Ranking przedstawiający pięćdziesięciu najbogatszych polskich polityków został przedstawiony na łamach tygodnika „Wprost”. Według podanych danych, gdyby zsumować zgromadzone sumy przez pierwszą dziesiątkę, łączna kwota wyniosłaby 238 milionów złotych. Wielu może być jednak zaskoczonych tym, kto figuruje w tej części listy.

 

Co warte uwagi, w czołówce najbogatszych polskich polityków nie znalazł się ani Jarosław Kaczyński, ani Borys Budka, czyli szefowie największych i najpopularniejszych polskich klubów parlamentarnych. Zdziwić może również fakt, że szefa polskiego rządu Mateusza Morawieckiego dzielą miliony złotych od plasującego się na pierwszej pozycji tego rankingu polityka.

 

Liderem na tym polu okazuje się być bowiem poseł Artur Łączki z Platformy Obywatelskiej, będący też współwłaścicielem oraz prezesem spółki Baltic Gryf Apartments. Spore pieniądze miał on zarobić dzięki swojej działalności w branży hotelarskiej. Dysponować ma majątkiem na poziomie ok. 45 milionów złotych.

 

Drugi w rankingu polityk to wiceminister rozwoju Andrzej Gut-Mostowy. Poza piastowaniem tego stanowiska, zajmuje się on również prowadzeniem wyciągu narciarskiego, hotelu, a także karczmy w stolicy polskich Tatr. Jego majątek oceniany jest na ok. 42,5 miliona złotych.

 

Na trzecim miejscu znalazł się poseł Grzegorz Biernacki z klubu Prawo i Sprawiedliwość, który odpowiadał również za stworzenie SKOK-ów. Zgromadzone przez niego oszczędności wynosić mają ok. 40,5 miliona złotych.

 

Dopiero na siódmej pozycji opublikowanego przez „Wprost” zestawienia znalazł się premier Mateusz Morawiecki. Posiadany przez niego majątek stanowić ma około 12,7 miliona złotych. Przed nim znaleźli się poza wymienioną pierwszą trójką też tacy politycy jak senatorowie Beniamin Godyla i Robert Dowhan, a także poseł Adam Cyrański. Parlamentarzyści ci reprezentują opozycję.

 

Jak podaje portal innpoland.pl, pomimo tego iż tak spora suma dzieli najbogatszego posła od szefa rządu, to jednak Mateusz Morawiecki ma być i tak najzamożniejszym premierem w historii Polski.

 

 

Źródło: Wprost ; Innpoland.pl

Fot.: Pixabay ; Flickr

Przed ponad rokiem, w polskiej polityce miało miejsce spore zamieszanie w związku z ujawnieniem planowanych premii dla członków rządu Beaty Szydło. Po tamtej aferze, prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński zażądał obniżenia pensji posłów i senatorów. Na ten moment, pensja posła wynosi 8 000 zł brutto. Dodatkowo zasiadające w ławach sejmowych osoby pobierają też 2 000 zł diety. Teraz co ciekawe, głos w sprawie podniesienia zarobków posłów podnieśli członkowie nowej siły w parlamencie- Konfederacji.

 

Jak stwierdził poseł Artur Dziambor, jest on za podniesieniem pensji bez względu na to czy on sam pełni mandat w Sejmie czy nie. W jego opinii, obecny poziom zarobków posłów jest na tyle niski, że nie zachęca osób na wysokich stanowiskach do startu w wyborach i politycznego zaangażowania. O swoich poglądach na ten temat, poseł Dziambor mówił w rozmowie z „Super Expressem”. Taka opinia co warte podkreślenia, nie jest odosobniona w gronie posłów Konfederacji, jednak nie wszyscy są w tym klubie co do tej kwestii zgodni.

 

Podobną opinię do posła Dziambora wyraził też Jakub Kulesza z partii Wolność, który wcześniej był posłem Kukiz’15, a obecnie reprezentuje w parlamencie Konfederację. Jak wyjaśnia portal rp.pl, również zdaniem posła Kuleszy, obniżone na żądanie prezesa PiS dochody parlamentarzystów wpływają na to, że wielu kompetentnych ludzi nie chce spróbować swoich sił w wyborach.

