Choć ciągle słyszymy apele o pozostawanie w miejscach zamieszkania, bez poważnej konieczności przemieszczania się oraz unikania większych zgromadzeń i skupisk ludzi w ramach unikania okazji do rozprzestrzeniania koronawirusa, to jak widać nie każdy bierze sobie do serca tego typu wezwania. Wiele polskich miast stało się wyjątkowo opustoszałymi, nawet w czasie ładnej ostatnio pogody. Pseudokibice w jednym z województw postanowili jednak zorganizować w tym okresie bijatykę, określaną jako „ustawka”. O sprawie poinformował m.in. portal Gorzowianin.com.

 

Do zajścia doszło na terenie Gorzowa w sobotę, a zdarzenie zarejestrowano na nagraniu z kamery monitoringu. W rejonie skrzyżowania ulicy Parkowej oraz Warszawskiej swoją rywalizację na pięści zorganizowała grupa kilkudziesięciu kiboli.

 

– Okazało się, że w bójce wzięła udział grupa aż 30 pseudokibiców, co widać na zabezpieczonym przez policję monitoringu. – To była regularna bitwa. Grupa zakapturzonych i ubranych w kominiarki napastników, z ochraniaczami na zębach okładała się pięściami i kopała nawzajem. Jako arenę walki wybrali sobie ul. Warszawską i Parkową

– wyjaśnił rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Marcin Maludy.

 

Funkcjonariusze policji zdołali zatrzymać dziewięciu uczestników ustawki. Pozostali mieli uciekać pieszo oraz odjeżdżając samochodami.

 

– Zebrany materiał dowodowy wstępnie potwierdza, że mieliśmy do czynienia z ustawką grup pseudokibiców. Świadczą o tym zabezpieczone przez policjantów przedmioty. To kominiarki z emblematami klubów sportowych oraz ochraniacze na szczękę. Dalsze działania będą prowadzone równolegle pod kątem procesowym, uzupełniając już dotychczas zebrany materiał dowodowy oraz operacyjny. Gorzowscy policjanci będą dążyć do kolejnych ustaleń pozwalających na zatrzymania pozostałych pseudokibiców biorących udział w tej bójce. Pomóc w tym ma zabezpieczony monitoring, nagrania oraz informacje od świadków, które mogą być kluczowe i o którą zabiegają śledczy

– powiedział cytowany przez portal Gorzowianin.com, rzecznik prasowy miejscowej policji.

 

Do sądu skierowany został wniosek prokuratury o zastosowanie wobec zatrzymanych osób środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania.

 

Nagranie z zajścia w Gorzowie zostało udostępnione przez lubuską policję.

 

 

 

Źródło: Gorzowianin.com ; YouTube/gorzowianin.com

 

Po zeznaniach byłego lidera chuliganów Wisły Kraków Pawła M. ps. „Misiek” aresztowanych zostało dwóch pseudokibiców Lechii Gdańsk.

 

Jak poinformował dziennikarz TVN 24 Szymon Jadczak w ostatnim czasie doszło do aresztowania dwóch osób powiązanych ze środowiskiem pseudokibiców Lechii Gdańsk. W ręce policji wpadł Artur Z., który wciąż działał aktywnie w bojówce fanów z Pomorza oraz Mirosław K., który występował w barwach gdańskiej Lechii w sekcji rugby. On jednak od kibicowskiego środowiska miał się odciąć kilka lat temu. Obaj zatrzymani zostali w związku z zeznaniami Pawła M. ps. „Misiek” i odpowiedzą przed sądem za handel narkotykami.

 

Paweł M. ps. „Misiek” od 2006 r. był liderem chuligańskiej grupy „Wisła Sharks”. Kibice Białej Gwiazdy przez długie lata żyli w bardzo dobrych stosunkach z fanami Lechii Gdańsk. Wobec tego Paweł M. miał szeroką wiedzę o wielu nielegalnych działalnościach kibiców w Trójmieście. Dla niego samego zresztą Gdańsk był portem do przemytu narkotyków.

