Niepokojące doniesienia dotarły do mediów dziś rano. Na południu Polski doszło do wybuchu w miejscu, w którym często przebywa sporo turystów. Niestety nie niektóre osoby poważnie ucierpiały w tym zdarzeniu.

 

Niebezpieczne sceny rozegrały się na Podhalu, a konkretniej w Białce Tatrzańskiej. Wybuch nastąpił na terenie jednego z tamtejszych hoteli. Na miejsce skierowano służby ratunkowe.

 

Niestety co najmniej sześć osób zostało rannych w wyniku wybuchów. Jak podaje portal rmf24.pl, zdaniem strażaków obrażenia dwóch poszkodowanych są niestety poważne, a jedna z tych osób musiała zostać zabrana przez śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Na miejscu pracuje też dziesięć zastępów straży pożarnej.

 

Z hotelu ewakuowanych zostało 24 ludzi. Wśród nich są właściciele, a także ludzie wynajmujący tam pokoje.

 

Nie są znane szczegółowe okoliczności i informacje na temat tego jak doszło do wybuchu. Prawdopodobnie mieliśmy w tym przypadku do czynienia z wybuchem gazu. W budynku tym zainstalowana ma być wewnętrzna instalacja gazowa, która połączona jest z zewnętrznym zbiornikiem.

 

[AKTUALIZACJA]: Niestety nie dwie, a trzy osoby doznały poważnych obrażeń przy okazji opisanego zdarzenia.

 

Aktualizacja: na miejscu wylądował śmigłowiec LPR Ratownik 6UWAGA!Wybuch gazu w hotelu w Białce Tatrzańskiej. Według…

Gepostet von 112malopolska.pl am Mittwoch, 6. November 2019

 

 

 

Źródło: Facebook/@112malopolska ; rmf24.pl

 

Jest ciąg dalszy sprawy dotyczącej Magdaleny Kralki. Stało się o niej w ostatnich miesiącach głośno zarówno w internecie, jak i też telewizji, w związku z listem gończym i poszukiwaniem jej w Europie. Kobieta miała przejąć stery w brutalnym gangu po aresztowaniu jej partnera.

 

O grupie przestępczej, do której należeć miała Magdalena Kralka pisaliśmy na łamach naszego portalu już niejednokrotnie. Gang działał w ostatnich latach na terenie Małopolski, po tym jak został założony przez braci Z., którzy początkowo kojarzeni byli ze środowiskiem pseudokibiców Cracovii. Mieli oni być niegdyś jednymi z bardziej znanych chuliganów „Pasów” na krakowskim osiedlu Ruczaj. Z czasem jednak bracia nie skupiali się już w pierwszej kolejności na klubowych barwach i bojówkach kiboli, ale założyli własną grupę przestępczą, w których szeregach znalazł się m.in. Ormianin Tigran P. To również świadczy o tym, że grupa braci Z. nie była bojówką pseudokibiców, a stała się brutalnym gangiem, o którym kilkukrotnie zrobiło się głośniej w przeciągu ostatnich dwóch lat.

 

Gang braci Z. dopuścił się porwania swojego wcześniejszego kolegi i kompana w interesach- Patryka P., który miał w pewnym momencie okazać się nielojalny wobec innych członków grupy. Został on obezwładniony i zabrany spod siłowni na krakowskich Swoszowicach i przewieziony do domu w rejonie ul. Tynieckiej, gdzie znęcano się nad nim.W ramach przestępczego rozliczenia okradziono dom Patryka P., a także zażądano od jego ojca zapłacenia okupu.

 

Po tamtych wydarzeniach policja przeprowadziła działania, które doprowadziły do rozbicia gangu. Jeden z braci-gangsterów Adrian Z. ps. „Zielony” został zastrzelony przy okazji akcji antyterrorystów w zajmowanym przez niego domu. Jego bracia- Mariusz i Jakub, podobnie jak i też inni członkowie gangu zostali zatrzymani.

 

Kiedy szefostwo grupy trafiło za kratki, a proces braci Z. i ich kolegów ruszył przed sądem, wówczas stery w grupie przejąć miała kobieta związana z Mariuszem Z.- Magdalena Kralka. Fakt, że w gangu tak dużo do powiedzenia miała blondwłosa młoda kobieta nie sprawił, że działające dla niej osoby przestały być brutalne. Zdaniem mediów, Magdalena Kralka zlecać miała m.in. pobicia (w tym z użyciem niebezpiecznych narzędzi), a także zarabiać spore pieniądze w ramach narkotykowego biznesu.

