Na takie wieści czeka w ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach sporo osób. W dniu dzisiejszym, podczas konferencji prasowej, w której udział wziął szef polskiego rządu, ogłoszono zniesienie kolejnych ograniczeń, jakie dotknęły nas w związku z hamowaniem rozprzestrzeniania się słynnego już wirusa z Wuhan. Kolejne zmiany oraz poluzowania nastąpią już w najbliższych dniach.

 

Przedstawione przez premiera Mateusza Morawieckiego zmiany dotyczące obowiązujących ograniczeń oraz informacje związane z tym na co już będzie można sobie pozwolić wynikają z IV już etapu odmrażania gospodarki podczas walki z epidemią koronawirusa.

 

– Od czasu kiedy wykryto w Polsce pierwszy przypadek koronawirusa minęły prawie trzy miesiące. Postawiliśmy sobie jasne cele – bardzo proste do przedstawienia, a bardzo trudne do zrealizowania – przesunąć falę zachorowań, by nie zabrakło respiratorów i łóżek

– Stwierdził premier Mateusz Morawiecki.

 

Podczas spotkania z dziennikarzami zwrócono uwagę na fakt, iż Polska zdołała opanować sytuację związaną z pandemią sprawniej i efektywniej niż bogate państwa. Potwierdzają to m.in. dane dotyczące tego jaka jest liczba zachorowań na COVID-19 oraz zgonów po zakażeniu koronawirusem na milion mieszkańców w porównaniu z tym, jak przedstawiają się te dane na terenie innych krajów na naszym kontynencie.

 

 

– Powoli stajemy na coraz bardziej twardym gruncie. Każdy dzień to kolejne nowe wyzdrowienia. Wykonujemy jednocześnie coraz więcej testów – to już około 30 tys testów. dziennie. Dlatego możemy przejść do czwartego etapu znoszenia obostrzeń

– powiedział premier Morawiecki, przekazując pozytywne wieści dotyczące walki z epidemią.

 

W ramach odmrażania gospodarki i znoszenia kolejnych obostrzeń, od soboty 30 maja nie będziemy musieli zasłaniać ust oraz nosa przebywając na otwartej przestrzeni, jeżeli zachowany będzie odpowiedni dystans pomiędzy ludźmi. Zniesione w praktyce zostaną w najbliższy weekend też limity dotyczące ilości ludzi mogących przebywać w tym samym czasie na terenie kościołów oraz w galeriach handlowych i sklepach. Należy jednak pamiętać, że nadal w takich miejscach należy zasłaniać usta i nos, a także zachowywać odpowiednie odległości od innych.

 

Od 30 maja dozwolone zostaną również zgromadzenia na otwartej przestrzeni w grupach do 150 osób. Należy jednak i w tym przypadku zachowywać odpowiednie 2 metrowe dystanse pomiędzy zgromadzonymi oraz stosować się do nakazu zasłaniania ust i nosa. Tu jednak sytuacja nie będzie taka sama we wszystkich częściach kraju. Jak wiadomo, różnią się liczby dotyczące liczby zachorowań w poszczególnych województwach, dlatego to sanepid wydawał będzie rekomendacje co do organizacji danego zgromadzenia. Ostatecznie, decyzja dotycząca pozwolenia w tej kwestii znajdować będzie się w gestii władz samorządowych.

 

W czerwcu zostaną wprowadzone też ważne zmiany dla osób planujących wesela oraz inne ważne prywatne uroczystości. Tego typu rodzinne przedsięwzięcia będą mogły liczyć bowiem od 6 czerwca do 15 osób uczestniczących w uroczystości i przyjęciu. Dodatkowo warto zaznaczyć, że weselnicy nie muszą nosić maseczek.

 

Od tego samego dnia otwarte mają zostać ponownie siłownie, solaria, kina, teatry, place zabaw, kluby fitness, salony masażu, salony tatuażu, baseny oraz parki rozrywki. W miejscach tych obowiązywać będą jednak zasady wynikające z reżimu sanitarnego. Należy zaznaczyć również, że dyskoteki i kluby, w których ludzie gromadzili się w celach imprezowych pozostaną zamknięte.

