Choć czasy są wyjątkowe na tle ostatniego dziesięciolecia, ponieważ cały świat zmaga się z zagrożeniami jakie niesie ze sobą rozprzestrzenianie się koronawirusa, to jednak w międzynarodowej polityce następują zmiany, które mogą być bardzo ciekawe dla osób interesujących się geopolityką i układem sił na świecie. Do przemian tego typu z pewnością zaliczyć można dołączenie kolejnego państwa do Sojuszu Północnoatlantyckiego.

 

Warto mieć na uwadze, że przystąpienie tego kraju do NATO było poprzedzone długą i można ocenić też, że niełatwą drogą wymagającą pewnych zmian.

 

Witamy Macedonię Północną w NATO. To była długa droga, ale wszystkie wasze wysiłki się opłaciły. Formalny proces akcesyjny dobiegł końca i cieszymy się, że 30. członek Sojuszu jest z nami

– zakomunikował za pośrednictwem Twittera sekretarz generalny sojuszu Jens Stoltenberg.

 

Trudny proces przygotowań do wstąpienia w szeregi NATO wiązał się z trwającym przez około 30 lat spór z Grecją o nazwę kraju. Staniem strony greckiej, władze państwa ze stolicą w Skopje niesłusznie roszczyły sobie prawa do nazwy „Macedonia”, choć jest to określenie historycznej części dziedzictwa kulturowego Grecji. Stąd też władze w Atenach blokowały przez lata możliwość przystąpienia do NATO tego kraju.

 

Wraz z podejmowaniem działań wiążących się ze zmienianiem nazwy kraju, wielu Macedończyków uczestniczyło w zamieszkach na ulicach. Ostatecznie jednak, kraj przyjął nową nazwę- Macedonia Północna.

 

Finalnie, państwo to stało się członkiem NATO po złożeniu stosownego dokumentu w Departamencie Stanu oraz ratyfikacji protokołu dokonanej przez wszystkie państwa członkowskie, w tym również blokującą wcześniej tę decyzję Grecję.

 

Macedonia Północna stała się teraz częścią rodziny NATO, rodziny trzydziestu narodów i prawie miliarda ludzi, rodziny opartej na pewności, że bez względu na stojące przed nami wyzwania, wszyscy razem jesteśmy silniejsi i bezpieczniejsi

– stwierdził w opublikowanym wpisie Jens Stoltenberg.

 

 

Źródło: Twitter/@jensstoltenberg ; Wprost.pl

Fot.: Flickr

Po braku zgody PO oraz Konfederacji na zrealizowanie wczorajszego posiedzenia Sejmu w formie zdalnej, na obie partie spadł ogrom krytyki. Niezrozumienie wobec tej postawy wyrazili zarówno posłowie z PiS’u, PSL’u jak i Wiosny. Robert Biedroń stwierdził nawet, że partie te igrają z ludzkim zdrowiem i życiem. 

 

 

Mimo wszystko czwartkowe obrady odbyły się, lecz zamiast zachować powagę i dać przykład, posłowie największej opozycyjnej partii ponownie się skompromitowali. Podczas posiedzenia robili sobie selfie w maskach, kpili sobie z zaleceń odnośnie zachowania bezpiecznej odległości  czy siedzieli na telefonach wypowiadając się w mediach społecznościowych.

 

 

 

 

Czarę goryczy przelał poseł Koalicji Obywatelskiej Witold Zembaczyński, który na swoim twitterze napisał:

„Tu jest Sejm i my pracujemy. Gdzie jest mały tchórz z Żoliborza, czy sam siebie chroni, a Polaków w maju do urn popycha? #wyPAD2020

 

Co ciekawe Jarosław Kaczyński, o którym był ten wpis, siedział w tym momencie na sali plenarnej i brał udział w posiedzeniu. Wpis szybko zniknął z portalu.

 

 

Do wszystkich tych żenujących zachowań odniósł się Robert Mazurek z RMF i podczas wywiadu zapytał Grzegorza Schetynę co o tym myśli. Ten zachował się jak należy i przyznał, że „To nie przystoi. Sytuacja jest zdecydowanie poważna.”

Całość wywiadu tutaj:

 

 

Co o tym wszystkim myślicie? Czy jest coś co może usprawiedliwić posłów opozycji?

