W XXI wieku internet jest tak szeroko dostępny, że dzięki jego dobrodziejstwom, dzielić mogą się swoimi przemyśleniami oraz informacjami ludzie ze wszystkich kontynentów, nawet początkowo nie będąc zbyt rozpoznawalnymi osobami. To też niestety przekłada się na możliwość korzystania z różnych portali przez podejrzanych ludzi mogących dopuścić się naprawdę okrutnych zbrodni. Niejednokrotnie dochodziło bowiem do sytuacji, że takie platformy jak YouTube były używane przez terrorystów, psychopatów czy przestępców. Kolejny taki przypadek potwierdza, że nie jest to nic niepowtarzalnego.

 

W tej sytuacji, mieliśmy do czynienia z naprawdę przerażającą dla wielu sprawą. Pewien meksykański YouTuber odpowiadając za swój czyn, usłyszał wyrok aż 50 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo został on zobowiązany przez sąd do 500 000 pesos, co daje w przeliczeniu równowartość około 100 000 złotych.

 

Germán Abraham Loera Acosta był wcześniej osobowością zyskującą popularność w Meksyku przez swoją aktywność internetową, a także zajmował się szefowaniem w firmie marketingowej. Jak informuje gazeta „El Pais”, ten młody człowiek dzielił się na swoim kanale motywacyjnymi poradami. Miał też brać udział w Światowym Kongresie Liderów Pokoju, a nawet… wygłosić przemówienie. To mocno kontrastuje z tym za co odpowiadał przed sądem.

 

YouTuber znalazł się w grupie sześciu osób skazanych w sprawie porwania 33-letniej prawniczki. Miało do tego dojść w lutym 2018 roku, a Loera Acosta miał odegrać w tym przestępczym procederze poważną rolę. Według ustaleń śledczych wynajął on bowiem dom, w którym przetrzymywano kobietę. Jak twierdzi prokurator Cesar Peniche, mężczyzna miał też korzystając ze swojego doświadczenia w komunikacji internetowej, wykorzystywać sieć do prób ustalenia warunków porwania.

 

Meksykanin zażądał okupu w wysokości 2 milionów pesos, czyli równowartość około 400 tysięcy złotych. Na szczęście służby zdołały uratować porwaną dwa dni po tym, gdy wbrew jej woli pozbawiono ją wolności.

 

 

Źródło: YouTube ; o2.pl

Fot.: Public Domain Pictures (zdjęcie poglądowe)

Dziś cała Polska żyje sprawą 10-letniego Ibrahima, który został odebrany siłą matce pod jednym z bloków w Gdyni. Kobieta miała zostać uderzona przez swojego byłego partnera, a następnie chłopiec został wciągnięty do srebrnego kombii. Mężczyzna, który zorganizował porwanie to Marokańczyk mieszkający w Belgii, będący biologicznym ojcem dziecka. Przy okazji prowadzenia działań policji i straży granicznej realizowanych w celu odnalezienia 10-latka, uruchomiony został system „Child Alert”. Najnowsze doniesienia dotyczące porwania chłopca można uznać jednak za nieoczekiwany zwrot w tej sprawie.

 

Podczas spotkania z dziennikarzami, matka 10-letniego Ibrahima poinformowała, że rozmawiała ze swoim dzieckiem, ponieważ przed południem zatelefonował do niej były partner i zezwolił na taką rozmowę, zastrzegając jednak, aby nie pytała gdzie obecnie się znajdują. Chłopiec zapytał matkę czy po niego przyjedzie, ale był spokojny. Zdaniem kobiety mógł to być skutek podania mu leków.

 

Matka krytycznie wypowiadała się również o działaniach policji w tej sprawie i pomocy otrzymywanej ze strony polskiego państwa. Zapowiedziała też, że zamierza jechać do Belgii w ramach poszukiwania swojego syna. Według jej słów, jej były partner miał mieć konflikt z prawem w związku z przemytem narkotyków.

 

Najnowsze doniesienia jakie przekazał Polsat News, powołując się na źródła u prokuratury w Antwerpii, rzucają nowe światło na tę sprawę i dla wielu informacje te mogą być zaskakujące.

 

Choć od rana media podawały w przekazywanych wiadomościach, że Marokańczyk miał stosować przemoc i stracił decyzją belgijskiego sądu prawa rodzicielskie, to jak się okazuje, zdaniem belgijskiej prokuratury, Polka nie miała prawa wywieźć chłopca z Belgii.

 

– Belgijski sąd rodzinny w październiku 2018 r. wydał wyrok, na mocy którego dziecko miało zostać w Belgii z ojcem, a nie z matką w Polsce

– przekazała korespondentka stacji Polsat News.

