Od paru lat możemy zaobserwować popyt na tzw. odzież patriotyczną, m.in. koszulki z orzełkiem, czy „kotwicą ”. Początkowo uważałem to za bardzo pozytywne zjawisko- promowanie wartości narodowych, przypominanie o zasłużonych bohaterach, czy ważnych bitwach, które rozegrały się na przestrzeni wieków. Przemawiało do mnie również to, że w przeszłości spora część Polaków mieszkających na zachodzie czuła się stłamszona przez lata komunizmu i wstydziła się swojego pochodzenia. Teraz nadszedł czas, w którym Polacy dumnie mogą reprezentować swoją ojczyznę, a z orzełkiem na piersi czuć się po prostu dobrze.

 

Niestety, dla niektórych wspomniana wyżej odzież stała się zwykłym towarem, na którym można zarobić duże pieniądze. Bluzy z symbolem Narodowych Sił Zbrojnych zaczęły wyglądać coraz bardziej tandetnie, będąc dostępne na zwykłych bazarach. Coraz więcej pojawiało się ordynarnych grafik przedstawiających m.in. wizerunki żołnierzy wyklętych, co według mnie przynosiło odwrotny efekt do zamierzonego– zniechęcało „zwykłego Kowalskiego” i sporą część młodych ludzi do celebrowania święta obchodzonego 1 marca, kojarząc ten dzień z zestawem dresowym, na którym barwy narodowe znajdują się na nogawce, aniżeli z ludźmi, którzy bohatersko walczyli w podziemiu z reżimem komunistycznym. Chyba najbardziej dobitnym przykładem zbezczeszczenia symbolu było umieszczenie „kotwicy” na kiju baseballowym, który jak zakładam, nie służył do gry…

 

Nie same nieodpowiednie gadżety są problemem. W mojej opinii równie dużym są nabywcy tego rodzaju ubrań oraz okoliczności, w których te są używane. Niestety, bardzo często jest to osiedlowa patologia, która jest niechlubną wizytówką naszego społeczeństwa. Przykro robi mi się, słysząc opinie ludzi z otaczającego mnie środowiska, którzy widząc na przystanku osobę z symbolem Polski Walczącej, odczuwają strach i niechęć- z symbolem, który dla wszystkich Polaków powinien być świętością i kojarzyć się jednoznacznie dobrze.

 

Pisząc o tym zjawisku, które często jest podnoszone jako zarzut przez lewą stronę sceny politycznej, chciałbym zwrócić uwagę, że również ta część społeczeństwa bardzo często dopuszcza się prowokacyjnego, nieakceptowanego przez duże grono ludzi umieszczania barw tęczowych m.in. na obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej czy na fladze i godle Polski podczas swoich manifestacji.

 

Wspomniana już wcześniej „kotwica” została znieważona na tzw. czarnym proteście… Do podobnej sytuacji doszło 1 sierpnia podczas tegorocznego Marszu Powstania Warszawskiego właśnie w stolicy. Tym razem symbol powstańców został umieszczony na fladze środowisk LGBT. Wywołało to burzę medialną i oburzenie Polaków. Ludzie stojący za tym uzyskali to, czego chcieli- atencję i kontrowersję. Dochodzi do przykrej sytuacji, kiedy w tak ważną rocznicę- 75-lecie wybuchu powstania warszawskiego Polacy, zamiast zjednoczyć się, kolejny raz zostają uwikłani w gierki polityczne i dają się skłócić. Głównym tematem dyskusji w tym dniu już nawet nie jest czy dowództwo w 1944 roku podjęło słuszną decyzję, jakby wyglądała Europa, gdyby nie 63-dniowa walka Warszawiaków z niemieckim okupantem. Nie, głównym tematem stał się ruch LGBT…

 

Takie kontrowersyjne działania powodują, że część społeczeństwa coraz liczniej bierze udział w kontrmanifestacjach do tzw. Marszów Równości. Większość z nich nie jest jednak tak po prostu wrogo nastawiona do osób reprezentujących inną orientację seksualną, lecz do promowanych przez nich postulatów– są przeciwnikami adopcji dzieci przez pary homoseksualne, bądź wprowadzeniu karty LGBT+ w polskich szkołach, chcąc uniknąć zjawisk, które mają miejsca w zachodniej Europie. Podczas tego rodzaju kontrmanifestacji pojawia się czasem przemoc fizyczna i słowna, którą oczywiście trzeba potępić, tak jak środowiska narodowe odcinają się od skrajnych, marginalnych incydentów, które swoją drogą mogą być zwykłymi prowokacjami.