 

W 2016 r. „Misiek” zdecydował się jednak zerwać sojusz z fanami Lechii oraz Śląska Wrocław i dogadać się z kibicami Ruchu Chorzów, a także Widzewa Łódź. Jak się okazało niedługo później ta decyzja wyszła mu bokiem, gdyż część chuliganów chorzowskiego klubu zdecydowała się pójść z policją na współpracę. Wobec tego doszło do serii zatrzymań wśród, których aresztowano pseudokibiców Ruchu oraz Wisły. Jednym z aresztowanych był także Paweł M., ps. „Misiek”, złapany przez służby ścigania został we Włoszech. Po swoim schwytaniu były lider pseudokibiców Wisły Kraków postanowił zostać świadkiem koronnym i tym samym wydał swoich dawnych kolegów, z którymi wcześniej prowadził nielegalne działalności.

 

Źródło: TVN24, Sportowefakty

Foto: You Tube/ Superwizjer (zrzut ekranu)

Na łamach naszego portalu stosunkowo często pisaliśmy o powiązaniach środowiska pseudokibiców ze zorganizowaną przestępczością w naszym kraju. Jedna z takich spraw, która poruszyła wielu czytelników to historia zabójstwa młodego mieszkańca Krakowa Miłosza B., do którego doszło na początku 2018 roku, na terenie krakowskiego osiedla Prokocim. Proces w tej sprawie wciąż toczy się przed sądem, a podejrzani usłyszeli dodatkowo też inne zarzuty związane z narkotykami oraz udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej jaką stać miała się bojówka „Wisła Sharks” sympatyzująca z „Białą Gwiazdą”.

 

Miłosz B. miał sam być zaangażowaną w środowisko pseudokibiców osobą. Kibicował on Cracovii i w styczniu 2018 roku został napadnięty w rejonie ul. Teligi przez uzbrojonych w niebezpieczne narzędzia fanów Wisły Kraków. Mężczyzna trafił do szpitala i stracił sporą ilość krwi. Niestety, finalnie jego życia nie udało się uratować lekarzom.

 

Pięciu oskarżonych w sprawie tamtego krwawego ataku mężczyzn nie przyznaje się do popełnienia morderstwa. Wśród nich znalazł się m.in. 21-letni Maciej K., który z zarzutów jakie mu przedstawiono, przyznał się jedynie do posiadania narkotyków w postaci 242 gram marihuany. Jak tłumaczył jednak, kupił je po okazyjnej cenie i na własny użytek, w związku z dolegliwością jaką ma być ból kręgosłupa. Podczas jednej z rozpraw przesłuchana została również jego matka Agnieszka M.

 

Również kobieta przekonywała, że jej syn nie zabił Miłosza B. i tłumaczyła, że tamtego styczniowego wieczoru, Maciej K. był na siłowni i wrócił do miejsca zamieszkania około godz. 23. Matka oskarżonego zrelacjonowała przed sądem również moment, kiedy przyszli po niego funkcjonariusze policji.

 

Kiedy o poranku w celu zatrzymania Macieja K. przybyli do zamieszkiwanego przez niego bloku policjanci, matka kazała mu, jak sama opowiada, ukryć się w mieszkaniu sąsiadki. Miał być on wtedy wystraszony zaistniałą sytuacją. Ona zaś planowała sama dowiedzieć się od stróżów prawa o jaką sprawę chodzi.

 

Zobacz też:

Bezwzględne ataki i „fruwające mięso”, czyli krwawe zeznania kibola

 

Funkcjonariuszy mieli wówczas nie powiedzieć o szczegółach swojej wizyty, jednak za zgodą Agnieszki M. przeszukali pokój jej syna. Znaleźli tam wtedy właśnie woreczki zawierające łącznie 242 gram marihuany. Torebki te ukryte były w jednej z poduszek.

 

Kobieta twierdzi, że ona sama była zdziwiona tym odkryciem w mieszkaniu. Wiązała wówczas strach syna z faktem posiadania narkotyków. On jednak już nie wrócił z mieszkania sąsiadki, a przez kolejne tygodnie ukrywał się przed organami ścigania. Miał jednak dwa dni po tej wizycie policji spotkać się z matką. Ona nie chciała jednak zdradzić sądowi gdzie do tego doszło, powołując się na przepis zgodnie, z którym nie musi ona odpowiadać jeżeli może narazić to ją lub osobę jej najbliższą na odpowiedzialność karną.

 

W podobny sposób, powołując się na ten sam zapis prawny, kobieta zareagowała, kiedy sąd pytał ją o to w jaki sposób przekazała później Maciejowi K. swój list, w treści którego jak przyznała, zapisała nazwisko ustanowionego adwokata oraz opisała jakie prawa jej przysługują.

