Niedawno polskie media obiegła informacja o decyzji sądu, który postanowił uchylić wyrok dotyczący naruszenia nietykalności funkcjonariusza policji, czego dopuścić miał się Władysław Frasyniuk. Można jednak wysnuć wniosek, że były przewodniczący Unii Wolności może po raz kolejny narazić się na kłopoty prawne. Podczas jednego z wywiadów powiedział on słowa, które przez wielu odczytywane są jako groźba pobicia europosła.

 

Działacz opozycji w czasach PRL, kojarzony dziś raczej ze zwolennikami tzw. totalnej opozycji, udzielił wywiadu „Gazecie Wyborczej”, podczas którego odniósł się między innymi do sytuacji, w której spotkali się w jednym z pociągów eurodeputowany Dominik Tarczyński (PiS) oraz redaktor naczelny GW Adam Michnik. Nagranie z tego „spotkania” opublikował europoseł. Pisaliśmy również o tym na łamach naszego portalu.

 

Zobacz:

Redaktor Michnik kontra znany poseł. Sytuację zarejestrowano na filmie [WIDEO]

 

Uważam, że gdyby poseł Tarczyński mieszkał w robotniczej dzielnicy, to by po prostu dostał w dziób. I jestem głęboko przekonany, że ta kara go spotka. A jako człowiek z dużym doświadczeniem chcę mu powiedzieć, żeby nosił ochraniacz na zęby, bo w takich sytuacjach immunitet niewiele mu pomoże. Ktoś go w końcu potraktuje tak, jak on od lat traktuje słabszych, starszych i kulturalnych – stwierdził Władysław Frasyniuk.

 

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, zasugerował on iż przedstawiciele opozycji powinni jeszcze mocniej reagować na zachowania przedstawicieli partii rządzącej, które w jego odczuciu są przejawem chamstwa.

 

Dziwi mnie, że opozycja tego nie widzi, nie docenia wagi problemu. Chamstwo, brutalność, prostactwo, pokazywanie „fucka” na wszelkie sposoby ma miejsce od pierwszego dnia rządów Jarosława Kaczyńskiego. „Fucka” pokazują obrońcom konstytucji, „fucka” pokazują, demolując Trybunał Konstytucyjny, „fucka” pokazują, prześladując sędziów, „fucka” pokazują, przekazując dwa miliardy złotych na propagandową telewizję zamiast na onkologię – powiedzieć miał podczas wywiadu.

 

Dla wielu jednak zaskakujące może być to, że w reakcji na jak określa Frasyniuk „chamstwo i brutalność”, wzywa on do użycia fizycznej siły i ataków na polityków.

 

Zobacz też:

Brutalny atak na wolontariusza zbierającego podpisy dla Prezydenta! Kamera zarejestrowała wstrząsające zdarzenie [WIDEO]

 

 

Źródło: „Gazeta Wyborcza” ; Wprost.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Przez ostatnie dni w Sejmie przeprowadzonych zostało kilka ważnych głosowań, a żywiołowe dyskusje trwały na Sali Posiedzeń do późnych nocnych godzin. Emocje przyniósł jednak też pewien incydent, kiedy potrzebna była interwencja medyczna. Jeden z posłów upadł bowiem tracąc przytomność w czasie swojego przemówienia wygłaszanego na mównicy.

 

Poseł klubu PO-KO Robert Kropiwnicki był jednym z parlamentarzystów zabierających głos w ramach dyskusji nad wotum nieufności dla ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego. Wniosek w tej sprawie złożyli właśnie posłowie Koalicji Obywatelskiej.

 

Zaprezentowanie stanowiska klubu przypadło Robertowi Kropiwnickiemu. Po kilku chwilach wydarzyło się jednak coś, co zaniepokoiło zapewne niejedną osobę obecną na sali. Polityk Platformy Obywatelskiej w trakcie uzasadnienia decyzji swojego klubu o złożeniu wniosku, sięgnął po karafkę z wodą i upadł na ziemię tracąc przytomność. Słychać przy tym uderzenie o podłogę osuwającego się przy mównicy parlamentarzysty, a także dźwięk rozbitego szkła.