 

Innego zdania jest jednak jeden z najbardziej rozpoznawalnych posłów Konfederacji, a zarazem prezes partii Wolność Janusz Korwin-Mikke. Ten polityk idzie nawet krok dalej i uważa, że pensje poselskie powinny zostać zlikwidowane. W jego opinii bowiem, do parlamentu powinny startować osoby na tyle bogate, by nie musiały pobierać jakichkolwiek pieniędzy.

 

Do polityki powinni iść bogaci, zamożni! A jak idą biedni to kradną. Jestem za likwidacją pensji poselskich – tłumaczy swoje stanowisko cytowany przez rp.pl poseł.

 

Sam prezes partii Wolność wynagrodzenie pobiera jako poseł trwającej kadencji Sejmu. Co również może być dla wielu interesujące, argumentując swoje podejście, Janusz Korwin-Mikke wspomina o sposobie myślenia wśród komunistów.

 

Komunista jest za likwidacją pieniądza, ale póki pracuje to pobiera przecież w praktyce wypłatę – wyjaśnia Korwin-Mikke.

 

 

 

Źródło: rp.pl

Fot.: YouTube/Konfederacja TV

W dniu dzisiejszym w Sejmie odbyło się zaprzysiężenie posłów kolejnej kadencji. Jest to zarazem pierwszy dzień nowej siły w polskim parlamencie, jaką jest Konfederacja. Inauguracja ta ma miejsce dzień po tym, jak wielu sympatyków i wyborców tego ugrupowania zaobserwowało pewien zgrzyt w tym 11-osobowym klubie rozpoczynającym swoją sejmową działalność.

 

Tegoroczny Marsz Niepodległości okazał się być według danych policji najbezpieczniejszym marszem wśród tych organizowanych przez narodowców co roku 11 listopada. Niestety pomimo tego, wokół wyjątkowego w skali kontynentu, a nawet świata upamiętniania odzyskania niepodległości, pojawiły się kontrowersje i spory, a przyczyniły się do nich też osoby ściśle związane z kierowaniem Konfederacją.

 

Przed wyruszeniem w stronę błoń Stadionu Narodowego marszu, przy Rondzie im. Romana Dmowskiego, głos zabrało kilka osób związanych ze środowiskiem polskich narodowców, a wśród nich także poseł Krzysztof Bosak. Treść jego przemówienia nie spodobała się jednak jego klubowemu koledze- Januszowi Korwinowi-Mikke. Lider partii Wolność już wcześniej mocno krytykował świętowanie przez Polaków odzyskanie niepodległości w dniu 11 listopada. Pomimo tego, został jednak na Marsz Niepodległości zaproszony przez liderów partii „Ruch Narodowy” oraz organizatorów marszu.

 

W opublikowanym po przemarszu wpisie na portalu Facebook, poseł Korwin-Mikke zaatakował organizatorów tego wielkiego i corocznego wydarzenia, jak również swoich kolegów z ław sejmowych. Według lidera Wolności, nie na miejscu była przemowa posła Konfederacji na manifestacji, która miała być zgodnie z zapowiedzią apolityczna. Janusz Korwin-Mikke ogłosił również, że zgodnie z ustaleniami wewnątrz partii Wolność i wnioskiem jej działacza Karola Wilkosza, jej członkowie będą w przyszłym roku organizować swój marsz w innym dniu.

 

Wczoraj zakończył się Kongres partii KORWiN, który wybrał nowe władze, zmienił dwa punkty w Statucie – i, na…

Gepostet von Janusz Korwin-Mikke am Montag, 11. November 2019

 

 

Źródło: Facebook/@janusz.korwin.mikke

Fot.: YouTube/wRealu24

Jak się okazuje parlamentarzyści mogą otrzymać nawet o 2000 złotych więcej. Jak to jest możliwe? O zaistniałej sytuacji informuje Fakt. 

Uposażenie poselskie to obecnie 8016,70 złotych miesięcznie. Jak wiadomo od tej kwoty odprowadzany jest ZUS. Jak donosi Fakt posłowie mogą wystąpić o przeliczenie, czym starszy jest dany poseł tym więcej może zyskać, dlatego też według Faktu najwięcej mogłaby zyskać 78-letnia Iwona Śledzińska Katarasińska, która miesięcznie otrzymywałaby 170 zł co na rok wyniosłoby 2000 złotych.