 

Zdjęcia Magdaleny Kralki oraz jej opis obiegły portale społecznościowe po wydaniu za nią listu gończego. Śledczy zarzucają jej kierowanie grupą przestępczą, a także handel narkotykami na masową skalę. Mówi się tutaj o 120 kilogramach kokainy o wartości 4,3 miliona euro oraz aż 5,5 tony marihuany wycenianej na 88 milionów złotych.

 

Magdalena Kralka zdecydowała się po raz drugi już skierować do sądu wniosek o wydanie jej listu żelaznego, dzięki któremu mogłaby odpowiadać z wolnej stopy pod pewnymi warunkami. Tak podjęty krok tłumaczyła ona faktem, że nie chciałaby zginąć zastrzelona. Pierwszy taki wniosek złożyła ona pod koniec zeszłego roku i wówczas odmówiono jej, ze względu na nie spełnienie wymogów formalnych. Teraz kobieta spotkała się po raz drugi z odmową. Tym razem sąd ma obawiać się matactwa z jej strony. Mecenas Maciej Burda, będący adwokatem ówczesnej szefowej gangu nie skomentował decyzji sądu.

 

W związku z powyższym Kralka nadal jest poszukiwana przez Interpol. Za 30-latką wydany został też Europejski Nakaz Aresztowania. Policja zwraca uwagę na fakt, że osoby pomagające poszukiwanej kobiecie w ukrywaniu się lub ucieczce również muszą liczyć się z ewentualną odpowiedzialnością karną. Za takie działanie grozi kara pozbawienia wolności do lat pięciu.

 

Mówi się też, że obecnie Magdalena Kralka musi obawiać się nie tylko funkcjonariuszy służb i wymiaru sprawiedliwości, ale też gangsterów chcących powstrzymać 30-latkę przed składaniem zeznań, które mogłyby pogrążyć inne osoby z kryminalnego środowiska.

 

O gangu braci Z. i Magdalenie Kralce pisaliśmy również w poniższym artykule:

Bracia pseudokibice i ich brutalny gang. Jeden został zastrzelony, partnerki drugiego szuka cała Europa

 

W tym miesiącu zatrzymany został lider innego krakowskiego gangu- określanego jako bojówka pseudokibiców Cracovii. O tej sprawie pisaliśmy w poniższym artykule:

Schwytano lidera pseudokibiców! Nietypowe okoliczności zatrzymania

 

 

Źródło: onet.pl

Fot.: Facebook

 

Dzięki sprawnym działaniom policji udało się powstrzymać mężczyznę, którego działania sporo mieszkańców stoli Małopolski określa jako zachowanie szaleńca. 42-latek dwukrotnie doprowadził do sytuacji, w której niejedna osoba mogła czuć się zagrożona.

 

Wszystko zaczęło się od nożowniczego ataku na terenie jednej z galerii handlowych w Krakowie, o którym pisaliśmy jakiś czas temu. Wówczas w sklepie Auchan na terenie galerii Bonarka, pewien mężczyzna próbował ukraść produkty odzieżowe. Zostało to dostrzeżone przez ochronę, która postanowiła zareagować i zatrzymać złodzieja, ten jednak okazał się być wyjątkowo agresywny i zaatakował ochroniarza przy użyciu noża. Raniony mężczyzna musiał trafić do szpitala w wyniku odniesionych obrażeń.

 

Przez kolejne dni trwały intensywne poszukiwania sprawcy opisanego zajścia. Policja postanowiła upublicznić wizerunek napastnika, który został zarejestrowany w sklepie przez tamtejszą kamerę monitoringu. Niedługo później człowiek ten został namierzony w jednym z bloków na terenie osiedla Prądnik Biały. Kiedy dotarła tam policja, mężczyzna znów doprowadził do niebezpiecznej sytuacji. Tym razem mógł on spowodować sporą tragedię.

 

Poszukiwany mężczyzna odkręcił w swoim mieszkaniu kurki z gazem, kiedy pod jego drzwiami znaleźli się policjanci. Jak donoszą media, 42-latek miał przy tym też grozić wysadzeniem bloku.

