Paweł Kukiz przebojem wszedł do polskiej polityki pod hasłami antysystemowymi. Głównie koncentrującymi się na wprowadzeniu jednomandatowych okręgów wyborczych i wiążących referendów. Obie instytucje miały podważyć tzw. partiokrację. Paweł Kukiz nie jest jedynym popularnym politykiem który nie rozumie czym jest system partyjny i dlaczego w ogóle powstał.

 

Nie ma tu miejsca na wykładanie podstaw teorii i praktyki dlaczego jabłko spada z drzewa. Wystarczy pogłębić swą wiedzę na temat tego jak działają jowy w krajach anglosaskich, by bez trudu dostrzec jak taki system redukuje prawa republikańskie. Nasze wybory do senatu również ukazują życzeniowy charakter postulatów Kukiza. Referendum jako wpływ demokracji bezpośredniej również nie zdaje egzaminu, tym bardziej kiedy poczynimy wysiłek, aby zastanowić się kto i co kształtuje najbardziej popularne tematy społeczne. Przykłady ekologiczne w spr. zapomnianych już łosi, kornika drukarza lub dzików powinny być dzwonem alarmowym, ale nie są.

 

Jednocześnie w sprawie prawa do posiadania broni, posłowie Kukiz 15 rozkręcili skuteczną akcję, ale jak przyszło co do czego, zgodzili się na nie istotne poprawki. Paweł Kukiz od lat dziewięćdziesiątych udowadniał jak bardzo jego hasła i znajomość realiów politycznych się rozjeżdżają z jego oczekiwaniami. Najpierw przestrzegał naród przed ZChN, by być zaskoczonym, tym że komuna wraca. Później poprał PO, by zostać „zmielonym”. Niby w końcu w 2015 roku się udało, ale nie wiedział co z tym zrobić, więc wszystko zaprzepaścił. Z tzw. systemem trzeba umieć walczyć, a jak, od tego jest historia Solidarności, ale trzeba ją znać, nie na poziomie propagandy historycznej ale zdecydowanie głębiej, no ale po co to komu. Znajomość polityki na podstawie oglądania tv i internetu jest coraz bardziej powszechna. Wiara w kreację bytów politycznych i nowej elity jaką zaprezentowała w tej kadencji Sejmu „Nowoczesna”, należy już do klasyki gatunku. Taka polityka jaką reprezentują panie Lubnuer, Kidawa, Kopacz, „Myszka Agresorka” oraz panowie premier Petru, prezydent Rabiej i wielu, wielu innych, również pod innymi banderami, będzie prawdopodobnie pieśnią przyszłości naszej klasy politycznej od lewa do prawa, za jakieś lat dziesięć.

 

Ostatecznie Paweł Kukiz stwierdził, przyparty do muru własnymi rękoma, że nie miał innego wyboru by oddać surogat swej cnoty politycznej w zamian z dietę poselską. W sprawie antysystemu historia zadziwiająco zatacza podobne kręgi. We Włoszech tamtejsi kukizowcy ratują rząd, tworząc koalicję z lewicą, robiąc z tak drogiej sobie demokracji zwykłe jaja, za demokratycznym przyzwoleniem swych  członków i sympatyków Pięciu Gwiazd. Matolstwo polityczne rozszerza się jak zaraza. Nie trzeba wiedzieć, wystarczy czuć, emocja nie potrzebuje wiedzy, wystarczy dobrze podrzucony impuls, by w kotle zawrzało.

 

 

Piotr Zych- zastępca redaktora naczelnego „Myśl.pl”, przedsiębiorca. Od 1979r. w środowisku ILO Ruchu Młodej Polski. Założyciel  Ruchu Harcerzy Polskich 1981, w latach 1985-89 współtwórca  poznańskiego środowiska Młodzieży Wszechpolskiej, represjonowany w stanie wojennym, członek założyciel ZCHN, obecnie w  Stowarzyszeniu  Nowoczesnego Patriotyzmu i stowarzyszeniu Endecja.

