Dwaj pseudokibice nie zatrzymali się samochodem do policyjnej kontroli. Postanowili spróbować ucieczki przed funkcjonariuszami, która skończyła się wypadkiem drogowym.

 

Do całego zdarzenia doszło w Lublinie. Kryminalni i policjanci z drogówki chcieli zatrzymać do kontroli jadące od strony Kraśnika audi. Funkcjonariusze podejrzewali, że pojazdem tym przewożone są narkotyki.

 

Próby zatrzymania przez mundurowych pojazdu spełzły jednak na niczym. Kierowca zignorował dawane mu sygnały dźwiękowe oraz świetlne i zaczął uciekać. Podczas ucieczki, którą zarejestrowały policyjne kamery mężczyzna prowadzący audi próbował poboczem wyprzedzić busa. Podczas tego manewru kierowca kilkukrotnie uderzył w busa i nawet przez chwile znalazł się w rowie. Mimo tego nie zaprzestał ucieczki.

 

Uciekający z dużą prędkością wjechali na skrzyżowanie. Nie udało im się wyrobić na zakręcie i uderzyli samochodem w metalowe barierki. Z audi wydostało się wówczas dwóch mężczyzn i kontynuowali ucieczkę pieszo. Policjanci jednak zdołali ich złapać.

 

Policyjny pościg za audi

Wczoraj w Lublinie 😮Już wiadomo, dlaczego dwaj młodzi mieszkańcy Lublina w taki sposób uciekali przed policją ➡️ https://www.dziennikwschodni.pl/lublin/juz-wiadomo-dlaczego-panowie-w-audi-szalenczo-uciekali-przed-policja-zobacz-poscig-wideo,n,1000267113.html

Gepostet von Dziennik Wschodni am Dienstag, 26. Mai 2020

 

Jak się okazało uciekającymi było dwóch pseudokibiców z Lublina. Kamil W. oraz Gabriel B. Obydwaj dobrze znani policji i wchodzący już wcześniej w konflikty z prawem. W samochodzie przewozili 3 kg marihuany. Za czyny jakich się dopuścili grozi im do 5 lat więzienia.

 

Źródło: Dziennik Wschodni

Foto: Facebook/ Dziennik Wschodni

Do bardzo ciekawej sytuacji doszło w piłkarskiej trzeciej lidze, a właściwe w grupie IV. O awans na wyższy szczebel klasy rozgrywkowej walczył Motor Lublin oraz krakowski Hutnik, który swoją siedzibę ma w północno- wschodniej dzielnicy dawnej stolicy Polski. 

 

Przed wybuchem epidemii koronawirusa, pierwsze miejsce w tabeli zajmowała drużyna z Nowej Huty, mająca taką samą liczbę punktów jak Motor. Ten miał lepszy bilans bramkowy. Jednak to Hutnik wygrał bezpośredni mecz między tymi drużynami. To według wielu przeważało na stronę klubu założonego w 1950 roku, taka jest zasada.

 

Lubelski Związek Piłki Nożnej podjął jednak bardzo kontrowersyjną decyzję i lidera przyznał drużynie ze wschodniej Polski. Ten ruch wywołał burzę wśród fanów piłki nożnej w całej Polsce. Zarząd Hutnika Kraków  zapowiedział złożenie odwołania od tej decyzji. Swoje zdanie wyraził także Zbigniew Boniek:

 

„Pandemia spowodowała zakończenie niektórych rozgrywek. Ci, którzy mają pretensje, czasami zapominają, że przyczyną problemu nie jest regulamin, lecz właśnie pandemia i niemożliwość rozegrania meczów. Natomiast akurat ta sytuacja jest dla mnie jedynym klarownym przypadkiem, że nastąpiła dowolna interpretacja. A wydaje mi się, że taka dowolna interpretacja nieco uderza w polski futbol”.

 

Na jego wniosek Komisja ds. Nagłych postanowiła przyznać awans obu zespołom i powiększyć rozgrywki na kolejny sezon.

 

„Myślę, że dzięki tej decyzji zwyciężył przede wszystkim sport i zdrowy rozsądek. Absolutnie nie chcę włączać się w dyskusję i interpretację przepisów Lubelskiego Związku Piłki Nożnej, który autonomicznie prowadził rozgrywki w IV grupie trzeciej ligi. Mam nadzieję, że przyjęte rozwiązanie zadowoli wszystkich zainteresowanych, a Motor i Hutnik pomyślnie przejdą proces licencyjny i swą obecnością oraz klasą sportową wzmocnią drugoligowe zmagania”– czytamy na stronie PZPN.

 

 

Źródło: polsatsport.pl, pzpn.pl

Fot: Wikimedia Commons

W czasach koronawirusa zaczyna doceniać się najmniejsze rzeczy – spokojne spacery do sklepów, spotkania ze znajomymi, czy w przypadku osób wierzących udział w prawdziwej mszy świętej w kościele. 

