42-latek mógł jechać nawet 300 km/h. Policjanci z grupy „Speed” nie mogli go dogonić.

W ostatni weekend policjanci jechali nieoznakowanym radiowozem z viedeorejestratorem ekspresówką S7. Patrolowali trasę, gdy nagle videorejestrator ustalił prędkość samochodu kierowanego przez 42-latka na 248 km/h. Policjanci twierdzą, że jechał jednak znacznie szybciej. Wcześniej mógł mógł jechać Mercedesem nawet 300 km/h.

 

CZYTAJ TAKŻE: Zakaz handlu w niedzielę będzie częściowo zniesiony! Zmiany są niemal pewne

 

Policjanci z grupy „Speed” próbowali dogonić 42-latka na odcinku 15 km. Dopiero udało się go złapać, gdy wyprzedzające auta zajęły dwa pasy ekspresówki. Kierowca dostał 10 pkt karnych i 500 zł mandatu.

 

 

Źródło: wiadomosci.gazeta.pl / foto, wideo policja

Grupa groźnych przestępców należących do jednego z karteli narkotykowych postanowiła przeprowadzić brutalną akcję wymierzoną w funkcjonariuszy policji. W wyniku dokonanego ataku, życie straciło kilkunastu policjantów, a inni zostali też ranni.

 

W opinii prokuratury zajmującej się tą sprawą, przestępcy do ataku wykorzystali nie byle jaką broń, gdyż posługiwali się m.in. karabinami snajperskimi, a także AK-47 i AR-15. W skutek przeprowadzonych przez około 30 napastników działań zabitych zostało czternastu policjantów, a ośmiu zostało rannych. Niestety bandyci nie oszczędzili nawet zwłok funkcjonariuszy. Policyjne radiowozy zostały bowiem podpalone, a w ich wnętrzu znajdowały się ciała zabitych stróżów prawa.

 

Trzydziestu związanych z kartelem przestępców przygotowało zasadzkę na 42 funkcjonariuszy policji. Grupa około 30 bandytów czekała w opancerzonych pojazdach, a gdy w pobliżu pojawiło się pięć radiowozów, otworzyli ogień w kierunku policjantów. Strzelanina okazała się być wyjątkowo tragiczna w skutkach.

 

Wszystko to rozegrało się w poniedziałek na terenie miejscowości Aguililla. Choć władze nie zdradzają zbyt wielu informacji na temat dokładnych okoliczności ataku na policjantów, to jednak w sieci pojawiają się nagrania z miejsca masakry. Internauci zauważają na nich przekaz zawarty w pozostawionych ostrzeżeniach, których treść sugeruje iż za tę krwawą akcję odpowiada grupa przestępcza CJNG (Kartel Jalisco Nowe Pokolenie).

 

Zaatakowani funkcjonariusze jechali w tamte rejony z zamiarem aresztowania jednego z podejrzanych, który miał przebywać właśnie w mieście Aguililla.

 

 

 

 

Źródło: nzherald.co.nz ; mafia.pl ; YouTube/Quadratin Noticias TV

 

 

 

Dziś doszło niestety do kolejnego krwawego ataku w zachodniej Europie. Napastnik przy użyciu noża śmiertelnie ranił kilku funkcjonariuszy w komendzie głównej policji w stolicy Francji. Sprawca został zastrzelony, a w mediach pojawiają się kolejne informacje na jego temat oraz o przebiegu przeprowadzonego przez niego zamachu .

 

Dramatyczne chwile miały miejsce w centrum Paryża. Mężczyzna, który dopuścił się ataku sam był pracownikiem cywilnym tamtejszej prefektury policji. Pełniąc swoje zawodowe obowiązki zajmował się sprawami administracyjnymi. Swoją pracę miał on wykonywać już od 20 lat, chociaż co ciekawe był osobą głuchoniemą. Według pojawiających się medialnych doniesień, był uważany za osobę spokojną i nie sprawiającą szczególnych problemów w pracy.