 

Na pomoc ruszyli szybko inni posłowie, a marszałek Ryszard Terlecki zarządził przerwę, w czasie której na salę weszli ratownicy medyczni, którzy następnie wyprowadzili Roberta Kropiwnickiego z sali. Na szczęście poseł PO-KO szybko odzyskał sprawność i powrócił na salę plenarną zanim zakończyły się obrady.

 

 

Sejm ostatecznie głosami posłów Prawa i Sprawiedliwości odrzucił wniosek Koalicji Obywatelskiej dotyczący wotum nieufności wobec Mariusza Kamińskiego.

 

 

Źródło: tvp.info ; YouTube/Michał Dda ; Twitter/@RKropiwnicki

 

Podczas trwającej kadencji Sejmu część opozycji niejednokrotnie ośmieszyła się już poprzez swoją nieobecność na głosowaniach, przez którą Prawo i Sprawiedliwość mogło rozstrzygać na swoją korzyść różnorakie sprawy, o które wcześniej opozycja postulowała walczyć. W dniu dzisiejszym odbyło się głosowanie nad przyznaniem dwóch miliardów złotych na rzecz Telewizji Publicznej. Chodzi o rekompensatę z tytułu nowelizacje ustawy o opłatach abonamentowych. Jak się okazało, również i w tym przypadku politycy Koalicji Obywatelskiej rozczarowali zapewne swoich wyborców.

 

W celu zablokowania ustawy dotyczącej 2 mld dla TVP, opozycja zaplanowała wspólną akcję, której plan wydawał się realny do zrealizowania. Chodziło mianowicie o to, aby wyciągnąć karty do głosowania i unieważnić przez to wynik umożliwiający przejście tej ustawy dalej. Opozycja jednak znów nie zrealizowała takiego działania tak jak należy, a to przez dwie posłanki Koalicji Obywatelskiej.

 

W wyniku braku kworum, ustawa zgodnie z polskim prawem nie została by przyjęta przez Sejm w dniu dzisiejszym. Nie stało się tak jednak, ponieważ posłanki Małgorzata Tracz (Zieloni) oraz Iwona Śledzińska-Katarasińska (Platforma Obywatelska) wzięły udział w głosowaniu.

 

W wyniku takiego obrotu sprawy, wymagane kworum, czyli 230 obecnych na sali i głosujących posłów, zapewniło przejście ustawy skutkującej 2 mld zł mediom publicznym w Polsce.

 

Kolejna już tego typu sytuacja i porażka wywołała negatywne komentarze wśród polityków i dziennikarzy. Niezadowoleni z tej sytuacji są oczywiście również przedstawiciele strony opozycyjnej.

 

 

 

 

 

Źródło: doRzeczy.pl ; Twitter

Fot.: Flickr

Opozycja lewicowo-liberalna uzgodniła wspólne listy na wybory parlamentarne. „Mamy dla Was dobrą wiadomość! Nasza determinacja przyniosła efekty i #PaktSenacki stanie się faktem!” – ogłosiła wczoraj późnym wieczorem z dumą koalicja lewicy na Twitterze.

 

Chodzi oczywiście o wspólne listy kandydatów do Senatu. Do Sejmu opozycja wystawia trzy bloki – Platformę z Nowoczesną i mniejszymi przystawkami, Lewicę złożoną z SLD, Razem i Wiosny oraz, chyba najbardziej egzotyczny twór – PSL i Kukiz’15 jako Koalicję Polską.

 

Wspólna lista w wyborach senackich oznaczać będzie jednego kandydata w każdym okręgu wyborczym popieranego przez całą opozycję. To zdaniem liderów wspomnianych partii ma umożliwić wygranie większości w senacie nad Prawem i Sprawiedliwością.

 

Słabość opozycji na ten moment nie pozostawia złudzeń – PiS pewnie zmierza po kolejną kadencję z samodzielną większością. Partia Jarosława Kaczyńskiego utrzymuje w sondażach wyniki powyżej 40%, zostawiając daleko w tyle drugie POKO.

