 

W sprawie zabójstwa prowadzone jest śledztwo. Według wstępnych ustaleń przytaczanych przez media, przed śmiercią Keane był torturowany w brutalny sposób.Pojawiają się informacje, że mógł mieć ucinane palce, kiedy jeszcze żył. Poćwiartowane zwłoki chłopaka zapakowane wraz ze sportowymi klapkami znaleziono w torbie leżącej w rejonie jednej z dublińskich ulic. W innej części miasta dokonano kolejnego makabrycznego odkrycia. W bagażniku płonącego samochodu znajdowała się bowiem… głowa zamordowanego.

 

Torba ze szczątkami Keanea miała zostać podrzucona niedaleko miejsca zamieszkania szefa jednego z gangów. Mogło być to swoiste ostrzeżenie ze strony konkurencyjnej grupy. Pojawiła się teoria, że okrutna śmierć nastolatka była zemstą za listopadowe zastrzelenie Richiego Carberry’ego- przestępcy uwikłanego w handel narkotykami oraz bronią. Wiele mówi się jednak również o tym, że 17-latek upokorzył jednego z gangsterów, kradnąc pod siłownią jego torbę z klapkami. Według „Irish Independent”, chłopak miał opublikować później zdjęcie w tym właśnie obuwiu, co zdaniem śledczych wprowadziło napiętą atmosferę w lokalnych konfliktach.

 

 

 

Źródło: The Independent ; radiozet.pl ; online-mafia.pl

Fot.: Facebook ; Pixabay

 

Centralne Biuro Śledcze Policji zatrzymało jednego z ważnych przedstawicieli środowiska pseudokibiców w Polsce. Mężczyzna był poszukiwany od miesięcy, a w tym okresie ukrywał się m.in. w Hiszpanii. Ostatecznie jednak wpadł w dość nietypowych okolicznościach, które u wielu mogą rodzić sporo pytań.

 

40-letni Paweł Ł. ps. „Master” to lider bojówki utożsamiającej się z Cracovią i określającej się jako „Jude Gang”. Jest to przykład kolejnej ekipy, która opierając się na środowisku pseudokibiców stała się zorganizowaną grupą przestępczą realizującą gangsterskie interesy nie tylko w Polsce, ale też poza granicami naszego kraju.

 

Za szefa grupy „Jude Gang” uznawany był przez długi czas Robert M. ps. „Metal”. Był on zamieszany w sprawę zabójstwa dokonanego na krakowskich Grzegórzkach w październiku 2004 roku. Później deklarował jednak, że nie zamierza angażować się już w gangsterskie porachunki. W ostatnich latach wśród fanów Cracovii pojawiły się nawet informacje, że miał on składać zeznania obciążające innych, w związku z czym wywieszono nawet na trybunach podczas meczu transparent obrażający dawnego lidera „Jude Gangu”. Inny z ważnych liderów tej grupy Tomasz C. ps. „Człowiek” został zamordowany w styczniu 2011 roku przez członków konkurencyjnej grupy „Wisła Sharks” na osiedlu Kurdwanów. Po tych wydarzeniach Paweł Ł. ps. „Master” miał wypracować sobie pozycję szefa „Jude Gangu” pomimo tego, że prawdopodobnie skonfliktowany był on z niektórymi również znanymi pseudokibicami krakowskich „Pasów”, takimi jak np. bracia Z., którzy stworzyli własną grupę przestępczą, o której również głośno bywało w ostatnim czasie, w związku ze śmiercią jednego z nich- Adriana Z. ps. Zielony przy okazji akcji antyterrorystów czy też poszukiwaniami Magdaleny Kralki będącej partnerką kolejnego z braci.

 

Jednak to właśnie „Jude Gang” stanowi grupę będącą oficjalnie uznawaną za bojówkę pseudokibiców Cracovii, a robiącą równocześnie poważne interesy przestępcze. Grupa „Mastera” zajmować miała się m.in. przemytem i rozprowadzaniem dużych ilości narkotyków po różnych krajach Europy, brutalnymi napadami na członków konkurencyjnych grup, przejmowaniem „bramek” w krakowskich lokalach, gdzie imprezuje wielu ludzi, a nawet przemytem imigrantów. Podobnych działań dopuszczała się wroga dla „Jude Gangu” grupa „Wisła Sharks”.