 

Tu znowu powraca temat odzieży patriotycznej. Bluza z hasłem „Śmierć Wrogom Ojczyzny”, mimo iż nawiązuje do emblematów noszonych przez żołnierzy 3. Wileńskiej Brygady NZW i w dzisiejszych czasach ma raczej znaczenie przenośne, wywołuje kontrowersję i pozwala środowiskom lewicowym spłycać przesłanie głoszone przez drugą stronę, a konserwatywną część społeczeństwa wrzucać do jednego worka z chuliganami, którzy ich zdaniem nawołują do nienawiści. Słowo kibol używane jest zamiennie ze słowem kibic, a to właśnie środowisko kibicowskie jest jedną z grup społecznych, która najbardziej angażuje się w akcje patriotyczne. Renowacje grobów lub zbiórki darów dla rodaków mieszkających na kresach wschodnich, marsze upamiętniające bohaterów, czy patriotyczne oprawy na meczach to tylko część trudu włożonego przez kibiców w budowaniu tożsamości narodowej. To właśnie na stadionach duża część młodych ludzi usłyszała pierwszy raz, chociażby o żołnierzach wyklętych czy rzezi wołyńskiej.

 

Dlatego apeluję do wszystkich ludzi zakładających odzież z symbolami narodowymi- patriotyzm to coś pięknego i nie należy się z nim kryć, wręcz przeciwnie. Ważne, żeby nie iść za modą, tylko mieć to zwyczajnie w sercu, a do tego, za co nasi przodkowie przelewali krew obnosić się z szacunkiem. Nosisz koszulkę z wizerunkiem rotmistrza Pileckiego? Poczytaj o nim, co zrobił, jak zasłużył się dla Polski. Taki moim zdaniem powinien być główny cel patriotycznej odzieży- poszerzanie wiedzy historycznej i budowanie tożsamości narodowej na podstawie chwalebnych wydarzeń w polskiej historii. Takie podejście pozwoli uniknąć kompromitacji, jakiej doświadczyli ludzie ze słynnego materiału Filipa Chajzera, wykazując się kompletnym brakiem wiedzy na temat symboli i dat znajdujących się na ich ubraniach. Przez tego typu przypadki środowisko patriotyczne jest niestety ośmieszane, a przez sporą część ludzi kojarzone z patologią. Ważne, aby w tym wszystkim zachować przyzwoitość i zdrowy rozsądek.

 

 

Konrad Adamczyk- Młody działacz społeczny i polityczny z Krakowa ; członek stowarzyszenia Endecja

 

 

Młoda kobieta nakleiła na drzwiach motorniczego naklejkę wspierającą LGBT. Za jej zerwanie nazwała motorniczego homofobem.

 

Do zdarzenia doszło w poznańskim tramwaju. Młoda kobieta nakleiła na drzwi kabiny motorniczego naklejkę z napisem „Strefa wolna od nienawiści” na tęczowym tle. Kierujący pojazdem zerwał ją, co spowodowało złość kobiety. Zaczęła na niego krzyczeć, zarzucając mu, że jest homofobem.

 

Sprawę skomentowała Iwona Gajdzińska z MPK Poznań, mówiąc o tym, że w przestrzeni pojazdów komunikacji miejskiej obowiązuje zakaz umieszczania treści, które nie zawierają informacji dla pasażerów.

 

Warto nadmienić, że za naklejanie treści niezgodnych z regulaminem komunikacji miejskiej grozi mandat. Nie wiadomo jednak, czy wspomniana kobieta została ukarana.

 

Jak informują czytelnicy serwisu ePoznan.pl, który opisał całą sprawę, do takich sytuacji dochodzi coraz częściej. Zwolennicy ideologii LGBT w ostatnim czasie nazywają homofobem każdego, kto ma choć trochę odmienne zdanie od nich. Nie zauważają natomiast, że swoim zachowaniem lub działaniami mogą szkodzić lub obrażać innych.

 

Źródło: TVP Info
Fot: Zdjęcie poglądowe

Nieźle! Taką opinię wygłosił biskup Morfou Neophytos.

Jak informuje hiszpański portal El Confidencial cypryjski biskup wygłosił takie kazanie specjalnie dla osób ze środowisk LGBT. Swoje przemówienie wygłosił w jednej ze szkół podstawowych.