 

Policjanci pojechali pod adres 42-latka, ten jednak nie zamierzał wpuścić ich do środka. Kiedy funkcjonariusze próbowali dostać się do mieszkania, mężczyzna odkręcił kurki gazowe i groził wysadzeniem budynku – potwierdził rzecznik prasowy małopolskiej policji mł. insp. Sebastian Gleń.

 

Funkcjonariusze zdecydowali się podjąć zdecydowane i szybkie działania. Wtargnęli do środka zajmowanego przez szaleńca lokalu. Podczas interwencji miał on zachowywać się agresywnie i nadpobudliwie. Na szczęście udało się zapobiec wielkiemu nieszczęściu i zatrzymać agresora z Bonarki.

 

42-latek, który w trakcie interwencji był pobudzony i agresywny, został zatrzymany a następnie skierowany na obserwację psychiatryczną. Po jej przeprowadzeniu i wydanej przez lekarzy opinii 42-latek usłyszał kilka dni temu zarzuty kradzieży rozbójniczej oraz narażenia innych osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – wyjaśnił mł. insp. Sebastian Gleń.

 

Mężczyźnie grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Na wniosek Prokuratury Rejonowej w Krakowie – Podgórzu, sąd zastosował wobec 42-latka środek zapobiegawczy w postaci 3-miesięcznego aresztu.

 

 

Choć atak w Bonarce i akcja policji miały miejsce we wrześniu, to dopiero w październiku ujawniono okoliczności zatrzymania 42-latka na Prądniku Białym.

 

Źródło: lovekrakow.pl ; Małopolska Policja ; se.pl

Fot.: Wikimedia Commons ; Małopolska Policja

Niestety to kolejny taki przypadek w naszym kraju. Tym razem ta niepokojąca sytuacja ma miejsce w jednej z wsi nieopodal Gorlic na terenie województwa małopolskiego. Lokalna społeczność jest zbulwersowana i obawia się o swoje bezpieczeństwo. Sprawę opisał portal gorlice24.pl po alarmujących wiadomościach od czytelników.

 

W ostatnim czasie na terenie gminy Smerekowiec osiedlać zaczęli się Romowie. Wszystko zaczęło się od zdarzenia jakie miało tam miejsce w ostatni poniedziałek. Zjawił się tam wówczas samochód, a przebywające w nim osoby spędziły w jego wnętrzu noc po zaparkowaniu przy jednym z przystanków. Sytuacja dynamicznie zrobiła się niepokojąca, gdy już kolejnego dnia, w tamtej okolicy pojawiło się już ponad trzydzieści pojazdów, w tym również busów wieloosobowych. Przez taki rozwój sytuacji, zdaniem okolicznych mieszkańców „zaczęło robić się nieciekawie”.

 

Jak podaje portal gorlice24.pl, według relacji ludzi mieszkających w tamtym regionie, romowie zaczęli przybywać do wsi całymi rodzinami. Widać bowiem w tej społeczności zróżnicowanie wiekowe. Ich koczowiska przypominać mają tradycyjne tabory cygańskie. We wczesnych godzinach porannych część osób stamtąd ma rozjeżdżać się po okolicy, głównie do lasu na grzyby, a osoby pozostające w koczowisku robią pranie, które w dalszej kolejności jest suszone na sznurkach, przywiązanych w dosyć nietypowych czasami miejscach. Zdaniem osób przebywających w tamtej okolicy, dookoła widoczne mają być śmieci roznoszone przez wiatr.

 

Część ludzi boi się spacerować w tamtych okolicach, ponieważ romowie oprócz zbierania grzybów, mają też napadać z miotaczami gazu na innych grzybiarzy zabierając im z koszyków to co udało się uzbierać. Dodatkowo miało dochodzić też do sytuacji, w których podjeżdżali oni pod posesje, które nie są ogrodzone lub przy których bramy były otwarte i kradli znajdujące się tam rzeczy. Mają zachowywać się też ordynarnie i agresywnie, gdy ktoś zwraca im uwagę.

 

Monitoring w jednym ze znajdujących się w Uściu Gorlickim sklepów zarejestrował też sytuację, w której grupa romów próbowała wedrzeć się siłą do środka, choć trwał akurat remanent. Na szczęście dla pań przebywających wówczas wewnątrz sklepu, agresorom nie udało się skutecznie sforsować wejścia.

