Paluch, a właściwie Łukasz Paluszak to jeden z najbardziej znanych polskich muzyków w branży hip- hopowej. Jego ostatnie płyty wielokrotnie uzyskiwały certyfikat tzw. platynowej płyty, czasem nawet trzykrotnej. Kawałki takie jak „Szaman”, „Bez Strachu” czy „Gdybyś kiedyś” przekroczyły barierę 80 milionów wejść w serwisie YouTube. Raper często zabiera głos w sprawach społecznych, stąd dość popularne określenie w internecie „Co na to Paluch?”. Szerokim echem odbiła się jego wypowiedź dotycząca odzieży patriotycznej, której udzielił w internetowym programie „Duży w maluchu”:

 

„Wczoraj widziałem taką bluzę: Za seler! Za por! Za blizny! Śmierć wrogom włoszczyzny! – świetna po prostu bluza; co trzeba mieć w głowie, żeby nosić normalnie na ulicy „Fuck Islam”, albo człowieku „Śmierć wrogom Ojczyzny”? Ja rozumiem, że można mieć pewne poglądy, ale to jest śmieszne, jak jakiś typek siedemnastoletni gówno wie o historii, gówno wie o walce, gówno wie o powstaniach, o czymkolwiek; nosi to, bo jest taka moda, a nosi to, żeby jakiś kolorowy, w cudzysłowie oczywiście, myślał – „uważaj, bo cię kopnę w ryj”. Jakby przyszło co do czego, to pierwszy by spieprzał”.

 

Paluch na swoim Instagramie ma ponad 480 tys. obserwujących. Tam często się udziela. Możemy także spotkać się u niego z formułą Q&A, gdzie na swojej relacji odpowiada na pytania fanów , ostatnio np. czy jest za LGBT.

 

Raczej za, ale irytują mnie nachalnością i roszczeniową postawą. Marsze równości mnie irytują. Znam kilku gejów i nie mam problemu z orientacją, a oni nie koniecznie identyfikują się z LGBT. Dwój gejów „miziających” się w miejscu publicznym irytuje mnie tak samo, jak „miziająca” się para hetero”- napisał na InstaStory.

 

Wokół osoby Kuby Wojewódzkiego jest bardzo głośno w związku z dokumentem Sylwestra Latkowskiego „Nic się nie stało”. Poznański raper został spytany, czy będzie gościem w jego programie. Paluch twierdzi, że dwa razy dostał zaproszenie, ale odmówił. Być może zobaczymy go w programie Wojewódzkiego, ale jak twierdzi nie w stacji TVN.

 

Źródło: glamrap.pl, instagram

Fot: YouTube/ BORCREW OFFICIAL (zrzut ekranu)

 

Rafał Trzaskowski jest nowym kandydatem Koalicji Obywatelskiej na urząd Prezydenta RP. Zastąpił on wicemarszałek Sejmu IX kadencji, Małgorzatę Kidawę- Błońską, która w sondażach wypadała bardzo słabo. Wyprzedzał ją, chociażby bezpartyjny Szymon Hołownia, czy prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego, Władysław Kosiniak- Kamysz. Wtedy nikt raczej nie dawał szans kandydatce, aby mogła dostać się do drugiej tury. Nawet przyjazne środowiska dla Platformy Obywatelskiej doradzały im zmianę kandydata.

 

 

Tym razem Rafał Trzaskowski udał się do województwa zachodnio- pomorskiego. Jego wystąpienie miało miejsce przed budynkiem Uniwersytetu Szczecińskiego. Jeden z obywateli postanowił spytać się prezydenta Warszawy o wprowadzanie karty LGBT+ w całej Polsce. Jak wiemy, wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej podpisał dokument „Warszawska polityka miejska na rzecz społeczności LGBT+”, co wywołało burzę nie tylko wśród mieszkańców stolicy.

 

„Ja mam pytanie, ja jestem rodzicem i skoro pan nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie dziennikarzom… Mam dwójkę dzieci. Czy wprowadzi pan ustawę o LGBT do szkół, czy ja będę musiał o tym uczyć dzieci albo nie puszczać je na lekcje? Jak to będzie wyglądało? Niech mi pan odpowie” – zapytał przechodzień.