Tłumaczył skąd według niego bierze się homoseksualizm. Jego zdaniem „zarażenie” homoseksualizmem następuje wtedy, kiedy para nie uprawia normalnego seksu.

„Już św. Porfiriusz mówił, że gdy kobieta lubi seks analny, to tego typu upodobania i pragnienia przechodzą również na dziecko.” – zaznaczył.

Trzeba przyznać, że jest to dosyć niespotykana opinia. Pojawiło się dużo negatywnych komentarzy. Wypowiedź biskupa potępiła organizacja ACCEPT, która walczy o prawa i równość dla środowisk LGBT na Cyprze.

ACCEPT stwierdziło, że środowiska LGBT są w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ 3 na 4 badanych doświadczyło nienawiści tylko dlatego, że są w środowisku LGBT.

Dodano, że takiego typu wypowiedzi nigdy nie powinny mieć miejsca. „Takie wypowiedzi prowadzą do wrogości wobec osób LGBT” – zaznaczono.

Wykład biskupa był dostępny zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Wstęp był wolny i każdy mógł wysłuchać jego słów.

Źródło: wprost.pl, o2.pl

Foto: Pixabay.com

 

Coś okropnego! Czego jeszcze nie wymyślą „tęczowi” działacze. Na szczęście sprawa trafiła już do prokuratury.

„Tęczowa” artystka z Wrocławia – Dominika Kulczyńska postanowiła sprofanować Maryję. Stworzyła dzieło, które nazwała „c**komaryjką” pomalowaną na tęczowo. Dochody ze sprzedaży „c**komaryjek” miały być przeznaczone na Kampanię Przeciw Homofobii. Jedna taka „c**komaryjka” kosztuje 80 złotych.

Do sieci „wpłynął” filmik, na którym Kulczyńska opowiada o swoim „dziele”.

” (…) c**komaryjka, która miała chronić drzewa przed wycinką, teraz ma inną funkcję – jest tęczowa i wspiera osoby, które identyfikują się z kolorami tęczy.” – powiedziała w filmie.

Jej „dzieło” zostało uznane za obrazę uczuć religijnych. W Internecie zawrzało. Lider Młodej Prawicy – Jan Strzeżek złożył doniesienie do prokuratury. Stwierdził, że jest to obrzydliwa prowokacja.

Tolerancja ma chyba swoje granice. A jakie jest Wasze zdanie?

Źródło: twitter.com

Foto: zrzut ekranu/ twitter

W Poznaniu doszło do ataku na kiosk i sprzedawcę. Wszystko za sprawą naklejki z nowego numeru Gazety Polskiej „Strefa wolna od LGBT”. Z dotychczasowych informacji wiadomo, że sklepikarza oblano nieznaną cieczą i zniszczono wyposażenie wnętrza.

 

Do ataku aktywistki LGBT doszło dziś po 12 w Poznaniu. Dziewczyna w koszulce z orłem na tęczowym tle miała przyjść pod kiosk w którym nabyć można najnowszy numer Gazety Polskiej.

 

Po krótkiej rozmowie ze sprzedawcą oblała go nieznaną brązową cieczą. Póki co nie wiadomo dokładnie co mogło to być, jednakże zniszczeniu uległ terminal, ekspozycja i odzież mężczyzny. Oblany sprzedawca wymagał pomocy.

 

Oto zachowanie rzekomo tolerancyjnych przedstawicieli środowiska sprzyjającego homoseksualistom. Atak jest odpowiedzią na sprzedaż Gazety Polskiej i naklejkę, która rozwścieczyła lewicowo-liberalnych zwolenników ruchu LGBT.

 

Wcześniej do dyskryminacji tego punktu sprzedaży zachęciła Grupa Stonewall, czyli organizacja wspierająca ruch gender. Wskazali na swoim Facebooku punkt sprzedaży i zachęcili do jego bojkotu.

 

Poznań, róg Mickiewicza i Zwierzynieckiej. Zachęcamy do omijania tego kiosku szerokim łukiem i niezostawiania w tym…

Gepostet von Grupa Stonewall am Donnerstag, 25. Juli 2019

 

Co więcej, sprzedawca okazuje się nie być czynnie zaangażowanym działaczem, a po prostu zwykłym sprzedawcą. Jak co dzień wystawił na witrynę nowe numery gazet i czasopism, które przyszły wraz z innym zaopatrzeniem. Dziś niestety spotkał się z atakiem nienawiści ze strony zwolenników ruchu LGBT, którzy -zwłaszcza po wydarzeniach z Białegostoku – usiłują zrobić z siebie ofiary agresji.