 

 

Rzeczywistość stała się w ostatnich tygodniach brutalna. Większość z nas musi przebywać większość dnia w domach, dzieci nie mogą chodzić do szkół, przyjaciele spotkać na piwie. Niektórzy stracili więcej, niektórzy mniej. Do tych bardziej dotkniętych pandemią należy na pewno zaliczyć polskich księży, oraz całe parafie. Ze względu na brak wiernych na mszach świętych w kościołach, parafialne kasy zaczynają świecić pustkami. Sytuacja jest jeszcze gorsza, gdy np parafia ma zaciągnięty kredyt.

 

 

Mimo wielkiego kryzysu, na piękne słowa i prośbę zdecydował się zwierzchnik Archidiecezji Lubelskiej – ksiądz Arcybiskup Stanisław Budzik.

 

 

Na stronie Archidiecezji pojawił się 6 kwietnia wpis zatytułowany „Zarządzenie Metropolity Lubelskiego w kwestiach ekonomicznych w związku ze stanem epidemii”.

 

W jego treści Arcybiskup Budzik prosi księży, w szczególności proboszczów parafii w diecezji, o ograniczenie wydatków do minimum, chociażby przez zatrzymanie lub zrezygnowanie z przeprowadzanych inwestycji, oczywiście o ile to możliwe.

 

„Nie należy podejmować nowych inwestycji. Inwestycje rozpoczęte można roztropnie kontynuować lub wstrzymać. W wypadku zaciągniętego kredytu bankowego można rozważyć złożenie wniosku o jego odroczenie. Zachęcić wiernych do składania ofiar na bieżące potrzeby parafii. Nie zapominać o podziękowaniu za złożone ofiary”

 

 

Metropolita Lubelski zaimponował jednak przede wszystkim prośbą w kierunku księży o wsparcie dla polskich szpitali, tak jak robią to księża innych diecezji.

 

„Kapłani wielu diecezji polskich wspierają finansowo służbę zdrowia w tym trudnym czasie pandemii. Serdecznie proszę wszystkich kapłanów archidiecezji (biskupów, proboszczów, wikariuszy, rezydentów, pracowników naukowych, kapelanów, emerytów – z wyłączeniem kapłanów chorych i misjonarzy) o złożenie jałmużny postnej w wysokości przynajmniej 200 złotych na wsparcie jednego ze szpitali w naszym regionie”

 

Pieniądze mają być zbierane przez kurię, aby na koniec móc podać łącznie zebraną przez kapłanów kwotę.

Wielkie brawa za tą piękną inicjatywę Arcybiskupa.

 

 

Źródła:

Fakt.pl

Fot.: Wikipedia

Telefony są współcześnie bardzo popularne. Można powiedzieć, że dla wielu osób stały się niezbędne i trudno bez nich wytrzymać choćby chwili. Nieraz przeradza się to w uzależnienie, jednak trzeba wiedzieć kiedy oderwać wzrok od urządzenia i zachować ostrożność.

Do zdarzenia doszło wieczorem 25 listopada na przejściu dla pieszych na ulicy Lwowskiej w Lublinie. Mrożącą krew w żyłach scenę zarejestrował monitoring. Kobieta, nie rozglądając się, weszła na przejście dla pieszych. Była zapatrzona w telefon komórkowy. Nadjeżdżający kierowca nie zatrzymał się, tylko zjechał na drugi pas i chciał ją ominąć. Kobieta jednak zdecydowała się przebiec ostatni odcinek przejścia i została potrącona.

 

CZYTAJ TAKŻE: UWAŻAJ! Płatki śniadaniowe dla dzieci SKAŻONE! Znaleziono w nich toksyczną substancję (FOTO)

 

Na szczęście kobieta nie odniosła poważnych obrażeń. Natomiast kierowca dostała mandat. Badanie wykazało, że nie miał alkoholu we krwi.

 

 

Źródło: policja.pl

To co wydarzyło się w Lublinie jest naprawdę nie do pomyślenia. Nie uwierzycie co zrobił sędzia. Wstyd! 

W tamtym tygodniu w godzinach popołudniowych w Lublinie zauważono pewnego mężczyznę, który siedział na schodkach obok hotelu. Miał spuszczone spodnie oraz bieliznę. Wyglądał również jakby doznał jakiegoś upadku. Postanowiono wezwać policję. Okazało się, że był to sędzia, który gdy tylko zobaczył policję nagle otrzeźwiał przyznał się, że jest sędzią i powiedział, że „jego w ogóle tutaj nie ma.”

