Ta historia jest wyjątkowo makabryczna, a jej opis może być nieodpowiedni dla osób wrażliwych i tych poniżej 18. roku życia. Sprawa dotyczy tragicznej śmierci 17- letniego Keanea Mulready-Woods. Został on brutalnie zamordowany, a jego ciało rozczłonkowano. Najprawdopodobniej przed śmiercią, znęcano się nad chłopakiem w okrutny sposób. Wszystko to miało być zapewne zemstą dokonaną przez członków jednej z grup przestępczych.

 

Te dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Irlandii.17-latek prawdopodobnie wmieszał się w wojnę lokalnych gangów, a przy okazji upokorzył jednego z bandytów. Na fakt, iż w tle sprawy tkwią takowe porachunki, wskazuje też to gdzie doszło do morderstwa, a było to w rejonie Droghedy, miejscowości leżącej niedaleko Dublina. Okolica ta jest w ostatnim czasie świadkiem ostrej rywalizacji grup przestępczych zajmujących się handlem narkotykami.

 

W sprawie zabójstwa prowadzone jest śledztwo. Według wstępnych ustaleń przytaczanych przez media, przed śmiercią Keane był torturowany w brutalny sposób.Pojawiają się informacje, że mógł mieć ucinane palce, kiedy jeszcze żył. Poćwiartowane zwłoki chłopaka zapakowane wraz ze sportowymi klapkami znaleziono w torbie leżącej w rejonie jednej z dublińskich ulic. W innej części miasta dokonano kolejnego makabrycznego odkrycia. W bagażniku płonącego samochodu znajdowała się bowiem… głowa zamordowanego.

 

Torba ze szczątkami Keanea miała zostać podrzucona niedaleko miejsca zamieszkania szefa jednego z gangów. Mogło być to swoiste ostrzeżenie ze strony konkurencyjnej grupy. Pojawiła się teoria, że okrutna śmierć nastolatka była zemstą za listopadowe zastrzelenie Richiego Carberry’ego- przestępcy uwikłanego w handel narkotykami oraz bronią. Wiele mówi się jednak również o tym, że 17-latek upokorzył jednego z gangsterów, kradnąc pod siłownią jego torbę z klapkami. Według „Irish Independent”, chłopak miał opublikować później zdjęcie w tym właśnie obuwiu, co zdaniem śledczych wprowadziło napiętą atmosferę w lokalnych konfliktach.

 

 

 

Źródło: The Independent ; radiozet.pl ; online-mafia.pl

Fot.: Facebook ; Pixabay

 

Ten rok w niektórych częściach globu zaczął się bardzo niespokojnie. Pomijając całe geopolityczne zawirowania i napięcia międzynarodowe, którymi w ostatnich tygodniach żył niemal cały świat, warto też spojrzeć na miejsca, gdzie lokalnie ludzie masowo wyrażają swój sprzeciw wobec panującej atmosfery i wydarzeń rodzących obawy o bezpieczeństwo. Tak też jest w regionie Apulia na terenie południowo-wschodniej części Włoch. W związku ze zdarzeniami, do których doszło tam na początku 2020 roku, tysiące osób wyszło na ulice, aby wspólnie zamanifestować swoje zdanie.

 

Już 2 stycznia, na terenie włoskiej Foggi doszło do brutalnego zabójstwa. Sprawca odebrał życie na jednej z alei dilerowi samochodowemu. Zdaniem dziennika „La Repubblica” była to pierwsza mafijna egzekucja w nowym roku. Nie była to jednak jedyna sytuacja, która wzbudziła strach wśród mieszkańców tej części Włoch.

 

Już w czasie nocy sylwestrowej doszło na terenie Apulii do eksplozji ładunków wybuchowych. Jeden z tych ataków został przeprowadzony obok pewnego baru w popularnej gminie San Giovanni Rotondo znajdującej się w prowincji Foggia. Wysadzono wtedy też bankomat w miejscowości Cerignola. Wydarzenia z Sylwestra nie okazały się być jednak końcem zaplanowanych detonacji.

 

Zaledwie dwa dni później miała miejsce eksplozja w samej Foggi, przy okazji której o dużym szczęściu może mówić pewna rodzina. Ojciec zrezygnował wówczas bowiem z wyjścia na zewnątrz ze swoją 7-miesięczną córką, gdy ta nagle zachorowała. Jak opowiedział lokalnym mediom, jeśli opuścili by wtedy miejsce zamieszkania, mogliby zginąć przy okazji wybuchu.