 

W Białymstoku jak wszyscy wiemy, kolejna z cyklu prowokacja LGBT, tym razem spotkała się z stanowczym oporem, który przybrał dość drastyczny przebieg. Dzieje się tak wówczas, gdy wiodące siły społeczne i polityczne, faktycznie pozostawiają ludzi samych sobie i nie reagują adekwatnie wobec agresji światopoglądowej, która nie zaczęła się wraz z wyborami do Europarlamentu w br.  Ofensywa gender trwa w najlepsze i czyni coraz większe postępy, a jedynie teraz weszła w nowy już jawny etap.

 

Jego istota nie polega na tym, aby jesienne wybory wygrać na rzecz lewicy i liberalizmu, ale by przyspieszyć poprzez pogłębianie polaryzacji światopoglądowej formatowanie elektoratu w walce o władzę za następne cztery lata. Chodzi więc o formatowanie elektoratu w taki sposób, by wszyscy którzy przynależą do obozu „antypis”, stali się zakładnikami mniejszości gender. Ten scenariusz sprawdził się w 100% na tzw. Zachodzie, gdzie mniejszość, mniejszości za sprawą komercyjnych i państwowych mediów głównego nurtu,  wytyczyła nowy kurs postępu społecznego poprzez przetworzenie kultury europejskiej w antykulturę.  Dlatego jeżeli wciąż reakcją na tą agresję będzie jedynie wypowiadanie politycznych i moralnych zaklęć, walka która jest absolutnie do wygrania, zostanie zaprzepaszczona. Prawdopodobieństwo takiego finału jest dość duże. Świadczą o tym komentarze jakie pojawiły po protestach w Białymstoku gdzie część komentatorów i publicystów prawicowych, weszła znów w buty propagandy lewackiej. Dzieje się tak na ogół u tych komentujących „prawicowców”, którzy już od dawna, w sposób mało sobie świadomy  przeszli na drugą stronę, ale jeszcze tego nie są w stanie dostrzec, bo sami  mają bałagan w głowie, bądź zwyczajnie się boją. Sednem tych komentarzy było zrównanie genderystów z katolikami. Diabeł słysząc te wypowiedzi, aż piał z zachwytu, kiedy zrównuje się ofiarę, która przekracza obronę konieczną, gdyż system jej nie chroni, a oprawca zyskuje tym sposobem akceptację dla swej czynnej postawy, znów przesuwając granice, tak jakby konstytucja i prawo były jedynie niewiele znaczącym świstkiem papieru.

 

O ile wiem, ale może nie jestem doinformowany, puki co latanie nago po ulicach nie jest zgodne z prawem, ani z dotychczas obowiązującym porządkiem publicznych, podobnie jak robienie obscenicznych gestów i innych czynów wywołujących zgorszenie powinno być ścigane z urzędu. Tym czasem legalne władze, szczególnie samorządowe i sądy ponoć stojące na gruncie porządku prawnego III RP, nie potrafią lub raczej nie chcą stać na straży konstytucji, pokoju społecznego i obrony fundamentów naszej tożsamości Bóg, Honor, Ojczyzna – rodzina oraz przyzwoitości. Wymiar  dziejącej się na naszych oczach tragifarsy zawiera się w następującym absurdzie, a coraz więcej osób życia publicznego godzi się na to, iż słusznym wydaje się być pogląd, że kisiel ma takie same prawa jak kuchnia w której został zrobiony. Naprawdę ? Stawianie znaku równości pomiędzy jednym, a drugim stoi wręcz w agresywnej i nie do pogodzenia sprzeczności. Od kiedy to wartość człowieka ma być zależna od jego preferencji seksualnych? Sam fakt pisania o tym jest żenujący. To tak jakby pracownika oceniać nie po wynikach pracy, a  przez pryzmat jego życia erotycznego. Tymczasem tzw. demokraci i symetryści, w imię rzekomego pokoju społecznego równają wszystkich i wszystko do mianownika, którego nie ma i nie będzie. Bycie człowiekiem to zdecydowanie więcej niż popęd seksualny.