 

Kobieta płakała na sali rozpraw, skarżąc się na to iż od dwóch lat nie ma kontaktu z synem. W okresie tym bowiem najpierw ukrywał się, a później, po zatrzymaniu, nie otrzymała ona zgody na widzenia.

 

Partner kobiety- Bogdan W. stwierdził natomiast, że Maciej K. był osobą aktywną fizycznie i dbającą o zdrowie. Świadczyć o tym ma fakt, że chodził na siłownię, a wcześniej grał też w klubie Płaszowianka.

 

Przesłuchiwany mężczyzna bagatelizował też fakt odnalezienia w mieszkaniu oprócz marihuany, także kominiarki, pojemnika z gazem, wagi elektronicznej oraz sporej ilości akcesoriów kibicowskich. Jak podaje „Gazeta Krakowska”, Bogdan W. zeznał, że mowa jest tu o pamiątkach Macieja K. z dawnych lat.

 

Świadek nieco inaczej niż w śledztwie miał zeznać też, że w dniu zabójstwa Miłosza B., oskarżony był wieczorem w mieszkaniu.

 

 

Poszukiwany swego czasu listem gończym Maciej K. został zatrzymany ostatecznie na terenie województwa śląskiego. Członkowie bojówki „Pscyho Fans” utożsamiający się z Ruchem Chorzów, mieli mu pomagać ukrywać się w tamtym czasie.

 

 

 

 

Źródło: gazetakrakowska.pl

Fot.: Wikimedia Commons ; Facebook

W rejonie galerii handlowej Millenium Hall w Rzeszowie starli się pseudokibice dwóch klubów sportowych –  Resovia Rzeszów i Stal Rzeszów. Policja przyjechała dopiero po zdarzeniu.

W bójce uczestniczyło ok 40-50 pseudokibiców. Całe zajście trwało raptem 3 min. W wyniku śledztwa i zebranych materiałów dowodowych policja ustaliła, że uczestnikami byli mężczyźni w wieku od 20 do 32 lat.

 

Policjanci otrzymali zgłoszenie o starciu pseudokibiców dopiero ok. godz. 20.20. Funkcjonariusze niezwłocznie wyruszyli na miejsce zdarzenia i zdążyli rozpocząć identyfikację uczestniczących w bójce osób. Większość rozbiegła się w różnych kierunkach.

 

CZYTAJ TAKŻE: Lord Kruszwil w Sejmie. Posłowie oburzeni jego filmikiem (WIDEO)

 

Policja zidentyfikowała i zatrzymała 20-latka, który miał związek ze zbiegowiskiem pseudokibiców. Mieszkaniec gminy Boguchwała usłyszał od funkcjonariuszy zarzuty udziału w bójce o charakterze chuligańskim. Prokuratura Rejonowa w Rzeszowie może ponadto zadecydować o zastosowaniu wobec niego środków zapobiegawczych.

 

Następnie aresztowano kolejne 3 osoby. Są to mężczyźni w wieku 21, 25 i 32 lat. Funkcjonariusze nie wykluczają dalszych zatrzymań. Na razie jednak prokuratura pracowała nad aktami oskarżenia czterech złapanych osób. Każdy z nich mieszka na terenie powiatu rzeszowskiego i ma związek z klubem Resovia Rzeszów lub Stal Rzeszów.

 

Do następnych zatrzymań doszło w piątek. W południe w ręce policjantów wpadły kolejne trzy osoby. To mężczyźni w wieku 21, 25 i 32 lat. Wszyscy usłyszą zarzuty udziału w bójce lub pobiciu. Grozi za to do 3 lat pozbawienia wolności

 

– informuje Adam Szeląg, rzecznik rzeszowskiej komendy policji.

 

Zatrzymanym mężczyznom funkcjonariusze przedstawili zarzut czynnego udziału w bójce o charakterze chuligańskim.

 

Na wniosek Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie, rzeszowski sąd rejonowy tymczasowo aresztował mężczyzn na 2 miesiące.

