Pomimo trwającej pandemii i czasu, kiedy obywatele mają obowiązek izolować się oraz pozostawać w domach bez konieczności wychodzenia poza teren zamieszkania, to jednak służby nadal mają sporo pracy i to nie tylko tej związanej z zaistniałą sytuacją wynikającą z pandemii. Dowodem na to, że o bezpieczeństwo należy dbać jest chociażby sytuacja jaka wydarzyła się ostatniej nocy na terenie województwa śląskiego. Policja zdecydowała się użyć broni służbowej podczas prowadzonych działań. Sprawę opisał portal rmf24.pl.

 

Zdarzenie miejsce miało miejsce na terenie Tychów. Policjanci ruszyli w pościg za jednym z samochodów marki mercedes.

 

Kierowca pojazdu nie zatrzymał się do kontroli, a na dodatek starał się prowadzonym przez siebie autem staranować policyjny radiowóz.

 

Funkcjonariusze policji postanowili ruszyć w pościg. Kiedy samochód odjeżdżał, wówczas jeden z policjantów zdecydował się oddać cztery strzały ze swojej służbowej broni w kierunku uciekającego auta.

 

Jak się okazało samochód uciekiniera został porzucony w rejonie terenów leśnych. Funkcjonariusze zdołali nieco później odnaleźć również człowieka, który siedział za kierownicą mercedesa. Sprawcą całego zamieszania był 34-letni Bartłomiej G.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Flickr

Niepokojące sceny rozegrały się w rejonie centrum jednego ze znanych polskich miast. Doszło tam do scysji pomiędzy mężczyznami, która zakończyła się użyciem broni, a także interwencją policji. Do działań zaangażowani zostali również antyterroryści.

 

Nietypowe sceny rozegrały się w stolicy województwa śląskiego- Katowicach. Miało to miejsce w miniony weekend, w sobotni wieczór około godz. 23 doszło do spięcia pomiędzy kilkoma mężczyznami pod jednym z tamtejszych budynków mieszkalnych. Byli to dwa bracia w wieku 38 i 34 lata, a także ich oponent- 54-letni mężczyzna.

 

Bracia mieli pobić się z wychodzącym z bloku 54-latkiem. To właśnie 38-latek i 34-latek mieli być osobami, które zaatakowały swoją ofiarę, a jeden z braci miał przy sobie też pałką, którą chciał posłużyć się przy ataku. Zaatakowany początkowo mężczyzna wyciągnął jednak broń, którą postrzelił jednego z agresorów- 38-latka, który to właśnie posiadał niebezpieczny przedmiot w postaci pałki.

 

 

Policjanci po dotarciu na miejsce starali się udzielić pomocy postrzelonemu mężczyźnie. Co ciekawe, zostali wtedy jednak zaatakowani przez brata poszkodowanego od tyłu. Funkcjonariusz zdecydował się wówczas użyć służbowej broni, w wyniku czego również 34-latek został ranny.

 

Kolejnego dnia, w niedzielę, policyjni antyterroryści weszli do bloku, w którym mieszkał 54-letni mężczyzna i zatrzymali go. Jak przekazała w rozmowie z TVP Info mł. asp. Agnieszka Żyłka, rzeczniczka katowickiej policji, w piwnicy odnaleziono pistolet, którym dzień wcześniej posłużył się 54-latek.

 

Choć nie są znane dokładne szczegóły i oficjalne ustalenia dotyczące okoliczności oraz konfliktu mężczyzn, to według medialnych doniesień, pomiędzy mężczyznami doszło do awantury kilka dni przed sobotnim zajściem w centrum Katowic.

 

 

Źródło: TVP Info ; rmf24.pl ; o2.pl

Fot.: Pixabay

 

 

Niejednokrotnie osoby pracujące w służbach narażone są na niebezpieczne zachowania ze strony podejrzanych osób lub nawet tych, którym chcą udzielić pomocy. Tym razem dramatyczne sceny rozegrały się w zachodniej części Polski, a dokładniej na terenie województwa lubuskiego. Niestety dwóch funkcjonariuszy odniosło obrażenia podczas prowadzonych działań. Podjęto decyzję o rozpoczęciu policyjnej obławy. Nie jest też do końca pewne, do jakich działań są gotowi posunąć się podejrzani. O zdarzeniu tym poinformował portal rmf24.pl

 

Dramatyczne sceny przypominające te z filmów akcji rozegrały się w okolicach lubuskiej wsi Nowy Klępsk, zlokalizowanej w stosunkowo niedalekiej odległości od Sulechowa. To tam dwóch policjantów zostało zaatakowanych. Musieli oni niestety w wyniku odniesionych obrażeń trafić do szpitala.