 

Choć dla wielu może być to kuriozalne, to chociaż w wojnie pomiędzy pseudokibicami Wisły i Cracovii dochodziło do często krwawych, a nawet tragicznych sytuacji, to nie przeszkadzało to niektórym z liderów krakowskich gangów w utrzymywaniu koleżeńskich relacji. Według relacji mediów i głosów pojawiających się w środowisku miejscowych kibiców, tak było w przypadku Pawła Ł. ps. „Master” i Pawła M. ps. „Misiek”. Liderzy konkurencyjnych gangów mieli bowiem niegdyś wspólnie odsiadywać wyrok w więzieniu co przełożyło się na to, że zachowali oni ze sobą dobry kontakt i wzajemnie nie atakowali, chociaż kierowane przez nich grupy toczą przez lata przestępczą wojnę.

 

To właśnie zeznania „Miśka” miały obciążyć nie tylko jego dawnych kompanów, ale też szefa konkurencji. Wskazuje na to m.in. fakt, że Paweł Ł. miał uciec z kraju i uniknąć aresztowania niedługo po tym jak zeznawać zaczął zatrzymany we Włoszech jego imiennik „Misiek”. Funkcjonariusze policji nie zastali szefa kiboli Cracovii w dniu, gdy zatrzymywano też bojówkarzy kojarzonych z „Białą Gwiazdą” i byłego członka zarządu klubu Wisła Kraków- Damiana D.

 

Trzeba jednak zaznaczyć, że „Master” miał nie stawiać się do odsiadki zaległego wyroku dwóch i pół roku więzienia oraz zapłaty grzywny w wysokości 14 tysięcy złotych. Sprawa, w której wyrok ten zapadł dotyczyła wprowadzenia do obrotu dużej ilości narkotyków (sprowadzonych do Polscki z Hiszpanii i Słowacji) oraz uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej.

 

Lider „Jude Gangu” miał uciec do Hiszpanii i tam się przez pewien czas ukrywać. Zdecydował się jednak wrócić do Polski, pomimo tego iż ciągle był poszukiwany przez CBŚP. Kuriozalne okazały się być ostatecznie okoliczności zatrzymania 40-letniego szefa bojówkarzy utożsamiających się z „Pasami”.

 

Paweł Ł. pojawił się bowiem w ostatni weekend w Warszawie, gdzie odbywał się szlagierowy mecz pomiędzy stołeczną Legią a Lechem Poznań, którego kibice utrzymują przyjazne relacje z fanami Cracovii. Według medialnych doniesień, prawdopodobnie to właśnie bojówkarze z Wielkopolski pomagali się ukrywać „Masterowi” po powrocie do Polski. Nie jest jednak wiadome do końca dlaczego mimo wszystko zdecydował się on udać na mecz Ekstraklasy, przy okazji którego zabezpieczenie przez policję utrzymane jest na wysokim poziomie.

 

Szef „Jude Gangu” nie obejrzał jednak już meczu, gdyż został zatrzymany pod stadionem Legii zlokalizowanym przy ul. Łazienkowskiej w Warszawie. Funkcjonariusze nie przewieźli jednak 40-letniego szefa bojówki do zakładu karnego w celu odbycia zaległego wyroku, ale przetransportowano go do siedziby Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej.

 

Paweł Ł. usłyszy prawdopodobnie kolejne zarzuty oparte o zeznania szefa „Wisła Sharks”- Pawła M.

 

Po wspomnianym zabójstwie Tomasza C. ps. Człowiek w rejonie ul. Wysłouchów w Krakowie, w telewizji TVN zaprezentowano reportaż „Superwizjera” dotyczący porachunków krakowskich pseudokibiców. Pokazane zostały w nim nagrania z kamer monitoringu, na których zarejestrowano akcje przeprowadzane przez członków gangów, a wśród nich atak właśnie na Pawła Ł. ps. „Master”, podczas którego został on ranny ale uniknął śmierci mimo ciosów zadawanych ostrymi narzędziami.

 

Opisana powyżej sytuacji ukazana została w 9 minucie poniższego materiału filmowego:

 

 

O porachunkach gangów w Krakowie pisaliśmy również w poniższych artykułach:

Bracia pseudokibice i ich brutalny gang. Jeden został zastrzelony, partnerki drugiego szuka cała Europa

 

Zatrzymano byłą prezes Wisły oraz żonę ważnego chuligana. Wiemy kto zaczął „sypać”!