 

CZYTAJ TAKŻE: PILNE! 10-latek uprowadzony w Gdyni. Porwał go Marokańczyk

 

 

Źródło: policja.pl / foto Pixabay.com

Trwa proces członków gangu „Psycho Fans”. Grupa ta stanowiła bojówkę pseudokibiców utożsamiających się z Ruchem Chorzów. Równocześnie jednak, jej członkowie zajmowali się też znacznie poważniejszymi przestępstwami niż organizowanie tzw. ustawek czy uliczne bójki z fanami innych drużyn. O brutalnych działaniach ludzi z „Psycho Fans” postanowili opowiedzieć niektórzy skruszeni bojówkarze. Wśród z nich znalazł się również Łukasz B. ps. „Baluś”, który niegdyś miał pełnić rolę szefa „wywiadu gangu”. Podczas składania w ostatnim czasie zeznań przed sądem opowiedział on o brutalnych działaniach jakich podejmowała się chorzowska bojówka wraz z zaprzyjaźnionymi członkami „Wisła Sharks”, gangu pseudokibiców krakowskiej Wisły. W procesie oskarżonych jest ponad 40 osób związanych z „Psycho Fans”.

 

Opisane przesłuchanie Łukasza B. mogło być jednym z kluczowych dla tej sprawy. Mężczyzna odpowiadał na pytania sądu znajdując się w specjalnie strzeżonej sali rozpraw. „Baluś” miał niegdyś być blisko kierownictwa gangu i odpowiadać za swoisty wywiad mający na celu pozyskiwanie informacje ze struktur innych bojówek.

 

Skruszony gangster otrzymał status „małego świadka koronnego” i wyszedł na wolność decydując się na współpracę z prokuraturą. Składanie obciążających jego dawnych kompanów zeznań przypłacił on nie tylko epitetami jakie pojawiają się w jego kierunku na murach przy okazji tworzenia graffiti, ale też koniecznością uważania na bezpieczeństwo swoje oraz bliskich. W 2019 roku miało dojść do nieudanego zamachu na jego życie.

 

„Baluś” opowiadał m.in. o planowaniu i zrealizowaniu przez „Psycho Fans” oraz „Wisła Sharks” krwawego ataku na Daniela D. ps. „Romek”, który kierować miał wrogim gangiem pseudokibiców GKS Katowice.

 

– W 2017 roku postanowiliśmy dać nauczkę Danielowi D. ps. „Romek”. On był dowódcą grupy Persona Non Grata. To bojówka kibiców Gieksy. „Romek” był motorem napędowym wszystkich działań przeciwko kibicom Ruchu Chorzów, dlatego zapadła decyzja, że ma zostać „zrobiony do spodu”

– wyjaśniał Łukasz B. na sali rozpraw.

 

Dopytywany przez sąd o znaczenie słów „zrobiony do spodu” wyjaśnił, że planowano pobić „Romka” w taki sposób, aby ten się wykrwawił lub musiał poruszać się na wózku inwalidzkim. Taki sposób działania miał pozwolić uniknąć sprawcom zarzutu zabójstwa i odpowiadać za jedynie pobicie ze skutkiem śmiertelnym.

 

Bojówkarze mieli próbować zaatakować Daniela D. trzykrotnie. Członkowie „Wisła Sharks” mieli wspierać ich ze względu na fakt doświadczenia w tego typu „akcjach”. Należy pamiętać, że grupa ta odpowiada za zakończone śmiercią ataki na bojówkarzy Cracovii i inne bezwzględne przestępstwa. Do brutalnych działań w wykonaniu „Sharksów” doszło m.in. w 2011 roku na krakowskim Kurdwanowie, kiedy przed południem zadano wiele ran ostrymi narzędziami Tomaszowi C. ps. „Człowiek”, w 2018 roku na terenie osiedla Prokocim, gdzie zabity został nastoletni Miłosz B., ale też w 2007 w Kielcach, gdzie z rąk kibola Wisły zginął fan Korony znany jako „Małpa”.

 

Atak na „Romka” miał być już więc kolejnym tego typu, w którym uczestniczyli „Sharksi”. Stąd też stanowili odpowiednie wsparcie dla gangsterów z „Psycho Fans”.

 

Jak opowiedział podczas zeznań „Baluś”, pierwsza próba ataku nie wyszła, ponieważ chorzowscy bojówkarze nie otrzymali „cynku od zaprzyjaźnionego kibica z Katowic”. Za drugim razem, chciano zaatakować „Romka”, kiedy ten miał zmierzać w stronę przedszkola, w celu odebrania swojego dziecka. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, według skruszonego gangstera, informacje o adresie placówki przedszkolnej miała przekazać im Dominika P, która również zasiadała na sali rozpraw, kiedy o wszystkim opowiadał Łukasz B.