 

 

Źródła: youtube/@Fakty RMF FM; twitter/@Rybitzky; twitter/@SzczepanskiKuba; twitter/@bukarolbu

https://www.dorzeczy.pl/kraj/134175/schetyna-krytykuje-poslow-po-to-nie-przystoi.html

https://www.dorzeczy.pl/kraj/134119/selfie-w-maseczce-co-robia-poslowie-opozycji-w-sejmie.html

Tak mocnych słów w polskim świecie polityki dawno nie było. W internecie rozgorzała wielka dyskusja i wymiana zdań pomiędzy przedstawicielami różnych opcji politycznych. 

 

 

Wszystko rozpoczęła się od propozycji Marszałek Sejmu Elżbiety Witek, aby jutrzejsze posiedzenie Sejmu zorganizować częściowo zdalnie, by nie narażać zdrowia i życia posłów i uchwalić w ten sposób zmiany w regulaminie Sejmu na czas pandemii.

 

 

Decyzja, czy tak rzeczywiście się stanie miała zostać przez Prezydium Sejmu na dzisiejszym posiedzeniu. Podczas obrad okazało się, że przedstawiciele dwóch partii politycznych – Konfederacji oraz Platformy Obywatelskiej nie wyrazili na to zgody. Członkowie PO twierdzili, że głosowanie zdalne nie jest przewidziane w regulaminie Sejmu, który właśnie ma zostać zmieniony. Jak się okazuje, jest to prawda, lecz gdyby doszło do konsensusu, czyli zgody wszystkich partii, zmiana mogłaby wejść w życie.

 

Jednak to, co najważniejsze, miało miejsce w czasie dyskusji Prezydium. W pewnym momencie doszło do kłótni i jak podaje Małgorzata Gosiewska, z ust kandydatki na fotel prezydenta – Małgorzaty Kidawy-Błońskiej padły słowa „konstytucja jest ważniejsza od ludzkiego życia”.

 

 

 

Po tych szokujących słowach vice-marszałek Sejmu z ramienia PiS opuściła posiedzenie.

Szybko pojawiły się głosy oburzenia i zniesmaczenia tymi doniesieniami. Poseł partii rządzącej Bartosz Kownacki posunął się daleko w swojej krytyce wobec PO i Konfederacji, a przede wszystkim wobec Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

 

 

 

Na tego twitta bardzo szybko i uszczypliwie odpowiedziała Konfederacja.

 

 

Jednak najważniejsza w tej dyskusji jest odpowiedź jedynej kobiety startującej w tym roku w wyborach prezydenckich.

Zaprzeczyła ona, aby z jej ust padły cytowane wcześniej słowa, choć przyznała że doszło do sprzeczki. Wykorzystała sytuację by odwrócić kota ogonem i oskarżyć PiS o to, że oni sami zamiast zająć się obywatelami, tworzą kampanię Andrzeja Dudy. W czasie wywiadu z TVN24 dodała, że według niej „nie ma nic ważniejszego od ludzkiego życia”.

 

 

 

Takie słowa z ust kandydata na prezydenta są niedopuszczalne. Mimo, że Kidawa-Błońska im zaprzecza, to nie zapowiedziała pociągnięcia do odpowiedzialności przed sądem vice-marszałek Gosiewskiej, co wydaje się zastanawiające. Komu wierzyć w takiej sytuacji?

 

 

Źródła:

twitter/@M_K_Blonska

twitter/@KownackiBartosz

twitter/@MMGosiewska

https://tvn24.pl/polska/koronawirus-w-polsce-malgorzata-kidawa-blonska-odpowiada-na-wpis-malgorzaty-gosiewskiej-takie-zdanie-nie-padlo-4513985

https://dorzeczy.pl/kraj/133940/konstytucja-wazniejsza-od-ludzkiego-zycia-kidawa-blonska-szokuje.html

Niektórzy po wprowadzeniu w Polsce kwarantanny zaczęli od razu żartować, że ludzie długo nie wytrzymają ze sobą siedząc cały czas pod jednym dachem. Każdy zaśmiał się wtedy pod nosem, jednak nie brał tego na poważnie.

 

Jak się jednak okazuje, w Chinach gdzie sytuacja z koronawirusem jest już niemal całkowicie opanowana, pojawiają się nowe problemy. Tym oczywistym, który będzie dotyczył każdego kraju dotkniętego pandemią, są straty gospodarcze. Kolejny z nich jest nieco mniej oczywisty.

 

Jak mówią przedstawiciele władz, wraz z końcem epidemii, pojawiła się masa wniosków o rozwód, składana przez chińskie małżeństwa. Naturalnie fakt ten łączony jest z kilkumiesięczną kwarantanną jaka miała miejsce w Chinach. Jednakże liczby podawane przez urzędników mogą być szokujące. Lu Shijun – szef urzędu rejestracji związków, mówi o ponad 300 wnioskach złożonych przez ostatnie trzy tygodnie jedynie w aglomeracji Dazhou, a w mieście Xi’an regularnie osiągana jest maksymalna dopuszczalna dzienna liczba wniosków o rozwód.

