Do bardzo ciekawej sytuacji doszło w piłkarskiej trzeciej lidze, a właściwe w grupie IV. O awans na wyższy szczebel klasy rozgrywkowej walczył Motor Lublin oraz krakowski Hutnik, który swoją siedzibę ma w północno- wschodniej dzielnicy dawnej stolicy Polski. 

 

Przed wybuchem epidemii koronawirusa, pierwsze miejsce w tabeli zajmowała drużyna z Nowej Huty, mająca taką samą liczbę punktów jak Motor. Ten miał lepszy bilans bramkowy. Jednak to Hutnik wygrał bezpośredni mecz między tymi drużynami. To według wielu przeważało na stronę klubu założonego w 1950 roku, taka jest zasada.

 

Lubelski Związek Piłki Nożnej podjął jednak bardzo kontrowersyjną decyzję i lidera przyznał drużynie ze wschodniej Polski. Ten ruch wywołał burzę wśród fanów piłki nożnej w całej Polsce. Zarząd Hutnika Kraków  zapowiedział złożenie odwołania od tej decyzji. Swoje zdanie wyraził także Zbigniew Boniek:

 

„Pandemia spowodowała zakończenie niektórych rozgrywek. Ci, którzy mają pretensje, czasami zapominają, że przyczyną problemu nie jest regulamin, lecz właśnie pandemia i niemożliwość rozegrania meczów. Natomiast akurat ta sytuacja jest dla mnie jedynym klarownym przypadkiem, że nastąpiła dowolna interpretacja. A wydaje mi się, że taka dowolna interpretacja nieco uderza w polski futbol”.

 

Na jego wniosek Komisja ds. Nagłych postanowiła przyznać awans obu zespołom i powiększyć rozgrywki na kolejny sezon.

 

„Myślę, że dzięki tej decyzji zwyciężył przede wszystkim sport i zdrowy rozsądek. Absolutnie nie chcę włączać się w dyskusję i interpretację przepisów Lubelskiego Związku Piłki Nożnej, który autonomicznie prowadził rozgrywki w IV grupie trzeciej ligi. Mam nadzieję, że przyjęte rozwiązanie zadowoli wszystkich zainteresowanych, a Motor i Hutnik pomyślnie przejdą proces licencyjny i swą obecnością oraz klasą sportową wzmocnią drugoligowe zmagania”– czytamy na stronie PZPN.

 

 

Źródło: polsatsport.pl, pzpn.pl

Fot: Wikimedia Commons

Wypadki drogowe choć nie mówi się o nich tak dużo, to każdego dnia zabierają ludzkie życie około 4 000 ludzi na całym świecie. Liczby przerażają, lecz jeszcze bardziej przerażają nagrania.

 

 

W przypadku tego mężczyzny można chyba mówić o cudzie. Choć można także mówić o jego niesamowitym braku odpowiedzialności i zwykłej ludzkiej głupocie.

33-letni mieszkaniec Oławy, był jednym z poszkodowanych w wypadku w Stanowicach pod Wrocławiem. Miał on wielkie szczęście, że dzisiaj dalej żyje, ponieważ oglądając to nagranie większość ludzi jest przekonana że był to wypadek śmiertelny.

 

Wypadek miał miejsce kilka dni temu, a mężczyzna samemu udostępnił zapis wideo ze swojej kamerki kanałowi „STOP CHAM” na platformie youtube. Nie wiemy czy chciał on się wyżalić (ponieważ do wypadku doszło nie z jego winy, lecz wymuszającego pierwszeństwo kierowcy samochodu osobowego, który z powodu ogromnej prędkości motocykla, mógł go nawet nie widzieć przy wyjeżdżaniu z zakrętu) czy miało to być nagranie ku przestrodze, lecz na pewno wiemy iż mężczyzna jechał z prędkością bardzo bliską 200km/h na czym sam sprowadził na siebie niebezpieczeństwo.

 

Najważniejsze jednak, że wszyscy przeżyli i mamy nadzieję, że była to dla motocyklisty ważna lekcja, po której będzie jeździł rozważniej.

 

Wideo poniżej:

 

Wypadek motocyklisty na DK 94 – Stanowice 11.04.2020

Wypadek motocyklisty na DK 94 – Stanowice 11.04.2020Motocyklista poobijany i ręką złamana Lokalizacja https://goo.gl/maps/ja4beoaEkEcjy6vv6Niestety jakość kalkulatora

Gepostet von Stop Cham am Dienstag, 14. April 2020

 

 

Źródła:

Fot.: Pixabay

fb/@Stop Cham

gazetawrocławska.pl

Podczas policyjnego zatrzymania mężczyzna na motorze zaczął uciekać. Okazało się, że był pijany, przewoził narkotyki oraz broń. Doprowadził także do kolizji z radiowozem.

 

Niecodzienna sytuacja miała miejsce w Kłobucku na Śląsku. Policja chciała zatrzymać mężczyznę na motorze, ponieważ zauważyli, że nie ma tablic rejestracyjnych. Po zauważeniu policyjnych świateł 34-latek zaczął uciekać, w trakcie jazdy doprowadził do zderzenia z radiowozem, na szczęście nikt nie ucierpiał.

 

Po zatrzymaniu mężczyzny okazało się, że ma we krwi pół promila alkoholu, co przekracza dopuszczalną dawkę do spożycia. To jednak nie był koniec kłopotów 34-latka, gdyż po dokładnym przeszukaniu policjanci znaleźli pół kilograma amfetaminy oraz broń palną, a także amunicję.

 

Jak czytamy na Radiozet.pl mężczyzna został objęty policyjnym dozorem. Został oskarżony za posiadanie nielegalnych substancji i broni. Postawiono mu zarzuty również za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Sprawą zajmuje się śląska prokuratura.

 

Źródło: Radiozet.pl