 

Dominika była kiedyś ze „Skubolem” , ale kiedy „Skubola” zamknęli za bijatykę z meksykańskimi marynarzami w Gdyni, to pojechała na dyskotekę do Katowic i „zrobiła loda” takiemu bramkarzowi z Gieksy. Potem nawet przez jakiś czas była z nim w związku. To był policzek nie tylko dla „Skubola”, ale całej ekipy Ruchu

– powiedział „Baluś”.

 

Został dopytany przez sąd słowami: „Co zrobiła temu bramkarzowi?”

 

Zrobiła mu loda. A potem chyba chciała odkupić swoje winy i przekazała adres tego przedszkola, a także mieszkania jeszcze jednego „gieksiarza”

– odpowiedział.

 

Atak i tym razem miał nie dojść do skutku, ponieważ pod budynek podjechał bus, którym odjechały dzieci. Napaść na Daniela D. udało się im jednak skutecznie przeprowadzić za trzecim razem, w 2017 roku na terenie Katowic.

 

– „Romek” to duży dwumetrowy facet. Jak zobaczył, że w bmw otwierają się drzwi, wiedział, co się wydarzy i próbował uciekać. Z rozpędu połamał szlaban na parkingu, przewrócił się, potem trzymał się płotu i wył. A „Misiek” i „Dzidek” go obrabiali maczetami. Widziałem latające strzępy mięsa. „Dzidek” uderzał go maczetą trzymaną w obu dłoniach. Nie mogłem wyjść na frajera i tylko się przyglądać. Podszedłem i też zadałem mu trzy, cztery ciosy maczetą

– Opowiadał niegdyś członek gangu, a dziś „Mały świadek koronny”.

 

Warto wspomnieć, że biorący udział w tej akcji Paweł M. ps. „Misiek” był przez lata najbardziej znanym bojówkarzem Wisły Kraków, a zarazem przywódcą grupy „Wisła Sharks”. Po zatrzymaniu we Włoszech, również on zdecydował się pójść na współpracę z prokuraturą i obciążyć zeznaniami swoich dawnych kolegów.

 

Przy ataku na Damiana D., według zeznań „Balusia”, to „Misiek” dał w pewnym momencie sygnał, że pora uciekać.  Wówczas obydwaj mieli wsiąść do BMW i chcieli już odjeżdżać, jednak „Dzidek” najdłużej z nich zadawał rany „Romkowi”. Jak opowiadał Łukasz B., szef „Wisła Sharks” miał w drodze zarzucać „Dzidkowi”, że ten „za cholerę nie ma umiaru”.

 

Zaatakowany lider chuliganów katowickiego klubu przeżył, pomimo odniesienia tak poważnych obrażeń. Według medialnych doniesień, można śmiało mówić tu nawet o „przeżyciu cudem”.

 

Według treści zeznań, na zlecenie lidera „Psycho Fans” Łukasza L. ps. „Lucki”, kibol o pseudonimie „Celebryta” miał spalić ukryte na polach w Rudzie Śląskiej auto.

 

– Kazaliśmy mu po wszystkim zniszczyć obuwie, aby policja nie dopadła go po śladach. On zaczął jednak marudzić, że ma markowe buty za pięć stówek, więc odpaliliśmy mu po 300 zł

– opowiedział świadek.

 

W dniu ataku, na terenie Chorzowa doszło również do spotkania z większym gronem bojówkarzy „Białej Gwiazdy”, którzy do województwa śląskiego przyjechali na tzw. ustawkę. Według „Balusia” wrażenie wywarło na nim to, jak członkowie „Wisła Sharks” przechwalają się przeprowadzonymi brutalnymi atakami.

 

– Byłem zszokowany, bo oni wszyscy już wiedzieli, że zrobiliśmy „Romka”. U nas o takich akcjach wiedziało niewielkie grono ludzi, a oni się tym wręcz przechwalali. „Misiek” opowiadał z dumą, że chyba przebił „Romkowi” płuco. A „Dzidek” chodził i powtarzał: „dobrze tej kurwie, dawać mi następnego, bo wilkołak jest głodny”. To mną wstrząsnęło, bo ledwo wróciliśmy z jednej roboty, a on już chciał wyciąć kolejna osobę

– wyjaśniał „Baluś”.

 

Podczas rozprawy, skruszony gangster opowiedział też o innym ataku, w którym życie stracił Dariusz D., znany człowiek w środowisko pseudokibiców Górnika Zabrze. Zdaniem „małego świadka koronnego”, ta akcja była dosyć spontaniczna.