 

Bomba została wówczas podłożona pod stojącym obok jednego z cmentarzy samochodu Discovery Range Rover. Eksplozja spowodowała takie szkody jak m.in. roztrzaskanie szyb w okolicznych sklepach i mieszkaniach, uszkodzenia zaparkowanych obok aut czy wyrwanie żelaznej kraty w stojącym niedaleko budynku.

 

Po zabójstwie dilera i innych niepokojących zdarzeniach, ulicami Foggi przeszła manifestacja, w ramach której tysiące ludzi postanowiło wyrazić swój sprzeciw wobec działań mafii. W przemarszu udział wzięli przedstawiciele około trzystu stowarzyszeń oraz związków zawodowych, samorządowcy z różnych części Apulii, jak również krewni ofiar, którzy stracili życie przy okazji przestępstw.

 

A Foggia alla manifestazione organizzata lungo le strade della città per dire 'No' alla criminalità dopo l'escalation…

Gepostet von Teresa Bellanova am Freitag, 10. Januar 2020

 

Start całego wydarzenia rozpoczął się w miejscu, gdzie 2 stycznia zastrzelono dilera samochodowego. To z tamtej alei tysiące ludzi wyruszyły we wspólnym marszu. Za organizację tego przedsięwzięcia odpowiada stowarzyszenie „Libera”, co znaczy „Wolna”. Jej przewodniczącym jest znany ksiądz Luigi Ciotti.

 

– Jesteśmy tutaj, aby odłączyć zapalnik strachu i rezygnacji, nie możemy zostawić odpowiedzialności jedynie na barkach magistratury i policji

– wyjaśniał duchowny w rozmowie z dziennikarzami.

 

Wydarzenie odbiło się dużym echem we włoskich, a także zagranicznych mediach. List w tej sprawie skierował do ludzi poprzez gazetę „Corriere del Mezzogiorno” Giuseppe Conte, urzędujący premier Włoch. Wyraził on w nim solidarność z uczestnikami manifestacji, gdyż jak stwierdził: „Żeby pokonać mafie, wyraźna i jasna odpowiedź musi pochodzić również ze strony mieszkańców, którzy muszą tworzyć wspólnotę, ponieważ tylko razem można pokonać nieuczciwość„.

 

Premier Conte napisał też, że rząd poświęca sporo miejsca kwestii walki z przestępczością zorganizowaną i planują powziąć kolejne działania w ramach przeciwstawienia się działalności mafii.

 

– Do punktów programowych rządu włączyliśmy wzmocnienie walki przeciwko organizacjom mafijnym i każdego dnia pracujemy, aby skonkretyzować ten cel

– zapewnił w swym liście Giuseppe Conte.

 

Polityk pisał też o trosce w temacie ludzi młodych, którzy nie chcą opuszczać terenu południa Włoch.

 

– Musimy użyźnić teren dla marzeń i ambicji młodych, którzy chcą pozostać na Południu i we Włoszech

– stwierdził urzędujący od czerwca 2018 roku premier.

 

 

 

 

Źródło: tvp.info ; La Repubblica ; Corriere del Mezzogiorno ; Facebook/@teresabellanovaufficiale ; YouTube/Local Team

Fot.: Pxhere.com

 

19-letni Stanisław i 21-letni Ilija Kostsewa to dwaj bracia pochodzący z miejscowości Czeryków w Białorusi. Pomimo tak stosunkowo młodego wieku, wkrótce ich życie ma zostać odebrane w drastyczny sposób, a wszystko przez to jakiego okrutnego czynu dopuścili się oni sami. Czy jest dla nich jeszcze jakiś ratunek? Teoretycznie tak, jednak nadzieje nie są na to zbyt wielkie.

 

Sprawa braci Kostsewa oraz ich przeszłość stały się na tyle głośnym i poważnym tematem u naszych wschodnich sąsiadów, że głos w tym temacie zabrał m.in. prezydent kraju Aleksandr Łukaszenka. Mężczyźni nie wytrzymali i zalali się łzami, kiedy usłyszeli jaki wyrok wydał sąd w ramach kary za to czego się dopuścili w zeszłym roku.