 

Opozycja liczy na przełamanie niemocy w senacie dzięki wspólnym listom. Przypomnijmy: wybory do senatu odbywają się na zasadach jednomandatowych okręgów wyborczych. Oznacza to, że w każdym okręgu senatorem zostaje jeden kandydat, który zdobywa największą ilość głosów.

 

Ewentualne powodzenie planu odbicia senatu będzie oznaczać blokowanie i odrzucanie wszelkich projektów ustaw parlamentu. Na taki paraliż legislacyjny Polski liczy właśnie antyrządowa opozycja.

 

#PaktSenacki to także kolejne nieścisłości ideowo-programowe. Dystansujące się od lewicy PSL i Kukiz’15, będą teraz musieli popierać wspólnych kandydatów co Grzegorz Schetyna czy Robert Biedroń. To rodzi sprzeczność w narracji wszystkich trzech bloków opozycji. Wszak wspólne listy to de facto zatarcie, bądź populistyczne akcentowanie różnic poglądowych.

 

Nazwiska kandydatów opozycji do senatu nie są jeszcze znane.

 

 

źródło: Twitter.com

Sytuacja opozycji już prawie wyklarowana. Powstanie blok na lewo od PO, który stworzy Wiosna, SLD i Razem. To cios w stronę Platformy, która znalazła się teraz w bardzo trudnym położeniu.

 

Liderzy Wiosny i SLD, Robert Biedroń i Włodzimierz Czarzasty, ogłosili dziś wspólną koalicję lewicowych ugrupowań. Obaj panowie potwierdzili te informacje, a co więcej, jeszcze dziś wieczorem ma dołączyć od nich lider partii Razem Adrian Zandberg. On także od miesięcy zabiegał o wspólny lewicowy blok niezależny od Platformy Obywatelskiej. Realizacja tego scenariusza to jeden z najgorszych wariantów dla Grzegorza Schetyny i jego ugrupowania.

 

Chodzi oczywiście o koalicję na jesienne wybory parlamentarne, wspólnie okrzyknięte przez wszystkie obozy polityczne najważniejszymi wyborami po 1991 roku, gdy odbyły się pierwszy teoretycznie wolne wybory po okresie komunistycznej PRL.

 

Rozmowy, a raczej przepychanki w opozycji trwały od porażki w eurowyborach. Liderzy poszczególnych ugrupować zwątpili w siłę Grzegorza Schetyny i wypalonego w polskiej polityce Donalda Tuska. To zapoczątkowało koalicyjne roszady, których ostateczny wynik zdaje się dziś oficjalnie klarować.

 

Dziś liderzy lewicowych partii ogłosili wstępne porozumienie, do którego dołączy trzeci podmiot – partia Razem. Będzie to zatem radykalnie lewicowa siła. Zdecydowanie bardziej od PO, szczególnie w kwestiach światopoglądowych: aborcji, statusu homoseksualistów czy religii.

 

To czarny scenariusz Grzegorza Schetyny. W tym rozdaniu PO będzie musiała rywalizować o lewicowych wyborców z najbardziej skrajną koalicją wyborcza, a jednocześnie utrzymywać centrowy elektorat, który sukcesywnie pozyskuje Prawo i Sprawiedliwość. To rodzi zjawisko swoistej antynomii – dwóch wykluczających się kierunków polityki. Na domiar złego Grzegorz Schetyna uwzględnił postulat związków partnerskich w swojej programowej „szóstce”, czym zepchnął się nie jako na pewną rywalizację z blokiem lewicy.

 

Co więcej z drugiej strony puka ambitne PSL. Partia Kosiniaka-Kamysza przeszła wizerunkowe odświeżenie, wracając – zdaniem jej liderów – do chadeckich korzeni partii. Sprzeciwia się lewicowym postulatom nawet PO, ciągnąc partię na niechybną rywalizację o centrowy elektorach, wspólny dotychczas dla obu partii. PSL także zamierza startować samo, choć jeszcze tego nie potwierdziło.

 

Platforma Obywatelska stoi zatem w bardzo trudnej sytuacji. Niestabilna programowo musi walczyć na każdym wyborczym froncie pozbawiona sojuszników. Nowoczesna została praktycznie przez PO wchłonięta, co także zdaje dziś odbijać się czkawką. Inne partie chcąc zachować podmiotowość boi się powtórki scenariusza ugrupowania Katarzyny Lubnauer.

