Minister Rozwoju, wywodząca się z Porozumienia Jarosława Gowina, Jadwiga Emilewicz potwierdziła zapowiedziane na początku miesiąca plany odnośnie wprowadzenia programu 1000+.

 

 

Według informacji podawanych przez Ministerstwo Rozwoju, nowy program będzie pakietem pomocowym skierowanym do branży turystycznej, która według rządu jest największym poszkodowanym pandemii koronawirusa. Wynika to z nagłego zamknięcia granic, odwołania lotów do i z Polski, a także z ostatniego zamknięcia hoteli i ośrodków wypoczynkowych, chyba że służą one jako miejsca do przechodzenia kwarantanny, bądź noclegownie dla np pracowników budowy.

 

 

Sytuacja szczególnie dramatyczna wydaje się w kwestii linii lotniczych, które zmuszane są do zwalniania ogromnej części własnych pracowników, a powrót do poziomu funkcjonowania sprzed pandemii może trwać lata. Pieniądze zawarte w nazwie programu mają mieć postać bonu na dowolne wydarzenie związanie z turystyką krajową w wysokości 1000zł. Program ma także dotyczyć turystów, więc domyślamy się, że ma to być forma zadośćuczynienia za np wydarzenia które nie odbyły się z powodu wirusa.

 

Ministerstwo Rozwoju zapowiedziało, że:

„Voucher dla klienta dotyczy również przedsiębiorcy prowadzącego działalność związaną z organizacją wystaw i kongresów lub działalnością kulturalną, rozrywkową, rekreacyjną i sportową albo organizującego wystawy tematyczne lub imprezy plenerowe, działalność hotelarską czy rolnika świadczącego usługi hotelarskie.”

 

Rząd w stosunku do branży turystycznej podjął także działania w ramach tarczy antykryzysowej, poprzez chociażby przedłużenie terminu na zwrot wpłat klienta, gdy impreza turystyczna (ale też inne wydarzenia – sportowe, kulturalne czy rozrywkowe) nie odbędzie się z powodu epidemii.

Klient może liczyć na zwrot pieniędzy lub voucher do wykorzystania w przyszłości w ciągu 180 dni od rozwiązania umowy z organizatorem.

Co myślicie o nowym programie rządowym? Czy zrekompensuje on straty chociaż w malutkim stopniu?

 

 

Źródła:

next.gazeta.pl

Fot.: Pixabay

Jak wiemy, niemal od początku epidemii COVID-19 w Polsce, rząd, telewizje oraz celebryci prowadzą kampanię na rzecz wzrostu świadomości i dostosowania się do panującej sytuacji. Aktualnie prawo zabrania już zgromadzeń powyżej 2 osób, a pracują jeszcze tylko ci, którzy muszą. 

 

 

Oprócz oczywistych zaleceń jak pozostawanie w domu najdłużej jak możemy, dokładne mycie rąk, dezynfekcja czy noszenie maseczek, pojawiły się także nowe zasady odnośnie miejsc, które pozostały otwarte, a są regularnie uczęszczane, czyli przede wszystkim sklepów i aptek.

 

 

Oczywiste wydaje się pilnowanie tam, aby ludzie używali rękawiczek przy dotykaniu nieopakowanych produktów, a także wyznaczenie linii ułatwiających zachowanie odstępów w kolejce do kasy. Dla poprawy bezpieczeństwa, w większości sklepów odizolowano także kasjerów tak aby ograniczyć kontakt z klientami.

 

 

Przede wszystkim zachęcono jednak do realizowania płatności bezgotówkowych, co znacznie zmniejsza prawdopodobieństwo rozprzestrzenienia wirusa na pieniądzach, które przechodzą z rąk do rąk.

 

 

W ostatnich dniach pojawiła się bardzo istotna zmiana w tej kwestii. Limit transakcji bezdotykowych został podniesiony do 100 złotych. Umożliwia to zrobienie większych zakupów bez dotykania przycisków na terminalu płatniczym.

 

 

Niektórzy użytkownicy kart VISA, aby aktywować wyższy limit, muszą zrealizować jedną płatność z użyciem PIN-u. Posiadacze kart MASTERCARD nie muszą się niczym przejmować – limit został zwiększony automatycznie. Zmiany te miały zostać wprowadzone później, lecz przyśpieszyła je interwencja i prośba szefa Komisji Nadzoru Finansowego.

 

 

Przekazujmy tą wiadomość dalej, do swoich znajomych i rodziny. Jeśli każdy kto ma taką możliwość, będzie dokonywał tylko płatności bezdotykowych, to mocno ograniczymy możliwość rozprzestrzeniania się wirusa w sklepach, które przecież nadal tak często odwiedzamy.