 

Przyjechało także pogotowie, które udzieliło mu pomocy. Policja potwierdziła, że mężczyzna rzeczywiście jest sędzią.

 

Był w takim stanie, że nawet nie wiedział, gdzie się znajduje. Raz mówił, że jest w Radomiu, kolejnym razem, że w Krakowie. Wspominał też o zaparkowanym gdzieś w pobliżu samochodzie.

-powiedział jeden ze świadków.

 

Sędzia nie był w stanie ustać na nogach. Funkcjonariusze przebadali go alkomatem, który wykazał 2,3 promila alkoholu w organizmie.

 

Źródło: lublin112.pl

Foto: Pixabay.com

Lubelscy policjanci dokonali makabrycznego odkrycia. W busie zaparkowanym na Czechowie odnaleziono zakrwawione zwłoki kobiety. Sprawcą tego okrutnego czynu ma być 48-letni mężczyzna, którego kompletnie pijanego odnaleziono w przydrożnych zaroślach.

 

– Kobieta spożywała alkohol wspólnie ze znajomymi. Podczas libacji doszło do nieporozumienia i awantury, podczas której została dotkliwie pobita. Kobieta w wyniku odniesionych obrażeń zmarła – poinformował kom. Kamil Gołębiowski z lubelskiej policji.

 

Funkcjonariusze podejrzewają, że za śmierć kobiety odpowiada 48-letni mężczyzna., który został już zatrzymany. Podejrzany był już karany za podobne przestępstwa. W więzieniu spędził blisko 30 lat!

 

Źródło: se.pl

Foto: Zdjęcie poglądowe/YouTube.com

Do kradzieży doszło w jednym ze sklepów w Lublinie. Złodziejka aktualnie poszukiwana jest przez policję. 

Kobieta ukradła sukienkę o wartości 1,4 tysiąca złotych w galerii handlowej przy ul. Lipowej w Lublinie. Została nagrana przez kamerę. Tożsamość kobiety nie jest jednak znana. Policja prosi o pomoc w poszukiwaniu kobiety.

 

Policja dodała, że osoby które znają lub są w stanie rozpoznać kobietę proszone są o kontakt. Mają zadzwonić pod nr telefonu 81 535 48 00 lub 112. Jeżeli ktoś chce przekazać sprawę anonimowo również jest taka możliwość.

 

Filmik można z kradzieży zobaczyć: (TUTAJ)

Źródło: o2.pl

Foto: zrzut ekranu

W miejscowości Barak na obwodnicy Lublina doszło do tragicznego w skutkach wydarzenia. W samochodzie dostawczym pękła opona, co spowodowało przewrócenie pojazdu. Całą sytuację widziała 33-letnia mieszkanka Pabianic, która chciała udzielić pomocy poszkodowanym. Niestety, kobieta próbując dostać się na drugą stronę obwodnicy, upadła z dużej wysokości – ponosząc śmierć na miejscu. 

 

33-latka w momencie wypadku prowadziła tira na innym pasie. Dostrzegając niebezpieczną kolizję postanowiła błyskawicznie zareagować. Kobieta przeskoczyła przez barierki oddzielające obie drogi. Na jej nieszczęście, wpadła w szczelinę i spadła z wiaduktu o wysokości około 10 metrów.

 

– 33-latka chciała przeskoczyć przez barierkę. Nie wiedziała jednak, że znajduje się na wiadukcie. Spadła z wysokości około 10 metrów i zginęła na miejscu – informuje Andrzej Fijołek z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.

 

Upadek z tak dużej wysokości okazał się dla niej tragiczny w skutkach. Po przyjeździe na miejsce służb, lekarze stwierdzili zgon kobiety. Kierowca oraz pasażer samochodu dostawczego zostali przewiezieni do szpitala.

 

Źródło: Dziennikwschodni.pl

Foto: Zdjęcie poglądowe/YouTube.com

2 lata temu lublinianie świętowali 700 lecie uzyskania praw miejskich. Rok temu obchodziliśmy 100 lecie odzyskania niepodległości. Teraz świętujemy 450 lecie Unii Lubelskiej. Chociaż wydarzenia upamiętniające nadal trwają chciałbym w rocznicę dnia wydania dokumentu przez króla (04.07) podzielić się refleksją na temat czczenia powstania Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

 

Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. H. Łopacińskiego przy wsparciu Miasta Lublin przygotowała cykl otwartych wykładów „Unia Lubelska i jej tradycje”. Wykłady będą się odbywać raz w miesiącu, od lutego do grudnia. Podsumowaniem wykładów będzie wydawnictwo zbierające wszystkie materiały wypracowane podczas spotkań. Miałem przyjemność wysłuchania wykładu na temat przebiegu polsko-litewskich obrad. Prelegent wskazywał, że Rzeczpospolita Obojga Narodów powstawała w bólach. 1 marca doszło do opuszczenia Lublina przez Litwinów. Kolejne dni zaowocowały również inkorporacją Podlasia, Wołynia oraz Ukrainy.

