W majówkę na naszym portalu pisaliśmy o filmach opublikowanych w Internecie przez Sławomira K., który przedstawiał się jako działacz pozarządowej organizacji Forum LGBT. Na nagraniach palił polską flagę. Prowokator ma na swoim koncie już trzy takie spalenia, z 5 marca, 28 marca oraz to wykonane 2 maja, natomiast flagę Watykanu miał spalić nie później niż 6 marca. Swoje czyny tłumaczył niesprawiedliwością państwa, którą rzekomo doznał na własnej skórze.

 

Przypominamy, że kto złamie artykuł 137. Kodeksu Karnego, który mówi, że kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

 

Poza publikacją haniebnych filmów w sieci, o swoich działaniach sam poinformował organy ścigania, dostarczając również linki do filmów. Podejrzany miast stawił się do prokuratury 12 maja, złożył szczegółowe wyjaśnienia oraz przyznał się do zarzucanych mu czynów

 

„Ma zakaz opuszczania miasta na dłużej niż trzy dni bez wiedzy prokuratury i zakaz jakichkolwiek publikacji internetowych” – poinformował nas prokurator Nierebiński.

 

Poniżej umieszczamy link do ostatniego filmu prowokatora oraz do artykułu, w którym opisywaliśmy tę sprawę.

 

Działacz LGBT po raz kolejny pali polską flagę! [WIDEO]

 

Źródło: tvp.info

Fot: YouTube (zrzut ekranu)

W ostatnich latach, niejednokrotnie sukcesem zakończone były działania polskiej policji wymierzone w struktury przestępcze oparte na środowisku pseudokibiców. W mediach szczególnie głośno było o sprawach dotyczących funkcjonowania, a następnie rozbicia bojówek utożsamiających się z drużynami piłkarskimi z Małopolski oraz Śląska. Właśnie z tego drugiego województwa wywodzi się również kolejna grupa, której rozbicie ogłosiła Prokuratura Krajowa.

 

Chodzi rozgrywki sportowe zostały zawieszone, a na rozgrywanie meczów piłkarskiej Ekstraklasy z udziałem kibiców będzie trzeba jeszcze zapewne sporo poczekać, to działalność grup przestępczych, w których aktywnie działają bojówkarze sympatyzujący z poszczególnymi drużynami nie została zawieszona, podobnie jak walka służb z takowymi strukturami.

 

Tym razem, działania policjantów dotyczyły bojówki powiązanej z „Torcidą”, czyli środowiskiem kibiców Górnika Zabrze. Jak podaje portal Zestadionu.pl zatrzymanych zostało łącznie 17 członków grupy, którym przedstawiono wiele zarzutów. Ich ilość może zadziwiać niejednego czytelnika, ponieważ w sumie mają być to aż 93 przestępstwa. Warto zauważyć, że gang, a przynajmniej jego część, określana jest jako grupa przestępcza o charakterze zbrojnym. Niektórzy z zatrzymanych mieli posługiwać się bowiem nie tylko niebezpiecznymi ostrymi narzędziami, ale też bronią palną.

 

Wśród zarzutów znalazły się m.in. rozboje, pobicia, uszkodzenia ciała, uszkodzenia mienia, groźby karalne i działania związane z procederem handlu narkotykami. Zatrzymanym członkom gangu grozić ma do 15 lat pozbawienia wolności.

 

– Oskarżeni to członkowie zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym zajmującej się obrotem znacznymi ilościami środków odurzających i substancji psychotropowych oraz popełnianiem przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu. Grupa składała się z członków ‚Torcidy’ – pseudokibiców jednego ze śląskich klubów piłkarskich. Jedenastu oskarżonych nadal przebywa w areszcie

– przekazała w swoim komunikacie Prokuratura Krajowa.