 

Jak przekazano na antenie tej telewizji, według prawa obowiązującego w Belgii, w przypadku rozstania się rodziców, priorytetem jest to, aby dziecko pozostało w kraju, w którym do tego momentu mieszkało. Dlatego też według strony belgijskiej, wywiezienie dziecka miało być na podstawie tych najnowszych doniesień nielegalnym działaniem.

 

W związku z takim obrotem sprawy, wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik przekazał, że strona polska może wystąpić do ministra sprawiedliwości Belgii, aby uzyskać informacje na temat tego co działo się w sprawie tej rodziny.

 

 

Źródło: Polsat News ; wp.pl

Pięciu kierowców zostało zwabionych w pułapkę, a następnie potraktowanych w bestialski sposób. Tylko jednemu z nich udało się uciec i uratować własne życie. Niestety pozostałych czterech mężczyzn nie udało się ocalić i zostali oni zamordowani przez gangsterów.

 

Motywem do dokonania okrutnej zbrodni, miała być dla gangu z pozoru nie zbyt poważna sprawa. Chodziło, bowiem o to iż jeden z kierowców Ubera nie zrealizował zleconego przejazdu. Miał on przyjechać po matę mężczyzny, który później jak wszystko na to wskazuje, w ramach odwetu zlecił porwanie i zabicie innych przypadkowych kierowców. Tak sprawę opisuje „The Washington Post”.

 

Gangsterzy zamówili przejazdy aplikacjami przewozowymi (Ubera oraz konkurencyjnej firmy), wzywając kierowców na tereny faweli w brazylijskim mieście Salwador. To tam zaczął się cały horror.

 

Klienci, którzy okazali się być przestępcami, przystawili kierującym mężczyzną broń do głowy i kazali odjechać w odosobniony rejon. Dziennikarze dowiedzieli się o tym jak wyglądało to straszne zdarzenie od jedynego z piątki kierowców, który zdołał uciec i opowiedzieć o tym co się stało.

 

Napastnicy po dokonaniu porwania znęcali się nad swoimi ofiarami. Przy dokonywaniu tortur mieli nawet nie ukrywać swoich twarzy. W pewnym momencie, jeden z porwanych mężczyzn wyrwał broń jednemu z oprawców co doprowadziło do szarpaniny. W jej trakcie inny z mężczyzn, którzy padli ofiarą tego odwetu, zdecydował się wykorzystać moment nieuwagi bandytów i uciekł z chaty, w której byli przetrzymywani oraz torturowani.

 

Człowiek, który wydostał się z rąk bandziorów zaalarmował służby. Po informacji od ocalałego, funkcjonariusze policji udali się na miejsce przebywania porywaczy i otoczyli je. Doszło do wymiany ognia, podczas której polegli wszyscy z biorących w niej udział gangsterów.

 

Niestety zwłoki porwanych, a potem zamordowanych kierowców, policja odnalazła kilka dni później. Ciała znajdowały się w foliowych torbach. Co warte podkreślenia, martwego znaleziono również gangstera, który miał zlecić całą akcję w ramach odwetu za niezrealizowany przejazd zamówiony dla jego matki.

 

Zwłoki zleceniodawcy miały być przywiązane do drzewa i podziurawione kulami z broni palnej.

 

 

 

Źródło: The Washington Post ; o2.pl

Fot.: Pixabay ; Flickr

 

 

Przestępstwa popełniane na dzieciach są czymś co wyjątkowo bulwersuję opinię publiczną na świecie. W związku z tym, funkcjonariusze służb idący z pomocą dla tych najmniejszych, niejednokrotnie wspominają o tym, że muszą w takich sprawach podejść w szczególny sposób i wyjątkowo starać się zachować zimną krew. Zapewne bardzo podobnie sytuacja wyglądała w tym przypadku.

 

Pół roku po porwaniu 8-letniej dziewczynki, policja zdecydowała się upublicznić nagranie, na którym zarejestrowano moment wejścia funkcjonariuszy do hotelowego pokoju zajmowanego przez porywacza.

 

Cały dramat porwanego dziecka rozegrał się na terenie stanu Teksas w dniu 18 maja. 8-latka była w trakcie spaceru ze swoją mamą w Forth Worth. W pewnym momencie, siłą odebrał matce córkę 51-letni mężczyzna- Michael Webb. Kobieta próbowała go powstrzymać, jednak pomimo jej rozpaczy, porywacz zabrał dziecko do samochodu i odjechał. Zaalarmowana przez nią policja szybko przeszła do działania.

 

 

 

Źródło: YouTube/Inside Edition ; sluzbywakcji.pl

 

Jest jedną z najwybitniejszych polityków w swoim kraju. Kilka dni temu została porwana z domu.

