Doktrynerstwo stanowi poważny błąd w myśleniu, utrudniający racjonalne pojmowanie i opisywanie otaczającego świata. Systemowo, można powiedzieć, dotyczy ono lewej strony życia publicznego. Niestety w pułapkę tę często wpadają również prawicowcy, osoby o konserwatywnych poglądach, zupełnie niepotrzebnie wystawiając się na kompromitację i utratę wiarygodności. W niniejszym artykule podam dwa, szczególnie jaskrawe, przykłady takiej sytuacji, choć obawiam się, że może być ich więcej.

 

Pierwszym z nich jest istna batalia z tezą, iż mające aktualnie miejsce globalne ocieplenie jest w niezaniedbywalnym stopniu powodowane przez działalność człowieka. Czasem mam wręcz wrażenie, że podważanie wpływu ludzkości na klimat stało się nieodłącznym elementem swoistej prawicowej doktryny – a to bardzo niedobrze. W jednym ze swoich wcześniejszych artykułów pisałem, jak niekorzystną sytuacją jest fakt, że udało się lewicy zdobyć monopol na kwestię ochrony środowiska. Przyroda jest naszym wspólnym dobrem, o które należy się troszczyć. Odcinanie się, czy nawet przemilczanie tego faktu przez prawicę nie jest dobrą drogą. Natomiast najbardziej chyba charakterystycznym przykładem takiego podejścia jest właśnie negowanie wpływu działalności człowieka na klimat na Ziemi.

 

Ów negacjonizm klimatyczny, jak pozwolę sobie go nazwać, przybiera dwie formy: negowanie samych zmian klimatu oraz negowanie ludzkiego wpływu na te zmiany. To pierwsze jest najprostszą drogą do ośmieszenia się. Sam fakt zmian klimatycznych zachodzących na Ziemi jest współcześnie, w świetle naukowych dowodów, niepodważalny. Nie będę ich tu przytaczał, ale wystarczy odrobina dobrej woli w docieraniu do prawdy, znana wyszukiwarka internetowa i można łatwo to sprawdzić. Polecam szczególnie stronę naukaoklimacie.pl, na której można znaleźć wiele bardzo konkretnych informacji. Zresztą wydaje mi się, że wystarczy sięgnąć pamięcią w lata dzieciństwa, a w przypadku osób bardzo młodych zapytać rodziców czy dziadków, by uświadomić sobie, że coś jednak się z naszym klimatem dzieje. Ja sam, choć dopiero dobijam do 30-tki, pamiętam z wczesnego dzieciństwa zimy znacznie bardziej mroźne i śnieżne, niż te z ostatnich kilku lat. Pamiętam jak Boże Narodzenie kojarzyło się wszystkim ze śniegiem, podczas gdy obecnie nie mogę sobie nawet przypomnieć kiedy ostatnio w drogę na Pasterkę musiałem ubierać zimowe buty. Kiedy rozmawiałem na ten temat z rodzicami, mówili dokładnie to samo. Wspominali nawet zimy, w których „jak śnieg spadł w listopadzie, to leżał do marca”. Nawet biorąc poprawkę na fakt, że z perspektywy lat mogą być to wizje nieco podkoloryzowane, zważmy że obecnie trudno sobie wyobrazić zimę, aby śnieg leżał choćby przez połowę okresu listopad-marzec (mowa tu o obszarach nizinnych naszego kraju – oczywistym jest, że w górach wygląda to inaczej). Krótko mówiąc: twierdzenie, w świetle obecnych obserwacji naukowych, że klimat na Ziemi się nie ociepla jest, najprościej mówiąc, podkładaniem się. Bo twierdzenie takie jest w sposób oczywisty błędne i można je obalić niezwykle łatwo.

 

Bardziej dyskusyjną kwestią jest to, czy działalność człowieka ma na zachodzące zmiany klimatu wpływ i jak duży on jest. Tu zdania są bardziej podzielone, nawet wśród samych naukowców. Niemniej jednak warto, dyskutując lub omawiając ten temat, pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze jest faktem naukowo udowodnionym, że dwutlenek węgla jest gazem cieplarnianym i zwiększenie się jego koncentracji w atmosferze, powoduje większą absorpcję promieniowania cieplnego z powierzchni Ziemi. Po drugie trzeba mieć świadomość (jest to fakt oczywisty, ale do niektórych chyba nie dociera), że ludzkość wytwarza olbrzymie ilości CO2. Energetyka oparta na paliwach kopalnych czy transport powodują w skali świata emisję ogromnej masy tego gazu, co siłą rzeczy musi mieć jakiś wpływ na ziemską atmosferę. Nie będę w tym artykule wyrokował jak duży jest wpływ człowieka na zmiany klimatyczne, jednak byłoby dobrze, gdyby prawicowi publicyści, i ogólnie całe konserwatywne środowisko, uświadomiło sobie, że istnieją bardzo poważne argumenty wskazujące na to, iż jest on znaczący. Udowadnianie na siłę, że niemal na pewno jest inaczej, to właśnie przejaw tego „prawicowego doktrynerstwa”, przed którym chcę bardzo mocno przestrzec.