 

Z czego wynika ta zależność? Uzbierane, dodatkowe składki dzielone są przez tablice dalszego prognozowanego życia, które co roku ogłasza Główny Urząd Statystyczny.

-możemy przeczytać w Fakt.

 

Zwykły obywatel, by otrzymać emeryturę musi zrezygnować ze swojej pracy, z kolei posłowie mogą pobierać zarówno świadczenia emerytalne, jak i świadczenie za wykonywanie pracy zawodowej.

 

Źródło: wprost.pl

Foto: Pixabay.com

W społeczeństwie dominuje przekonanie, że politycy dużo nas, jako obywateli, kosztują. Same wynagrodzenia parlamentarzystów od dłuższego czasu nie robią już specjalnego wrażenia, zwłaszcza na mieszkańcach większych miast. Ile jednak kosztuje nas jeden mandat poselski? Odpowiedź nie jest taka prosta i zależy od kilku czynników.

 

Portal forsal.pl dokonał niezwykle ciekawych obliczeń. Postanowił bowiem określić cenę poselskiego mandatu w upływającej i nadchodzącej kadencji. Obliczenia powstały poprzez dzielenie kwoty rocznej subwencji przez liczbę zdobytych przez poszczególne formacje mandatów.

 

Jak się okazało statystyczny mandat posła PiS kosztuje podatników blisko 100 tys. złotych, PO- 150 tys., PSL- 278 tys., SLD- 234 tysiące, a Konfederacji aż 624 tysiące złotych.

 

Kwoty subwencji przekazywanych partiom są pochodną ich poparcia wyrażonego w liczbie głosów. W bieżącej kadencji rocznie na ten cel budżet będzie przeznaczał ok. 70 milionów złotych, w sumie będzie to zatem ok. 280 milionów.

 

Finansowanie działalności partii politycznych z budżetu budzi pewne kontrowersje, jak dotąd nikt nie przedstawił jednak alternatywy, która zyskała poparcie większości społeczeństwa, a tym bardziej większości sejmowej. Być może taki pomysł przyniesie nadchodząca kadencja.

 

 

/red./

Foto: Youtube.com/zrzut z ekranu

Państwowa Komisja Wyborcza podała w poniedziałkowy wieczór oficjalne wyniki tegorocznych wyborów parlamentarnych. Choć w sejmowych ławach zasiądą osoby, które do parlamentu powracają po pewnym, niejednokrotnie długim czasie lub znajdą się w nim pierwszy raz, to jednak części znanych twarzy nie będzie już tam w kolejnej kadencji.

 

W kolejnej kadencji Sejmu nie zobaczymy już Stanisława Piotrowicza, posła Prawa i Sprawiedliwości wywołującego spore kontrowersje wśród opozycji. Jego nazwisko wykrzykiwali nawet posłowie partii biorących udział w słynnym już „sejmowym puczu”, chcąc w ten sposób uderzyć w całą Zjednoczoną Prawicę.

 

W szeregach posłów partii rządzącej nie znajdzie się już również Anna Sobecka kojarzona ze środowiskiem Radia Maryja. Posłanka ta zasiadała w polskim Sejmie nieprzerwanie od 1997 roku. Z Sejmem żegna się także bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego, który od 8 lat zasiadał w sejmowych ławach. Piotr Naimski, o którym mowa, był w trakcie ostatniej kadencji pełnomocnikiem rządu ds. Strategicznej Infrastruktury.

 

Także Krzysztof Czabański, który pełnił funkcję przewodniczącego Rady Mediów Narodowych nie zdołał załapać się na mandat poselski na kolejną kadencję Sejmu. Nie tylko jednak w gronie partii rządzącej zabraknie wkrótce znanych twarzy w parlamentarnej reprezentacji.

 

Z pełnieniem mandatu posła rozstać musi się Tomasz Cimoszewicz, syn dawnego premiera- Włodzimierza Cimoszewicza. Również takie twarze opozycji jak  Jerzy Meysztowicz z Nowoczesnej czy Piotr Misiło (wybrany z ramienia Nowoczesnej, a kończący kadencję jak poseł Platformy Obywatelskiej) nie zdołali wywalczyli przy okazji tych wyborów reelekcji. Z miejscem w Sejmie żegna się też niegdyś znany piłkarz, ale też poseł PO od 2005 roku- Roman Kosecki.