Koronawirus to wielkie wyzwanie dla służb medycznych całego świata, lecz nie tylko dla nich. Pod wielką presją są także politycy, oraz my – zwykli obywatele posiadający, małe bądź duże przedsiębiorstwa, pracujący w restauracji czy hotelu. Z jednej strony musimy być odpowiedzialni za siebie i bliskich, a więc starać się izolować, a z drugiej strony musimy mieć z tyłu głowy że za coś musimy zapłacić rachunki. I tu pojawia się problem. 

 

 

Gospodarka Polski, krajów Europy ale też każdego innego dotkniętego koronawirusem państwa, jest w trakcie bądź przed ogromnym krachem. Sytuacja naszej waluty, która niezwykle osłabła na tle Euro czy Dolara, już nie zwiastuje niczego dobrego.

 

 

Pojawia się więc dużo pomysłów na to jak ową gospodarkę trzeba będzie odbudować. Jak zrekompensować ludziom straty poniesione przez bycie zmuszonym do zawieszenia działalności bądź, pozbawienie dochodu ze względu na wysłanie na przymusowy urlop, czy nawet zwolnienie. Co powiedzieć tym ludziom? Jakie Podjąć decyzje?

 

 

W Polsce wciąż się nad tym zastanawiają, podobnie w innych państwach „Zachodu”. W USA bardzo poważni politycy zaczynają wyrażać głosy swojego poparcia dla prof. Harvardu Jason’a Furman’a – byłego przewodniczącego Rady Doradców Ekonomicznych w gabinecie Barack’a Obamy. Podniósł on propozycję jednorazowej wypłaty 1000$ dla każdego dorosłego obywatela USA, bądź płacącego w USA podatki, oraz 500$ dla każdego dziecka przy tych samych kryteriach.

 

 

W poniedziałek za tą inicjatywą wstawił się Mitt Romney – aktualny Senator, oraz były Gubernator i kandydat na prezydenta USA. Projekt zawiera także zapis iż w razie wzrostu stopy bezrobocia do 5,5% dodatek ten byłby także kontynuowany w 2021 roku. Z Białego Domu dochodzi co raz więcej głosów mówiących o realizacji tego planu.

 

 

Podobne zaawansowane rozmowy na temat nawet wyższych dopłat dla obywateli pojawiają się też w Wielkiej Brytanii i kilku innych europejskich państwach. A wy jak myślicie, czy nas byłoby stać na taki program?

 

 

Źródła:

https://www.axios.com/coronavirus-recession-direct-payments-americans-ubi-c3393d14-33ad-47c2-a739-f2fec150b212.html

https://www.manchestereveningnews.co.uk/news/greater-manchester-news/government-could-give-everyone-up-17947235

Co jakiś czas produkowane są pieniądze o wyższej wartości niż widnieje na ich nominale.  Tak właśnie się stało, gdy firma Euro Souvenir wydała banknoty z Królem Zygmuntem III Wazą, a w jego tle Zamkiem Królewskim.

 

Jakiś czas temu w Czechach Euro Souvenir wydrukował banknot z wizerunkiem czeskiego piosenkarza Karela Gotta. Sprzedawany on był po dwa euro, a po śmierci muzyka jego wcześniejsi nabywcy mogli go spieniężyć nawet za 400 euro. Jest to cecha niepowtarzalnych banknotów, które do produkcji trafiają niezwykle rzadko. Należą one do grupy kolekcjonerskiej, a ich liczba na rynku jest mocno ograniczona. Mowa tutaj o banknotach euro o nominale 0. Na takich pieniądzach widniej wizerunek jakiejś ważnej osobistości, kluczowego wydarzenia lub istotnego przedmiotu dla kultury Unii Europejskiej. Takiego banknotu w końcu doczekała się tez Polska.

 

Na polskiej wersji tego pieniądza ukazany jest wizerunek Zygmunta III Wazy, który dumnie stoi przed Zamkiem Królewskim w Warszawie. Banknot kupić można było za 25 zł i można przypuszczać, że jego wartość może wzrosnąć nawet 40-krotnie, gdyż wydrukowano tylko 5 tysięcy sztuk.

 

Ów pieniądz rozszedł się błyskawicznie tuż po swojej premierze. Obecnie można go znaleźć w sieci, a jego ceny aktualnie wahają się od 200 do 1000 złotych. Nie wiadomo czy jego wartość jeszcze podskoczy, czy na tym się zatrzyma. Ci którzy mają zamiar go sprzedać sporo ryzykują, gdyż równie dobrze może się okazać, że za jakiś czas dostaną za niego dużo mniej gotówki.