 

Od najbliższego weekendu hotelowe bary oraz restauracje również mogą wydawać posiłki na sali obecnym tam ludziom. W punktach gastronomicznych zarówno w hotelach, jak i innych tego typu lokalach, zachowywać należy nakazane odległości.

 

 

 

Źródło: Polskatimes.pl ; Facebook/@konfliktyPL ; Twitter/@PremierRP

Fot.: Flickr

Pandemia koronawirusa to dla wielu czas zmartwień i obaw o przyszłość oraz skutki kryzysu w dłuższej perspektywie. Spore grono osób może być bowiem zaniepokojonych faktem gospodarczo-ekonomicznych zawirowań po czasie społecznej izolacji i zmagań z rozprzestrzeniającym się słynnym już wirusem z chińskiego Wuhan. Należy jednak pamiętać, że są kraje i miejsca na świecie, w których bieda w związku z epidemią odczuwalna może być w szczególnie dramatyczny sposób. Według pojawiających się doniesień, sytuacja może być bardzo niepokojąca już na ten moment w Korei Północnej.

 

Jakiś czas temu pisaliśmy o wysoko postawionym urzędniku północnokoreańskim, który zdecydował się uciec z kierowanego przez komunistyczny reżim państwa i opowiedzieć o tym, jak wielka skala epidemii ogarnęła północną część Półwyspu Koreańskiego. Według jego słów, to co dzieje się tam w związku z zarażaniem się ludzi koronawirusem przekracza nasze wyobrażenia. Teraz pojawiają się jednak też kolejne informacje, które potwierdzać mogą dramat jaki aktualnie rozgrywa się w KRLD.

 

O relacjach uciekiniera z Korei Północnej przeczytacie Państwo w poniższym artykule:

 

Według źródeł południowokoreańskich, wyliczenia wskazują na brak prawie miliona ton zboża zapewniających wykarmienie dla mieszkańców Korei Północnej. Dramaturgię takowego stanu rzeczy pogłębiać ma poważny problem związany z pandemią koronawirusa. Jej efekty zagrażać mają kłopotami związanymi z zapewnianiem pożywienia w 47 krajach, a wśród nich ma być właśnie też KRLD, już teraz pogrążone w kryzysie, jeśli wierzyć tym doniesieniom.

 

Wbrew deklaracjom północnokoreańskich władz, iż w zeszłym roku udało się im uzyskać rekordowe zbiory, to jednak według innych źródeł sankcje oraz pandemia mają mocno pogłębiać głód wśród tamtejszego społeczeństwa.

 

Jak twierdzi ministerstwo zjednoczenia w Korei Południowej, braki zboża u ich północnych sąsiadów mają być poważne. Do wyżywienia ludzi w KRLD brakować ma około 860 tysięcy ton zboża, ponieważ zebrano w roku ubiegłym tam ok. 4,46 milionów ton zboża, a za odpowiednią do nakarmienia 25 milionów osób uznaje się ilość 5 i pół miliona ton.

 

Nałożone na reżim w Pjongjangu sankcje powodować mają trudności w dostępie do urządzeń wykorzystywanych w rolnictwie, a także nawozów. Problemy dodatkowo sprawiać mają też warunki pogodowe, które nie pomagają aktualnie w tej kwestii.

 

Jak przekazano na łamach „The Korea Times”, specjaliści z Korei Południowej zastrzegać mają, iż jest zbyt wcześnie na konkretne oceny względem wpływu pandemii koronawirusa na produkowanie żywności w Korei Północnej. Należy jednak pamiętać, że kraj ten zamknąć miał granicę z Chinami, co również utrudnia import towarów, w tym również zboża.

 

– Szczególnie narażone na skutki pandemii koronawirusa są systemy zdrowia publicznego, gospodarki na całym świecie, populacje żyjące w sytuacji kryzysu żywnościowego oraz państwa i grupy, których odporność została osłabiona przez poprzednie kryzysy

– przekazała w treści swojego raportu Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO).