 

Trzaskowski jednak nie chciał udzielić odpowiedzi na konkretne pytanie obywatela. Odpowiedział wymijająco, następnie podziękował dziennikarz i odszedł:

 

„Niech się pan nie nabiera na manipulacje telewizji rządowej. Dlatego, że to, co jest najważniejsze, to stać przy wszystkich mniejszościach. Wie pan, ile jest hejtu w szkołach? Są atakowane dzieciaki, które inaczej wyglądają, mają inny kolor skóry, inną orientację seksualną, które kibicują innemu klubowi. I dlatego musimy walczyć z nienawiścią i z hejtem i każdy prezydent, czy to prezydent miasta st. Warszawy, czy to prezydent Rzeczypospolitej powinien bronić mniejszości, bo na szczęście większość radzi sobie w Polsce dobrze– odparł.

 

 

 

Źródło: tvp.info, Twitter/ @JohnMcRac

Fot: YouTube/ Onet Radio (zrzut ekranu)

W majówkę na naszym portalu pisaliśmy o filmach opublikowanych w Internecie przez Sławomira K., który przedstawiał się jako działacz pozarządowej organizacji Forum LGBT. Na nagraniach palił polską flagę. Prowokator ma na swoim koncie już trzy takie spalenia, z 5 marca, 28 marca oraz to wykonane 2 maja, natomiast flagę Watykanu miał spalić nie później niż 6 marca. Swoje czyny tłumaczył niesprawiedliwością państwa, którą rzekomo doznał na własnej skórze.

 

Przypominamy, że kto złamie artykuł 137. Kodeksu Karnego, który mówi, że kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

 

Poza publikacją haniebnych filmów w sieci, o swoich działaniach sam poinformował organy ścigania, dostarczając również linki do filmów. Podejrzany miast stawił się do prokuratury 12 maja, złożył szczegółowe wyjaśnienia oraz przyznał się do zarzucanych mu czynów

 

„Ma zakaz opuszczania miasta na dłużej niż trzy dni bez wiedzy prokuratury i zakaz jakichkolwiek publikacji internetowych” – poinformował nas prokurator Nierebiński.

 

Poniżej umieszczamy link do ostatniego filmu prowokatora oraz do artykułu, w którym opisywaliśmy tę sprawę.

 

Działacz LGBT po raz kolejny pali polską flagę! [WIDEO]

 

Źródło: tvp.info

Fot: YouTube (zrzut ekranu)

Do sieci trafiło kolejne nagranie, na którym Sławomir Kuleta,  przedstawiający się jako działacz pozarządowej organizacji Forum LGBT pali polską flagę! Prowokator ma na swoim koncie już trzy takie spalenia, z 5 marca, 28 marca oraz to wykonane 2 maja, w Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polski. Sam potwierdził, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że może za ten haniebny czyn trafić  za kratki. Aktywista przyznał również, że polska flaga nie jest jego flagą, a zbezczeszczoną wersję wyśle Andrzejowi Dudzie. Poniżej ostatnie nagranie:

Złamanie artykułu 137. Kodeksu Karnego, który mówi, że kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku, tłumaczy protestem wobec działań państwa polskiego i Prezydenta.

 

Autor nagrania twierdzi,  że jako homoseksualista przez 10 lat był okłamywany przez Polskę „co do istnienia decyzji administracyjnej, która nigdy nie istniała”. – Gdy się w końcu o tym dowiedziałem, wytoczyłem Polsce proces i Polska mi odpowiedziała pozwem. Znów zaczęła mnie okłamywać – mówi. Po spaleniu flagi Sławomir Kuleta prosi Andrzeja Dudę o ułaskawienie.

 

To kolejna skandaliczna próba wywołania burzy wśród Polaków bezczeszcząc polskie symbole narodowe, nawet w przeddzień rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja. Miejmy nadzieje, że sprawca tego czynu surowo za to odpowie!

 

Źródło:

medianarodowe.pl

Fot: Youtube/ Slavek Sławomir Kuleta

 

Temat nad tym czy pozwolić, aby dzieci mogły być adoptowane przez pary homoseksualne to coś, co ciągle jest podnoszone przez środowiska lewicowe domagające się tego, aby najmłodsi mogli być wychowywani przez dwóch mężczyzn lub dwie kobiety żyjące w związku zamiast dorastać w tradycyjnym systemie, w którym istnieje mama i tata. Wypowiedzi w tym temacie, bywają jednak wyjątkowo kuriozalne. Przykładem tego jest to co powiedziała niedawno Wanda Nowicka z klubu Lewica.