 

Na koniec krótko omówię drugi przykład, na szczęście już coraz rzadziej występujący, owego doktrynerstwa po konserwatywnej stronie społeczeństwa. Chodzi o ewolucję biologiczną. Jeszcze gdzieniegdzie natrafiam na osoby, które z uporem maniaka bronią wizji kreacjonistycznej. Jest to niestety kolejny przykład owego podkładania się i robiąc tak, łatwo można, zupełnie niepotrzebnie, w dyskusji stracić wiarygodność i dać sobie przypiąć łatkę oszołoma. To że prawdą jest, co często podkreślają kreacjoniści, iż nauka nie znalazła jeszcze ostatecznego dowodu na prawdziwość teorii ewolucji, nie zmienia faktu iż jest to obecnie najlepiej uargumentowana teoria naukowo wyjaśniająca nasze biologiczne pochodzenie. Negowanie jej przez osoby ze środowisk konserwatywnych, jest prostą drogą do kompromitacji, która negatywnie rzutuje na wizerunek całej prawicy.

 

Podsumowując, przestrzegam przed podważaniem wyników badań naukowych w imię czy to światopoglądu czy religii. Racjonalizm jest jedną z podstaw myślenia endeckiego i powinien cechować wszystkich przedstawicieli środowisk konserwatywnych, patriotycznych czy katolickich. W przeciwnym razie narażają się na niepotrzebną utratę wiarygodności, a w konsekwencji marginalizację. Misją prawicy jest obrona tradycyjnych wartości, moralności, a także dbałość o los Ojczyzny. Nie wplatajmy w to ślepej batalii ze współczesnymi osiągnięciami nauki. I nie myślmy, że słuszność leży w negowaniu wszystkiego co mówi druga strona. Każdy aspekt należy rozumnie analizować i wydawać racjonalne opinie, niezależnie od tego czy będą one zgodne z retoryką politycznego przeciwnika – wszak nawet niedziałający zegar dwa razy na dobę pokazuje dobrą godzinę.

 

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

 

Niedawno obchodzona 80. rocznica wybuchu II wojny światowej w szczególny sposób zwraca uwagę na fakt, że historia ludzkości to między innymi, i to niestety w dużej mierze, historia wojen, zniszczenia, mordu i dewastacji. Nie sposób oszacować wartości bogactw kultury czy nauki, które zostały zniszczone, bezpowrotnie stracone w wyniku destrukcji niesionej przez ludzi, dla których najważniejsza była władza, pieniądze, zemsta czy po prostu niczym nieuzasadniona chęć wyrządzenia innym krzywdy. Jeszcze bardziej nieoceniona jest utrata tych wszystkich ludzi, a zwłaszcza elit intelektualnych, które ginęły z rąk zdziczałych oprawców, szczególnie w niezwykle krwawym XX wieku. Trudno sobie wyobrazić w jakim świecie żylibyśmy, o ile więcej byśmy wiedzieli, gdyby w historii świata udało się uniknąć choćby połowy tych strat i zniszczeń.

 

Za symboliczny początek „epopei wielkiego zniszczenia” przyjąć można (choć zdaję sobie sprawę, że jest to kwestia dyskusyjna i w dużej mierze subiektywna), zniszczenie Jerozolimy przez Babilończyków w 587 r. p.n.e. Był to jeden z pierwszych znanych historii przykładów barbarzyńskiego zniszczenia całego miasta. Zapewne podobne akty destrukcji zdarzały się i wcześniej, ale uznałem to wydarzenie za symboliczne, jako że dopuszczono się wtedy bezprecedensowej podłości, jaką było zniszczenie najświętszego dla Żydów miejsca– Świątyni Salomona. W czasie tego wydarzenia bezpowrotnie zaginęły tablice zawierające Dekalog.

 

Późniejsza historia starożytna obfituje w okrutne akty barbarzyńskiego traktowania ludzi oraz dóbr kultury i sztuki. Wymienię tylko kilka z nich. Całkowicie bezsensowne zrównanie z ziemią Kartaginy przez Rzymian. Kolejne zniszczenie Jerozolimy, również przez Rzymian.

 

Po upadku Rzymu, który został oczywiście splądrowany przez Wizygotów w 410 r., nastało średniowiecze, które również obfitowało w wiele walk, mordów i zniszczenia. Celem tego artykułu nie jest wymienianie ich wszystkich, ani nawet znacznej części. Dla przykładu przypomnę tylko szczególnie dla Polski przykre zajście z roku 1038, kiedy to czeski książę Brzetysław najechał ziemie naszego kraju, doszczętnie plądrując obszar Wielkopolski.