 

Oprócz podmiotów publicznych zaangażowany był również sektor pozarządowy. 19 czerwca Stowarzyszenie KoLiber zorganizowało „Toast za Unię Lubelską”. Wydarzenie rozpoczęło się w Pałacu Czartoryskich. Mogliśmy wysłuchać wykładu dr hab. Włodzimierza Osadczego na temat właściwego zrozumienia hasła „Wolni z wolnymi, równi z równymi”. Trwałość Unii była wynikiem solidnych fundamentów. Nowe państwo było oparte na łacińskiej cywilizacji. Litwini dążyli do zjednoczenia ze względu na atrakcyjność kulturową Polski. Warto podkreślić, że nazwa Rzeczpospolita Obojga Narodów pojawiła się stosunkowo późno. Państwo powstałe w 1569 r. było Polską. Po wykładzie odbyła się nieskrępowana dyskusja na temat tego dziejowego wydarzenia. Pojawiły się głosy osób krytycznie nastawionych do Unii Lubelskiej. Zwieńczeniem pierwszego etapu obchodów był koncert muzyki renesansowej w wykonaniu zespołu „Ars Nova”. Następnie uczestnicy udali się do Grand Hotelu Lublinianka na integrację konserwatywno-liberalnego środowiska.

 

Natomiast od 28 czerwca do 4 lipca pod hasłem „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”  odbywały się obchody zorganizowane przez Miasto Lublin. 30 czerwca wziąłem udział w dwóch wydarzeniach. Pomimo niesprzyjającej aury, wziąłem udział w zaśpiewaniu przez lublinian Te Deum na schodach Zamku Lubelskiego. Wysłuchałem również fragmentu koncertu zespołu Alta „Muzyka Złotego Wieku – Jan z Lublina i jego Europa”. Następnego dnia, w rocznicę uchwalenia Unii Lubelskiej uczestniczyłem we Mszy św. W Bazylice oo. Dominikanów. Podczas homilii przypominano słowa św. Jana Pawła II „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”. Powołując się na nie, należy pamiętać, że słowa te były raczej wskazówką, radą a nie stwierdzeniem faktu. Papież wskazywał, że trwałą wspólnotę należy budować na chrześcijańskich wartościach. Podkreślano również wagę dialogu i kompromisu w trakcie powstawania nowego państwa. Wspominając burzliwe obrady oraz inkorporację przez Koronę część ziem Litwy nie trudno polemizować z tą atrakcyjnie brzmiącą tezą. Przedstawiciel kościoła prawosławnego zwrócił uwagę, że zjednoczeniu nie służy ujednolicanie.

 

Tego dnia skorzystałem również z bogatej oferty kulturalnej. Wysłuchałem premierowego wykonania oratorium „(Po)mosty” Piotra Selima z udziałem lubelskiego chóru Kantylena oraz koncertu „Vivat Rzeczpospolita!” w wykonaniu Roberta Pożarskiego. Ostatnią propozycją, z jakiej skorzystałem było widowisko Klechdy Lubelskie. W nie zobowiązującej formie można było sobie przypomnieć historię polskiej poezji.

 

Apogeum obchodów rocznicy zawarcia Unii Lubelskiej skłania do refleksji nad celem i sposobami świętowania. Z jednej strony chcemy wzbogacić i uporządkować wiedzę na temat ważnych wydarzeń. Historycy nie powinni idealizować dziejów. Powinniśmy znać przebieg wydarzeń, dopatrywać się ciągu przyczynowo-skutkowego i nazywać rzeczy po imieniu. Z drugiej strony rocznice są po to by budować wspólnotę. Chcemy być dumni z własnego dziedzictwa. Szukamy podpowiedzi na czas teraźniejszy. Skutkuje to uproszczeniami, chwytliwymi bon motami. Trudne jest porównywanie do czasów, kiedy pojęcia dziś stosowane miały inne znaczenie. Różne były wyzwania i racja stanu. Trzecią potrzebą jest oderwanie się od bieżących problemów. Dlatego popularne są rekonstrukcje wydarzeń oraz koncerty muzyki z epoki. Ważne jest, żeby każdy obywatel mógł zaspokoić swoją potrzebę. Im więcej podmiotów zaangażowanych tym więcej możliwości. Co wybiorą mieszkańcy? Rynek zweryfikuje.

 

 

 

 

Marcin Pietrosiński- prawnik, członek Rady dzielnicy Śródmieście w Lublinie, sekretarz lokalnych struktur Stowarzyszenia KoLiber oraz członek tamtejszego Klubu Młodych Kukiz’15.