 

Najlepszym układem z punktu widzenia PO byłyby dwa bloki opozycyjne – Platforma z SLD i Wiosną oraz PSL z Kukiz’15. Wtedy wszyscy przeciwnicy PiS mieliby jasny podział – lewicowy i centrowy. Wówczas układ mandatów mógłby być najbardziej niekorzystny dla Prawa i Sprawiedliwości.

 

Jest to także najlepsza sytuacja dla PiSu. Dobre ruchy personalne i sprawna realizacja programu pozwala partii poszerzać swój elektorat w przeciwieństwie do wszystkich innych obozów na polskiej scenie politycznej. Rozpad pozycyjnej koalicji i liczne wpadki polityków PO przełożyły się z kolei na najgorsze wyniki sondażowe opozycji od miesięcy. Zyskuje Prawo i Sprawiedliwość.

 

Zjednoczona Prawica wciąż nie zaprezentowała jeszcze szczegółowego programu, zatem trzyma przysłowiowe „asy” na nadchodzące tygodnie. Platforma odkryła się nie generując przy tym szczególnego animuszu. Opozycja, jak można antycypować, zaangażuje się teraz w wewnętrzne spory, więc PiS jest na dobrej drodze to zwiększania przewagi.

 

Termin wyborów poznamy wkrótce, lecz – zgodnie z zapowiedzią Premiera Mateusza Morawieckiego – będzie to 13 października.

Czyżby kariera polityczna Jarosława Kaczyńskiego dobiegała końca? Lider Prawa i Sprawiedliwości podczas przemówienia na rodzinnym pikniku w gminie Gózd dał do zrozumienia, że już wkrótce zniknie ze świata polityki. „Mam już swoje lata”… – tłumaczył.

 

Prezes partii podczas niedzielnego spotkania na Mazowszu mówił m.in. o programie PiS dla małych miast i wsi. Tłumaczył, że celem tego przedsięwzięcia jest wyrównywanie szans między większymi a mniejszymi obszarami. Szczegóły tego programu zostaną ujawnione w sierpniu lub wrześniu przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi.

 

 

– My nie chcemy wojny, chcemy, żebyśmy się porozumieli – nawiązywał Kaczyński do kontaktów z opozycją. – Ci wszyscy, którzy mówią o jakichś śmietnikach, którzy stosują agresywny język, naprawdę Polsce nie służą. Naprawdę, kończmy z tym, potrzebne jest porozumienie, potrzebna jest sytuacja, w której razem wykorzystamy tą wielką szansę, która dla Polski istnieje – zapewniał.

 

Polityk stwierdził również, że „gdyby była dyktatura, to nie byłoby żadnej opozycji”. Przekonywał, że Polska jest krajem wolności, a dla Prawa i Sprawiedliwości istotna jest również kwestia równości.

 

Na koniec swojej przemowy lider partii nawiązał także do swojego dalszego losu w zakresie polityki. – Wierzę, że za cztery lata ktoś, kto będzie stał w tym miejscu, bo ja już mam swoje lata, więc to pewnie nie będę ja, będzie mógł powiedzieć „kolejny raz dotrzymaliśmy słowa i uczyniliśmy wielki krok w tym kierunku, o którym mój poprzednik mówi” – podsumował.

 

 

Źródło: wiadomosci.gazeta.pl; Twitter – @tvp_info; YouTube – Prawo i Sprawiedliwość
Fot.: YouTube – Prawo i Sprawiedliwość
EM

Michał Boni wziął udział w akcji wpadek na Twitterze Platformy Obywatelskiej. Po Twoim Szwabie, Łodzi bez u otwarte, porozwalajmy i przeszłości Polski przyszedł czas na „ForumPogromoweKO”.

 

W ramach akcji #POrozmawiajmy politycy PO ruszyli w Polskę na spotkania z mieszkańcami różnych regionów. Rozpoczęło się od Węgrowa i osławionej już postawy Bartosza Arłukowicza szydzącego z lokalnego wyborcy PiS. Następnie chłodna wizyta na Podlasiu i zimny prysznic w Białymstoku, bowiem mieszkańcy dali jasno do zrozumienia jak oceniają postawę PO.