Seham Sergewa – to jedna z najbardziej znanych polityków w Libii. Działa na rzecz praw kobiet. Jest niezależnym głosem wśród rządu libijskiego.

Jak informuje rodzina Seham została uprowadzona z jej domu w Bengazi przez uzbrojoną policję i słuch po niej zaginął.

Według członków rodziny, którzy prosili, aby nie podawać nazwiska z obawy przed zemstą, około dwunastu zamaskowanych i uzbrojonych mężczyzn przybyło do domu Sergewy około godziny 14 w środę.

Jej mąż został postrzelony, a jeden z jej synów pobity. Zarówno syn jak i mąż przebywają obecnie w szpitalu.

Rodzina stwierdziła, że nie wie, gdzie przetrzymywana jest kobieta i nikt nie ma pozwolenia na wizytę w szpitalu. Policja skonfiskowała także komórkę.

Uprowadzenie kobiety wywołało poruszenie. Rząd z Trypolisu powiedział, że jest to „naturalna konsekwencja braku swobód publicznych na obszarze kontrolowanym przez przywódcę wojskowego.

Rząd zaapelował o pilną interwencję ONZ w tej sprawie. Chce także pociągnąć do odpowiedzialności sprawców porwania.

„Wymuszone zaginięcie, bezprawne aresztowanie i uprowadzenie w oparciu o poglądy polityczne lub afiliacje stanowią poważny cios dla rządów prawa.” – można przeczytać w oświadczeniu ONZ.

Źródło: cnn.com

Foto: screen YouTube

 

 

Dziś w Grodzisku Mazowieckim odbył się pogrzeb Pawła Żukowskiego, ojca zaginionego Dawida. Chociaż chłopca wciąż nie odnaleziono, to ciało mężczyzny spoczęło już na cmentarzu.

 

Przypomnijmy: od środy trwają poszukiwania 5-letniego Dawida Żukowskiego. Chłopiec zaginął najprawdopodobniej pod Grodziskiem Mazowieckim, a jego ojciec popełnił samobójstwo pod kołami pociągu. Chłopca wciąż nie odnaleziono.

 

Tą sprawą żyje cała Polska. Historia rodziny i nowe fakty z procesu poszukiwania chłopca elektryzują opinię publiczną. Niestety, choć wszyscy liczą na odnalezienie Dawida żywego, już ponad tydzień trwają wciąż nieskuteczne poszukiwania. Szanse na znalezieniu go przy życiu są w tej chwili bardzo małe.

 

Dziś także pochowano ojca Dawida, Pawła Żukowskiego. Ciało mężczyzny dokładnie przebadali policyjni technicy, wczoraj oględzinom poddano jego ubranie z momentu tragedii.

 

Trumnę pogrzebano już na cmentarzu w Grodzisku Mazowieckim. Ceremonia miała charakter prywatny, uczestniczyła w niej tylko rodzina. Zdjęcia z pogrzebu przekazała mediom Polska Agencja Prasowa. Można je obejrzeć klikając tutaj.

 

źródło: Interia.pl, PAP

foto: Wikipedia.pl/ Zdjęcie poglądowe

Można z pełną świadością przyznać, że przez ostatnie kilkanaście miesięcy, walka służb ze zorganizowaną przestępczością opartą na środowisku pseudokibiców, zaostrzyła się, a jej efekty są widoczne. Pokazuje to chociażby przykład rozbicia gangów złożonych z bojówkarzy identyfikujących się z Górnikiem Zabrze, Ruchem Chorzów czy Wisłą Kraków, do czego przyczyniły się zeznania niektórych członków tych grup, w tym słynnego już „Miśka”, a właściwie Pawła M., który był liderem bojówki Wisły. Przy wszystkich tych sprawach wychodzi na jaw, że gangi pseudokibiców były zdolne realizować w Polsce poważne przestępcze procedery. Tak też było w przypadku gangu braci Z., którego niektórzy z członków sympatyzowali z Cracovią.

 

Przed Sądem Okręgowym w Krakowie toczy się postępowanie w sprawie uprowadzenia dla okupu dokonanego przez gangsterów powiązanych ze środowiskiem pseudokibiców Cracovii. Ofiara porywaczy miała być dodatkowo przez nich torturowana.

 

Na ławie oskarżonych znalazło się siedmiu podejrzanych w wieku 22-35 lat. Są to zatrzymani w związku z tą sprawą: bracia Mariusz Z. i Jakub Z., a także Michał B. , Damian H. , Mariusz G., Dawid W. oraz Ormianin Tigran P. W sprawie postanowił współpracować Krystian K., ps. „Klemens”, którego zeznania pogrążyły oskarżonych członków grupy.