 

Źródło: lelum.pl

Ranking przedstawiający pięćdziesięciu najbogatszych polskich polityków został przedstawiony na łamach tygodnika „Wprost”. Według podanych danych, gdyby zsumować zgromadzone sumy przez pierwszą dziesiątkę, łączna kwota wyniosłaby 238 milionów złotych. Wielu może być jednak zaskoczonych tym, kto figuruje w tej części listy.

 

Co warte uwagi, w czołówce najbogatszych polskich polityków nie znalazł się ani Jarosław Kaczyński, ani Borys Budka, czyli szefowie największych i najpopularniejszych polskich klubów parlamentarnych. Zdziwić może również fakt, że szefa polskiego rządu Mateusza Morawieckiego dzielą miliony złotych od plasującego się na pierwszej pozycji tego rankingu polityka.

 

Liderem na tym polu okazuje się być bowiem poseł Artur Łączki z Platformy Obywatelskiej, będący też współwłaścicielem oraz prezesem spółki Baltic Gryf Apartments. Spore pieniądze miał on zarobić dzięki swojej działalności w branży hotelarskiej. Dysponować ma majątkiem na poziomie ok. 45 milionów złotych.

 

Drugi w rankingu polityk to wiceminister rozwoju Andrzej Gut-Mostowy. Poza piastowaniem tego stanowiska, zajmuje się on również prowadzeniem wyciągu narciarskiego, hotelu, a także karczmy w stolicy polskich Tatr. Jego majątek oceniany jest na ok. 42,5 miliona złotych.

 

Na trzecim miejscu znalazł się poseł Grzegorz Biernacki z klubu Prawo i Sprawiedliwość, który odpowiadał również za stworzenie SKOK-ów. Zgromadzone przez niego oszczędności wynosić mają ok. 40,5 miliona złotych.

 

Dopiero na siódmej pozycji opublikowanego przez „Wprost” zestawienia znalazł się premier Mateusz Morawiecki. Posiadany przez niego majątek stanowić ma około 12,7 miliona złotych. Przed nim znaleźli się poza wymienioną pierwszą trójką też tacy politycy jak senatorowie Beniamin Godyla i Robert Dowhan, a także poseł Adam Cyrański. Parlamentarzyści ci reprezentują opozycję.

 

Jak podaje portal innpoland.pl, pomimo tego iż tak spora suma dzieli najbogatszego posła od szefa rządu, to jednak Mateusz Morawiecki ma być i tak najzamożniejszym premierem w historii Polski.

 

 

Źródło: Wprost ; Innpoland.pl

Fot.: Pixabay ; Flickr

Kolejne produkcje z gatunku reality-show niejednokrotnie wzbudzają wiele kontrowersji, a nawet są dla widzów żenujące czy wręcz bulwersujące, kiedy jej uczestnicy postępują w sposób, który nie przystoi dojrzałym osobom. Okazuje się też jednak, że biorące w takich programach udział atrakcyjne kobiety otrzymywać mogą również niemoralne propozycje, a oferuje im się za to czasami naprawdę spore pieniądze.

 

Sytuacja tego typu miała miejsce w przypadku programu „Love Island”, a dokładniej dotyczyła brytyjskiej wersji tego show, które stać miało się na wyspach dosyć popularne. Sława szczególnie spotyka tam te uczestniczki, które mają dużo obserwujących na portalach społecznościowych i są aktywne w internetowej przestrzeni.

 

Popularność miewa jednak różne odsłony, a przy tym może przynosić przykre sytuacje. Jak się okazuje, kobietom z brytyjskiego „Love Island” proponowano seks za wielkie pieniądze. Opowiedzieć o tym postanowiły one same.

 

Rosie Williams oraz Tyne-Lexy Clarson stały się znane za sprawą Instagrama, kiedy ich profile zyskały dużą popularność po udziale we wspomnianym reality show. Obydwie postanowiły wyjawić okoliczności tych sytuacji w wywiadzie dla BBC o ofertach jakie otrzymywały.

 

Rosie zaproponowano spędzenie roku w Dubaju, u boku bogatego mężczyzny, który dodatkowo zobowiązać miał się do kupowania jej drogich torebek, ciuchów i biżuterii. Za zdecydowanie się na taki krok, kobieta otrzymać miała 100 tys. funtów, czyli równowartość około pół miliona polskich złotych. Jak twierdzi odrzuciła tę propozycję i stwierdziła, że żadne pieniądze by ją do tego nie przekonały.

 

– Nie spodziewałam się, że to się stanie, gdy będę sławna. Ostrzegano mnie przed krytycznymi komentarzami i ogromnymi zmianami w życiu, ale nie mówiono mi, że ktoś będzie mnie chciał przekupić

– tłumaczyła Rosie Williams.