 

Dwóch młodych mężczyzn ma zostać zabitych w ramach wykonania kary śmierci. Zdaniem wielu egzekucja ta może zostać uznana za szczególnie brutalną. Stanisław i Ilija mają zostać zabici przez strzał w tył głowy. Wcześniej strażnicy zmuszą ich do uklęknięcia i zasłonią ich oczy.

 

Białoruś jest ostatnim z krajów europejskich, w którym wykonywane są jeszcze wyroki śmierci. Według mediów, w przeciągu dwudziestu lat, wykonano tam ponad 400 egzekucji ze względu na decyzję sądu.

 

21-latek i jego młodszy brat mają jeszcze jednak jedną szansę na uniknięcie tej dramatycznej kary. Mogą oni bowiem zwrócić się z prośbą o ułaskawienie do prezydenta Białorusi. Szanse na to, że takowy apel został by wysłuchany, są zdecydowanie marne. Wynika to między innymi z tego co powiedział Aleksandr Łukaszenka w ich sprawie, który określił braci Kostsewa „szumowinami”. W takiej sytuacji jednak, mężczyźni mogą zdecydować się na podjęcie ostatecznych kroków w celu ratowania swojego życia.

 

Wyrok jaki zapadł dotyczy okrutnego zabójstwa jakiego dopuścili się bracia. 10 kwietnia 2019 roku zamordowali oni w brutalny sposób nauczycielkę, która była ich sąsiadką.

 

Wcześniej rodzinę Ilija i Stanisława zakwalifikowano jako patologiczną i zaczęła podlegać urzędniczym kontrolom, a stało się to po tym jak wspomniana sąsiadka zawiadomiła milicję, iż siostra młodych Białorusinów nie zajmuje się swoim dzieckiem w należyty sposób. Mężczyźni postanowili w zaistniałej sytuacji dokonać bestialskiej zemsty.

 

W dniu 10 kwietnia ubiegłego roku, Bracia Kostsewa zadać mieli swojej ofierze  około stu ciosów ostrym narzędziem, a następnie podpalić jej dom. To za ten właśnie czyn, sami maja zostać teraz zastrzeleni.

 

 

 

Źródło: o2.pl ; Fakt.pl

Fot.: Goodfreephotos.com

 

 

Uroczystości zaślubin pary zakochanych oraz wesele w towarzystwie rodziny i znajomych to coś co kojarzy nam się z radosnym świętowaniem oraz huczną pozytywną zabawą. Tym bardziej wstrząsające są wiadomości o tym, że w trakcie wesela doszło do tragedii oraz śmierci którego z małżonków. Tak też niestety było w tym przypadku.

 

30-letni Joe Melgoza wraz ze swoją świeżo poślubioną wybranką świętowali w towarzystwie gości na swoim weselu. Wszystko to działo się w Chino na terenie stanu Kalifornia w USA. Niestety radosna zabawa weselników zakończyła się w dramatycznych okolicznościach po wtargnięciu nieproszonych gości.

 

Wszyscy byli tacy szczęśliwi. Po uroczystości w kościele poszliśmy do domu na przyjęcie. Jedliśmy, świętowaliśmy, wiwatowaliśmy. Wszystko było idealne. Nie zastanawialiśmy się za bardzo, kim są ci ludzie, ponieważ było tam tak wiele osób, których nie znaliśmy. Było już tak późno, że pozostali tylko najbliżsi członkowie rodziny. Zakładałem więc, że ktoś ich zna – opowiedział Andy Velasquez, brat zamordowanego pana młodego, w rozmowie z amerykańską stacją CNN.

 

Policja otrzymała niepokojące zgłoszenie około godz. 2:20 i funkcjonariusze zostali wysłani na miejsce zdarzenia. W późnej fazie wesela, doszło tam do ataku dwóch napastników, którzy nagle weszli na teren zabawy. Jak twierdzi rodzina byli to mężczyźni, których nie zapraszano na ślub i wesele.

 

Według medialnych doniesień, agresorzy najprawdopodobniej zostali wyproszeni z wesela, a później powrócili uzbrojeni w kije bejsbolowe i zaatakowali dwóch weselników. Pan młody chciał chronić swoich gości, jednak napastnicy odciągnęli go, a następnie brutalnie pobili. Funkcjonariusze odnaleźli 30-latka na podwórku, kiedy jeszcze żył. Został on przewieziony do szpitala, jednak tam niestety zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

 

Jako prawdopodobnych sprawców brutalnego ataku na weselu zidentyfikowano dwóch braci mieszkających niedaleko od domu, w którym odbywało się wesele. Są nimi 19-letni Josue Castaneda Ramirez oraz 28-letni Rony Castaneda Ramirez.

