W Jerozolimie odbywa się wydarzenie nazwane przez organizatorów jako „Światowe Forum Pamięci Holokaustu”. To przedsięwzięcie jakie ma miejsce w Yad Vashem wywołało sporo kontrowersji, a w naszym kraju zrobiło się o nim szczególnie głośno ze względu na fakt, że nie pozwolono zabrać tam głosu polskiemu prezydentowi, choć dano taką możliwość głowom państw takich jak: Niemcy, Rosja czy Francja. W reakcji na zaistniałą sytuację, Andrzej Duda zdecydował się nie jechać do Izraela.

 

Podczas inauguracji tego wydarzenia, zaprezentowano propagandowy film mający ukazywać problem odradzającego się antysemityzmu. Materiał ten trwał kilka minut i rozpoczynał się ukazaniem widoku nazistowskich obozów zagłady. Kadry te opatrzone zostały napisem: „Świat był w szoku, gdy dowiedział się o Holokauście- najstraszniejszym wydarzeniu w historii ludzkości„. Następnie pojawiło się w filmie tym hasło mówiące, iż niestety „lekcja historii została zapomniana„.

 

Później ukazane zostały różne miejsca i sytuacje związane z przejawami antysemityzmu, jakie miały miejsce na terenie różnych państw (np. Francji, USA czy Danii). W materiale zawarte zostały też jednak zdjęcia z naszej ojczyzny.

 

Łącznie były to trzy kadry. Jeden z nich przedstawiał scenę spalenia kukły przedstawiającej ortodoksyjnego Żyda. Był to happening zorganizowany przez Piotra Rybaka przy okazji jednej z manifestacji Wrocławiu. Za ten incydent mężczyzna został później skazany. Kolejne dwa obrazki z Polski pokazane w tym filmie, przedstawiały już jednak Marsz Niepodległości i sceny nie mające wiele wspólnego z rzekomym odradzaniem się antysemityzmu. Widoczne na nich bowiem były tłumy maszerujących Polek i Polaków świętujących swą Niepodległość. biało-czerwone flagi oraz baner Młodzieży Wszechpolskiej.

 

Ze względu na to jakie osoby zaangażowane są w organizacje odbywającego w Jerozolimie przedsięwzięcia i brak możliwości zabrania głosu przez Prezydenta Andrzeja Dudę, Polacy z dużym dystansem spoglądają na prawdziwy cel tej inicjatywy.

 

Inne uroczystości z okazji 75. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau odbędą się na jego terenie. W nich uczestniczyć będą wysocy rangą urzędnicy państwa polskiego oraz zaproszeni goście zza granicy.

 

Czytaj też:

Film na Światowym Forum Holocaustu: Armia Czerwona jako pierwsza zmierzyła się z nazistami

 

 

Źródło: Onet.pl

Fot.: YouTube/Reżyser Życia

Chociaż w ostatnich latach stosunkowo często mijamy na ulicach osoby ubrane w odzież z symboliką narodową czy nawiązaniami do patriotycznych wartości, to jednak wciąż wiedza oraz pamięć o wyjątkowych ludziach na kartach naszej historii, nie są zachowane i kultywowane w wystarczającym stopniu. Warto więc, w takim dniu jak dzisiaj, przypomnieć o pewnym szczególnie zasłużonym człowieku, który po założeniu Narodowej Demokracji stał się ideowym ojcem idei endeckich na wiele pokoleń, a jako polityk był prawdziwym mężem stanu miłującym Polskę i stawiającym interes narodowy na wyjątkowym miejscu w hierarchii wartości.

 

2 stycznia powinien być dla każdej osoby określającej się patriotą dniem innym niż każdy zwykły dzień powszedni. Przy wszystkich kontrowersjach, które narosły w wyniku lewicowej i komunistycznej propagandy, jest to bez wątpienia rocznica śmierci człowieka szczególnie zasłużonego dla naszej wolności i suwerenności. Osobą tą był właśnie Roman Dmowski, od którego śmierci minęło dziś 81 lat.

 

Ten pochodzący z Kamionek patriota, przez całe swoje życie oddany był trosce o wolność polskiego narodu. To dzięki poświęceniu dla tej ważnej sprawy oraz walce takich ludzi, dziś polskie rodziny mogą cieszyć się spokojem oraz wychowywać dzieci w duchu naszych wartości i polskiego patriotyzmu.

 

Uzyskanie suwerenności, zjednoczenie polskich ziem i przemyślane zorganizowanie narodu opartego na trosce o swój interes i pracy u podstaw, stanowiło jego postulaty, o które walczył wierząc w idee, o których pisał w takich dziełach jak m.in. „Kościół, Naród, Państwo”, „Niemcy, Rosja i kwestia polska” czy „Myśli nowoczesnego Polaka”, które stały się fundamentalną wykładnią dla rozwijającego się wówczas środowiska narodowców.