 

Nocami z koczowiska dobiegać mają odgłosy imprez oraz zabaw, które romowie urządzają paląc przy tym niejednokrotnie ogniska. Mają oni też organizować swoiste nocne wyścigi po okolicznych leśnych drogach.

 

Funkcjonariusze służb mają być w dużej mierze bezradne, a rozwiązanie tej sytuacji utrudniać ma fakt, że romowie w strefie Schengen mogą poruszać się bez większych problemów. Dodatkowo samochody „koczowników” mają być legalnie zarejestrowane i nie zidentyfikowano w tej ponad 100-osobowej grupie żadnych osób poszukiwanych.

 

Mieszkańcy tamtego regionu postanowili więc zwrócić się o pomoc do mediów z nadzieją, że ta trudna i niebezpieczna dla nich sytuacja się zmieni, kiedy stanie się o tej sprawie głośno.

 

 

Źródło: gorlice24.pl

Fot.: Pexels

 

 

Sześcioraczki rodzą się bardzo rzadko – raz na 4,7 mld ciąż na świecie. Los chciał, że taka sytuacja przytrafiła się pani Klaudii Marzec z Tylmanowej. Szczęśliwa mama postanowiła pochwalić się ze światem swoimi pociechami zakładając im cieszący się dużą popularnością profil na Instagramie. 

 

20 maja w krakowskim szpitalu na świat przyszły sześcioraczki: Filip, Tymon, Zosia, Kaja, Malwina i Nela. Piątka z nich już jest w domu. Zainteresowanie maluszkami jest na tyle duże, że ich konto na Instagramie o nazwie szescioraczki_pl_sextuplets śledzi już ponad 60 tysięcy ludzi.

 

A tak prezentują się najsłynniejsze sześcioraczki w Polsce!

 

 

 

Źródło: Instagram.pl (szescioraczki_pl_sextuplets)

Foto: Zdjęcie poglądowe/Instagram.pl

Metody odebrania sobie życia bywają na tyle drastyczne i wiążące się z dużym bólem osoby umierające, że mogą naprawdę wywoływać szok i niedowierzanie. Ukazuje to również, jak bardzo zdeterminowani muszą być niektórzy ludzie, aby zakończyć swój żywot. Podobne refleksje może wywoływać również ta sprawa.

 

Cały dramat rozegrał się w tym przypadku na terenie Krakowa, a dokładniej blisko tamtejszego Rynku Głównego, bo na krakowskich Plantach. To tam około godz. 7 rano w dniu 31 sierpnia 2018 roku znaleziono ciało mężczyzny w wieku 62 lat. Co od początku wywoływało wiele pytań, nikt w chwili śmierci tego człowieka nie słyszał niepokojących krzyków, ani nie zauważył nic szczególnego, choć jak wspomnieliśmy jest to rejon samego centrum miasta.

 

Nie żyjącym mężczyzną okazał się być Wojciech G. Na jego ciele znaleziono rany kłute w rejonie klatki piersiowej, w której pozostawał również wbity nóż. Tak makabryczne odkrycie wywołało strach wśród niejednego mieszkańca Krakowa i wzbudziło wiele podejrzeń, że na Plantach doszło do brutalnego morderstwa.

 

Teraz, rok po tamtych wstrząsających wydarzeniach, prokuratura zdecydowała się umorzyć prowadzone w tej sprawie śledztwo. Stwierdzono, że doszło w tym przypadku do samobójstwa. Po przeprowadzonych procedurach takich jak np. oględziny miejsca znalezienia ciała czy przeprowadzone przesłuchania uznano, że w tej tragicznej śmierci nie brały udziału osoby trzecie. Fakt, że Wojciech G. był w stanie odebrać sobie życie wbijając sobie samemu kilka razy nóż w okolicach serca pozostaje dla wielu bardzo szokującym i wstrząsającym tematem.

 

W ramach postępowania przygotowawczego przeprowadzono oględziny miejsca ujawnienia zwłok i sekcję zwłok pokrzywdzonego. Zabezpieczono nóż z ciała ofiary, który następnie poddano badaniom daktyloskopijnym, chemicznym oraz biologicznym. Dokonano przeszukania mieszkania pokrzywdzonego. Przesłuchano szereg świadków. Uzyskano całość dokumentacji medycznej z leczenia pokrzywdzonego – powiedział cytowany przez portal Onet.pl rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Hnatko.