 

W radiowej dyskusji prowadzonej przez redaktora Michała Rachonia gośćmi byli: wiceminister cyfryzacji Adam Andruszkiewicz oraz właśnie posłanka Wanda Nowicka. W rozmowie pojawił się temat możliwości posiadania dzieci przez związek dwóch mężczyzn.

 

Reprezentantka Lewicy tłumaczyła, że zdarza się iż nawet sławni geje wychowują dzieci wraz z innym mężczyzną, kiedy przykładowo zostało ono urodzone przez kobietę określaną jako „surogatka”. Po chwili dodała jednak, że zdarzył się przypadek iż to mężczyzna urodził dziecko i miał on miejsce w naszym kraju. Posłanka postanowiła wyjaśnić, które zdarzenie ma na myśli.

 

Nagranie z fragmentem tej dyskusji udostępnił na swoim fan pageu poseł Adam Andruszkiewicz.

 

Odlot opozycji

HIT! Pani poseł Nowicka z Lewicy twierdzi, że dwóch mężczyzn może… mieć dzieci 🤣 kosmiczny odlot naszej opozycji trwa i zejścia na Ziemię nie widać🤣👍

Gepostet von Adam Andruszkiewicz am Mittwoch, 19. Februar 2020

 

 

Źródło: Facebook/@andruszkiewicz.blog ; JEDYNKA- Polskie Radio

Od paru lat możemy zaobserwować popyt na tzw. odzież patriotyczną, m.in. koszulki z orzełkiem, czy „kotwicą ”. Początkowo uważałem to za bardzo pozytywne zjawisko- promowanie wartości narodowych, przypominanie o zasłużonych bohaterach, czy ważnych bitwach, które rozegrały się na przestrzeni wieków. Przemawiało do mnie również to, że w przeszłości spora część Polaków mieszkających na zachodzie czuła się stłamszona przez lata komunizmu i wstydziła się swojego pochodzenia. Teraz nadszedł czas, w którym Polacy dumnie mogą reprezentować swoją ojczyznę, a z orzełkiem na piersi czuć się po prostu dobrze.

 

Niestety, dla niektórych wspomniana wyżej odzież stała się zwykłym towarem, na którym można zarobić duże pieniądze. Bluzy z symbolem Narodowych Sił Zbrojnych zaczęły wyglądać coraz bardziej tandetnie, będąc dostępne na zwykłych bazarach. Coraz więcej pojawiało się ordynarnych grafik przedstawiających m.in. wizerunki żołnierzy wyklętych, co według mnie przynosiło odwrotny efekt do zamierzonego– zniechęcało „zwykłego Kowalskiego” i sporą część młodych ludzi do celebrowania święta obchodzonego 1 marca, kojarząc ten dzień z zestawem dresowym, na którym barwy narodowe znajdują się na nogawce, aniżeli z ludźmi, którzy bohatersko walczyli w podziemiu z reżimem komunistycznym. Chyba najbardziej dobitnym przykładem zbezczeszczenia symbolu było umieszczenie „kotwicy” na kiju baseballowym, który jak zakładam, nie służył do gry…

 

Nie same nieodpowiednie gadżety są problemem. W mojej opinii równie dużym są nabywcy tego rodzaju ubrań oraz okoliczności, w których te są używane. Niestety, bardzo często jest to osiedlowa patologia, która jest niechlubną wizytówką naszego społeczeństwa. Przykro robi mi się, słysząc opinie ludzi z otaczającego mnie środowiska, którzy widząc na przystanku osobę z symbolem Polski Walczącej, odczuwają strach i niechęć- z symbolem, który dla wszystkich Polaków powinien być świętością i kojarzyć się jednoznacznie dobrze.

 

Pisząc o tym zjawisku, które często jest podnoszone jako zarzut przez lewą stronę sceny politycznej, chciałbym zwrócić uwagę, że również ta część społeczeństwa bardzo często dopuszcza się prowokacyjnego, nieakceptowanego przez duże grono ludzi umieszczania barw tęczowych m.in. na obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej czy na fladze i godle Polski podczas swoich manifestacji.