 

 

Źródło: The Korea Times ; o2.pl

Fot.: Pixabay

W czasie pandemii  oraz podejmowania przez rządy poszczególnych państw różnych strategii dotyczących walki z rozprzestrzenianiem się słynnego już wirusa z Wuhan, wywołanych zostało sporo kontrowersji i dyskusji względem oceny słuszności, a także adekwatności wprowadzanych obostrzeń do zaistniałej sytuacji. Dywagacji oraz różnych opinii na temat podejmowanych przez polski rząd działań nie brakuje również w naszym kraju. Dlatego też, ciekawa dla wielu będzie zapewne treść wypowiedzi pewnego szwedzkiego lekarza, który zabrał głos po jednej z ostatnich opinii wygłoszonych publicznie przez polskiego ministra zdrowia.

 

Podczas środowego spotkania z dziennikarzami, minister Łukasz Szumowski odniósł się do jednego z pytań dotyczących kontrowersji wokół tego, czy nie właściwsze byłoby podejście do tematu walki z pandemią takie jakie zastosowano w Szwecji. Polski minister zdrowia stwierdził wówczas, że podejście władz szwedzkich to model darwinistyczny. Zdaniem Łukasza Szumowskiego, nie moglibyśmy sobie pozwolić na takie postępowanie w Polsce, narażając przy tym życie starszych ludzi, których egzystuje u nas spora grupa.

 

Wypowiedź ministra odnotowali też szwedzcy dziennikarze. Choć tamtejsze media sugerować mają brak zasadności w tym co powiedział Łukasz Szumowski, to jednak inaczej na tę sprawę patrzy Jon Tallinger ze Szwecji,czyli lekarz który w ostatnim czasie zdecydował się ujawnić zalecenia władz w sprawie medycznego selekcjonowania ludzi przebywających w domach opieki. Rozmowę z nim przeprowadziło Radio Szczecin.

 

– To oczywiste, że koncepcja uzyskania odporności stadnej, jest w gruncie rzeczy modelem darwinistycznym. Pozwala przecież poświęcać życie słabszych. Władze starają się wmówić nam, że robią zupełnie coś innego. Jednak każdy zdrowo myślący człowiek wie, że zaniechanie przez Urząd Zdrowia Publicznego działań chroniących społeczeństwo przed koronawirusem, jest sposobem na uzyskanie odporności stadnej

– stwierdził szwedzki lekarz w wywiadzie udzielonym polskiej rozgłośni radiowej.

 

Jakiś czas temu Jon Tallinger postanowił upublicznić przesłane szwedzkim placówkom opieki zdrowotnej instrukcje dla pracowników. Władze zalecały w ich treści miejscowym lekarzom, aby ci nie kierowali do szpitali na terapię tlenową pensjonariuszy, którzy zostali zakażeni koronawirusem i zmagają się z problemami przy oddychaniu.

 

W opinii tego szwedzkiego lekarza, odmawianie starszym ludziom tak podstawowej terapii jak podanie tlenu skutkuje przedwczesną śmiercią wielu tysięcy mieszkańców Szwecji, będących w starszym wieku.

 

 

Źródło: Radioszczecin.pl

Fot.: Wikimedia Commons ; Wallpaper Flare

W czasie pandemii koronawirusa, internautów i telewidzów niejednokrotnie zasmucić, a nawet zszokować mogły obrazy jakie docierały z różnych państw zmagających się z rozprzestrzenianiem słynnego wirusa z Wuhan, kiedy zjawisko to doprowadzało do zatłoczenia w szpitalach i braków sprzętu medycznego. Przerażać mogło nagranie ciężarówek wywożących ciała ludzi z Bergamo, filmiki z ulic Nowego Yorku, gdzie ciężarówki były zamieniane na chłodnie, aby przechować zwłoki czy zdjęcia trumien, nekrologów, bądź cmentarzy, gdzie w szybkim tempie trzeba było chować sporą ilość zmarłych. W centrum jednego z dramatów wywołanych pandemią znalazł się też znany polski piosenkarz wraz ze swoją partnerką.