 

Na czele bojówki stać miał Arkadiusz Ł., który usłyszał m.in. zarzut kierowania grupą przestępczą o charakterze zbrojnym. Inni zatrzymani wśród zarzutów usłyszeli uczestniczenie w grupie przestępczej, bądź też grupie przestępczej o charakterze zbrojnym.

 

W trakcie działań, funkcjonariusze policji według informacji przekazanych przez Prokuraturę Krajową, zabezpieczyli w czasie śledztwa kilkaset gramów marihuany, cztery kilogramy kokainy, amunicję, siekiery, maczety i inne niebezpieczne narzędzia, a także ponad 170 tysięcy złotych.

 

– Do popełniania przestępstw członkowie grupy używali broni palnej, siekier, maczet, noży i kijów bejsbolowych i pałek teleskopowych. W toku postępowania broń palna została zabezpieczona u Arkadiusza L., Rafała N. i Damiana P. Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu jednorazowo popełniane były przez grupy liczące od kilku do kilkudziesięciu osób. Podejrzani – w szczególności Arkadiusz L. – nie ukrywali tego. Przestępstw dopuszczali się w miejscach publicznych bez użycia kominiarek w obecności licznych świadków. Taka postawa pozwalała Arkadiuszowi L. wzbudzić respekt u pozostałych członków grupy. Ponadto członkowie grupy używali licznych urządzeń elektronicznych takich jak zagłuszacze lub nadajniki GPS

– podano w treści komunikatu prokuratury.

 

 

Źródło: Zestadionu.pl

Fot.: Facebook/policjaat112

 

 

 

Wybory prezydenckie są w tym roku owiane wielką tajemnicą i jak nigdy interesują opinię publiczną. Pandemia koronawirusa wywróciła świat, także ten polityczny do góry nogami i tak naprawdę nie wiemy kiedy ostatecznie poprzez wybory wyłonimy Prezydenta RP.

 

 

Dziś otrzymaliśmy nowy komunikat od Państwowej Komisji Wyborczej. Wiemy już, że w wyborach prezydenckich 2020 będziemy mieli 10 kandydatów. Niektóre nazwiska szokują i wzbudzają duże podejrzenia. Podejrzenia, które podsyciła dzisiejsza wypowiedź rzecznika PKW Tomasza Grzelewskiego, bowiem według jego słów aż 6 osób starających się dołączyć do walki o fotel prezydenta miało na swoich listach poparcia podpisy osób zmarłych.

Te osoby to: Sławomir Grzywa, Jan Zbigniew Potocki, Wiesław Lewicki, Andrzej Voigt, Wojciech Podjacki i Marek Jakubiak. Nazwisko tego ostatniego – byłego posła na Sejm RP z ramienia komitetu wyborczego Kukiz ’15 jest szczególnie interesujące, gdyż jako jedynemu z wyżej wymienionych udało mu się zebrać 100 000 podpisów i wejść do walki o fotel prezydenta, bowiem dziś PKW zaakceptowała jego kandydaturę.

 

 

Jeszcze jakiś czas temu słychać było głosy niedowierzania ze strony chociażby Romana Giertycha, który poddawał w wątpliwość głosy poparcia dla Jakubiaka, który otrzymał ledwo ponad 11 000 głosów gdy zostawał posłem w Sejmie.

Kontrowersyjne były też informacje na temat tego iż podpisy na listach poparcia dla Jakubiaka zbierali też działacze PiS z Pomorza.

Niedługo dowiemy się czy prokuratura rozpocznie dochodzenie w sprawie potencjalnego fałszowania głosów poparcia przez owych 6 kandydatów, lecz jeżeli PKW zaakceptowała kandydaturę Jakubiaka to musiała ona zweryfikować wszystkie zebrane podpisy, więc były poseł z formacji Kukiz ’15 nie musi się chyba niczym martwić. Zobaczymy jak wyglądać będzie sprawa jeśli chodzi o pozostałych 5 mężczyzn.