 

źródło: Radio Poznań

Kilka dni temu pisaliśmy na temat nastolatek z Łodzi, które znieważyły cmentarz. 

14-latki wrzuciły do Internetu filmik, na którym widać jak skaczą po grobach, kradną znicze i kwiaty oraz wieszają się na krzyżach. Stwierdziły również, że nie obchodzą je komentarze innych, ponieważ one „mają wy***ane.” Filmik bardzo szybko zyskał popularność. Nastolatki zalała fala negatywnych komentarzy z całej Polski. Chyba nie spodziewały się aż takiego odzewu.

Filmik trafił do mediów. Po publikacji filmiku w prasie sprawą zainteresowali się policjanci z Ogniwa do Spraw Nieletnich i Patologii VI Komisariatu Policji KMP w Łodzi. Nastolatki zostały już przesłuchane przez policję.

„Nastolatki przestawiały na grobach znicze i kwiaty oraz fotografowały się w różnych pozach w bezpośrednim sąsiedztwie nagrobków. Dodatkowo zabrały krzyż znaleziony w alejce cmentarza i porzuciły go w innym miejscu na terenie tej samej nekropolii.” – powiedział Marcin Fiedukowicz, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.

14-latki zapytane dlaczego zrobiły coś takiego tłumaczyły, że wszystko to było nieprzemyślane. Chciały jedynie zwrócić na siebie uwagę.

Zarzuty to znieważenie miejsca pochówku zmarłych. Sprawa trafi do sądu rodzinnego, jednak nastolatki są niepełnoletnie, więc za swoje zachowanie nie będą odpowiadać karnie.

Źródło: dzienniknarodowy.pl, wprost.pl

Foto: twitter.com/zrzut ekranu

 

 

 

Robert Bąkiewicz zaapelował dziś na łamach Mediów Narodowych by wierni kościoła „nie dawali pieniędzy na tacę.” To pokłosie wydarzeń w związku z marszami równości w Polsce.

 

„Ci patriarchowie prowadzą nas na manowce. To marksistowska propaganda” – stwierdza Robert Bąkiewicz. W rozmowie na łamach Mediów Narodowych komentował ostatnie wydarzenia w związku z marszem równości w Białymstoku i profanacji wizerunku Matki Boskiej w Płocku.

 

” Z tego miejsca apeluję o to, żeby wszyscy wierni diecezji warszawsko-praskiej oraz innych diecezji, gdzie nie ma pasterzy broniących wiary, Kościoła, Jezusa Chrystusa, Trójcy Przenajświętszej i Matki Bożej, w trakcie niedzielnych Mszy Świętych nie dawali pieniędzy na tacę. Koniec z tym!” – stwierdza lider Marszu Niepodległości.

 

Organizator Marszu Niepodległości uważa, że kościół, a raczej jego zwierzchnicy, nie bronią dziś należycie wiary i stoją po stronie radykalnej lewicy. Dlatego zachęca wiernych by nie wspierali kościoła dobrowolnymi datkami pieniężnymi. Zdaniem Bąkiewicza maksymalnie można przekazać na tacę tzw. żółciaki, czyli monety jedno, dwu i pięciogroszowe.

 

Bąkiewicz poświęcił znaczą część rozmowy opisanym darowiznom. Następnie postawił hierarchów kościoła w jednym szeregu ze środowiskiem LGBT. Zdaniem działacza duchowni nie potępiając należycie przeciwników kościoła wspierają ich i rujnują katolicyzm w Polsce.

 

Jakość apelu Bąkiewicza budzi wiele kontrowersji. Pieniądze z tzw. tacy mają wiele funkcji. Służą utrzymaniu świątyń, organizacji wydarzeń, działalności społecznej i wielu innym celom, nie zaś tylko duchownym jako osobom. Odezwę organizatora Marszu Niepodległości można odebrać także jako atak na instytucję kościoła.

 

W końcu nazywając duchownych zdrajcami sam niejako przyłącza się do przeciwników kościoła. Kapłanów jako ludzi oczywiście można, nawet należy napominać jeśli rzeczywiście działają na szkodę kościoła, jednakże jest to działanie niebezpieczne.