 

Stan Borys udał się do Stanów Zjednoczonych, aby odbyć tam rehabilitację po udarze mózgu. Niestety jednak, wszystko skomplikowało nadejście epidemii. Zaistniała sytuacja spowodowała, że nie tylko nie udało się zrealizować rehabilitacji, ale dodatkowo piosenkarz zaczął obawiać się o swoje zdrowie i życie z powodu ryzyka zakażenia. O swoich przykrych doświadczeniach para opowiedziała w rozmowie z „Super Expressem”.

 

– Tak naprawdę nikt nie może czuć się bezpieczny. Wcześniej miasto tętniło życiem. Dziś jest niemal puste. Słychać tylko karetki na sygnale. To przerażające

– opowiadała Anna Maleady, partnerka i menedżerka piosenkarza, który potwierdzać miał jej wstrząsające słowa.

 

Jak opowiadali w wywiadzie dla „Super Expressu”, obydwoje przestrzegają obostrzeń oraz zasad bezpieczeństwa zdrowotnego. Noszą maseczki, używają rękawiczek, a także izolują się od innych, zachowując odpowiedni dystans. Jednak zarówno ich, jak i też innych ludzi przebywających na terenie Nowego Yorku przerażać mają sceny, które ujrzeć można na tętniących do niedawna życiem ulicach tego słynnego miasta.

 

Ciała masowo były wywożone dużymi przyczepami… Teraz śmiertelność w NYC zmalała, ale nadal jest między 230 a 330 zgonów dziennie. Szpitale w ostatnich dniach trochę odetchnęły, ale lekarze obawiają się, że kiedy miasto zostanie znowu otwarte, ludzie ruszą do metra i autobusów, liczba zachorowań znowu wzrośnie

– stwierdziła partnerka piosenkarza.

 

Jej relacja z tego co dzieje się w Nowym Yorku, może być dla wielu naprawdę wstrząsająca.

 

Życie w strachu może doprowadzić do innych chorób. Niektórzy popełniają samobójstwo. Ludzie boją się o przyszłość, o brak pracy i brak funduszy na życie. Wszyscy żyjemy w napięciu

– czytamy na łamach „Super Expressu” po przeprowadzonej rozmowie z Anną Meleady.

 

Jak powiedział wtórujący podczas wywiadu swojej partnerce Stan Borys, wokoło straszy się tam, iż będzie jeszcze gorzej, jednak on jak twierdzi, stara się do siebie nie dopuszczać złych myśli. Ciężko jest jednak uniknąć smutnej atmosfery, kiedy obserwuje się to co się dzieje.

 

Ludzi na ulicach jest mało albo nie ma ich w ogóle. Większość robi zakupy i szybko wraca do domów. Na całe szczęście ludzie stosują się do tego, co jest ważne w pandemii i zachowują dystans. Oczywiście też buntują się jak wszędzie na całym świecie, ale przecież nie można nikogo oskarżać, bo to nie wojna, ale gorzej, bo to zaraza, która na nas czyha zewsząd! Uczymy się żyć w nowej okrutnej cywilizacji choroby

– powiedział piosenkarz w rozmowie z „Super Expressem”.

 

 

Źródło: SE.pl

Fot.: Public Domain Pictures

 

Wraz z wprowadzaniem kolejnych obostrzeń oraz okresem kiedy pandemia zaczęła stanowić w Europie poważne zagrożenie, ze względu na dynamikę rozprzestrzeniania się wirusa z chińskiego Wuhan, wielu ludzi w Polsce było dodatkowo przejętych sytuacją jaka spotkała znaną wokalistkę Kasię Kowalską oraz jej rodzinę. W internecie pojawiły się bowiem informacje, według których jej córka Ola zachorowała na COVID-19. Należy pamiętać, że te medialne doniesienia wynikały z sugestii jakie można było odnaleźć w mediach społecznościowych artystki i jej chorującego dziecka.

