Ta sytuacja wywołała sporo nerwów i niepokoju wśród ludzi spędzających zapewne spokojnie czas w swoim miejscu zamieszkania. Śmigłowiec Mi-24 zaatakować miał bowiem budynek mieszkalny, w którym przebywali cywile. Sprawę opisał portal Interia.pl.

 

Sytuacja miała miejsce w dniu 15 marca br., jednak dopiero po kilku dniach, rosyjskie służby prasowe powiadomiły opinię publiczną o zaistniałej sytuacji oraz jej okolicznościach. Wstrząsające chwile wydarzyły się na terenie stolicy Kraju Zabajkalskiego na terenie Federacji Rosyjskiej. Śmigłowiec Mi-24 wystrzelił ze swojego działka pocisk, który trafił finalnie w blok znajdujący się nieopodal lotniska.

 

Według przekazywanych informacji, Mi-24WM był wówczas w trakcie rozładowania amunicji po odbyciu na lotnisku wojskowym Czeremuszki, zlokalizowanym nieopodal miejscowości Czyta. Wtedy dojść miało też do tego niepokojącego incydentu, w ramach którego przypadkowo zaatakowany został budynek zamieszkały przez cywili.

 

Przyczyną takiego obrotu sprawy miała być awaria działka GSz-23W. W jej wyniku, wystrzelony został pocisk kalibru 23 mm, który finalnie uderzył w blok stojący w niedalekiej odległości około jednego kilometra od wspomnianego lotniska.

 

Według relacji ludzi, mieli oni usłyszeć ogromny huk. Jak się później okazało, zniszczony został jeden z balkonów w wyniku uderzenia pocisku.

 

Na miejsce zdarzenia skierowano funkcjonariuszy żandarmerii wojskowej oraz przedstawicieli tamtejszego Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych. W celu dokładnego wyjaśnienia okoliczności wypadku, rozpoczęte zostało śledztwo.

 

Warto zwrócić uwagę na fakt, że nie jest to pierwszy przypadek z udziałem rosyjskiego śmigłowca, przy którym na niebezpieczeństwo narażone są osoby cywilne. Podczas odbywających się w 2017 roku manewrów Zapad-17, ostrzelani zostali przypadkowo oglądający je ludzie. Wówczas sprawa dotyczyła śmigłowców Ka-52.

 

 

 

Źródło: Interia.pl

Fot.: Wikimedia Commons