Oficjalni kandydaci w wyborach prezydenckich 2020 to:

  • Andrzej Duda
  • Małgorzata Kidawa – Błońska
  • Szymon Hołownia
  • Robert Biedroń
  • Władysław Kosiniak – Kamysz
  • Krzysztof Bosak
  • Stanisław Żółtek
  • Marek Jakubiak
  • Mirosław Piotrowski
  • Paweł Tanajno

 

Źródła:

wiadomosci.wp.pl

radiozet.pl

Fot.: Wikipedia

„Prokuratura Regionalna w Lublinie zatrzymała żonę i syna Zbigniewa S. pod zarzutem przywłaszczenia przez nich prawie miliona złotych na szkodę fundacji charytatywnej” – czytamy na Twitterze Prokuratury.

Zbigniew S. jest już znany prokuraturze od ponad 20 lat ze względu na popełnione przez niego przestępstwa. Przeciwko niemu toczyły się postępowania dotyczące m.in. przestępstw gospodarczych, uczestnictwa w grupie przestępczej, fałszowania dokumentów, rozboju, oszustwa, kradzieży z włamaniem, posługiwania się cudzym dokumentem, składania fałszywych zeznań, utrudniania zaspokojenia wierzyciela i znieważania .

 

Tym razem to członkowie jego rodziny zostali zatrzymani na przesłuchanie przez prokuraturę.

 

CZYTAJ TAKŻE: Tragedia w Bydgoszczy! Nie żyje dwójka dzieci, a ich matka walczy o życie

 

W wyniku śledztwa wyszło na jaw, że pieniądze przekazywane przez darczyńców na rzecz Fundacji im. Zbigniewa S. przelewano na konto spółki Iwony S., do którego miał dostęp jej mąż Zbigniew S. W celu ukrycia przestępstwa kwoty następnie przelewano na inne konta, m.in. syna Zbigniewa S.

 

Z ustaleń śledztwa wynika, że kwoty przekazywane przez darczyńców na rzecz Fundacji przelewano na konto spółki Iwony S., do którego miał dostęp jej mąż Zbigniew S. Stamtąd transferował pieniądze na bankowe rachunki kontrolowanych przez siebie podmiotów gospodarczych, a także na prywatne konto syna, Przemysława S. Działania miały na celu ukrycie przestępczego pochodzenia pieniędzy, z których Zbigniew S. i jego rodzina uczynili stałe źródło dochodów

 

– poinformował we wtorek rzecznik Prokuratury Regionalnej w Lublinie, Piotr Marko.

 

CZYTAJ TAKŻE: Wygwizdano Andrzeja Dudę! Oczekuje przeprosin od Kidawy-Błońskiej (WIDEO)

 

Źródło: wpolityce.pl / foto Facebook.com

Do tragicznych zdarzeń doszło na terenie miejscowości Dobrosławów w województwie lubelskim. W znajdującym się tam gospodarstwie szkółkarskim dokonano makabrycznego odkrycia, po którym zawiadomiono policję. Przeprowadzone przez funkcjonariuszy działania doprowadziły od zatrzymania mężczyzny, który ma mieć związek z tą sprawą. O sytuacji poinformował portal rmf24.pl.

 

Na terenie gospodarstwa szkółkarskiego odnalezione zostały zwłoki dwóch mężczyzn. Jak się okazało, byli to mężczyźni pochodzący z Ukrainy. W wyniku podjętych przez policjantów działań stwierdzono, że do ich śmierci przyczyniła się osoba lub osoby trzecie.

 

Policja otrzymała zawiadomienie o makabrycznym odkryciu w niedzielę około godz. 13. Następnie skierowano policjantów na miejsce, gdzie rozpoczęto przeprowadzanie koniecznych w takich przypadkach działań.

 

Na miejscu pod ścisłym nadzorem prokuratora wykonywane były oględziny, czynności procesowe. Zabezpieczono ślady kryminalistyczne – powiedziała podkomisarz Ewa Rejn-Kozak, której słowa przytoczył portal rmf24.pl.