 

W kwietniu, kiedy załamana piosenkarka informowała w udostępnionym nagraniu o zachorowaniu córki i fakcie, iż została ona intubowana, stwierdziła ona również, że to co się dzieje to nie są żarty i dlatego warto zastosować się do obostrzeń i pozostawać w społecznej izolacji, nie wychodząc z domu.

 

– Dostałam telefon ze szpitala w Anglii, w którym leży moja córka, z pytaniem, czy zgadzam się na jej intubację. Chciałam tym filmikiem sprowokować pytanie: czy na pewno musicie wychodzić z domu?

– mówiła i apelowała wówczas Kasia Kowalska, dziękując również za wsparcie.

 

Dodatkowo, w tamtym czasie 23-letnia Ola wstawiła również sama na swojego Instagrama coś sugerującego, że ma ona do czynienia z zarażeniem koronawirusem. Opublikowała bowiem grafikę przedstawiającą koronę, co dla wielu było dość jednoznacznym sygnałem, zważywszy na słowa i łzy jej matki apelującej o pozostawanie w domach.

 

Przed kilkoma dniami, pojawiły się jednak informacje iż w rzeczywistości kilkukrotne testy na obecność koronawirusa wykluczyły taką możliwość w przypadku 23-latki, choć chorowała ona na coś innego. Poinformować miał o tym menedżer jej matki podczas wywiadu udzielanego portalowi Pudelek.

 

– Kasia nigdy nie powiedziała, że Ola ma koronawirusa. Początkowo były takie podejrzenia, ale kilkukrotny test tego nie potwierdził

– poinformował on w rozmowie z Pudelkiem.

 

Po tej wypowiedzi posypało się sporo gromów na piosenkarkę. Oskarża się ją bowiem o wprowadzanie w błąd osób obserwujących ją na Instagramie i sugerowanie choroby COVID-19 tam, gdzie tak naprawdę ona nie zaistniała. Do tej sprawy, Kasia Kowalska postanowiła odnieść się w jednym z opublikowanych na Instagramie wpisów. Na jego początku wyraziła współczucie dla osób atakujących ją w komentarzach.

 

– Wszyscy jesteśmy tacy zawiedzeni, no jak można w czasie epidemii jednego wirusa, prawie umrzeć na innego

– napisała ironicznie wokalistka.

 

W dalszej części wpisu również da się zauważyć, iż gwiazda nie poczuwa się do odpowiedzialności za zmylenie fanów i mediów. We wpisie tym zdecydowanie nie brakowało ironii w krytyce względem niektórych komentarzy pod jej adresem.

 

– Przecież to niesprawiedliwe. Najpierw podejrzewają lekarze, że to ten, a później mówią, że nie ten. Okropieństwo! Przecież teraz nasze łzy i modlitwy straciły na wartości. Jak śmiałaś córeczko zachorować jednak na coś innego?! Piszą do ciebie pełni troski rodacy

– oceniła Kasia Kowalska.

 

View this post on Instagram

#kochani bardzo wam wspolczuje wszyscy jestesmy tacy zawiedzeni no jak mozna w czasie epidemii jednego wirusa prawie umrzec od innego … przeciez to niesprawiedliwe najpierw podejrzewaja lekarze ze to ten a pozniej mowia ze nie ten ,okropienstwo ! Przeciez teraz nasze łzy i modlitwy stracily na wartosci … jak smialas coreczko zachorowac jednak na cos innego ! ? Pisza do Ciebie pełni troski rodacy . Mam dla was jednak nadzieje przytocze rozmowe dwoch pań w kolejce ..Słyszala pani ze ta corka Kowalskiej nie miala tego koronawirusa ? A druga na to : Co pani powie a tak płakała jej matka … no ale jak nie miala to moze jeszcze zachorować dodaje pani po chwili …. Jak mawial Janusz Głowacki :”Póki jest nadzieja na zemstę,można wiele przetrzymać.,, #milegodnia😘 #serniczek🍰😋 #homemade

A post shared by Kasia Kowalska_Official (@kasia_kowalskaofficial) on

 

Warto zwrócić uwagę, że to nie są jedyne medialne wieści dotyczące zamieszania związanego z epidemią, a zarazem osobą Kasi Kowalskiej. Niedawno bowiem odbyć miał się jej koncert, podczas którego zgromadzili się ludzie postępując wbrew obowiązującym zakazom.