 

– To nie było zaplanowane. Niewielka ekipa Psycho Fans wraz z grupą małolatów pojechała tam zamalowywać na murach emblematy Górnika. Kiedy już wracaliśmy, nagle mignęło nam jadące auto Dariusza P.

– mówił były szef „wywiadu grupy” przed sądem.

 

Po dostrzeżeniu pojazdu, którym poruszał się Dariusz P., ludzie z „Psycho Fans” zaczęli go szukać. Ten w pewnym momencie miał wyjechać wprost na samochód Łukasza B.

 

– Zatrzymał się, popatrzył na nas, po czym wyskoczył z auta i zaczął uciekać pieszo. „Gała” i „Ruby” kijami rozwalili jego wóz, a małolaty ruszyły za nim w pościg. Czekaliśmy, bo nie wiedziałem, czy go dopadli, czy nie. W końcu wsiadłem do auta i pojechałem zobaczyć, co się stało. Dariusz P. leżał na skrzyżowaniu, wyglądał, jakby uszło z niego życie

– zeznał „Baluś” przed sądem.

 

Zaatakowany nie odzyskał przytomności i zmarł w szpitalu. Napastnicy uciekli w kierunku Bytomia mając świadomość, że zgodnie z procedurami w poszukiwanie sprawców zaangażowane zostaną w pierwszej kolejności policyjne patrole jedynie na terenie Rudy Śląskiej. W samochodzie uciekinierów miało dojść do kolejnej kłótni dotyczącej zbyt dużej brutalności niektórych z nich.

 

– Już w aucie doszło do awantury. Jeden z chłopaków zaczął gadać, że „Kajo” przesadził, bo w chuj skakał P. po głowie. A „Kajo” nic sobie z tego nie zrobił. Powiedział, że mu się należało, bo był z Górnika

– wspominał Łukasz B.

 

„Psycho Fans” zdołali zdobyć też nagranie z monitoringu jednego ze sklepów, na którym zarejestrowano moment ataku. Nagranie to zostało później przekazane za pośrednictwem kibiców GKS-u Katowice fanom Górnika Zabrze oraz opublikowane w sieci, co miało na celu obalenie plotek na temat rzekomego zaatakowania Dariusza P. przy użyciu maczet.

 

„Baluś” opowiadał też m.in. o tym jak chorzowscy bojówkarze okradli nielegalną fabrykę papierosów prowadzoną przez gang pseudokibiców Zagłębia Sosnowiec. Przy akcji tej mieli posłużyć się nadajnikiem GPS. Mówił też o krwawej „ustawce” umówionej z bojówkami sosnowieckiego klubu oraz BKS-u Bielsko Biała. Ustalono wówczas, że w bijatyce wezmą udział tylko chuligani urodzeni w 1990 roku.

 

– Przywódca bojówki BKS-u przyniósł nam dowody osobiste do sprawdzenia, ale „Maślak” powiedział, że wszyscy jesteśmy chuliganami i sobie ufamy

– relacjonował tamto zdarzenie „Baluś”.

 

W tym brutalnym starciu, ostatecznie chuligani chorzowskiego Ruchu mieli ponieść porażkę.

 

Przesłuchanie „Balusia” w sądzie zakończyło się pewnym incydentem. Partnerka jednego z oskarżonych skierowała bowiem obraźliwe słowa w kierunku opuszczającego salę byłego członka „Psycho Fans”.

 

– Ty gruba konfidencka ku***!

– wykrzyczała w sądzie kobieta.

 

 

Źródło: katowice.wyborcza.pl ; realnefakty.pl

Fot.: YouTube/Niebiescypl (zrzut ekranu)

 

 

 

Wydarzenia do jakich doszło niedawno na terenie stolicy Krakowa mogły wywołać obawy lokalnej społeczności. Sytuacja ta rozegrała się na jednym z osiedli w dzielnicy Mistrzejowice. Miała tam miejsce duża awantura oraz pożar samochodu. Jak podaje portal se.pl, w tamten rejon oprócz pogotowia i straży pożarnej wysłanych zostało wówczas też aż kilkanaście policyjnych samochodów.

 

Dokładne okoliczności tego zajścia nie są oficjalnie opisywane dla opinii publicznej. Pojawiają się głosy, że sytuacja ta mogła być efektem kolejnych porachunków gangsterów albo osób powiązanych ze środowiskiem krakowskich kiboli.