 

Chińscy urzędnicy biorą oczywiście poprawkę na to iż ze względu na czasowo zamknięte urzędy, liczba wniosków skumulowała się, jednak nadal zdecydowanie przewyższyła ona ich oczekiwania i możliwości.

Czy nagły wzrost wniosków rozwodowych to rzeczywiście następstwo domowej izolacji i ciągłego przebywania ze sobą par, dowiemy się także w Europie za kilkadziesiąt dni, kiedy to miejmy nadzieję koronawirus będzie zbierał coraz mniejsze żniwo na Starym Kontynencie.

 

Niektórzy żartują sobie także, że przymusowa kwarantanna może przynieść nam duży przyrost urodzeń za około 9 miesięcy. Z ciekawością sprawdzimy także i tą hipotezę. Kto wie, być może kwarantanna okaże się większym bodźcem do zakładania rodziny, aniżeli  wszelkie programy socjalne czy polityka prorodzinna.

 

Źródło:

https://www.dailymail.co.uk/news/article-8108385/Divorce-cases-spike-China-couples-spend-time-coronavirus-quarantine.html?utm_campaign=fullarticle&utm_medium=referral&utm_source=inshorts

Trwa kampania wyborcza przed dniem, kiedy Polki i Polacy po raz kolejny wybiorą osobę piastującą stanowisko głowy państwa. O reelekcję ubiega się również obecnie urzędujący Prezydent RP- Andrzej Duda. Niestety jednak, w trakcie zmagań kandydatów nie tylko mamy do czynienia ze słownymi starciami i ostrymi wymianami zdań, ale także z agresywnymi zachowaniami wobec osób angażujących się w zbieranie podpisów dla poszczególnych kandydatów.

 

W ostatnim czasie doszło do skandalicznego incydentu, który zarejestrował obiektyw kamery. Zaatakowany fizycznie został bowiem jeden z wolontariuszy współpracujących z posłem Sebastianem Kaletą (PiS). Mężczyzna został brutalnie potraktowany przez zakapturzonego i jak napisał poseł Kalera zamaskowanego napastnika, który akurat przechodził obok osób zbierających podpisy na listach poparcia dla kandydatury Prezydenta Andrzeja Dudy.

 

Dzięki działaniom funkcjonariuszy z Komendy Stołecznej Policji, zidentyfikowano sprawcę ataku oraz doprowadzono do jego stosunkowo szybkiego zatrzymania.

 

Na facebookowej stronie Sebastiana Kalety opublikowany został materiał filmowy, na którym uchwycony został moment opisanego zdarzenia.

 

Atak na wolontariusza zbierającego podpisy dla Prezydenta Andrzeja Dudy

Do tego prowadzi hejt. Policja opublikowała nagranie z ataku na mojego wolontariusza, który w sobotę zbierał podpisy poparcia dla Prezydenta Andrzeja Dudy.Napastnik celowo sie zamaskował, zatem działał z premedytacją. Piękne zachowanie przechodniów i działania wykrywcze Komendy Stołecznej Policji. Dziękuję za szybką reakcję i złapanie sprawcy.

Gepostet von Sebastian Kaleta am Dienstag, 3. März 2020

 

Warto mieć też na uwadze, że niestety nie jest to pierwsze tego typu zajście, kiedy wolontariusze kandydatów stają się ofiarami agresywnie zachowujących się oponentów. W poniższym artykule opisaliśmy sytuację, kiedy zaatakowane zostały osoby zbierające podpisy pod kandydaturą Krzysztofa Bosaka z Konfederacji:

PILNE! Atak na działaczy Konfederacji

 

 

Źródło: Facebook/@sjkaleta

 

Do sporów polityków podczas telewizyjnych dyskusji raczej niemal wszyscy zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Od kilku lat bowiem, na co dzień obserwujemy ścieranie się polityków reprezentujących partię rządzącą oraz jej koalicjantów, którzy na różne tematy w różnym czasie z przedstawicielami opozycji, co raz znajdującej inne tematy, w których zarzucają władzy łamanie praworządności i brak szacunku dla demokratycznych wartości. Co jednak ciekawe, może się zdarzyć, że w trakcie takich rozmów w studiu telewizyjnym dochodzi do wymiany zdań pomiędzy przedstawicielami opozycji, a nawet ugrupowań będących swego czasu w koalicji.