 

Przeczytaj również:

Autor znanego przeboju zmarł po zakażeniu koronawirusem [FOTO/WIDEO]

 

 

Źródło: Pudelek.pl ; Onet.pl ; RadioZET.pl ; Instagram

Fot.: Wikimedia Commons

 

W sprawie słynnego już na ten moment wirusa z chińskiego Wuhan oraz tego jak rozprzestrzenia się on i mutuje, wciąż rodzi się wiele znaków zapytania. To też powoduje, że spore grono naukowców w różnych częściach świata prowadzi badania nad SARS-CoV-2 oraz ewentualną szczepionką mogącą być w przyszłości stosowaną przeciwko niemu. W tym okresie właśnie, doszło do tragedii, której ofiarą stał się jeden z  naukowców, który miał być bliski odkrycia ważnych faktów dotyczących koronawirusa.

 

Mowa tu o 37-letnim doktorze Bing Liu z Uniwersytetu w Pittsburghu. Został on zamordowany, w czasie kiedy przebywał w swoim domu znajdującym się na terenie Ross Township. Pojawia się wiele pytań dotyczących tego zabójstwa, jednak należy nie być pochopnym z wysuwaniem dość daleko idących domysłów i teorii.

 

– Bing był o krok od dokonania bardzo znaczących odkryć na polu zrozumienia mechanizmów komórkowych leżących u podstaw infekcji SARS-CoV-2 i podstaw komórkowych następujących w wyniku zakażenia powikłań. Dołożymy wszelkich starań, aby ukończyć to, co zaczął, aby złożyć hołd jego doskonałości naukowej

– przekazano w komunikacie opublikowanym przez wydział uczelni, na której Bing Liu pracował.

 

Jak podaje Mail Online, sprawcą zabójstwa miał być człowiek, który wcześniej był znajomym swojej ofiary. Dokonał tego bowiem 46-letni Hau Gu. Człowiek ten wtargnął na teren miejsca zamieszkania naukowca, który pozostawić miał otwarte drzwi. 46-latek oddał w kierunku doktora Liu strzały z broni palnej. Rany postrzałowe na ciele zamordowanego znajdować miały się na tułowie, ma głowie oraz szyji.

 

Kiedy już sprawca odebrał życie znajomemu naukowcowi, oddalił się około 100 jardów dalej do zaparkowanego wcześniej samochodu. Tam też popełnił samobójstwo, strzelając w siebie samego.

 

Żony ofiary miało nie być w domu, kiedy padły strzały. Zdaniem policji, doktor Liu otworzył tylne oraz przednie drzwi patio ze względu na dobrą pogodę, a to pomogło dostać się do środka uzbrojonemu napastnikowi.

 

– Był to bardzo utalentowany człowiek, niezwykle inteligentny i pracowity. (…) Brał udział w kilku projektach naukowych, publikując w znanych czasopismach. Był kimś, kogo wszyscy bardzo lubiliśmy. Był bardzo łagodną, ​​bardzo pomocną, miłą, hojną osobą. Wszyscy jesteśmy zszokowani, gdy dowiedzieliśmy się, co się z nim stało. To było bardzo nieoczekiwane

– mówił na temat zabitego naukowca w rozmowie z „Pittsburgh Post Gazette” Ivet Bahar, który jest kierownikiem wydziału obliczeń i biologii systemowej w Pitt’s School of Medicine.