 

Wojna kultur jest faktem obiektywnym i niezależnie od tego, jak dalece nas to być może nie interesuje, to i tak będziemy zmuszeni wybrać styl życia za którym się opowiemy, nawet jak będzie się nam wydawało, że istnieje coś takiego jak trzecie rozwiązanie, to i  one również będzie w swej istocie tęczowe.  Pytanie, czy w porę się opamiętamy?   Arcybiskup Jędraszewski w siedemdziesiątą piątą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego wezwał do przeciwstawienia się „tęczowej zarazie” i to jest to co należy zrealizować, pamiętając, że jest to program co najmniej na dekadę, o ile nie na dłużej.  W tej walce okaże się, czy jesteśmy godni naszej przeszłości i zasługujemy na pomyślną przyszłość.

 

Piotr Zych–  przedsiębiorca. Od 1979r. w środowisku ILO Ruchu Młodej Polski. Założyciel  Ruchu Harcerzy Polskich 1981, w latach 1985-89 współtwórca  poznańskiego środowiska Młodzieży Wszechpolskiej, represjonowany w stanie wojennym, członek założyciel ZCHN, obecnie w  Stowarzyszeniu  Nowoczesnego Patriotyzmu; członek redakcji portalu i kwartalnika Myśl.pl.

 

Książka „ Z Narodowo Demokratycznej perspektywy” podejmuje przede wszystkim tematy  współczesne i jednocześnie niesięgająca po tak często spotykaną historyzację teraźniejszości. 

 

 

Autor w wielu różnych tekstach, komentarzach, felietonach i esejach ukazuje nam obecny moment dziejowy, próbuje uchwycić z czego, z jakich źródeł historia dziejąca się na naszych oczach, nieustanie przyspiesza jednocześnie zwracając uwagę, że przyszłość nasza nie jest z góry przesądzona i nie zależy jedynie od sił zewnętrznych. Uwypukla dwa dramaty jakie nam towarzyszą, choć za takie w naszej codzienności tego tak nie odbieramy.

 

Pierwszy to wymieranie naszego narodu, a drugi to systematyczne zatracanie treści i sensu polskiej tożsamości. Wiele miejsca poświęca wciąż mało znanej najnowszej historii ruchu narodowego, historii jaka miała miejsce od drugiej połowy lat pięćdziesiątych po lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku.  Pozycja „obowiązkowa” w biblioteczce nie tylko narodowca.

 

 

Henryk Klata – polityk, poseł na Sejm I kadencji, działacz Ligi Narodowo-Demokratycznej 1956 – 1960, więzień polityczny, jeden z głównych inicjatorów powołania ZChN,  animator życia społeczno-politycznego, organizator wielu konferencji naukowych i historycznych.       

Holenderka Agnes Jongerius, przedstawicielka frakcji socjalistów w PE zapowiedziała, że wybór każdego kandydata PiS na stanowisko Komisarza ds. polityki socjalnej zostanie zablokowany. Opozycja w Polsce rozpatruje tę sytuację jako porażkę i dowód w sprawie. Inni komentatorzy oczekują, że rząd będzie w swej praktyce skuteczny. Jednak problem jest innej natury.

 

Skuteczność można rozpatrywać o tyle, o ile okoliczności nie są z góry przeciwne. Wobec działań z premedytacją, nie mając wystarczających sił własnych w konkretnym momencie nie wiele da się zrobić. Jednak należy mieć szerszą perspektywę. Polityka zagraniczna to rachunek ciągniony. Od samego początku, tzn. od 2015 roku należało mieć na uwadze, że zmiana rządu w Polsce nie jest wyłącznie sprawą Polską, ale lewicowo-europejską. Rząd który wygrywa z programem, który od dziesięcioleci jest skutecznie zwalczany w starej Unii, jest ideowym zagrożeniem dla wszystkich liberalnych i lewicowo-liberalnych sił politycznych, podważającym przez sam fakt swego istnienia fundamenty nowego ładu gender. Dlatego tam gdzie będzie to możliwe atak będzie bezpardonowy. Ugrane przez PiS pozycje wiceprzewodniczących grup parlamentarnych były możliwe wyłącznie dlatego, że europejscy zwycięscy tych wyborów, Europejska Partia Ludowa jest poddana olbrzymiej presji sojuszu liberałów, lewaków i zielonych. Dowodem tego było przeczołganie niemieckiej kandydatki na szefa Komisji Europejskiej.