 

Bojówkarz Wisły oskarżony o pedofilię?!

 

 

Źródło: se.pl ; tvn24.pl ; YouTube/RaidalloTV

Akcje polskiej policji niejednokrotnie wiążą się z dynamiką zdarzeń oraz koniecznością wykazania się przez funkcjonariuszy umiejętnością reagowania na trudne do przewidzenia sytuacje. Zdarzenie do jakiego doszło w Krakowie, na terenie dzielnicy Podgórze Duchackie potwierdza to jak specyficzne bywają zwroty akcji przy okazji działań prowadzonych przez policję.

 

Sprawę opisała facebookowa strona Małopolskiej Policji w treści jednego z opublikowanych wpisów. Na jednym z krakowskich osiedli zatrzymany miał zostać poszukiwany 23-latek. Udało się go namierzyć dzięki pracy i zebranym informacjom przez kryminalnych z Komisariatu VI Policji w Krakowie.

 

Według jak podaje policja wiarygodnych źródeł, poszukiwany mężczyzna miał przebywać w mieszkaniu znajdującym się w jednym z bloków na terenie dzielnicy Podgórze Duchackie. Policjanci odpowiadający za pozyskanie takowych informacji udali się pod wskazany adres, a następnie zabezpieczyli ewentualne drogi ucieczki, którymi podejrzany mógłby próbować się „ulotnić”. Przez niedługi czas prowadzili również obserwację wskazanego miejsca.

 

Po zabezpieczeniu okolic bloku, policjanci zapukali do drzwi mieszkania. Kiedy 23-latek domyślił się, iż przyszła po niego policja, w zajmowanym przez niego lokalu zapanowała cisza. Mężczyzna miał wówczas udać się na balkon i po upewnieniu się, że w tamtym momencie nie ma w pobliżu funkcjonariuszy, wyrzucił na zewnątrz m.in. foliowy woreczek. Jak się okazało później, znajdowała się w nim amfetamina w niewielkiej ilości.

 

Policjanci kontynuowali pukanie do drzwi i nawoływanie do ich otworzenia. Poinformowali również mężczyznę, że zostanie przeprowadzone wejście siłowe, jeżeli nie wpuści on policji do środka.

 

Podejrzany nie dostosował się do zaleceń policjantów, w związku z czym w działania włączyli się strażacy, którzy wyważyli drzwi. Następnie funkcjonariusze policji wbiegli do środka mieszkania, jednak zastali w nim jedynie 21-letnią lokatorkę. Zauważono również otwarte drzwi balkonowe.

 

W zaistniałej sytuacji, policjanci szybko udali się do sąsiedniego mieszkania, które jak się okazało zajmowała matka napotkanej chwilę wcześniej przez policję 21-latki. W tym przypadku, właścicielka zdecydowała się otworzyć drzwi funkcjonariuszom. Prawdopodobnie obawiała się ona ich wyważania. Szybko jednak zareagował tam jej 24-letni syn, który stanął na drodze policjantom i zachowywał się wobec nich agresywnie chcąc utrudnić im zatrzymanie 23-letniego kolegi. Funkcjonariusze zdecydowali się zastosować środki przymusu bezpośredniego wobec 24-lata, kiedy ten zaatakował ich fizycznie, nie chcąc wpuścić policji do mieszkania.

 

Po obezwładnieniu agresywnego mężczyzny i powaleniu go na podłogę, policjanci przystąpili do przeszukania mieszkania. Szybko w jednym z pokoi ujęli również ukrywającego się 23-latka.

 

24-latek odpowie za próbę siłowego wywarcia wpływu na działania policjantów. 23-latek trafił natomiast na ponad rok do więzienia w celu odbycia zaległej kary. Dodatkowo odpowie on też za posiadanie znacznej ilości narkotyków. W trakcie przeszukania mieszkania, w przypadku którego doszło do wyważenia drzwi, znaleziono bowiem trzy słoiki wypełnione marihuaną. Było to łącznie 146 gram suszu.

 

Kraków. Poszukiwany mężczyzna próbował uciec przed policjantami przez balkon.Policjanci z Komisariatu VI Policji w…

Gepostet von Małopolska Policja am Donnerstag, 5. September 2019

 

 

 

Źródło: Facebook/@Malopolska.Policja

Fot.: Pixabay