 

 

 

Źródło: „Mail Online” ; „Pittsburg Post Gazette” ; tvp.info

Fot.: Needpix

Trwająca pandemia oraz nałożone wymogi i obostrzenia, które mają pomóc zahamować rozprzestrzenianie się koronawirusa odbijają się na wielu sprawach oraz wywołują kontrowersje wśród sporej części różnych społeczności. Dyskusyjne dla wielu były m.in. obostrzenia dotyczące liczby ludzi w kościołach podczas nabożeństw, w których nawet podczas Świąt Wielkanocnych uczestniczyć mogło zaledwie pięć osób, choć więcej ludzi niż w świątyniach podróżowało często komunikacją miejską. Do sprawy odniosła się też wyjątkowo popularna polska nastolatka i zwyciężczyni 16. konkursu Eurowizji Junior- młoda piosenkarka Roksana Węgiel.

 

Podczas społecznej izolacji, popularna „Roxie”, podobnie jak inni muzycy w naszym kraju, udzielała się aktywnie, a zarazem artystycznie w internecie, umożliwiając za pośrednictwem mediów społecznościowych uczestnictwo jej fanów w życiu rozrywkowym poprzez słuchanie jej wirtualnych występów. Podczas jednego z wywiadów udzielonych w tym czasie, gdy rozmawiała z portalem Interia.pl przekonywała, że w jej opinii da się dopatrzeć pozytywów w obecnej sytuacji, gdyż można cieszyć się czasem spędzanym w gronie najbliższych.

 

– Nadrabiam szkołę i spędzam czas z rodziną. Wykorzystujemy ten czas na maksa, bo nie wiadomo, ile jeszcze takich chwil będzie

– wyznała wówczas nastolatka.

 

Uzdolniona wokalistka przyznała też, że wśród aktywności, które podejmowała w okresie, gdy większość czasu trzeba było spędzać w domu, znalazło się też miejsce do uczestnictwa w niedzielnych Mszach Świętych. Jak słusznie zwróciła uwagę, ograniczenie obowiązujące w minionym już okresie największych restrykcji, dotyczyło ograniczenia liczby wiernych na Mszach Świętych do pięciu osób, a nie zupełnego zaprzestania odprawiania nabożeństw.

 

– Ograniczyli tylko liczbę osób do pięciu. Mieszkam w małym mieście i zawsze byłam jako piąta. Jak było za dużo osób, to ludzie wychodzili, bo stosują się do nowych zasad

– oznajmiła Roksana Węgiel w trakcie wywiadu.

 

„Roxie” powiedziała też, że nie jest dla niej odczuwalna jakaś wielka różnica w przeżywaniu Eucharystii przed czasem pandemii a w jej trakcie, kiedy w kościołach gromadziło się łącznie tak niewiele osób. Argumentowała to faktem, iż do kościoła chodzi ona dla Boga.

 

Należy docenić, że przy odnoszeniu wielkich sukcesów w branży muzycznej przy tak młodym wieku, nastolatka nie zapomina o wartościach w jakich została wychowana i nie zamierza się ich jak widać wstydzić.

 

Przeczytaj również:

Takie zdjęcie dodała Roksana Węgiel! Wywoła dyskusję o religii?

Roksana Węgiel otwarcie o kościele i religii

 

 

Źródło: Interia.pl ; Planeta.pl

Fot.: Wikimedia Commons

Pomimo ustabilizowania się sytuacji w szpitalach na terenie wielu państw zmagających się z rozprzestrzenianiem koronawirusa, wciąż jednak świat zmaga się z pandemią oraz niwelowaniem kryzysu powstałego w jej wyniku. Nadal też w wielu miejscach na różnych kontynentach obowiązują obostrzenia mające ograniczyć możliwość tłumnego gromadzenia się, gdyż w celu przerwania kanałów transmisyjnych słynnego już wirusa z Wuhan, konieczne jest unikanie bliskiego nadmiernego bliskiego kontaktowania się ludzi w społeczeństwie. Nie wszędzie jednak ludzie decydują się na respektowanie tego typu zaleceń. Tak też było w tym przypadku, który opisał portal o2.pl.