 

Wspomniana już wcześniej „kotwica” została znieważona na tzw. czarnym proteście… Do podobnej sytuacji doszło 1 sierpnia podczas tegorocznego Marszu Powstania Warszawskiego właśnie w stolicy. Tym razem symbol powstańców został umieszczony na fladze środowisk LGBT. Wywołało to burzę medialną i oburzenie Polaków. Ludzie stojący za tym uzyskali to, czego chcieli- atencję i kontrowersję. Dochodzi do przykrej sytuacji, kiedy w tak ważną rocznicę- 75-lecie wybuchu powstania warszawskiego Polacy, zamiast zjednoczyć się, kolejny raz zostają uwikłani w gierki polityczne i dają się skłócić. Głównym tematem dyskusji w tym dniu już nawet nie jest czy dowództwo w 1944 roku podjęło słuszną decyzję, jakby wyglądała Europa, gdyby nie 63-dniowa walka Warszawiaków z niemieckim okupantem. Nie, głównym tematem stał się ruch LGBT…

 

Takie kontrowersyjne działania powodują, że część społeczeństwa coraz liczniej bierze udział w kontrmanifestacjach do tzw. Marszów Równości. Większość z nich nie jest jednak tak po prostu wrogo nastawiona do osób reprezentujących inną orientację seksualną, lecz do promowanych przez nich postulatów– są przeciwnikami adopcji dzieci przez pary homoseksualne, bądź wprowadzeniu karty LGBT+ w polskich szkołach, chcąc uniknąć zjawisk, które mają miejsca w zachodniej Europie. Podczas tego rodzaju kontrmanifestacji pojawia się czasem przemoc fizyczna i słowna, którą oczywiście trzeba potępić, tak jak środowiska narodowe odcinają się od skrajnych, marginalnych incydentów, które swoją drogą mogą być zwykłymi prowokacjami.

 

Tu znowu powraca temat odzieży patriotycznej. Bluza z hasłem „Śmierć Wrogom Ojczyzny”, mimo iż nawiązuje do emblematów noszonych przez żołnierzy 3. Wileńskiej Brygady NZW i w dzisiejszych czasach ma raczej znaczenie przenośne, wywołuje kontrowersję i pozwala środowiskom lewicowym spłycać przesłanie głoszone przez drugą stronę, a konserwatywną część społeczeństwa wrzucać do jednego worka z chuliganami, którzy ich zdaniem nawołują do nienawiści. Słowo kibol używane jest zamiennie ze słowem kibic, a to właśnie środowisko kibicowskie jest jedną z grup społecznych, która najbardziej angażuje się w akcje patriotyczne. Renowacje grobów lub zbiórki darów dla rodaków mieszkających na kresach wschodnich, marsze upamiętniające bohaterów, czy patriotyczne oprawy na meczach to tylko część trudu włożonego przez kibiców w budowaniu tożsamości narodowej. To właśnie na stadionach duża część młodych ludzi usłyszała pierwszy raz, chociażby o żołnierzach wyklętych czy rzezi wołyńskiej.

 

Dlatego apeluję do wszystkich ludzi zakładających odzież z symbolami narodowymi- patriotyzm to coś pięknego i nie należy się z nim kryć, wręcz przeciwnie. Ważne, żeby nie iść za modą, tylko mieć to zwyczajnie w sercu, a do tego, za co nasi przodkowie przelewali krew obnosić się z szacunkiem. Nosisz koszulkę z wizerunkiem rotmistrza Pileckiego? Poczytaj o nim, co zrobił, jak zasłużył się dla Polski. Taki moim zdaniem powinien być główny cel patriotycznej odzieży- poszerzanie wiedzy historycznej i budowanie tożsamości narodowej na podstawie chwalebnych wydarzeń w polskiej historii. Takie podejście pozwoli uniknąć kompromitacji, jakiej doświadczyli ludzie ze słynnego materiału Filipa Chajzera, wykazując się kompletnym brakiem wiedzy na temat symboli i dat znajdujących się na ich ubraniach. Przez tego typu przypadki środowisko patriotyczne jest niestety ośmieszane, a przez sporą część ludzi kojarzone z patologią. Ważne, aby w tym wszystkim zachować przyzwoitość i zdrowy rozsądek.