 

Funkcjonariusze chcieli wylegitymować dwóch mężczyzn przebywających w aucie, które miało być zaparkowane przy jednej z tamtejszych leśnych dróg. Dwóch policjantów opuściło radiowóz i zbliżyli się do stojącego tam pojazdu w celu podjęcia czynności. Osoby w nim siedzące nie pozwoliły się jednak wylegitymować. Siedzący za kierownicą mężczyzna wrzucił wsteczny bieg, a następnie ruszył samochodem z impetem w kierunku funkcjonariusza, którego potrącił. Drugi z pełniących tam służbę policjantów ruszył za autem, chcąc go zatrzymać, jednak i dla niego kierowca nie miał litości, gdyż także jego potrącił, a następnie przejechał kierowanym pojazdem.

 

Poturbowani policjanci trafili do zielonogórskiego szpitala. Jeden z nich doznać miał złamania ręki. Drugi niestety odniósł poważniejsze obrażenia, jednak ma być według informacji przekazanych przez rmf24.pl przytomny.

 

Uruchomione zostały procedury policyjne realizowane w ramach obławy prowadzonej na sprawców. Przedstawiciele miejscowej komendy nie ujawnili jednak według medialnych doniesień jakim autem poruszają się podejrzani mężczyźni.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Flickr

 

 

Policjanci zostali wezwani na interwencję do jednego z mieszkań na krakowskiej Nowej Hucie. Była godzina nocna, a zgłoszenie dotyczyło sprzeczki podczas imprezy alkoholowej. 

Na miejscu funkcjonariusze zastali czterech mężczyzn oraz kobietę. Wobec przesłuchania mężczyźni (będący pod znacznym wpływem alkoholu) stawali się coraz bardziej agresywni. W pewnym momencie jeden z nich złapał za nóż i postanowił szarpać się z policjantem. Wtedy użyto środków bezpośredniego przymusu i przewieziono najbardziej nietrzeźwych uczestników libacji do izby wytrzeźwień.

Na miejsce wezwane zostały dodatkowe policyjne patrole. Funkcjonariusze zatrzymali czterech mężczyzn w wieku 49-67 lat

– poinformował  Sebastian Gleń z małopolskiej policji.

Mężczyznom grozi do 10 lat więzienia. Prokurator zastosował wobec nich środki zapobiegawcze w postaci policyjnego dozoru, zakazu opuszczania kraju oraz kontaktu między sobą.

 

se.pl/Red/Fot YouTube

Chwile grozy miały miejsce na częstochowskich ulicach. Policyjny pościg, zakończył się atakiem na funkcjonariuszy oraz oddaniem strzałów. Media w Polsce podają coraz więcej informacji na temat okoliczności całego zdarzenia. O sprawie pisze m.in. portal rmf24.pl.

 

Policjanci najprawdopodobniej chcieli wylegitymować 27-latka znajdującego się w jednym z zaparkowanych aut. Był on już wcześniej znany policji, a także karany. Podejrzany mężczyzna zdecydował się jednak nie dostosować i rozpoczął ucieczkę ulicami Częstochowy. Całe to zdarzenie miało miejsce w piątkowy wieczór.

 

Poruszający się mazdą 27-letni kierowca, zatrzymał się w trakcie ucieczki przy przejeździe kolejowym, gdyż właśnie przejeżdżał tamtędy pociąg. Wtedy funkcjonariusze podjęli próbę zatrzymania mężczyzny, jednak ten miał podjąć próbę potrącenia policjantów, wówczas oni zdecydowali się oddać strzały ze służbowej broni. Śląska Policja przekazała informacje, iż biorący udział w akcji policjanci, celowali w opony samochodu uciekającego.

 

Podejrzany zdołał po raz kolejny umknąć policji, jednak funkcjonariusze zdołali go zatrzymać kilka ulic dalej. Jak się okazało był on wtedy już ranny.

 

Odpowiedź na pytanie, dlaczego mężczyzna zdecydował się na ucieczkę, kiedy zbliżył się do niego policyjny patrol, przynieść ma prowadzone prokuratorski postępowanie. Wyjaśnione przez śledczych ma zostać również to, czy częstochowscy funkcjonariusze postąpili zgodnie z procedurami oddając strzały podczas pościgu za 27-latkiem.