 

Od niedawna, w świecie muzułmańskim trwa okres postu zwany Ramadanem. Ten święty dla wyznawców islamu czas wiąże się też ze wspólnymi uroczystościami oraz modlitwami. Choć w Mekkce i innych miejscach, gdzie do tej pory muzłumanie wspólnie składali modły, zaprzestano organizowania takowych zgromadzeń czy pielgrzymek, to jednak zdarza się, że tłumy wyznawców nadal tłumnie się gromadzą.

 

W sieci pojawiły się nagrania oraz zdjęcia z afgańskiego miasta Herata. W pobliżu Gazer Gah Sharif, czyli miejsca będącego celem pielgrzymek wyznawców islamu, zgromadziły się tysiące osób, które na przekór zaleceniom i obostrzeniom wprowadzonym przez afgańskie władze, wspólnie odmawiały modlitwy, stojąc w bliskich od siebie odległościach. Gromadzący się tam ludzie nie zakładali też maseczek i rękawiczek.

 

– Myślę, że to po prostu dzieło Boga, tak jak my. To wola Boga, aby stworzyć takiego wirusa. Nas koronawirus nie obchodzi

– powiedzieć miał jeden z uczestników tego wydarzenia.

 

Kontrowersje wywołują również słowa muzułmańskiego autorytetu, który przewodził modlitwom. Mujibem Rahmanem Ansari według medialnych doniesień stwierdził bowiem, że śmierć z powodu koronawirusa w zaistniałej sytuacji będzie oznaczać śmierć męczeńską.

 

 

 

Przeczytaj również:

Zgromadzenie ponad 100 tysięcy ludzi! Jak do tego doszło? [WIDEO]

 

 

Źródło: o2.pl ; YouTube/@Ruptly

Fot.: Pixabay

W czasie trwającej pandemii, niejednokrotnie potwierdzało się, że koronawirus nie oszczędza swoją aktywność polityków, sportowców, ludzi kultury, ani sporej grupy innych popularnych osobistości oraz celebrytów. Wśród zarażonych słynnym już wirusem z Wuhan znaleźli się m.in. premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, aktor Tom Hanks i jego małżonka, a także znani piłkarze, jak na przykład Argentyńczyk o polskich korzeniach występujący w Serie A Paulo Dybala, jak również jego partnerka. Tym razem dotarły informacje o potwierdzeniu obecności koronawirusa u kolejnego znanego polityka.

 

Na COVID-19 według pojawiających się w mediach doniesień zachorować miał 54-letni premier Federacji Rosyjskiej Michaił Miszustin. Informację przekazały m.in. lokalne media i agencje prasowe. Wieści dotyczące zachorowania ważnego rosyjskiego polityka potwierdził również szef jego gabinetu kontaktując się z dziennikarzami.

 

Sam zainteresowany premier Michał Miszustin, powołany na ten urząd około trzy miesiące temu, również przyznał iż w związku z pozytywnym testem na obecność koronawirusa, musi pozostać on obecnie w izolacji.

 

Na pełnionym stanowisku, 54-latek zastąpił Dmitrija Miedwiediewa w związku ze zmianami jakich wprowadzenie jest planowane względem zapisów Konstytucji i przy czym wykorzystane ma być demokratyczne narzędzie polegające na przeprowadzeniu referendum. Miało ono odbyć się 22 kwietnia, jednak w związku z pandemią zostało odroczone.

 

Michaił Miszustin ma na szczęście przechodzić chorobę łagodnie. Poinformowany o sytuacji prezydent Władimir Putin, ogłosił poprzez dekret, że tymczasowo chorującego premiera zastąpi w pełnieniu obowiązków Andriej Belousow.

 

Oficjalnie w Rosji, osób zarażonych koronawirusem ma być łącznie ponad 100 tysięcy. Spore problemy rozprzestrzenianie się wirusa wywołuje w stolicy Rosji oraz w innych częściach obwodu moskiewskiego.

 

 

Źródło: RadioZET.pl

Fot.: Pexels