 

Zabity Joe Melgoza osierocił swoją kilkuletnią córkę, która teraz ma trafić pod opiekę jego bliskich.

 

Póki co nie ma oficjalnych informacji na temat dokładnych okoliczności krwawego zajścia. Nie jest wiadome czy sprawcy wcześniej znali swoje ofiary oraz czy ich jedynym motywem działania był fakt, że zostali wcześniej wyproszeni z wesela.

 

W internecie i mediach pojawiło się nagranie, na którym zarejestrowano ludzi bawiących się na tragicznie zakończonym weselu.

 

 

 

Źródło: o2.pl ; fakt.pl ; YouTube/Inside Edition

Fot.: pxfuel.com

Jak informuje portal wp.pl  w Kołobrzegu znaleziono ciało 16-latka.  Taką informację portal podaje za oficerem prasowym Policji w Kołobrzegu asp. Tomasz Kwaśnik. Sprawą zajęli się już śledczy.

 

Pomimo, że policja nie udziela bliższych informacji na temat zdarzenia oraz ofiary wiele wskazuje na morderstwo. Dokonano go prawdopodobnie dzisiaj rano w okolicy ulicy Rybackiej w Kołobrzegu.

 

W sprawie przesłuchiwani są świadkowie, działają już także przedstawiciele prokuratury.  Ofiara, 16-letni chłopak najprawdopodobniej zginął w wyniku ran zadanych nożem lub innym  ostrym narzędziem.

 

 

/red./

Rzecz zupełnie nie do pojęcia w Europie. Niemal tydzień temu w Hajdarabadzie, stolicy stanu Andhra Pradeś w Indiach zgwałcono i zamordowano 27-letnią kobietę. Takie rzeczy niestety zdarzają się pod każdą szerokością geograficzną. Jednak to co wydarzyło się później stało się przedmiotem sporów i dyskusji w wielu zakątkach świata.

 

Jak relacjonuje brytyjska BBC podejrzani zostali zatrzymani przez policję i w piątek rano tydzień temu. Następnie doprowadzono ich  na miejsce zbrodni w celu przeprowadzenia wizji lokalnej. Po czym… zostali zastrzeleni. Jak twierdzą funkcjonariusze policji w wyniku szamotaniny. Miała jej towarzyszyć próba  ucieczki oraz odebrania broni policjantom przez podejrzanych.

 

Wcześniej sprawie bulwersującej zbrodni towarzyszyły zarzuty pod adresem policji. Lokalna społeczność zarzucała jej opieszałość i nieudolność w działaniu. Po śmierci podejrzanych reakcje były zgoła odmienne. Tysiące mieszkańców fetowało policjantów, a matka zgwałconej i zamordowanej kobiety stwierdziła w rozmowie z BBC, że policjanci „wymierzyli sprawiedliwość”.

 

 

/red./

Foto: zrzut z Youtube.com/ zdjęcie poglądowe

 

 

Krwawe sceny rozegrały się w jednym z polskich miast ostatniej nocy. Na Dolnym Śląsku, a dokładniej w Ząbkowicach Śląskich, nastolatek zabił członków swojej rodziny, a następnie samemu zaalarmował służby. To wyjątkowa tragedia w zachodniej części Polski. O tych wstrząsających wydarzeniach poinformował portal rmf24.pl.

 

Za zbrodnię odpowiedzialny jest młody mężczyzna- Marcel C. Wraz z zamordowanymi później pozostałymi członkami rodziny, 18-latek mieszkał w jednym z domów na terenie Ząbkowic Śląskich. To co wydarzyło się ostatniej nocy, dosłownie krwawo odmieniło ich los.

 

Jak podaje portal rmf24.pl, nastolatek miał wyjść na dach domu, w którym rozegrał się cały dramat i stamtąd złożyć zawiadomienie na policję. Marcel C. po zatelefonowaniu poinformował, że ktoś włamał się do zamieszkiwanego przez niego lokalu. Funkcjonariusze po przybyciu na miejsce zastali makabryczny widok.

 

W budynku odnalezione miały zostać ciała trzech osób: rodziców Marcela C. w wieku 48 lat oraz jego młodszego, zaledwie 7-letniego brata.