 

Mężczyzna został zoperowany jeszcze w piątek wieczorem. W mięśniach jego pleców tkwić miała kula wystrzelona z pistoletu, jednak nie poskutkowała ona poważniejszymi obrażeniami w ciele uciekającego kierowcy i jego życie nie jest zagrożone. Wyniki badań krwi, które wykazać mają czy 27-latek mógł być pod wpływem np. alkoholu czy środków odurzających zostaną poznane najwcześniej na początku nadchodzącego tygodnia.

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Flickr

42-latek mógł jechać nawet 300 km/h. Policjanci z grupy „Speed” nie mogli go dogonić.

W ostatni weekend policjanci jechali nieoznakowanym radiowozem z viedeorejestratorem ekspresówką S7. Patrolowali trasę, gdy nagle videorejestrator ustalił prędkość samochodu kierowanego przez 42-latka na 248 km/h. Policjanci twierdzą, że jechał jednak znacznie szybciej. Wcześniej mógł mógł jechać Mercedesem nawet 300 km/h.

 

CZYTAJ TAKŻE: Zakaz handlu w niedzielę będzie częściowo zniesiony! Zmiany są niemal pewne

 

Policjanci z grupy „Speed” próbowali dogonić 42-latka na odcinku 15 km. Dopiero udało się go złapać, gdy wyprzedzające auta zajęły dwa pasy ekspresówki. Kierowca dostał 10 pkt karnych i 500 zł mandatu.

 

 

Źródło: wiadomosci.gazeta.pl / foto, wideo policja

Dziś doszło niestety do kolejnego krwawego ataku w zachodniej Europie. Napastnik przy użyciu noża śmiertelnie ranił kilku funkcjonariuszy w komendzie głównej policji w stolicy Francji. Sprawca został zastrzelony, a w mediach pojawiają się kolejne informacje na jego temat oraz o przebiegu przeprowadzonego przez niego zamachu .

 

Dramatyczne chwile miały miejsce w centrum Paryża. Mężczyzna, który dopuścił się ataku sam był pracownikiem cywilnym tamtejszej prefektury policji. Pełniąc swoje zawodowe obowiązki zajmował się sprawami administracyjnymi. Swoją pracę miał on wykonywać już od 20 lat, chociaż co ciekawe był osobą głuchoniemą. Według pojawiających się medialnych doniesień, był uważany za osobę spokojną i nie sprawiającą szczególnych problemów w pracy.

 

Atak na terenie komendy mężczyzna przeprowadził przy użyciu noża ceramicznego. Dwóch funkcjonariuszy zamordował on w biurach prefektury. Trzeciego z policjantów zabił na schodach, a czwartego na dziedzińcu komendy, czyli w pobliżu słynnej Katedry Notre Dame. Tam też nożownik został śmiertelnie postrzelony z karabinu automatycznego przez stróża porządku.

 

Trwa śledztwo, które ma wyjaśnić dokładne okoliczności tragedii jaka rozegrała się w paryskiej komendzie oraz dać odpowiedź na pytanie jakimi motywami kierował się sprawca. Jak podał portal rmf24.pl, pierwszą z jego ofiar była raniona w biurze prefektury policjantka.

 

Po ataku odcięto dostęp do miejsca, gdzie rozegrały się krwawe sceny oraz zabezpieczono okoliczne tereny w centrum miasta, w związku z tym, iż we Francji wciąż jest podwyższony stopień alarmowy ze względu na zagrożenie terrorystyczne. Przedsiębiorstwo transportowe RATP przekazało komunikat o zamknięciu stacji metra Cite, która znajduje się w bliskiej odległości od komendy. Miało się to stać ze względu na procedury realizowane w celu zapewnienia bezpieczeństwa.

 

Śledczy mieli rozpocząć rewizję mieszkania zastrzelonego napastnika, co również ma pomóc w ustaleniu czym się kierował zabijając policjantów.

 

W dniu wczorajszym miał odbywać się protest policjantów, który jest pokłosiem niezadowalających wynagrodzeń oraz innych licznych problemów we Francuskiej policji,  w tym także samobójstw popełnianych wśród funkcjonariuszy.