 

Bąkiewicz wskazuje niegodne jego zdaniem osobistości. Biskupa Henryka Hosera nazwał masonem. Wielu innych księży uznał za heretyków. Prowadzący rozmowę wspierał narrację Bąkiewicza. Działacze uważają, że wiarygodnym dowodem na katolicką postawę hierarchów kościoła byłaby wizyta w studiu Mediów Narodowych z deklaracją w spornych ich zdaniem zagadnieniach.

 

Czy bojkot kościoła także ze strony narodowców przyniósłby pozytywne efekty czy może spotęgował ataki seryjnie wyprowadzanie ze strony lewicy i liberałów?

 

Osoby odwiedzone w tej sposób od kościoła i zniechęcone kontaktem z duchownymi mogą stale odłączyć się od wspólnoty wiernych. Poza tym apel Bąkiewicza wzmacnia antyklerykalne skrzydło istniejące także po prawej stronie.

 

Co więcej, jako jeden z liderów środowiska narodowego i organizator Marszu Niepodległości, Bąkiewicz musi liczyć się z odpowiedzialnością za swoje słowa. Może w ten sposób stracić wsparcie kościoła dla patriotycznych inicjatyw. To byłoby ciosem dla obu stron, zatem wzmocnieniem dla demoliberalnych wrogów wiary.

 

Poniżej materiał wideo z rozmowy Mediów Narodowych:

 

fot. Zrzut Ekranu/ Media Narodowe

Od ostatniej soboty cała Polska żyje wydarzeniami związanymi z marszem równości w Białymstoku. Wbrew pozorom nie wszyscy kontrmanifestanci zachowywali się agresywnie.

 

W sobotę 20 lipca ulicami Białegostoku przeszedł pierwszy marsz równości, który relacjonowaliśmy na żywo i podsumowaliśmy tutaj. Mimo wielu blokad kontrmanifestantów, nie udało się zatrzymać marszu.

 

Media piszą o agresji protestujących, jednak skupiają swoją uwagę tylko na manifestantów będących tuż przed kordonem policji idących na czele marszu. Tymczasem w centrum odbyło się kilka pokojowych zgromadzeń, które skutecznie uprzykrzyły uczestnikom marsz równości przemarsz.

 

Oprócz pikniku rodzinnego i różańca zorganizowano także Marsz w obronie obowiązkowej matury z matematyki, a organizatorami była lokalna Młodzież Wszechpolska. Miejsce rozpoczęcia zgromadzenia było tuż przy miejscu rozpoczęcia marszu równości. Manifestanci skutecznie zajęli dwa pasy ruchu, przez co cała ulica musiała być zajęta. Dzięki temu nikt nie mógł przejechać na rozpoczęcie marszu równości.

 

„Policja nie chciała nas wpuścić na nasze zgromadzenie na ulicy, mimo że od 14:00 mieliśmy do tego prawo. Gdy już stanęliśmy na jezdni i rozpoczęliśmy zgromadzenie nadjechał bus z nagłośnieniem lgbt, którego zgodnie z prawem nie mieliśmy obowiązku wpuścić na nasze zgromadzenie i tak też się stało.” – powiedziała Kinga Dubrawska, organizatorka wydarzenia.

 

Na nagraniu widzimy jak kilkunastu członków Młodzieży Wszechpolskiej skanduje „sinus cosinus” oraz „obowiązkowa matura z matematyki”. Poniżej nagranie ze zgromadzenia:

 

Wczorajsza parada równości odbiła się szerokim echem zarówno w Polsce jak i na świecie. O marszu pisały wszystkie media w Polsce oraz niektóre z zagranicy. Pewien homoseksualista postanowił zapić z…parad równości.

Homoseksualista pod pseudonimem  Jakuboski76 opublikował film na YouTube, w którym stwierdził, że wcale nie popiera środowisk LGBT.

„Nie chcę być kojarzony z tym wszystkim. Nie lubię różowego koloru, nie lubię spędów w piórkach. Nie podoba mi się to, ja się z tym w ogóle nie utożsamiam, nie biorę w tym udziału, nie zachowuję się tak. Nawet w czterech ścianach, kiedy nikt nie widzi.” – powiedział.

Dodał, że jego zdaniem same marsze równości szkodzą wizerunkowi homoseksualistów.

Podkreślił, że takie marsze w żaden sposób nie ubogacają jego wizerunku.

Cały film można obejrzeć tutaj:

Zgadzacie się?

Źródło: niezalezna.pl

Foto: Pixabay.com/screen YouTube