 

Wracając do oceny skuteczności należy więc mieć na uwadze nie tylko okoliczności, ale to, że po drugiej stronie są stratedzy dążący za pomocą wszelkich dostępnych środków by zrealizować swe cele. Zasadniczym z nich będzie dążenie do wyeliminowania z polityki europejskiej, „faszystowskich” i „niedojrzałych politycznie rządów” krajów Europy Trójmorza i dopasowanie ich do własnych wyobrażeń na ten temat oraz wyparcie z Europy obecnej administracji amerykańskiej. Dlatego wnikliwe analizy dzielące włos na czworo w zakresie „polityki zagranicznej PiS”, iż „to będzie zmarnowana kadencja w PE”, bo ten stan rzeczy jest wyłącznie skutkiem błędów i wypaczeń obozu rządzącego, więcej mają wspólnego z propagandą, mającą za cel udowodnić już udowodnione. Nie jest też tak, że obóz rządzący nie popełnia błędów, ale konia z rzędem temu kto za każdym razem umie rozróżnić jedno od drugiego przy takiej dynamice politycznej. Należy pamiętać, że liniowa polityka, którą tak uwielbiają komentatorzy już dawno temu odeszła do historii. Paradoksalnie, walanie przez wiadome siły w polskie interesy może okazać się dla nas zbawienne, bo jedynie wówczas rodzi się szansa, że przestaniemy żyć złudzeniami i zaczniemy walczyć rozumnie o swoje, a będzie gorzej niż było do tej pory.

 

Piotr Zych– zastępca redaktora naczelnego „Myśl.pl”, przedsiębiorca. Od 1979r. w środowisku ILO Ruchu Młodej Polski. Założyciel Ruchu Harcerzy Polskich 1981, w latach 1985-89 współtwórca poznańskiego środowiska Młodzieży Wszechpolskiej, represjonowany w stanie wojennym, członek założyciel ZCHN, obecnie w Stowarzyszeniu Nowoczesnego Patriotyzmu i stowarzyszeniu Endecja.

Polityka obronna powinna obejmować wiele aspektów i zagadnień o charakterze specjalnym. Jedne z nich należą do kanonu rzeczy obowiązkowych, inne wymagają odważnego i kreatywnego myślenia, tym bardziej, kiedy przez jeden element, tzw. popularny drobiazg, można przegrać nawet zwycięską partię.

 

W minionych okresach (II RP, PRL-u i III RP) pięt achillesowych Wojska Polskiego było i jest kilka, ale niektóre z uporem maniaka trwają do dziś(np. szeroko rozumiane rozpoznanie, przetwarzanie danych i łączność). Nie mam zamiaru wymieniać tutaj wszystkich. Wskazuję jedynie na pewną „genetyczną” bezwładność i słabość naczelną. Jest nią – moim zdaniem – tradycja intelektualna Wojska Polskiego, następnie wyższa kadra dowódcza i opiniotwórcze środowiska skupione wokół słabych wojskowych uczelni. Ocena taka wydaje się zasadna zważywszy na „urobek” dotychczasowej polskiej polityki obronnej. Nie jest to jedynie problem „czysto” wojskowy, ale niestety w dużej mierze odnoszący się do jakości polskiej polityki jako całości. Mamy aspiracje europejskie i międzymorskie, a nie potrafimy zarządzać własnym doświadczeniem, wiedzą, kompetencjami i zasobami. Taki jest dorobek trzydziestolecia III RP w obronności. A stoją przed nami wyzwania nie błahe, ale rozstrzygające o bycie i przyszłości państwa, jak np. szantaż bronią A,B,C. O ile każda z tych broni ma swoje istotne ograniczenia w użyciu, o tyle istnieje wymiar, który zagraża spójności naszej polityki obronnej. Pytanie brzmi, jak uderzyć przeciwnika, aby go nie zmienić w krwawą ofiarę żądną zemsty, a jednocześnie przestraszyć sojuszników przed dalszym angażowaniem się w jego obronę?