 

Dramaturgii całej sprawie dodaje fakt, że 62-latek popełniając samobójstwo działał prawdopodobnie w sposób zaplanowany.

 

Analiza czynności procesowych przeprowadzonych w sprawie zgonu Wojciecha G. prowadzi do stwierdzenia, że w zdarzeniu związanym z jego śmiercią nie brały udziału osoby trzecie. Okoliczności zdarzenia wskazują, że działanie Wojciecha G. było zaplanowane i zorganizowane – przytacza słowa Janusza Hnatko portal Onet.pl.

 

 

 

Źródło: onet.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Działania funkcjonariuszy policji miały trwać w rejonie ul. Reduta w Krakowie już od godzin porannych. O sprawie poinformował portal lovekrakow.pl, który miał zostać powiadomiony o zaistniałej sytuacji przez okolicznych mieszkańców. Jak się okazuje, sprawa dotyczyć ma przestępstwa popełnionego na tle seksualnym.

 

Miejscowa policja przekazała, że nie było przy okazji prowadzonych działań zagrożenia dla ludzkiego życia. Mają one być prowadzone na zlecenie prokuratury rejonowej z Nowej Huty.

 

Choć policja nie chciała szerzej komentować realizowanych czynności, to jak czytamy na lovekrakow.pl, działania przy ul. Reduta skomentował prokurator rejonowy Tomasz Moskwa. Postępowanie oraz prowadzone śledztwo dotyczy m.in. artykułu 197 § 1 kodeksu karnego. W jego treści czytamy, iż „kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12”. Wskazuje to więc na fakt, że działania policji mają na celu postawienie przed sądem sprawcy gwałtu lub innej napaści na tle seksualnym.

 

Tyle mogę powiedzieć na ten moment. Jutro powinny być przeprowadzone czynności na okoliczności przesłuchania osoby pokrzywdzonej – poinformował prokurator Tomasz Moskwa cytowany przez portal lovekrakow.pl. Stwierdził też jednak, że w mieszkaniu należącym do potencjalnego sprawcy zabezpieczono takie przedmioty jak np.: nośniki cyfrowe. Mogą one mieć znaczącą rolę w prowadzonym postępowaniu.

 

 

Źródło: lovekrakow.pl

Fot.: Pixabay

 

W miejscowości Świniarsko ( woj. Małopolskie) doszło do poważnego wypadku. Według nieoficjalnych informacji RMF FM, autobus wiozący dzieci zderzył się z ciężarówką.  W tym groźnym incydencie drogowym rannych zostało nawet 23 osoby, głównie dzieci. 

 

Do zdarzenia doszło na na trasie powiatowej pomiędzy Podrzeczem a Małą Wsią w miejscowości Świniarsko. Autobus podróżujący z dziećmi zderzył się z czołowo z ciężarówką. W kolizji miał uczestniczyć także pojazd osobowy.

 

Według wstępnych ustaleń, rannych miało zostać 23 osoby, w tym 10 jest w stanie ciężkim.

 

Na miejsce wysłano 6 karetek. W akcji uczestniczą trzy śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

 

Źródło: RMF FM

Foto: Zdjęcie poglądowe/baza własna

Do zdarzenia doszło w Krakowie. Pod znajdującym się w okolicach bulwarów domem handlowym miała miejsce kolizja z udziałem samochodu kierowanego przez byłą premier Beatę Szydło. O sprawie poinformował portal rmf24.pl.

 

Wszystko rozegrało się nieopodal popularnego w stolicy Małopolski domu handlowego Jubilat. To w tamtym rejonie przemieszczała się autem premier Szydło.

 

Na miejsce zdarzenia wysłano służby takie jak: pogotowie, straż pożarna oraz policja. Jak na razie nie ma szczegółowych informacji o ewentualnych obrażeniach uczestników kolizji oraz wysokości poniesionych przez kierowców strat materialnych.

 

Jak podaje portal rmf24.pl, samochód kierowany przez Beatę Szydło miał zostać uderzony w tylną część przez inne auto. Była szefowa polskiego rządu wyjeżdżała z drogi podporządkowanej i wtedy właśnie dojść miało do kolizji z jadącym główną ulicą autem.

 

 

Źródło: rmf24.pl