 

Według nieoficjalnych informacji, za bardzo prawdopodobne tło tego tragicznego w skutkach ataku śledczy uznają konflikt między pracownikiem cywilnym komendy a funkcjonariuszami. Brana pod uwagę jako możliwa jest jednak również też wersja o zamachu terrorystycznym.

 

AKTUALIZACJA:

Według medialnych doniesień, 45-letni nożownik miał zmienić wyznanie kilkanaście miesięcy temu i przejść na islam. W opinii przedstawicieli służb, prawdopodobnie mieliśmy do czynienia w tym przypadku z zamachem o podłożu islamistycznym.

 

 

 

Źródło: rmf24.pl ; TVP Info ; Twitter

 

 

 

W domu  57-letniego mieszkańca z okolic Wąbrzeźna w woj. kujawsko-pomorskim, policjanci odnaleźli potężny arsenał broni, amunicji i trotylu. Wszystko najprawdopodobniej pochodziło z czasów II wojny światowej. Jak poinformowała w sobotę rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy podinsp. Monika Chlebicz, zbiorowisko zwaliło funkcjonariuszy z nóg.

 

 

– Policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy otrzymali informacje, które należało błyskawicznie zweryfikować. Wynikało z nich, że jeden z mieszkańców powiatu wąbrzeskiego może posiadać znaczne ilości materiałów wybuchowych, broni i amunicji. Takie składowisko mogło stanowić realne zagrożenie dla bezpieczeństwa. Do działań włączyli się policjanci z Wąbrzeźna. W około południa policjanci weszli do pomieszczeń zajmowanych przez mężczyznę we wsi Wronie. To co zastali w pomieszczeniach i garażach, które użytkował w powiecie wąbrzeskim, ale także brodnickim, zaskoczyło ich samych – kontynuuje Chlebicz.

 

 

O odkryciu szybko dowiedział się prokurator, ściągnięto także saperów z jednostki wojskowej w Chełmnie. Wszelkie kroki podejmowane w miejscach, gdzie znaleziono broń zajęły kilka dni. Finalnie zabezpieczono 300 g prochu strzelniczego, lufy od karabinów i pistoletów, lufy z komorą zamkową, magazynki, karabiny maszynowe, pistolety maszynowe i rewolwery, amunicje strzelecką różnych kalibrów, pociski artyleryjskie, granaty ręczne, głowicę panzerfausta, granaty moździerzowe, bomby, minę przeciwlotniczą, zapalniki, trotyl.

 

 

W piątek, 23 sierpnia mężczyzna trafił do aresztu, aktualnie trwa śledztwo w tej sprawie. Kolekcjoner usłyszał zarzuty posiadania i zbierania materiałów wybuchowych oraz broni palnej i amunicji.

 

 

Źródło: rmf24.pl
Fot.: Policja Kujawsko-Pomorska
EM

Do nietypowego, ale bardzo pouczającego zdarzenia doszło w Szubinie, gdzie w wyniku zatrzaśnięcia się zamków w mocno nagrzanym pojeździe zostało malutkie dziecko. Matka błyskawicznie zareagowała dzwoniąc na policję, co zaowocowało skuteczną pomocą ze strony funkcjonariuszy. 

 

Mł. asp. Tomasz Bukowski wraz z kryminalnym st. sierż. Wojciechem Serówką byli już trzy minuty później na miejscu zgłoszenia. Policjanci bez chwili wahania przystąpili do działania i po uzyskaniu zgody kierującej na zniszczenie szyby wybili ją, a następnie otworzyli samochód. Niespełna półroczny maluch został przekazany mamie.

 

Po całym incydencie, gdy matka już trochę uspokoiła nerwy – opowiedziała funkcjonariuszom o tym nietypowym zdarzeniu. W związku z tym, że dziecko płakało, bo było głodne, postanowiła zjechać z trasy, by nakarmić syna. Kobieta wyłączyła silnik, a kluczyki od auta odłożyła w miejsce, gdzie podczas podróży wkłada się napoje i wyszła z pojazdu zamykając za sobą drzwi. Kiedy zamierzała wyciągnąć dziecko z auta okazało się, że wszystkie drzwi do pojazdu, z niewiadomych przyczyn, się zatrzasnęły.

 

Losowe przypadki zawsze się zdarzają, dlatego w takich momentach trzeba działać błyskawicznie. Każda sekunda może być na wagę życia…

 

Źródło: policja.pl

Foto: YouTube/zrzut ekranu