 

Jednak, paradoksalnie, im ludzkość bardziej się rozwijała, tym niektórzy jej przedstawiciele skłonni byli do większego barbarzyństwa. Rewolucja protestancka zapoczątkowana w 1517 r. (a szczególnie nasilona od roku 1521, kiedy to Marcin Luter definitywnie opuścił Kościół katolicki) zaowocowała wielką falą zniszczeń dokonanych na dziełach sztuki. Najistotniejszym elementem tych wydarzeń była tzw. rewolta ikonoklastów, w czasie której w okrutny sposób zniszczono wiele kościołów i przedmiotów katolickiego kultu.

 

Celowo pomijam wszystkie wojny jakie przetaczały się przez świat w epoce nowożytnej, bo nie na ich wymienianie tu miejsce. Przytoczę jedynie niezwykle bolesny dla historii naszego kraju Potop szwedzki z 1655 roku, gdy znacząco ucierpiało wiele dóbr kultury naszego kraju.

 

Epoka oświecenia, choć istotnie przyniosła wiele doniosłych odkryć, nie była wolna od brutalności niektórych jej przedstawicieli. Bardzo istotnym i tragicznym zarazem wydarzeniem była, do dziś niestety przez wielu oceniania pozytywnie, Rewolucja francuska, trwająca w latach 1789-1799. W jej najtragiczniejszym okresie dopuszczono się zniszczeń i mordów na niewyobrażalną skalę. Niszczono kościoły, mordowano księży oraz Francuzów sprzeciwiających się władzy. Rozmiar zniszczeń był ogromny.

 

Również XIX wiek obfitował w tragiczne wydarzenia, jak na przykład dewastacja Wawelu przez Austriaków, jednak dopiero XX wiek przyniósł śmierć i zniszczenie na skalę dotąd niewyobrażalną. Tego co straciła ludzkość w wyniku najpierw I wojny światowej, potem w wyniku działalności reżimu komunistycznego i nazistowskiego oraz wywołanej przez nie II wojny światowej nie da się oszacować. Są to niepowetowane straty, z których długo się jeszcze do końca nie otrząśniemy – o ile kiedykolwiek. Tego co utraciliśmy, nigdy już nie odzyskamy. Tak wiele bezcennych istnień ludzkich, tyle dóbr kultury, zabytków, dzieł sztuki, które poszły z dymem w ciągu tak krótkiego okresu. Są to rzeczy przerażające i myślenie o tym zawsze napawa mnie smutkiem. Trudno zrozumieć, że byli i są na świecie ludzie, zdolni wyrządzić tak wiele zła… a jednak to prawda.

 

Po zakończeniu II wojny światowej sytuacja na świecie uspokoiła się, jednak do dziś wiele regionów trawionych jest przez konflikty zbrojne, terroryzm i inne formy agresji. Nie tak dawno, bo w 2013 roku, w wyniku działań zbrojnych na terenie Syrii, został zniszczony pochodzący z XI wieku Wielki Meczet w Aleppo. Jak widać, choć tak niewiele zostało nam autentycznych zabytków odległej przeszłości, wciąż niszczone są kolejne. W imię czyichś partykularnych interesów, władzy, pieniędzy.

 

Czasem mam wrażenie, że te wojny, to zniszczenie, to jakaś dziejowa konieczność, że tego nie da się uniknąć– nie chcę jednak myśleć w ten sposób. Mam nadzieję, że ludzkość kiedyś zrozumie jak bezsensowne jest wzajemne wyżynanie się i niszczenie dóbr innych kultur. Szanujmy to, co nam po tych wszystkich kataklizmach, które sami wywołaliśmy, pozostało. Nie ma już tego dużo– tym bardziej to co jest, jest bezcenne.

 

 

Fabian Myśliwiec- działacz Młodej Endecji oraz Fundacji Pro-Prawo do Życia, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Jak sam o sobie mówi, jest „propagatorem zdroworozsądkowego myślenia”.

Od paru lat możemy zaobserwować popyt na tzw. odzież patriotyczną, m.in. koszulki z orzełkiem, czy „kotwicą ”. Początkowo uważałem to za bardzo pozytywne zjawisko- promowanie wartości narodowych, przypominanie o zasłużonych bohaterach, czy ważnych bitwach, które rozegrały się na przestrzeni wieków. Przemawiało do mnie również to, że w przeszłości spora część Polaków mieszkających na zachodzie czuła się stłamszona przez lata komunizmu i wstydziła się swojego pochodzenia. Teraz nadszedł czas, w którym Polacy dumnie mogą reprezentować swoją ojczyznę, a z orzełkiem na piersi czuć się po prostu dobrze.