 

Sprawę opisali dziennikarze z radia Eska. Wszystko rozegrało się na osiedlu Tysiąclecia. Jak twierdzić mają okoliczni mieszkańcy, w tamten rejon przyjechały wówczas służby porządkowe i ratunkowe.

 

Jak potwierdził sierż. szt. Piotr Szpiech z Komendy Miejskiej Policji w Krakowie, tamtego wieczoru zgłoszony został pożar w tamtym rejonie. Przybyły na miejsce patrol policji potwierdził te doniesienia. Na tym jednak się nie skończyło, ponieważ w pobliżu odnaleziony został mężczyzna z obrażeniami powstałymi w związku z incydentem jaki miał tam miejsce. Nie miał on jednak ucierpieć w płonącym aucie, a zostać najprawdopodobniej pobitym w czasie rozróby jaka rozegrała się przed wybuchem pożaru.

 

– Do pożaru skierowana została straż pożarna, natomiast policjanci w pobliżu tego miejsca znaleźli osobę, która była poszkodowana, jednak nie w wyniku pożaru a w wyniku awantury, która miała tam mieć miejsce chwilę wcześniej. Do osoby poszkodowanej wezwano pogotowie ratunkowe, które nie stwierdziło zagrożenia dla życia i zabrało mężczyznę na szpitalny oddział ratunkowy

– wyjaśnił Piotr Szpiech w rozmowie z radiem Eska.

 

Na miejscu całego zajścia przeprowadzone zostały oględziny, a następnie zatrzymanych zostało kilku podejrzanych, którzy tego dnia brać mieli udział w awanturze. Policja nie zdradziła jednak zbyt wielu szczegółów dotyczących tej sprawy i prowadzonych czynności.

 

– Z uwagi na dobro prowadzonego postępowania na chwilę obecną nie udzielamy więcej informacji

– powiedział rzecznik KMP w Krakowie, którego słowa przytacza portal se.pl.

 

Nie zostało oficjalnie potwierdzone, że starcie do jakiego doszło pomiędzy podejrzanymi oraz pożar samochodu mają ze sobą ścisły związek, ale wiele faktów za taką wersją wydarzeń przemawia. Pojawiają się również podejrzenia, iż doszło w tym przypadku do rozrachunków między pseudokibicami lub przestępcami. Warto zwrócić uwagę na fakt, że już wcześniej w wyniku konfliktów gangsterów albo osób ze środowiska bojówkarzy utożsamiających się z krakowskimi klubami sportowymi, dochodziło do podkładania ognia lub wysadzania aut na terenie m.in. osiedla Prądnik Biały oraz na Kurdwanowie. Prawdopodobnie sytuacje takie miały miejsce także w rejonie nowohuckich osiedli.

Czytaj też:

Atak przy użyciu granatu to efekt porachunków Ukraińców z pseudokibicami? [WIDEO]

 

 

Źródło: Radio Eska ; se.pl

Fot.: Pixabay ; Public Domain Pictures

Radio Łódź napisało ostatnio o pewnej sprawie męczącej mieszkańców bloku przy ulicy Tatrzańskiej w Łodzi. Mianowicie ktoś uprzykrza życie w okolicy – prawdopodobnie pseudokibice.

Mieszkańcy podejrzewają, że chodzi o rozrachunki pseudokibiców – wskazuje na to rozlany kwas masłowy i pomazana ściana przy jednym z mieszkań w bloku na Tatrzańskiej w Łodzi. Mieszkał tam kiedyś jeden z pseudokibiców jednej z łódzkich drużyn piłkarskich. Wyprowadził się jednak, bo zdecydował się zostać świadkiem koronnym.

 

Mężczyzna zaczął współpracować z policją, więc jego dawni koledzy kibole przestali darzyć go sympatią. Pomazali ścianę napisami: „Gąsior frajer”

 

CZYTAJ TAKŻE: Kolejne prowokujące zdjęcie Dody! Zrobiła je w łóżku (FOTO)

 

Natomiast rozlany kwas mlekowy bardzo uprzykrza życie mieszkańcom bloku, którzy pokutują za byłego współlokatora. Straszny smród unosi się w okolicy i nie idzie go zniwelować.