 

Według nieoficjalnych informacji uzyskanych przez radio RMF FM, sprawca miał samemu podczas przesłuchania przyznać, że to on zamordował swoich bliskich. Miał wskazać również miejsce, w którym ukrył ubrania oraz siekierę, której zapewne użył przy zabijaniu członków swojej rodzimy. Najprawdopodobniej przedmioty te zostały przez niego zakopane w ziemi.

 

Na miejscu zdarzenia swoje działania przeprowadza grupa dochodzeniowo-śledcza. Prokuratura oraz policja w ramach podejmowanych czynności będzie wyjaśniać jakie motywy kierowały 18-latkiem przy okazji popełnienia tak okrutnej zbrodni.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: needpix.com ; pixabay.com

Była młoda, piękna i zyskiwała sporo fanów oraz popularność jako modelka. Niestety jej życie zostało w brutalny sposób odebrane w wieku 34 lat. Ta okrutna zbrodnia poruszyła wielu internautów, a także dziennikarzy.

 

Do tragedii doszło na terenie Słowacji. Media u naszych południowych sąsiadów poświęcają teraz sporą ilość miejsca tej przerażającej historii. Viola Macakova została odnaleziona pod jednym z mostów w stolicy kraju Bratysławie. Niestety było już zbyt późno by uratować jej życie, modelka miała znajdować się wówczas w trakcie agonii. Jej stan był bardzo poważny i nie mogła mówić. Karetka zabrała ją do szpitala, ale niestety kobieta zmarła w drodze do niego.

 

Okoliczności tragicznej śmierci modelki są wyjątkowo wstrząsające. Na ciele kobiety widoczne były liczne otarcia oraz siniaki. 34-latka miała również połamane kręgi. Zidentyfikowano u niej też rany w okolicy stref intymnych.

 

Kobieta nie miała przy sobie dokumentów, a jak informują przedstawiciele miejscowej policji, dopiero po pierwszej dobie prowadzonych czynności przez funkcjonariuszy udało się ustalić, że jest to właśnie Viola Macakova. Po tym zdarzeniu w okolicy zapanował niepokój. Kobiety mają obawiać się w Bratysławie o swoje bezpieczeństwo.

 

Jak podaje dziennik „Plus Jeden Deň” na Słowacji, modelka była przed śmiercią torturowana i bardzo możliwe, że została też zgwałcona przez swojego oprawcę. Nie są znane szczegóły dotyczące tego, gdzie dokonano na kobiecie tych brutalnych czynów, jednak miało nie dojść do tego w okolicy wybudowanego w 2005 roku mostu, pod którym znaleziono umierającą Violę Macakovą.

 

Sprawca zbrodni najprawdopodobniej wciąż pozostaje na wolności. Poszukuje go słowacka policja. Nie ma jednak oficjalnych dokładnych informacji na temat tego kim jest oprawca 34-letniej modelki oraz czy znał wcześniej swoją ofiarę.

 

Pochodząca z miejscowości Sinina modelka przebywała swego czasu w Tajlandii oraz Indiach, gdzie rozwijała mocno swoją karierę. Viola Macakova pracowała również w takich krajach jak: RPA, Japonia i Australia. Pojawiła się swego czasu m.in. na okładce „Harper’s Bazaar”.

 

 

 

 

Źródło: o2.pl  ; YouTube/Politika SK

Fot.: Public Domain Pictures

 

 

Lubelscy policjanci dokonali makabrycznego odkrycia. W busie zaparkowanym na Czechowie odnaleziono zakrwawione zwłoki kobiety. Sprawcą tego okrutnego czynu ma być 48-letni mężczyzna, którego kompletnie pijanego odnaleziono w przydrożnych zaroślach.

 

– Kobieta spożywała alkohol wspólnie ze znajomymi. Podczas libacji doszło do nieporozumienia i awantury, podczas której została dotkliwie pobita. Kobieta w wyniku odniesionych obrażeń zmarła – poinformował kom. Kamil Gołębiowski z lubelskiej policji.

 

Funkcjonariusze podejrzewają, że za śmierć kobiety odpowiada 48-letni mężczyzna., który został już zatrzymany. Podejrzany był już karany za podobne przestępstwa. W więzieniu spędził blisko 30 lat!

 

Źródło: se.pl

Foto: Zdjęcie poglądowe/YouTube.com