 

Niestety, dla niektórych wspomniana wyżej odzież stała się zwykłym towarem, na którym można zarobić duże pieniądze. Bluzy z symbolem Narodowych Sił Zbrojnych zaczęły wyglądać coraz bardziej tandetnie, będąc dostępne na zwykłych bazarach. Coraz więcej pojawiało się ordynarnych grafik przedstawiających m.in. wizerunki żołnierzy wyklętych, co według mnie przynosiło odwrotny efekt do zamierzonego– zniechęcało „zwykłego Kowalskiego” i sporą część młodych ludzi do celebrowania święta obchodzonego 1 marca, kojarząc ten dzień z zestawem dresowym, na którym barwy narodowe znajdują się na nogawce, aniżeli z ludźmi, którzy bohatersko walczyli w podziemiu z reżimem komunistycznym. Chyba najbardziej dobitnym przykładem zbezczeszczenia symbolu było umieszczenie „kotwicy” na kiju baseballowym, który jak zakładam, nie służył do gry…

 

Nie same nieodpowiednie gadżety są problemem. W mojej opinii równie dużym są nabywcy tego rodzaju ubrań oraz okoliczności, w których te są używane. Niestety, bardzo często jest to osiedlowa patologia, która jest niechlubną wizytówką naszego społeczeństwa. Przykro robi mi się, słysząc opinie ludzi z otaczającego mnie środowiska, którzy widząc na przystanku osobę z symbolem Polski Walczącej, odczuwają strach i niechęć- z symbolem, który dla wszystkich Polaków powinien być świętością i kojarzyć się jednoznacznie dobrze.

 

Pisząc o tym zjawisku, które często jest podnoszone jako zarzut przez lewą stronę sceny politycznej, chciałbym zwrócić uwagę, że również ta część społeczeństwa bardzo często dopuszcza się prowokacyjnego, nieakceptowanego przez duże grono ludzi umieszczania barw tęczowych m.in. na obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej czy na fladze i godle Polski podczas swoich manifestacji.

 

Wspomniana już wcześniej „kotwica” została znieważona na tzw. czarnym proteście… Do podobnej sytuacji doszło 1 sierpnia podczas tegorocznego Marszu Powstania Warszawskiego właśnie w stolicy. Tym razem symbol powstańców został umieszczony na fladze środowisk LGBT. Wywołało to burzę medialną i oburzenie Polaków. Ludzie stojący za tym uzyskali to, czego chcieli- atencję i kontrowersję. Dochodzi do przykrej sytuacji, kiedy w tak ważną rocznicę- 75-lecie wybuchu powstania warszawskiego Polacy, zamiast zjednoczyć się, kolejny raz zostają uwikłani w gierki polityczne i dają się skłócić. Głównym tematem dyskusji w tym dniu już nawet nie jest czy dowództwo w 1944 roku podjęło słuszną decyzję, jakby wyglądała Europa, gdyby nie 63-dniowa walka Warszawiaków z niemieckim okupantem. Nie, głównym tematem stał się ruch LGBT…

 

Takie kontrowersyjne działania powodują, że część społeczeństwa coraz liczniej bierze udział w kontrmanifestacjach do tzw. Marszów Równości. Większość z nich nie jest jednak tak po prostu wrogo nastawiona do osób reprezentujących inną orientację seksualną, lecz do promowanych przez nich postulatów– są przeciwnikami adopcji dzieci przez pary homoseksualne, bądź wprowadzeniu karty LGBT+ w polskich szkołach, chcąc uniknąć zjawisk, które mają miejsca w zachodniej Europie. Podczas tego rodzaju kontrmanifestacji pojawia się czasem przemoc fizyczna i słowna, którą oczywiście trzeba potępić, tak jak środowiska narodowe odcinają się od skrajnych, marginalnych incydentów, które swoją drogą mogą być zwykłymi prowokacjami.

 

Tu znowu powraca temat odzieży patriotycznej. Bluza z hasłem „Śmierć Wrogom Ojczyzny”, mimo iż nawiązuje do emblematów noszonych przez żołnierzy 3. Wileńskiej Brygady NZW i w dzisiejszych czasach ma raczej znaczenie przenośne, wywołuje kontrowersję i pozwala środowiskom lewicowym spłycać przesłanie głoszone przez drugą stronę, a konserwatywną część społeczeństwa wrzucać do jednego worka z chuliganami, którzy ich zdaniem nawołują do nienawiści. Słowo kibol używane jest zamiennie ze słowem kibic, a to właśnie środowisko kibicowskie jest jedną z grup społecznych, która najbardziej angażuje się w akcje patriotyczne. Renowacje grobów lub zbiórki darów dla rodaków mieszkających na kresach wschodnich, marsze upamiętniające bohaterów, czy patriotyczne oprawy na meczach to tylko część trudu włożonego przez kibiców w budowaniu tożsamości narodowej. To właśnie na stadionach duża część młodych ludzi usłyszała pierwszy raz, chociażby o żołnierzach wyklętych czy rzezi wołyńskiej.