 

W wyniku prowadzonych czynności udało się ustalić okoliczności tragedii i zatrzymać 36-latka, który najprawdopodobniej przyczynił się do śmierci ofiar. On sam jest również obywatelem Ukrainy. Do jego zatrzymania przysłużyła się też praca wykonana przez policjantów kryminalnych.

 

Niespełna cztery godziny po zgłoszeniu zatrzymano 36-letniego obywatela Ukrainy, który z dużym prawdopodobieństwem może mieć związek z tą sprawą – przekazała podkomisarz Rejn-Kozak.

 

Podejrzany trafił do aresztu i najprawdopodobniej jutro zostanie przesłuchany. W dniu dzisiejszym natomiast, jak przekazała rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka, miała zostać przeprowadzona sekcja zwłok zabitych mężczyzn, których ciała odnaleziono na gospodarstwie szkółkarskim.

 

W dniu dzisiejszym media obiegła również informacja o innej makabrycznej zbrodni, do której doszło w jednym z domów rodzinnych w miejscowości Ząbkowice Śląskie (woj. dolnośląskie). O tej sprawie mogą przeczytać Państwo w treści poniższego artykułu:

Nastolatek zamordował swoją rodzinę! Masakryczne sceny na zachodzie Polski

 

 

Źródło: rmf24.pl

Fot.: Pixabay

 

Skandal obyczajowy czy próba szantażu? Wydaje się, że to drugie. W dodatku z opłakanym końcem dla szantażującej.Rzecz dotyczy  parlamentarzysty PiS, Grzegorza Raczaka. To nie tylko polityk ale także profesorem i uznanym kardiochirurgiem. Prywatnie natomiast wdowcem i ojcem trójki dzieci.

 

Jak informuje gazeta.pl:

Poseł Prawa i Sprawiedliwości z Gdańska złożył zawiadomienie na prokuraturę dotyczące próby wyłudzenia od niego pieniędzy. Grzegorz Raczak twierdzi, ze szantażuje go młodsza o 30-40 lat prostytutka, z którą się regularnie spotykał.

 

Parlamentarzysta miał być szantażowany ujawnieniem kompromitujących go materiałów ze spotkań z prostytutką. Sam nie wypiera się tej znajomości, a nawet kontakt ze wspomnianą kobietą, jednak jak zauważa:

Prywatnie jestem mężczyzną po przejściach. (…) Niczego złego nie robiłem. Przyznaję, płaciłem za spotkania z tą kobietą. Uiszczałem opłatę, bo ja nie chcę nikogo krzywdzić. Nie chcę się żenić, nikomu nie obiecywałem małżeństwa. Nie dam się szantażować, niczego złego nie zrobiłem.

 

Poseł nie chciał płacić za rzekomo kompromitujące go materiały, a na próbę szantażu zareagował powiadomieniem odpowiednich organów, w tym prokuratury. Jak wynika z dziennikarskich ustaleń rzekoma szantażysta została już zatrzymana.

 

 

/red./

Foto: Youtube.com/zdjęcie poglądowe

W ostatnim czasie informowaliśmy o zatrzymaniu osób związanych niegdyś z zarządzeniem utytułowanym klubem jakim jest Wisła Kraków występująca w piłkarskiej Ekstraklasie. Już od paru lat mówi się, iż „Biała Gwiazda” przez decyzje poprzednich włodarzy wpadła w kłopoty, a w tle całej afery mają być duże pieniądze, a także wpływy gangsterów w dawnym zarządzie.

 

W ostatnich dniach aresztowana została była prezes Wisły Kraków Marzena S.-C., a także Robert S. i Tadeusz C., którzy wcześniej również odpowiadali za kierowanie klubem. Zatrzymana przez CBŚP została także Anna M.-Z., czyli żona Grzegorza Z. ps. „Zielak”, będącego obok Pawła M. ps. „Misiek” jednym z liderów grupy Wisła Sharks- gangu stworzonego przez pseudokibiców Wisły.