 

Opisana sytuacja miała miejsce w programie „Minęła 8” na antenie TVP Info. Jednym z tematów było wówczas też przeznaczanie środków na onkologię i sytuacja w służbie zdrowia, czyli kwestie które po raz kolejny elektryzują społeczeństwo.

 

Wśród zaproszonych gości znalazł się również Poseł Szramka klubu „Koalicja Polska”. Polityk ten wywodzi się z ruchu Kukiz’15, jednak podobnie jak pozostała część tego ugrupowania dołączył on do klubu PSL tworząc wspólny koalicyjny klub.

 

Poseł Szramka stwierdził w pewnym momencie, że Platforma Obywatelska rządziła źle i poniosła za to konsekwencje. Posłanka PO-KO postanowiła szybko przypomnieć mu jednak, kto w tamtym czasie rządził wspólnie z jej partią.

 

W reakcji na słowa posłanki w studiu zapanował śmiech, od którego powstrzymać nie mógł się również prowadzący program „Minęła 8” Adrian Klarenbach.

 

 

 

Źródło: TVP Info ; Twitter/@pikus_pol

 

Ludzie związani z Konfederacją, niestety niejednokrotnie popełniali wpisy czy wypowiedzi, które raczej szkodziły temu prawicowemu środowisko, aniżeli pomagały w zdobywaniu sympatii wyborców. Wyjątkowe kontrowersji wzbudza od czasu do czasu zachowanie oraz poglądy głoszone przez Janusza Korwina-Mikke. Tym razem wielu zbulwersować mogło to jak odniósł się do tematu koronawirusa. Zareagować na takie stawianie sprawy przez posła, postanowił m.in. szanowany wśród narodowców i przedstawicieli środowiska kresowiaków ksiądz.

 

Obecnie cały świat obserwuje to w jakim stopniu rozwija się epidemia koronawirusa. Ludzie śledzą dane dotyczące kolejnych przypadków zachorowań w różnych krajach i obawiają się o to kiedy uda się zahamować rozprzestrzenienia się wirusa, którego początek miał mieć miejsce w chińskim Wuhan. Do sprawy w dosyć nietrafiony sposób odniósł się też prezes partii Wolność.

 

– Wirus zabijający 10% zarażonych to nie „broń biologiczna” lecz środek na polepszenie puli genetycznej narodu i ludzkości (bo umierają najsłabsi i najmniej przezorni)!!

– Napisał poseł Janusz Korwin-Mikke w opublikowanym na Twitterze wpisie.

 

Wielu osób poczuło się urażonych faktem, że w czasie kiedy kolejne osoby na świecie umierają w związku z chorobą wywoływaną przez koronawirus, polski parlamentarzysta pisze o „polepszaniu puli genetycznej narodu”. Wielu osobom takie stwierdzenia kojarzyć mogą się z ideologiami potępianymi w historii naszej cywilizacji. Niektórzy z internautów zwrócili uwagę na fakt, że wirus ten atakuje w dużej mierze osoby starsze z osłabioną odpornością organizmu. Wśród komentarzy pojawiających się na portalach społecznościowych, znaleźć można głosy mówiące, że autorzy nie życzą nikomu źle, ale Janusz Korwin-Mikke nie powinien głosić takich poglądów, tym bardziej, że sam jest już w dosyć poważnym wieku.

 

Wypowiedź polityka Konfederacji skomentował również znany ze swoich prawicowych poglądów znany polsko-ormiański duchowny ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

 

– Hitler i Himmler też starali się polepszyć „pulę genetyczną narodu i ludzkości”. Tyle, że za pomocą cyklonu B. Zaczęli już w 1937 r. od likwidacji osób niepełnosprawnych i chorych, którzy też byli „najsłabsi i najmniej przezorni”. Memento mori, Panie Pośle!

– stwierdził ksiądz na swoim facebookowym profilu odnosząc się do opinii wygłoszonej przez Korwina-Mikke.

 

 

Źródło: doRzeczy.pl ; Twitter/@JkmMikke ; Facebook/Tadeusz Isakowicz-Zaleski

Fot.: Flickr

 

Ta wypowiedź posła z klubu Konfederacja może być uznana za naprawdę kontrowersyjną, a nawet krzywdzącą dla niektórych osób, zmagających się w uboższych częściach kraju, z trudnościami jakie niosą im na co dzień problemy komunikacyjne. Zdania mimo to mogą być jednak podzielone, choć ciężko znaleźć dla tego typu twierdzeń uzasadnienie w panującej rzeczywistości.