 

Dlatego apeluję do wszystkich ludzi zakładających odzież z symbolami narodowymi- patriotyzm to coś pięknego i nie należy się z nim kryć, wręcz przeciwnie. Ważne, żeby nie iść za modą, tylko mieć to zwyczajnie w sercu, a do tego, za co nasi przodkowie przelewali krew obnosić się z szacunkiem. Nosisz koszulkę z wizerunkiem rotmistrza Pileckiego? Poczytaj o nim, co zrobił, jak zasłużył się dla Polski. Taki moim zdaniem powinien być główny cel patriotycznej odzieży- poszerzanie wiedzy historycznej i budowanie tożsamości narodowej na podstawie chwalebnych wydarzeń w polskiej historii. Takie podejście pozwoli uniknąć kompromitacji, jakiej doświadczyli ludzie ze słynnego materiału Filipa Chajzera, wykazując się kompletnym brakiem wiedzy na temat symboli i dat znajdujących się na ich ubraniach. Przez tego typu przypadki środowisko patriotyczne jest niestety ośmieszane, a przez sporą część ludzi kojarzone z patologią. Ważne, aby w tym wszystkim zachować przyzwoitość i zdrowy rozsądek.

 

 

Konrad Adamczyk- Młody działacz społeczny i polityczny z Krakowa ; członek stowarzyszenia Endecja

 

 

Wbrew temu co sugerować może tytuł mojego felietonu, nie zamierzam popełniać tekstu na temat tego jak cechy i możliwości młodych ludzi sprawiają, że to jedynie oni i tylko oni sami mogą zbudować silną Polskę, a wszystkie osoby zasłużone w starszym wieku należy odsunąć od ważnych funkcji pełnionych w państwie. Obydwie te grupy muszą ze sobą współgrać, uczyć wzajemnie i uzupełniać. Pragnę raczej zwrócić uwagę na to jak duże znaczenie ma konieczna do odegrania rola młodych ludzi w naszym narodzie. Bez tego, praca poprzedników, będących dla nas wzorem pójdzie na marne, a kolejne pokolenia nie będą miały nam za co dziękować żyjąc w chaosie i ogólnie panującym zagubieniu społeczeństw w Europie.

 

 

Jeśli miałbym odwołać się do własnych doświadczeń, choć z pewnością ich dorobek jest jeszcze skromny, to po pierwszych latach mojej działalności społecznej oraz aktywnym udzielaniu się w środowisku narodowym stwierdzić muszę, że dwiema z podstawowych rzeczy jakich się nauczyłem jest bez wątpienia cierpliwość oraz nieustępliwość. Dostrzegam jednak też pewne zjawiska, które w mojej opinii tłamszą wytrwałość, a także chęci do większego zaangażowania się w sprawy społeczne i polityczne młodych osób w naszym kraju.

 

 

Jak to często bywa przy podejmowanych przez człowieka aktywnościach, jeden z większych problemów leży w myśleniu. Niestety czas komunizmu zostawił sporo znamion w naszej mentalności, które mają się dobrze do dzisiaj. Polkom i Polakom wmówiono bowiem, że mogą sobie pokomentować, ponarzekać przed telewizorem czy też poobrzucać bluzgami przedstawicieli tej lub tamtej opcji politycznej, jednak oni sami nie mogą przy całym swoim rozgoryczeniu jakkolwiek wpłynąć na to co z każdym dniem ich tak męczy. Wiele osób nadal niestety uważa, że nie ma żadnego wpływu na podejmowane przez rządzących nawet lokalnie decyzje, a to jaka rzeczywistość otacza ich najbliższych, w jakimkolwiek stopniu nie zależy od nich. Sytuacja ta ma również związek ze zohydzeniem słowa „polityka”. Kiedy ktoś z młodych świadomych ludzi, zatroskanych o to jaką Polskę po sobie zostawi, przy nawiązywaniu znajomości stwierdzi w skrócie, że zajmuje się polityką, może narazić się na jednoznaczne skojarzenie. Wizerunek kolesia, który uproszczając zapewne przyjmuje każde słowo prezesa Kaczyńskiego jak niemal religijne proroctwa lub chce obalić jego rząd, bo nienawidzi PiS-u. Nie zagłębiając się bardziej w możliwe perypetie zaangażowanych politycznie nastolatków, wystarczy zwrócić uwagę na to jak często słyszymy stwierdzenia typu: „Polityka? Ja tam w tym nie siedzę, nie interesuje mnie ta cała polityka”. Równocześnie jednak te same osoby, które w ten sposób się do tematu polityki odnoszą, mogą wyciągać ciekawe wnioski na temat problemów jakie napotykają pod swoim blokiem, na swojej uczelni, rozpoczynając nową pracę czy też chcąc załatwić daną sprawę w urzędzie. To pokazuje, że nawet jeżeli my nie zainteresujemy się polityką, to ona zajmie się prędzej czy później nami. Czemu więc osoby te nic nie zrobią poza komentowaniem w nerwowych dyskusjach tych bolączek?