 

Poza pełnieniem roli lidera endeków oraz realizowaniu w sposób rozsądny polityki wewnątrz naszego państwa, Roman Dmowski jako Minister Spraw Zagranicznych odnosił też ogromne sukcesy na arenie międzynarodowej. To między innymi dzięki jego staraniom podpisany został traktat wersalski w takiej formie, która pozwoliła odradzającej się niepodległej Polsce odzyskać utracone ziemie.

 

Wielkie osiągnięcia Dmowskiego nie byłyby zapewne zrealizowane w takim stopniu, gdyby nie jego zawziętość w zdobywaniu wiedzy. Podróżował on bowiem po świecie w celu własnego rozwoju, a także władał umiejętnie budzącą podziw ilością języków. Potrafił porozumieć się zarówno w języku angielskim, francuskim, niemieckim, hiszpańskim, greckim, jak również łacińskim.

 

Przy okazji odwiedzania państw na różnych kontynentach i poszerzania swojej politycznej wiedzy, Roman Dmowski poznał artystów oraz profesorów, którzy odwiedzali go również w Polsce. Sam też uzyskał tytuł honoris causa na Uniwersytecie w Cambridge.

 

Roman Dmowski pozostawił po sobie wartościowe dzieła, w których zawarto wiedzę godną uwagi dla kolejnych pokoleń, a także przekazał ideę, która wciąż pozostaje żywa. Uczył on tego jak być prawdziwym patriotą i troszczyć się o Polskę, dbając o mądre zorganizowanie narodu na zasadzie pracy u podstaw. Jednym z jego najbardziej znanych twierdzeń były słowa, które do dziś powinniśmy nosić w sercu mianując się ludźmi odpowiedzialnymi za przyszłość Polski i naszych dzieci: „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka.

 

 

 

Fot.: Facebook

 

Od paru lat możemy zaobserwować popyt na tzw. odzież patriotyczną, m.in. koszulki z orzełkiem, czy „kotwicą ”. Początkowo uważałem to za bardzo pozytywne zjawisko- promowanie wartości narodowych, przypominanie o zasłużonych bohaterach, czy ważnych bitwach, które rozegrały się na przestrzeni wieków. Przemawiało do mnie również to, że w przeszłości spora część Polaków mieszkających na zachodzie czuła się stłamszona przez lata komunizmu i wstydziła się swojego pochodzenia. Teraz nadszedł czas, w którym Polacy dumnie mogą reprezentować swoją ojczyznę, a z orzełkiem na piersi czuć się po prostu dobrze.

 

Niestety, dla niektórych wspomniana wyżej odzież stała się zwykłym towarem, na którym można zarobić duże pieniądze. Bluzy z symbolem Narodowych Sił Zbrojnych zaczęły wyglądać coraz bardziej tandetnie, będąc dostępne na zwykłych bazarach. Coraz więcej pojawiało się ordynarnych grafik przedstawiających m.in. wizerunki żołnierzy wyklętych, co według mnie przynosiło odwrotny efekt do zamierzonego– zniechęcało „zwykłego Kowalskiego” i sporą część młodych ludzi do celebrowania święta obchodzonego 1 marca, kojarząc ten dzień z zestawem dresowym, na którym barwy narodowe znajdują się na nogawce, aniżeli z ludźmi, którzy bohatersko walczyli w podziemiu z reżimem komunistycznym. Chyba najbardziej dobitnym przykładem zbezczeszczenia symbolu było umieszczenie „kotwicy” na kiju baseballowym, który jak zakładam, nie służył do gry…

 

Nie same nieodpowiednie gadżety są problemem. W mojej opinii równie dużym są nabywcy tego rodzaju ubrań oraz okoliczności, w których te są używane. Niestety, bardzo często jest to osiedlowa patologia, która jest niechlubną wizytówką naszego społeczeństwa. Przykro robi mi się, słysząc opinie ludzi z otaczającego mnie środowiska, którzy widząc na przystanku osobę z symbolem Polski Walczącej, odczuwają strach i niechęć- z symbolem, który dla wszystkich Polaków powinien być świętością i kojarzyć się jednoznacznie dobrze.

 

Pisząc o tym zjawisku, które często jest podnoszone jako zarzut przez lewą stronę sceny politycznej, chciałbym zwrócić uwagę, że również ta część społeczeństwa bardzo często dopuszcza się prowokacyjnego, nieakceptowanego przez duże grono ludzi umieszczania barw tęczowych m.in. na obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej czy na fladze i godle Polski podczas swoich manifestacji.