 

Słowa Dobromira Sośnierza, które wywołały pewne poruszenie w studiu, padły podczas programu „Polityka na Ostro” prowadzonym przez Agnieszkę Gozdyrę na antenie stacji Polsat News.

 

W czasie dyskusji, posłanka Beata Maciejewska mówiła o problemie jaki ma miejsce na terenie województwa pomorskiego, gdzie według jej słów, w około 90 miejscowościach trzeba iść godzinę, aby dotrzeć na przystanek, a do niektórych komunikacja publiczna ma wcale nie docierać. Na te twierdzenia postanowił zareagować poseł Sośnierz, który stwierdził, że „Ludzie po prostu kupują samochody„.

 

Takie spojrzenie na tę sprawę rozbudziło emocje w studiu. Prowadząca dopytywała posła, czy nie jest on „oderwany od rzeczywistości„.

 

– Ktoś ma 5 km do przystanku i mówi sobie: „a nie będą chodził, kupię sobie auto”, hm?

– mówiła dziennikarka po wypowiedzi polityka Konfederacji.

 

Beata Maciejewska oceniła natomiast, że Dobromir Sośnierz nie wie „jak wygląda życie w małych miejscowościach„. Nieprzychylnie na twierdzenia posła zareagował też obecny w studiu polityk Zjednoczonej Prawicy. Przedstawiciel Konfederacji bronił jednak swojego poglądu.

 

– Znowu marnujemy pieniądze na państwowe autobusy, które będą nieefektywne, zamiast dać ludziom zarobić

– argumentował w rozmowie poseł Sośnierz.

 

Adam Banaszak z partii Porozumienie powiedział podczas tej wymiany zdań, że likwidacja wykluczenia transportowego skutkowałaby napędzeniem gospodarki, jednak również z tym nie zgodził się poseł Konfederacji. W jego ocenie takie twierdzenia są nieprawdziwe, a inwestowanie w likwidację tego problemu to „irracjonalna alokacja kapitału”.

 

 

 

Źródło: Polsat News ; doRzeczy.pl

Fot.: YouTube/Telewizja Republika (zrzut z ekranu)

 

Ranking przedstawiający pięćdziesięciu najbogatszych polskich polityków został przedstawiony na łamach tygodnika „Wprost”. Według podanych danych, gdyby zsumować zgromadzone sumy przez pierwszą dziesiątkę, łączna kwota wyniosłaby 238 milionów złotych. Wielu może być jednak zaskoczonych tym, kto figuruje w tej części listy.

 

Co warte uwagi, w czołówce najbogatszych polskich polityków nie znalazł się ani Jarosław Kaczyński, ani Borys Budka, czyli szefowie największych i najpopularniejszych polskich klubów parlamentarnych. Zdziwić może również fakt, że szefa polskiego rządu Mateusza Morawieckiego dzielą miliony złotych od plasującego się na pierwszej pozycji tego rankingu polityka.

 

Liderem na tym polu okazuje się być bowiem poseł Artur Łączki z Platformy Obywatelskiej, będący też współwłaścicielem oraz prezesem spółki Baltic Gryf Apartments. Spore pieniądze miał on zarobić dzięki swojej działalności w branży hotelarskiej. Dysponować ma majątkiem na poziomie ok. 45 milionów złotych.

 

Drugi w rankingu polityk to wiceminister rozwoju Andrzej Gut-Mostowy. Poza piastowaniem tego stanowiska, zajmuje się on również prowadzeniem wyciągu narciarskiego, hotelu, a także karczmy w stolicy polskich Tatr. Jego majątek oceniany jest na ok. 42,5 miliona złotych.

 

Na trzecim miejscu znalazł się poseł Grzegorz Biernacki z klubu Prawo i Sprawiedliwość, który odpowiadał również za stworzenie SKOK-ów. Zgromadzone przez niego oszczędności wynosić mają ok. 40,5 miliona złotych.

 

Dopiero na siódmej pozycji opublikowanego przez „Wprost” zestawienia znalazł się premier Mateusz Morawiecki. Posiadany przez niego majątek stanowić ma około 12,7 miliona złotych. Przed nim znaleźli się poza wymienioną pierwszą trójką też tacy politycy jak senatorowie Beniamin Godyla i Robert Dowhan, a także poseł Adam Cyrański. Parlamentarzyści ci reprezentują opozycję.

 

Jak podaje portal innpoland.pl, pomimo tego iż tak spora suma dzieli najbogatszego posła od szefa rządu, to jednak Mateusz Morawiecki ma być i tak najzamożniejszym premierem w historii Polski.

 

 

Źródło: Wprost ; Innpoland.pl

Fot.: Pixabay ; Flickr