 

Później działania polityków przykryła seria kompromitujących wpadek obozu opozycyjnego. Co dzień przytrafiały im się kolejne literówki, na nieszczęście Platformy w najgorszym możliwym zestawieniu. Erystyczną „puszkę pandory” otworzył Bogdan Klich piszą o TwoimSzwabie, następnie Przeszłość zamiast przyszłość Polski z profilu Platformy Obywatelskiej oraz Łódź przez u otwarte Borysa Budki.

 

W międzyczasie internautów rozbawiło „porozwalajmy” zamiast porozmawiajmy. Wydawać się może, że partia która zapowiada zwycięstwo w wyborach i powrót do władzy nie może pozwolić sobie na żadną taką wpadkę, tymczasem ta kompromitująca seria trwa nadal. Dziś w godzinach popołudniowych barwny tweet Michała Boniego przedłużył czarną serię pisowni w mediach społecznościowych opozycji.

fot. Zrzut ekranu/Twitter.com

 

„O poszukiwaniu własnej tożsamości wśród młodych na panelu #ForumPogromoweKO #UzdrowićPolske” – napisał Michał Boni. Strach pomyśleć co będzie następne. Wszak pogrom młodych to może poważnie ukrócić elektorat w głosującej młodzieży.

Platforma Obywatelska w ramach akcji kampanii wyborczej #POrozmawiajmy objeżdża Polskę by rozmawiać z wyborcami. Już pierwszy dzień objazdu skończył się kilkoma wpadkami, m. in. z Panem Andrzejem oraz na targu w Węgorzewie.

 

Na Twitterze Platformy można znaleźć film jak poseł Brejza próbuje tłumaczyć starszemu Panu jak to PiS dzieli Polaków oraz stwierdza, że jest gorzej jak za komuny. W odpowiedzi na to rozmówca macha ręką i ze spokojem stwierdza: „Bo wtedy to byli wierzący i komuchy”. Brejza po chwilowym zacięciu nadal swoje.

 

Następnie politycy PO próbują tłumaczyć, że PiS wyklucza ludzi ze wspólnoty oraz łamie zasady demokracji, na to zgromadzeni mieszkańcy reagują jeszcze mniej pozytywnie. Na innym filmie zamieszczonym w sieci Bohdan Klich na niezadowolenie starszej Pani rozkłada ręce z ulotkami i z wątpieniem odpowiada „Noooo proszę pana” – tak, pana.

 

Internauci nie wróżą lepszej kontynuacji akcji POrozmawiajmy. Wypominają przy tym liczne wpadki Bronisława Komorowskiej czy Kamili Gasiuk-Pichowicz. Platforma mimo wszystko zapowiada, że będą ponawiać wyjazdu przez całe wakacje. Poniżej materiały wideo:

Poseł Adam Andruszkiewicz (WiS/Endecja) wypowiedział się w temacie ochłodzonych ostatnio stosunków polsko-izraelskich oraz roli jaką w tym wszystkim odgrywają przedstawiciele totalnej opozycji.

 

Jak stwierdził prezes stowarzyszenia Endecja, dzisiaj w Polsce mamy swoisty podział na „obóz biało-czerwony”- patriotów, którzy kochają Ojczyznę i potrafią dla dobra Polski stanąć w pewnych sprawach wspólnie ponad podziałami. Drugim obozem zaś jest według posła Andruszkiewicza „targowica”, czyli ugrupowania działające obecnie w interesie zagranicznych podmiotów, a interesom państwu polskiemu w rzeczywistości szkodzące.

 

– Trzeba zrobić z tym porządek. Nie może być tak, że w Polsce są takie formacje jak Platforma Obywatelska, pod której rządami okradano miliony Polaków i nic się z tym nie dzieje – stwierdził Adam Andruszkiewicz.

 

Poseł wyraził też swoją nadzieję, że za dwa lata tego typu formacje znikną z polskiej sceny politycznej, a posłowie z tych ugrupowań, którzy byli zamieszani w afery zostaną rozliczeni i skończą za kratkami.