 

W ławach sejmowych zabraknie wkrótce też posła Zbigniewa Gryglasa, który podczas kończącej się kadencji przeszedł z Nowoczesnej do partii Porozumienie Jarosława Gowina zasilając tym samym szeregi Zjednoczonej Prawicy.

 

Do Sejmu w tegorocznych wyborach nie dostali się już też posłowie Marek Jakubiak oraz Piotr Marzec-Liroy, którzy cztery lata temu zdobyli mandaty poselskie jako kandydaci ruchu Kukiz’15.

 

Internauci dosyć ironicznie żegnają też Ryszarda Petru, który choć 4 lata temu był typowany na lidera opozycji, a nawet przyszłego premiera, nie będzie już zasiadał w ławach sejmowych.

 

Źródło: onet.pl

Fot.: Flickr

Kwota jaka posłowie przeznaczają na alkohol podczas dni sejmowych posiedzeń może zaskoczyć. Śmiało można powiedzieć, że alkohol leje się strumieniami, gdyż tylko w tym roku w sejmowym barze posłowie wydali aż 75 tys. zł!

 

Super Express opublikował informację o tym, jak wiele pieniędzy przeznaczają posłowie w trakcie posiedzeń sejmowych na alkohol. Okazuje się, że kwota z roku na rok wzrasta. W 2018 roku posiedzenia poselskie trwały 53 dni. W tym czasie sejmie sprzedano alkohol za niespełna 80 tys. zł. Oznacza to, że w słynnym drink barze oraz restauracji w ciągu jednego dnia obrad posłowie wydawali ponad 1400 zł!

 

Od tamtego czasu kwota tylko wzrasta. Tylko do końca lipca bieżącego roku w sejmie odnotowano obrót 75 tys. zł, co daje ponad 2700 zł w ciągu jednego dnia posiedzeń, czyli prawie dwukrotnie więcej niż rok temu.

 

Super Express dotarł również do informacji jakie alkohole najczęściej są w sejmie spożywane. Są to przede wszystkim wino, piwo, likiery, ale również alkohole wysokoprocentowe. Okazuje się, że ceny są stosunkowo niskie. Przykładowo za kieliszek wódki zapłacimy dwukrotnie mniej, niż w barach bądź restauracjach w pobliżu gmachu na Wiejskiej.

 

Źródło: SuperExpress

W 2020 roku posłowie dostaną najwyższe podwyżki od lat. Otrzymają około 600 złotych więcej miesięcznie.

 

W chwili obecnej 8016,70 złotych brutto, do czego trzeba dodać również 2505,20 nieopodatkowanej diety oraz dodatki za zasiadanie w sejmowych komisjach. W przyszłym roku kwota prawdopodobnie zostanie podniesiona o 631 złotych.

 

O fakcie możemy przeczytać na łamach Rzeczpospolitej. O sprawie poinformowała Agnieszka Kaczmarska, szefowa kancelarii sejmu. Jak mówiła 10 lipca do sejmu trafiło pismo od ministra finansów o podwyższeniu wynagrodzeń o 6 procent. Podwyżka obejmie nie tylko posłów, ale również pracowników sejmu oraz straż marszałkowską.

 

Dla posłów będzie to pierwsza tak duża podwyżka od lat. Centrum Informacyjne Sejmu wyjaśniło, że kwota bazowa dla osób na wysokich stanowiskach państwowych jest ustalana z budżetu co roku. Ostateczna decyzja należy zaś do Rady Ministrów.

 

Jeden z posłów opozycji, Jarosław Urbaniak, zwrócił uwagę, iż podwyżki mogłyby być jeszcze większe. Jak poinformował w wywiadzie dla Rzeczpospolitej, Budżet Kancelarii Sejmu na 2020 rok jest na tyle wysoki, żeby możliwe byłoby podniesienie płac o więcej niż 6 procent.

 

Źródło: RadioZet.pl, Rzeczpospolita