 

Dla takiego celu Armia Federacji Rosyjskiej dysponuje taktycznym pociskiem jądrowym o mocy jednej kilotony. Siała rażenia tej broni ma bardzo ograniczone znaczenie w starciu bezpośrednim i nie powoduje apokaliptycznych konsekwencji materialnych dla armii nieprzyjaciela. Jednak skutek psychologiczny i propagandowy nadaje tej broni wymiar polityczny, gdyż urealnia przekształcenie konfliktu konwencjonalnego w jądrowy – totalny. Taka demonstracja wywołuje ponowne przeliczenie skali konsekwencji. Ryzyko i korzyści należy zważyć na nowo. W naszym przypadku wynik takiej kalkulacji, zwłaszcza dokonywanej przez Niemców i Francuzów jest raczej przesądzony. Jednakże to po naszej stronie jest konieczność zabezpieczenia się na taką ewentualność, aby po raz kolejny nie paść ofiarą własnych rojeń na temat cudzych zobowiązań.

 

Ostatnio jeden z wiceministrów w MON stwierdził, że jest możliwe, aby polska polityka obronna była w stanie samodzielnie, bez bratniej pomocy, odeprzeć większość zagrożeń. I to jest zmiana, na którą trzeba było czekać prawie dwadzieścia pięć lat… aby przedstawiciel polskiego rządu wziął odpowiedzialność za polską politykę obronną, a nie kolejny prezydent USA czy kanclerz RFN. Bez zmiany myślenia o polityce, bez przyjęcia polskiej perspektywy, która za punkt wyjścia przyjmuje położenie geopolityczne, uwikłania polityki regionalnej w politykę strategiczną wielkich graczy, relatywną słabość względem silniejszych sąsiadów bliższych i dalszych, bez odrzucenia historycznego bagażu osiągnięć Wojska Polskiego w zakresie projekcji siły, będzie bardzo trudno wydostać nasze myślenie z poziomu mitów narodowowyzwoleńczych.

 

Odrzucenie historycznego bagażu polskiej armii nie dotyczy oczywiście (co mocno podkreślam) morza krwi przelanej za ojczyznę, często w imię błędnych motywacji i kalkulacji politycznych mających na uwadze dobro jedynie nielicznych. I jeszcze jedno pytanie mnie dręczy… czy na pewno w naszym interesie jest to, aby Republika Federalna wydawała na obronę 2% PKB rocznie?

 

 

Piotr Zych- zastępca redaktora naczelnego kwartalnika „Myśl.pl”, przedsiębiorca. Od 1979r. w środowisku ILO Ruchu Młodej Polski. Założyciel  Ruchu Harcerzy Polskich 1981, w latach 1985-89 współtwórca  poznańskiego środowiska Młodzieży Wszechpolskiej, represjonowany w stanie wojennym, członek założyciel ZCHN, obecnie w  Stowarzyszeniu  Nowoczesnego Patriotyzmu i stowarzyszeniu Endecja.

 

Setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku nastraja do refleksji. Również geopolitycznej. Rzeczywistość jak zawsze stawia wiele pytań o los Polski, Europy i świata. Piotr Zych w swojej książce „Z narodowodemokratycznej perspektywy” szuka na nie odpowiedzi.

Czasem robi to bez znieczulenia, zawsze jednak w zgodzie z swoimi przekonaniami, co samo w sobie stanowi gwarancję, że będzie ciekawie, czasem ostro, a często i kontrowersyjnie. Szukając odpowiedzi na pytania czym dzisiaj jest suwerenność, naród, państwo stara się sięgać do dorobku szkoły narodowo-demokratycznych klasyków. Tym samym wypełnia lukę w sposobie myślenia i działania, jakie były właściwe endekom, a jakie powoli znikają z naszej społeczno-politycznej rzeczywistości. Mam nadzieję, że ta publikacja trend ten przełamie i zainicjuje dyskusję, a co ważniejsze działania, które pozwolą spadkobiercom Dmowskiego na powrót z politycznych zaświatów. Oby tak się stało. Zapraszam do lektury jego książki!

 

Dr Krzysztof Tenerowicz, redaktor naczelny kwartalnika „Myśl.pl”, ekonomista, dziennikarz i przedsiębiorca.