 

Atak na terenie komendy mężczyzna przeprowadził przy użyciu noża ceramicznego. Dwóch funkcjonariuszy zamordował on w biurach prefektury. Trzeciego z policjantów zabił na schodach, a czwartego na dziedzińcu komendy, czyli w pobliżu słynnej Katedry Notre Dame. Tam też nożownik został śmiertelnie postrzelony z karabinu automatycznego przez stróża porządku.

 

Trwa śledztwo, które ma wyjaśnić dokładne okoliczności tragedii jaka rozegrała się w paryskiej komendzie oraz dać odpowiedź na pytanie jakimi motywami kierował się sprawca. Jak podał portal rmf24.pl, pierwszą z jego ofiar była raniona w biurze prefektury policjantka.

 

Po ataku odcięto dostęp do miejsca, gdzie rozegrały się krwawe sceny oraz zabezpieczono okoliczne tereny w centrum miasta, w związku z tym, iż we Francji wciąż jest podwyższony stopień alarmowy ze względu na zagrożenie terrorystyczne. Przedsiębiorstwo transportowe RATP przekazało komunikat o zamknięciu stacji metra Cite, która znajduje się w bliskiej odległości od komendy. Miało się to stać ze względu na procedury realizowane w celu zapewnienia bezpieczeństwa.

 

Śledczy mieli rozpocząć rewizję mieszkania zastrzelonego napastnika, co również ma pomóc w ustaleniu czym się kierował zabijając policjantów.

 

W dniu wczorajszym miał odbywać się protest policjantów, który jest pokłosiem niezadowalających wynagrodzeń oraz innych licznych problemów we Francuskiej policji,  w tym także samobójstw popełnianych wśród funkcjonariuszy.

 

Według nieoficjalnych informacji, za bardzo prawdopodobne tło tego tragicznego w skutkach ataku śledczy uznają konflikt między pracownikiem cywilnym komendy a funkcjonariuszami. Brana pod uwagę jako możliwa jest jednak również też wersja o zamachu terrorystycznym.

 

AKTUALIZACJA:

Według medialnych doniesień, 45-letni nożownik miał zmienić wyznanie kilkanaście miesięcy temu i przejść na islam. W opinii przedstawicieli służb, prawdopodobnie mieliśmy do czynienia w tym przypadku z zamachem o podłożu islamistycznym.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; TVP Info ; Twitter

 

 

 

W domu  57-letniego mieszkańca z okolic Wąbrzeźna w woj. kujawsko-pomorskim, policjanci odnaleźli potężny arsenał broni, amunicji i trotylu. Wszystko najprawdopodobniej pochodziło z czasów II wojny światowej. Jak poinformowała w sobotę rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy podinsp. Monika Chlebicz, zbiorowisko zwaliło funkcjonariuszy z nóg.

 

 

– Policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy otrzymali informacje, które należało błyskawicznie zweryfikować. Wynikało z nich, że jeden z mieszkańców powiatu wąbrzeskiego może posiadać znaczne ilości materiałów wybuchowych, broni i amunicji. Takie składowisko mogło stanowić realne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Do działań włączyli się policjanci z Wąbrzeźna. W około południa policjanci weszli do pomieszczeń zajmowanych przez mężczyznę we wsi Wronie. To co zastali w pomieszczeniach i garażach, które użytkował w powiecie wąbrzeskim, ale także brodnickim, zaskoczyło ich samych – kontynuuje Chlebicz.

 

 

O odkryciu szybko dowiedział się prokurator, ściągnięto także saperów z jednostki wojskowej w Chełmnie. Wszelkie kroki podejmowane w miejscach, gdzie znaleziono broń zajęły kilka dni. Finalnie zabezpieczono 300 g prochu strzelniczego, lufy od karabinów i pistoletów, lufy z komorą zamkową, magazynki, karabiny maszynowe, pistolety maszynowe i rewolwery, amunicje strzelecką różnych kalibrów, pociski artyleryjskie, granaty ręczne, głowicę panzerfausta, granaty moździerzowe, bomby, minę przeciwlotniczą, zapalniki, trotyl.