 

 

Konrad Adamczyk- Młody działacz społeczny i polityczny z Krakowa ; członek stowarzyszenia Endecja

 

 

Młoda kobieta nakleiła na drzwiach motorniczego naklejkę wspierającą LGBT. Za jej zerwanie nazwała motorniczego homofobem.

 

Do zdarzenia doszło w poznańskim tramwaju. Młoda kobieta nakleiła na drzwi kabiny motorniczego naklejkę z napisem „Strefa wolna od nienawiści” na tęczowym tle. Kierujący pojazdem zerwał ją, co spowodowało złość kobiety. Zaczęła na niego krzyczeć, zarzucając mu, że jest homofobem.

 

Sprawę skomentowała Iwona Gajdzińska z MPK Poznań, mówiąc o tym, że w przestrzeni pojazdów komunikacji miejskiej obowiązuje zakaz umieszczania treści, które nie zawierają informacji dla pasażerów.

 

Warto nadmienić, że za naklejanie treści niezgodnych z regulaminem komunikacji miejskiej grozi mandat. Nie wiadomo jednak, czy wspomniana kobieta została ukarana.

 

Jak informują czytelnicy serwisu ePoznan.pl, który opisał całą sprawę, do takich sytuacji dochodzi coraz częściej. Zwolennicy ideologii LGBT w ostatnim czasie nazywają homofobem każdego, kto ma choć trochę odmienne zdanie od nich. Nie zauważają natomiast, że swoim zachowaniem lub działaniami mogą szkodzić lub obrażać innych.

 

Źródło: TVP Info
Fot: Zdjęcie poglądowe

Nieźle! Taką opinię wygłosił biskup Morfou Neophytos.

Jak informuje hiszpański portal El Confidencial cypryjski biskup wygłosił takie kazanie specjalnie dla osób ze środowisk LGBT. Swoje przemówienie wygłosił w jednej ze szkół podstawowych.

Tłumaczył skąd według niego bierze się homoseksualizm. Jego zdaniem „zarażenie” homoseksualizmem następuje wtedy, kiedy para nie uprawia normalnego seksu.

„Już św. Porfiriusz mówił, że gdy kobieta lubi seks analny, to tego typu upodobania i pragnienia przechodzą również na dziecko.” – zaznaczył.

Trzeba przyznać, że jest to dosyć niespotykana opinia. Pojawiło się dużo negatywnych komentarzy. Wypowiedź biskupa potępiła organizacja ACCEPT, która walczy o prawa i równość dla środowisk LGBT na Cyprze.

ACCEPT stwierdziło, że środowiska LGBT są w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ 3 na 4 badanych doświadczyło nienawiści tylko dlatego, że są w środowisku LGBT.

Dodano, że takiego typu wypowiedzi nigdy nie powinny mieć miejsca. „Takie wypowiedzi prowadzą do wrogości wobec osób LGBT” – zaznaczono.

Wykład biskupa był dostępny zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Wstęp był wolny i każdy mógł wysłuchać jego słów.

Źródło: wprost.pl, o2.pl

Foto: Pixabay.com

 

Coś okropnego! Czego jeszcze nie wymyślą „tęczowi” działacze. Na szczęście sprawa trafiła już do prokuratury.

„Tęczowa” artystka z Wrocławia – Dominika Kulczyńska postanowiła sprofanować Maryję. Stworzyła dzieło, które nazwała „c**komaryjką” pomalowaną na tęczowo. Dochody ze sprzedaży „c**komaryjek” miały być przeznaczone na Kampanię Przeciw Homofobii. Jedna taka „c**komaryjka” kosztuje 80 złotych.

Do sieci „wpłynął” filmik, na którym Kulczyńska opowiada o swoim „dziele”.

” (…) c**komaryjka, która miała chronić drzewa przed wycinką, teraz ma inną funkcję – jest tęczowa i wspiera osoby, które identyfikują się z kolorami tęczy.” – powiedziała w filmie.

Jej „dzieło” zostało uznane za obrazę uczuć religijnych. W Internecie zawrzało. Lider Młodej Prawicy – Jan Strzeżek złożył doniesienie do prokuratury. Stwierdził, że jest to obrzydliwa prowokacja.

Tolerancja ma chyba swoje granice. A jakie jest Wasze zdanie?

Źródło: twitter.com

Foto: zrzut ekranu/ twitter