 

Prokuratura stawia im zarzut, zgodnie z którym 4 grudnia 2017 r, dokonali oni uprowadzenia Patryka P. Z siódemki oskarżonych, Damian H. miał być odpowiedzialny za udostępnienie posesji, na której przetrzymywano ofiarę, a pozostałych sześciu brało w przestępstwie czynny udział.

 

Wywodzący się z romskiej rodziny Patryk P. miał zostać zwabiony przez gangsterów pod siłownię na terenie krakowskich Swoszowic. Tam został obezwładniony, skrępowany i zaciągnięty do bagażnika, a następnie przewieziony do budynku mieszkalnego przy ulicy Tynieckiej. Tam pokrzywdzony był przetrzymywany, torturowany i bity przez swoich oprawców. Porywacze znęcali się nad Patrykiem P. m.in. przez nacinanie nożem palców prawej dłoni oraz małżowiny lewego ucha, a także złamanie nogi w kolanie na zakończenie całej akcji, już po otrzymaniu okupu ojca ofiary. Zachowanie członków grupy było okrutne wobec uprowadzonego mężczyzny. Tigran P. miał grozić mu również bronią palną. Porywacze straszyli pozbawieniem życia jego, a także skrzywdzeniem jego bliskich. W trakcie porwania, gangsterzy zabrali mu też klucze do mieszkania, które pojechali okraść. Z domu Patryka P. zniknąć miała biżuteria, perfumy, a także obuwie. Jak się jednak okazało, sam porwany był wcześniej kolegą swoich oprawców i prawdopodobnie robił z nimi interesy.

 

W trakcie działań policji i zatrzymywania członków gangu doszło do zastrzelenia jednego z gangsterów. Był to Adrian Z. ps. ‚Zielony’, który zginął na terenie gminy Zielonki, kiedy antyterroryści przeprowadzali akcję zatrzymania w domu, w którym przebywał wraz z innymi podejrzanymi. ‚Zielony’ miał rzucić się na funkcjonariusza, wówczas inny policjant postrzelił gangstera. Pomimo reanimacji, nie udało się uratować życia Adrianowi Z. Tragicznie zmarły podejrzany, był bratem innych biorących udział w porwaniu- Mariusza Z. oraz Jakuba Z. W związku z tą sytuacją, wobec funkcjonariusza policji, który oddał śmiertelny strzał wszczęto postępowanie wewnętrzne ws. nieumyślnego spowodowania śmierci.

 

Uprowadzenie dla okupu oraz znęcanie się nad Patrykiem P. miało być formą rozliczenia z nim. Zdaniem członków grupy braci Z., porwany wcześniej zachował się wobec nich nielojalnie. Również bliscy Patryka P. twierdzą, że w tej sytuacji chodziło o okazanie kary za odejście od grupy. W sprawie pojawił się również wątek kradzieży lampy służącej do ogrzewania plantacji marihuany, którą Patryk P. zabrać miał Jakubowi Z.

 

Mariusz Z., iż Patryk P. winien był jego bratu 150 000 zł, które nawet deklarował zwrócić, ale do tego ostatecznie nie doszło. Zaprzecza on temu, jakoby on i inni oskarżeni mieli kontaktować się z rodziną porwanego w sprawie okupu. Zdaniem Mariusza Z., nie było go pod siłownią w Swoszowicach, tylko przyjechał do budynku przy ul. Tynieckiej, w której znajdował się Patryk P. Według wersji oskarżonego, w ramach „rozliczenia długu”, przejęty miał zostać jeden kilogram kokainy należący do Patryka P. Mariusz Z. zaprzecza też, by z mieszkania poszkodowanego zabrano 250 000 zł.

 

Na około dwa miesiące przed porwaniem, dojść miało do innej niebezpiecznej sytuacji pomiędzy dawnymi kolegami. W rejonie ulicy Grota-Roweckiego na krakowskim Ruczaju doszło w październiku 2017 roku miało dojść do próby rozliczenia między braćmi Z. i ich kompanami a Patrykiem P. Ten jednak zdołał uciec, a w trakcie całego zamieszania jadący wraz z nim w samochodzie brat porwanego później Patryka P., miał oddać strzał z broni palnej. Oficjalnie, uprowadzony przez gangsterów mężczyzna, zajmować miał się handlem samochodami.

 

Warto wspomnieć, że po zastrzeleniu przez antyterrorystę jednego z przestępców, pseudokibice Cracovii udostępniali na Facebooku grafiki, które z jednej strony upamiętniały go, a przy tym odgrażały się policji zemstą. Na publikowanym obrazku widniał napis: „Rzeki spłyną krwią tych, którzy uśmiercili naszych braci”. Również tą sprawą szybko zajęła się prokuratura

 

 

Fot.: Wikimedia Commons