Jeszcze wczoraj na naszym portalu pojawił się artykuł, w którym pisaliśmy o pierwszym od trzech tygodni publicznym pokazaniu się Kim Dzong Una. Wiele spekulowało się, że przywódca Korei Północnej jest poważnie chory. Pojawiały się również głosy, że nie żyje, a jego następcą ma być jego siostra Kim Jo Dzong. Argumentem, który miał za tym przemawiać, był brak obecności na najważniejszym święcie państwowym, nazywanym „Dniem Słońca”. Są to obchody rocznicy urodzin Kim Ir Sena, czyli dziadka obecnego przywódcy.

 

W święto pracy pojawić się miał jednak na uroczystościach otwarcia fabryki nawozów fosforowych. Fotografie z tamtego zdarzenia rozwiały wszelkie wątpliwości co do rzekomego zgonu wodza. Powrót Kim Dzong Una skomentował na swoim Twitterze Donald Trump, mówiąc, że cieszy się z powodu dobrej formy 36-latka.

 

Wydawać by się mogło, że napięcie między Koreami powinna ustępować, biorąc pod uwagę, że relacje między dwoma zwaśnionymi państwami w okresie igrzysk olimpijskich w 2018 zaczęły się polepszać i wydawać by się mogło, że możemy zostać świadkami historycznego zawarcia pokoju i formalnego zakończenia wojny koreańskiej, która miała miejsce w latach 1950- 1953 i została wywołana napaścią wojsk północnych, które przekroczyły 38 równoleżnik, a potem zajęły Seul. Tym bardziej przemawiać za tym miał fakt, że kilkukrotnie odbyły się spotkania, w których brał udział prezydent Korei Południowej Mun Dze In oraz przywódca Korei Północnej.

 

Jak informuje jednak Kolegium Połączonych Szefów Sztabów Korei Południowej w niedzielę, o 7:41 KRLD ostrzelała posterunek graniczny swoich południowych sąsiadów, którzy nie zostali dłużni, wystrzelając dwa pociski na północ. Jak dowiedzieć możemy się z komunikatu, nikt nie został ranny.

 

 

Źródło: wp.pl, Wikipedia, ABS- CBN News

Fot: YouTube/ kiki85uuu

W ostatnich dniach cały świat z niepokojem spogląda na rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie, a szczególnie tereny Iraku, jak również na zaogniający się konflikt na linii Stany Zjednoczone-Iran. Właśnie docierają informacje, mogące być kolejnym przełomem przy okazji trwającego napięcia.

 

Po dokonanym w Iraku zabiciu przez siły USA przedstawicieli szyickich pro-irańskich sił, w tym również przywódcę jednostki Al-Kuds generała Sulejmaniego, władze Iranu zapowiedziały odwet na Amerykanach za pozbawienie życia jednej z ważniejszych postaci w ich państwie. Bardzo prawdopodobne, że do zemsty właśnie doszło, a siły amerykańskie zostały zaatakowane.

 

Według pojawiających się sprzed chwili informacji, przeprowadzony został atak rakietowy na bazę Ayn al Asad w Iraku, gdzie stacjonują amerykańscy żołnierze. Wśród niektórych doniesień jakie można napotkać w internecie, mowa jest o tym, że atak może przynieść poważne skutki.

 

Kilka dni wcześniej rakiety uderzyły też m.in. w rejonie amerykańskiej ambasady w Iraku. Tym razem jednak, przeprowadzony ostrzelanie bazy Ayn Al Asad miał być zdecydowanym i silnym uderzeniem.

 

Kolejne napływające informacje mówią o tym, że nie tylko ten obiekt należący do amerykanów został zaatakowany tej nocy na Bliskim Wschodzie.

 

AKTUALIZACJA [00:50] : Amerykańskie siły potwierdziły w rozmowie ze stacją FOX News iż znalazły się pod ostrzałem ze strony Iranu. W kierunku bazy Ayn al Asad wysłane miały zostać pociski manewrujące lub rakiety balistyczne krótkiego zasięgu. Dodatkowo zaatakowana miała zostać również amerykańska baza na terenie Irbilu- stolicy autonomicznego irakijskiego Kurdystanu. Również strona irańska miała potwierdzić przeprowadzenie ataku wymierzonego w amerykańską armię.

 

 

 

Źródło: onet.pl ; Facebook/@konfliktyPL