 

 

Tu wracamy do punktu wyjścia. Wmówiono nam jako społeczeństwu, że tylko sobie przysporzymy nerwów, stracimy czasu, a sytuacja nie zmieni się. Wielu obawia się nawet, że przysporzą sobie kolejnych problemów, więc lepiej przeboleć i męczyć się z ułomnościami dnia codziennego w naszym państwie nadal. Na całe szczęście ten sposób myślenia zaczął stopniowo zmieniać się w ostatnich latach, a duży udział w tym miały na pewno możliwości jakie daje internet. Teraz giganci na rynku stacji telewizyjnych nie są już jedynym źródłem informacji o kraju oraz świecie. Młodzi ludzie obecnie mogą czerpać wiedzę oraz zapoznawać się z komentarzami do wszelakich wydarzeń od różnych osób, a nie tylko tych, którzy zostali przez telewizyjną redakcję zaproszeni do dyskusji, po uprzednim przekazaniu wieści w odpowiednio sformułowany sposób. Celowo lub nie, ale możliwość spojrzenie na nowe horyzonty dały właśnie przykładowo Twitter, Facebook i tworzone oddolnie witryny w internecie, w których głos mogą zabierać wreszcie ludzie o różnych poglądach, ale patrzący z troską na kreowanie przyszłości Polski i świata, a nie jedynie interesanci, chcący przez puszczany na ekranach przekaz medialny nastawić ludzi z sympatią lub antypatią do danego środowiska, ugrupowania czy człowieka.

 

 

Możliwość nagłaśniania pewnych niepokojących spraw, sprawnej wymiany informacji oraz szansa na dzielenie się swoimi refleksjami lub problemami z tysiącami odbiorców to olbrzymia szansa do zmiany nastawienia ludzi oraz poszerzania ich świadomości. Osoby, które mogą szybko się skomunikować i skrzyknąć w danym miejscu o danej porze, sprawnie zebrać tysiące głosów poparcia dla swojego protestu czy inicjatywy lub nadawać rozgłosu sprawom, które rządzący chętnie zamiatali by pod dywan, mogą wreszcie poczuć, że pną się w górę, jeżeli chodzi o kreowania otaczającej nas rzeczywistości oraz niwelowanie problemów, jakie każdy z nas napotyka angażując się w różne przedsięwzięcia czy pracując w różnych branżach.

 

 

Pomimo jednak tych wszystkich udogodnień, które na tle poprzednich pokoleń czynią nas w dużej mierze uprzywilejowanymi, nadal w samym już narodowym środowisku nie mamy zaangażowanych tylu rozsądnie myślących ludzi, co choćby w okresie XX-lecia międzywojennego. Ówczesna Narodowa Demokracja jest przykładem tego, jak mówiąc współcześnie, na topie był wówczas patriotyzm oraz poczucie obowiązku w podejmowaniu działań dla dobra narodu. Endecja była w tamtym czasie środowiskiem, z którą utożsamiało się mnóstwo ludzi, nie tylko tych zajmujących się polityką czy walczących na wszelakich frontach wojennych, ale wielu tych rozumiejących to jak wymagające jest od każdego tworzenie pomyślnej przyszłości dla kolejnych pokoleń Polaków.

 

 

Dzisiaj jednak, sporo osób postrzega angażowanie się w życie społeczne, polityczne oraz udział w patriotycznych/narodowych organizacjach często jako pewną odskocznię od codzienności, szlachetną formę spędzania czasu, ale jednak nie będącą czymś na tyle potrzebnym, by wynikała ona z miłości i troski o naszych bliskich. Należy jednak zrozumieć tą fundamentalną kwestię… Bliscy czy rodzina to również ci, którzy byli przed nami i niejednokrotnie poświęcali dla naszych spokojnych lat życia swój czas na tym świecie, a także nasze dzieci, wnuki, prawnuki, którym dopiero przyjdzie zmagać się z rzeczywistością pozostawią im przez nas samych.

 

 

Czy nie żylibyśmy w państwie opartym o prawo szariatu, nie musieli funkcjonować w zaoferowanej przez komunistów głębokiej biedzie, a także zachowali swoją niepodległość oraz ojczysty język, gdyby nie dawne zaangażowanie oraz poświęcenie prywatnych wygód i czasu tysięcy ludzi? To oczywiście chęć działania dla dobra rodaków, jak również wielka odpowiedzialność, którą wzięło na siebie mnóstwo młodych ludzi na przełomie wieków, przyczyniły się do zapewnienia nam wielu udogodnień i dobrodziejstw, z jakich każdy z nas korzysta, ale nie zdajemy sobie sprawy z tego jaką wartość opłaconą niejednokrotnie krwią naszych przodków one posiadają.