 

Również druga z nich stwierdziła w wywiadzie, że miała do czynienia z ludźmi składającymi jej propozycje seksualne, oferując przy tym duży zarobek. Miała ona otrzymać 20 tys. funtów, czyli w przeliczeniu pieniądze na poziomie około 100 tys. złotych, za „kolację i napoje” z pewnym biznesmenem. To jednak nie była jedyna tego typu oferta odrzucona przez nią.

 

22-letniej gwieździe zaproponowano po udziale w „Love Island” 50 tysięcy funtów oraz pobyt w Dubaju. Młoda kobiet odpłacić miała to seksem oraz zachowaniem milczenia w tej sprawie.

 

– To prostytucja wysokiej klasy. Przerażające jest to, że jeśli wysłali wiadomość do mnie, to prawdopodobnie wysłali ją także do tysięcy ładnych dziewczyn na Instagramie.

– Powiedziała Tyne-Lexy Clarson w trakcie udzielania wywiadu dla BBC.

 

 

 

Źródło: BBC ; wp.pl ; fakt.pl

Fot.: Pixabay

Jak poinformował „Super Express” wiemy już ile będzie zarabiał Donald Tusk, świeżo wybrany szefem Europejskiej Partii Ludowej.  Trzeba przyznać, że nowe stanowisko byłego premiera wciąż zapewni mu całkiem dobre apanaże.

 

Zarobki Tuska na nowym stanowisku to prawie 360 tys. rocznie. Oznacza to, że były premier Jeśli były premier wciąż będzie miał zarobki sporo wyższe niż prezydent RP. Ten zarabia bowiem ok. 20 tysięcy.  Zarobki Tuska to nie wszystko. Jako szefowi EPL będzie mu przysługiwała limuzyna z szoferem, gabinet z sekretariatem i  fundusz reprezentacyjny.

 

W kontekście zarobków jakie Tusk miał w ostatnich 5 latach wspomniana powyżej kwota nie jest może kwotą zawrotną, ale wciąż jest wyższa niż zarobki Andrzeja Dudy. Przypomnijmy, że wedle niedawnych szacunków „Super Expressu” w ciągu pięciu ostatnich lat w Brukseli były premier zarobił niemal 7 mln zł.

 

/red./

Foto: Youtube.com/ zrzut z ekranu

Polaków czekają wysokie podwyżki. Mogą nawet płacić dwukrotnie więcej. Za co będą płacić aż tyle?

Polaków czekają wysokie podwyżki. Najwięcej Polacy zapłacą za wywożenie śmieci. Po nowym roku opłaty za wywózkę śmieci wzrosną aż o 31%. Woda podrożeje o 7,7%.

 

Najwięcej kontrowersji budzi natomiast cena i koszt odbioru odpadów. Najtańsze w systemie Suwałki stosują kalkulację od gospodarstwa domowego, które płaci 20 zł miesięcznie (240 zł rocznie na rodzinę). Najdroższy Otwock pobiera 31,50 zł od osoby, co daje 1 tys. 512 zł rocznie na rodzinę.

– możemy przeczytać w  firmie Curulis.

 

488,27 zł do 653,10 zł – tyle zapłaciły miejscowości poniżej 50 tysięcy mieszkańców i to one odczuły największy wzrost. Natomiast najtańsza wywózka śmieci jest w miastach powyżej 200 tysięcy mieszkańców –  581,22 zł.

 

Źródło: medianarodowe.com

Foto: Pixabay.com

Jak się okazuje parlamentarzyści mogą otrzymać nawet o 2000 złotych więcej. Jak to jest możliwe? O zaistniałej sytuacji informuje Fakt. 

Uposażenie poselskie to obecnie 8016,70 złotych miesięcznie. Jak wiadomo od tej kwoty odprowadzany jest ZUS. Jak donosi Fakt posłowie mogą wystąpić o przeliczenie, czym starszy jest dany poseł tym więcej może zyskać, dlatego też według Faktu najwięcej mogłaby zyskać 78-letnia Iwona Śledzińska Katarasińska, która miesięcznie otrzymywałaby 170 zł co na rok wyniosłoby 2000 złotych.

 

Z czego wynika ta zależność? Uzbierane, dodatkowe składki dzielone są przez tablice dalszego prognozowanego życia, które co roku ogłasza Główny Urząd Statystyczny.

-możemy przeczytać w Fakt.

 

Zwykły obywatel, by otrzymać emeryturę musi zrezygnować ze swojej pracy, z kolei posłowie mogą pobierać zarówno świadczenia emerytalne, jak i świadczenie za wykonywanie pracy zawodowej.

 

Źródło: wprost.pl

Foto: Pixabay.com