 

Ostatnie zatrzymania dotyczą sprawy prowadzonej przez Prokuraturę Okręgową w Poznaniu. Wiąże się ona z kwestią wyprowadzania pieniędzy i narażenia na straty finansowej spółki Wisła Kraków S.A.

 

Jak pisze portal sportowefakty.wp.pl, byłej prezes „Białej Gwiazdy” Marzenie S.-C. prokuratura przedstawiła dwa zarzuty dotyczące przestępstw gospodarczych związanych z wyrządzeniem szkody w imieniu Wisła Kraków S.A. w łącznej kwocie 7 295 868, a także narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo spowodowania powstania szkody majątkowej w wysokości 2 580 000 zł oraz uczestnictwa w grupie przestępczej, co zarzuca się również zatrzymanej Annie M.-Z., która jak donoszą lokalne media, prowadząc firmę oferującą usługi pielęgniarsko-położnicze miała uczestniczyć w wyprowadzaniu pieniędzy z Wisły Kraków przy podpisywaniu umów z klubem.

 

Prokuratura potwierdziła, że zeznawać w tej sprawie zaczął były wiceprezes „Białej Gwiazdy” Damian D., który w kwietniu również został zatrzymany przez funkcjonariuszy policji. Usłyszał on również zarzuty ws. wyprowadzania pieniędzy z Wisły Kraków, jednak zdecydował się współpracować z wymiarem sprawiedliwości. Bardzo możliwe, że to treść jego zeznań obciążyła byłą prezes Wisły Marzenę S.-C.

 

Wcześniej na podobny krok zdecydował się Paweł M. ps. „Misiek”, wieloletni lider bojówkarzy utożsamiających się z krakowską Wisłą. Złożył on obszerne zeznania, które mogą poważnie obciążać jego dawnych kolegów, z którymi prowadził przestępcze interesy. Paweł M. swego czasu prowadził również siłownię w budynkach należących do klubu.

 

Jak poinformował portal tvn24.pl, Marzena S.-C. choć usłyszała zarzuty, to jednak zgodnie z decyzją nie trafi ona do aresztu. Aby tak się stało musi ona zapłacić poręczenie majątkowe w wysokości 100 tysięcy złotych.

 

 

Źródło: tvn24.pl ; rmf24.pl ; sportowefakty.wp.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

Jestem jedną z piątki dziewczyn, które złożyły zawiadomienia i oświadczenia do prokuratury. Nie wszystkie chcą zeznawać, chcą zapomnieć o krzywdach, które im wyrządził- mówi o piekle jakie miała przejść Miriam Shaded. Jak przyznaje w rozmowie z wp.pl, była ofiarą psychicznego i fizycznego znęcania się nad nią. Miał go dokonywać jej chłopak, James.

 

Jak zauważa, nie było jej łatwo przyznać się do tego, ze była ofiarą przemocy. Chciała dać swojemu partnerowi drugą, a następnie kolejne szanse. To niestety, jedynie pogarszało jej sytuacje. Jak mówi o partnerze:

 

Niszczył sprzęty w mieszkaniu. Rozwalił mi laptopa, na którym miałam zapisany bardzo ważny projekt dla Syrii i straciłam całą pracę. Zaczął stosować przemoc. Pobił mnie kilka razy (…) Złapał mnie pod mieszkaniem. Wdarł się do niego i straszne mnie pobił. Połamał palce. Kazał mi mówić, że spadłam z roweru. Było mi bardzo wstyd i nie potrafiłam się nikomu przyznać.