 

 

Z historii należy wyciągać wnioski i lekcje na przyszłość, jednak nie można żyć ciągle przeszłością i rozpamiętywaniem dziejów. Pomyślmy o tym co my zostawimy osobom z naszych rodzin, którzy na tym świecie dopiero się pojawią? O czym nasze wnuki będą mogły opowiadać swoim dzieciom zachwalając naszą działalność lub zasługi dla nich? To zależy od nas już teraz, w okresie naszej młodości. Czy swoim bliskim pozostawimy skorumpowane państwo, w którym nic nie załatwimy bez łapówek i przekrętów? Kompletnie zbiurokratyzowane samorządy, w których każdy z naszych potomków będzie narażony na przestępcze działania za wtrącanie nosa w „nieswoje sprawy”? Zepsute społeczeństwo, będące kolejnym celem dżihadystów stopniowo podbijających dziś zachodnią Europę? A może skrócony żywot, ze względu na stężenie trujących substancji w powietrzu? Te wszystkie złe scenariusze mogą pozostać jedynie mrocznymi wizjami, ale może się tak stać jedynie z naszym udziałem i postawieniem pewnych obowiązków ponad prawami czy wygodą. Im nas będzie więcej, tym większe szanse, aby każdego z tych dramatów uniknęły Polki i Polacy myślący o nas głównie przy przeglądaniu rodzinnych starych albumów. Co jednak szczególnie ważne oraz warte podkreślenia to fakt, że podstawowym wyzwaniem przed jakim dziś przychodzi nam stanąć to demografia. Jeżeli nie będziemy świadomości dotyczącej skali problemu depopulacji poszerzali, a przy tym nie podejmiemy wspólnej pracy do rozwiązania narastających na tej płaszczyźnie innych trudności, to nawet nie będzie miał nas kto wspominać.

 

 

Jak już zaznaczyłem wyżej, w ostatnich latach widać większą świadomość w naszym narodzie oraz stopniowe pogłębianie się poczucia dumy z bycia Polakami. To napawa optymizmem i spokojem. Uważam jednak, że nas- natchnionych opowieściami bohaterów z czasów walk z niemieckim czy sowieckim okupantem, z pewnością stać na większe zaangażowanie oraz wspólną walkę z pojawiającymi się problemami o pomyślną przyszłość dla Polski. Mając zaszczyt kierować Młodą Endecją, chcę oprzeć poszerzanie naszego endeckiego środowiska na cierpliwości, nieustępliwości oraz poczuciu odpowiedzialności za innych, jak również rozwoju samego siebie. To w mojej opinii powinno cechować osobę określającą się endekiem.

 

 

Wiele organizacji politycznych, popularnie nazywanych „antysystemowymi”, a także ugrupowania tworzące się na fundamencie środowisk narodowych, w mojej opinii zbytnio niestety ulegało myśleniu na zasadzie: „do najbliższych wyborów”. Schemat bywa często taki, że na fali powstania nowej organizacji, mającej w swych założeniach wreszcie całkowicie odmienić Polskę na lepsze, wpatrujemy się w stających na jej czele liderów, na których opieramy tworzone listy wyborcze, wokół których zaś, a także zbierania podpisów skupia się główna aktywność działaczy. Wielu młodych ufnych patriotów rzuca wówczas swoje siły i czas w niesienie pomocy tej sprawie. Później jednak przychodzą przegrane wybory, spięcia pomiędzy liderami, u których ambicje niejednokrotnie wygrywają z wytrwałością w dążeniu do przyjętych celów, a ostatecznie podziały, rozczarowania i brak chęci do działania dalej.

 

 

Dlatego też uważam, że jako Endecja powinniśmy wykazywać się cierpliwością i nieustępliwością, zarówno w wymiarze politycznym, jak i organizacyjnym. Nie szukajmy po raz kolejny szansy na (określając ironicznie) zbudowanie w 2 lata Wielkiej Polski. Weźmy na siebie odpowiedzialność za długotrwałą, ale przynoszącą realne efekty działalność oraz rozwijanie środowiska, odgrywającego rolę przy wpływaniu na decyzje rządzących, jak również to jak wygląda nasza Ojczyzna. Nie załamujmy się tym, że przez najbliższe lata nie będziemy sprawować jako endecy samodzielnej władzy w Polsce, a na spotkaniach czy naszych akcjach pojawiać się będzie choćby tylko kilka osób. Gdyby ktoś dekadę temu zaczął budować środowisko kierujące się realizmem oraz chcące zostawić po sobie coś dobrego, nawet kosztem wieloletniej pracy, to dziś bylibyśmy w obserwowaniu owoców naszych inicjatyw, jak również wysiłku już o te 10 lat do przodu. Nie załamujmy się więc i podejmujmy działania, których efekty odczują choćby dopiero nasze dzieci. Im już jednak łatwiej będzie pójść wtedy kolejny krok dalej.