 

 

W piątek, 23 sierpnia mężczyzna trafił do aresztu, aktualnie trwa śledztwo w tej sprawie. Kolekcjoner usłyszał zarzuty posiadania i zbierania materiałów wybuchowych oraz broni palnej i amunicji.

 

 

Źródło: rmf24.pl
Fot.: Policja Kujawsko-Pomorska
EM

Do nietypowego, ale bardzo pouczającego zdarzenia doszło w Szubinie, gdzie w wyniku zatrzaśnięcia się zamków w mocno nagrzanym pojeździe zostało malutkie dziecko. Matka błyskawicznie zareagowała dzwoniąc na policję, co zaowocowało skuteczną pomocą ze strony funkcjonariuszy. 

 

Mł. asp. Tomasz Bukowski wraz z kryminalnym st. sierż. Wojciechem Serówką byli już trzy minuty później na miejscu zgłoszenia. Policjanci bez chwili wahania przystąpili do działania i po uzyskaniu zgody kierującej na zniszczenie szyby wybili ją, a następnie otworzyli samochód. Niespełna półroczny maluch został przekazany mamie.

 

Po całym incydencie, gdy matka już trochę uspokoiła nerwy – opowiedziała funkcjonariuszom o tym nietypowym zdarzeniu. W związku z tym, że dziecko płakało, bo było głodne, postanowiła zjechać z trasy, by nakarmić syna. Kobieta wyłączyła silnik, a kluczyki od auta odłożyła w miejsce, gdzie podczas podróży wkłada się napoje i wyszła z pojazdu zamykając za sobą drzwi. Kiedy zamierzała wyciągnąć dziecko z auta okazało się, że wszystkie drzwi do pojazdu, z niewiadomych przyczyn, się zatrzasnęły.

 

Losowe przypadki zawsze się zdarzają, dlatego w takich momentach trzeba działać błyskawicznie. Każda sekunda może być na wagę życia…

 

Źródło: policja.pl

Foto: YouTube/zrzut ekranu

W ubiegły piątek w mieście Perejasław Chmielnicki w obwodzie kijowskim na Ukrainie doszło do tragicznego wydarzenia. Ów dnia pijani funkcjonariusze postanowili postrzelać z pistoletów do puszek. Nie pomyśleli, że zabawa może okazać się fatalnym pomysłem

 

Niestety, jeden z pocisków okazał się być celnym i trafił w głowę znajdującego się nieopodal 5-latka. Chłopiec przez 4 dni walczył o życie w szpitalu, ale nie udało się go uratować.

 

– Niestety, wysiłki lekarzy nie przyniosły wyników. 5-letni Kyryło zmarł w szpitalu. Nic nie może być pocieszeniem dla rodziców i bliskich, ale jako prezydent i ojciec chcę zapewnić, że zrobię wszystko, żeby winni zostali sprawiedliwie ukarani – zadeklarował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

 

Początkowo policjanci szli w zaparte, iż dziecko potknęło się i uderzyło głową o kamień. Lekarze szybko jednak znaleźli na jego głowie ranę postrzałową.

 

5-letni Kyryło został postrzelony na placu zabaw. – Naczelnik naszego komisariatu rejonowego przyjeżdżał do nas, na reanimację, i mówił, że oni przyznają się do winy, ale są tak pijani, że nie wiedzą, który z nich to zrobił. Byli pijani do nieprzytomności. Po prostu się bawili – relacjonowała mediom babcia ofiary.

 

Zdarzenie wstrząsnęło całym krajem. W poniedziałek, przed siedzibą MSW w Kijowie zgromadziło się ponad 100 osób, które domagały się dymisji szefa resortu, Arsena Awakowa. Poruszeni sytuacją ludzie zabrali ze sobą znicze i zabawki. „Zabójcy” – taki napis namalowano farbą na chodniku przed budynkiem.

 

Źródło: nczas.com

Fot.: YouTube – BRONpl

EM