 

Miriam Shaded, prezes fundacji Estera, znana jest m.in. z aktywności charytatywnej oraz politycznej. Swoje prywatne problemy postanowiła definitywnie zamknąć,  składając zeznania obciążające byłego partnera. Czego będą dotyczyć?:

 

Usiłowanie zabójstwa, znęcanie się, spowodowanie trwałych uszczerbków na zdrowiu takich jak złamania ręki i kciuka, uszkodzenie ucha, połamanie nosa, rozcięcie łuku brwiowego i wielu obrażeń głowy. Do tego ogromna trauma psychiczna. Będą jeszcze inne zarzuty, ale nie chcę o nich na razie mówić.

 

Miriam życzymy aby szybko wróciła do psychicznej równowagi, będziemy też informować o rozwoju sytuacji w tej sprawie.

 

 

/red./

Za: wp.pl

Foto: Youtube.com/zrzut z ekranu

Metody odebrania sobie życia bywają na tyle drastyczne i wiążące się z dużym bólem osoby umierające, że mogą naprawdę wywoływać szok i niedowierzanie. Ukazuje to również, jak bardzo zdeterminowani muszą być niektórzy ludzie, aby zakończyć swój żywot. Podobne refleksje może wywoływać również ta sprawa.

 

Cały dramat rozegrał się w tym przypadku na terenie Krakowa, a dokładniej blisko tamtejszego Rynku Głównego, bo na krakowskich Plantach. To tam około godz. 7 rano w dniu 31 sierpnia 2018 roku znaleziono ciało mężczyzny w wieku 62 lat. Co od początku wywoływało wiele pytań, nikt w chwili śmierci tego człowieka nie słyszał niepokojących krzyków, ani nie zauważył nic szczególnego, choć jak wspomnieliśmy jest to rejon samego centrum miasta.

 

Nie żyjącym mężczyzną okazał się być Wojciech G. Na jego ciele znaleziono rany kłute w rejonie klatki piersiowej, w której pozostawał również wbity nóż. Tak makabryczne odkrycie wywołało strach wśród niejednego mieszkańca Krakowa i wzbudziło wiele podejrzeń, że na Plantach doszło do brutalnego morderstwa.

 

Teraz, rok po tamtych wstrząsających wydarzeniach, prokuratura zdecydowała się umorzyć prowadzone w tej sprawie śledztwo. Stwierdzono, że doszło w tym przypadku do samobójstwa. Po przeprowadzonych procedurach takich jak np. oględziny miejsca znalezienia ciała czy przeprowadzone przesłuchania uznano, że w tej tragicznej śmierci nie brały udziału osoby trzecie. Fakt, że Wojciech G. był w stanie odebrać sobie życie wbijając sobie samemu kilka razy nóż w okolicach serca pozostaje dla wielu bardzo szokującym i wstrząsającym tematem.

 

W ramach postępowania przygotowawczego przeprowadzono oględziny miejsca ujawnienia zwłok i sekcję zwłok pokrzywdzonego. Zabezpieczono nóż z ciała ofiary, który następnie poddano badaniom daktyloskopijnym, chemicznym oraz biologicznym. Dokonano przeszukania mieszkania pokrzywdzonego. Przesłuchano szereg świadków. Uzyskano całość dokumentacji medycznej z leczenia pokrzywdzonego – powiedział cytowany przez portal Onet.pl rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Hnatko.

 

Dramaturgii całej sprawie dodaje fakt, że 62-latek popełniając samobójstwo działał prawdopodobnie w sposób zaplanowany.

 

Analiza czynności procesowych przeprowadzonych w sprawie zgonu Wojciecha G. prowadzi do stwierdzenia, że w zdarzeniu związanym z jego śmiercią nie brały udziału osoby trzecie. Okoliczności zdarzenia wskazują, że działanie Wojciecha G. było zaplanowane i zorganizowane – przytacza słowa Janusza Hnatko portal Onet.pl.

 

 

 

Źródło: onet.pl

Fot.: Wikimedia Commons