 

 

Inspirujemy się, zaczytujemy oraz uczymy od znanych publicystów, pisarzy, myślicieli czy liderów politycznych lub środowiskowych zarówno z czasów obecnych, jak i przeszłych. Zadbajmy jednak w końcu też o to, aby nasze młodsze koleżanki i koledzy na prawicy mieli kogo poczytać lub posłuchać. Taka natura ludzka, że o dzisiejszych znanych politykach, felietonistach i pisarzach, kiedyś będą mogli przeczytać dowiedzieć się przede wszystkim z tekstów lub filmów dotyczących historii. Nie bójmy się tego, aby wziąć na siebie zadanie bycia autorytetami w różnych dziedzinach, a także stworzenie polskiej prawdziwej elity, zwłaszcza iż  pozbawiły jej nas niegdyś totalitaryzmy, a obecnie możemy do udziału w niej jedynie aspirować. Nie traćmy jednak czasu na zwątpienia i rozwijając siebie, piszmy na kartach współczesnej historii cenną lekcję dla przyszłych patriotów. Taka wytrwałość z pewnością może przynieść efekty na wiele lat oraz pokoleń. Jeżeli ktoś w to nie wierzy i ocenia moje słowa jako fantazje, to wystarczy iż sprawdzi jak dużo czasu zajęło Romanowi Dmowskiemu zbudowanie swojego silnego narodowo-demokratycznego środowiska oraz osiągnięcie zasług dla naszej niepodległej Polski.

 

 

Musimy uświadomić sobie jak ważna jest ta odpowiedzialność za osoby, które także będą chciały coś ulepszyć i dać dobrego kolejnemu pokoleniu, na bazie tego co dokonać zdążymy my. Ale byśmy zdołali tak działać, nie poddając się przy tym wszelakim przeciwnościom losu, musimy zdobyć się też na odpowiedzialność za siebie nawzajem. Pozostawianie szczęśliwej przyszłości oraz bezpiecznej Polski dla naszych dzieci, zaczyna się w naszej działalności w otaczającej nas okolicy, w parafii, w samorządzie etc. W różnych regionach spotykamy się z różnymi problemami. Wspólnie jednak możemy wymieniać się wiedzą z różnych kierunków nauczania, a także pokazywać naszą solidarność jako troskliwych o Polskę ludzi. Takie właśnie refleksje po raz kolejny, tym razem w szczególnie uderzający sposób wywołała u mnie niedawna tragiczna śmierć kolegi Pawła Chruszcza, który również współtworzył stowarzyszenie Endecja. Jego zaangażowanie w sprawy społeczne oraz na co dzień zapewne nie dostrzegana przez większość osób ciężka praca, pokazała jak bardzo potrzebni są w powiatach tacy ludzie. Wystarczy spojrzeć na tłumy osób żegnających Pawła w jego ostatniej drodze. Ludzi chcących zawalczyć o przyszłość swoich bliskich i nie zmarnować danego na tej ziemi czasu wśród nas jest z pewnością wielu. Mocno w to wierzę i widzę chociażby na spotkaniach z ludźmi z naszego patriotycznego środowiska. Jeżeli nauczymy się wspierać oraz działać jako utwierdzone na jednym fundamencie środowisko, będziemy mogli przynosić realne zmiany dla naszych lokalnych społeczności, a szerzej również dla całego naszego narodu.

 

 

Tą odpowiedzialność i cierpliwą pracę na rzecz załatwienia chociaż kilku, ale ważnych spraw, jesteśmy winni zarówno tym, którzy dla nas się już poświęcali, jak również tym, którym Polskę przekażemy w sztafecie pokoleń.

 

 

Michał Barnaśredaktor portalu Prosto z Mostu; student na kierunku Bezpieczeństwo Wewnętrzne (Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie); sekretarz małopolskich struktur oraz członek komisji rewizyjnej stowarzyszenia Endecja; prezes Młodej Endecji.

W ostatnich dniach odbył się w Warszawie szczyt bliskowschodni. Niestety przy jego okazji, padło kilka wypowiedzi, które dla Polaków świadomych swojej historii i godności mogą być śmiało uznane za zwyczajnie skandaliczne. Do tej sprawy postanowił odnieść się poseł Sylwester Chruszcz odpowiadając wysokim urzędnikom Izraela oraz Stanów Zjednoczonych, którzy również dopuścili się niefortunnych sformułowań zabierając publicznie głos.

 

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo stwierdził, że Polska nie robi postępów w sprawie restytucji mienia ofiar Holokaustu. Premier Izraela Benjamin Netanjahu wywołał natomiast duże kontrowersje przez wypowiedź o rzekomej kolaboracji Polaków z niemieckimi nazistami. Obydwaj ci politycy po raz kolejny postawili Polaków w negatywnym świetle, choć w dziejach byliśmy jednymi z największych ofiar podczas II wojny światowej.

 

Mikeowi Pompeo oraz Benjaminowi Netanjahu odpowiedział poseł Sylwester Chruszcz będący prezesem stowarzyszenia Endecja. Lider Narodowej Demokracji odniósł się do tych skandalicznych wypowiedzi przypominając sekretarzowi stanu USA o tym, że kwestie o które on się upomina są już rozwiązane, a premierowi Izraela zwrócił uwagę o co ten rzeczywiście powinien się martwić.

 

Zobaczcie sami!

 

 

 

Źródło: Facebook/Sylwester Chruszcz

Fot.: Wikimedia Commons

 

MB