 

Wspomniana już wcześniej „kotwica” została znieważona na tzw. czarnym proteście… Do podobnej sytuacji doszło 1 sierpnia podczas tegorocznego Marszu Powstania Warszawskiego właśnie w stolicy. Tym razem symbol powstańców został umieszczony na fladze środowisk LGBT. Wywołało to burzę medialną i oburzenie Polaków. Ludzie stojący za tym uzyskali to, czego chcieli- atencję i kontrowersję. Dochodzi do przykrej sytuacji, kiedy w tak ważną rocznicę- 75-lecie wybuchu powstania warszawskiego Polacy, zamiast zjednoczyć się, kolejny raz zostają uwikłani w gierki polityczne i dają się skłócić. Głównym tematem dyskusji w tym dniu już nawet nie jest czy dowództwo w 1944 roku podjęło słuszną decyzję, jakby wyglądała Europa, gdyby nie 63-dniowa walka Warszawiaków z niemieckim okupantem. Nie, głównym tematem stał się ruch LGBT…

 

Takie kontrowersyjne działania powodują, że część społeczeństwa coraz liczniej bierze udział w kontrmanifestacjach do tzw. Marszów Równości. Większość z nich nie jest jednak tak po prostu wrogo nastawiona do osób reprezentujących inną orientację seksualną, lecz do promowanych przez nich postulatów– są przeciwnikami adopcji dzieci przez pary homoseksualne, bądź wprowadzeniu karty LGBT+ w polskich szkołach, chcąc uniknąć zjawisk, które mają miejsca w zachodniej Europie. Podczas tego rodzaju kontrmanifestacji pojawia się czasem przemoc fizyczna i słowna, którą oczywiście trzeba potępić, tak jak środowiska narodowe odcinają się od skrajnych, marginalnych incydentów, które swoją drogą mogą być zwykłymi prowokacjami.

 

Tu znowu powraca temat odzieży patriotycznej. Bluza z hasłem „Śmierć Wrogom Ojczyzny”, mimo iż nawiązuje do emblematów noszonych przez żołnierzy 3. Wileńskiej Brygady NZW i w dzisiejszych czasach ma raczej znaczenie przenośne, wywołuje kontrowersję i pozwala środowiskom lewicowym spłycać przesłanie głoszone przez drugą stronę, a konserwatywną część społeczeństwa wrzucać do jednego worka z chuliganami, którzy ich zdaniem nawołują do nienawiści. Słowo kibol używane jest zamiennie ze słowem kibic, a to właśnie środowisko kibicowskie jest jedną z grup społecznych, która najbardziej angażuje się w akcje patriotyczne. Renowacje grobów lub zbiórki darów dla rodaków mieszkających na kresach wschodnich, marsze upamiętniające bohaterów, czy patriotyczne oprawy na meczach to tylko część trudu włożonego przez kibiców w budowaniu tożsamości narodowej. To właśnie na stadionach duża część młodych ludzi usłyszała pierwszy raz, chociażby o żołnierzach wyklętych czy rzezi wołyńskiej.

 

Dlatego apeluję do wszystkich ludzi zakładających odzież z symbolami narodowymi- patriotyzm to coś pięknego i nie należy się z nim kryć, wręcz przeciwnie. Ważne, żeby nie iść za modą, tylko mieć to zwyczajnie w sercu, a do tego, za co nasi przodkowie przelewali krew obnosić się z szacunkiem. Nosisz koszulkę z wizerunkiem rotmistrza Pileckiego? Poczytaj o nim, co zrobił, jak zasłużył się dla Polski. Taki moim zdaniem powinien być główny cel patriotycznej odzieży- poszerzanie wiedzy historycznej i budowanie tożsamości narodowej na podstawie chwalebnych wydarzeń w polskiej historii. Takie podejście pozwoli uniknąć kompromitacji, jakiej doświadczyli ludzie ze słynnego materiału Filipa Chajzera, wykazując się kompletnym brakiem wiedzy na temat symboli i dat znajdujących się na ich ubraniach. Przez tego typu przypadki środowisko patriotyczne jest niestety ośmieszane, a przez sporą część ludzi kojarzone z patologią. Ważne, aby w tym wszystkim zachować przyzwoitość i zdrowy rozsądek.

 

 

Konrad Adamczyk- Młody działacz społeczny i polityczny z Krakowa ; członek stowarzyszenia Endecja

 

 

Konfederacja to ugrupowanie, które stało się kolejną już nadzieją na zjednoczenie różnych środowisk dla niektórych zwolenników prawicy. Wielkie nadzieje wiązano już przed wyborami do europarlamentu, jednak Konfederacji nie udało się przekroczyć progu wyborczego. Teraz, przed wyborami parlamentarnymi, ugrupowanie to zarejestrowane zostało jako partia, aby ułatwić działalność jego struktur. Jednakowoż jednak, Konfederację opuściło kilka jej twarzy.

 

Niedługo po wyborach do Europarlamentu z Konfederacją rozstali się byli posłowie klubu Kukiz’15: Marek Jakubiak oraz Piotr Liroy-Marzec, których środowiska miały w dalszej kolejności tworzyć własny projekt. Jednak drogi i tu się rozeszły.