 

CZYTAJ TAKŻE: Wpadka słynnego gwiazdora! Przez przypadek pokazał internautom za dużo (FOTO)

 

 

Źródło: se.pl / foto Pixabay.com

W ostatnich latach niejednokrotnie policja przeprowadzała duże akcje wymierzone w zorganizowaną przestępczość opartą na ludziach wywodzących się ze środowiska pseudokibiców. Wcześniej opisywaliśmy niejednokrotnie sprawę rozbicia gangów pseudokibiców Wisły Kraków i Ruchu Chorzów, przy których rozpracowaniu pomogły policji zeznania osób, wcześniej pełniących ważne role w środowisku bojówkarzy z Małopolski i Śląska. Teraz doszło do rozbicia i zatrzymań wśród członków gangu złożonego z bojówkarzy utożsamiających się z Widzewem Łódź, którego fani utrzymują sojusznicze relacje właśnie z krakowską Wisłą oraz chorzowskim Ruchem.

 

Jak poinformował portal tvp.info, zatrzymanych zostało na przełomie października i listopada osiem osób związanych ze zorganizowaną przestępczością. Wśród nich mają być oprócz bojówkarzy Widzewa Łódź, również osoby sympatyzujące z innymi zaprzyjaźnionymi klubami (tzw. zgodami). Do aresztu trafiło finalnie sześciu podejrzanych, a dwóch musi regularnie stawiać się na komendzie policji.

 

Zatrzymani mieli uczestniczyć w procederze sprowadzania do Polski hurtowych ilości narkotyków. Zakazane substancje miały trafiać do naszego kraju z Hiszpanii, jednak jak podają media, gangsterzy mieli uczestniczyć również w transporcie narkotyków z Holandii na teren Irlandii.

 

Do Polski, członkowie gangu odpowiedzą m.in. za przemyt 400 kg marihuany z Hiszpanii. Narkotyk miał być transportowany wewnątrz pudeł, w których przewożone są z reguły cytrusy.

 

Policja deklaruje, że nie jest to zamknięte śledztwo i bardzo możliwe są kolejne zatrzymania w ramach walki ze zorganizowaną przestępczością, w którą zaangażowani byli pseudokibice. W ramach śledztwa ustalane mają być teraz szczegóły dotyczące współpracy między bojówkarzami Widzewa Łódź, a takich klubów jak Elana Toruń, Ruch Chorzów i Wisła Kraków. Kibice tych klubów tworzą od kilku alt koalicję określaną w środowisku jako WRWE.

 

Gang kojarzony jako bojówka Widzewa Łódź kierowany był przez Adama Zająca ps. „Zajcu”, który wcześniej występował jako zawodnik MMA oraz Michała G. ps. „Gąsior”. „Zajcu” jest obecnie poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania, a „Gąsior” zdecydował się samemu zgłosić do prokuratury. Możliwe, że to właśnie zeznania złożone przez Michała G. w dużym stopniu przyczyniły się do zatrzymania oraz postawienia zarzutów innym członkom grupy przestępczej.

 

 

 

Źródło: tvp.info ; dzienniklodzki.pl

Fot.: Wikimedia Commons

 

 

W środę późnym wieczorem w Parku im. Szarych Szeregów w Łodzi policja wylegitymowała kilkudziesięciu mężczyzn. Twierdzili, że przyszli pobiegać, ale nic na to nie wskazywało.

Pseudokibice ubrali szaliki z emblematami jednego z klubów piłkarskich i wmawiali policji, że przyszli pobiegać. Wszystko wskazywał jednak, że przygotowywali się na tzw. ustawkę, czyli bójkę pseudokibiców. Mieli przy sobie rękawice bokserskie i ochraniacze na zęby.

 

CZYTAJ TAKŻE: Harry i Meghan w ogniu krytyki. Nie wywiną się z tego

 

Ktoś zgłosił policji, że podejrzana grupa kilkudziesięciu mężczyzn znajduje się Parku im. Szarych Szeregów w Łodzi. Zablokowali ulicę swoimi autami i bez koszul, ubrani w kominiarki wbiegli do parku. Około 23 przyjechali funkcjonariusze z Wydziału Wywiadowczego KMP w Łodzi.

 

Wylegitymowani mężczyźni utrzymywali, że chcieli tylko pobiegać i zaraz potem wrócą do domu. Dlaczego jednak mieli przy sobie rękawice bokserskie i ochraniacze na zęby? Wynika z tego, że policja zapobiegła najpewniej ustawce.

 

 

CZYTAJ TAKŻE: Anna Lewandowska wstawiła zdjęcie z przeszłości. Wtedy nie wyglądała tak dobrze…(FOTO)

 

 

Źródło: polsatnews.pl