 

Teraz Konfederację opuszcza kolejna osoba, a jest nią liderka fundacji Życie i Rodzina Kaja Godek, która miała być głównym głosem pro-liferów wśród „konfederatów”.

 

W ostatnich dniach wśród ludzi śledzących to co dzieje się na prawicy w polskiej polityce, głośno zrobiło się na temat konfliktu jaki zaistniał między Kają Godek a innymi liderami Konfederacji. Działaczka ruchów pro-life zarzuciła im, że odsuwają w cień obrońców życia od poczęcia do naturalnej śmierci przy okazji układania list, a także przygotowywania programu wyborczego.

 

Jej zdaniem sporo zamieszania wewnątrz Konfederacji wywołały też próby dołączenia do tego projektu generała Wileckiego i jego środowiska, co dla szefowej fundacji Życie i Rodzina ma być trudne do zaakceptowania.

 

Pod postem, w którym ujawniła ona iż taki spór zaistniał, były poseł LPR Krzysztof Bosak zarzucił jej kłamstwo. Prezes Ruchu Narodowego na Twitterze stwierdził natomiast, że pomimo dziwnego w jego opinii zachowania Kai Godek, nadal jest ona zaproszona na listy Konfederacji do Sejmu i startu z miejsca pierwszego w okręgu siedleckim.

 

Dziś, podczas udzielonego wywiadu internetowej telewizji wRealu24, Kaja Godek potwierdziła, że nie udało jej się porozumieć z kolegami z Konfederacji i ona już opuszcza ten projekt. Jak zdradziła, odbyło się spotkanie liderów tego ugrupowania, które nie przyniosło pozytywnego efektu.

 

Miałam spotkanie z kilkoma panami z Konfederacji i spotkanie skończyło się w taki sposób, że panowie wstali od stołu i wyszli. Zostało środowisko naszej fundacji postawione przed takim ultimatum, że albo się zgadzamy na określone warunki albo koniec współpracy – stwierdziła Kaja Godek.

 

 

 

Źródło: nczas.com ; YouTube/wRealu24.pl

Fot.: YouTube/Prawica MEDIA

Stowarzyszenie „Tęczowy Białystok” ogłosiło datę pierwszego białostockiego marszu równości. Podchód ma „nawiedzić” miasto 20 lipca. Białostoczanie podjęli jednak rękawice i starają się nie dopuścić do wydarzenia.

 

Przede wszystkim białostockie środowiska patriotyczne, kibicowskie i chrześcijańskie zainicjowały petycję przeciw I marszowi równości na ulicach miasta. Od 20 czerwca podpisało ją już ponad 6 tysięcy osób a kolejnych wciąż przybywa. Docelowa liczba to 10 tysięcy. W ten sposób mieszkańcy chcą wyrazić formalny sprzeciw wobec planowanemu zgromadzeniu. Ewentualny marsz równości byłby pierwszym w historii miasta i regionu. Petycję można podpisać klikając tutaj.

 

Po drugie, te same grupy społeczne postanowiły sprytnie wykorzystać istniejące prawo. O pierwszeństwie zgromadzeń decyduje kolejność zgłoszeń do urzędu, przy czym najwcześniej można zgłaszać je 30 dni przed planowaną datą rozpoczęcia. Na stronie Biuletynu Informacji Publicznej w Białymstoku pojawiły się zatem dziesiątki zgłoszeń w kluczowych lokalizacjach miasta o wdzięcznych celach, m. in. wiec poparcia panującej pogody, wspólne śpiewanie disco polo, upamiętnienie odjazdu pierwszego pociągu do Kielc czy pikieta w obronie rozumu i godności człowieka znana jako RiGCz.

 

Na portalu Facebook powstał także fanpage Białystok przeciwko Marszowi Równości, który zebrał już ponad 300 polubień

 

Co więcej, od marszu dystansują się politycy. Nawet prezydent miasta z poparciem PO i Nowoczesnej odmówił patronatu zgromadzeniu w przeciwieństwie do swoich kolegów w Gdańsku czy Warszawie, a nawet zapraszał na procesję z okazji Bożego Ciała w odpowiedzi na propozycję patronatu.

 

Na portalu miejskim widnieje jednak zgłoszone zgromadzenie osoby fizycznej odpowiadające marszowi równości. Jaki będzie finał potyczki? O tym zdecyduje pewnie policja oraz kolejne pomysły rywalizujących grup społecznych.

UWAGA❗ Pojawiła się petycja przeciwko marszowi równości w naszym mieście. ➡Podpisujemy ✍➡ UdostępniamyWalczmy o…

Gepostet von Białystok przeciwko Marszowi Równości am Mittwoch, 26. Juni 2019